rozwińzwiń

Jeszcze słychać śmiech

Okładka książki Jeszcze słychać śmiech autora Olga Lipińska, 9788378396154
Okładka książki Jeszcze słychać śmiech
Olga Lipińska Wydawnictwo: Prószyński i S-ka publicystyka literacka, eseje
Kategoria:
publicystyka literacka, eseje
Format:
papier
Data wydania:
2013-10-22
Data 1. wyd. pol.:
2013-10-22
Język:
polski
ISBN:
9788378396154
Średnia ocen

7,4 7,4 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Jeszcze słychać śmiech w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Jeszcze słychać śmiech

Średnia ocen
7,4 / 10
24 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Jeszcze słychać śmiech

avatar
5795
5733

Na półkach: ,

Mające już ponad 10 lat felietony, poza małymi fragmentami w niczym nie straciły na aktualności, bystre cięte spostrzeżenia podane w inteligentnym wdzięcznym stylu. Tak jak w kabarecikach są też drobne nawiązania literackie.

Mające już ponad 10 lat felietony, poza małymi fragmentami w niczym nie straciły na aktualności, bystre cięte spostrzeżenia podane w inteligentnym wdzięcznym stylu. Tak jak w kabarecikach są też drobne nawiązania literackie.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
190
44

Na półkach:

Po wybornym "Moim pamiętniku potocznym" z przyjemnością sięgnęłam po kolejny zbiór felietonów, tym ciekawszych, że w czasach ciągle świeżych w mojej pamięci (Smoleńsk, Euro 2012, etc.). Lektura - bez dwóch zdań - wyborna.

Po wybornym "Moim pamiętniku potocznym" z przyjemnością sięgnęłam po kolejny zbiór felietonów, tym ciekawszych, że w czasach ciągle świeżych w mojej pamięci (Smoleńsk, Euro 2012, etc.). Lektura - bez dwóch zdań - wyborna.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1546
593

Na półkach:

Kobieta ambitna, wykształcona, inteligenta i po prostu powalająca. Podziwiam za odwagę opisywania rzeczywistości, każdy znajdzie felieton, który uosabia jego sposób na życie, poglądu itp. Polecam, zbiór i do pośmiania się i do zastanowieniem się do czego ten nas świat zmierza.....

Kobieta ambitna, wykształcona, inteligenta i po prostu powalająca. Podziwiam za odwagę opisywania rzeczywistości, każdy znajdzie felieton, który uosabia jego sposób na życie, poglądu itp. Polecam, zbiór i do pośmiania się i do zastanowieniem się do czego ten nas świat zmierza.....

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

48 użytkowników ma tytuł Jeszcze słychać śmiech na półkach głównych
  • 28
  • 19
  • 1
15 użytkowników ma tytuł Jeszcze słychać śmiech na półkach dodatkowych
  • 9
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Jeszcze słychać śmiech

