Opowiadania w liczbie pojedynczej

Okładka książki Opowiadania w liczbie pojedynczej autora Tomasz Majzel, 9788360881460
Okładka książki Opowiadania w liczbie pojedynczej
Tomasz Majzel Wydawnictwo: FORMA literatura piękna
88 str. 1 godz. 28 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Data wydania:
2011-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2011-01-01
Liczba stron:
88
Czas czytania
1 godz. 28 min.
Język:
polski
ISBN:
9788360881460
Średnia ocen

8,0 8,0 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Opowiadania w liczbie pojedynczej w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Opowiadania w liczbie pojedynczej

Średnia ocen
8,0 / 10
2 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Opowiadania w liczbie pojedynczej

Sortuj:
avatar
807
807

Na półkach:

„Nie ma pustych miejsc.
Naprawdę, nie ma co wymyślać.
To, co dane, jest Nam dane.”

Niecałe 90 mini stroniczek pełnych zwyczajności, byle życia, niedożycia, ledwo życia, niekiedy też spożycia i życia na niby, w marzeniach, planach, snach, które blakną zanim zdąży się o nich pomyśleć. Dostrzegamy też niepokojące objawy życia cudzym życiem: bohaterów telenowel czy sąsiadów obserwowanych w zastygłym stuporze z łokciami przyrośniętymi do okiennego parapetu.

Czy to tylko 90 stron, czy może aż tyle? Ileż bowiem można rozpisywać się o nudnym trwaniu na jałowym biegu na marginesie rzeczywistości? Zauważmy jednak, iż mieszkańcy tego akurat blokowiska, które zainteresowało Tomasza Majzela, to zarazem także lokatorzy podobnych bloków w setkach dużych i małych miejscowości. To ogromna społeczność, która przywodzi na myśl bezwolne zombiaki z serialu „The Walking Dead”. Chodzą, wolno bo wolno, ale przecież jeść muszą, wiec powtarzają kroki, czynności w sposób bezwiedny, zrutynizowany. Sami nie wykazują inicjatywy, jeśli nawet przyjdzie im do głowy, że mogliby coś zrobić, zaraz kładą tę głowę leniwie z powrotem na poduszkę i przewracają się na drugi bok – to jedyny wysiłek, na jaki ich stać. Wczoraj, dzisiaj, jutro – niczym się nie różnią, po co więc wstawać? Podobne postawy znamy z własnego życia, mijamy tych ludzi codziennie, na schodach, na ulicy, stoją z nami w sklepowej kolejce, jadą metrem… Gruby, Roman, Pan Wacław, Jadźka… Nie zauważamy ich jednak, gdyż przemykają cicho, cichutko, jakoś tak mgliście, bez zaznaczania swojej obecności.

Może to jednak zaledwie dziewięćdziesięciostroniczkowy zapis bycia, trwania, który można by rozpisać jeszcze na wiele aktów i scen, a jest nas tylu podobnych, że autorowi zabrakłoby notesów i atramentu w piórze, by wszystkich pomieścić. Tomasz Majzel poszedł więc na kompromis, dał czytelnikowi dostatecznie dużo informacji, obrazków, migawek szybko mknących jedna za drugą, lub też przeciwnie, zatrzymujących się w stopklatce, gdy trzeba przybliżyć obraz, uwypuklić gest w zwolnionym tempie… byśmy dalej sami mogli dopisać kolejne, podobne historie, których świadkami byliśmy, lub też przydarzyły się właśnie nam.

„Wiosną pojawia się trawa. Zielone kępki a tuż obok listki koniczyny. Bardzo wielolistna. I mlecz z żółtymi płatkami, na które siadają pszczoły, osy, bąki. Czerwone robaki w czarne kropki zbiegają się na podmurówce w kupki, by kopulować. Motyle roznoszą kolory na wszystkie strony płotu. Babie lato jak duchy, które nie wierzą w śmierć”.

