Mam na imię Victoria. Zaginione dzieci Argentyny

Okładka książki Mam na imię Victoria. Zaginione dzieci Argentyny autora Victoria Donada, 9788377051344
Okładka książki Mam na imię Victoria. Zaginione dzieci Argentyny
Victoria Donada Wydawnictwo: Carta Blanca biografia, autobiografia, pamiętnik
224 str. 3 godz. 44 min.
Kategoria:
biografia, autobiografia, pamiętnik
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Mi nombre es Victoria
Data wydania:
2011-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2011-01-01
Liczba stron:
224
Czas czytania
3 godz. 44 min.
Język:
polski
ISBN:
9788377051344
Tłumacz:
Olga Zasępa-Bietti
Średnia ocen

6,1 6,1 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Mam na imię Victoria. Zaginione dzieci Argentyny w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Mam na imię Victoria. Zaginione dzieci Argentyny

Średnia ocen
6,1 / 10
34 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Mam na imię Victoria. Zaginione dzieci Argentyny

avatar
475
235

Na półkach: ,

Ciekawa książka. Ciekawa , odnośnie losów politycznych i historycznych Argentyny. Straszne zamieszanie w tym kraju. I ubóstwo. Chyba coś jeszcze poszukam na ten temat. Lektura napisana dość pompatycznie. Taka sobie.

Ciekawa książka. Ciekawa , odnośnie losów politycznych i historycznych Argentyny. Straszne zamieszanie w tym kraju. I ubóstwo. Chyba coś jeszcze poszukam na ten temat. Lektura napisana dość pompatycznie. Taka sobie.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
434
118

Na półkach: , ,

Książkę przeczytałam jednym tchem. Powiem szczerze, że zaskoczyły mnie negatywne opinie, które mówią o tym, jakoby przez książkę ciężko było przebrnąć. To fakt, że często pojawiają się hiszpańskojęzyczne określenia, ale wszędzie, gdzie użyto terminów w pisowni oryginalnej, w przypisie nazwa własna zostaje przetłumaczona. Ponadto na końcu książki znajduje się słowniczek z objaśnieniami, czym zajmowały się pojawiające się w opowieści osoby, instytucje, organizacje i ugrupowania polityczne. Słowniczek na pewno pomoże odnaleźć się w opowieści Victorii. Fragmenty wspomnień z jej życia, życia zwyczajnej nastolatki, której światopogląd ewoluuje wraz z biegiem wydarzeń politycznych w kraju, nadają ciekawe i realistyczne tło opowieści. Dzięki zachowaniu równowagi pomiędzy zarysem historyczno-politycznym a aspektami życia prywatnego bohaterki cała historia toczy się bardzo szybko, porywa Czytelnika w wir wydarzeń i pozwala stać się niejako uczestnikiem wydarzeń, a nie tylko biernym obserwatorem.

Co do samej historii - niewątpliwie jest szokująca. Szokująca tym bardziej, że wydarzyła się naprawdę. Czytelnik poznaje czarne karty historii Argentyny. Dowiaduje się o zbrodniach i okrucieństwach, jakie wykraczają poza ludzką wyobraźnię. Dla ówcześnie żyjących ludzi terror czasów dyktatury stanowił piekło życia codziennego. Opowieść Victorii to, jak sama wielokrotnie podkreśla, także historia milionów Argentyńczyków, którzy znali realia "brudnej wojny" i musieli się w nich jakoś odnaleźć, żeby przeżyć. Niech to będzie świadectwo i ostrzeżenie. Nunca más.

Książkę przeczytałam jednym tchem. Powiem szczerze, że zaskoczyły mnie negatywne opinie, które mówią o tym, jakoby przez książkę ciężko było przebrnąć. To fakt, że często pojawiają się hiszpańskojęzyczne określenia, ale wszędzie, gdzie użyto terminów w pisowni oryginalnej, w przypisie nazwa własna zostaje przetłumaczona. Ponadto na końcu książki znajduje się słowniczek z...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
12
11

Na półkach:

Książka zawodzi. Nie warto po nią sięgać. Kręci się tak naprawdę tylko wokół autorki i to bardzo chaotycznie. Nie poleciłabym nawet dla jej fana, choć w Polsce na pewno nie ma ich wielu.

Książka zawodzi. Nie warto po nią sięgać. Kręci się tak naprawdę tylko wokół autorki i to bardzo chaotycznie. Nie poleciłabym nawet dla jej fana, choć w Polsce na pewno nie ma ich wielu.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

