rozwiń zwiń

Warszawa niezaistniała

Okładka książki Warszawa niezaistniała
Jarosław Trybuś Wydawnictwo: Muzeum Powstania Warszawskiego historia
414 str. 6 godz. 54 min.
Kategoria:
historia
Format:
papier
Data wydania:
2012-10-24
Data 1. wyd. pol.:
2012-10-24
Liczba stron:
414
Czas czytania
6 godz. 54 min.
Język:
polski
ISBN:
9788360142561
Średnia ocen

                7,8 7,8 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Warszawa niezaistniała w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Warszawa niezaistniała

Średnia ocen
7,8 / 10
46 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
183
103

Na półkach:

Lubię jeżdżąc po Warszawie przywoływać obrazy tego, co było tu kiedyś, ale niesamowitą przyjemność sprawiło mi także wyobrażenie sobie, co mogłoby być tu teraz. Książka Jarosława Trybusia przedstawia wizje i plany niezrealizowane, wizje wielkiej Warszawy, nowoczesnej stolicy dopiero co odzyskanego niepodległego państwa. Czy udałoby się je zrealizować zgodnie z założeniami i w zakładanym kształcie, to już zupełnie inna historia.
W dwudziestoleciu międzywojennym ogłoszonych zostało kilka wielkich konkursów na zagospodarowanie całych kwartałów Warszawy. Miasto miało zyskać między innymi teren wystawienniczy wzdłuż Wisły na wysokości Parku Skaryszewskiego, nowoczesne połączenia kolejowe i samolotowe z nowymi gmachami koleinowego Dworca Centralnego i portu lotniczego na Gocławiu, przeprawy przez Wisłę, nową funkcjonalność Placu Saskiego i osi saskiej i w końcu nową dzielnicę reprezentacyjną rozciągającą się przez Pola Mokotowskie aż do Placu na Rozdrożu- zwieńczoną z jednej strony monumentem Marszałka Piłsudskiego i Świątynią Opatrzności Bożej z drugiej.
W książce opisane są szczegółowo zarówno projekty wyróżnione w poszczególnych konkursach i dzięki temu ówczesne nurty w architekturze i urbanistyce europejskiej, ale także kulisy ogłoszenia i rozstrzygnięć każdego z nich. To pozwala poznać stronnictwa i poglądy na to jak budować, żeby było najlepiej, najokazalej i najbardziej „naszo” i narodowo, ale jednak światowo. Te spory nie z bardzo różnią się od współczesnych. To na co patrzę z nostalgią i żalem, że tak się teraz nie da, to sposób w jaki podchodzono do planowania Warszawy. Kompleksowe, wielofunkcyjne założenia urbanistyczne i architektoniczne dla całych dzielnic powstawały w kontekście i do kontekstu otaczających obszarów miasta, z szacunkiem dla komfortu życia, zachowania różnych funkcji, w tym publicznych i reprezentacyjnych i troską o ład przestrzenny.

Lubię jeżdżąc po Warszawie przywoływać obrazy tego, co było tu kiedyś, ale niesamowitą przyjemność sprawiło mi także wyobrażenie sobie, co mogłoby być tu teraz. Książka Jarosława Trybusia przedstawia wizje i plany niezrealizowane, wizje wielkiej Warszawy, nowoczesnej stolicy dopiero co odzyskanego niepodległego państwa. Czy udałoby się je zrealizować zgodnie z założeniami...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

288 użytkowników ma tytuł Warszawa niezaistniała na półkach głównych
  • 222
  • 58
  • 8
68 użytkowników ma tytuł Warszawa niezaistniała na półkach dodatkowych
  • 42
  • 7
  • 5
  • 4
  • 4
  • 4
  • 2

