Album
W jednym z opowiadań niniejszego tomu trafiamy na uwagę odnoszącą się do not zamieszczanych na okładkach książek, z której wynika, że każdy powinien sam odnajdywać coś dla siebie w trakcie lektury. Idąc tym tropem i szukając określeń, które najlepiej oddawałyby charakter Albumu, kolejnego po Osiem (FORMA 2011) zbioru opowiadań Krzysztofa Maciejewskiego, sięgam po „różnorodność”, a może nawet po „bogactwo”. W Albumie mamy bowiem nie tylko do czynienia z rozmaitością nawiązań do licznych form prozatorskich, gatunków, czy konwencji, ale także z mnogością odniesień do muzyki, filozofii, religii i wielu innych dziedzin kultury. Wszystko to podane jest w formie przystępnych i budzących zainteresowanie, krótkich opowiadań, które wydają się wręcz niepozorne. Ale czytelnik musi być bardzo ostrożny w obcowaniu z nimi. Maciejewski, wychodząc od zwykłej z pozoru codzienności, z łatwością wkracza w takie jej rejony, które nie są dostrzegalne dla zwykłych ludzi i umożliwiają przejście w obszary fantazji nierzadko przepełnione drastycznymi treściami. Tym samym narzuca czytelnikowi taki właśnie, a nie inny odbiór rzeczywistości. Nie tylko to stwarza jednak niepowtarzalny nastrój nowej książki Krzysztofa Maciejewskiego. Dodatkowym tego czynnikiem jest wielość zastosowanych w Albumie narracji, którymi autor wyjątkowo sprawnie się posługuje. To zaś potwierdza, że Maciejewski jest sprawnym opowiadaczem, za którym chce się podążać, przemierzając osobliwe krainy.
Paweł Orzeł
Kup Album w ulubionej księgarni
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Oceny książki Album
Poznaj innych czytelników
41 użytkowników ma tytuł Album na półkach głównych- Chcę przeczytać 22
- Przeczytane 19
- Posiadam 12
- Horror 2
- Surreal/grotesque 1
- Autograf 1
- Polska Groza XXI 1
- Fantastyka 1
- Wspomnienia 1
- Okładka na medal 1





































OPINIE i DYSKUSJE o książce Album
„Album” to zbiór opowiadań Krzysztofa Maciejewskiego, wydana z serii City wydawnictwa Forma. Opowiadań jest dwadzieścia cztery. Formalnie są to miniatury literackie, zajmujące co najwyżej dwie strony. Dwie, trzy sceny, prawie fotografia. Zanim przeleci ptak, zajdzie słońce, pstrykniesz człowieku, palcami - już przeczytałeś. Niepozorność, przystępność dla każdego.
Ale to tylko pozory. Krzysztof Maciejewski proponuje abyśmy weszli w świat fantastyki przesiąknięty grozą. Krajobrazy jakich nie znajdziemy w świecie nas otaczającym. Jednak nie jest powiedziane że takie mikroświaty nie są cennymi niuansami, oprawą naszej wyobrazni. Jest takie słowo, prześladujące mnie od wielu lat. Nie tylko dlatego że jest to nazwa czasopisma literackiego. „Akant”. Tłumaczy się to słowo jako „ozdoba”. I to słowo, a właściwie już pojęcie spotykamy w „Albumie” bardzo często, tak jakby Autor przez nie chciał zrekompensować Czytelnikom czytanie lektury grozy. To jakby tłem filmu w którym płynie krew po kamerze był szum potoku. Kontrast zapewniony. Podobna antynomia występuje w „Albumie”.
Wszystkie opowiadania z „Albumu” mają wspólną cechę. Na wstępie każdego opowiadania Autor pokazuje zwyczajny dzień zwyczajnego świata. Dopiero po tym jak czytelnik zadomowi się w tym świecie, Maciejewski rozszerza krąg zapatrzenia, pokazując że i w takim zwykłym krajobrazie wydarzeń, może wydarzyć się coś ponad nasze wyobrażenie. Jakowyś obcy świat, a jednak przenikający do naszego. Dający drastyczne momenty, taki a nie inny odbiór rzeczywistości. Poszedłbym dalej: Krzysztof Maciejewski dokonuje przeglądu systemu ludzkiej świadomości. Tak, Zygmunt Freud jest ojcem chrzestnym „Albumu” Krzysztofa Maciejewskiego. Stwarza to niesamowity nastrój, nastrój który spotykamy w powieści „Frankenstein” Mary Shelley.
