Wielki turniej

Okładka książki Wielki turniej autora Janusz Christa, 8323796076
Okładka książki Wielki turniej
Janusz Christa Wydawnictwo: Egmont Polska Cykl: Kajko i Kokosz (tom 11) Seria: Kajko i Kokosz komiksy
38 str. 38 min.
Kategoria:
komiksy
Format:
papier
Cykl:
Kajko i Kokosz (tom 11)
Seria:
Kajko i Kokosz
Data wydania:
2003-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1986-01-01
Data 1. wydania:
2022-03-07
Liczba stron:
38
Czas czytania
38 min.
Język:
polski
ISBN:
8323796076
Średnia ocen

7,7 7,7 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Wielki turniej w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Wielki turniej



książek na półce przeczytane 2207 napisanych opinii 1476

Oceny książki Wielki turniej

Średnia ocen
7,7 / 10
562 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Wielki turniej

avatar
74
74

Na półkach:

"Kajko i Kokosz. Rogata heca" to specjalne wydanie komiksu Janusza Christy przełożone na gwarę warszawską. Publikacja ukazała się nakładem Wydawnictwa Egmont.

“Rogata heca” swoją oryginalną premierę miała w 1976 roku. To właśnie wtedy światło dzienne ujrzał “Wielki turniej” opowiadający o perypetiach dzielnych wojów z Mirmiłowa.

Kasztelan Mirmił nie ma łatwego życia. Ani nie może się w spokoju wyspać, ani ryb połowić, a tu jeszcze trzeba wysłać barana na turniej. Problem tylko w tym, że w grodzie nie ma żadnego tryka odpowiedniego, by stanąć do walki o chwałę i zwycięstwo. Dlatego też Kajko i Kokosz oddelegowani zostają z misją znalezienia rogacizny, która będzie godnie reprezentować Mirmiłowo w zawodach.

Nigdy nie byłam wielką fanką Kajka i Kokosza, ale od dziecka jestem fanką wszelkiego rodzaju gwary. Tak więc gdy na horyzoncie pojawił się komiks pisany po warszawsku, nie mogłam przejść obojętnie obok takiej historii.

Oczywiście “Rogata heca” zawiera dokładnie te same grafiki, jakie lata temu pierwotnie stworzył Janusz Christa. Charakterystyczna kreska i kolorystyka (choć w czeluściach domowej biblioteczki znalazłabym jeszcze oryginalne pierwsze rysowane czarnym tuszem i drukowane na żółtym papierze wydania komiksów Christy) są elementami, po których najłatwiej rozpoznać przygody dzielnych wojów. Jednak dialogi i opisy to już inna sprawa. Dzięki Januszowi Dziano i Sylwii Węglowskiej możemy przekonać się, jak mówiliby bohaterowie, gdyby przyszli na świat w przedwojennej Warszawie. Charakterystyczna wymowa niektórych głosek oraz specyficzne określenia, które wciąż funkcjonują we współczesnym języku, mimo że często nawet nie mamy pojęcia, skąd się wywodzą, są czymś, co Czytelnik znajdzie w komiksie “Rogata heca”. Dla przykładu, by nie być gołosłowną, wspomnę, że np. Zbójcerzy stali się Grandziarzami.

“Rogata heca” to pełne przygód, niebezpieczeństw, radości i humoru perypetie Kajka i Kokosza. Po raz kolejny na próbę wystawione zostaje ich dobre serce, dzięki któremu bohaterowie przekonują się, iż nie wszystko można kupić za pieniądze, a najsłabsze ogniwo może okazać się czarnym koniem turnieju. W tej historii jasno wiadomo, kto jest dobry, a kto zły oraz komu należy kibicować.

“Rogata heca” stanowi interesujący kąsek dla fanów Mirmiłowa, gwary oraz kolekcjonerów komiksów o Kajku i Kokoszu. Po wydanie można sięgnąć bez obaw o nie zrozumienie treści. Jeśli nawet nie będziecie znać jakiegoś słowa, sam kontekst sytuacyjny podpowie, co potrzeba. Ale jak już wspomniałam, słownictwo gwary warszawskiej funkcjonuje w codziennym języku różnych części kraju. Lektura “Rogatej hecy” była dla mnie przyjemnie spędzonym czasem.

Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Egmont

"Kajko i Kokosz. Rogata heca" to specjalne wydanie komiksu Janusza Christy przełożone na gwarę warszawską. Publikacja ukazała się nakładem Wydawnictwa Egmont.

“Rogata heca” swoją oryginalną premierę miała w 1976 roku. To właśnie wtedy światło dzienne ujrzał “Wielki turniej” opowiadający o perypetiach dzielnych wojów z Mirmiłowa.

Kasztelan Mirmił nie ma łatwego życia. Ani...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
815
435

Na półkach: , , , ,

Lubiłem czytać przygody Kajka i Kokosza gdy byłem dzieckiem ale teraz widzę w nich dużo więcej, pełno w nich aluzji do PRL-owskiej rzeczywistości. Jedyne co mi przeszkadza to momenty gdy Mirmił desperuje. Pieśni zbójcerzy oraz transparent ekipy Mirmiła w drodze na turniej - rewelacyjne.

Lubiłem czytać przygody Kajka i Kokosza gdy byłem dzieckiem ale teraz widzę w nich dużo więcej, pełno w nich aluzji do PRL-owskiej rzeczywistości. Jedyne co mi przeszkadza to momenty gdy Mirmił desperuje. Pieśni zbójcerzy oraz transparent ekipy Mirmiła w drodze na turniej - rewelacyjne.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
69
60

Na półkach:

Niezmiennie: ładna kreska, fajny klimat słowiańszczyzny, zabawne przygody z przymróżeniem oka. Fajnie się to czyta i jest przyjemną rozrywką na wieczór.

Niezmiennie: ładna kreska, fajny klimat słowiańszczyzny, zabawne przygody z przymróżeniem oka. Fajnie się to czyta i jest przyjemną rozrywką na wieczór.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

1049 użytkowników ma tytuł Wielki turniej na półkach głównych
  • 931
  • 113
  • 5
384 użytkowników ma tytuł Wielki turniej na półkach dodatkowych
  • 192
  • 93
  • 52
  • 27
  • 8
  • 7
  • 5