Tagi i tematy do książki Warszawa niezaistniała

Inne książki autora

Okładka książki Warszawski modernizm Aleksandra Boćkowska, Michał Łukasik, Jarosław Trybuś
Ocena 7,4
Warszawski modernizm Aleksandra Boćkowska, Michał Łukasik, Jarosław Trybuś
Okładka książki Mieszkania warszawskie. Biografie miejsc, rzeczy i ludzi Piotr Korduba, Jarosław Trybuś
Ocena 7,3
Mieszkania warszawskie. Biografie miejsc, rzeczy i ludzi Piotr Korduba, Jarosław Trybuś
Okładka książki Plan Warszawy 1939 Książnica-Atlas Jarosław Trybuś, Paweł E. Weszpiński
Ocena 7,0
Plan Warszawy 1939 Książnica-Atlas Jarosław Trybuś, Paweł E. Weszpiński
Okładka książki Lukier i mięso. Wokół architektury w Polsce po 1989 roku Grzegorz Piątek, Jarosław Trybuś
Ocena 7,7
Lukier i mięso. Wokół architektury w Polsce po 1989 roku Grzegorz Piątek, Jarosław Trybuś
Okładka książki SAS. Ilustrowany atlas architektury Saskiej Kępy Hanna Faryna-Paszkiewicz, Grzegorz Piątek, Magdalena Piwowar, Jarosław Trybuś
Ocena 8,0
SAS. Ilustrowany atlas architektury Saskiej Kępy Hanna Faryna-Paszkiewicz, Grzegorz Piątek, Magdalena Piwowar, Jarosław Trybuś
Jarosław Trybuś
Jarosław Trybuś
Jarosław Trybuś – historyk sztuki, krytyk architektury, wykładowca. Zajmuje się problemem architektury niezrealizowanej (w przygotowaniu praca doktorska pod kierunkiem prof. Marty Leśniakowskiej). Pracownik Instytutu Stefana Starzyńskiego oraz współpracownik magazynów architektonicznych i kulturalnych. Współautor m.in. Warschau. Ein thematisches Führer durch Polens Hauptstadt (2009), Atlasu architektury Poznania (2008), alternatywnego przewodnika po Warszawie Notes from Warsaw (2007), Od Zamku do Browaru. O architekturze Poznania ostatnich stu lat (2005). Kurator (wraz z Grzegorzem Piątkiem) ekspozycji w Pawilonie Polskim Hotel Polonia. The Afterlife of Buildings/Hotel Polonia. Budynków życie po życiu, nagrodzonej na XI Biennale Architektury w Wenecji w 2008 roku Złotym Lwem za najlepszy pawilon narodowy.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Deliryczny Nowy Jork. Retroaktywny manifest dla Manhattanu Rem Koolhaas
Deliryczny Nowy Jork. Retroaktywny manifest dla Manhattanu
Rem Koolhaas
Recenzowana książka stanowi ciekawe zjawisko: jej autor, słynny architekt holenderski, napisał manifest post-factum dla niebosiężnych wizji nowojorskich budowniczych! Manifesty były popularne w sztuce końca XIX oraz początku XX wieku i objaśniały ludziom, co dopiero zostanie stworzone. A tu do praktyki dorobiono teorię po wielu latach. Lecz jakaż wspaniała jest ta teoria..! Zacznę od ważnej uwagi: nie jest to historia urbanistyki Nowego Jorku. Wiele rzeczy zostało nieuwzględnionych lub pominiętych. Zamiast tego książka skupia się na paru obszarach, głównie Manhattanie i Coney Island. Dotyczy czasów, gdy tworzono głównie wieżowce w stylu Art Deco, a nie szklane prostopadłościany, którym początek dał Mies van der Rohe. Nie poświęcono w niej miejsca słynnym, wielkoskalowym i bardzo kontrowersyjnym reformom Roberta Mosesa i polemizowaniu z nimi przez Jane Jacobs. Autor nie pisze w kierunku chronologicznym, lecz raczej rozprawia o kolejnych obszarach. Zaczyna od organizowanych na Coney Island wesołych miasteczkach, by potem skierować uwagę ku szeregowi wieżowców, poświęcając każdej budowli osobne akapity zapełnione garścią głębokich uwag i rzucając światło na trudno dostrzegalne czynniki. Na sam koniec opisano wizyty Salvadora Dalego i Le Corbusiera w Nowym Jorku oraz to, co z nich (nie) wyszło. Zarazem twórca dostrzega w owych wesołych miasteczkach zaczątki bujnego kapitalistycznego