100 użytkowników ma tytuł Mam na imię Victoria. Zaginione dzieci Argentyny na półkach głównych
  • 51
  • 48
  • 1
24 użytkowników ma tytuł Mam na imię Victoria. Zaginione dzieci Argentyny na półkach dodatkowych
  • 16
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Miasto w lustrze Mirko Kovač
Miasto w lustrze
Mirko Kovač
"Czy powrót do przeszłości może być rozkoszą ?" Mirko Kovać do przeszłości, do lat dzieciństwa wraca i to z wielką przyjemnością. Wraca również do książki, która dwadzieścia lat leżakowała, czekała na swój moment. Autor na krótko przed jej wydaniem, pod wpływem przemyśleń i emocji, wycofał ją z druku, aby po wielu latach wrócić do niej, nałożyć poprawki, i jak on mówi dopieścić ją w każdym calu. Bodźcem do tego, była podróż , którą odbył w latach 70-tych ubiegłego wieku. Wtedy to, będąc w pracy, a dokładnie na planie w Dubrowniku, gdzie trwały przygotowania do filmu według jego scenariusza postanowił odwiedzić niedaleko położone Trebinije. Trebinije- rodzinne strony bogate w powietrze, które leczy duszę. Miejscowość położona obecnie na pograniczu trzech państw bałkańskich( Bośni i Hercegowiny, Chorwacji i Czarnogóry),gdzie jeszcze nie tak dawno, do wielkich przyjemności należało dojenie i karmienie krów, wyprawa na targ, czy rozmowy z ukochana mamą. Z ojcem było gorzej, bo to był alkoholik, despota i niebywały ekscentryk. Jednak i o nim Mirko Kovać nie wypowiada się źle. Czasami tylko wspomina jak ciężko żyło się rodzinie u jego boku. Powieść opowiada o przodkach autora, jego dziadku Moto, bogatym bydlarzu, który zostawił swojemu synowi dom w L. (nazwa miejscowości nigdy nie została ujawniona) oraz ojcu, który po ucieczce, po wybuchu I wojny światowej wraca do swoich ukochanych stron. Tutaj zakłada rodzinę, żeniąc się z dwadzieścia lat młodszą Tugą, mamą Mirko Kovaćia. Pobocznych bohaterów przez książkę przewija się wielu: wujków, cioć, kuzynów, znajomych. Każdy wnosi swoją historię życia, jakiś epizod, który łączy go z postacią autora. Mirko Kovać snuje swoją opowieść niespiesznie, rozsmakowuje się w drobnych szczegółach, tych, które wspomina z wielkim rozrzewnieniem, ale i tych, które przysporzyły mu dużo strachu, bólu. Nie owija niczego w bawełnę. Zło nazywa złem, a dobro dobrem. Historii "złych" krewnych nie wybiela, nie oszukuje czytelnika, że i takich nie brakowało w jego rodzinie. Nie brakowało też nieodpowiedzialnych, okropnych decyzji, które pociągały za sobą konsekwencje. Opowiada również o sobie młodym, dojrzewającym chłopcu, który poznaje co to jest bieda, miłość, niesprawiedliwość. Do tego w tle klimat i historia, burzliwa historia krajów bałkańskich; II wojna światowa, czasy rządów komunistycznych. Wszystko to razem wzięte plus wspaniała narracja czynią powieść niezwykle ciekawą, godną polecenia. "Lustra, to żywe byty, jak woda, tak samo przemijające i bywają zmącone, jak mętna bywa rzeka. Pod wieczór ze szczytu najwyższego wzniesienia w L. w ułamku sekundy, gdy słońce dotykało krawędzi zachodniego wzgórza, można było ujrzeć w lustrze kontury Dubrownika., ulotny zarys miasta, który znika, gdy słońce się obniży. Lustro pamięta wszystko, co się w nim odbija..."
Perzka - awatar Perzka
oceniła na82 lata temu
Carlota Fainberg Antonio Muñoz Molina
Carlota Fainberg
Antonio Muñoz Molina
Antonio Muñoz Molina, którego najbardziej znamy dzięki powieści "Zima w Lizbonie" to jeden z najbardziej znaczących współczesnych pisarzy hiszpańskich. W większości swoich dzieł umiejętnie łączy rzeczywistość i fantazję, które niespodziewanie się przenikają. Przyzwyczaił czytelników do nieoczekiwanych finałów swoich powieści, czym wytrąca z pewnego szlaku i pewności co do zakończenia, jak na przykład "Nieobecność Blanki" czy właśnie "Carlota Fainberg" W obu powieściach akcja skoncentrowana jest na kobietach, które inspirują, uwodzą, rozkochują w sobie mężczyzn uzależniając ich w pewnym sensie od siebie. Na lotnisku w Pittsburghu filolog hiszpański Claudio wysłucha opowieści pełnej tajemnicy i pożądania, której bohaterką będzie tytułowa Carlota Fainberg. Hitorię, która miała miejsce w starym hotelu w Buenos Aires zmierzającym do bankructwa, ze wszystkimi szczegółami opowie mu Marcelo Abengoa. Mężczyzna znalazł sobie wolnego słuchacza i nawet nie podejrzewa, że jego opowieść może nie być komuś na rękę. Oboje są Hiszpanami i odbywają podróże służbowe. Marcelo wraca do swojego kraju, a Claudio leci z odczytem do Buenos Aires. Ciągle szuka sposobu by uwolnić się od tego człowieka, którego uważa za prymitewnego i niedouczonego. W miarę opowiadania historia Marcela zaczyna go jednak coraz bardziej intrygować. Co takiego zdarzyło się w upadającym hotelu w Argetynie musicie przeczytać już sami. W powieściach Moliny podoba mi sie balans pomiędzy tym, co naprawdę się stało, a co mogłoby się stać, a jest tylko życzeniem bohaterów, iluzją, pragnieniem by nasze fantazje się urzeczywistniły, marzenia, które chowamy głęboko ukryte wierząc, że kiedyś się spełnią. Autor prowadzi z nami grę i wkrótce dochodzimy do momentu, w ktorym nie jesteśmy już pewni co rzeczywiste a co zmyślone. W tej krótkiej powieści znajdziemy dużo odniesień do wszechobenej kultury amerykańskiej spotykanej na każdym kroku. Jest to opowieść krótka, ale treściwa. Zaciekawia w sumie od samego początku. Pełna ironii, zagadki z niepowtarzalnym klimatem na granicy realizmu i snu.