Tagi i tematy do książki Wielki turniej

Inne książki autora

Janusz Christa
Janusz Christa
Janusz Christa to jeden z największych polskich twórców komiksu. Narysował ok. 4700 komiksowych pasków i 700 plansz. Wydał ok. 40 albumów komiksowych w łącznym nakładzie 10 mln egzemplarzy. Urodził się 19 lipca 1934 roku w Wilnie, wówczas jeszcze polskim mieście na kresach wschodnich. Jako rysownik zadebiutował w roku 1956 – niemal równocześnie w dwóch pismach – cykl jednostronicowych historyjek o dwóch chłopcach Kuku i Ryku w magazynie „Przygoda” oraz całostronicowy komiks bez dymków Opowieść o Armstrongu i komiks Rock and Roll na łamach miesięcznika „Jazz”. 15 września 1958 pojawił się pierwszy pasek komiksowy o Kajtku-Majtku. Rozpoczęty w ten sposób cykl Kajtek i Koko, a później Kajko i Kokosz zagościł w „Wieczorze Wybrzeża” na 17 lat. W międzyczasie rysownik eksternistycznie zdał dużą maturę w Technikum Ekonomicznym dla Pracujących. Współpracę z gdańską popołudniówką Christa przerwał w roku 1975, by wraz ze swoimi bohaterami przejść do „Świata Młodych”, a wkrótce potem do magazynu „Relax”. Przyniosło mu to ogólnopolską sławę, porównywalną jedynie z popularnością Papcia Chmiela. Niestety, w wieku zaledwie 55 lat Christa ze względu na stan zdrowia zakończył karierę albumem Mirmił w opałach. Potem tworzył już niewiele, głównie do szuflady. Christa zmarł po ciężkiej chorobie 15 listopada 2008 r. w wieku 74 lat w Sopocie.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Przygody Gala Asteriksa Rene Goscinny
Przygody Gala Asteriksa
Rene Goscinny Albert Uderzo
Kiedy szybko się kończy, wiadomo, że dobre! Niezależnie od objętości, odczucie dla treści może być różne. Komiksy o Asteriksie pochodzą z czasów, kiedy fabuła i rozrywkowy potencjał były najbardziej w cenie - nawet w przypadku treści kierowanych do szerokiego grona odbiorców. Wcześniej znałam historię dzielnych Galów jedynie z filmów animowanych i aktorskich. Koncept, treść oraz realizacja są wspaniałe, choć mogę na to patrzeć przez barwy nostalgii. Pierwszy tom wprowadza nas do całej historii. Cała Galia poza jedną osadą jest pod panowaniem Rzymu. Tak nie było naprawdę, wiadomo. Wymyślona wioska galijska z przyjaciółmi Asteriksem i Obeliksem, gdzie druid Panoramiks warzy swój magiczny napój, to właśnie ta jedyna. Motyw menhirów, dzików, niechcianego śpiewania Kakofoniksa, tego że Obeliks by chciał napoju, ale nie może, bo wpadł do kotła itp. podobne motywy są znane i lubiane przez wiele pokoleń. W tym tomie jeszcze nie poznajemy kobiecej części słynnej galijskiej wioski. Ale na pewno pojawią się później. Obecnie autorzy nie mogliby zrealizować swojego ciekawego zamysłu, jeśli chcieliby zarobić. Może jeszcze kiedyś świat pójdzie po rozum do głowy i twórcy nie będą pod przymusem wprowadzenia "reprezentantów". Nie jestem temu przeciwna, kiedy są integralną częścią i współgrają z całością. Niestety najczęściej twórcy są zbyt nieudolni lub stoją przed nierealnym do zrobienia umiejętnie. Podoba mi się, że pokonałam swój zastój czytelniczy. Cieszę się nawet jeśli się okaże, iż blokada wróci, kiedy będę chciała się zagłębić w następną. Chętnie bym czytała dalej, ale nie mam kolejnych pod ręką i nie wiem, czy chcę kupować wszystkie. W sumie jest 41! Plus dodatki. Oryginalni autorzy na pewnym etapie zmarli. Zobaczę ile tego jest; może będę kupować do momentu aż się skończą te od nich. Później wcale nie muszą być gorsze, lecz jeśli nie mam ochoty kupować wszystkiego, muszę coś wymyślić.
Tamaryszka - awatar Tamaryszka
oceniła na75 miesięcy temu
