O wierze i moralności chrześcijańskiej

Okładka książki O wierze i moralności chrześcijańskiej autora C.S. Lewis,
Okładka książki O wierze i moralności chrześcijańskiej
C.S. Lewis Wydawnictwo: Instytut Wydawniczy PAX religia
275 str. 4 godz. 35 min.
Kategoria:
religia
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Mere Christianity
Data wydania:
1959-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1959-01-01
Liczba stron:
275
Czas czytania
4 godz. 35 min.
Język:
polski
Tłumacz:
Maria Ponińska
Średnia ocen

7,4 7,4 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup O wierze i moralności chrześcijańskiej w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki O wierze i moralności chrześcijańskiej

Średnia ocen
7,4 / 10
11 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce O wierze i moralności chrześcijańskiej

Poznaj innych czytelników

92 użytkowników ma tytuł O wierze i moralności chrześcijańskiej na półkach głównych
  • 74
  • 17
  • 1
11 użytkowników ma tytuł O wierze i moralności chrześcijańskiej na półkach dodatkowych
  • 4
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki O wierze i moralności chrześcijańskiej

Inne książki autora

C.S. Lewis
C.S. Lewis
Brytyjski pisarz i filolog. Znany jest ze swoich prac na temat literatury średniowiecznej, dzieł krytycznoliterackich oraz z zakresu apologetyki chrześcijańskiej, jak również cyklu powieści fantastycznych Opowieści z Narnii (1950–1956, pierwsze wyd. polskie 1985–1989). Był jednym z najbliższych przyjaciół J.R.R. Tolkiena, wraz z którym wykładał na wydziale literatury angielskiej na Uniwersytecie Oksfordzkim. Wspólnie należeli do literackiej grupy Inklingów. Częściowo ze względu na wpływ Tolkiena, a także lektury Gilberta Keitha Chestertona Lewis wrócił do praktyk religinych. Jego prace zostały przetłumaczone na ponad czterdzieści języków i sprzedały się w ogromnym nakładzie (samych Opowieści z Narnii kupiono ponad 120 milionów egzemplarzy na całym świecie i szacuje się, że nadal sprzedają się w ilości miliona egzemplarzy rocznie). Lewis, Tolkien, Barfield oraz kilku ich przyjaciół z kręgu akademickiego utworzyli społeczność literacką, noszącą nazwę Inklingowie (The Inklings). Spotykali się w pubie Eagles and Child w Oksfordzie, gdzie przy piwie odczytywali swoje pierwsze dzieła i prowadzili dyskusje. Lewis od 1925 roku wykładał na Uniwersytecie Oksfordzkim oraz był częstym gościem oksfordzkiego klubu Sokratesa, w którym wierzący i niewierzący debatowali na tematy religijne. W 1936 roku opublikował Alegorię miłości, pracę naukową poświęconą średniowiecznej poezji miłosnej, która przyniosła mu wielką renomę. Po wybuchu drugiej wojny światowej Lewis usiłował powrócić do służby wojskowej, lecz nie został do niej dopuszczony. Od 1941 do 1943 roku prowadził cykl pogadanek radiowych dla BBC. Poruszał w nich tematy religijne. 2 maja 1941 w czasopiśmie The Guardian został zamieszczony pierwszy z 31 Listów starego diabła do młodego. 