Podczas gdy wszystko dookoła budzi się, biegnie, zrywa do działania, pachnie, mieni się, rozmnaża i śpieszy, bohaterowie Tomasza Majzela tkwią, w sobie, w oknie, na kanapie, na ławce w parku. Nie są w stanie wziąć udziału w dookolnym rejwachu i rozbuchaniu, gdyż są wyłączeni, jakby odcięci od zasilania. Obserwujący, nie uczestniczący. Patrzący zza niewidocznej, lecz uwierającej membrany, jaką oddzielili się od otoczenia, przeszkody, którą zbudowali sami, której nie chcą zburzyć, a jeśli nawet pragną, to kiedyś tam, może… „kiedyś tam, „gdzieś tam”, „jakoś tam” – magiczne zaklęcia tej mikrej egzystencji.

Autor przechodząc obok chwyta chwilę, rzuca nam niewielką impresję, ledwie okruch z życia Literata czy Korniszona, a my już wszystko pojmujemy w mig, gdyż jest to właśnie ta jedna migawka, w której zawiera się całość, ten skondensowany, skompresowany plik rozwija się przed nami w tygodnie, miesiące, lata życia pojedynczego człowieka.

W zbiorku opowiedziano nam ludzi, miejsca, sytuacje, oddzielne lub też tworzące cykle sekwencji, dopełnia je poezja. Tak. Nawet szaremu życiu należy się wiersz. Literat mówi słowa, które są kluczem do rozumienia prozy Tomasza Majzela: „W poezji zawsze można napisać… cokolwiek”. Życie przeciętnego człowieka składa się właśnie z takich „cokolwiek”, tylko nikogo takie życie nie interesuje, co zresztą ani trochę nie dziwi, skoro nie bardzo obchodzi ono nawet tych, którym się właśnie przydarza. Są samotni, wyizolowani, nawet nie smutni, raczej obojętni, ospali. Do perfekcji opracowali oszczędność… gestów, słów, a nawet myśli.

„bez przyszłości i bez przeszłości
bez gadania i
dwóch zdań”

Mim, Siwy… dryfują ku jutru, pojutrze… i tak aż do końca. Ale czy w ogóle zauważą, że to koniec? Pewnie swoje w życiu przeszli, jak każdy, ale nie chcą tego pamiętać. Teraz piją na umór, zapełniają szafy dziwacznymi ciuchami, śpią całe dni, albo rozmawiają z misiami. Czy są zbyt leniwi? „Sebastian w ogóle nie myśli o lenistwie – nie chce mu się”.

Tomasz Majzel nie daje odpowiedzi. Nawet jej nie szuka. Niczym reporter, niekiedy zaś jak rasowy dramaturg, pokazuje obrazy, wnioski pozostawia nam.

Bohaterowie są zmęczeni ogólną, zaraźliwą depresją, nie chce im się nawet mówić w pierwszej osobie, składają siebie w ręce autora, ten zaś opisuje ich kondycję tak, jak ją widzi, bez komentarza, bez bezpośredniego zaangażowania, z dystansem, trzymając się ram przyjętej konwencji obserwacji, by zadośćuczynić klimatowi tej specyficznej prozy. Proste, surowe zdania. Proste, surowe życie. Czasem zgrzytnie nuta sarkazmu, gorzkiego, ale do przełknięcia. Tak jak życie właśnie.

„(…) póki płótno białe, namalować można wszystko, co głowa pomyśli. Ba, można nie malować nic, tylko powiedzieć, że to śnieg, albo niebo, albo sen…”

Nasze życie jest takim pustym płótnem, które w miarę upływu czasu zapełnia się szczegółami, drobnymi elementami, te zaś tworzą dopiero pełen obraz. To, czy będzie on cudownie barwny, z dodatkiem migotliwego światłocienia, wypełniony niespodziankami możliwymi do wychwycenia przez uważne spojrzenie – zależy tylko od nas. Jesteśmy malarzami swojego życia. Jeśli nie znajdziemy siły, czy też powodu, by wyjść z marazmu, ze strefy wątpliwego komfortu, to nawet sam Anioł nie zdoła popchnąć naszego życia, by wskoczyło na właściwy tor i pognało z gwizdem naprzód.
Za egzemplarz dziękuję: https://sztukater.pl/

„Nie ma pustych miejsc.
Naprawdę, nie ma co wymyślać.
To, co dane, jest Nam dane.”

