rozwińzwiń

Obraz miasta

Okładka książki Obraz miasta autora Kevin Lynch, 9788393111800
Okładka książki Obraz miasta
Kevin Lynch Wydawnictwo: Archivolta nauki społeczne (psychologia, socjologia, itd.)
233 str. 3 godz. 53 min.
Kategoria:
nauki społeczne (psychologia, socjologia, itd.)
Format:
papier
Tytuł oryginału:
The Image of the City
Data wydania:
2011-08-30
Data 1. wyd. pol.:
2011-08-30
Liczba stron:
233
Czas czytania
3 godz. 53 min.
Język:
polski
ISBN:
9788393111800
Tłumacz:
Tomasz Jeleński
Średnia ocen

6,9 6,9 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Obraz miasta w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Obraz miasta

Średnia ocen
6,9 / 10
46 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Obraz miasta

avatar
3
3

Na półkach:

Dla mnie książka to wybitnie opisuje problematykę współczesnej urbnanistyki. Polecono mi ją na uczeli przez profesora - urbanistę Sławimira Gzella, z którym miałem zajęcia. Książka przerosła moje oczekiwania!

Dla mnie książka to wybitnie opisuje problematykę współczesnej urbnanistyki. Polecono mi ją na uczeli przez profesora - urbanistę Sławimira Gzella, z którym miałem zajęcia. Książka przerosła moje oczekiwania!

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
169
97

Na półkach: , , , , ,

Spostrzeżenia trafne, wnioski bardzo celne. Niestety opisane okrutnie ciężko. Wspaniałe doświadczenia, badania socjologiczne, urbanistyczne i estetyczne, przypominające o tym, że miasto jest dla ludzi, bo to właśnie oni w nim żyją. Wszystko to zabite przez sposób przedstawienia. Niestety jestem zawiedziona. Moim zdaniem w tym temacie lepiej sięgnąć po Jana Gehla, czy Kazimierza Wejcherta.

Spostrzeżenia trafne, wnioski bardzo celne. Niestety opisane okrutnie ciężko. Wspaniałe doświadczenia, badania socjologiczne, urbanistyczne i estetyczne, przypominające o tym, że miasto jest dla ludzi, bo to właśnie oni w nim żyją. Wszystko to zabite przez sposób przedstawienia. Niestety jestem zawiedziona. Moim zdaniem w tym temacie lepiej sięgnąć po Jana Gehla, czy...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
130
78

Na półkach: , ,

Co sprawia, że czujemy się w mieście pewnie i nie tracimy orientacji? Jak kształtować miasto aby intuicyjnie się po nim poruszać i wygodnie funkcjonować? Jakie są powody i konsekwencje chaosu przestrzennego? Na te i inne pytania znajdziecie odpowiedź w książce Kevina Lyncha.

Wydana oryginalnie w 1960 roku, książka do dziś jest aktualna. Swoje tezy autor rozwija w oparciu o wywiady środowiskowe w trzech miastach: Bostonie, Los Angeles i New Jersey. Jest to pewną przeszkodą, ale jeśli poświecimy trochę czasu żeby pospacerować wirtualnie po tych miastach i konkretnych ulicach (co dzisiaj jest możliwe),lektura będzie znacznie bardziej fascynująca.

Ważna książka - tezy i metody badawcze w niej opisane są w moim odczuciu pierwowzorem dzisiejszej, coraz bardziej popularnej dziedziny zwanej psychologią środowiskową. Jak budujemy swoją mentalną mapę miasta? Czasami to zupełnie zaskakujące czynniki - zapachy, detale, odczucia. Lynch opisuje cały wachlarz 'wrażeniowych' czynników w kształtowaniu miast.

W przedmowie wydawca chwali się, że zachowana jest w 100% forma i język oryginału, z wieloma małymi schematami i układem stron. O ile schematy-szkice są świetne, to największym mankamentem była ta oryginalna, 'zabójcza' czcionka. Naprawdę męcząca, ale warto przebrnąć mimo wszystko.

