The Man of Feeling

Okładka książki The Man of Feeling autorstwa Javier Marías
Okładka książki The Man of Feeling autorstwa Javier Marías
Javier Marías Wydawnictwo: Penguin Classics Seria: Penguin Classics literatura piękna
144 str. 2 godz. 24 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Seria:
Penguin Classics
Tytuł oryginału:
El hombre sentimental
Data wydania:
2012-08-02
Data 1. wydania:
2012-08-02
Liczba stron:
144
Czas czytania
2 godz. 24 min.
Język:
angielski
ISBN:
9780141389257
Tłumacz:
Margaret Jull Costa
The Man of Feeling is a story of love and memory by Javier Marías, whose highly-anticipated new novel The Infatuations is published in 2013.

On a train journey from Paris to Madrid a young opera singer becomes fascinated by those in his compartment: a middle-aged businessman, his alluring wife and their male travelling companion. Soon his life of constant travel, luxury hotels, rehearsal and performance will become entangled with these three people, and the singer will find himself fatefully consumed by Natalia's beauty. The Man of Feeling is the haunting story of the birth and death of a passion, told in retrospect. Intricately interweaving desire and memory, it explores the nature of love, and asks whether we can ever truly recall something that no longer exists.
Średnia ocen
3,0 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup The Man of Feeling w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki The Man of Feeling

Średnia ocen
3,0 / 10
1 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinie i dyskusje o książce The Man of Feeling

avatar
126
111

Na półkach:

Marias jak zwykle z długimi, złożonymi zdaniami, wieloma dygresjami, analizuje "pamięć i niepewność". Tempo jest powolne, momentami rytm jest trochę nudny, jednak to tworzy mariasowy charakter. Czuć budowanie relacji z czytelnikiem, autor prowokuje do przemyśleń nad tożsamością, niepewnością, co przyniesie jutro, los, co zostanie w pamięci..

Marias jak zwykle z długimi, złożonymi zdaniami, wieloma dygresjami, analizuje "pamięć i niepewność". Tempo jest powolne, momentami rytm jest trochę nudny, jednak to tworzy mariasowy charakter. Czuć budowanie relacji z czytelnikiem, autor prowokuje do przemyśleń nad tożsamością, niepewnością, co przyniesie jutro, los, co zostanie w pamięci..

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
707
56

Na półkach:

Byłem sceptyczny co do tej najwcześniejszej książki Mariasa, jaka została przetłumaczona na polski. Zwykle takie „początki” nie wyglądają zbyt dobrze, wypadają blado w porównaniu z późniejszymi wielkimi dziełami, w porównaniu z opus magnum (oczywiście są wyjątki i wyjątki w wyjątkach). No ale okazało się, że to jest naprawdę dobre. Może i początki, ale od razu czuć ten klimat i ten niepowtarzalny vibe z jego późniejszych wielkich książek. To nie zostało wydane „na siłę”, jak czasem zdarza się z twórczością tych największych, wydaje się wszystko, jak leci; Marias jednak umiał pisać od samego początku. To naprawdę świetnie mi to weszło już od samego początku.

Podobało mi się nawet bardziej, niż, dajmy na to, takie „Wszystkie dusze” (które są jakieś inne, jakby „niepasujące” do reszty Mariasa). W pewnym momencie miałem też skojarzenia z prozą Henry’ego Jamesa, jakby Marias trochę inspirował się „Ambasadorami”, albo „Portretem Damy”, albo „Złotą czarą”. Nie w sensie fabuły, ale pewnego klimatu, szczególnie podczas w kulminacyjnej scenie rozmowy, wyjętej jakby żywcem z Jamesa.

Zapraszam do śledzenia mojego profilu (głównie) książkowego na TT
https://twitter.com/poldy_b

Byłem sceptyczny co do tej najwcześniejszej książki Mariasa, jaka została przetłumaczona na polski. Zwykle takie „początki” nie wyglądają zbyt dobrze, wypadają blado w porównaniu z późniejszymi wielkimi dziełami, w porównaniu z opus magnum (oczywiście są wyjątki i wyjątki w wyjątkach). No ale okazało się, że to jest naprawdę dobre. Może i początki, ale od razu czuć ten...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
567
228

Na półkach: , , , ,

A więc nadrobiłem braki we wczesnej twórczości Mariasa. Pozycja "Serce tak białe" jako pierwsza z ważnych, naprawdę wybitnych książek autora, jest niezagrożona. "Wszystkie dusze" jak najbardziej również warto przeczytać. Co do "Mężczyzny sentymentalnego", o ile nie jest się zagorzałym mariasowcem, to właśnie tę książkę można sobie podarować. A właściwe książeczkę. Traf chciał, że czytając ją jako trzecią w kolei pozycję tego pisarza, dopiero teraz zwróciłem uwagę jak doskonale włada opisem. To znaczy przeprowadza czytelnika przez proste sytuacje, typu rozmowa, typu spotkanie, które nie wyróżniają się w sensie fabularnym niczym szczególnym, a jednak czyta się o tym doskonale. Momentami już w tej książce czuje się wielką literaturę, jednak zabłyśnie ona w pełni dopiero w "Serce tak białe".

