rozwińzwiń

Moje gawędy o sztuce: dzieła, twórcy, mecenasi: wiek XV-XVI

Okładka książki Moje gawędy o sztuce: dzieła, twórcy, mecenasi: wiek XV-XVI autora Bożena Fabiani, 9788377994207
Okładka książki Moje gawędy o sztuce: dzieła, twórcy, mecenasi: wiek XV-XVI
Bożena Fabiani Wydawnictwo: Świat Książki sztuka
380 str. 6 godz. 20 min.
Kategoria:
sztuka
Format:
papier
Data wydania:
2012-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2012-01-01
Liczba stron:
380
Czas czytania
6 godz. 20 min.
Język:
polski
ISBN:
9788377994207
Średnia ocen

7,4 7,4 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Moje gawędy o sztuce: dzieła, twórcy, mecenasi: wiek XV-XVI w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Moje gawędy o sztuce: dzieła, twórcy, mecenasi: wiek XV-XVI



książek na półce przeczytane 2780 napisanych opinii 2029

Oceny książki Moje gawędy o sztuce: dzieła, twórcy, mecenasi: wiek XV-XVI

Średnia ocen
7,4 / 10
79 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Moje gawędy o sztuce: dzieła, twórcy, mecenasi: wiek XV-XVI

avatar
3
2

Na półkach:

Bożena Fabianie jak zawsze bezkonkurencyjna fascynujące opowieści o sztuce genialny język ciekawe fakty to może poszukać i posłuchać Bożeny Fabianie na żywo ten zyska jeszcze więcej

Bożena Fabianie jak zawsze bezkonkurencyjna fascynujące opowieści o sztuce genialny język ciekawe fakty to może poszukać i posłuchać Bożeny Fabianie na żywo ten zyska jeszcze więcej

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
625
599

Na półkach:

B. Fabiani zwraca szczególną uwagę na dzieła kobiet, wydobywa je z mroków zapomnienia. Dzięki temu ten kanon przedstawianych twórców jest inny, niż większość. Nie jest to na szczęście robione „na siłę”, autorka nie wyznaczyła sobie np. limitu, że ma być mowa o takiej samej liczbie malarzy i malarek. Ale do pewnego czasu większość dzieł o malarstwie i albumów opracowywana była przez mężczyzn i jakoś tak się utarło, że artystki, malarki, były w nich marginalizowane lub w ogóle ich nie było. Ale faktycznie one istniały i tworzyły, tylko trzeba wydobywać je z mroków zapomnienia. B. Fabiani nie wpycha do książki fragmentów o malarkach miernotach, bo tak trzeba, taki jest trend, tylko ukazuje artystki które stworzyły naprawdę wartościowe, ponadczasowe dzieła. Opisuje m. in. malarki: Sofonisbę i Lavinię Fontanę, zwracając uwagę zarówno na niebanalne życiorysy, jak też i na to, z jak wieloma trudnościami musiały się one mierzyć, aby zaistnieć jako twórczynie. Kobieta malarka w XV czy XVI wieku była postrzegana jako totalne dziwadło, coś zdecydowanie gorszego od malarza mężczyzny, a kwestia sprzedaży jej dzieł była naprawdę wielce problematyczna. Malarki musiały wykazywać się wielkim hartem ducha, aby móc malować i jeszcze próbować wieść satysfakcjonujące życie osobiste, rzadko kiedy było to w ogóle możliwe.
całość
https://powrot-do-krainy-ksiazki.blogspot.com/2022/07/bozena-fabiani-moje-gawedy-o-sztuce.html

B. Fabiani zwraca szczególną uwagę na dzieła kobiet, wydobywa je z mroków zapomnienia. Dzięki temu ten kanon przedstawianych twórców jest inny, niż większość. Nie jest to na szczęście robione „na siłę”, autorka nie wyznaczyła sobie np. limitu, że ma być mowa o takiej samej liczbie malarzy i malarek. Ale do pewnego czasu większość dzieł o malarstwie i albumów opracowywana...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
2778
2029

Na półkach: , , ,

Doskonale przygotowana (Internet),zasiadłam do audiobooka pani Fabiani. Cudowna opowieść autorki plus zdjęcia oglądane na ekranie komputera, zabrały mnie w świat średniowiecznej sztuki. I nie był to świat nudny, lecz czułam się jakbym czytała znakomitą książkę przygodową. Pani Bożena z ogromną pasją, opowiada nie tylko o obrazach czy rzeźbach, ale rozciąga swą gawędę także na życie ich twórców. Niezwykle pasjonująca przygoda, którą mam zamiar kontynuować.