Inne książki autora

Olga Lipińska
Olga Lipińska
Wszechstronna reżyserka i scenarzystka – realizowała spektakle dramatyczne w Teatrze TV (m.in. sztuki Fredry, Słowackiego, de Musseta),na scenach teatralnych i operowych (Opera Śląska, Opera Poznańska),ale też m.in. takie imprezy jak Festiwal Piosenki Polskiej w Opolu oraz festiwal FAMA w Świnoujściu; w latach 1977–1990 sprawowała funkcję dyrektora i kierownika artystycznego warszawskiego Teatru Komedia. Szerszej publiczności znana jest przede wszystkim jako autorka popularnych programów kabaretowych (ostrogi satyryka zdobywała jeszcze w STS-ie),święcących triumfy w polskiej telewizji od końca lat sześćdziesiątych aż do dzisiaj.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Tyrmandowie. Romans amerykański Agata Tuszyńska
Tyrmandowie. Romans amerykański
Agata Tuszyńska
„Tyrmandowie. Romans amerykański” to interesująca opowieść o związku i małżeństwie Leopolda Tyrmanda i jego trzeciej żony, Mary. Oprócz wspomnień książka zawiera wiele listów i unikatowych zdjęć. Poznali się w roku 1970. Ona miała zaledwie 23 lata, on – 50. Ona jeszcze robiła doktorat z iberystyki i szukała życiowych wzorców. On, mimo że przebywał w Stanach Zjednoczonych dopiero od czterech lat, miał już tam ugruntowaną pozycję jako dziennikarz i pisarz antykomunistyczny. Zaczęło się od listu, który Mary Fox napisała na adres redakcji. Tak naprawdę wszystko zaczęło się między nimi właśnie od korespondencji, która trwała nieprzerwanie do śmierci Leopolda, bo pisali do siebie podczas każdej rozłąki, jeśli nie listy, to chociaż kartki pocztowe. Po latach wdowa udostępniła te cenne pamiątki Agacie Tuszyńskiej, a także w rozmowach opowiedziała o swoim życiu ze znanym pisarzem. Całość układa się tu w miłosną historię, która początkowo mogła zapowiadać się jako romans, przelotny związek, z których Tyrmand był znany. Okazało się, że spędzili ze sobą 15 lat. Pobrali się, mieli dwoje dzieci i – jak podkreśla Mary – nigdy nie nudzili się w swoim towarzystwie, bo zawsze dużo rozmawiali. Na każdy temat, Dowodem tych rozmów są właśnie listy (to też rodzaj komunikacji). Oboje piszą w nich właściwie o wszystkim, od codziennych drobiazgów i zakupów po wrażenia z przeczytanych książek i obejrzanych filmów. Dużo dowiadujemy się też z książki o żydowskich przodkach obojga małżonków. Bardzo ciekawa jest historia rodziny Foxów, zwłaszcza matki Mary, która prowadziła ekscentryczny tryb życia. Całość napisana i skomponowana jest bardzo ciekawie. Trudno oderwać się od lektury nawet jeśli zna się biografię Tyrmanda. I emocjami czyta się listy. Dziś już mało kto prowadzi taką korespondencję. A szkoda.
allison - awatar allison
ocenił na71 rok temu
W rozmowie Donata Subbotko
W rozmowie
Donata Subbotko
Już niebawem, nakładem Wydawnictwa Agora SA, ukaże się książka, autorstwa dziennikarki Gazety Wyborczej – Donaty Subbotko – „W rozmowie”. Rzadko się zdarza, aby na łamach jednej książki znalazł się zapis rozmów z tyloma wybitnymi przedstawicielami męskiej części naszej polskiej populacji. Wszyscy (poza jednym rodzynkiem, wielkim mistrzem sportów motorowodnych – Waldemarem Marszałkiem) należą do szeroko pojętego kręgu kultury; są to artyści przez duże „A”. Autorce udało się w tym dziele stworzyć fajny klimat. Tytuł idealnie pasuje do treści książki. Pomimo, że formalnie ma ona kształt wywiadu (pytanie – odpowiedź),w rzeczywistości jest to szczera, niewymuszona rozmowa, w której dominuje otwartość. Bohaterowie poszczególnych rozdziałów zdradzają nam sekrety swego życia, a co najważniejsze dzielą się swoimi spostrzeżeniami i refleksjami na te ważne i mniej ważne tematy. A o czym właściwie panowie rozmawiali z Donatą Subbotko? Ano o wielu sprawach. Przede wszystkim wracali do przeszłości. Opowiadali m.in. o swej młodości, rodzinie, kobietach i jednocześnie czynili refleksje na temat starości. Przywoływali z pamięci nie tylko momenty sukcesu, chwały, ale również wskazywali na te chwile w życiu, kiedy nie było tak wesoło. Życie bowiem nie jest usłane różami. Często trzeba brnąć pod prąd, iść pod górę, aby później móc delektować się smakiem spełnienia. Praktycznie każdy z bohaterów tej książki poruszał temat patriotyzmu oraz honoru w polskim wydaniu. Padło wiele przykrych, ale jakże prawdziwych zdań o naszej