Natala - awatar Natala
oceniła na77 lat temu
Kosmofobia Lucia Etxebarría
Kosmofobia
Lucia Etxebarría
„Kosmofobia”, Lucíi Etxebarríi, to bardzo trudna do sklasyfikowania powieść. Łączy w sobie elementy wywiadu-rzeki, z powieścią fabularną; historie o ludziach prostych, z tymi o wielkim świecie mody, filmu i muzyki; ubóstwo w przepychem. Łączy ideę według której wszyscy ludzie są obywatelami świata, jednocześnie pokazując, że miejsce jednostki w tym świecie jest bardzo niewielkie i z góry określone, a wyjście z niego to pasmo ciężkie pracy, samozaparcia, szczęścia, a czasem i zbiegu okoliczności. Autorka przedstawia w niej losy kilkudziesięciu mieszkańców Madrytu, a dokładniej jednej z jego dzielnic, przedstawiając ją jako miejsce, do którego nie zapuszczają się taksówkarze, w obawie o swoje życie. Losy Lavapiés i jej mieszkańców od samego początku książki rysują się w kolorowych, chociaż ciemnych, przytłumionych barwach. Pracujący po wiele godzin rodzice, osamotnione dzieci, których jedyną radością jest świetlica środowiskowa. Dorośli, którzy chcą zarobić jakiekolwiek pieniądze, by utrzymać się w Europie, a przy okazji móc odłożyć na przyszłość i wysłać część pieniędzy do swoich rodzin na innym kontynencie. Lucía Etxebarría wchodzi w to środowisko. Nie ocenia, a relacjonuje życie poszczególnych osób, docierając od jednego mieszkańca do drugiego, tworząc skomplikowaną sieć powiązań, a wszystko po to, by pokazać co ich dzieli, a co łączy. Dzieli niestety wszystko, a szczególnie pochodzenie. Inny kraj czy inna warstwa społeczna sprawiają, że rozpoczęcie nowego życia jest bardzo utrudnione, a wielu przypadkach prawie niemożliwe. Hiszpański i zachodnioeuropejski kosmopolityzm okazuje się mieć bardzo rygorystyczne wymagania, które trzeba spełnić, by stać się prawdziwym „obywatelem świata”. Z przeprowadzonych przez autorkę rozmów, przedstawionych w sfabularyzowany sposób, wywnioskować można, że najprostszą drogą do sukcesu są znajomości. I te zawierane są w książce na wszystkie możliwe sposoby. Bo miłość jest tym, co łączy. Miłość w „Kosmofobii” to problem i jego rozwiązanie. To element terapii. Bohaterowie książki łączą się w pary, tworzą krótkotrwałe związki, badają siebie nawzajem, odkrywają swoją seksualność, analizują wzorce miłości wyniesione z rodzinnych krajów i z dzieciństwa, eksperymentują i szukają tej drugiej osoby, która pozwoli im przetrwać w tym „gnieździe skorpionów”. I, jak to zwykle bywa, znów większy wybór mają ci, którzy są wyżej i lepiej usytuowani. Podczas, gdy zwyczajni ludzie żyją z jedną osobą, skarżąc się autorce na nią, żaląc się na jej lub jego zachowania, pełni świadomości, że w tym miejscu nawet zmiana partnera jest trudna do realizacji, inni, z twarzami błyszczącymi na okładkach magazynów, ubrani w ciuchy tak drogie, że ich sąsiedzi mogliby za nie opłacić półroczny czynsz, mają ogromną swobodę wyboru. Przelotne romanse, homo- i heteroseksualne miłości i rozwijanie kariery przez seks to ich domena. Jednak zauważyć można, że i oni są w głębi samotni i nieszczęśliwi. Bo o tym właśnie jest ta książka. Ukazuje ogrom świata i uświadamia ludzi, jego uczestników, jak i czytelników powieści, jakie jest ich miejsce w nim. A za tym uświadomieniem idzie w parze najczęściej lęk. Lęk, który nazywa się „kosmofobia”. Po bardziej szczegółową recenzję zapraszam do siebie - https://kulturalnynihilista.pl/kosmofobia-lucia-etxebarria-hiszpania-cz-11/
KulturalnyNihilista - awatar KulturalnyNihilista
oceniła na74 lata temu
Żołnierze spod Salaminy Javier Cercas
Żołnierze spod Salaminy
Javier Cercas
Wybitnie empatyczna opowieść z najstraszliwszą z możliwych wojen, bo domową, w tle. Teoretycznie o pewnym hiszpańskim faszyście, ale faktycznie o tych wszystkich prawdziwie nieznanych żołnierzach (mniejsza nawet, z której strony barykady),potrafiących w czasach nienawiści ocalić człowieczeństwo - i swoje, i Innego.... Taki jak tu obraz wojny, z żołnierskich dołów, a nie perspektywy zawsze dzielnych, bohaterskich i odznaczanych dowódców, widziany, bardzo mi odpowiada. Książka to „kompletna i prawdziwa” – nie da się zaprzeczyć tym słowom Autora (bo to także książka w książce). To także moja kolejna ważka rzecz o pamięci i historii oraz pułapkach w nich się kryjących, a także o niemożliwości ich poznania. „I teraz nie wiem, co było prawdziwe” - pisał Poeta w jednym z najwspanialszych swych wierszy. Prawdy możemy się u Cercasa tylko domyślać, a „jedyną odpowiedzią jest brak odpowiedzi; jedyną odpowiedzią jest jakaś