A więc nadrobiłem braki we wczesnej twórczości Mariasa. Pozycja "Serce tak białe" jako pierwsza z ważnych, naprawdę wybitnych książek autora, jest niezagrożona. "Wszystkie dusze" jak najbardziej również warto przeczytać. Co do "Mężczyzny sentymentalnego", o ile nie jest się zagorzałym mariasowcem, to właśnie tę książkę można sobie podarować. A właściwe książeczkę. Traf...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

102 użytkowników ma tytuł The Man of Feeling na półkach głównych
  • 60
  • 42
11 użytkowników ma tytuł The Man of Feeling na półkach dodatkowych
  • 4
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki The Man of Feeling

Inne książki autora

Okładka książki Sztuka powieści. Antologia wywiadów I z „The Paris Review”. Wywiady z pisarzami Julian Barnes, Saul Bellow, Jorge Luis Borges, Julio Cortázar, Don DeLillo, William Faulkner, Jonathan Franzen, Max Frisch, Gabriel García Márquez, Ernest Hemingway, Michel Houellebecq, Aldous Huxley, Javier Marías, Vladimir Nabokov
Ocena 7,2
Sztuka powieści. Antologia wywiadów I z „The Paris Review”. Wywiady z pisarzami Julian Barnes, Saul Bellow, Jorge Luis Borges, Julio Cortázar, Don DeLillo, William Faulkner, Jonathan Franzen, Max Frisch, Gabriel García Márquez, Ernest Hemingway, Michel Houellebecq, Aldous Huxley, Javier Marías, Vladimir Nabokov
Javier Marías
Javier Marías
Javier Marías Franco (ur. 20 września 1951 w Madrycie) - hiszpański pisarz. Jego ojciec Julián Marías Aguilera był filozofem katolickim, represjonowanym za czasów dyktatury generała Francisco Franco. Swoją pierwszą powieść napisał w wieku 17 lat. Po ukończeniu studiów na Uniwersytecie Complutense w Madrycie, zajął się tłumaczeniem dzieł anglojęzycznych pisarzy na hiszpański (m.in. Johna Updike'a, Thomasa Hardy'ego, Josepha Conrada, Vladimira Nabokova i Roberta Louisa Stevensona). W 1979 otrzymał hiszpańską nagrodę narodową za tłumaczenie powieści Laurence'a Sterna Tristram Shandy. W latach 1983-1985 był wykładowcą literatury hiszpańskiej i lektorem języka hiszpańskiego na Uniwersytecie Oksfordzkim. Jego powieść Serce tak białe odniosła wielki sukces komercyjny i przyniosła mu uznanie krytyków. W 1997 otrzymał International IMPAC Dublin Literary Award. Zmarł 11 września 2022 na zapalenie płuc.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy The Man of Feeling przeczytali również