systemu dostarczania rozrywki, który nie spocznie i będzie się rozwijał wszerz i wzdłuż – hen wysoko, aż ku niebu! Oprócz nakreślenia historii obiektów czasem już nieistniejących Koolhaas wspomina niezrealizowane wizje. Możemy ujrzeć projekt wieżowca autorstwa Gaudiego (który wygląda, że nigdy nie był tworzony z myślą o realizacji – była to raczej wizualizacja, która deweloper chciał zaprezentować w celach autopromocji) oraz o zatrważającym projekcie „specyficznej Wenecji” Corbetta. W owej „Wenecji” miejsce wód zajęłyby drogi wypełnione samochodami i parkingi. Dla pieszych przewidziano specjalne platformy na pierwszych piętrach wieżowców. Celem architekta było odciążenie ruchu. Trzeba przyznać, że w swej wizji poszedł dużo dalej niż Moses… Miasta to nie tylko budowle; są one tworzone przez ludzi dla ludzi. Nie umknęło to autorowi. „Deliryczny Nowy Jork” to nie tylko książka techniczna, dużo uwagi poświęcono w niej kwestiom społecznym (choć ludzie są tu głównie rozpatrywani jako klienci). Wydaje mi się, że podejście Koolhaasa stanowiło inspirację dla Grzegorza Piątka. Książkę kończy opis wizyt Dalego i Le Corbusiera w Nowym Jorku. Ta część może zdać się nieco mniej zrozumiała wielu czytelnikom, ale wydaje mi, że autor chciał powiedzieć, iż Nowy Jork był na tyle dziwnym i sztucznym miastem, że prowokacje Dalego nie robiły na nikim wrażenia. Zaś Le Corbusier, gwiazda i samozwańczy mesjasz architektury snuł wizje „naprawy” miasta. Z jego pomysłów zrodził się gmach ONZ. Zbiegło się to z końcem projektowania wieżowców w dawnym stylu. Koolhaas wspaniale operuje piórem – jego dzieło doskonale się czyta, choć wymaga skupienia. Trzeba mocno zaprząc do pomocy wyobraźnię, by ujrzeć oczyma umysłu opisywane obszary. Z tego powodu lektura ta nie będzie każdemu odpowiadać, podobnie jak fakt, że traktuje ona tylko o części dziejów nie tak dużego fragmentu miasta. Jednak gorąco ją polecam miłośnikom architektury i urbanistyki oraz Nowego Jorku!
Zbyszek - awatar Zbyszek
ocenił na 7 1 rok temu
Hawaikum. W poszukiwaniu istoty piękna Józef Tischner
Hawaikum. W poszukiwaniu istoty piękna
Józef Tischner Dariusz Czaja Ziemowit Szczerek Jan Sowa Filip Springer Hubert Francuz Marta Urbańska Monika Kozień Marta Miskowiec Marcin Smerda Jan Sowa
Made in Polonicum Czytając takie pozycje jak „hawaikum - w poszukiwaniu istoty piękna” nie sposób przeoczyć walorów estetycznych, zważywszy na jej znakomite wydanie. Począwszy od fotomontażu na okładce, przez gigantyczną ilość wysokojakościowych fotografii, które zajmują niemal połowę publikacji, aż po przejrzyście i sensownie zaprojektowane wnętrze — należy przyznać, że Wydawnictwo Czarne utrzymuje wysoki poziom swoich opracowań. Pod redakcją m.in. prof. Agaty Pankiewicz (wykładającej na Wydziale Grafiki ASP w Krakowie) zebrano jedenaście esejów jedenastu różnych autorów z pogranicza sztuki, filozofii, historii oraz dziennikarstwa wszechstronnie pochylających się nad rodzimą egzotyką z importu. Książka ta, przeznaczona do czytania i oglądania, stanowi niewielki album nasycony koszmarkami, które tak sprytnie wtopiły się w nasz polski krajobraz i świadomość, że wydają się już ich stałym elementem. Każda wypowiedź podejmuje skomentowanie prowincjonalnej groteski z innej strony i niekoniecznie bezlitośnie. Znaczna większość artykułów odnosi się do niej wyrozumiale, z dystansem. Jedynie w kpiarskim rozdziale „Krytyka wydziaranego rozumu” pióra Marcina Smerdy, który zgryźliwie znęca się nad subkulturą blokowisk, przyrównując dresy do tubylczych ludów i nazywając ich Innymi, wyczuwa