16 października 1951 został wydany pierwszy tom Opowieści z Narnii – Lew, czarownica i stara szafa. Cykl ten zawiera liczne nawiązania do chrześcijaństwa, lecz również do mitologii greckiej, rzymskiej, a także tradycyjnych baśni brytyjskich i irlandzkich. W 1954 roku Lewis zaakceptował posadę w nowo utworzonej katedrze literatury średniowiecznej i renesansowej w kolegium Magdalene na Uniwersytecie w Cambridge, gdzie pozostał do końca swojej kariery. Był silnie związany z Oksfordem, powracał tam aż do śmierci w 1963 roku. Istotną sprawą w późnym okresie życia Lewisa była przyjaźń, a następnie związek z Joy Gresham, amerykańską pisarką pochodzenia żydowskiego, która przeszła z judaizmu na chrześcijaństwo. Lewis poznał ją dzięki listom, które lubił wymieniać z czytelnikami. Gresham, zauroczona jego twórczością, postanowiła go osobiście poznać. Zrobiła ona na pisarzu ogromne wrażenie. 23 kwietnia 1956 roku Joy i C.S. Lewis zawarli cywilny związek małżeński, który umożliwiał Joy pozostanie na stałe w Anglii, a jej synom dawał obywatelstwo brytyjskie. Rok później u Joy wykryto raka kości, a małżeństwo przeniosło się na stałe do domu w Kilns. Wtedy zdecydowali się również na zawarcie sakramentalnego związku. Miało to miejsce w pokoju szpitala Wingfield. Joy zmarła 13 lipca 1960 roku, tuż po wycieczce małżeństwa do Grecji i nad morze Egejskie. Po śmierci Joy Lewis wciąż opiekował się jej synami z poprzedniego małżeństwa. Sfabularyzowany opis relacji Joy i Lewisa został przedstawiony w filmie Cienista dolina z Anthonym Hopkinsem i Debrą Winger w rolach głównych (1993).
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Bóg nie jest urojeniem. Złudzenie Dawkinsa. Alister McGrath
Bóg nie jest urojeniem. Złudzenie Dawkinsa.
Alister McGrath Joanna Collicutt McGrath
„Urojenia Dawkinsa” Nadmiernie ugrzeczniona (mdła),ale rzeczowa odpowiedź na urojenia Dawkinsa (na którą nie zasłużył),ukazująca przede wszystkim jego nieuczciwość, stronniczość i brak podstawowej wiedzy w tematach, które nieudolnie próbuje podejmować. Jak to najczęściej ma miejsce, i tym razem ateuszki wykazali się podstawowym brakiem umiejętności czytania ze zrozumieniem i przeoczyli wstępną deklarację, iż celem książki jest ODPOWIEDŹ NA POSZCZEGÓLNE ARGUMENTY DAWKINSA – dlaczego więc oczekiwali argumentów za istnieniem Boga?* Cóż, tak chyba działa wirus ateizmu XD („Celem tej książki jest jedna jedyna rzecz – ocena wiarygodności Dawkinsowskiej krytyki wiary w Boga”) McGrath na tytuł powinien wybrać końcowe pytanie: Czy ateizm jest urojeniem na temat Boga? Wierzącym i „wierzącym inaczej” (ateuszkom) polecam Zatwardnickiego „Ateizm urojony”, który profesjonalnie rozprawia się ze wszystkimi Czterema Jeźdźcami Ignorancji. ------------------------------ „Jasne jest, iż Bogu urojonemu należy się jakaś odpowiedź, choćby dlatego, że jej brak mógłby kogoś przekonać, iż żadna sensowna odpowiedź nie istnieje. Co i jak zatem należy odpowiedzieć? Oczywistym