Doskonale przygotowana (Internet),zasiadłam do audiobooka pani Fabiani. Cudowna opowieść autorki plus zdjęcia oglądane na ekranie komputera, zabrały mnie w świat średniowiecznej sztuki. I nie był to świat nudny, lecz czułam się jakbym czytała znakomitą książkę przygodową. Pani Bożena z ogromną pasją, opowiada nie tylko o obrazach czy rzeźbach, ale rozciąga swą gawędę także...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

325 użytkowników ma tytuł Moje gawędy o sztuce: dzieła, twórcy, mecenasi: wiek XV-XVI na półkach głównych
  • 208
  • 108
  • 9
70 użytkowników ma tytuł Moje gawędy o sztuce: dzieła, twórcy, mecenasi: wiek XV-XVI na półkach dodatkowych
  • 41
  • 9
  • 9
  • 3
  • 3
  • 3
  • 2

Tagi i tematy do książki Moje gawędy o sztuce: dzieła, twórcy, mecenasi: wiek XV-XVI

Inne książki autora

Bożena Fabiani
Bożena Fabiani
Ukończyła Wydział Historyczny Uniwersytetu Warszawskiego uzyskując dyplom w 1963. Doktorat obroniła w 1975. W tym samym roku rozpoczęła pracę jako wykładowca w Akademii Muzycznej im. F. Chopina w Warszawie[2], zajmując się historią kultury i historią sztuki. Interesuje się historią Warszawy, kulturą i obyczajami z okresu baroku, staropolskim portretem, historią kultury, historią chrześcijańskiego Rzymu oraz życiem i twórczością wielkich artystów. Od 2000 prowadzi na antenie Drugiego Programu Polskiego Radia audycję W stronę sztuki. Autorka wielu tekstów specjalistycznych i popularnych, tłumaczeń z j. włoskiego, a także poetyckich.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Zwrot. Jak zaczął się renesans Stephen Greenblatt
Zwrot. Jak zaczął się renesans
Stephen Greenblatt
Wbrew pozorom, niewiele w "Zwrocie" renesansu, za to autor przenosi nas głównie do średniowiecza oraz do starożytności. Spotykamy się tu ze starożytnymi filozofami, głównie Epikurem, i tymi, którzy podchwycili jego idee. Dowiadujemy się o tym, jak te idee zostały zapomniane, wraz z nastaniem chrześcijaństwa. Odwiedzamy średniowieczne biblioteki, obserwujemy pracę skrybów - "Zwrot" to pean na cześć książek, bo były one pasją głównego bohatera, Poggio Braccioliniego, podróżującego po klasztorach w scenie niczym z Imienia róży. To Poggio odnalazł i przywrócił światu dzieło Lukrecjusza, "O rzeczywistości", zawierające szokująco współczesne idee, stojące właściwie u podstaw współczesnej nauki i w ogóle postrzegania świata. Klasyczna narracja, że to średniowieczni mnisi uratowali dla potomnych antyczne dzieła są mocno przesadzona - to prawda, mnisi kopiowali starożytne książki i dzięki nim niektóre z nich ocalały, ale jeszcze więcej uległo zniszczeniu i nigdy się nie dowiemy tak naprawdę ile z nich i co w nich było. Z tego, co przetrwało (często zupełnym przypadkiem) wynika, iż starożytni odkryli wiele rzeczy zaskakująco zgodnych z naszą dzisiejszą wiedzą. Gdyby w średniowieczu tak dbano o tę starożytną wiedzę, jak utrzymuje to Kościół, to idee te by żyły, a w renesansie i kolejnych epokach nie trzeba by ich było na nowo odkrywać (narażając się przy tym na oskarżenia o herezję). Przecież Kościół dopuszczał tylko te “naukowe” twierdzenia, które były zgodne z jego doktryną; za herezję uważano nawet samodzielne czytanie Biblii przez maluczkich (bo a nuż zinterpretowaliby sobie ją nie tak, jak trzeba). "Zwrot" nie ma w sobie nic z nudnych książek historycznych, Greenblat pisze barwnym, a zarazem pięknym, literackim językiem, pozwalając nam pooddychać atmosferą dawnych czasów, zwolnić i zastanowić się nad przesłaniem starożytnej filozofii. Jedyny problem z tą narracją jest