tajemna i bezmierna radość ”…. Za nieporozumienie uznaję opinie, jakby to była rzecz o faszyście Sanchezie Mazasie (a może i jego apologia) - cudem ocalałym spod ognia republikańskiego plutonu egzekucyjnego, którego zaraz potem jeden ze ścigających żołnierzy mógł zabić, ale tego nie uczynił. Czy wraz z narratorem dowiemy się dlaczego? Tymczasem postać czołowego falangisty wydaje mi się raczej przedmiotem, a nie podmiotem tej opowieści jako całości, choć ilościowo faktycznie o nim sporo. Ale według mnie to raczej zwodniczy, a przemyślany zamiar Autora, który w drugiej części koncentruje się na kimś ze strony republikańskiej. Wydaje się nawet, że Cercas od początku zmierza tylko do tego, aby w końcu zacząć opowieść o swym prawdziwym bohaterze – Miralllesie; „o tych niepojętych chwilach, w których cała cywilizacja zależy od jednego człowieka”. O ile wcześniej bywa różnie, to ta część wciąga bez reszty i pozostawia czytelnika w osłupiającym podziwie… Chodzi bowiem o „mięso armatnie”, czyli szeregowych, nikomu nie znanych ludzi. „Żadna ulica w żadnym żałosnym miasteczku żadnego gównianego kraju nie będzie nigdy nazwana imieniem żadnego z nich” – słyszymy prostą, a wieczną prawdę o wojennym rzemiośle. Tak, tacy od zawsze aż po kres ludzkości są i pozostaną „mierzwą dziejów”. Ot, pionki na potwornej szachownicy w rozgrywce wielkich kosztem maluczkich - czym wszak jest każda wojna. Ale pionki z olbrzymią władzą: odbierania życia innym – ale też i ich ocalania. A nie chodzi wszak o kolegów z oddziału, tylko o wrogów – kimkolwiek by byli…. I czy była w ogóle kiedykolwiek taka przedziwna wojna, w której nie zabijano by bezbronnych…? „Te historie nikogo już nie obchodzą, nawet nas, którzyśmy je przeżyli. Był czas, kiedy obchodziły, ale teraz już nie. Ktoś zdecydował, że należy o tym zapomnieć, i coś panu powiem: ten ktoś chyba miał rację. Poza tym połowa tych historii to niezamierzone kłamstwa, a druga połowa to kłamstwa zamierzone”. To zdanie dedykuje swym rodakom – nie tylko w kontekście nadchodzących wyborów…. I jeszcze inny cytat, jakże zawsze i wszędzie prawdziwy: „Jedynym wspólnym, łączącym ich elementem, była według mnie, ich kondycja ludzi, którzy przeżyli, czyli ta zwodnicza przewaga, którą bohaterowie dnia dzisiejszego, zawsze zwyczajnego, nijakiego i pozbawionego chwały, przyznają bohaterom dnia wczorajszego, przeszłość bowiem – poznawana przez filtr pamięci – zawsze jest wyjątkowa, burzliwa i bohaterska”. Albo taki, wart zadedykowania ajpienowi: " Bohaterowie są bohaterami tylko wtedy, kiedy umierają albo ktoś ich zabija. Prawdziwi bohaterowie rodzą się tylko na wojnie i umierają na wojnie. Nie ma żywych bohaterów (…). Są tylko umarli". Podczas lektury wielokrotnie przychodziła mi na myśl inna rzecz o „statystach historii”, czyli skandalicznie zapomniane arcydzieło „Sól ziemi” Józefa Wittlina. Piotr Niewiadomski to jeszcze bardziej „nikt” niż Mirallles, a przecież jak najsłuszniej tytułowy bohater…. Miałem też skojarzenia z niemniej empatycznym obrazem zwykłego, może nawet i tchórzliwego (czyli pragnącego po prostu przeżyć),żołnierza z wybitnego - o dziwo! - „Trenu” Bohdana Czeszki, postaci niewartej pamiętania – w przeciwieństwie do tej jego noweli. Bo jak czytamy u Cercasa, „można być dobrym pisarzem, będąc jednocześnie strasznym skurwysynem”… PS Czy Autor nie rzuca aby wyzwania - nam, Polakom? „Ze wszystkich historii w Historii najsmutniejsza jest niewątpliwie historia Hiszpanii, ponieważ kończy się źle”. Jeszcze nieco cytatów… Zastanawiałem się, czy te relacje będą odpowiadać rzeczywistym faktom, czy też, w nieunikniony pewnie sposób, przykryła je patyna półprawd i zmyśleń, jaka zwykle dodaje splendoru zdarzeniu dawnemu i dla jego uczestników niemal legendarnemu. Czyli to, co mi opowiedzą, będzie nie tym, co wydarzyło się naprawdę, ani nawet nie tym, co pamiętają, że się wydarzyło, lecz tylko tym, co pamiętają, że opowiedzieli już przy innych okazjach. Dla Aguirre, podobnie jak dla wszystkich, pisanie do prasy nie jest pisaniem. Nie potrafiła uniknąć pułapek, jakie w trakcie opowiadania zastawiała na nią nostalgia. Uważał ją za jedyną prawdziwą przygodę swego życia, a przynajmniej jedyną, którą mógł się szczycić bez obawy demistyfikacji. Kraj cywilizowany to taki, w którym ludzie nie muszą tracić czasu na politykę. Rzeczywistość zawsze nas zdradza. Najlepiej więc nie dać jej na to czasu i zdradzić ją wcześniej. Nie pisze się zazwyczaj o tym, o czym chce się pisać, ale o tym, o czym się pisać potrafi. Co się tyczy ojczyzny, no cóż, nie wiadomo, czym jest ojczyzna, może po prostu usprawiedliwieniem dla świństwa albo lenistwa. Gorliwe podkreślanie lojalności często maskuje zdradę. Możliwe, że w głębi duszy przez całe życie w nic nie wierzył, a już najmniej w to, co głosił i czego bronił. „Jeżeli za coś nienawidzę komunistów ekscelencjo, to za to, że zmusili mnie, abym został falangistą”.
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na92 lata temu