Beltenebros Antonio Muñoz Molina
Beltenebros
Antonio Muñoz Molina
Jedna z pierwszych powieści autora. Napisana jakieś 35 lat temu, ale czyta się, jakby była napisana 350 lat temu. Za taką literaturę w dzisiejszej Hiszpanii traci się rubrykę w gazecie, członkostwo w prestiżowej organizacji, szanse na nagrodę literacką, może nawet pracę. Zostaje się za to cynicznym manipulatorem, fałszerzem historii, pogrobowcem frankizmu. Zresztą w postepowej prasie hiszpańskiej można nadal wyczytać, że grupa medialna PRISA i jej stajnia, do której należy Muñoz Molina, od lat sączy do głów jad rewizjonizmu. Powieść to w sumie kryminał w stylu noire. Kiedy autor go pisał, a była to końcówka lat 1980-tych, w Hiszpanii dominowała jeszcze wersja „wszyscy mieli swoje za uszami, więc lepiej nie zabierać się za wyrównywanie rachunków”. No i tak rozłożone są akcenty w książce, komuniści to zgraja fanatyków a frankiści to sadyści; zresztą mamy nawet coś w rodzaju syntezy, złowrogi frankistowski komisarz Ugarte to taki trochę Beria. Zwykli Hiszpanie jakoś tam usiłują prowadzić normalne życie, a protagonista wyrósł już ponad wszystkie ideologie i jest takim post-komunistycznym Alain Delonem, melancholijnym zabójcą bez złudzeń. Autor ma dryg do pisania, chociaż jest trochę manieryczny. Fabułę wiąże sprawnie, chociaż niektóre wątki mu się rozchodzą albo wręcz są zbędne. Postacie nieźle zarysowane, w sam raz do kryminału, z tłem psychologicznym ale bez przegięć i nudziarstwa. W bonusie erudycyjne aluzje i zagadki, począwszy od tytułowego Beltenebros, poprzez Darmana, obie Rebeki, Andrade, Waltera, Valdivię, czego tam nie ma... mity greckie, Stary Testament, średniowieczne gestae, Cervantes, powiastki oświeceniowe, Hitchcock, kto chce niech szuka
Kornel Tomaszewski - awatar Kornel Tomaszewski
ocenił na72 lata temu
Powracający głód Jean-Marie Gustave Le Clézio
Powracający głód
Jean-Marie Gustave Le Clézio
Powieść „Powracający głód” wydał Jean-Marie Gustave Le Clézio J.-M.G Le Clézio (ze względu na trzy imiona pisarza – taki skrót) w 2008 roku, czyli w tym samym, w którym otrzymał literacką Nagrodę Nobla. To uwaga porządkująca bowiem w jakiejś polskiej krytyce wyczytałem, że „Powracający głów” jest słabą powieścią, co dowodzi, że wszystkie książki noblistów, które piszą zaraz po otrzymaniu najważniejszego wyróżnienia literackiego, są słabe. Zdaję sobie sprawę, że portal lubimyczytac.pl, gdzie najwyższe oceny zdobywają nędznej jakości kryminały, może nie jest najlepszym miejscem, aby zachwalać wysoką literaturę, lecz nie rezygnuję z żadnej szansy, aby pokazać, że poza romansidłami i kryminało-horrorkami istnieje także prawdziwa Literatura, prawdziwa Proza. I taką prozę J.-M.G Le Clézio (ze względu na trzy imiona pisarza – taki skrót) pisze. „Powracający głód” to historia w Historii, historia kilkunastoletniej dziewczynki Ethel w latach tuż poprzedzających II wojnę światową, która zmieniła świat. Jest wiele elementów osobistych, intymnych w tej opowieści. Historia Ethel pokrywa się z historią matki autora, pochodzącej – jak bohaterka jego powieści – z Mauritiusu. W „Powracającym głodzie” czytamy o ojcu Ethel, który przenosi się do Paryża, gdzie liczy na karierę i rozwój biznesu. Po początkowych sukcesach, doznaje dotkliwej porażki. Ale nie jest to saga rodzinna, chociaż wykreowana przez Le Clézio postać Ethel jest jednym z najpiękniejszych portretów literackich, jakie noblista stworzył – krucha, ulotna, niczym wrażenie z wystawy obrazów wielkich mistrzów. A scena, w której dziesięcioletnia Ethel wchodzi na wystawę w Bois de Vincennes, trzymając swoją dłon w reku pradziadka, jest przepyszna. Jest rok 1931. Trzy lata później pradziadek umiera. Świat bankrutujących rodziców wywraca się do góry nogami. Podczas jednej z rozmów w salonie Ethel po raz pierwszy słyszy nazwisko Hitler. Le Clézio pisze o człowieku w żarnach Historii, lecz nie w tonach tragicznych, a bardziej nostalgicznych. Portretuje świat (druga część powieści, o życiu w Nicei – nędza, głód, rozpad więzi społecznych),bolejąc nad przemijaniem, utratą przyjaciół, młodości i nadziei. To naprawdę piękna powieść. Wprawdzie nieco statyczna, ale czuje się w niej, że ma się do czynienia z klasyką, która powstaje na naszych oczach.
Jacek Jarosz - awatar Jacek Jarosz
ocenił na83 lata temu
Lata z Laurą Díaz Carlos Fuentes
Lata z Laurą Díaz
Carlos Fuentes