taki, że autor przypisuje Lukrecjuszowi przemawiającemu zza grobu wielkie zaslugi, a mianowicie zainspirowanie zwrotu ludzkości ku nauce, świeckości, rozumowi, ale miałam poczucie, że nie ma na to zbyt wielu dowodów. Przynajmniej Greenblat ich nie przedstawia, to są ledwie domysły, że uczeni tacy jak Galileusz, Giordano Bruno, Francis Bacon mogli Lukrecjusza czytać. O samym też renesansie, jak już wspomniałam, niewiele tu znajdziemy, gdyż autor skupia się na zaginionej książce i życiu Braccioliniego. Za mało tu tym, co działo się dalej, toteż można odnieść wrażenie, że przypisywanie tak wielkiej roli jednej książce to wyolbrzymienie. Tym niemniej to piękna teoria, a książkę warto przeczytać chociażby z uwagi na to ile wiedzy z dziedziny historii oraz filozofii zawiera. Jeśli zaś chodzi o technikalia, to kto wpadł na pomysł, żeby w tekście nie było żadnych odnośników do przypisów, znajdujących się na końcu książki?
joly_fh - awatar joly_fh
ocenił na710 miesięcy temu
Podróżniczki. W gorsecie i krynolinie przez dzikie ostępy Wolf Kielich
Podróżniczki. W gorsecie i krynolinie przez dzikie ostępy
Wolf Kielich
Ta książka przywraca pamięć o podróżniczkach, które potrafiły przełamać stereotyp kobiety XIX wieku i na przekór konwenansom i opinii innych spełniać swoje marzenia o podróżach. Historie przestawionych kobiet są niezwykłe, bardzo odmienne od tych spisanych przez mężczyzn. Częścią bohaterek kierowała potrzeba zrobienia czegoś dobrego, inne po prostu realizowały swoje pasje ale wszystkie musiały same finansować swoje przedsięwzięcia, pokonać wiele przeciwności, były długo i uparcie lekceważone przez męski świat. To bardzo potrzebna książka ALE: brakuje mi źródeł i przypisów (tych jest bardzo mało). Ciężko ocenić wiarygodność historii bez osobistych poszukiwań większej ilości materiałów (a w jednym miejscu z przypisu tłumaczki jasno wynika, że autor poszedł na skróty i całość oparł na dzienniku swojej bohaterki, który zawiera przekłamania i nie zostały one zweryfikowane - brawa dla tłumaczki za czujność). Kolejnym moim zarzutem jest to, że każdy rozdział jest samodzielnym bytem, opisuje na ogół jedną z bohaterek i nie koresponduje z innymi rozdziałami. Zdarza się wręcz, że fakty podane w jednym z rozdziałów przeczą tym z kolejnego (np. informacje dotyczące stanu cywilnego Florence Baker w trakcie pobytu w Afryce). Pomimo wspomnianych wad warto poznać historie tych kobiet, przekonać się jak postępowe i nowoczesne poglądy wiele z nich reprezentowało.
wrona - awatar wrona
oceniła na61 rok temu
W kręgu Wazów. Ludzie i obyczaje Bożena Fabiani
W kręgu Wazów. Ludzie i obyczaje
Bożena Fabiani
Zgodne z tytułem książka skoncentrowana jest na przedstawieniu królów z dynastii Wazów, ich żon, dzieci i innych członków rodzin, dam dworu i wszystkich chyba osób, zatrudnionych na dworze. Szczególną uwagę autorka poświęciła kobietom, o których albo słyszałam bardzo mało, albo nic, a postacie te są naprawdę godne uwagi i podziwu. Dzięki temu spojrzeniu zupełnie inaczej patrzy się na całą epokę. Opisana jest też sztuka i architektura tamtych czasów, łącznie z informacjami, gdzie co można obecnie obejrzeć. Mowa jest dosłownie o wszystkim, o modzie, literaturze, muzyce, chorobach, zabawach, wychowaniu dzieci, zakonach i in. Sporo jest też o Warszawie. Zupełnie nieznana jest postać siostry Zygmunta III Wazy, Anny, zwanej Anusią, kobiety bardzo światłej, która z bratem przyjechała do Polski. Była protestantką, a nasz kraj stawał się coraz bardziej fanatyczny. Usiłowała funkcjonować w duchu tolerancji