Niecałe 90 mini stroniczek pełnych zwyczajności, byle życia, niedożycia, ledwo życia, niekiedy też spożycia i życia na niby, w marzeniach, planach, snach, które blakną zanim zdąży się o nich pomyśleć. Dostrzegamy też niepokojące objawy życia cudzym życiem: bohaterów telenowel czy sąsiadów...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
6818
3839

Na półkach:

„Opowiadania w liczbie pojedynczej” Tomasza Majzela przypominają puzzle: doskonale dopasowane elementy będące prostymi scenkami z codzienności, mogącymi stanowić autonomiczny utwór, składający się na opowiadania utrwalające otoczenie znane niemal każdemu wnikliwemu czytelnikowi i obserwatorowi. Galeria ludzkich charakterów, ich słabostek, cech rozpoznawalnych pozwala na obserwowanie otoczenia z różnych perspektyw. Przez ten zabieg miejsce akcji pachnie prowincją, w której każdy każdego zna i wie o innych wszystko albo tak mu się wydaje. Jest to świat bez konieczności posługiwania się imionami i nazwiskami. Tu każdy ma swoje przezwisko, którego początków można doszukiwać się w dzieciństwie (Korniszon od zielonego dresu) lub starczym zdziwaczeniu (ta kobieta - rozmawiająca z misiem od dzieci i Mim – ograniczający swoje wypowiedzi).
Każdy krótki utwór zawiera w sobie obraz świata, który nie wymaga spinania go w całość z innymi. Ogrom emocji, problemów, indywidualnych historii wprawnie kreślonych słowem sprawia wrażenie autonomicznych utworów. Zmuszają one do zatrzymania się na chwilę, popatrzenia na świat okiem obserwatora, a nie uczestnika, a przez to i zdystansowania się. Prostota języka, często towarzysząca mu dosadność i drastyczne lub subtelne obrazy mają wywołują w odbiorcy gamę różnorodnych, sprzecznych uczuć. Dramatyczne historie opowiadane są tu z empatią wymieszaną z dystansem i poczuciem lepszości oraz jednoczesnej jedności towarzyszącej plotkarską postawą narratora, który bezczelnie podgląda, dzieli się obserwacjami i szuka w tym świecie swojego miejsca. Migawkowe anegdoty tworzą wrażenie scen filmowych, w których napięcie rozkładane jest z różnorodnym natężeniem i budujących spójną całość.
Małomiejski świat opowiadań to tylko pozór. Akcja może dziać się wszędzie. W każdym miejscu tworzą się grupki ludzi, w których – po kilku latach – mieszkańcy znają siebie, swoje ułomności i podglądają, plotkują, przekazują wieści. W zbiorze znajdziemy kilka zdjęć scenek z codzienności.
Książkę polecam każdemu, kto nie ma czasu na czytanie grubych książek. „Opowiadania w liczbie pojedynczej” doskonale sprawdzą się w czasie spacerów i podróży. Dzięki niedługim utworom można szybko wejść w kolejne obrazy tworzonej przez pisarza rzeczywistości.

„Opowiadania w liczbie pojedynczej” Tomasza Majzela przypominają puzzle: doskonale dopasowane elementy będące prostymi scenkami z codzienności, mogącymi stanowić autonomiczny utwór, składający się na opowiadania utrwalające otoczenie znane niemal każdemu wnikliwemu czytelnikowi i obserwatorowi. Galeria ludzkich charakterów, ich słabostek, cech rozpoznawalnych pozwala na...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

6 użytkowników ma tytuł Opowiadania w liczbie pojedynczej na półkach głównych
  • 5
  • 1
4 użytkowników ma tytuł Opowiadania w liczbie pojedynczej na półkach dodatkowych
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Opowiadania w liczbie pojedynczej

Inne książki autora

Tomasz Majzel
Tomasz Majzel
(ur. w 1965 r. w Szczecinie) – poeta i prozaik. Mieszka w Policach. Laureat Ogólnopolskiego Konkursu na Opowiadanie Okno 2005 oraz Konkursu im. K.K. Baczyńskiego w kategorii prozy (2006). Wydał tomy wierszy Fragmenty ciałości (2007),Fotoalbum (FORMA 2009) oraz tom prozy Opowiadania w liczbie pojedynczej (FORMA 2011).
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Cytaty z książki Opowiadania w liczbie pojedynczej

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Opowiadania w liczbie pojedynczej