Co sprawia, że czujemy się w mieście pewnie i nie tracimy orientacji? Jak kształtować miasto aby intuicyjnie się po nim poruszać i wygodnie funkcjonować? Jakie są powody i konsekwencje chaosu przestrzennego? Na te i inne pytania znajdziecie odpowiedź w książce Kevina Lyncha.

Wydana oryginalnie w 1960 roku, książka do dziś jest aktualna. Swoje tezy autor rozwija w oparciu...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

222 użytkowników ma tytuł Obraz miasta na półkach głównych
  • 147
  • 68
  • 7
46 użytkowników ma tytuł Obraz miasta na półkach dodatkowych
  • 26
  • 9
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2

Tagi i tematy do książki Obraz miasta

Inne książki autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Deliryczny Nowy Jork. Retroaktywny manifest dla Manhattanu Rem Koolhaas
Deliryczny Nowy Jork. Retroaktywny manifest dla Manhattanu
Rem Koolhaas
Recenzowana książka stanowi ciekawe zjawisko: jej autor, słynny architekt holenderski, napisał manifest post-factum dla niebosiężnych wizji nowojorskich budowniczych! Manifesty były popularne w sztuce końca XIX oraz początku XX wieku i objaśniały ludziom, co dopiero zostanie stworzone. A tu do praktyki dorobiono teorię po wielu latach. Lecz jakaż wspaniała jest ta teoria..! Zacznę od ważnej uwagi: nie jest to historia urbanistyki Nowego Jorku. Wiele rzeczy zostało nieuwzględnionych lub pominiętych. Zamiast tego książka skupia się na paru obszarach, głównie Manhattanie i Coney Island. Dotyczy czasów, gdy tworzono głównie wieżowce w stylu Art Deco, a nie szklane prostopadłościany, którym początek dał Mies van der Rohe. Nie poświęcono w niej miejsca słynnym, wielkoskalowym i bardzo kontrowersyjnym reformom Roberta Mosesa i polemizowaniu z nimi przez Jane Jacobs. Autor nie pisze w kierunku chronologicznym, lecz raczej rozprawia o kolejnych obszarach. Zaczyna od organizowanych na Coney Island wesołych miasteczkach, by potem skierować uwagę ku szeregowi wieżowców, poświęcając każdej budowli osobne akapity zapełnione garścią głębokich uwag i rzucając światło na trudno dostrzegalne czynniki. Na sam koniec opisano wizyty Salvadora Dalego i Le Corbusiera w Nowym Jorku oraz to, co z nich (nie) wyszło. Zarazem twórca dostrzega w owych wesołych miasteczkach zaczątki bujnego kapitalistycznego systemu dostarczania rozrywki, który nie spocznie i będzie się rozwijał wszerz i wzdłuż – hen wysoko, aż ku niebu! Oprócz nakreślenia historii obiektów czasem już nieistniejących Koolhaas wspomina niezrealizowane wizje. Możemy ujrzeć projekt wieżowca autorstwa Gaudiego (który wygląda, że nigdy nie był tworzony z myślą o realizacji – była to raczej wizualizacja, która deweloper chciał zaprezentować w celach autopromocji) oraz o zatrważającym projekcie „specyficznej Wenecji” Corbetta. W owej „Wenecji” miejsce wód zajęłyby drogi wypełnione samochodami i parkingi. Dla pieszych przewidziano specjalne platformy na pierwszych piętrach wieżowców. Celem architekta było odciążenie ruchu. Trzeba przyznać, że w swej wizji poszedł dużo dalej niż Moses… Miasta to nie tylko budowle; są one tworzone przez ludzi dla ludzi. Nie umknęło to autorowi. „Deliryczny Nowy Jork” to nie tylko książka techniczna, dużo uwagi poświęcono w niej kwestiom społecznym (choć ludzie są tu głównie rozpatrywani jako klienci). Wydaje mi się, że podejście Koolhaasa stanowiło inspirację dla Grzegorza Piątka. Książkę kończy opis wizyt Dalego i Le Corbusiera w Nowym Jorku. Ta część może zdać się nieco mniej zrozumiała wielu