polskiej naturze. Wiele sensu widzę w słowach Wojciecha Marczewskiego (słynnego reżysera i scenarzysty) o tym, że nadal cechuje nas „kartoflaność”, czyli niechęć do zmiany. Według niego: „Zawsze na kartoflu staliśmy i nie było źle. Dziadek tak robił, to i ja będę, po co zmieniać. Mamy swoją historię i jesteśmy z niej dumni, (…). Żyjemy w poczuciu, że jesteśmy otwartym narodem, (…). Natomiast nie chcemy się rozliczyć z naszych historycznych błędów, (…).” [s. 183]. Równie mocne słowa o nas Polakach padły z ust Zbigniewa Wodeckiego: „Ten nasz heroizm, pseudobohaterstwo, dmuchanie balonu – zawsze musimy być najbardziej cierpiącym narodem, najbardziej walecznym, a tymczasem jesteśmy byle jacy. I te wszystkie pomniki – może trzeba by je w końcu zburzyć, myśleć o tym, co teraz, a nie, co kiedyś?” [s. 192]. W podobnym tonie wypowiadają się pozostali panowie. Irytują ich absurdy i groteskowość naszej obecnej rzeczywistości. Są rozczarowani tym, jak funkcjonuje polska demokracja. Andrzej Mleczko jest zniechęcony demokracją samą w sobie, która według niego okazała się niewypałem. Jak sam wspomina swoją rozmowę z kolegą z Niemiec, w latach 70.: „Marzyło mi się, żeby komunizm padł, żeby wreszcie w Polsce była demokracja, a on do mnie, że to beznadziejny system. Oburzałem się: jak możesz tak mówić? A on: przecież demokracja to są rządy populistycznej hołoty. (…) Tak zaciekle broniłem tej demokracji, a teraz się okazuje, że to on miał rację.” [s. 162]. Reasumując - książkę czyta się jednym tchem. Płynie z niej mądrość, jest świetnie napisana, stylistycznie bez zarzutu. Nie brak w niej poczucia humoru. I to jest istotą tego dzieła, że pomimo poruszania ważnych tematów, nie znajdziemy tutaj górnolotnych słów i szumnego patosu. Wszystko jest zrównoważone. Nie zapomniano o niezwykle cennej „zasadzie złotego środka”. Dominuje tutaj umiar, przez co lektura jest przyjemna. Każdy, kto po nią sięgnie, na pewno nie będzie rozczarowany…
andziorek - awatar andziorek
ocenił na712 lat temu
Nasierowska. Fotobiografia Zofia Turowska
Nasierowska. Fotobiografia
Zofia Turowska
Nazwiska „Nasierowska” i „Turowska” nierozerwalnie łączą mi się z postacią Agnieszki Osieckiej. To właśnie Turowska napisała pierwszą tak pełną i szczegółową biografię poetki; Nasierowska zaś wydała z Osiecką album „Fotonostalgia”, dzięki któremu odkryłem lata, lata temu jej przepiękne zdjęcia. Poza tym wiedziałem jedynie, że Nasierowska była żoną Janusza Majewskiego. I tyle. Turowska po raz kolejny stanęła na wysokości zadania, i biografia pełna jest szczegółów. Autorka skorzystała ze wspomnień swej bohaterki, jej męża, dzieci, przyjaciół, koleżanek i kolegów. Uważam to za ogromną zaletę tej książki – wielogłos. Turowska wpuściła do barwnej opowieści o Nasierowskiej innych, by sami coś powiedzieli, napisali. Jest to wszystko też uporządkowane, narracja ma swój ciąg i chronologiczny bieg. Wielka szkoda, że Turowska nie odczekała dwóch lat i nie napisała pełnej biografii Nasierowskiej, zawierającej fakt śmierci bohaterki. Chyba, że miał to być prezent dla niej, aby Nasierowska mogła nacieszyć się książką o sobie w ostatnich chwilach życia. Świetnie jest też ta książka opracowana graficznie. Mnóstwo, mnóstwo zdjęć – Nasierowskiej lub jej autorstwa. Do tego okładki czasopism, skany gazet z fotoreportażami Nasierowskiej. Bez tych wszystkich fotografii nie wyobrażam sobie książki o najzdolniejszej, najsłynniejszej, największej polskiej fotografce! Rozdział o budowie domu w Laśmiadach najbardziej mnie wynudził. A potem te przesłodzone laurki i peany na cześć Nasierowskiej, Majewskiego, Laśmiadów, ich domu, gościnności, kuchni… Turowska mogła wyciąć 3/4 z tego lukru, a i tak byłoby słodko i ujutnie. Ale może do strawienia. Wiele historii niestety też się powtarza. Może wynika to z tego, że raz przytacza to we wspomnieniach sama Nasierowska, raz ktoś z rodziny lub bliskich, potem zaś sama Turowska tworzy swoją narrację. I troszkę jakby jej się pewne sprawy wymknęły spod kontroli. Świetnie, że opisała życie Nasierowskiej, nakreślając całe tło historyczne, kulturowe, społeczne i geograficzne, ale czasami brakuje w tym samej Nasierowskiej. Ginie w tej otoczce. Mimo wszystko czas przeznaczony na lekturę biografii Nasierowskiej uważam za dobrze spożytkowany.