Książka, która powaliła mnie na kolana. Skarbnica cytatów i mądrości życiowych. Dosadna, mocna i kontrowersyjna. Przyznaję, że główna bohaterka Laura Diaz potrafiła momentami wyprowadzić mnie z równowagi. Drażniła mnie jej postawa jako matki, żony i kobiety w ogóle. Jednak, kiedy poznałam całą historię, wszystkie perypetie i dramaty, z którymi musiała się zmierzyć i odczekałam spokojnie, żeby to wszystko przetrawić, uważam, że lektura była warta grzechu. Tłem dla opowieści o tej niezwykłej kobiecie jest wiek XX, przemiany polityczne i społeczne oraz wydarzenia historyczne skupiające się głównie na Meksyku. Głęboka, dotykająca trzewi, wzruszająca, prawdziwa i dosadna historia kobiety, która nie bała się walczyć o swoje szczęście i niezależność, o zrozumienie, że jest kobietą, która myśli i czuje, podąża za swoimi marzeniami szukając spełnienia. Niektóre rozmowy czy opisywane wydarzenia zdają się być wyrwane z kontekstu, niewiadomo skąd się biorą, albo kto je wypowiada i to zaburza odbiór powieści sprawiając wrażenie, że fabuła wymyka się ustalonemu porządkowi. Mimo to książka jest ciekawa, wciągająca chwilami nawet porywająca, choć zdarzają się też mocno przegadane fragmenty. Powieść Fuentesa jest dość trudna w odbiorze, ale jednocześnie omawia dość istotne kwestie dotyczące między innymi roli kobiety w związku, matczynej miłości, realizacji i poszukiwania samego siebie. Bogactwo wrażeń i ekscytujących emocji - zapewnione. Polecam
kasiaman55 - awatar kasiaman55
ocenił na71 rok temu
Harmonia caelestis Péter Esterházy
Harmonia caelestis
Péter Esterházy
Ta powieść mnie podbiła i wchłonęła bez reszty. I wydaje mi się, że to nie tematyka tak urzeka ale czar samego Autora , magia Jego pióra i poczucie absurdalnego humoru. Pisarz to niepospolity – potomek wielkiego rodu, który wydał z siebie całe zastępy rycerzy, książąt, polityków, dyplomatów, intelektualistów, artystów, ludzi trzymających stery wielkiej polityki, bogaczy, bywalców całego świata. A sam Pan Peter? Urodzony w roku 1950, całym sobą doświadczył goryczy pozbawienia rodziny majątku i wpływów. Obrzucany mianami „krwiopijcy”, ‘wroga ludu”, „reakcji” i całym tym stekiem epitetów i socjalistycznych prawd Leninopochodnych, które co starsi jeszcze pamiętają z gorących polemik w „Trybunie Ludu”. Kiedy na początku roku szkolnego młoda, nieznająca jeszcze dzieci w klasie nauczycielka „ryknęła” na Petera, czy on sobie wyobraża, że jest jakimś tam Esterhazym, czy co??? - mały wstydził się powiedzieć że tak, on JEST Esterhazym, ale i tak nie rozumiał dlaczego pani krzyczy…. Czy ta książka jest sagą rodzinną? I tak i nie, daremnie szukać tu mieszczańskiego porządku i chronologii losów kolejnych pokoleń. Ale jednak całą pełnią dotyczy rodziny i w niej tkwi. Czy jest podręcznikiem historii? I tak i nie, bo z jednej strony zdecydowanie brak tu ciągot do rozwlekłych opisów tła historycznego, dat czy ‘kamieni milowych”. A jednak nie sposób całkiem zamknąć się na wspomnienia słynnych ludzi, miejsc czy wydarzeń. Czy jest książką rozliczeniową? Na pewno, bo czegóż się spodziewać na kilkuset stronach fresku obejmującego kilkaset lat dziejów rodziny i kraju, i tych kilkadziesiąt ostatnich, najbardziej dla Autora dotkliwych? Czy jest nowoczesna, nowatorska i przełomowa? Dla mnie jest, i to jeszcze jak! Nie będę porywać się na przypuszczenia, co Autor miał na myśli wprowadzając jako głównego bohatera postać Taty. Mogę najwyżej wspomnieć, że książkowy „ojczulek” wydaje mi się i moim i Twoim ojcem i wszystkich ojcem i wymyślonym i prawdziwym ojcem i wręcz całą Ojczyzną. To absurdalne ale Ojczulek jest też i mną i całym narodem. Postać to niejednoznaczna i nieokreślona. Autora już niestety nie ma na tym świecie ale tożsamość Ojczulka jest wciąż sprawą otwartą. No bo wyobraź sobie Czytelniku drogi kilkaset rozdziałów, z których każdy rozpoczyna się słowami „mój Ojczulek” albo „Ojciec” i w każdym z tych rozdziałów papcio jest gwiazdą innej rewii! Pędzi na rączym koniu i walczy za Ojczyznę, modli się, krzywdzi dzieci, uwielbia dzieci, gwałci wiejską dziewkę gdzieś w stogu siana, ubóstwia matkę, zdradza matkę, zagania owce gdzieś z pasterzami, stąpa po marmurach cesarskich pałaców, daje się zabić, krwawi pobity do nieprzytomności w kazamatach bezpieki. Żyje jednocześnie i teraz i dwadzieścia lat temu i w średniowieczu i za panowania Habsburgów. A wszystko opisane tak pięknym językiem (brawa dla Tłumaczki),niemal poetycką frazą, że wędrujesz z tym Ojcem przez całe światy i nie chcesz przestać. No co ten Ojczulek, no co on??? Czy to ta masa jego wcieleń miała stworzyć tę muzykę świata i niebiański ład? Czytajcie i przekonajcie się sami!
Katarzyna Anna - awatar Katarzyna Anna
oceniła na103 lata temu
Jeździec polski Antonio Muñoz Molina
Jeździec polski
Antonio Muñoz Molina