czytelnikom, ale wydaje mi, że autor chciał powiedzieć, iż Nowy Jork był na tyle dziwnym i sztucznym miastem, że prowokacje Dalego nie robiły na nikim wrażenia. Zaś Le Corbusier, gwiazda i samozwańczy mesjasz architektury snuł wizje „naprawy” miasta. Z jego pomysłów zrodził się gmach ONZ. Zbiegło się to z końcem projektowania wieżowców w dawnym stylu. Koolhaas wspaniale operuje piórem – jego dzieło doskonale się czyta, choć wymaga skupienia. Trzeba mocno zaprząc do pomocy wyobraźnię, by ujrzeć oczyma umysłu opisywane obszary. Z tego powodu lektura ta nie będzie każdemu odpowiadać, podobnie jak fakt, że traktuje ona tylko o części dziejów nie tak dużego fragmentu miasta. Jednak gorąco ją polecam miłośnikom architektury i urbanistyki oraz Nowego Jorku!
Zbyszek - awatar Zbyszek
ocenił na71 rok temu
Hawaikum. W poszukiwaniu istoty piękna Józef Tischner
Hawaikum. W poszukiwaniu istoty piękna
Józef Tischner Dariusz Czaja Ziemowit Szczerek Jan Sowa Filip Springer Hubert Francuz Marta Urbańska Monika Kozień Marta Miskowiec Marcin Smerda Jan Sowa
Made in Polonicum Czytając takie pozycje jak „hawaikum - w poszukiwaniu istoty piękna” nie sposób przeoczyć walorów estetycznych, zważywszy na jej znakomite wydanie. Począwszy od fotomontażu na okładce, przez gigantyczną ilość wysokojakościowych fotografii, które zajmują niemal połowę publikacji, aż po przejrzyście i sensownie zaprojektowane wnętrze — należy przyznać, że Wydawnictwo Czarne utrzymuje wysoki poziom swoich opracowań. Pod redakcją m.in. prof. Agaty Pankiewicz (wykładającej na Wydziale Grafiki ASP w Krakowie) zebrano jedenaście esejów jedenastu różnych autorów z pogranicza sztuki, filozofii, historii oraz dziennikarstwa wszechstronnie pochylających się nad rodzimą egzotyką z importu. Książka ta, przeznaczona do czytania i oglądania, stanowi niewielki album nasycony koszmarkami, które tak sprytnie wtopiły się w nasz polski krajobraz i świadomość, że wydają się już ich stałym elementem. Każda wypowiedź podejmuje skomentowanie prowincjonalnej groteski z innej strony i niekoniecznie bezlitośnie. Znaczna większość artykułów odnosi się do niej wyrozumiale, z dystansem. Jedynie w kpiarskim rozdziale „Krytyka wydziaranego rozumu” pióra Marcina Smerdy, który zgryźliwie znęca się nad subkulturą blokowisk, przyrównując dresy do tubylczych ludów i nazywając ich Innymi, wyczuwa się raniący sztylet sarkazmu. Lecz jak pisze we wstępie Filip Springer: „okropna to lektura, ale niezbędna, by zrozumieć manowce, na jakie prowadzi nas takie koślawe skupienie się na Innym zamiast na sobie” (s.46). Filozoficzne wprowadzenie pomnikowym tekstem Józefa Tischnera może być dla niektórych zaskoczeniem, w końcu miało być o łabędziach z opon, o hotelu “Piramida” w Bolesławcu, domach-kostkach czy PGR-ach pomalowanych na jaskrawe barwy. Tropikalny bzik okazuje się mieć korzenie w melancholii. Tischner nazywa ją “sarmacką”, podkreślając swojskość oraz cień pozornej odwagi, z jednoczesną świadomością nadchodzącej porażki. Owa nastrojowość dzieli się na prozaiczną nudę smętnej codzienności i nieustanną tęsknotę do barwnej Utopii, której poszukiwania w części zostają poddane zgodzie na zastane warunki. Kolejne rozdziały poszerzone o taką perspektywę, wydają się następnymi etapami studium nad fantazmatycznym podejściem do upiększania przestrzeni, z podkreśleniem tęsknoty do jakiegoś nieosiągalnego absolutu. Tak oto, pochylając się nad brutalną architekturą realnego socjalizmu, który opanował polskie wsie, zasiewając krajobraz