Zieleń wszelka zginie Eduardo Mallea
Zieleń wszelka zginie
Eduardo Mallea
Zapomniana argentyńska mini-powieść z 1943 roku. Od razu na początku odpalam straszaka: to nie jest książka dla każdego. Niewiele tu dialogów, brak jakiejkolwiek akcji, a narrację spowija chmura pesymizmu i dusznej samotności. "Zieleń wszelka zginie" jest mało przystępna, ale momentami przejmuje do szpiku kości. Świetna rzecz. *** To historia tragiczna, z równie tragiczną bohaterką. Argentyńską wersją Antygony jest Agata Cruz, od samego już dzieciństwa schwytana w bezlitosne szpony samotności. Agata całkowicie dominuje w opowieści, którą snuje Mallea. To 35-letnia, ładna kobieta, której – jak się szybko okaże - przeznaczeniem jest cierpieć. Agata już od dzieciństwa oswaja się z samotnością. Jej matka umiera wcześnie, a ojciec – lekarz większość dnia spędza poza domem. Nawet przy wspólnych wieczornych posiłkach, milczą przez większość czasu, niczym obcy sobie ludzie. Gdy uroda Agaty rozkwita, jej figura i twarz natychmiast zaczynają przyciągać męskie spojrzenia. Wycofana bohaterka daje się namówić na związek z okolicznym rolnikiem, Nicanorem Cruzem. Nie dlatego, że go pokochała, a dlatego, że był najbardziej uparty. Przeprowadza się do domu Cruza, położonym na obrzeżach miasta. To tereny, gdzie wiecznie świeci słońce, a deszcze zdarzają się niezmiernie rzadko. Nicanor jest człowiekiem uczciwym i pracowitym, choć także małomównym i upartym. Nie potrafi się przyznać do błędu; gdy plony zostają kolejny raz zniszczone przez upał, nie dopuszcza do siebie myśli, by zrezygnować lub wyprowadzić się. Próbuje do skutku, przez kilka lat planuje budowę studni, która ma rozwiązać wszystkie problemy z rolą. Nie rozwiązuje. Załamany tym faktem, zamyka się jeszcze bardziej w sobie. Agata przeżywa deja vu – znów dni upływają jej w okrutnej ciszy, a powrót najbliższej osoby do domu paradoksalnie ją tylko pogłębia. Gdy wymaga tego sytuacja, zwracają się do siebie bezosobowo: „trzeba pojechać do miasta”, „należy pilnie naprawić xxx”, i tak dalej. Jej jedyną rozrywką stają się wieczorne spacery i rozmowy z przydrożnymi krzewami, które uparcie nie odpowiadają. Zupełnie jak jej mąż. "Kiedy z upływem lat jego argumenty nie zmieniały się, poczuła jad owej strasznej daremności, owej strasznej jałowości, którym ją zatruwał. I współczucie znikło. Już nie cierpiała z nim. Otwarła dla siebie swój własny rachunek cierpienia. I odtąd te dwie gorycze już tylko rozwidlały swoje drogi". Druga – nieco gorsza - część książki to pobyt Agaty w mieście. I znów podobny schemat: wciąż jeszcze młoda Agata pozwala, by życie przeciekało jej przez palce. Zamyka się w pokoju hotelowym, obserwuje z okna ruch na ulicy, a jedyną jej rozrywką są spacery. Spacery bierne, apatyczne. Szczytem aktywności jest wejście do księgarni i wąchanie zapachu nowych książek (uwielbiam!). Bohaterka przypomina mi "Człowieka w futerale" Czechowa - zaskorupiała, zamknięta w swojej twierdzy, niewrażliwa na bodźce zewnętrzne. W hotelu przyczepia się do niej dwulicowa plotkarka, niejaka Ema de Volpe. To właśnie de Volpe poznaje Agatę z grupką znajomych, wśród których wyróżnia się doktor Sotero. W hermetycznym pojemniku, w jakim zamknęła się Agata, pojawia się wyłom… Zaczyna coraz więcej czasu spędzać z Sotero. Jednocześnie wciąż jest wycofana, bojaźliwa, analizuje każdy gest i każde słowo. Chciałaby być szczęśliwa i dać szczęście, ale paraliżuje ją strach przed jego utratą. Blokują ją własne życiowe doświadczenia, śmiejąc się ordynarnie do ucha i przypominając nieustannie, że nigdy nie będzie szczęśliwa. "Zieleń wszelka zginie" prowokuje do zadawania pytań o naturę samotności. Czy Agata sama była sobie winna, czy może to parszywy los zesłał jej tyle cierpienia? Ale to nie jest tak, że biedna pani Cruz budzi tylko litość i współczucie. Mnie momentami straszliwie irytowała. Jest to bohaterka rozmemłana, uwikłana w niekończące się wewnętrzne dramaty. Wiecznie posępna. W pewnym momencie miałem ochotę zakrzyknąć za doktorem Sotero: „- Jak można żyć tak poza rzeczywistością! Po jakie licho to ciągłe zatrzymywanie się i analizowanie wszystkiego? Lepiej zabijać czas wyrywając mu to, co niesie, niż tracić go na bezużyteczne domysły”. Innego dnia Sotero słusznie pytał: „Dlaczego pozwala Pani przemijać życiu?” Z pewnością cierpiała, ale nie mogę się oprzeć wrażeniu, że nie zrobiła wszystkiego, co w jej mocy, by się z tej matni wydostać i że samobiczowanie sprawiało jej autentyczną frajdę. Mówimy o kobiecie, która nawet gdy się uśmiechała, to ponuro. Stworzenie kreacji pełnej sprzeczności, budzącej cały wachlarz różnych emocji, świadczy o wielkim talencie argentyńskiego pisarza, który dodatkowo potrafił utrzymać zainteresowanie czytelnika książką pozbawioną akcji; książką, którą dałoby się streścić w dwóch-trzech zdaniach. Co ciekawe, podobno Mallea wplatał te same postacie do innych książek; Agata Cruz