Sam tytuł również ma podwójne znaczenie. Po pierwsze jest to zbiór połączonych ze sobą i oprawionych pustych kart (czasami zaopatrzonych w specjalne koszulki, narożniki itip.),mający formę książki, który służy do przechowywania fotografii, pocztówek, znaczków lub reprodukcji. W albumie, obok zdjęć, czasem znajdują się także ich opisy. I taką definicję można przyjąć dla książki Krzysztofa Maciejewskiego. Każde opowiadanie to taka fotografia, która pojawia się w naszych rękach, i znika, znika w albumie. Co zobaczymy, jak zinterpretujemy to co zobaczyliśmy, to już oddzielna historia. Historia którą możemy opowiedzieć już sami sobie. Autor daje czytelnikom wolne pole do popisu. Bardzo szerokie pole.
Jednak jest jeszcze jedno znaczenie tytułu – „Album”. Album jako przechowalnia gestów dnia, migów poranka, skłonów wieczorów, odruchów wiatru, skinień rzeczy. Z tych spraw, ledwo dostrzegalnych, życie nasze się składa. W literaturze nazywamy takie ruchy – tropami. Czytając „Album” trzeba pamiętać albo wręcz uświadomić to sobie, iż znajdziemy w tych opowieściach odniesienia do literatury, muzyki, religii, i wielu innych dziedzin kultury. Mamy zatem oprócz grozy, zabawę intelektualną. Takie potraktowanie opowiadań powoduje że są one kilkupiętrowe. Nie tylko pierwotny, instynktowny strach, ale również obudowa intelektualna tego strachu. Na każdym piętrze znajdziemy coś innego, odmiennego.
Wielość obrazów, które proponuje Krzysztof Maciejewski, jest dobitnym dowodem na to, że trzymamy w rękach znakomitą książkę, która może okazać się czymś w rodzaju przepowiedni Sybilii. Inaczej mówiąc: Autor ceniąc przeszłość i teraźniejszość, pozwala na myślenie o przyszłości. Więcej: przyszłość traktuje jako nieuniknione dobro/zło ( w zależności od okoliczności),pokazuje swoją wizję jutra. Jutra które za rogiem czyli bliżej niż nam się wydaje.
Język, który stosuje Krzysztof Maciejewski jest konkretny i jednocześnie wymagający. Konkretny, bo przekazuje konkretną opowieść. Wymagający, ponieważ opowieść jest zapisana na dużą orkiestrę symfoniczną. Zauważyłem poetyckie połączenia, akanty ubarwiające język przekazu. Jakieś dzwoneczki, jakoweś trójkąty. Chociaż to krótki koncert – stron sto dziesięć, to jednak jest to niezapomniana chwila w życiu czytelnika.
Książka nominowana przez niżej podpisanego do Książki Roku.
Ocena 6/6
„Album” to zbiór opowiadań Krzysztofa Maciejewskiego, wydana z serii City wydawnictwa Forma. Opowiadań jest dwadzieścia cztery. Formalnie są to miniatury literackie, zajmujące co najwyżej dwie strony. Dwie, trzy sceny, prawie fotografia. Zanim przeleci ptak, zajdzie słońce, pstrykniesz człowieku, palcami - już przeczytałeś. Niepozorność, przystępność dla każdego.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAle to...
Ależ wyobraźnią i odwagą popisał się autor tym zbiorem opowiadań! Znajdziemy tu niemal wszystko - grozę, fantastykę, historie wzbudzające zarówno przerażenie jak i śmiech, a także tematy do rozważań. Maciejewski zastosował różne rodzaje narracji, a następnie wprowadził je w totalnie różniące się od siebie opowiadania - ciężko zgadnąć, na co trafimy na kolejnej stronie 🙂. Wszystko to oprawił w budzące podziw metafory, związki frazeologiczne oraz złote myśli.