sposobem wydaje się napisanie równie agresywnej, nieprecyzyjnej książki, wyśmiewającej ateizm poprzez błędną interpretację jego założeń i ukazanie szarlatanów nauki jako świętych ateizmu. Byłoby to jednak bezcelowe i bezproduktywne, przede wszystkim zaś – intelektualnie nieuczciwe”. *„Wszystkie powyższe względy wydają się czynić pisanie podobnej książki nieco bezcelowym. Tyle tylko, że sam kiedyś byłem ateistą i zostałem zbudzony z dogmatycznego snu za pomocą lektury książek, które rzuciły wyzwanie memu gwałtownie kamieniejącemu światopoglądowi. Niniejszą książkę – podejrzewam – czytać będą głównie chrześcijanie pragnący dowiedzieć się, co powiedzieć znajomym, którzy przeczytali Boga urojonego i teraz zastanawiają się, czy wierzący są naprawdę tak skrzywieni, zdegenerowani i bezmyślni, jakimi przedstawia ich praca Dawkinsa. Mam jednak nadzieję, że pośród czytelników znajdą się również ateiści, których umysły nie zamknęły się jeszcze w schemacie dawkinsowskich odruchów. Jest wielu takich, którzy żywią złudzenia na temat Boga – sam byłem jednym z nich”. „Dawkins w swej książce przypisuje nieproporcjonalnie wielką wagę wypowiedziom tych intelektualistów, którzy wypowiadali się o religii w sposób krytyczny. Tymczasem przecenianie ich opinii jest wysoce ryzykowne, gdyż każda krytyka staje się z kolei przedmiotem dalszej krytyki. Wystarczy wspomnieć poglądy Bertranda Russela, którego uzasadnienie ateizmu przez pewien czas usiłowano wykazywać jako wzorcowe w popularnych broszurach propagandowych. Mniej znana jest natomiast ewolucja poglądów jego córki Katarzyny Tait-Russel. Zbuntowana przeciw tej wersji liberalizmu, którą ojciec propagował w wychowaniu, po okresie poszukiwań przyjęła ona chrzest, następnie zaś wyjechała razem z mężem na misje do Afryki”. ABP Józef Życiński ---------------------- I na koniec mała uwaga: „A jak Dawkins z pewnością wie, Jezus z Nazaretu nie stosował przemocy wobec nikogo. Był obiektem przemocy, nie jej sprawcą”. - Hola hola! Wypędzenie kupców ze świątyni? „Zamiast odpowiadania przemocą na przemoc, gniewem na gniew, chrześcijanie mają „nadstawić drugi policzek”. - Tu niestety dokłada się Pan do fałszywego obrazu chrześcijaństwa i usuwa instytucję słusznego gniewu oraz cnoty męstwa i roztropności, dwie z czterech kardynalnych w nauce Kościoła! Kiedy zbir napada na moją rodzinę, mam obowiązek mu się przeciwstawić i dążyć do jego skutecznego unieszkodliwienia, w czym najprawdopodobniej będę musiał posłużyć się przemocą. Widząc gwałconą kobietę mam obowiązek gwałcicielowi przychrzanić w łeb (oczywiście kierując się przy tym cnotą roztropności, bo w przypadku dużej różnicy wagi rozsądniej będzie wzywać pomocy),a nie otwierać Biblii i przytaczać zwyrolowi jezusowych przypowieści. Proszę nie poddawać się jakiejś idiotycznej modzie na bezmyślny pacyfizm. (Przypominam, że piąte przykazanie brzmi „Nie będziesz mordował”, a nie „Nie zabijaj” – różnicę proszę sprawdzić we własnym zakresie).