i ekumenizmu. Mimo że była wyśmienita partią, nigdy nie zdecydowała się na zamążpójście. Również nieznana jest ciotka Zygmunta III Wazy, Zofia, siostra Zygmunta Augusta. Była jedną z mądrzejszych kobiet tamtej epoki, jej mąż, książę Henryk II Brunszwicki narzekał, że jest za mądra. Wywołała gigantyczny skandal, gdy w wieku 48 lat przeszła na luteranizm. Była bezdzietna, wiele czasu spędzała na kształceniu się i czytaniu. Ciekawe bardzo są opisy charakterów wielu osób. Słabo w tej pozycji wypadają mężczyźni. Zygmunt III Waza wychowywał się w protestanckiej Szwecji, sam był zagorzałym katolikiem, wydawałoby się, że mógłby być prawdziwie tolerancyjnym religijnie władcą, w jego rodzinie byli i protestanci, jak ojciec i katolicy, jak matka. Ale był słaby, ulegał wpływom, szczególnie wpływom drugiej żony, Konstancji Habsburżanki, stał się fanatykiem religijnym. I pogrążał w tym fanatyzmie państwo. całość https://powrot-do-krainy-ksiazki.blogspot.com/2022/03/bozena-fabiani-w-kregu-wazow-ludzie-i.html
LadyBlackCat - awatar LadyBlackCat
ocenił na104 lata temu
Książki i ludzie: Rozmowy Barbary N. Łopieńskiej Barbara Łopieńska
Książki i ludzie: Rozmowy Barbary N. Łopieńskiej
Barbara Łopieńska
Rozmowy o książkach, tych z dedykacjami i tych bez dedykacji, tych skazanych na zesłanie do piwnicy i tych z nocnego stolika, poezji i prozie, fascynacjach literackich i nawykach czytelniczych, ulubionych księgarniach i ulubionych kawiarniach, sporze o Manna i Prousta, także o tym, że „w pewnym wieku człowiek już wie, czego szuka - szuka potwierdzenia i pogłębienia swoich spostrzeżeń.” Książka wielu wzruszeń, nie tylko dlatego, że większość z rozmówców, również autorka, odeszła już z doczesności do wieczności, również dlatego, że bohaterowie nie gonią za wydawniczymi nowościami, cenią klasyków i ponadczasowe wartości. Paweł Hertz, 1918-2001, pisarz, tłumacz i wydawca, zachwala poufny dziennik Bretończyka: „Mam jeszcze pod ręką „Pamiętniki zza grobu” Chateaubrianda. Czytam sobie, po kilka rozdziałów, i za każdym razem jest to olśniewające.” Marian Brandys, 1912-1998, prozaik i reportażysta, autor spostrzeżenia „nie jest trudno odróżnić dobrą literaturę od złej, dużo trudniej jest odróżnić dobrą literaturę od pozornie dobrej” rozmowę kończy żartobliwym tonem: „Na grypę najlepszy jest Prus.” W rozmowie „Warsztat musi być czynny” Ryszard Kapuściński, 1932-2007, polski reportażysta publicysta i fotograf, autor uwielbianego przeze mnie zwrotu „szarża na szkatułę”, do odszukania w powieści „Cesarz”, podkreśla znaczenie literatury nasyconej głęboką refleksją. „Ważna na świecie literatura jest nasycona refleksją, rozważaniem, zamyśleniem. Bo na świecie są dwa typy czytelnika: czytelnik literatury masowej - przedłużenia serialu telewizyjnego, który jak nie może z przyczyn technicznych oglądać serialu, sięga po książkę - i czytelnik wysmakowany, wdzięczny, którego bawi refleksja nad światem.” Książka wydana w roku 1998.
Jeanne - awatar Jeanne
ocenił na81 rok temu
Listy z podróży Karel Čapek
Listy z podróży
Karel Čapek