Jednak czy wszystkie opowiadania były świetne?
Oczywiście, że nie, przynajmniej moim zdaniem. To jednak nie dziwi w książce, w której znajdujemy wiele historii.
Mamy tu zarówno krwawe opowiadania, jak i wręcz przeciwnie. Te dotyczące miłości jak i te o nienawiści. Opowiadające o ludzkich pragnieniach jak i sposobach ich zrealizowania. Historie poważne, traktujące filozoficzne prawdy, zadające pytania i szukające odpowiedzi. Opowiadania brutalne, trzymające w napięciu, z dużą dozą fantazji oraz ironiczne, groteskowe, zabawne. Jednym słowem: różnorodne. Nie ma tu ograniczeń, autor nie miał hamulców i widać, że świetnie się bawił przy tworzeniu tego zbioru.
Nie da się jednak ukryć, że trzeba być skupionym na czytaniu, bo łatwo o rozproszenie poprzez ilość zastosowanych metafor i nie tylko. Z pewnością jest to nietuzinkowa, nieszablonowa książka. Myślę, że wiele osób znajdzie w niej coś dla siebie - ja znalazłam, chociaż przyznam szczerze, że gustuję w nieco innych książkach.
Ależ wyobraźnią i odwagą popisał się autor tym zbiorem opowiadań! Znajdziemy tu niemal wszystko - grozę, fantastykę, historie wzbudzające zarówno przerażenie jak i śmiech, a także tematy do rozważań. Maciejewski zastosował różne rodzaje narracji, a następnie wprowadził je w totalnie różniące się od siebie opowiadania - ciężko zgadnąć, na co trafimy na kolejnej stronie 🙂....
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toRozkwit polskiej grozy, mający miejsce w ostatnich latach, prowokuje, by uwagę poświęcać tylko pozycjom najnowszym i spycha do defensywy tytuły nieco starsze. To niesprawiedliwe, warto czytać również książki wydane parę lat temu, warto o nich pamiętać i o nich rozmawiać. Dziś pora na zbiór opowiadań „Album” Krzysztofa Maciejewskiego, który ukazał się w roku 2013 w ramach serii współczesnej literatury grozy wydawnictwa FORMA i otrzymał nagrodę im. Grabińskiego za rok 2014.
Sam Maciejewski określa styl „Albumu” jako poetyckie bizarro i jest to dość celna definicja. Bo bywa tu i poetycko i „bizarnie” - choć zwolennicy różnej maści ekstremalnych wrażeń, których czasami bizarro może dostarczyć będą zawiedzeni - naczelnym bowiem określeniem, które przychodzi na myśl podczas lektury „Albumu” jest elegancja; elegancja tak formy i treści.
Zacznijmy od warsztatu. Maciejewski pisze piękną, wyrafinowaną polszczyzną, unikając przy tym pułapki przeintelektualizowania (w którą zdarza się czasem wpaść ambitnemu weirdowi ) - książki nie trzeba czytać ze słownikiem wyrazów obcych. Fraza jest gładka, zgrabna, chciałoby się napisać „literacka”, bardzo przyjemna w lekturze, choć ma to tę złą stronę - że jest za mało „gatunkowo” konsekwentna, w rezultacie czasami osłabiając napięcie. Zbyt dużo zabaw słowem, znaczeniami, kontekstami powoduje, że czasami można zapomnieć, że czyta się opowiadanie fantastyczne, opowiadanie grozy; przypominają o tym tylko nagłe, efektowne błyski makabry - trochę, jakby na czarno białej, świetnie zakomponowanej fotografii ktoś chlapnął czerwonym kleksem.
Taka strategia jest użyta np. w „Głodnym Sercu”, gdzie porzucona kobieta rzuca na odchodzącego partnera klątwę skutkującą krwawym finałem; w chyba najlepszym w całym zbiorze opowiadaniu - „Rdza I Jedwab” kobieta śmiertelnie (!) cierpliwie czeka na powrót swego ukochanego. Makabra ozdabia przewrotne opowiadanie otwierające zbiór - „Biblioteka Rąk”, opisujące „pojedynek” seryjnego mordercy z….wampirzycą, pojawia się w „Walentynce” , opowieści o porwaniu przywołującej echa „Kolekcjonera” Johna Fowlesa),w „Jingle Bells”, historii szczególnego nie-świętego Mikołaja (szaleńca-mordercy?) czy w końcu w bizarrowej humoresce „Wigilijny K”.