pojawia się jeszcze w "Los enemigos del alma" ("Wrogowie duszy" - szkoda, że polskiego przekładu brak). Ciekaw jestem, jak to zrobił – czy pokazuje ją w tym samym czasie, lecz z perspektywy innej osoby, czy może poznamy jej przyszłość? Być może w innych utworach Mallea sięgnął po którąś z ledwie zarysowanych postaci drugoplanowych "Zieleni". Jest ich tu kilka: wspomniana Ema de Volpe, pulchny, odpychający „dokuczliwy karzeł” Romo – wspólnik doktora Sotero, ich znajome siostry Berlin, czy rozmowny, sympatyczny Caligosa - sąsiad Agaty i Nicanora. Ostatnią z takich postaci jest Estaurofilo – wychudzony, przygłupawy i milczący (a jakże!) służący państwa Cruz. ** Nie da się w przekonujący sposób pisać o samotności, jeśli się samemu jej nie doświadczyło. Jestem pewien, że Mallea dobrze znał jej smak. Autobiograficznych smaczków jest tu z pewnością więcej, na przykład akcję drugiej części książki Mallea umieścił w Bahía Blanca – czyli mieście, w którym przyszedł na świat i w którym spędził wiele lat swojej młodości.
MilczenieLiter - awatar MilczenieLiter
ocenił na81 rok temu
Labirynt samotności Octavio Paz
Labirynt samotności
Octavio Paz
O. Paz - meksykański poeta, laureat nagrody Nobla (1990) w „Labiryncie samotności” (jednym z najsłynniejszych esejów, mówiącym o meksykańskiej tożsamości kulturowej) rozprawia nie tylko o swoim narodzie, twierdząc, że: • „Ta meksykańskość – upodobanie do ozdobności, bałagan, wystawność, niedbalstwo, pasja i skrytość- unosi się w powietrzu.”(s. 11.) • „(…) Meksykanin – pozbawiony znaczenia i bliskich, wśród których coś znaczy – potwierdza swoje różnice wobec świata. Pachuco utracił całe swoje dziedzictwo: język, religię, obyczaje, przekonania. Zostaje więc – z ciałem i duszą – pod gołym niebem, bezbronny wobec spojrzeń”. (s. 13.) ale jednocześnie dotyka istoty człowieczego istnienia, będącego swoistym „labiryntem samotności”, bo jak napisze: • „Rodzimy się samotni i umieramy samotni”. (s. 208),• „Między narodzeniem a umieraniem mija nasze życie. Wygnani z matczynego łona, rozpoczynamy pełne niepokoju salto, prawdziwie śmiertelne, które kończy się dopiero, kiedy upadamy w śmierć.” (s. 209) • „W naszym świecie miłość jest doznaniem prawie niedostępnym. Wszystko jest jej przeciwne: moralność, klasy, prawa, rasy i sami zakochani”. (s.210) • „Kobieta zawsze była dla mężczyzny „czymś innym”, jego przeciwieństwem i dopełnieniem(…) Kobieta jest przedmiotem na przemian drogocennym albo szkodliwym, ale zawsze odrębnym”.(s.210.) • „Mężczyzna również nie może wybierać. Krąg jego możliwości jest bardzo ograniczony.” ( s. 211.) Octavio Paz, Labirynt samotności. Przekł. J. Zych. Wyd. Literackie, Kraków 1991. Ważna jest też historia zdobywcy Meksyku – Hermana Cortesa i Malinche – jego indiańskiej kochanki, z ich związku narodził się pierwszy Meksykanin, Metys, spadkobierca dwóch kultur, a także obraz Jose C. Orozco „Cortes i Malinche” z 1926 r., (nie znajdziesz go w zbiorze),który mówi wszystko. Pochylając się nad dziejami Meksyku w wydaniu O. Paza, Czytelnik pochyla się nad własnym istnieniem. W tym tkwi klucz do doskonałości Paza - eseisty. 10/10
zoe - awatar zoe
ocenił na101 rok temu
Paraiso Travel Jorge Franco
Paraiso Travel
Jorge Franco
Kolumbijskiego pisarza Jorge Franco poznałam przy okazji jego debiutanckiej powieści „Rosario Tijeras". Była to miłość od pierwszego zdania. Jego kolejne dzieło miałam okazję przeczytać w ramach comiesięcznych spotkań DKK w mojej miejscowości. Choć „Paraiso Travel” można uznać za bardzo dobrą książkę, to jednak pozostaje daleko w tyle za „RosarioTijeras". Akcja powieści rozpoczyna się w małym kolumbijskim miasteczku, gdzie przemoc, bieda i wojny gangów są chlebem powszednim. Marlon jest spokojnym i dobrym chłopakiem. Z kolei jego ukochana Reina to wulkan energii. Dziewczyna jest piękna, szalona, a przede wszystkim opętana marzeniami o emigracji. Oczywiście to Stany Zjednoczone mają być rajem na ziemi. Młodzi składają wniosek o wizę, który zostaje odrzucony. Ale jest jeszcze nadzieja, którą w Reinie roznieca pani z biura. Otóż istnieje możliwość nielegalnego przerzutu przez granicę wszystkich, którym odmówiono wiz, ale trzeba pokryć ogromne koszty podróży. Dziewczyna bez wyrzutów sumienia okrada najbliższych i wraz z Marlonem udaje się w niebezpieczną podróż. Po dotarciu na miejsce para kłóci się i Marlon opuszcza wynajęty pokoik, żeby zapalić papierosa i ochłonąć. Zaczepiony przez policjanta biegnie przed siebie i po jakimś czasie orientuje się, ze nie wie gdzie jest, a co najgorsze, nie wie jak wrócić do mieszkania i do Reiny. Bez dachu nad głową, bez jakichkolwiek dokumentów, bez znajomości języka zostaje skazany na łaskę i niełaskę zupełnie obcych ludzi… W swojej prozie Franco w doskonały sposób ukazuje destrukcyjną siłę miłości. Reina jest egoistką, która w bezwzględny sposób wykorzystuje wszystkich wokoło, a już najbardziej pastwi się nad ślepo zakochanym Marlonem. Chłopak