Graven - awatar Graven
ocenił na61 rok temu
Listy z pustyni Carlo Carretto
Listy z pustyni
Carlo Carretto
Na książeczkę „Listy z pustyni” natknąłem się w kaplicy adoracji w mieście Madona (Łotwa),dokąd przyjechałem na nocną adorację. Uważam, że „Listy z pustyni” to dobra propozycja także na czas samej adoracji, gdyż książka jest podzielona na małe rozdzialiki, zatem można przeczytać jeden z nich, aby potem przed Najświętszym Sakramentem rozważać i pytać: na ile przeczytana treść ma coś wspólnego ze mną, z moim życiem, z moją wiarą. Pomyślałem jednak, że zabiorę ją do domu, aby spotkać się z całością świadectwa i przemyśleniami jednego z Małych braci Jezusa, czyli autora, brata Karlo. . Co mogę powiedzieć po jej przeczytaniu? To niby takie proste, spokojne świadectwo człowieka wiary, który postanowił iść w ślady świętego Karola de Foucauld, jednak uważam, że siła jego świadectwa i katechezy może mocno, zdecydowanie zapukać do bram (skamieniałego?) serca każdego czytelnika, bo czyż wobec tego, czym dzieli się autor, o czym pisze, można pozostać obojętnym?! Przykładowo, czytając: - o jego odkryciu prawdy, że nie jest „pępkiem świata” i że na plecach jego pomysłów, wysiłków, aktywności nie opiera się żaden z filarów Kościoła, - o dniach i nocach spędzonych wobec Hostii, a więc Boga, który się ukrywa, i Boga, który milczy, choć zadaje się Mu pytania, a jednak z czasem one (te odpowiedzi) pojawiają się w wydarzeniach życia, - o rachunku sumienia, który, zainicjowany mistycznym snem — wizją, pokazał mu, jak jego serce jest daleko od elementarnej miłości bliźniego, choć przecież jest osobą konsekrowaną, - o odkrywaniu granicy między tak zwanym „dobrym chrześcijaninem” a świętym chrześcijaninem, który utożsamia się z cierpiącymi tego świata, jest z nimi i dla nich, - o nazaretańskim stylu życia, które jemu i innyn zaproponował Karol de Foucauld, a który to styl życia tak bardzo kontrastuje z dyktaturą opinii i światowej mody, - o tym, że można trzymać w ręce Różaniec i jak faryzeusz afiszować się z nim, ale jednocześnie mieć wciąż nienawrócone, przepełnione żądzą pieniądza serce… . To tylko niektóre przykłady na to, jak mocna chwilami jest treść „Listów z pustyni”. Taką była ona przynajmniej dla mnie. Dodajmy jednak, że czytając listy brata Karlo i spotykając się z tymi dość trudnymi dla sumienia akcentami, nie jesteśmy pchani ku naśladowaniu tragicznej w skutkach rozpaczy Judasza, gdyż autor, wychodząc od słów Pisma Świętego, przypomina, iż jest możliwość nawracania się i wzrastania w mądrości życia i świętości serca. Autor daje na to przykłady także ze swego życia. Jeden z takich zdaje mi się być szczególnie przekonujący, albowiem ukazuje, że światło łaski Boga, aby doprowadzić do (jeszcze jednego) nawrócenia, jest w stanie oświetlić grzechy nawet sprzed 40 lat! . „Listy z pustyni” zawierają w sobie pouczenie o dynamice wiary i modlitwy do Boga. To dobra, pożyteczna treść, albowiem te dwie kategorie domagają się świadomego podejścia, a zatem i zrozumienia. Rozjaśniony zostaje, przynajmniej nieco, fenomen samej pustyni, która nie jest tożsama z Saharą albo inną pustynią w sensie geograficznym. W podobny sposób ukazane zostaje ubóstwo, które — jak przeczuwamy — nie wiąże się jedynie z jakimś brakiem pieniędzy czy wyrzeczeniem się ich. Sama wiara: autor przypomina, że wiara to nie tylko wzloty, „ochy”, „achy” i pachnąca dobrymi uczynkami świętość, ale wierzący przechodzi również przez okresy stanięcia oko w oko z prawdą o swej niedoskonałości i obrzydliwej grzeszności. Okresy te pozwalają dostrzec w całej okazałości różnicę między Stwórcą a stworzeniem. Dzięki tak zdobywanej pokorze można wzrastać o wiele szybciej. . Jeszcze jedno. Gęstość myśli, która spotykamy na kartach książki, domaga się powolnego czytania, a w przypadku niektórych wątków — czytania kilkukrotnego. Jednak zdecydowanie warto przez nią się „przedzierać”, aby wzrosnąć w mądrości życiowej i mądrości wiary. . Serdecznie polecam! . ks. Paweł Kamola