od razu żeby było jasne: powieść nie ma nic wspólnego z Polską. Tytułowy jeździec to obraz Rembrandta (u nas znany jako "Lisowczyk"),którego tanią reprodukcję kupił jeden z protagonistów i która potem przewija się w narracji (prawdopodobnie jako symbol tyleż dzielnego co samotnego przeciwstawienia się przeciwieństwom losu, bo tak na ogół intepretowany jest obraz). Powieść która swego czasu (1991!) współtworzyła modną falę sensacyjno-erudycyjnych powieści o "odkrywaniu przeszłości", której najbardziej znanym reprezentantem był Umberto Eco. Tutaj w typowym hiszpańskim sosie, w którym nieuchronnie głównym składnikiem musi być wojna domowa. Epicka perspektywa (1874-1991),mnóstwo postaci, sporo wątków, tajemniczo, groźnie, symbolicznie, romantycznie, trochę powieść gotycka, trochę detektywistyczna, trochę saga rodzinna, trochę obyczajowa. W skrócie: młody hiszpański tłumacz w parlamencie brukselskim odkrywa przeszłość swojej rodziny. Oczywiście powieść jest słuszna politycznie, więc odkrywa tylko zbrodnie wstrętnej reakcji, faszystów i frankistów. Sprawnie napisane, powiedziałbym że to najwyższy europejski poziom konfekcji literackiej. Wciąga. W Hiszpanii współtworzyła falę, że "nie ma demokracji i pokoju społecznego bez rozliczenia się z przeszłością" (jako kontrapunkt dla rzekomego "paktu zapomnienia", którego zresztą nigdy nie było). Polecam jako fajną, intrygującą, dobrze napisaną powieść (tylko bez ambitnych oczekiwań, proszę). Da się przeczytać w jakiś 10 podróżach na trasie Kraków-Warszawa.
Kornel Tomaszewski - awatar Kornel Tomaszewski
ocenił na63 lata temu
Żołnierze spod Salaminy Javier Cercas
Żołnierze spod Salaminy
Javier Cercas
Wybitnie empatyczna opowieść z najstraszliwszą z możliwych wojen, bo domową, w tle. Teoretycznie o pewnym hiszpańskim faszyście, ale faktycznie o tych wszystkich prawdziwie nieznanych żołnierzach (mniejsza nawet, z której strony barykady),potrafiących w czasach nienawiści ocalić człowieczeństwo - i swoje, i Innego.... Taki jak tu obraz wojny, z żołnierskich dołów, a nie perspektywy zawsze dzielnych, bohaterskich i odznaczanych dowódców, widziany, bardzo mi odpowiada. Książka to „kompletna i prawdziwa” – nie da się zaprzeczyć tym słowom Autora (bo to także książka w książce). To także moja kolejna ważka rzecz o pamięci i historii oraz pułapkach w nich się kryjących, a także o niemożliwości ich poznania. „I teraz nie wiem, co było prawdziwe” - pisał Poeta w jednym z najwspanialszych swych wierszy. Prawdy możemy się u Cercasa tylko domyślać, a „jedyną odpowiedzią jest brak odpowiedzi; jedyną odpowiedzią jest jakaś tajemna i bezmierna radość ”…. Za nieporozumienie uznaję opinie, jakby to była rzecz o faszyście Sanchezie Mazasie (a może i jego apologia) - cudem ocalałym spod ognia republikańskiego plutonu egzekucyjnego, którego zaraz potem jeden ze ścigających żołnierzy mógł zabić, ale tego nie uczynił. Czy wraz z narratorem dowiemy się dlaczego? Tymczasem postać czołowego falangisty wydaje mi się raczej przedmiotem, a nie podmiotem tej opowieści jako całości, choć ilościowo faktycznie o nim sporo. Ale według mnie to raczej zwodniczy, a przemyślany zamiar Autora, który w drugiej części koncentruje się na kimś ze strony republikańskiej. Wydaje się nawet, że Cercas od początku zmierza tylko do tego, aby w końcu zacząć opowieść o swym prawdziwym bohaterze – Miralllesie; „o tych niepojętych chwilach, w których cała cywilizacja zależy od jednego człowieka”. O ile wcześniej bywa różnie, to ta część wciąga bez reszty i pozostawia czytelnika w osłupiającym podziwie… Chodzi bowiem o „mięso armatnie”, czyli szeregowych, nikomu nie znanych ludzi. „Żadna ulica w żadnym żałosnym miasteczku żadnego gównianego kraju nie będzie nigdy nazwana imieniem żadnego z nich” – słyszymy prostą, a wieczną prawdę o wojennym rzemiośle. Tak, tacy od zawsze aż po kres ludzkości są i pozostaną „mierzwą dziejów”. Ot, pionki na potwornej szachownicy w rozgrywce wielkich kosztem maluczkich - czym wszak jest każda wojna. Ale pionki z olbrzymią władzą: odbierania życia innym – ale też i ich ocalania. A nie chodzi wszak o kolegów z oddziału, tylko o wrogów – kimkolwiek by byli…. I czy była w ogóle kiedykolwiek taka przedziwna wojna, w której nie zabijano by bezbronnych…? „Te historie nikogo już nie obchodzą, nawet nas, którzyśmy je przeżyli. Był czas, kiedy obchodziły, ale teraz już nie. Ktoś zdecydował, że należy o tym zapomnieć, i coś panu powiem: ten ktoś chyba miał rację. Poza tym połowa tych historii to niezamierzone kłamstwa, a druga połowa to kłamstwa zamierzone”. To zdanie dedykuje swym rodakom – nie tylko w kontekście nadchodzących wyborów…. I jeszcze inny cytat, jakże zawsze i wszędzie prawdziwy: „Jedynym wspólnym, łączącym ich elementem, była według mnie, ich kondycja ludzi, którzy przeżyli, czyli ta zwodnicza przewaga, którą bohaterowie dnia dzisiejszego, zawsze zwyczajnego, nijakiego i pozbawionego chwały, przyznają bohaterom dnia wczorajszego, przeszłość bowiem – poznawana przez filtr pamięci – zawsze jest wyjątkowa, burzliwa i bohaterska”. Albo taki, wart zadedykowania ajpienowi: " Bohaterowie są bohaterami tylko wtedy, kiedy umierają albo ktoś ich zabija. Prawdziwi bohaterowie rodzą się tylko na wojnie i umierają na wojnie. Nie ma żywych bohaterów (…). Są tylko umarli". Podczas lektury wielokrotnie