się raniący sztylet sarkazmu. Lecz jak pisze we wstępie Filip Springer: „okropna to lektura, ale niezbędna, by zrozumieć manowce, na jakie prowadzi nas takie koślawe skupienie się na Innym zamiast na sobie” (s.46). Filozoficzne wprowadzenie pomnikowym tekstem Józefa Tischnera może być dla niektórych zaskoczeniem, w końcu miało być o łabędziach z opon, o hotelu “Piramida” w Bolesławcu, domach-kostkach czy PGR-ach pomalowanych na jaskrawe barwy. Tropikalny bzik okazuje się mieć korzenie w melancholii. Tischner nazywa ją “sarmacką”, podkreślając swojskość oraz cień pozornej odwagi, z jednoczesną świadomością nadchodzącej porażki. Owa nastrojowość dzieli się na prozaiczną nudę smętnej codzienności i nieustanną tęsknotę do barwnej Utopii, której poszukiwania w części zostają poddane zgodzie na zastane warunki. Kolejne rozdziały poszerzone o taką perspektywę, wydają się następnymi etapami studium nad fantazmatycznym podejściem do upiększania przestrzeni, z podkreśleniem tęsknoty do jakiegoś nieosiągalnego absolutu. Tak oto, pochylając się nad brutalną architekturą realnego socjalizmu, który opanował polskie wsie, zasiewając krajobraz betonowymi domami z płaskim dachem, nie można przeoczyć inwencji mieszkańców w wyborze obłędnych pigmentów. To „jaskrawe kolory malowane w skali domów” jak pisze Marta Urbańska, omawiając agresywne barwy fasad budynków mieszkalnych na przykładzie obrazu Witkacego “Marysia i Burek na Cejlonie”. Ten drobny manewr jest oswobodzeniem spod dogmatu wszechobecnej szarości i sprzeciwem wobec kontynuacji codziennego banału. Podobnie ma się sytuacja z ogrodami, w których irracjonalne zabiegi estetyczne powołują do życia bajkowe scenografie, jak wspomniane wyżej, moje ulubione łabędzie z opon, gipsowe postumenty papieża wśród krasnali i jelonków czy wreszcie nieszablonowe żywopłoty stylizowane na pudle albo drzewka bonsai. Zresztą, nie tylko na wsi można wypatrzeć tę potrzebę egzotyki, której uosobieniem jest instalacja Joanny Rajkowskiej na rondzie gen. Charles’a de Gaulle’a w Warszawie. Podróżując po Polsce podobne palmy można znaleźć w przydrożnych zajazdach, będących przykładem brawurowego eklektyzmu w wydaniu przeskalowanych muchomorów, dobudówek w formie wieży z blankami, samolotów z demobilu pod banerem “Miami Laguna” czy niektórych domach weselnych w postaci neodworów. Kuszące tropiki szepczą nie tylko przez plastikowe daktylowce czy parapetowe orchidee i kaktusy, to niezaspokojenie rozbrzmiewa, chociażby w egipskim wystroju baru z zapieskami. O historii magnetyzmu ciepłych krajów możemy przeczytać w dowcipnym rozdziale Ziemowita Szczerka, który przytacza enigmatyczną opowieść o próbach skolonizowania przez rodaków zamorskich obszarów. Rozmyśla również nad Polską, która teoretycznie posiada kolonie, szczególnie uwiodła mnie wizja fiata cinquecento, zaparkowanego w buszu albo szyldy z odzieżą na wagę w orientalnym słońcu. Tsunami fantazji w wolności twórczej, nawet jeśli ma być brakiem umiaru i naiwną wrażliwością, nadal będzie trwać w naszej przestrzeni. Bo sztuka powinna być inkluzywna, nawet ta podwórkowa, jak mówił Hasior: „Proszę w tym domu nawet nie wymawiać słowa kicz. Nigdy! (...) To wyraz arogancji, oceny z pozycji salonów, zadufania. Słowo, które obraża, dyskwalifikuje, A co dyskwalifikuje? Zjawiska cudowne, najbliższe ziemi, wyrastające z potrzeby piękna. (...) prywatne światy (...) głośno mówiące do przechodnia, któremu ofiarują tę swoją wizję piękna".
Kaś - awatar Kaś
ocenił na 8 3 lata temu
Obce miasto. Wrocław 1945 i potem Gregor Thum