Funky Koval. Bez oddechu. Bogusław Polch
Funky Koval. Bez oddechu.
Bogusław Polch Maciej Parowski Jacek Rodek
Legenda polskiego komiksu. Nieco zmącona naleciałościami z lat 80., a mimo to wciąż oddaje ducha tamtych czasów. Z pulpowej space opery znacząco wyrasta na political fiction. Świetna postać z tego Funky'ego. Cwaniaczek, pies na baby, z kwadratową szczęką, jakby wyjęli go z jakiegoś telewizyjnego show. Walka o władzę, wzajemnie zwalczające się korporacje, obcy z przejrzystym humorem, gwiezdni piloci i kosmiczni mundurowi. Świetna mieszanka niewinnej zabawy z drugim dnem politycznym. Przecierająca szlaki dla późniejszych twórców. Inspirator nowego pokolenia, które chciało bawić się w postmodernistyczne kryminały. Wiele rzeczy miało prawo nie działać - stereotypowe podejście do rysopisów psychologicznych, skróty fabularne czy naiwność intrygi, ale z jakiegoś powodu broni się futurystycznymi zabawkami, gdzie zegarek robi za przecinaczkę do liny, jak w jakimś James Bondzie. Gdzie winda jest teleportem do przeszłości, gdzie pluskwy hamują ego zamieniając cię w atawistycznego gamonia. Pod przebraniem uśmiechniętego Kovala, jak z reklamy Mentosa - kawał solidnego Sci-Fi, które przewidziało, że prezydenci to pieski niewidzialnych sił, dziewicze planety zostały dawno odkryte, a niebezpieczne eksperymenty prowadzą do zagłady ludzkości. Kawał dobrej roboty. Niby sztampa w dobie kulturowych przewrotów, ale jak podana, zacnie odkrywająca, że za zasłoną rzeczywistości kryje się obcy świat, a sny mają korzenie w naszych pragnieniach. Ma w sobie luz, którym niektórym brakuje w dobie politycznej rozróby i wydzierania sobie haseł parlamentarnych na koszulkach.
Chris3z8 - awatar Chris3z8
ocenił na72 lata temu
Hugo: Karzeł z Corneloup Bernard Dumont
Hugo: Karzeł z Corneloup
Bernard Dumont Luce Daniels
Drugi zeszyt przygód dzielnej trójki przyjaciół – rudego trubadura Hugo, jego Przeznaczenia Narcyza oraz niedźwiedzia Biskoto – zawiodą ich tym razem do krainy równie odległej, pięknej co i wyjątkowo niebezpiecznej. Wszystko zaczyna się w mieście Corneloup, w którym trwa budowa katedry. Niestety z powodu kilku katastrof, w których zginęło już paru robotników, zaczyna po okolicy krążyć plotka, że nad placem budowy ciąży klątwa, nie pozwalająca na budowę świętego przybytku. Kiedy Hugo wraz z swymi towarzyszami dociera do miasta, akurat ma miejsce kolejny wypadek. Trubadur wraz z Biskoto odkopują spod gruzu przysypanego czeladnika, dzięki czemu zaprzyjaźniają się z jednym z mistrzów budowy i poznają całą sprawę. Jak się okazuje ktoś od kilku miesięcy sabotuje budowę, a robotnicy winę zwalają na małego karła w czerwonym kapturze. Karła, któremu "czas skradł młodość" jak rzecze pewien ślepiec, mieszkający na budowie. Niestety ostatecznie dochodzi do linczu i karzeł, o twarzy starca a umyśle dziecka, zostaje uwięziony w lochu. Hugo nie mogąc się pogodzić z niesprawiedliwością postanawia posłuchać rady ślepca Enthymeona i wyrusza na poszukiwanie czarodziejki Gargoli, znającą tajemnice czasu. Jak się okaże wyprawa ta będzie tak samo zadziwiająca jak sam finał tej opowieści. Po raz kolejny czytelnik napotka mieszankę typowego średniowiecznego miasta z krainami baśni oraz fantasy. Na tle tego wszystkiego przyjdzie nam poznać zupełnie nowe postacie jak i te które już dobrze znamy z pierwszego albumu Hugo. W tym oczywiście wróżkę Śliweczkę czy zadziwiający żywy balono-statek imieniem Nefraim. Trudności na jakie natkną się nasi dzielni podróżnicy również są większe, jednak dzięki sprytowi oraz odrobinie szczęścia udaje im