przychodziła mi na myśl inna rzecz o „statystach historii”, czyli skandalicznie zapomniane arcydzieło „Sól ziemi” Józefa Wittlina. Piotr Niewiadomski to jeszcze bardziej „nikt” niż Mirallles, a przecież jak najsłuszniej tytułowy bohater…. Miałem też skojarzenia z niemniej empatycznym obrazem zwykłego, może nawet i tchórzliwego (czyli pragnącego po prostu przeżyć),żołnierza z wybitnego - o dziwo! - „Trenu” Bohdana Czeszki, postaci niewartej pamiętania – w przeciwieństwie do tej jego noweli. Bo jak czytamy u Cercasa, „można być dobrym pisarzem, będąc jednocześnie strasznym skurwysynem”… PS Czy Autor nie rzuca aby wyzwania - nam, Polakom? „Ze wszystkich historii w Historii najsmutniejsza jest niewątpliwie historia Hiszpanii, ponieważ kończy się źle”. Jeszcze nieco cytatów… Zastanawiałem się, czy te relacje będą odpowiadać rzeczywistym faktom, czy też, w nieunikniony pewnie sposób, przykryła je patyna półprawd i zmyśleń, jaka zwykle dodaje splendoru zdarzeniu dawnemu i dla jego uczestników niemal legendarnemu. Czyli to, co mi opowiedzą, będzie nie tym, co wydarzyło się naprawdę, ani nawet nie tym, co pamiętają, że się wydarzyło, lecz tylko tym, co pamiętają, że opowiedzieli już przy innych okazjach. Dla Aguirre, podobnie jak dla wszystkich, pisanie do prasy nie jest pisaniem. Nie potrafiła uniknąć pułapek, jakie w trakcie opowiadania zastawiała na nią nostalgia. Uważał ją za jedyną prawdziwą przygodę swego życia, a przynajmniej jedyną, którą mógł się szczycić bez obawy demistyfikacji. Kraj cywilizowany to taki, w którym ludzie nie muszą tracić czasu na politykę. Rzeczywistość zawsze nas zdradza. Najlepiej więc nie dać jej na to czasu i zdradzić ją wcześniej. Nie pisze się zazwyczaj o tym, o czym chce się pisać, ale o tym, o czym się pisać potrafi. Co się tyczy ojczyzny, no cóż, nie wiadomo, czym jest ojczyzna, może po prostu usprawiedliwieniem dla świństwa albo lenistwa. Gorliwe podkreślanie lojalności często maskuje zdradę. Możliwe, że w głębi duszy przez całe życie w nic nie wierzył, a już najmniej w to, co głosił i czego bronił. „Jeżeli za coś nienawidzę komunistów ekscelencjo, to za to, że zmusili mnie, abym został falangistą”.
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na92 lata temu
Nocny pociąg do Lizbony Pascal Mercier
Nocny pociąg do Lizbony
Pascal Mercier
„Nocny pociąg do Lizbony” Pascala Merciera to jedna z tych rzadkich powieści, które zamiast oferować prostą ucieczkę od rzeczywistości, zmuszają czytelnika do głębokiego zanurzenia się w samym sobie. Moja ocena to 7/10 – jest to dzieło wybitne pod względem intelektualnym, choć jego specyficzne tempo i gęstość filozoficzna mogą stanowić wyzwanie dla osób szukających wartkiej akcji. Impuls do zmiany Wszystko zaczyna się od jednego momentu, od spotkania na moście w Bernie, które wytrąca Raimunda Gregoriusa – statecznego profesora filologii klasycznej – z kolein dotychczasowego, przewidywalnego życia. Gregorius, człowiek słowa i antycznych tekstów, pod wpływem impulsu porzuca swoją szkołę i wsiada w pociąg do Lizbony. Jego przewodnikiem staje się znaleziona przypadkiem książka tajemniczego portugalskiego lekarza, Amadeu de Prado. Ta nagła rewolucja w życiu starszego człowieka jest punktem wyjścia do fascynującej podróży – nie tylko przez Europę, ale przede wszystkim przez meandry ludzkiej egzystencji. Studium duszy i historii Mercier po mistrzowsku splata dwa wątki. Z jednej strony śledzimy śledztwo Gregoriusa, który w Lizbonie odkrywa ślady życia Prado, rozmawiając z ludźmi, którzy go znali. Z drugiej – poznajemy fascynujące zapiski samego lekarza, które są sercem tej powieści. Amadeu de Prado jawi się jako postać tragiczna, uwikłana w walkę z dyktaturą Salazara, ale przede wszystkim tocząca bój o autentyczność własnego bytu. Powieść staje się dzięki temu wielowarstwowym traktatem o wolności, lojalności, samotności i o tym, jak mało wiemy o ludziach, których kochamy. Filozofia kontra dynamika „Nocny pociąg do Lizbony” to książka „powolna”. Mercier nie spieszy się, cyzeluje każde zdanie, a monologi wewnętrzne Prado zajmują całe strony. Dla czytelnika ceniącego literaturę piękną i głęboką refleksję, będzie to uczta. Jednak momentami powieść ociera się o pewną pretensjonalność, a nagromadzenie pytań retorycznych i egzystencjalnych dylematów może przytłaczać. Nie jest to thriller, mimo że wątek odkrywania tajemnic z przeszłości ma w sobie coś z kryminału; to raczej „thriller duszy”, w którym napięcie budowane jest przez odkrywanie kolejnych warstw sumienia bohatera. Podsumowanie Powieść Merciera to zaproszenie do podróży, którą każdy z nas podświadomie chce odbyć – podróży ku zrozumieniu własnych wyborów. To książka niezwykle erudycyjna, napisana z wielką kulturą języka i szacunkiem do czytelnika. Choć momentami bywa ciężka i wymaga pełnego skupienia, pozostawia w człowieku trwały ślad. To solidna siódemka dla literatury, która ma odwagę pytać o sens „opuszczenia samego siebie” i o to, czy kiedykolwiek jest za późno, by zacząć żyć naprawdę. Idealna lektura na długie wieczory, wymagająca ciszy i gotowości na trudne odpowiedzi.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na719 dni temu