betonowymi domami z płaskim dachem, nie można przeoczyć inwencji mieszkańców w wyborze obłędnych pigmentów. To „jaskrawe kolory malowane w skali domów” jak pisze Marta Urbańska, omawiając agresywne barwy fasad budynków mieszkalnych na przykładzie obrazu Witkacego “Marysia i Burek na Cejlonie”. Ten drobny manewr jest oswobodzeniem spod dogmatu wszechobecnej szarości i sprzeciwem wobec kontynuacji codziennego banału. Podobnie ma się sytuacja z ogrodami, w których irracjonalne zabiegi estetyczne powołują do życia bajkowe scenografie, jak wspomniane wyżej, moje ulubione łabędzie z opon, gipsowe postumenty papieża wśród krasnali i jelonków czy wreszcie nieszablonowe żywopłoty stylizowane na pudle albo drzewka bonsai. Zresztą, nie tylko na wsi można wypatrzeć tę potrzebę egzotyki, której uosobieniem jest instalacja Joanny Rajkowskiej na rondzie gen. Charles’a de Gaulle’a w Warszawie. Podróżując po Polsce podobne palmy można znaleźć w przydrożnych zajazdach, będących przykładem brawurowego eklektyzmu w wydaniu przeskalowanych muchomorów, dobudówek w formie wieży z blankami, samolotów z demobilu pod banerem “Miami Laguna” czy niektórych domach weselnych w postaci neodworów. Kuszące tropiki szepczą nie tylko przez plastikowe daktylowce czy parapetowe orchidee i kaktusy, to niezaspokojenie rozbrzmiewa, chociażby w egipskim wystroju baru z zapieskami. O historii magnetyzmu ciepłych krajów możemy przeczytać w dowcipnym rozdziale Ziemowita Szczerka, który przytacza enigmatyczną opowieść o próbach skolonizowania przez rodaków zamorskich obszarów. Rozmyśla również nad Polską, która teoretycznie posiada kolonie, szczególnie uwiodła mnie wizja fiata cinquecento, zaparkowanego w buszu albo szyldy z odzieżą na wagę w orientalnym słońcu. Tsunami fantazji w wolności twórczej, nawet jeśli ma być brakiem umiaru i naiwną wrażliwością, nadal będzie trwać w naszej przestrzeni. Bo sztuka powinna być inkluzywna, nawet ta podwórkowa, jak mówił Hasior: „Proszę w tym domu nawet nie wymawiać słowa kicz. Nigdy! (...) To wyraz arogancji, oceny z pozycji salonów, zadufania. Słowo, które obraża, dyskwalifikuje, A co dyskwalifikuje? Zjawiska cudowne, najbliższe ziemi, wyrastające z potrzeby piękna. (...) prywatne światy (...) głośno mówiące do przechodnia, któremu ofiarują tę swoją wizję piękna".
Kaś - awatar Kaś
ocenił na83 lata temu
Warszawa niezaistniała Jarosław Trybuś
Warszawa niezaistniała
Jarosław Trybuś
Lubię jeżdżąc po Warszawie przywoływać obrazy tego, co było tu kiedyś, ale niesamowitą przyjemność sprawiło mi także wyobrażenie sobie, co mogłoby być tu teraz. Książka Jarosława Trybusia przedstawia wizje i plany niezrealizowane, wizje wielkiej Warszawy, nowoczesnej stolicy dopiero co odzyskanego niepodległego państwa. Czy udałoby się je zrealizować zgodnie z założeniami i w zakładanym kształcie, to już zupełnie inna historia. W dwudziestoleciu międzywojennym ogłoszonych zostało kilka wielkich konkursów na zagospodarowanie całych kwartałów Warszawy. Miasto miało zyskać między innymi teren wystawienniczy wzdłuż Wisły na wysokości Parku Skaryszewskiego, nowoczesne połączenia kolejowe i samolotowe z nowymi gmachami koleinowego Dworca Centralnego i portu lotniczego na Gocławiu, przeprawy przez Wisłę, nową funkcjonalność Placu Saskiego i osi saskiej i w końcu nową dzielnicę reprezentacyjną rozciągającą się przez Pola Mokotowskie aż do Placu na Rozdrożu- zwieńczoną z jednej strony monumentem Marszałka Piłsudskiego i Świątynią Opatrzności Bożej z drugiej. W książce opisane są