zrobi wszystko co tylko ukochana mu rozkaże. Wcale nie chce wyjeżdżać, nie wierzy w magię Nowego Jorku, jest mu zwyczajnie dobrze wśród przyjaciół i rodziny. Ale to pierwsze, naiwne i obezwładniające uczucie jest silniejsze. Reina straszy go samobójstwem, kusi własnym ciałem, obiecuje, że jak tylko przekroczą granicę to odda mu i ciało i duszę. Owładnięty miłością i pożądaniem chłopak ucieka z domu i razem z ukocha nielegalnie przekraczają granicę. Wszystko zmienia się, gdy strach każe mu uciekać przed policjantem. Zagubiony w ogromnym mieście, bez pieniędzy i legalnych dokumentów, skazany jest na śmierć. Ale pomocną dłoń wyciągają do niego inni emigranci, którzy dają mu szansę na normalne życie. Ale duch Reiny nadal go prześladuje, dręczy, nie daje o sobie zapomnieć. Jak skończy się ta historia? Czy Marlón wykorzysta otrzymaną szansę i odbije się od dna? Co stało się z Reiną? Czy ziścił się jej american dream? Przekonajcie się sami! Warto! I niech ta opowieść będzie ostrzeżeniem dla wszystkich, którym wydaje się, że tylko w innym miejscu i czasie można odnaleźć szczęście. Wypada powtórzyć za Dorotą Terakowską „Nie ma lepszych miejsc. Są tylko lepsi ludzie”. Polecam! PS Na podstawie powieści powstał film o takim samym tytule. Co prawda nie jest tak dobry jak książka, ale i tak wart obejrzenia. Polecam.
Marta Kowal - awatar Marta Kowal
ocenił na712 lat temu
Sztuczne oddychanie Ricardo Piglia
Sztuczne oddychanie
Ricardo Piglia
Ricardo Piglia to legenda argentyńskiej literatury, a „Sztuczne oddychanie” ma status książki kultowej – takie rekomendacje wysoko podnoszą poprzeczkę, ale muszę przyznać, że rzeczywiście było to niecodzienne doświadczenie lekturowe, choć wyobrażam sobie, że dla wielu może to być przygoda nie do przejścia. Wbrew opisom nie jest to bowiem żaden kryminał, bo nie jest to nawet powieść w typowym rozumieniu tego słowa – bliżej „Sztucznemu oddychaniu” do bardzo rozbudowanego, fabularyzowanego eseju, w którym od jakiejkolwiek akcji i bohaterów (choć ci oczywiście są!) ważniejsze są bardzo liczne odniesienia do historii i kultury Argentyny, zarówno w ujęciu lokalnym, jak i na tle międzynarodowym. Trochę to wszystko w klimacie książek Milana Kundery, a trochę... Witolda Gombrowicza, który notabene pojawia się na kartach książki w dwóch postaciach – epizodycznie jako on sam i jako prototyp jednego z głównych bohaterów (motywów związanych z Polską jest zresztą znacznie więcej). Dla kogoś, kto oczekuje klasycznej narracji, „Sztuczne oddychanie” może być przegadanym wypisem nazwisk, tytułów i wydarzeń z historii Argentyny, ale wszystkie te elementy są równocześnie największym atutem książki – stąd też wybrałem ją jako ostatnią w argentyńskim cyklu, jest bowiem jego znakomitym podsumowaniem. Znajdziemy tu zarówno niezwykle błyskotliwe sformułowania typu „Od czasu odkrycia Ameryki nie zdarzyło się w naszych stronach nic godnego choćby minimum uwagi” (czego równoczesnym zaprzeczeniem jest cały tekst!),przewrotne diagnozy i refleksje nad argentyńską kulturą (dlaczego nie zrodziła powieści epistolarnej? Bo „my tu w Argentynie w ogóle nie mieliśmy XVIII wieku”),jak i rozważania nad istotą literatury i kultury w ogóle, ale zawsze z mocnym akcentem lokalnym (stąd znajdą się odniesienia i do piłki nożnej, i... nazistów). A na koniec (dosłownie!) jeszcze bardzo przydatny słowniczek dat, postaci i wydarzeń kluczowych dla całej historii Argentyny. Trudno o lepsze domknięcie literackiej wycieczki do kraju Borgesa i rządów junty wojskowej, której echa pobrzmiewają w tle całej opowieści.
kunieczko - awatar kunieczko
ocenił na72 lata temu
Sztuka wskrzeszania Hernán Rivera Letelier
Sztuka wskrzeszania
Hernán Rivera Letelier
"Sztuka wskrzeszania" Hernana Rivera Letelier, to jedna z najbardziej groteskowych i absurdalnych książek jaką miałam okazję przeczytać. Chile, lata 40 XX wieku, po prowincjonalnych miasteczkach wędruje mężczyzna podający się za współczesnego Chrystusa. Stylizacją niczym mu nie ustępuje, ubrany w pokutniczy habit, w sandałach wykonanych z opon, długą brodą i równie długimi włosami. Otoczony rzeszą wiernych wyznawców, witany niczym święty, czyta Biblię, głosi nauki dotyczące ziołolecznictwa i próbuje nawracać grzeszny naród. Pod powłoką świętego czai się grzesznik z chucią prawie nie do opanowania, wykorzystujący swoje wierne wyznawczynie w krzakach i korzystający z innych przywilejów wybaczanych jedynie świętym, jak chociażby nieskrępowane przyjmowanie jałmużny i życie na cudzy koszt. Współczesnemu Chrystusowi marzy się dokonanie cudu, próbuje latać, udowadniając niedowiarkom swoją świętość, leczyć jak i wskrzeszać umarłych. Jedyne czego brakuje mężczyźnie to wierna uczennica, gdy więc docierają do niego wieści o pobożnej prostytutce, która na dodatek nosi imię Magalena, postanawia ją odwiedzić, przekonać do wspólnej wędrówki i nawracania grzesznego świata. Niestety nie okazuje się to łatwym zadaniem, Magalena