xPaavils Kamola - awatar xPaavils Kamola
oceniła na82 miesiące temu
Bóg, w którego wątpimy John Humphrys
Bóg, w którego wątpimy
John Humphrys
Jonasz napisał: „Bardzo kiepskie. Autor próbuje przekonać czytelników że agnostycyzm to filozofia - powodzenia.” Ciekawa opinia, zwłaszcza w kontekście 5-u gwiazdek w ocenie. Chyba jednak nie taka znowu kiepska książka. Nie zauważyłem, żeby autor chciał mnie do czegokolwiek stanowczo przekonywać (może po prostu jestem już "przekonany" i tego nie zauważam),a zwłaszcza do jakiejś filozofii. Angielski dziennikarz zajmujący się tematami religijnymi przedstawia swoje stanowisko – stanowisko osoby, która „błądzi”. Ale nie jest to błądzenie polegające na zejściu ze ścieżki prowadzącej do Boga. Wręcz przeciwnie. To człowiek, który zgodnie z tytułem książki wątpi i uważa, że ma do tego prawo. Nie chce negować istnienia Boga, bo nie ma ku temu podstaw, a może po prostu nie czuje w ogóle potrzeby negowania idei Boga. Daleko mu jednak do wojującego ateizmu, którego symbolem jest oczywiście Dawkins, bo jakże by inaczej. Daleko mu jednak też do wiary wywodzącej się ze złożonych, obudowanych w różnorodne dogmaty systemów religii monoteistycznych. I faktycznie trochę siedzi okrakiem na barykadzie. Bo świat współczesny uwielbia skrajne dwoistości. Albo, albo. Zupełnie jak na wojnie. Nie ma stadiów pośrednich. Musisz się opowiedzieć po jednej ze stron w wersji niemal skrajnej. Każdy, kto będzie uważał, że istnieją jakieś kontinua i wartości pośrednie, jest uznawany za lewackiego relatywistę, przynajmniej przez stronę religijną. Autor pokazuje, że chyba to nie jest tak. Humphrys rozmawia z czołowymi przedstawicielami religii monoteistycznych w Wielkiej Brytanii i stara się ich namówić, żeby spróbowali go przekonać do swojej wiary. Jak można się było spodziewać, dyskusja spełza na niczym. Hierarchowie nie potrafią się zanadto wznieść ponad oklepane, gładkie teologiczne slogany i frazesy. W innym rozdziale autor pokazuje drastyczne przypadki nieszczęść, w których wiara w Boga przynosi ukojenie, pomaga – mówiąc trywialnie – nie oszaleć w rozpaczy i pozostać wśród innych, żyć dalej. Dlaczego potępiać takich ludzi za to, że wierzą – wg wojujących ateistów – w jakieś brednie, jeśli one pomagają im przetrwać kryzys? Wadą przemyśleń autora, skłaniającego się jeśli nie do ateizmu to przynajmniej do agnostycyzmu, jest to, że nie próbuje zastanawiać się, dlaczego ludzie odchodzą od wiary a inni nawet się o nią nie ocierają. Nie zastanawia się, skąd skrajni, wojujący ateiści w ogóle się biorą i wydaje się jakby wciąż rośli w siłę. Co ich napędza? Czy aby na pewno nienawiść do Boga i ludzi wierzących? Czy aby na pewno muszą być zaraz potomkami faszyzmu i komunizmu, jak chciałaby grupa fundamentalistycznych oszołomów religijnych? Jeśli, jakoby, nienawidzą Boga, muszą jednak wierzyć w Jego istnienie. Nie można nienawidzić czegoś/kogoś, w co się nie wierzy. Więc chyba to nie o to chodzi. Pod koniec książki pada ciekawe zdanie: „To niepowściągliwa natura ateistów sprawia, że sporu [pomiędzy ateistami a wierzącymi] nie da się prowadzić.” Czy aby na pewno? A czy przypadkiem nie jest odwrotnie? Wydaje mi sie, że to niepowściągliwa