W uniwersum Maciejewskiego ulicami miast chodzą anioły i demony, bawiące się ludźmi niczym dzieci lalkami, plątające ich losy. Oto zamieszkujący pocztową skrzynkę demon tak zmienia i miesza wrzuconą do niej korespondencję, by zadać maksymalny ból i cierpienie. W tytułowym „Albumie” anioł sprawiedliwości dosiądzie się do kawiarnianego stolika z tytułowym albumem obrazującym dobre i złe rzeczy, które popełniamy w życiu. Z kolei w „Cieniach Liści” podszepty innego „anioła” wzbudzą w pewnej kobiecie nieufność i nienawiść do męża, prowadząc do makabrycznego finału. No i jest wreszcie doskonała „Dziewczynka Z Zapałkami” - bardzo zgrabnie wymyślone, podwójnie twistowane opowiadanie, w którym Diabeł powstrzyma atak terrorystyczny dopuszczając do jeszcze większego zła.
Maciejewski w niektórych opowiadaniach opisuje utraconą miłość i tęsknotę do bliskiej osoby. Są to najbardziej romantyczne, poetyckie teksty w zbiorze. Niestety, czasami ich poetyckość wychodzi na złe, wydaje się wymuszona i pretensjonalna („Haiku Orfeusza”, „Pakt Z Pierrotem”, „Arytmia Chimery”),ale to nie one stanowią największy problem „Albumu”. W pewnym momencie bowiem, na wysokości jakichś 2/3 zbioru, naprawdę coś mocno siada i do końca nie potrafi powstać.
Zaczyna się od wydumanego, donikąd nie zmierzającego opowiadania „Megalol’arte” w którym bohater wpada na trop konspiracji, ukrytej w liczbach i wykresach. Każdy kolejny tekst stanowił rozczarowanie, zawodząc dziwnymi, nieudanymi pomysłami. Najgorzej zaś wypadły dwa opowiadania „humorystyczne” : „Śmierdząca Inwazja” i „Marcowe Zombie”. Jeżeli żenują was opowiadania o pierdzeniu, no to jest właśnie ten moment…
Z „Albumem” jest trochę jak z fasolkami różnych smaków. Jedzone pojedynczo mogą być pyszne lub paskudne, wrzucone pełną garścią du ust przybiorą dość smak zunifikowany, dość przyjemny, choć niewyróżniający się specjalnie. Piękny język, erudycja, konteksty kulturowe, elegancja treści (no, z drobnymi wyjątkami),dla pikanterii przyprawiona szczyptą makabry Lektura nie wstrząśnie nikim, ale to dobrze spędzony czas.
Rozkwit polskiej grozy, mający miejsce w ostatnich latach, prowokuje, by uwagę poświęcać tylko pozycjom najnowszym i spycha do defensywy tytuły nieco starsze. To niesprawiedliwe, warto czytać również książki wydane parę lat temu, warto o nich pamiętać i o nich rozmawiać. Dziś pora na zbiór opowiadań „Album” Krzysztofa Maciejewskiego, który ukazał się w roku 2013 w ramach...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZbiór opowiadań, które można śmiało polecić każdemu. Zwłaszcza jeśli lubi makabrę. Fantastyka miesza się w tych utworach z codziennością w stylu określanym jako poetyckie bizarro. Czarny humor rodzi pewne skojarzenia z Toporem. I podobnie jest to literatura przystępna, popularna. Co nie znaczy, że zła.