Księga zeznań John Banville
Księga zeznań
John Banville
Spowiedź Freddiego nie porwała mnie. Koncept braku wolnej woli jest mi znany, podobnie jak psychopatyczne poczynania ludzi twierdzących, że jedyne istniejące ograniczenia to takie, które sami sobie stwarzają. Tutaj może nie o te ograniczenia chodzi, tylko bardziej o autentyczność Freddiego. Jest to człowiek nie będący w stanie uczynić niczego, co byłoby sprzeczne z jego naturą, nawet jeśli byłoby to niezgodne z ogólnie przyjętymi normami. Świat to ciąg zbiegów okoliczności, co dla niego jest wizją tragiczną bowiem wtedy wolna wola zanika, a wraz z nią etyka. Zbiegi okoliczności i zdarzenia nie mają dla niego żadnego znaczenia. Jest to świat absurdu, którego częścią Freddie nie chce być. Zwraca się ku sobie i nie dopuszcza żadnego autorytetu poza swoją osobą. Obsesja na własnym punkcie uniemożliwia mu kontakt ze światem zewnętrznym, a skoro wszystko istnieje wyłącznie przez odniesienie do czegoś innego on znika dla świata, a świat dla niego. Przestaje dostrzegać realność czego i kogokolwiek poza sobą. Między innymi to prowadzi go do morderstwa. "Zapomina", że kobieta, którą uderza kilkakrotnie młotkiem to nie tylko przeszkoda, ale żywa istota. Jak sam stwierdza była to niemożność wyobrażenia sobie jej jako realnego, odrębnego człowieka. Freddie jest świadomy, że brak ludzkiego czynnika obdziera rzeczywistość ze wszelkiego znaczenia, dlatego porównuje się do zwierzęcia w klatce. Jednak w tym samym czasie pożąda uwagi i tego, by być wysłuchanym. Pławi się w grozie swego uczynku, uważając je za dzieło sztuki, z tym że on grozy nie dostrzega. Brak w nim jakichkolwiek emocji, przez co brak ich również w książce. Opisy są szczegółowe, precyzyjne niemal jak matematyczne kalkulacje, jednak brakuje tego czynnika ludzkiego - empatii, poczucia winy, jakiegokolwiek "poczucia". Freddie zdaje sobie sprawę z własnej winy, tak jak zdaje sobie sprawę z tego, że czaszka jego ofiary była zdumiewająco miękka, a z młotkiem w ręce niewygodnie się prowadzi. Przyznaje się do winy bo tylko to jest zgodne z prawdą i nim samym. Nie rozumie czemu ludzie oczekują od niego skruchy, skoro działał w zgodzie z samym sobą. Morderstwo nie jest czymś wbrew jego naturze, jednak popełniając je dociera do niego, że chce być częścią świata, tylko że teraz jest już za późno i koło się zamyka. Dałam wysoką ocenę, bo wstyd byłoby nie dać jednak trochę męcząca była dla mnie ta spowiedź. Odrzuca mnie czysto racjonalne, obdarte z emocji podejście do rzeczywistości, dlatego też odrzuca mnie główny bohater. Nie sprawiało mi przyjemności "przebywanie" w jego świadomości przez tyle czasu, jednak muszę chyba przyznać, że czuję jakąś dozę ciekawości jeśli chodzi o analizę takich jednostek. Jest wiele intrygujących stwierdzeń do przemyśleń no i potężna dawka ironii oraz humoru. To wielki plus. No i źródeł do eseju sporo :D
crystal - awatar crystal
ocenił na711 lat temu
Złuda Carmen Laforet
Złuda
Carmen Laforet
to chyba trzecia którą czytałem powieść z akcją w powojennej Barcelonie, pisana przez kobietę, i wydana w czasach frankizmu. Obok książek Merce Rodoreda (Diamentowy Plac, 1962) i Rosy Ma. Arquimbau (Czterdzieści straconych lat, 1971). Oczywiście – z punktu widzenia historii literatury – najważniejsza, Laforet to było literacko-kulturowe trzęsienie ziemi w Hiszpanii, a Rodoreda i Arquimbau co najwyżej zostały zauważone. Potem to się zaczęło zmieniać, w krytyce historycznoliterackiej akcje Laforet systematycznie dołują, a tamtych pań zwyżkują. Przeważa opinia, że literacko Laforet jest raczej marna, i że broni ją co najwyżej autentyzm autorki. Moje wrażenia z lektury: afektowane to i wysilone. W tym sensie faktycznie podpada pod kategoryzacje typu „tremendismo” albo „egzystencjalizm”, natomiast pod „autentyzm” to już chyba raczej nie. Ale przeczytać zdecydowanie warto. Naturalnie z powodu roli tej powieści w kulturze hiszpańskiej. Nie jestem pewien, czy Laforet była głosem swojego pokolenia, śmiem wątpić, myślę że mało która dorastająca dziewczyna, która przeżyła wojnę, mogłaby potem demonstrować taką obojętność dla spraw publicznych i takie skupienie na samej sobie. Ale może się mylę, w sumie to szał na punkcie tej powieści oznacza, że trafiła w jakąś taką nutę, która zadźwięczała. Co to była za nuta? Zwykły generacyjny protest, który w każdym pokoleniu znajduje sobie ujście w jakimś kultowym dziele? Zmęczenie wątkami bogoojczyźnianymi? Typowa dla kultury hiszpańskiej fascynacja skrajnościami? Kryzys kulturowy epoki wczesnego frankizmu? Odważne na owe czasy obyczajowe wątki, nieco nadgryzające ówczesne kulturowe tabu? Proszę przeczytać, może Państwo usłyszą tą nutę wyraźniej, mi jakoś się nie udało.