przywiązana do Syfu i swoich stałych klientów, nie zamierza opuścić miasteczka na rzecz świętości. Domingo Zarate Vega to niegroźny wariat aspirujący do roli świętego. W świętość samozwańczego proroka uwierzyły rzesze ludzi, co stanowi dla mnie zagadkę nie do rozszyfrowania. Domingo co chwila daje dowody na to, że ze świętością niewiele ma wspólnego, udowadnia wręcz, że z jego głową coś jest bardzo nie w porządku, mimo wszystko pobożne rodziny nie przestają go wielbić i niemalże nosić na rękach. Trzeba przyznać, że książka Leteliera wywołuje wiele kontrowersji. Naśmiewająca się z samozwańczych proroków, krytykująca fałszywą pobożność i łatwowierność mieszkańców chilijskich miasteczek, równie dobrze mogłaby dotyczyć polskich prowincji. Z drugiej strony autor precyzyjnie oddaje klimat i nastrój tamtych czasów i miejsc. Czytając dokładne opisy można wręcz poczuć ciepły powiew chilijskiej pustyni. "Sztuka wskrzeszania" jest książką, która niekoniecznie trafi w każdy gust literacki. Jednym może zaskoczyć i zaciekawić, innych znudzić czy wręcz zgorszyć. Mimo wszystko warto po nią sięgnąć by przekonać się jakie wrażenia na nas zrobi postać Diego Zarate Vega - samozwańczego Chrystusa z Elqui.
Czytajibaw - awatar Czytajibaw
ocenił na614 lat temu
Rodzina Pascuala Duarte Camilo José Cela
Rodzina Pascuala Duarte
Camilo José Cela
"Kogo los prześladuje, ten mu się nie wywinie" czytamy na kartach powieści i rzeczywiście ma to przełożenie na tytułowego bohatera, Pascuala, który zdaje się całe życie walczyć z losem. W moim odczuciu jest to powieść skrajnie naturalistyczna, wysycona brzydotą, chorobami, śmiercią i wszystkim tym, co nie ma żadnego związku z jakkolwiek rozumianym pięknym. Sposób w jaki autor kreśli rzeczywistość nietrudno przełożyć na wyobrażenia o niej. Z dużą łatwością przychodziło mi wyobrażanie sobie postaci, zdarzeń i poszczególnych etapów życia bohatera, czego nie mogę jednak określić jako jednoznaczną zaletę, ponieważ te obrazy są niekiedy dość brutalne, co nie było dla mnie przyjemne w odbiorze, lecz są to oczywiście jedynie moje preferencje. Mimo wszystko wątkiem, który najbardziej mnie poruszył, jest opis dzieciństwa Pascuala, które było przepełnione przemocą, agresją i wielkim smutkiem, co skumulowane, dało upust dopiero w dorosłości. Jest to świetny przykład tego jak zebrane i niewypowiedziane, nieprzeżyte emocje nie znikają, a uzewnętrzniają się z dużo większą siłą niż byłoby to konieczne. Nie jest to przyjemna powieść, raczej podróż na samo dno duszy człowieka, którego ciągle skreślał świat, los, ludzie, a czasami i on sam. Dla zrozumienia istoty tej podróży konieczne jest zapoznanie się ze szczegółami, które mogą kłuć i boleć, ale ostatecznie pozwalają na nakreślenie portretu psychologicznego osoby, która dla wielu nie znaczy nic. Pojawia się także miejsce na odwieczne pytanie "unde malum" i próbę zrozumienia tego, jaka jest natura człowieka.
Jagoda - awatar Jagoda
oceniła na710 miesięcy temu
Niekochana Arnošt Lustig
Niekochana
Arnošt Lustig
"Mam do pewnych ludzi szczęście. Powiedziałbym, że to coś, co w nich jest dobrego, nigdy nie zniknie, nawet w tych najokropniejszych warunkach. Wręcz odwrotnie w takich warunkach uwypukla się." (s.101) W "Niekochanej" Arnošt Lustig eksploruje podobny temat jak w "Pięknych zielonych oczach". Gwałt na ciele staje się tym razem udziałem siedemnastoletniej Perły Sch.- prostytutki w obozie w Terezinie. Kolejny raz okazuje się, że wszelkie wartości i poczucie moralność zostały poza murami obozu, że wojna wyzwala wiele granicznych zachowań. Książka przybiera formę dziennikowych zapisków Perły. To opowieść o codziennej walce, o strachu, śmierci i o okrutnej samotności. Perła opisuje to, co jej się przytrafia, skrupulatnie wylicza przedmioty, które dostaje w zamian za seks. Uderzająca jest zwyczajność z jaką patrzy na otoczenie. Nie ma nic nadzywczajnego w tym, że rano na wozie przewozi się zmarłych, by za chwilę transportować nim chleb. Tak samo jak nie dziwi, że w ramach zapłaty otrzymuje wałek do ciasta, kolekcję widokówek czy podróżny zestaw do manicure. Dni upływają jej na obserwacji i oczekiwaniu. Perła tak jak inni czeka na transport na wschód...to kwestia czasu...tylko szczęśliwy traf sprawił, że nieuniknione może być na jakiś czas odroczone.  Lustig jako były więzień obozów w Terezinie i w Auschwitz doświadczył grozy Holocaustu, którą próbuje przepracować w swoich książkach.  W "Niekochanej" otrzymujemy przenikliwy obraz obozowego życia, ale również studium człowieczeństwa. Lustig zadaje pytanie o to, czy w tym świecie możliwe jest bycie człowiekiem przyzwoitym, czy walka o przetrwanie nie przesuwa granic naszej moralności i czy takie pytania są w ogóle zasadne. 
Agnieszka - awatar Agnieszka
oceniła na73 lata temu

Cytaty z książki Mam na imię Victoria. Zaginione dzieci Argentyny

Więcej
Victoria Donada Mam na imię Victoria. Zaginione dzieci Argentyny Zobacz więcej
Więcej