Zbiór opowiadań, które można śmiało polecić każdemu. Zwłaszcza jeśli lubi makabrę. Fantastyka miesza się w tych utworach z codziennością w stylu określanym jako poetyckie bizarro. Czarny humor rodzi pewne skojarzenia z Toporem. I podobnie jest to literatura przystępna, popularna. Co nie znaczy, że zła.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to"Album", wyróżniony Nagrodą Stefana Grabińskiego, jest moim zdaniem podręcznikowym przykładem - wybaczcie wyświechtane słowo - grafomanii. Mimo iż zachowana tu została względna językowa poprawność, jeden pomysł na dziesięć może się podobać, a w niektórych tekstach wybujały styl gryzie mniej niż w innych, i tak czytałem ten ledwie ponad stustronicowy zbiorek z bólem i zgrzytaniem zębów. W kontekście dzieła, które wydawca kreuje na literaturę nieszablonową i awangardową, takie oskarżenie może się oczywiście wydawać ryzykowne. Jeśli nie wierzycie, przekonajcie się sami, w końcu będzie to kosztować tylko dwie dychy i góra dwie godziny życia. Może zaliczacie się akurat do grona uodpornionych na, cytując za czwartą stroną okładki, "poetyckie bizarro"? Ja szczęśliwie otrzymałem darmowy egzemplarz na konwencie - i w ten sposób przynajmniej zapłaciłem za "Album" dokładnie tyle, ile moim zdaniem jest wart.
"Album", wyróżniony Nagrodą Stefana Grabińskiego, jest moim zdaniem podręcznikowym przykładem - wybaczcie wyświechtane słowo - grafomanii. Mimo iż zachowana tu została względna językowa poprawność, jeden pomysł na dziesięć może się podobać, a w niektórych tekstach wybujały styl gryzie mniej niż w innych, i tak czytałem ten ledwie ponad stustronicowy zbiorek z bólem i...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKrzysztof Maciejewski ma wirtuozerskie pióro, choć nie zawsze jakość stylu pana Krzysztofa idzie w parze z jakością pomysłów (choć daj Bóg niektórym autorom głowę to takich słabszych pomysłów. Czasami ponosi go patos, czasami jego metafory są zbyt wydumane. Czasami chce pokazać, jak zręcznie potrafi pisać i wtedy zapomina, że w opowiadaniu najważniejsza jest historia a nie metafory. Niemniej jednak to wyróżniająca się książka napisana przez dojrzałego i świadomego twórcę, który wie czego chce i potrafi to uzyskać.
Każde z opowiadań straszy, wprawia w zadumę, skłania do refleksji, a czasami bawi. Świetny tekst tytułowy.
Krzysztof Maciejewski ma wirtuozerskie pióro, choć nie zawsze jakość stylu pana Krzysztofa idzie w parze z jakością pomysłów (choć daj Bóg niektórym autorom głowę to takich słabszych pomysłów. Czasami ponosi go patos, czasami jego metafory są zbyt wydumane. Czasami chce pokazać, jak zręcznie potrafi pisać i wtedy zapomina, że w opowiadaniu najważniejsza jest historia a nie...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toW jednym z opowiadań autor stwierdza, że po czasach „Zmierzchu”, kochających i pięknych wampirów groza przestała istnieć. W tej konwencji wydają się być pisane wszystkie opowiadania. To nie groza ma tu być głównym „bohaterem”, ale tematy poruszane przy okazji nieprawdopodobnych i strasznych. Każde opowiadanie wydaje się szukać odpowiedzi dotyczącej ludzkiej samotności, przemijalności, braku spełnienia, odchodzenia. Zbrodnia jest tylko pretekstem do stawiania pytań dla człowieka ważnych.
Szczególnie spodobało mi się opowiadanie „Album”, które jest w konwencji „Końca świata” Tadeusza Różewicza z echem „Innego końca świata nie będzie”. Bohater jest postacią wnikliwie obserwującą, a jednocześnie skupioną na książce. Ta na pierwszy rzut oka wrażliwa postać wydaje się być człowiekiem życzliwym, który nie tylko pozwala obcemu człowiekowi dosiąść się do stolika, ale i nawiązuje z nim rozmowę. To właśnie ten kontakt staje się przyczyną do wręczenia mu albumu, w którym utrwalono jego największe przewinienia. Największym są zbrodnie, ale zwłoki pochowano w różanym ogrodzie, którego zdjęcie przekonuje anioła, że jest to jednak dobry człowiek i na pewno po śmierci trafi do raju: „Piękny ogród. A więc jednak jest w panu dobro…”. Anioł znika i zostaje refleksja „Nie będzie trąb ani pieczęci, nie musicie się bać demonów z wilczymi głowami”. Sądu Ostatecznego nie trzeba się bać, bo „W niebiańskich archiwach muszą mieć straszne luki. Pocieszające, że także tam panuje bałagan. Sąd Ostateczny wcale nie jest taki straszny. Już go przeżyłem”.