Czy w czasach, w których świat mamy na wyciągnięcie ręki jesteśmy w stanie znaleźć w "Listach z podróży" Čapka coś dla siebie?  Na tym polega siła literatury, dobrej literatury, że nie traci ona na aktualności. Pisarz zabiera nas w podróż po Europie lat 20. i 30. XX w. Odwiedza Włochy, Hiszpanię, Wielką Brytanię, Holandię, Danię, Szwecję i Norwegię. Od tego czasu zmieniło się wiele. Wiele z miejsc, odwiedzonych przez pisarza straciło swój niepowtarzalny klimat, zatraciło magię. Podobnie jak obserwacje dotyczące społeczeństw - ich zachowania, ubioru, kultury. Niektóre ze wspomnień stały się lokalnym folklorem. Hiszpanki nie ubierają już mantyli, angielscy parlamentarzyści ściągnęli peruki a korrida chociaż nadal okrutna powoli odchodzi od krwawej spektakularności. Čapek jest uważnym obserwatorem, wydaje się, że ani na moment nie wychodzi ze swojej roli, nie zamyka oczu, tylko chłonie piękno odwiedzanych miejsc. Zadaje sobie nawet pytanie: "Czy nigdzie nie ma końca podróży i patrzenia?" Nic nie umknie jego uwadze. Ani zachwycająca sztuka, ani architektura, ani lokalne osobliwości ani piękno mijanego krajobrazu. Jego otwarta postawa wobec obcych kultur, postawa pełna nieustającego zdziwienia i zachwytu sprawia, że jego relacja staje się nie tylko sprawozdaniem z odwiedzanych miejsc, ale zapisem zdumień i emocji. Jako obywatel Europy Środkowej często porównuje swój kraj z odwiedzanymi. Ale to nie jest hymn pochwalny, Čapek opisuje również te elementy, które go zadziwiają i które mu nie odpowiadają. Autor często podkreśla, że najbardziej przyciąga go to co jest poza bedekrem, że lubi wędrować własnymi ścieżkami, odkrywać to, co często jest pomijane. Czytając relacje Čapka, widzimy jak zmienił się nie tylko świat, ale także turystyka. Bo podróż pisarza chociaż intensywna ma znamiona powolności. "Listy..." wzbogacone są uroczymi rysunkami Čapka, które w przeciwieństwie do fotografii także są dowodem na uważne obserwowanie świata przez pisarza. Przeł. P. Godlewski
Agnieszka - awatar Agnieszka
oceniła na72 lata temu
Dom żółwia. Zanzibar Małgorzata Szejnert
Dom żółwia. Zanzibar
Małgorzata Szejnert
(2011) Ludzie i domy Zanzibaru. Zamysł autorki (1936) był taki, aby opowiedzieć historię wyspy poprzez życiorysy osób związanych z Zanzibarem: tych, którzy tam przyszli na świat lub spędzili pokaźną część swojego życia – zawodowego i prywatnego – a także tych, dla których wyspa była główną bazą wypadową lub zaledwie jednym z odwiedzanych portów*. Przypomina duże nazwiska, które zapisały się w historii Afryki i świata, a jednocześnie ratuje od zapomnienia te mniejsze, żywe już pośród nielicznych, głównie podstarzałych krewnych, sąsiadów i lokalnych specjalistów. Przeplatają się wzajemnie, niekiedy w swych losach oddalając terytorialnie od tytułowej wyspy, zwłaszcza na początku książki (ze Stanleyem zawędrujemy aż do Konga, z Livingstone’em będziemy podróżować wzdłuż Zambezi). Dopiero od krwawej rewolucji roku ‘64, bardziej zdecydowanie trzymamy się Zanzibaru, i tok wydarzeń sprawia wrażenie istotniejszego niż losy poszczególnych bohaterów. Typowo reporterski patent opowieści o historii i przemianach politycznych poprzez skupienie na losach wybranych bohaterów, z różnych warstw społecznych, nie został tu w pełni prawidłowo wykorzystany, bo autorka skupią się również na żywotach prowadzonych poza Zanzibarem, z marginalnym związkiem z samą wyspą, w których włości sułtana znikają daleko za horyzontem... Butny Stanley i dr Livingstone to ciekawe postacie, ale pod kątem konstrukcyjnym, autorka poświęca im zbyt wiele miejsca – tak jakby była to książka na inny temat (o początkach europejskiej kolonizacji i zapełnianiu ostatnich białych plam, w środkowej i wschodniej Afryce). Opowieść rozpoczyna się stosunkowo późno, kiedy Zanzibar jest już terytorium zależnym od Omanu (tj. po 1698 r.),a kończy w roku 2010 (jak można się domyślać, w czasie ostatniej wizyty reporterki). Brakuje wprowadzenia historycznego**, kilku zdań na temat pierwotnych mieszkańców, perskiej i arabskiej