Kornel Tomaszewski - awatar Kornel Tomaszewski
ocenił na61 rok temu
To samo morze Amos Oz
To samo morze
Amos Oz
Kiedy w swoich zmaganiach z teraźniejszością staramy się nie uronić ani jednej kropli drogocennego czasu, to zazwyczaj wtedy zużywamy go zbyt wiele. Podobna przypadłość dotknęła bohaterów "Tego samego morza", gdy na wzajemnie przecinających się liniach życia napotkali odmienne sposoby do zapewnienia sobie szczęścia. W ich próbach pozbierania tego, co zostało z dotkniętej samotnością egzystencji, można wyczytać pewną chaotyczność, spotęgowaną językiem prozy poetyckiej Amosa Oza. Nie dostarcza ona odpowiedzi na pytanie, co kryje się za tą pozostawiającą swoich bohaterów pomiędzy kolejnymi przypływami historią. A gdy dołączymy do tego rolę morza, spoiwa całej opowieści, to być może otrzymamy jakąś wskazówkę, prowadzący do celu trop. Co dręczy ich dusze? Gdzie złożyli swój spokój i od jak dawna szukają przyczyny niemocy? Amos Oz jak zwykle pozostawia otwarte drzwi wszystkich rozwiązań. Izraelski pisarz próbuje nie używać słów, jakich jest zbyt wiele na świecie. Nie liczy się przy tym z regułami stylu i gramatyki ale tak samo też zderza ze sobą odmienne charaktery swych bohaterów. Każdy z pojawiających się w jego powieści żywych i umarłych przynosi ze sobą bagaż intymnych aluzji, każdy z nich udaje, że wierzy w kłamstwa. Amos Oz im obiecuje cokolwiek sobie wymarzą w życiu przyszłym lub obecnym. Jednak rzeczywistość tej powieści jest bardziej skomplikowana, niż może się to wydawać. Napotkałem tam na mur, niestrzegącą jednak przed samotnością barierę i sprawiającą, że nigdy nie można się znaleźć u kresu drogi. Morski wiatr ustępuje i powraca a ci wszyscy dopasowani do jego rytmu ludzie również codziennie coś tracą i zyskują. O pojawiające się smutek i pożądanie za każdym razem rozbija się jakaś cząstka ich osobowości. Książka Amosa Oza jest pięknym wędrowaniem przeznaczonym dla błądzących, dla tych, którzy będąc nieco ostrożnymi w słowach lubią przebywać w krystalicznej ciszy. Ponieważ niczym niezmąconych przestrzeni dla delikatnych uczuć znajdziemy tam aż nadto. Namiętności są tutaj bezcenne, nie wystarczy trochę smutku i wstydu, wypełnienie pustki w psychice bohaterów wymaga dużej dawki zmienności. Dla każdego wędrowca z "Tego samego morza" wszyscy inni ludzie pozostają zagadką. Nawet gdy pokryte kurzem wspomnienie wydaje się być dawno zapomniane, to w środku jest żar. Ze szczególną uwagą należy podejść do odcinania korzeni. Poruszony w tej powieści pokoleniowy wątek, poparty kilkoma wyblakłymi fotografiami, ostatecznie i tak przegrywa z widokiem morza w oknie. Ono trwa pomimo wszystkiego. Kto szuka i przybywa do bram tej opowieści i tak na sam koniec zdany jest na łaskę chłodnego morskiego piękna. Pisana wierszem proza Oza przyciąga smakami i zapachami Bliskiego Wschodu, pomieszanymi z tybetańską egzotyką. Jej szum przynosi czasem dotyk życia, które chcielibyśmy mieć ale nigdy go nie spróbujemy. To ciągłe poszukiwanie siebie przez pryzmat kontaktów z pozostałymi ludźmi wzbogaca o nowe doświadczenia ale zachęca do czytania "Tego samego morza" z jeszcze jednego powodu. Jest nim istnienie pewnego uczucia, którego nie można wyrazić słowem ani widokiem fotografii. To ledwo uchwytne tchnienie w rozmowie dwojga ludzi, przedzielone szeptem wszędobylskiego morza, które sprawia, że wszystko płynie. Potrzeba wiele literackiego doświadczenia aby wtedy wyczuć co przepływa pomiędzy dwiema osobami. Nie wiem czy należy mieć czyste serce, być może nie jest to niezbędne do docenienia jakości dzieła Amosa Oza. W każdym razie na pewno należy umieć wypełnić zaplątaną wśród wersów pustkę. Swoimi marzeniami, snami a nawet zdobytą umiejętnością rozpoznawania emocji innych ludzi.
czytający - awatar czytający
ocenił na62 lata temu

Cytaty z książki The Man of Feeling

Więcej

Ty jesteś moim życiem i moją miłością, i moim życiem na jawie, a skoro jesteś moim życiem, to nie chcę mieć przy sobie nikogo innego niż ty, kiedy będę umierał.

Ty jesteś moim życiem i moją miłością, i moim życiem na jawie, a skoro jesteś moim życiem, to nie chcę mieć przy sobie nikogo innego niż ty,...

Rozwiń
Javier Marías Mężczyzna sentymentalny Zobacz więcej

Tylko jedno jest bardziej przygnębiające niż umieranie, gdy nikt tego nie zauważa: umieranie, gdy samemu się tego nie zauważa, gdy umierający nie zauważa własnego rozpadu i końca.

Tylko jedno jest bardziej przygnębiające niż umieranie, gdy nikt tego nie zauważa: umieranie, gdy samemu się tego nie zauważa, gdy umierając...

Rozwiń
Javier Marías Mężczyzna sentymentalny Zobacz więcej
Więcej