Mister Oizo - awatar Mister Oizo
ocenił na68 miesięcy temu
Pół życia w ciemności. Biografia Zygmunta Kałużyńskiego Wojciech Kałużyński
Pół życia w ciemności. Biografia Zygmunta Kałużyńskiego
Wojciech Kałużyński
Pan od filmów - "Pół życia w ciemności" Wojciecha Kałużyńskiego Jakiś czas temu trafiła w moje ręce biografia Zygmunta Kałużyńskiego, którego jak przez mgłę pamiętałem z programu „Perły z lamusa”. Przez mgłę, bo późną wieczorową porą, kiedy odcinek w latach 90. był nadawany, ja już pewnie, jako smarkacz, smacznie spałem. Pamiętam za to dobrze czołówkę tego programu z elektryzującą uwagę widza muzyką. O czym, dwaj występujący tam panowie, czyli Zygmunt Kałużyńki i Tomasz Raczek rozmawiają, nie miałem pojęcia. A szkoda, bo dziś oglądając archiwalne odcinki „Pereł…” wsłuchuje się z uwagą w ich dyskusję i jeśli tylko mam czas, staram się obejrzeć polecany przez nich w danym odcinku film. „Pół życia w ciemności” Wojciecha Kałużyńskiego to biografia Zygmunta Kałużyńskiego – uważanego przez wielu za najlepszego polskiego krytyka filmowego XX wieku. Książkę przeczytałem z dużym zainteresowaniem w ramach „Dyskusyjnego Klubu Książki”. Autor biografii, również popularny krytyk filmowy, dementuje już na wstępie krążącą wokół niego legendę, że jest synem Zygmunta Kałużyńskiego – nie jest. Na podstawie wieloletnich badań swojego rodu, doszedł autor do wniosku, że istnieje jednak dalekie pokrewieństwo między nim, a słynnym krytykiem, który zresztą zmarł jako bezdzietny, samotny, rozwodnik. Wojciech Kałużyński pisze biografię o człowieku, który swoim oryginalnym, osamotnionym życiem i wypowiedziami o nim nie ułatwił autorowi zadania polegającego na sporządzeniu fachowej i autentycznej mapy jego życia. Wspomnienia z dzieciństwa, młodości, jak i z całego swojego życia były zawsze przez Kałużyńskiego koloryzowane, przeinaczane, stale poddawane kaprysowi i nastrojowi bohatera. Wojciech Kałużyński z chronologicznym porządkiem przybliża kolejne etapy życia pana Zygmunta, choć zaznacza, że bardziej zależy mu na weryfikacji wielu mitów, które przez lata urosły wokół jego słynnego „krewniaka”. W bardzo osobisty sposób informuje czytelnika o swoich wątpliwościach; przybliża proces zdobywania informacji o Zygmuncie Kałużyńskim, a nawet dzieli się ważnym wyznaniem, w którym zaznacza, że zazdrościł zawsze Tomaszowi Raczkowi jego bliskiej znajomości z Kałużyńskim. Autor kontaktuje się z bliskimi znajomymi Kałużyńskiego, z jego byłą żoną, aktorami, reżyserami czy ze szkolnymi kolegami Kałużyńskiego, zagląda również do jego teczki w IPN-ie – wszystko po to, by lepiej poznać swojego bohatera, który sam twierdził, należy do pokolenia mającego kilka biografii zależnych od burzliwych czasów, w których przyszło im żyć. Poznajemy dzieciństwo przyszłego krytyka spędzone w Lublinie. Odkrywamy jak duży wpływ na jego życie miał wuj – wzięty prawnik, który nalegał, by jego siostrzeniec studiował prawo, traktowane przez młodego Kałużyńskiego beznamiętnie. Przyszłego krytyka ciągnęło do teatru – chciał zostać reżyserem teatralnym. Postanowił w końcu studiować dwa kierunki, z czego największą przyjemność sprawiały mu właśnie zajęcia teatralne, szczególnie te prowadzone przez Leona Schillera. Panowie mieli tę samą wizję teatru. W dalszej części biografii dowiadujemy się jak wyglądało życie Kałużyńskiego podczas okupacji niemieckiej. Wzruszające jest dla mnie wyznanie krytyka, który z budzącą podziw szczerością opowiada o swoim stosunku do wojny, o swoim uczestnictwie w kampanii wrześniowej oraz o tym, że przez cały ten okres po prostu panicznie się bał i robił wszystko, by przeżyć. Pamiętam dobrze fragment, w którym opowiada o wstrząsającym dla niego momencie, kiedy podczas jednej z łapanek jego gra aktorska uratowała mu życie. Po wojnie Kałużyński kształci się dalej. Poślubia Julię Hartwig. Wyjeżdżają razem na stypendium do Francji, z której krytyk wraca już sam. Kałużyński przeżywa również rozstanie ze swoją drugą żoną, amerykańską aktorką Eleonor Griswold, która związała się z reżyserem Aleksandrem Fordem. Kałużyński nawiązuje współpracę jako kontakt poufny ze Służbą Bezpieczeństwa. Donosi na wiele osób ze środowiska filmowego. Był sympatykiem PRL-u oraz PZPR, choć do partii nie wstąpił nigdy. Znał dobrze teksty Marksa, którymi