i krzykliwa natura wielu ugrupowań religijnych, ale i wielu hierarchów wielkich religii prowadzi do tego, że sami hodują wojujących ateistów? Czy Dawkins robiłby się coraz bardziej skrajny w swoim ateizmie, gdyby nie szowinizm i fundamentalizm rozlewający się coraz bardziej w USA, który nakazuje wszystkim wierzyć w każdą literę Biblii, dążący do wyrugowania jakiejkolwiek nauki o mechanizmach ewolucji w szkołach? Czy gdyby nie wpływy chrześcijańskich fundamentalistów na politykę naukową rządów (nie tylko w USA) różni dawkinsonowie zawracali by sobie głowę tym tematem? Problem tkwi w tym – i autor tego w ogóle nie rozpatruje w swoim wątpieniu – że to strona religijna zazwyczaj nie chce podejmować wielu ważnych debat a dyskusję często sprowadza do walenia butem w stół, niczym Chruszczow na forum ONZ, twierdząc, że „moja prawda jest mojejsza” i możemy dyskutować pod warunkiem, że przyjmiecie nasze aksjomaty. Może strona „religijna” zastosowałaby się do własnych nauk i pozostawiła to, co cesarskie, cesarzom a to, co boskie Bogu? Bardzo szybko wojujący dawkinsonowie by spotulnieli, jestem o tym głęboko przekonany. Humphrys pisze o ważnych sprawach, ale nie zauważa (może nie chce) istotnej różnicy. Czym innym jest wiara w jakiś Absolut (można dla wygody nazwać go Bogiem) oraz przypisywanie mu pewnych cech, a czym innym jest religia i system religijny go obudowujący ze swoimi często dziwacznymi i niezrozumiałymi dogmatami, instytucjonalnością, ale i potwornymi wypaczeniami, które się dokonywały i dokonują, jeśli nie z inicjatywy ludzi wierzących i ich religii to z przyzwalającym ich/jej milczeniem. Nie zastanawia się, przeciwko czemu właściwie występują ateiści, również ci wojujący. Czy przeciwko samej wierze w jakiś Absolut, czy może przede wszystkim przeciwko owemu zinstytucjonalizowanemu systemowi religijnemu, który nie tylko chce przekonać do swoich poglądów, ale chce je narzucić każdemu innemu uznając, że jeśli ktoś ma trochę inne przekonania na pewno jest osobnikiem amoralnym. Nieco dalej pada zdanie: „Czy można powiedzieć, z ręką na sercu, że nauka o Jezusie jest zła”? Zaskakujące pytanie w kontekście całej książki. Oczywiście nie można, podobnie jak nie można tego powiedzieć o nauce o wszelkich ideach i ideologiach, które pojawiły się w rozwoju cywilizacji. To trochę jak rozpatrywanie, z ręka na sercu, czy nauka posługiwania się nożem jest zła. Oczywiście, że nie jest zła, ale warto zastanowić się, jak tę naukę będzie się wykorzystywało. Wiele konfliktów w dziejach miało jak najbardziej podłoże socjalne, ekonomiczne czy demograficzne a powody religijne były drugorzędne. Ale jeśli owe powody były często tak doskonałym usprawiedliwieniem do dokonywania rzezi, to należałoby się zastanowić, dlaczego religie tak łatwo dają się do tego wykorzystywać. Dlaczego ludzie wierzący tak mało robili i robią, żeby ich wiara nie była zawłaszczana przez szowinistów i nie była wykorzystywana w niecnych celach. Tego mi w książce brakuje. Niejednokrotnie autor krytykuje Dawkinsa i jego zwolenników za lekceważące i pogardliwe odnoszenie się do ludzi wierzących i ich religii. W niektórych aspektach ma na pewno rację, ale nie raczy zauważać „drobnej” różnicy. Zwolennicy Dawkinsa nie opasują się ładunkami wybuchowymi i nie wchodzą do kościołów i autobusów w ramach dżihadu. Być może nie świadczy to o ich dobrym wychowaniu, ale dopóki jedynie stukają się w głowę uważając ludzi religijnych za dziwaków, są w swoim „fundamentalizmie” całkowicie bezpieczni, czego niestety nie można – z ręką na sercu - powiedzieć o drugiej stronie dyskursu.