szczegółowo zarówno projekty wyróżnione w poszczególnych konkursach i dzięki temu ówczesne nurty w architekturze i urbanistyce europejskiej, ale także kulisy ogłoszenia i rozstrzygnięć każdego z nich. To pozwala poznać stronnictwa i poglądy na to jak budować, żeby było najlepiej, najokazalej i najbardziej „naszo” i narodowo, ale jednak światowo. Te spory nie z bardzo różnią się od współczesnych. To na co patrzę z nostalgią i żalem, że tak się teraz nie da, to sposób w jaki podchodzono do planowania Warszawy. Kompleksowe, wielofunkcyjne założenia urbanistyczne i architektoniczne dla całych dzielnic powstawały w kontekście i do kontekstu otaczających obszarów miasta, z szacunkiem dla komfortu życia, zachowania różnych funkcji, w tym publicznych i reprezentacyjnych i troską o ład przestrzenny.
Katarzyna k - awatar Katarzyna k
ocenił na83 lata temu
W rzeczy samej. Osobliwe historie wspaniałych materiałów, które nadają kształt naszemu światu Mark Miodownik
W rzeczy samej. Osobliwe historie wspaniałych materiałów, które nadają kształt naszemu światu
Mark Miodownik
Po książkę sięgnąłem wskutek odnośnika w książce Skarby ziemi (polecam). Tam autor się nią zdecydowanie zachwycał, tymczasem... no nie porwała mnie. Autor przedstawia historie różnych materiałów, które miały i mają wpływ na nasze życie, naszą gospodarkę, naszą przeszłość i przyszłość. Mamy tu gawędziarską opowieść i o betonie, i o porcelanie, i o szkle, i o żelazie i o węglu w różnych postaciach i o kilku jeszcze innych materiałach, ich odkryciu, początkach wydobycia, przeróbki i wykorzystaniu. Wszystko to podane dość przystępnie w popularnonaukowy, nieprzeładowany danymi sposób, niemniej jednak bez fajerwerków i rzeczy zapadających w pamięć (ot zajrzałem do swoich notatek, które zwykle robię czytając tego rodzaju książki i w sumie ponotowałem tylko kilka rzeczy o diamentach i betonie, a co do reszty materiałów, musiałem sobie mocno przypominać, o czym w ogóle autor pisał). W sumie można przeczytać, bo niewątpliwie dzięki takim pozycjom człowiek staje się odrobinę bardziej inteligentny i wie troszkę lepiej, jak funkcjonuje świat (np. już nie będę mówił, że diament jest najtwardszym materiałem dostępnym ludzkości i wiem też, w jaki sposób cement ze żwirem i wodą staje się betonem i dlaczego warto go wzmocnić stalą),ale w przypadku tej książki, ta odrobina jest naprawdę drobna:) Zdecydowanie lepiej sięgnąć do Skarbów Ziemi Eda Conwaya...
LwiaNerka - awatar LwiaNerka
oceniła na64 miesiące temu
Design dla hakerów. Sekrety genialnych projektów David Kadavy
Design dla hakerów. Sekrety genialnych projektów
David Kadavy
Design to nie tylko projektowanie wyglądu, to proces tworzenia i rozwijania koncepcji, które będą użyteczne, estetyczne i funkcjonalne. Jest on zintegrowany z wieloma dziedzinami, takimi jak inżynieria, marketingu, technologia i socjologia, i wpływa na wiele aspektów codziennego życia. Zrozumienie znaczącej roli designu w odbiorze produktu bądź usługi to klucz do sukcesywności projektowania, szczególnie w pracy zajmującej się projektowaniem stron i aplikacji. Właśnie zrozumienie procesów jakie zachodzą w designie jest myślą przewodnią książki “Design dla hakerów. Sekrety genialnych projektów”, autorstwa Davida Kadavy. Intrygujący tytuł kryje w sobie pewne niedomówienie, mianowicie chodzi mi o znaczenie słowa haker. Haker według autora to nie przestępca internetowy, który tylko czyha na moment w którym nielegalnie zdobędzie poufne dane bankowe. Kadavy definiuje hakera jako