zaczytywał się już w młodości – uważał się za ideowego komunistę. Zapytany przez Tomasza Raczka o sympatie polityczne w jednym z programów odpowiedział, że ma takie poglądy polityczne, jakie akurat mu w danej chwili pasują; że polityka jest od tego, by umożliwiała realizacje własnych planów, załatwienie swoich spraw oraz, by mogło się żyć spokojnie. Jako krytyk słynął z celnych uwag, oczytania i przede wszystkim odwagi i bezpośredniości w głoszonych przez siebie tezach, czym szokował i zraził do siebie wielu znanych polskich aktorów i reżyserów. Był wieloletnim publicystą „Polityki”. Pisał recenzje nieszablonowe, w których uwagę poświęcał nie tylko filmom, ale również sprawom refleksyjnym, filozoficznym, nierzadko pisząc lub mówiąc o własnych przeżyciach, co spodobało się twórcom programów telewizyjnych. Kałużyński trafił do telewizji już w latach 70. biorąc udział w programie „Sam na sam”, a później na stałe zagościł w programie „Perły z Lamusa” i „Perły w południe”, dzięki którym zaprzyjaźnił się z Tomaszem Raczkiem. Panowie szczerze się polubili i utrzymywali bliską znajomość w życiu prywatnym. To właśnie Tomasz Raczek poinformował swojego przyjaciela o chorobie nowotworowej i opiekował się nim aż do jego śmierci w 2004 roku. Kałużyński był samotnikiem. Człowiekiem całkowicie pochłoniętym przez kino. Sam wymyślił tytuł swojej biografii, twierdząc, że jeśli kiedyś ją napisze, da jej właśnie taki tytuł, w końcu jak sam twierdził pół swojego życia spędził właśnie w ciemnościach kinowych sal. Niepotrzebnie zbyt wielu ludzi grzebie w jego prywatności ekscytując się faktem, że nie dbał o higienę, lubował się w ostrej pornografii czy że nie przeszkadzał mu brud i kurz. Tak, był dziwakiem, ekscentrykiem, świetnym erudytą lubiącym błazenadę, ale klaunem był tylko na pokaz. Dla bliskich zawsze ściągał maskę. Idealnie odnalazłby się dziś wśród współczesnych celebrytów – miałby czym zadziwiać, szokować i wywoływać sensację. Pod koniec książki autor pisze o stosunku Kałużyńskiego do religii oraz do kobiet, które uwielbiał. Krytyk przez całe swoje dorosłe życie nie praktykował żadnej religii, choć czuł się blisko związany z religią chrześcijańską. Cenił Biblię, uważając ją za znakomitą „książkę”, którą, według niego, powinni czytać przede wszystkim osoby duchowne, o których nie zawsze wypowiadał się pochlebnie. Przed śmiercią przyjął jako członek Kościoła katolickiego sakrament namaszczenia i pojednał się z Bogiem. Kałużyński był wyjątkowym człowiekiem, a ja wyjątkowych ludzi lubię i cenię bardzo; i lubię o nich czytać. Oryginalny, inteligentny człowiek całkowicie oddany swojej pasji, którą było kino. Książkę polecam, bo czyta się ją jak dobrą powieść, a jej bohatera można i trzeba polubić, bo jest po prostu sobą. Kałużyński pokazuje, że aby stale być sobą trzeba być samotnym i znosić ciągłe bycie wykpiwanym, obrażanym i klasyfikowanym jako wariat. Co więcej, aby być sobą mimo wszystko, trzeba przede wszystkim siebie kochać. W rozmowie z Tomaszem Raczkiem Kałużyński stwierdził: „Jestem w sobie zakochany panie redaktorze, to jest jedyne uczucie, jakiego jestem absolutnie pewny”. Polecam książkę wszystkim, którzy chcą poznać bliżej wyjątkową osobę – nietuzinkowego krytyka filmowego, który na stałe zapisał się w polskiej kulturze XX wieku. Książka warta przeczytania dla wszystkich, którzy cenią i lubią tak interesujące i niebanalne osobowości jak Zygmunt Kałużyński, i tych, którzy znają się na naprawdę dobrych żartach. k. podtekstem.blog.pl
Kamil - awatar Kamil
ocenił na710 lat temu
Ja, My, Oni. Teresa Torańska w rozmowie z Małgorzatą Purzyńską Małgorzata Purzyńska
Ja, My, Oni. Teresa Torańska w rozmowie z Małgorzatą Purzyńską
Małgorzata Purzyńska