się sprostać każdemu wyzwaniu. Tytułowy bohater przeszedł tutaj pierwszą metamorfozę, co widać w sposobie jego wysławiania się i rozmowach z wróżką Śliweczką. Stał się on doroślejszy i poważniej podchodzi do wielu spraw, jednak nadal ma w sobie swój niewinny chłopięcy urok. Śliweczka to zauważa co pięknie wyraża jeden z rysunków w końcowych planszach tego albumu. Obecnie brakuje mi w komiksach tak dojrzałego a zarazem subtelnie przedstawionego rozwijania się uczucia miłości między dwojgiem ludzi. Co do tła humorystycznego, to tutaj tradycyjnie na pierwszym miejscu jest Narcyz, będący Przeznaczeniem naszego rudego trubadura i największym utrapieniem niedźwiedzia Biskoto. Ogólnie można przyjąć, że w tym zeszycie domeną Narcyza, poza pakowaniem swych towarzyszy w kłopoty, jest bycie głodnym. Najczęściej daje o tym głośno znać jego żołądek, co sam Narcyz puentuje stwierdzeniem o byciu głodzonym przez swego pana. Rzuca przy tym najprzeróżniejszymi, potocznymi francuskimi wstawkami, nadając tym samym swoim wypowiedziom odrobiny humorystycznej nonszalancji. Jednak i ta postać nieco dojrzała i mimo wielu potknięć, wiecznego marudzenia oraz pakowania swego długiego nosa w cudze sprawy, wykazuje sporo rozwagi, stając się oczami i uszami Hugo. Karzeł z Corneloup pokazuje, że prawda prędzej czy później ujrzy światło dzienne, o ile znajdzie się ktoś odważny, kto zechce jej w tym nieco pomóc. Obrazuje też w sposób wyśmienity do czego może doprowadzić nadmierna pycha oraz chore ambicje. Jest to przedstawione w sposób przejrzysty, miły a nade wszystko trafiający w serce i zapadający w pamięć. Właśnie za to cenie serię Hugo, bo każdy z pięciu tomów ma odrębne przesłanie, które jest ponadczasowe. A tłem do tego jest przyjaźń, odwaga i miłość, właśnie w tej a nie innej kolejności. Bo chyba właśnie tym jest codzienne życie, a czymże by ono było bez odrobiny fantazji.
WPajęczejSieci - awatar WPajęczejSieci
ocenił na103 lata temu
Hugo: Zaklęcie w fasolę Luce Daniels
Hugo: Zaklęcie w fasolę
Luce Daniels Bernard Dumont
W roku 1981, belgijski rysownik i scenarzysta Bernard Dumont, wydał pierwszy tom komiksu Hugo. Jak się okazało, przygody tytułowego bohatera będącego trubadurem i jego dwóch kompanów – niedźwiedzia Biskoto oraz skrzydlatego stworka Narcyza – podbiły serca tysięcy dzieci oraz dorosłych. Co stało za tym sukcesem? Z pewnością niebagatelny humor, wspaniały świat starych baśni, pełny zarówno pięknych jak i niebezpiecznych stworzeń oraz gadatliwy, upierdliwy, a zarazem wierny i zawsze oddany naszemu trubadurowi Narcyz, który jest jego Przeznaczeniem. Teraz po latach, wydawnictwo Egmont postanowiło na nowo tchnąć życie w dzielną drużynę, wydając w albumie zbiorczym wszystkie pięć przygód. Dziś przybliżę wam tą od której wszystko się zaczęło W pierwszym tomie, poznajemy Hugo oraz Biskota, gdy przybywają do zamku króla Rigolta. Jak się szybko okazuje, królewski syn ma bardzo irytującą zabawę, a mianowicie strzelaniem z procy ziarnkami fasoli, do każdego kto mu się nawinie pod celownik. Na swoje nieszczęście, królewicz Robert podczas swoich strzeleckich popisów naciska na odcisk pewnej staruszce, która okazuje się być w istocie wiedźmą Kadabrą. Stara jędza nie ma zamiaru puścić paniczowi jego wybryku płazem i za karę zamienia go w ziarnko fasoli. Kiedy król dowiaduje się o tym i znajduje swego pierworodnego, okazuje się, że jedynie czarodziej Orlingo może odczynić czar. Hugo, postanawia pomóc władcy i w ten oto sposób wyrusza do legendarnej krainy Audelagonii, gdzie Orlingo ma swoją siedzibę. Tak oto zaczyna