Obce miasto. Wrocław 1945 i potem
Gregor Thum
Wspaniala, obszerna, arcyciekawa, mistrzowsko wywazona, swietnie przetlumaczona i pieknie wydana. Swietny wybor fotografii. Opus magnum. Nie zdawalem sobie sprawy ze nie jest to juz ksiazka nowa, stopka redakcyjna podaje rok 2005, a od tego czasu Wroclaw zmienil sie bardzo. Ksiazka jakims cudem mnie ominela, mieszkam bowiem za granica. Od tego czasu wydano wiele nowych ksiazek na temat tzw. Ziem Odzyskanych i wiele z nich niestety niespecjalnie wartosciowych, wrecz amatorskich. Zastanawia mnie czy Wegrzy sa w stanie napisac podobna ksiazke o Bratyslawie czy o Nowym Sadzie, a Polacy o Wilnie czy Lwowie, Chyba jeszcze nie. To chyba wynika z tego ze okolicznosci opuszczenia tych miejsc byly inne. Na takie duzo glebsze pojednanie w tamtych regionach jeszcze musimy poczekac. Ksiazka Thumma jest tak obszerna ze trudno odniesc sie do kazdej tematyki po kolei. Jako wroclawianina, zainteresowaly mnie losy budynkow, proces i planowanie odbudowy, poszczegolne miejsca, ktore lubie, znam, wspominam, pamietam. Nie znalem historii zmuszania ludzi do zmian imion i nazwisk, wczesniej o takich sytuacjach slyszalem w kontekscie historii dalekich miejsc, np. Indonezji czy Tailandii gdzie osoby o chinskich nazwiskach zmuszono to zmiany nazwiska na bardziej lokalne. Podobnie zmuszono bulgarskich muzulmanow to zmiany nazwsik na slowianskie. Znam bardzo dobrze z wlasnego doswiadczenia ta niesamowita zmowe milczenia dotyczaca przeprowadzki z Kresow. Nikt z rodzicow i dziadkow mi nigdy nie pokazywal na ktorym dworcu wysiedli, gdzie na poczaku mieszkali, co bylo ruina, co i jak jedli, co odbudowywali. "Poniemieckie" rupiecie byly wszedzie, ale raczej w formie ksiazek, gazet, nut, pianin, monet, lamp, a krany byly "kalt' i "warm". Znane mi byly te wywozki dziel sztuki "do Polski". Dzis jeszcze w krakowskich muzeach co drugi oltarzyk i figurka to "szkola slaska", "Wroclaw". Z drugiej strony, jak sam autor zaobserwowal, atmosfera miasta, jego "wielokulturowosc" jest raptem uzywana w celach komercyjnych, co dodalo pewnej obcosci. To co bylo kiedys uboga wspolnota wypedzonych jest obecnie europejskim miedzynarodowym miastem w ktore jednak wraz z dobrobytem niebezpiecznie powoli wkracza pewna anonimowosc i pewne zadowolenie z siebie, wczesniej zupelnie mu nieznane. Ale jednak trzeba podkreslic ze wlasnie to nowoczesnosc tego miasta tworzy warunki do jego pomyslnej przyszlosci. Wracajac natomiast do ksiazki, to lektura absolutnie obowiazkowa kazdego kto ma jakikolwiek glebszy zwiazek z Wroclawiem.
Witoldzio - awatar Witoldzio
ocenił na 10 11 miesięcy temu
Prześniona rewolucja. Ćwiczenie z logiki historycznej Andrzej Leder
Prześniona rewolucja. Ćwiczenie z logiki historycznej
Andrzej Leder
Obiektywizmu tej pozycji ocenić nie mogę, niemniej była to, górnolotnie ujmując, intelektualna uczta. Leder stara się odpowiedzieć na pytanie, które, z moich obserwacji, rzadko kiedy sobie zadajemy - na które wielu znajomych, gdy ich dla testu zaczepnie pytałem, nie było w stanie dokładnie odpowiedzieć - czyli jak w Polsce narodziła się klasa średnia i czemu jej kondycja jest tak kulawa i niepewna, czemu mamy problem z ustaleniem własnej tożsamości i gdzieś tam jesteśmy zawieszeni między ciągłym gonieniem Zachodu i uciekaniem przed Wschodem. Centralną tezą książki jest to, że konstytutywne dla formowania się klasy średniej wydarzenia, w odróżnieniu od krajów o wysokiej samoświadomości typu Francja, nie były udziałem Polaków, tj. wydarzyły się, jak to określa autor, transpasywnie(zmiana zaszła realnie, ale sprawczość była jakby "poza nami": my staliśmy się beneficjentami/przegranymi procesu (zależy jak na to patrzeć), którego nie zrobiliśmy własnymi rękami, więc i nie do końca umiemy go włączyć w sensowną opowieść o sobie. W praktyce dokonało się to, jak pisze Leder, poprzez ręce okupanta niemieckiego, a potem radzieckiego. Stą∂ właśnie “prześniona rewolucja”. 