Teresa Torańska nie lubiła słowa wywiad. Zatem...w książce zawarta jest rozmowa. Tym razem role się odwróciły i to nie Pani Teresa prowadzi prym. Tym razem to ona opowiada o sobie, swoim dziennikarskim warsztacie, Małgorzacie Purzyńskiej. Gdy Torańska skończyła prawo, nie chciała pracować w milicji, ani w sądzie. Zdecydowała się pójść na dziennikarstwo. W niniejszej książce opowiada o swoich początkach w zawodzie. O autorytetach, które spotykała po drodze, i które pomagały jej pracować nad udoskonalaniem się. O pierwszych rozmowach. O wpadkach, sukcesach, blaskach i cieniach dziennikarskiego życia. O tym jak zdobyć niezależność w zawodzie dziennikarza i jakich błędów nie popełniać. Relacja i rozmowa ze strajkującymi wlokniarkami w Łodzi. Rozmowa przy koniaczku z Jerzym Urbanem, wielokrotne spotkania z Jakubem Bermanem czy z członkami "Solidarności". Spotkanie z generałem Jaruzelskim, który nie chciał o niczym innym rozmawiać, jak tylko o stanie wojennym. To tylko niektóre z jej wielu osiągnięć. Jej rozmowy weszły do kanonu litetatury na uniwersyteckich wydziałach nauk politycznych na świecie. Podejście Teresy Torańskiej do jej rozmówców, nie opierało się na zadawaniu wcześniej przygotowanych pytań, tylko na przeżywaniu, uczestniczeniu. I dzięki temu była wyjątkową dziennikarką, która chciała słuchać, nie bała się wyrażać własnych opinii, nawet gdy wiedziała, że jej rozmówca ma zgoła inne poglądy. Była szczera ze sobą, jak i z innymi. W umiejętny sposób pokazywała świat oczami swojego rozmówcy. Pozycja wartka, pozbawiona nudy, z politycznym tłem, lecz może być interesująca nawet dla tych, którym z polityką czy niektórymi politykami nie po drodze.
pasjonatka - awatar pasjonatka
oceniła na82 lata temu
Listy z podróży Karel Čapek
Listy z podróży
Karel Čapek
Czy w czasach, w których świat mamy na wyciągnięcie ręki jesteśmy w stanie znaleźć w "Listach z podróży" Čapka coś dla siebie?  Na tym polega siła literatury, dobrej literatury, że nie traci ona na aktualności. Pisarz zabiera nas w podróż po Europie lat 20. i 30. XX w. Odwiedza Włochy, Hiszpanię, Wielką Brytanię, Holandię, Danię, Szwecję i Norwegię. Od tego czasu zmieniło się wiele. Wiele z miejsc, odwiedzonych przez pisarza straciło swój niepowtarzalny klimat, zatraciło magię. Podobnie jak obserwacje dotyczące społeczeństw - ich zachowania, ubioru, kultury. Niektóre ze wspomnień stały się lokalnym folklorem. Hiszpanki nie ubierają już mantyli, angielscy parlamentarzyści ściągnęli peruki a korrida chociaż nadal okrutna powoli odchodzi od krwawej spektakularności. Čapek jest uważnym obserwatorem, wydaje się, że ani na moment nie wychodzi ze swojej roli, nie zamyka oczu, tylko chłonie piękno odwiedzanych miejsc. Zadaje sobie nawet pytanie: "Czy nigdzie nie ma końca podróży i patrzenia?" Nic nie umknie jego uwadze. Ani zachwycająca sztuka, ani architektura, ani lokalne osobliwości ani piękno mijanego krajobrazu. Jego otwarta postawa wobec obcych kultur, postawa pełna nieustającego zdziwienia i zachwytu sprawia, że jego relacja staje się nie tylko sprawozdaniem z odwiedzanych miejsc, ale zapisem zdumień i emocji. Jako obywatel Europy Środkowej często porównuje swój kraj z odwiedzanymi. Ale to nie jest hymn pochwalny, Čapek opisuje również te elementy, które go zadziwiają i które mu nie odpowiadają. Autor często podkreśla, że najbardziej przyciąga go to co jest poza bedekrem, że lubi wędrować własnymi ścieżkami, odkrywać to, co często jest pomijane. Czytając relacje Čapka, widzimy jak zmienił się nie tylko świat, ale także turystyka. Bo podróż pisarza chociaż intensywna ma znamiona powolności. "Listy..." wzbogacone są uroczymi rysunkami Čapka, które w przeciwieństwie do fotografii także są dowodem na uważne obserwowanie świata przez pisarza. Przeł. P. Godlewski
Agnieszka - awatar Agnieszka
oceniła na72 lata temu
Przed Państwem Krzysztof Materna (dla przyjaciół siostra Irena). Przygody z życia wzięte Krzysztof Materna
Przed Państwem Krzysztof Materna (dla przyjaciół siostra Irena). Przygody z życia wzięte
Krzysztof Materna Marta Szarejko
Wspomnienia Krzysztofa Materny (napisane we współpracy z Martą Szarejko) przeczytałam jednym tchem i z wielką przyjemnością. „Przygody z życia wzięte” wydane zostały 11 lat temu i wielu z opisywanych przez autora artystów już nie żyje… To m.in. Jerzy Stuhr, Maria Czubaszek czy Wojciech Karolak. Krzysztof Materna kojarzy mi się przede wszystkim z kabaretem i konferansjerką oraz programami telewizyjnymi na wysokim poziomie (jego kreację siostry Ireny zapamiętam do końca życia). Ale warto pamiętać, że jest także aktorem, scenarzystą i reżyserem… Dużo autor opowiada o swojej współpracy z Wojciechem Mannem, ale także o przyjaźni. W ogóle w książce pojawia się mnóstwo znanych nazwisk (rodzimych i zagranicznych) artystów, dziennikarzy, reżyserów, satyryków, z