kolonizacji***. Wystarczyłaby jedna strona, albo dłuższe zdanie. ______________________ * Ośrodkiem handlu niewolnikami, skąd płynęli dalej do krajów arabskich, lub trafiali na lokalne plantacje goździków. ** Krótka historia Zanzibaru: https://pl.wikipedia.org/wiki/Zanzibar_(autonomia)#cite_note-PWN-1; https://pl.wikipedia.org/wiki/Zanzibar_(wyspa) *** Gdyby tego nie pominięto, nazwa Partii Afroszyrazyjskiej (Afro-Shirazi Party),która nieprzypadkowo zawiera w sobie znajomo brzmiącą nazwę perskiego miasta, byłaby bardziej zrozumiała dla przeciętnego odbiorcy. (Odwołanie do perskiego osadnictwa pojawia się tylko raz, przy okazji opisu ruin, identyfikowanych jako pozostałość po ludności irańskiej). Skoro ruch polityczny obrał sobie taką nazwę, musi się to w jakiś sposób przekładać na autoidentyfikację części czarnych Zanzibarczyków, być elementem pewnej narracji tożsamościowej, a zatem czymś istotnym, o czym warto by napisać. Niestety temat jest niepodjęty. „The Afro-Shirazi Party (ASP) was an African nationalist and socialist Zanzibari political party formed between the mostly Shirazi Shiraz Party and the mostly African Afro Party” (https://en.wikipedia.org/wiki/Afro-Shirazi_Party). O Szirazyjczykach (Mbwera): „Modern academics reject the authenticity of the primarily Iranian origin claim, although recent genetic evidence points towards noticeable Iranian admixture. They point to the relative rarity of Iranian customs and speech, lack of documentary evidence of Shia Islam in the Muslim literature on the Swahili Coast, and instead a historic abundance of Sunni Arab-related evidence. The documentary evidence, like the archaeological, »for early Persian settlement is likewise completely lacking«”(https://en.wikipedia.org/wiki/Shirazi_people). • Językowo: 8/10 – czyta się naprawdę dobrze. Pod kątem informacyjnym: 7/10 – ciekawa. W oparciu o lekturę, można zyskać podstawy niezbędne do zrozumienia lokalnej historii i powiązania z procederem niewolnictwa (nawet pomimo braków, przemilczenia okresu sprzed arabskiej kolonizacji, oraz tego, jak ta przebiegała na przestrzeni stuleci). Napisanie książki wymagało zapoznania się z dużą ilością materiałów, odbyciem wielu rozmów, a liczne przypisy sugerują skrupulatność i rzetelne podejście. (W materiale promocyjnym wydawnictwa Znak z 2011, autorka wspomina, że kilka lat przed podjęciem tematu nie widziała nawet gdzie leży Zanzibar [https://www.youtube.com/watch?v=Ag6ctCag7ns]. Pisząc tę książkę nadrobiła zaległości z nawiązką). Konstrukcyjnie, patrząc na tekst pod względem obranej koncepcji: 5/10 – młodszemu reporterowi, bez wyrobionego nazwiska, raczej zwrócono by uwagę odnośnie zaburzonych proporcji, odejścia od tematu i pominięcia istotnego wprowadzenia historycznego. Summa summarum: 6.5 lub naciągane 7/10. Warto przeczytać (jeśli skupiamy się na walorze informacyjnym – ten jest wysoki, nawet pomimo pewnych luk; natomiast konstrukcyjnie to i owo poszło źle, wymknęło się spod kontroli, i nie jest to dobry wzór dla adeptów sztuki reportażu). • Małgorzata Szejnert*: „Podczas pierwszego nurkowania [u wybrzeży Zanzibaru], spotkałam, na głębokości mniej więcej dwudziestu metrów, dwa ogromne żółwie zielone. […] To było tak cudowne, te-te żółwie, które się poruszały jak bańki mydlane... […] żółw zielony, może złożyć jaja, tylko tam gdzie przyszedł na świat. […] I zdałam sobie sprawę, że te żółwie – jeżeli to były żółwice – które widziałam, w wodzie, to one nie mają przed sobą wielkiej szansy złożenia jaj na Zanzibarze, dlatego że, cała plaża – jest pełna