Wykorzystując narzędzia psychoanalizy autor tłumaczy, jakie zjawiska podświadomości zbiorowej zostały w ten sposób skatalizowane, czytaj: czemu Zagłada, a także późniejsza rewolucja ziemiańska (czyli rozpad dawnego porządku opartego o ziemiaństwo aka szlachtę jako klasę -> wywłaszczenia, przesunięcia własności, reforma rolna i ogólnie demontaż “pańskości" jako realnej struktury społecznej,) pozwoliły na przemianę pola symbolicznego (jedno z Lacanowskich pojęć, których w książce jest bardzo dużo; wszak to właśnie psychoanaliza Lacanowska została tutaj wykorzystana jako teoria krytyczna, btw. może to trochę przytłoczyć, bo jest tego dużo i żeby zrozumieć dobrze książka, trzeba ieć trochę backgroundu) oraz imaginarium Polaków i jak to wpłynęło na to, kim jako naród jesteśmy. Dla mnie pozycja obowiązkowa, o której dużo rozmyślam i która w duży sposób wpłynęła na moje myślenie o tożsamości narodowej oraz o historii i pozycji Polski.
SkogensKonung - awatar SkogensKonung
ocenił na 9 2 miesiące temu
Przejęzyczenie. Rozmowy o przekładzie Zofia Zaleska
Przejęzyczenie. Rozmowy o przekładzie
Zofia Zaleska
Niesamowicie inspirujące rozmowy ze wspaniałymi, kochającymi literaturę osobami. Tłumaczkami i tłumaczami literatury pięknej. Dwanaście rozmów. Dwanaście światów. Dwanaście podejść i definicji przekładu literackiego. Wszystkie rozmowy mnie zachwycały, ale ostatnia w tomie, z Janem Gondowiczem, wprawiła mnie w euforię. Erudycja, poczucie humoru, lekkość, wnikliwość, miłość do literatury. To książka dla każdego, kto kocha czytać, bo ona uczy, nienachalnie, jak czytać uważnie, głęboko nie tracąc przy tym przyjemności obcowania z tekstem i wyobraźnią autora/autorki i tłumacza/tłumaczki. I cała masa cytatów, które warto zapamiętać: „…muszę wpychać pierzynę do naparstka” Jan Godnowicz „Sukcesu nie odniosłem, ale nie tracę nadziei” Jan Gondowicz „Nie wiem i nie doskwiera mi, że nie wiem” Piotr Sommer „Zdanie bywa nieprześcignionym nośnikiem różnych subtelnych możliwości,” Piotr Sommer „Chodzi o odkrywanie tego, co jest wartością samą w sobie, a nie o wyłączne skupianie się na tym, co przyniesie nam w jakiejś perspektywie wymierną korzyść.” Jerzy Jarniewicz „Stereotypowe myślenie sprawia, że pozostajemy na bezpiecznym poziomie uogólnień” Jerzy Jarniewicz „Nie ma na świecie lepszego zajęcia niż bawienie się w wielkiej piaskownicy języka” Małgorzata Łukaszewicz „Dobrze mi robi cisza i inne niedzisiejsze atrakcje.” Michał Kłobukowski „Ludzkie życie pozbywa się stopniowo substancji, materii, autentycznego przeżywania na rzecz ersatzów” Ireneusz Kania „Każdy z nas marnuje nieprawdopodobną ilość czasu! Przy czym za marnowanie nie uważam na przykład chwil lenistwa, włóczenia się wiele godzin po lasach i polach…” Ireneusz Kania. Jak widzicie te wywiady to nie tylko erudycyjne opowieści o pracy tłumacza i trudach i przyjemnościach tłumaczenia tekstów, ale, może przede wszystkim, o patrzeniu na literaturę i życie, jako splatających się nierozerwalnie wartościach.
jolasia - awatar jolasia
oceniła na 10 1 miesiąc temu

Cytaty z książki Warszawa niezaistniała

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Warszawa niezaistniała


Ciekawostki historyczne