którymi pan Materna pracował (lub nadal pracuje). Wspomnienia aż kipią od anegdot i skrzą się dowcipem, jednak jeśli ktoś liczy na pikantne ploteczki, to się rozczaruje, gdyż książka napisana jest z klasą i taktem. Nie ma tu wywlekania jakichś brudów i taniej sensacji. Zabawne, a momentami wzruszające są opowieści o czasach szkolnych i studenckich, o dzieciństwie, rówieśnikach, nauczycielach… Pięknie autor opowiada o swoich autorytetach i mistrzach. Czytało mi się tę książkę bardzo przyjemnie, lekko, z łezką w oku, tęsknotą za programami sprzed lat i niezapomnianymi sylwetkami ludzi sceny, estrady, filmu… Polecam – nie tylko miłośnikom biografii i dorobku Krzysztofa Materny. Dodam jeszcze, że całość ubarwiają archiwalne, ciekawe zdjęcia.
allison - awatar allison
ocenił na71 rok temu
Gajos Elżbieta Baniewicz
Gajos
Elżbieta Baniewicz
Konstantin Stanisławski mówił o takich ludziach, że należą do aktorów, którzy lubią sztukę w sobie, a nie siebie w sztuce. Tacy byli i pewnie będą – najwięksi. Taki jest Janusz Gajos. Aktor, który nie eksponuje nachalnie swoich warsztatowych możliwości, raczej stosuje je powściągliwie, w myśl zasady: lepiej nie dograć, niż przegrać. Nie eksponuje też siebie w roli, nie nagina postaci do swojej osobowości, tylko absolutnie podporządkowuje jej charakterowi swoje zachowania.  Nie raz udowodnił, że jest w stanie zagrać wszystko: „prymitywa i zagubionego inteligenta, prostaka i subtelnego intelektualistę, wspaniałego króla i kanalię, bandytę i szlachetnego zwykłego człowieka, schizofrenika i świętego, księdza i pederastę – wszystko, każdą postać”. Gajos wierzy w sztukę metamorfozy, a jego naczelnym dążeniem od lat pozostaje uwiarygodnienie przedstawianego przez niego człowieka. Głośno mówi o tym, że nie traktuje aktorstwa jako specjalnej misji, jako posłannictwa społecznego. Uważa je raczej za zestaw rzemieślniczych umiejętności, które czasem stają się sztuką i znaczą więcej niż tylko sprawnie wykonane zadanie.  O nim samym, o „Gajosie prywatnym” trudno zaś powiedzieć cokolwiek, poza tym, że wydaje się być skromny, pracowity i przyzwoity. I wystarczy, w dzisiejszym świecie to i tak aż nadto. P. S. „Niedzielnych czytelników” niech nie zmyli mnogość obrazków w tej publikacji. ;) To nie jest książka dla wielbicieli komeraży i wątpliwej klasy smaczków towarzyskich. Plotkarze, sensaci i poszukiwacze zakulisowych ciekawostek mogą tę pozycję omijać szerokim łukiem. Miłośnicy rozbudowanych analiz warsztatowych, teatralnych recenzji oraz szeroko pojętych intelektualnych dyskusji będą zaś w pełni usatysfakcjonowani.
Mignatka - awatar Mignatka
oceniła na77 miesięcy temu
Jestem Tyrmand, syn Leopolda Matthew Tyrmand
Jestem Tyrmand, syn Leopolda
Matthew Tyrmand Kamila Sypniewska
Kupiłam tą książkę od bukinisty, przypadkowo, w przelocie, skuszona nazwiskiem. Nie spodziewałam się wiele, a dostałam całkiem interesujące spojrzenie nieznanego syna na znanego ojca. Jak żyje się w cieniu nazwiska znanej osoby? Jak to jest dowiadywać się wszystkiego o ojcu od innych, postronnych osób? Jak to jest składać obraz znanego ojca z tysiąca kawałków, jak z rozbitej szyby? Nie ma tu dużo o samym Leopoldzie Tyrmandzie, otrzymujemy za to ciekawą historię jego syna, doprawione garścią anegdot i rodzinnych fotografii. Najbardziej chyba zaskoczyła mnie lewicowość USA w czasach, gdy udał się tam Tyrmand ojciec i mur, z którym się zderzył. Przecież wtedy w Polsce żyło się mitem kapitalistycznej, prawicowej Ameryki! A tu takie zdumienie, takie nieprzystosowanie do zastanej rzeczywistości. Zaskakujące! Mamy tu żywo opowiedziane dorastanie Matthew na Brooklynie, trudne relacje z matką, babcią, siostrą – generalnie skomplikowane dorastanie w rodzinie emigrantów, pośród innych rodzin emigrantów i marzenia o życiu „po drugiej stronie mostu”, czyli na Manhattanie. Wreszcie przychodzi czas na wyrwanie się i zachłyśnięcie własną mocą, sprytem, poczuciem sprawczości i samowystarczalności. A wszystko to… o parę lat za późno. Autor ciekawie rzuca światło na pracę na Wall Street i na nadejście kryzysu ekonomicznego, bardzo żywo kreśli postacie grające tam pierwsze skrzypce. Podziwiam go za wiarę w siebie, ambicję i determinację w dążeniu do celu. Cenię za szczere, radosne chwalenie się osiągnięciami, co w Polsce może razić, ponieważ jako naród mamy zupełnie inną mentalność. Nie oczekiwałam wiele, a ciekawie spędziłam czas z tą książką. Przede wszystkim dowiedziałam się parę istotnych rzeczy, poznałam przydatne fakty. A to zawsze jest cenne.