ludzi, że… zabudowuje się hotelami, te hotele są otoczone murami, i właściwe jest niewielka szansa, że jeżeli żółwica przyszła tu na świat, to będzie mogła w tym miejscu złożyć jaja […]. […] zaczęłam więcej myśleć o powierzchni Zanzibaru, niż o tym co jest w wodzie. I, pojechałam przede wszystkim obejrzeć ten Zanzibar. […] Pojechałam do stolicy Zanzibaru […] i zobaczyłam tam, zdumiewające rzeczy. Zobaczyłam, stare pałace posułtańskie, zobaczyłam dom z którego Livingstone wyruszał w jedną ze swoich wypraw, i inny dom w którym złożono jego zwłoki, jak…. umarł w Afryce i trzeba go było przewieźć je do Anglii. Zobaczyłam, miejsca w których kupował koraliki Stanley […]. Zobaczyłam miejsce po dawnym targu niewolników, gdzie zbudowano katedrę anglikańską. Zobaczyłam stary letni pałac w którym wychowała się księżniczka Salme, która potem uciekła do Europy ze swoim niemieckim... kochankiem a potem mężem […]. Zobaczyłam… wielki gmach, w którym urzędował jako [francuski] konsul, w XIX wieku, polski poeta romantyczny Henryk Jabłoński. I zdałam sobie sprawę, że Zanzibar jest miejscem niezwykle ważnym dla świata. O którym my właściwe, no ja w każdym razie, prawie nic nie wiedziałam. […] Pracowałam dwa lata nad tym. Byłam trzy razy na Zanzibarze. […] I książce dałam tytuł Dom żółwia. Dlaczego Dom żółwia? Dlatego, że… przejęłam się bardzo bezdomnością tego żółwia. I zdałam se sprawę, że ta bezdomność jest… niezwykle symboliczna dla całego Zanzibaru. To była bezdomność niewolników. To była później bezdomność elit arabskich które zostały podczas rewolucji przegnane z Zanzibaru. To jest dzisiejsza bezdomność ludzi z wiosek, które są wypychane przez przemysł turystyczny. Czy ci ludzie są wypychani z tych wiosek, wioski są spychane, przez wielkie hotele, przez jakieś korporacje międzynarodowe prowadzące ten… także tak się stało, że podczas pierwszego nurkowania złowiłam temat, który […] zyskał efekt w postaci tej książki”**. _______________________ * W roku, w którym książka poszła do druku, autorka miała 75 lat. ** Małgorzata Szejnert o Zanzibarze i swojej książce "Dom żółwia" [2011] https://www.youtube.com/watch?v=Ag6ctCag7ns (spisywane ze słuchu) • ‘64: MORD ZAŁOŻYCIELSKI CZARNEGO ZANZIBARU „– Czy wiadomo, gdzie znajdują się groby? – Nie, i nikt nie dociekał. To jest Afryka” (str. 329). „Masakra Arabów na Zanzibarze – masowe egzekucje, gwałty i tortury ludności arabskiej dokonane przez bojówki Partii Afroszyrazyjskiej i Umma oraz lokalną czarnoskórą ludność podczas rewolucji na Zanzibarze w styczniu 1964 roku. Nie jest znana dokładna liczba ofiar, historycy szacują, że zginęło ok. 13–20 tys. Arabów, a tysiące kolejnych zostało wygnanych do Omanu. Zdaniem niektórych naukowców, działania te nosiły znamię ludobójstwa [przepraszam, tu są jakieś wątpliwości?]. […] W efekcie zamordowano tysiące nieuzbrojonych arabskich cywilów. Wiele hinduskich sklepów zostało splądrowanych i spalonych, a niektórzy Hindusi (element miejscowej elity handlowej) zostali zabici. Majątki Arabów zostały wywłaszczone. Po ukierunkowanej rzezi tysiące kolejnych umieszczono w obozach, a później przymusowo deportowano do Omanu. Niszczone było również kojarzone z Arabami islamskie dziedzictwo Zanzibaru. Większość arabskich rękopisów znajdujących się w Archiwach Narodowych Zanzibaru została zniszczona. Na ulicach symbolicznie palono Korany, mimo że 98 procent populacji Zanzibaru stanowili muzułmanie. Zabijanie arabskich cywilów i grzebanie ich zwłok w masowych grobach zostały udokumentowane przez włoską ekipę realizującą w