się fantastyczna, pełna niebezpieczeństw a zarazem humoru przygoda naszego dzielnego, rudego trubadura. Jak już pisałem wcześniej, postacią wnoszącą najwięcej humorystyki w serii jest Narcyz. Ciężko sprecyzować do jakiej rasy przynależy, jednak faktem jest rzecz, że właśnie on stał się Przeznaczeniem naszego głównego bohatera, co wielokrotnie doprowadza do popadnięcia trubadura w niemałe tarapaty. Narcyz ma to do siebie, że bardzo kocha się w wróżce Śliweczce, którą nasi bohaterowie spotykają w pierwszym tomie, a później ów dziewczyna będzie im towarzyszyć w każdej następnej przygodzie. Drugim, stałym komicznym akcentem jest poniekąd Biskoto – wielki, oswojony niedźwiedź, ubrany w zieloną kamizelkę i chodzący jak zwykły człowiek. Jego utarczki z Narcyzem potrafią doprowadzić do łez, tak samo przypadkowe zdarzenia wynikające z danej akcji sytuacyjnej. Innymi słowy duet Przeznaczenia z niedźwiedziem nigdy się nie nudzi. Zupełnie inaczej przedstawiono postać Hugo. Jest on rozważnym, szlachetnym czynem oraz roztropnie postępującym młodzieńcem. Otwarcie przeciwstawia się niegodziwości i zawsze jest gotów pomóc innym, niezależnie od ich statusu urodzenia. Dzięki temu zyskuje najprzeróżniejszych wrogów oraz przyjaciół, a jego życie trubadura rzuca go od jednej krainy do drugiej. Z wszelkich opresji wychodzi niemal zawsze obronną ręką, jednak nigdy w pojedynkę. Jest to idealny obraz człowieka, który zna i przede wszystkim rozumie znaczenia takich słów jak przyjaźń, oddanie, waleczność oraz honor. Wielokrotnie można by go potraktować jak rycerza z bajki, jednak fakt że mamy do czynienia z trubadurem, czyli wędrownym grajkiem, sprawia że czytelnik czuje do tej postaci o wiele większą sympatię. Poza tym zabieg ten sprawił, że autor odszedł wielokrotnie od sztampowego schematu rycerza w lśniącej zbroi, który walczy w obronie uciśnionych w imię ideałów, nie zaś z poczucia zwykłej moralności. Zaklęcie w fasolę Jest pierwszym z pięciu zeszytów o Hugo, jakie zostały wydane. Cieszę się, że będąc dzieckiem zebrałem je wszystkie i teraz mogę porównać wydanie Orbity do obecnego wydania Egmontu. Czy coś się zmieniło? W sumie to sporo, od czcionki począwszy po niektóre wyrażenia, które obecnie są mniej dobitne. Czasami nawet zbyt ugrzecznione czy dziecinne. Stare wydanie nie głaskało czytelnika po główce i często używało dosadnych sformułowań, ale sens wypowiedzi pozostał, więc nadal czyta się to rewelacyjnie. Uwielbiam wracać do tego baśniowego świata fantasy i po raz milionowy przeżywać wspaniałe przygody dzielnego trubadura. Serię polecam absolutnie każdemu, a zwłaszcza osobom lubującym się w wszelkiej maści baśniach europejskich. Z pewnością poczują od razu magię przygody, jaka tkwi w każdym z zeszytów. Bo z mądrych bajek nigdy się nie wyrasta.
WPajęczejSieci - awatar WPajęczejSieci
ocenił na103 lata temu
Hugo: Boska jabłoń Bernard Dumont
Hugo: Boska jabłoń
Bernard Dumont Luce Daniels
Trzeci album przygód rudowłosego trubadura i jego dzielnych przyjaciół dzieje się w baśniowej krainie zwanej Lasem Boisgelin, zamieszkanej między innymi przez Brimboletów. Jeden z nich imieniem Tibou, został wysłany przez wodza swej wioski, aby odnaleźć Huga i powiadomić go, że wróżka Śliweczka została porwana przez Pana Bribauda, dowodzącego Białą Roszadą. Ów nikczemnik pragnie zmusić młodą czarodziejkę, aby ta pomogła mu w pokonaniu jego brata, Samsona, który przewodzi Czarnej Roszadzie. Hugo nie wahając się ani sekundy, rusza swej przyjaciółce z pomocą, jednak na miejscu sprawy nieco się komplikują. Okazuje się że waśń