Edyta - awatar Edyta
oceniła na73 lata temu
Moja Trójka Bartosz Janiszewski
Moja Trójka
Bartosz Janiszewski
Program III Polskiego Radia zwany Trójką to legenda wśród radiowców i radiosłuchaczy. Ma swoich wiernych fanów i swój własny, niepowtarzalny styl. To radio dla specyficznej grupy słuchaczy, dla intelektualistów kochających muzykę. Trójka to radio dla Wybranych, bo nie każdemu odpowiada jego forma. Tutaj muzyka nie jest dobierana przez pryzmat pozycji na listach i popularności w mediach. Tutaj muzyka płynie z serca prowadzących, którzy często sięgają również do lamusa. Jako oficjalna data powstania Trójki podawany jest 1 kwietnia 1962 roku – Prima Aprilis, jednak rozpoczęło ono swoją działalność dużo wcześniej i nadawało po kilka godzin dziennie. Trójka ma więc ponad 50 lat, ciągle ma się świetnie i zupełnie się nie starzeje. Od początku na kształt radia ogromny wpływ mieli ludzie, którzy w nim pracowali. Oni wkładali swoje serce i duszę w prezentowany i emitowany materiał. Trójka miała być krajową alternatywą na Radio Wolna Europa, czy Radio Luxemburg. Ówczesne władze wydały zezwolenie na taką, a nie inną formułę radia, choć w późniejszych okresach często były zastrzeżenia do emitowanej muzyki,czy innych audycji. Dyrekcja radia broniła dzielnie swoich dziennikarzy i przez wiele lat radio pozostało niezmienne i czarowało słuchaczy. Dyrektorami Trójki byli m.in. Andrzej Turski czy Grzegorz Miecugow. Była to jedna z pierwszych rozgłośni wykorzystująca moc stereo – każdy chyba przynajmniej raz słyszał zapowiedź audycji nadawanej w stereo – słynne: „ Kanał lewy, kanał prawy” :) To tutaj, w trudnych czasach można było posłuchać muzyki przywiezionej przez dziennikarzy z Zachodu. Słynne były audycje, gdzie prezentowane były całe płyty i można je było sobie nagrać na szpule, czy później na kasety. Takie perełki można było mieć tylko dzięki Trójce, bo oryginalne płyty w Polsce były nieosiągalne, a jeśli już były, to kosztowały fortunę. Między innymi to sprawiało, że Trójka zyskiwała rzesze słuchaczy. Siłą napędową radia od zawsze byli jego dziennikarze, których każdy z nas zna. Takie nazwiska jak Marek Niedźwiecki, Wojciech Mann, Piotr Stelmach, Artur Andrus, Piotr Baron, Tomasz Beksiński czy Marcin Kydryński mówią same za siebie. Słynna Lista Przebojów Trójki Marka Niedźwiedzkiego od lata ma rzesze swoich słuchaczy, którzy w piątkowe popołudnia zasiadają przy radioodbiornikach i przyjemny sposób zaczynają weekend. Jestem wielką fanką Listy i słucham jej tak często jak mogę. Porywały mnie topy wszechczasów i swego czasu kompletowałam wydawane na CD - Złote przeboje Listy Przebojów Trójki. Trójka jest ze mną od lat, uwielbiam muzykę, która jest tam emitowana – jak często uszczęśliwiają mnie starymi przebojami. Uwielbiam audycje z klasyki rocka, te ciepłe komentarze i kawałki, których nie emitują inne rozgłośnie. Trójka ma to coś, czego nie mają rozgłośnie komercyjne. W rozgłośniach komercyjnych leci wszędzie ta sama muzyka, zlewają się w całość i są czasem nie do odróżnienia. Tylko podczas nadawania wiadomości można określić, jaka rozgłośnia je nadaje. A Trójka jest specyficzna – zawsze się ją pozna - po muzyce, po głosach dziennikarzy, po formie nadawania. Trójka to moje radio, jedyne i niepowtarzalne, któremu jestem wierna od lat ! Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej o tej rozgłośni, poznać kulisy radia i radiowców – serdecznie polecam książkę pana Janiszewskiego. To przedstawione w zabawny sposób kompendium wiedzy o Trójce, zawierające fakty i anegdoty, wzbogacone żarcikami Aliny i zabawnymi rysunkami. Stawiam ją na mojej półeczce obok biografii Marka Niedźwieckiego – stanowią dobraną parę i polecam wszystkim wielbicielom Trójki ! http://markietanka-mojeksiazki.blogspot.com/
Anna-mojeksiążki - awatar Anna-mojeksiążki
ocenił na712 lat temu

Cytaty z książki Jeszcze słychać śmiech

Więcej
Olga Lipińska Jeszcze słychać śmiech Zobacz więcej
Olga Lipińska Jeszcze słychać śmiech Zobacz więcej
Olga Lipińska Jeszcze słychać śmiech Zobacz więcej
Więcej