Opowiadania są bardzo krótkie i dość pomysłowe, a do tego pisane bardzo melodyjnym językiem, który pozwala płynąć przez stworzone światy. Spodoba się na pewno osobom, które lubią prostą, ale jednocześnie opisową polszczyznę oraz literaturę, która skłania do refleksji i weryfikacji swoich postępowań. W ten świat międzyludzkich relacji i zakłócenia komunikacji, niemożności zrozumienia Innego wprowadza nas już pierwsze opowiadanie "Biblioteka rąk", w którym nie piersi czy inne narządy kobiece są elementem marzeń Zdzisława Gacka, ale ręce, które można całować, przytulać, czytać. Obsesja na ich punkcje stała się przyczyną licznych mordów, a na horyzoncie pojawia się konkurencja: nietypowa Wampirzyca, która uśmierca wszystkich, którzy jej zdaniem ją skrzywdzili. Owo zdanie jest tak subiektywnie wypaczone, że zabija również mężczyznę, którego kochała i który ją kochał. Instynkt nie pozwala jej na szczęśliwe życie.
Opowiadania Maciejewskiego zmuszają właśnie do refleksji nad naszymi relacjami z innymi i stosunkiem innych do nas. Gdzie przebiega granica życzliwości, a kiedy zło sączące się od jednej ze stron staje się przyczyną mordów czy mniejszych przestępstw?
W jednym z opowiadań autor stwierdza, że po czasach „Zmierzchu”, kochających i pięknych wampirów groza przestała istnieć. W tej konwencji wydają się być pisane wszystkie opowiadania. To nie groza ma tu być głównym „bohaterem”, ale tematy poruszane przy okazji nieprawdopodobnych i strasznych. Każde opowiadanie wydaje się szukać odpowiedzi dotyczącej ludzkiej samotności,...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to(...) autor buduje Klimat przez duże K. Przy odrobinie skupienia czytelnik może się mocno wkręcić w owe historie, a to w dużej mierze za sprawą swobodnej i wysokopoziomowej narracji Krzysztofa Maciejewskiego. Pomiędzy każdą kolejną historią autor bryluje w gatunkach literackich od baśni począwszy (Księżczniczka na ziarnku grochu, Dziewczynka z zapałkami),przez kryminalne naleciałości z muzyką w tle (Koncert na milion lamp) na czarnej komedii science - fiction (Śmierdząca inwazja) kończąc. Przyznam, że nie sposób odczuć znużenia - autor nie pozwala na to właśnie poprzez dynamiczne zmiany stylu i zróżnicowaną tematykę opowiadań.
Mamy szansę poznać prawdziwe oblicze Świętego Mikołaja czy Księcia z Bajki, dowiedzieć się czym zajmują się ziemskie koty i księżycowe stada koni, a także przekonać się jak menele próbowali uratować Ziemię przed inwazją Dupostworów.
Najmocniejszą stroną Albumu jest to, że nie ma on swojego zagranicznego odpowiednika. Amerykańscy twórcy ograniczają się do klimatów spod znaku flaków, wampirów, duchów (podkreślam: to też lubię). Krzysztof Maciejewski się nie ogranicza. Zauważalne jest, że kanwy horroru w żadnym razie nie hamują rozwoju jego opowiadań w kwestii zarówno ich idei, jak i bogactwa narracyjnego. Dla mnie bomba. (...)
Więcej na:
http://www.xrayofbooks.pl/2013/07/krzysztof-maciejewski-album.html
(...) autor buduje Klimat przez duże K. Przy odrobinie skupienia czytelnik może się mocno wkręcić w owe historie, a to w dużej mierze za sprawą swobodnej i wysokopoziomowej narracji Krzysztofa Maciejewskiego. Pomiędzy każdą kolejną historią autor bryluje w gatunkach literackich od baśni począwszy (Księżczniczka na ziarnku grochu, Dziewczynka z zapałkami),przez kryminalne...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to