jaka dzieli dwójkę braci, zrodziła się kiedy zmarł ich ojciec, zostawiając im za zadanie odnalezienie Boskiej Jabłoni. Drzewa, które wedle legend pochodziło z samego serca raju i posiadało nadzwyczajny dar władzy nad wszelkim życiem. Hugo postanawia przechytrzyć swych przeciwników i ostatecznie położyć kres bratobójczej wojnie, po przez odszukanie legendarnego drzewa, w czym pomoże mu piękna wróżka Śliweczka. Przesłanie tego albumu jest chyba dla wszystkich jasne od samego początku. Ukazanie nonsensu sporu, który z czasem prowadzi do otwartej wojny, na przykładzie dwójki braci. Konflikt ten przedstawiono nie tylko z rozwagą, ale również i fantazyjną subtelnością. Otóż wojska należące do Białej i Czarnej Roszady, przypominają żywe figury szachowe, zaś same bitwy toczą się na gigantycznej szachownicy rozciągającej się pomiędzy dwoma zamkami. Zarówno sam pomysł jak i jego wykonanie są wręcz mistrzowskie. Dodatkowo sporo czarnego humoru wprowadzają postacie samych braci oraz ich żony, którzy sobie wiecznie docinają. Drugim dnem tej opowieści jest sama jabłoń. Jej pochodzenie pięknie nawiązuje do Raju utraconego o którym mowa w Starym Testamencie. Jednocześnie jest symbolem pogoni człowieka za tym co Boskie oraz dla niego samego do końca nie zrozumiałe. Właśnie to perfekcyjnie pokazuje finał tej przygody oraz związana z nim przepowiednia. Jeśli idzie o osobę tytułowego bohatera, to tym razem pokazuje czytelnikowi czym jest oddanie, prawdziwa przyjaźń oraz rozważna odwaga. Hugo bardzo ostrożnie podejmuje swe decyzje nie chcą popełnić błędu niczym szachowy gracz. Rozpatruje kilka możliwości po czym decyduje się na jedną z nich i stanowczo podąża obranym kursem do celu. Podczas samej wędrówki wykazuje się prawdziwym męstwem. Nie jakimś heroicznym czy takim na pokaz, ale szlachetnym, w którym pierwsze miejsce ma dobro jego towarzyszy. Pięknie komponuje się z tym wszystkim leśny lud zwany Brimboletami. Są to włochate skrzaty wielkości karzełka, o długich ogonach i ubrane jak typowi myśliwi z czasów Robin Hooda. Zamiast chodzić skaczą na dwóch nogach, a w razie czego do dalekich podróży używają bardzo ciekawych balonstatków, które przypominają połówkę wielkiej łupiny kasztana podczepionej do ogromnego, brązowego balonu. Są oni ukazani jako lud pracowity, żyjący w zgodzie z lasem oraz jego mieszkańcami, jednak kiedy trzeba nie wahają się walczyć jak lwy. Na koniec trzeba wspomnieć o Narcyzie, który jak zwykle jest kwintesencją humoru w całej serii. Tym razem nasze małe, zielone Przeznaczenie odkryło w sobie duszę śpiewaka, co niestety nie wychodzi nikomu na dobre. W sumie to czasem nawet niebo buntuje się przeciw jego śpiewowi, nie mówiąc już o mieszkańcach lasu czy samym Biskoto, mającym wielką ochotę udusić swego małego towarzysza. Jednak oprócz śpiewu, Narcyz w tej przygodzie wielokrotnie wykaże się nie tylko odwagą ale i przebiegłością, z czym ostatecznie będzie się w całkiem wesoły sposób obnosił. Dużo śmiesznych scen ma także miejsce podczas rozmów pomiędzy skrzydlatym Przeznaczeniem a wróżką Śliweczką, w której nasz mały bohater kocha się do szaleństwa i pragnie być jej rycerzem. Boska Jabłoń to mój osobisty faworyt z całej serii Hugo. Ma jedno z najbardziej życiowych przesłań, tętni niesamowitą akcją jak i genialnym humorem oraz pokazuje, że rozsądek i siła muszą iść zawsze z sobą w parze, bo tylko wtedy jest się "szachowym mistrzem" w życiu.
WPajęczejSieci - awatar WPajęczejSieci
ocenił na103 lata temu

Cytaty z książki Wielki turniej

Więcej
Janusz Christa Wielki turniej Zobacz więcej
Więcej