żabot - awatar żabot
ocenił na612 lat temu
Opowieści pielgrzyma autor nieznany
Opowieści pielgrzyma
autor nieznany
„Opowieści pielgrzyma” - Autor nieznany. Niezwykła opowieść o niezwykłym 33- letnim Pielgrzymie, który po rodzinnej tragedii jakiej doznaje, odwiedza cerkiew, gdzie podczas nabożeństwa usłyszał wezwanie: „Nieustannie się módlcie” (I Tes. 5:17),nie widział jak zrozumieć posłyszane słowa, opuszcza rodzinne strony i postanawia, odpowiedzi poszukać w świętych miejscach. W swoją pielgrzymią drogę zabiera odziedziczona po dziadku Biblię i torbę sucharów. I tak wraz z NIM wędrujemy przez XIX-wieczne Imperium Carów. Najpierw szuka rady u kaznodziejów, ale oni głosili tylko teorię, a on chciał znać praktykę. Wreszcie trafił na starego mnicha-pustelnika. Ten wyjaśnia: „Nieustanna wewnętrzna modlitwa Jezusowa jest to nieprzerwane, nigdy nieustające wzywanie boskiego Imienia Jezusa Chrystusa ustami, umysłem i sercem, połączone z wyobrażeniem sobie Jego ciągłej obecności i proszeniem Go o przebaczenie: podczas wszelkich zajęć, na każdym miejscu, w każdym czasie, a nawet we śnie. „Opowieści pielgrzyma” są pięknym i bardzo dostępnym traktatem o modlitwie, szczególnie o Modlitwie Jezusa, która wywodzi się od Ojców Pustyni z IV wieku. Jej praktyka polega na stałym powtarzaniu "aktu strzelistego", formuły, „Panie Jezu Chryste, Synu Boży, zmiłuj się nade mną”. Pielgrzym, którego cały majątek stanowi worek sucharów, Biblia i Filokalia, spotyka na swej drodze wielu ludzi z różnych stanów – chłopów, duchownych, mnichów, kupców i szlachetnie urodzonych. Obserwujemy wiec przekrój społeczny XIX-wiecznej Rosji. Każde kolejne spotkanie z tymi ludźmi ubogaca nie tylko pielgrzyma, ale i tych, których spotyka, a także nas czytelników. Gorąco polecam !!!