osobę, która poszukuje sposobów na szybkie i efektywne rozwiązywanie problemów, wykorzystując nieoczywiste i kreatywne podejście. W książce autor udowadnia, że te same umiejętności i podejście, które są charakterystyczne dla hakerów, można zastosować także w projektowaniu. Książka skierowana jest zarówno do początkujących, jak i do bardziej doświadczonych projektantów, którzy chcą poszerzać swoje horyzonty i uzyskać nowe pomysły na projektowanie. Lekkie pióro autora sprawia, że nawet trudniejsze treści, kierowane do bardziej zaawansowanych takie jak: modele kolorów czy czynniki hierarchizuje w hierarchiach wizualnych są zrozumiałe za pierwszym razem dla czytelnika początkującego, takiego jak ja. Autor dzięki swojemu bogatemu doświadczeniu jak i wiedzy zręcznie wprowadza czytelnika w każdy obszar tematyczny najpierw przedstawiając historię zagadnienia, ukazując szerszą perspektywę. Dopiero po zobrazowaniu czytelnikowi tła autor zagłębia się w problematykę tematu, gdzie następnie ukazuje często życiowe przykłady tego co wcześniej opisał. Nie jest to ani poradnik, ani podręcznik, jednak można z książki tej wynieść ogromną wiedzę z zakresu np. tworzenia prototypów, projektowania interfejsów, testowania i ulepszania projektów, a także radzenie sobie z trudnymi problemami projektowymi. Mimo, iż od publikacji minęła ponad dekada, zasady projektowania przedstawione przez autora są wciąż aktualne, a część z nich niezmienna od lat. Dzięki wskazówkom Kadavy początkujący projektant jest w stanie usprawnić swoją pracę, jak i lepiej zrozumieć mechanizmy, które stosuje, co za tym idzie używać je świadomie. Niestety w pewnych miejscach widać, że jest to książka wydana w zeszłej dekadzie. Case studies, przedstawione przez autora, opierające się na projektach zrealizowanych przez siebie i innych projektantów, są zdecydowanie przestarzałe. Niemniej jednak nie przeszkadza to w rozumieniu treści. Skoro mowa o minusach tego dzieła, dosłownie wszystkie przedstawione przez autora koncepcje są przeplatane ich przykładami. Często jest ich zbyt duża ilość, co przynajmniej mnie wprawiało w odczucie niepotrzebnego przedłużania książki. Rozumiem zabieg Kadavy, chciał aby przez niego przedstawiane treści były zrozumiałe dla każdego czytelnika, jednakże przy przedstawieniu tak mnogiej liczby koncepcji, schematów oraz zasad, czytelnik, w tym ja, zwyczajnie gubi się w wątkach. Czy był to dobry zabieg? Dla osoby, która jest na początku swojej drogi związanej z projektowaniem uważam, że niekiedy jest zbyt zagmatwana, a dla profesjonalisty w zakresie designu zbyt rozległa i prosta. Podsumowując "Design dla hakerów" to dobra książka dla projektantów, którzy chcą uzyskać nowe perspektywy na projektowanie i poszerzyć swoje umiejętności. Jednak z tyłu głowy należy pamiętać, że od daty wydania dzieła minęło ponad 10 lat. David Kadavy proponuje czytelnikom unikalne spojrzenie na design, prezentując go jako proces hackowania i tworzenia rozwiązań dla różnych problemów. Uważam, że jest to właściwa książka dla średniozaawansowanych projektantów, którzy chcą uzyskać nowe perspektywy na projektowanie i poszerzyć swoje umiejętności oraz dla nowicjuszy, którzy chcą dopiero zaznajomić się z projektowaniem. Zdecydowanie mógłbym nazwać tę książkę podstawową wiedzą o designie w pigułce. Jednak pigułkę tę odradzałbym czytać na raz. Szymon Szczerbowicz
Szymon - awatar Szymon
ocenił na73 lata temu

Cytaty z książki Obraz miasta

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Obraz miasta