Maria - awatar Maria
oceniła na103 lata temu
Nad przepaściami wiary Wacław Hryniewicz OMI
Nad przepaściami wiary
Wacław Hryniewicz OMI Elżbieta Adamiak Józef Majewski
Wywiad rzeka, skryty gdzieś na dnie pirackiej skrzyni (stąd muszę przytaczać z pamięci),jakby bardziej zrozumiały niż „Nadzieja zbawienia”, stąd wyższa ocena. Treść podobna, między innymi ksiądz Wacław opowiada, jak w dzieciństwie oglądał obrazek, przedstawiający umierającego, który ostatkiem sił zamiast nawrócenia ulega pokusie i pada ofiarą Złego. Na bladej twarzy widać niedobry uśmiech, już Zły chwyta i ciągnie nieszczęsnego do piekła ... Pytanie, jak w ten sposób wlać w serca otuchę ? Chyba, że ktoś tak „otuchę” pojmuje. Następnie, jak na studiach jego wykładowca, Wincenty Granat, uczył po swojemu, uznawszy słusznie, że podręcznik jest napastliwy i zniechęcający. O rozmowach, zwanych szumnie „dialogiem ekumenicznym”, zwykle prowadzą do niczego, bowiem strony pilnie baczą, by zmienić możliwie nic. Zwłaszcza źle wypadł tu Józef Ratzinger, wówczas jeszcze prefekt Kongregacji Wiary, uniemożliwił raz gotowe porozumienie z anglikanami o wzajemnym uznaniu obrzędów. Ksiądz na własną rękę i oddolnie próbował uprawiać ekumenizm wymieniając w modlitwie patriarchę Konstantynopola obok papieża. O „interkomunii” z innymi wyznaniami: budzi czasem opory, na przykład ze strony prawosławnych, lecz ksiądz wyjaśnia „będąc w świeckim stroju, zatajam kim jestem, stąd moje przystępowanie nikogo nie obraża”. Na pytanie, co ksiądz ma do powiedzenia o nieomylności papieża, padła ostrożna odpowiedź „mam wątpliwości”. Zaś o wyświęcaniu kobiet „kobieta lepiej wyraża macierzyńskość Kościoła”. Trzeba pamiętać, że ἐκκλησία jest rodzaju żeńskiego. Użyty przy tym wyraz „biskupka” brzmi niepoważnie, jeśli już, to „biskupa”. Przypomniało mi, co głosi „Słownik Nowego Testamentu” w haśle „posługa”: „Wszyscy chrześcijanie, mężczyźni i kobiety, mogą spełniać posługi, chociaż Nowy Testament nie wspomina o tym, by jakakolwiek kobieta była biskupem lub kapłanem.” Ściśle biorąc, księgi Nowego Przymierza nie mówią o kapłanach chrześcijańskich (jedynie o prezbiterach i diakonach) ani o wyświęcaniu. Również Joachim Gnilka uważał, że do uczniów należały kobiety („Jezus z Nazaretu” Kraków 1997 s. 223) i że w czasach apostolskich „Wypowiedzi Pawła dotyczące miejsca kobiety w Kościele nie są ze sobą spójne, a niekiedy wręcz sprzeczne. Według 1 Kor 12,13; Ga 3,28 różnice między mężczyzną i kobietą, podobnie jak między wolnymi i niewolnikami, zostały zniesione (…) Z tego punktu widzenia nie jest łatwo rozstrzygnąć, czy dany kobiecie nakaz milczenia podczas zebrań (1 Kor 14, 33b – 36) pochodzi od Pawła, czy też jest późniejszą glosą. W każdym razie pozostaje on w wyraźnej sprzeczności z 1 Kor 11, 5, gdzie występowanie kobiety na zebraniach liturgicznych jest traktowane jako zrozumiałe samo przez się. Dlatego bardziej słuszne jest opowiedzenie się za glosą.” („Paweł z Tarsu” Kraków 2001 s. 232 tłum. Wiesław Szymona, przy tym słowa 1 Kor 11, 5 o zakazie przemawiania kobiet z odkrytą głową trudno zrozumieć s. 231) Z niechęcią ksiądz mówi o cierpieniu, uznawanym za wartość samą w sobie, nazywa to „doloryzmem”, gdyż taki wzorzec świętości odstręcza od naśladowania „wykrzywiona bólem twarz, spojrzenie utkwione w zaświatach” i temuż podobnież, ubrał w słowa myśl, jaka wielokrotnie przychodziła mi do głowy. Ostrzega również, mym zdaniem słusznie, że wmawianie przez kaznodziejów poczucia winy („ciało nosicielem nieczystości” czy gorszego jeszcze) prędzej przyprawi wierzących o zaburzenia umysłowe niż uczyni pobożnymi. Więcej grzechów nie pamiętam, zachęcam do przeczytania.
Piratka - awatar Piratka
oceniła na82 lata temu

Cytaty z książki O wierze i moralności chrześcijańskiej

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki O wierze i moralności chrześcijańskiej