helikopterze sceny do dokumentu Africa Addio, a ta sekwencja filmu jest jedynym znanym, wizualnym udokumentowaniem zbrodni” (https://pl.wikipedia.org/wiki/Masakra_Arab%C3%B3w_na_Zanzibarze). To mogłoby być w jakimś stopniu zrozumiałe, i jednocześnie spodziewane w latach ucisku, jeszcze 150-200 lat temu, w ramach spontanicznego zrywu, w odpowiedzi na realną potrzebę wolności, dramatyczne warunki życia, brak perspektyw... w ramach realnej walki o przeżycie. Ale po zniesieniu niewolnictwa? Tuż po ogłoszeniu niepodległości? Przy proporcjach społecznych w których czarni mają miażdżącą większość i mogą sparaliżować wyspę podczas zwykłego protestu? (Co zrobił PRL po tej czystce etnicznej? Nawiązał relacje dyplomatyczne z czarnym reżimem. Ręce opadają). • To co uderza odbiorcę podczas lektury, to znajomy model historyczny, typowy dla praktycznie całej postkolonialnej Afryki. Biali usuwają się w cień, przekazują władzę autochtonom – a ci rozpoczynają bratobójcze walki lub krwawe czystki etniczne. Jak u Orwella w Folwarku zwierzęcym, następuje zamiana miejsc: samozwańczy oswobodziciele stają się kastą pasożytniczą która wprowadza zamordyzm, usuwa jednostki niewygodne, piętnuje je lub brutalnie spycha na margines – w nędzę i zapomnienie; kwitnie korupcja, nepotyzm, układy i układziki. Zamiast sukcesu gospodarczego, jest głód i klepanie biedy. Fundamentalizm religijny nie pomaga, podobnie jak kompletny brak sensownej kontroli narodzin i nieprzemyślana, źle realizowana edukacja publiczna. Zapewne byłoby dla Zanzibaru lepiej, gdyby pozostał sułtanatem związanym z Wielką Brytanią. Gdyby stopniowo dochodził do pełnej demokratyzacji, zaczynając od wprowadzenia powszechnej, darmowej i obowiązkowej edukacji. Wykształcenia wielopokoleniowych, czarnych elit, lokalnych specjalistów i świeckich społeczników, sensownego zagospodarowania zajmowanej przestrzeni, zbudowania sieci trwałych połączeń gospodarczych, i wejścia w rolę pomostu między Afryką a światem islamu. Lokalna ludność i potomkowie niewolników nie ulegli arabizacji, nie pochłonęło ich muzułmańskie dziedzictwo, a jednocześnie, paradoksalnie – zachłysnęli się islamem. I dziś, ze szkodą dla siebie, swoich matek, żon, córek i sióstr, tworzą jedną z bardziej konserwatywnych, zacofanych społeczności. _______________________ * Nawet dziś, to co jest tam architektonicznie i kulturowo najatrakcyjniejsze, to pozostałości po potomkach przybyszy z Omanu i Brytyjczykach, stawiających budynki w stylistyce muzułmańskiej. • UWAGI (wyd. 2011): str. 19 – „siódmego – ósmego” (siódmego-ósmego); str. 27 – wówczas jeszcze nie indonezyjskich, Indonezja powstanie po II wojnie światowej; str. 62 – ta ozdoba (widoczna na sąsiedniej stronie) nie wygląda jak korona, to raczej splot roślinny; str. 66 – to nie ściana, ale rozwijane tło (sugeruje to specyfika pracy w zakładzie fotograficznym, oraz lewa strona zdjęcia); str. 70 – przesiedział się (przesiedział sobie?); str. 73 – po co pada tu bezsensowna uwaga o naturze śmierci, zdanie powinno się kończyć po słowach „potwierdza tę teorię”; str. 76 – Anglika (Szkota); str. 84-85 – na fotografii widzimy słupek do cumowania, to sugeruje że patrzymy na nadbrzeże, a być może pokład jednostki, nie wnętrze pokoju, w tle jest olinowanie (na str. 374, w spisie fotografii, czytamy, że mężczyzna znajduje się na pokładzie statku Malwa!); str. 100 – Anglikiem (Brytyjczykiem/Walijczykiem); str. 113 – Arabia Saudyjska powstała dziesięć lat po śmierci Kirka; str. 168 – „Stolica Zanzibaru, Zanzibar, leży, jak wiemy, na wschodnim brzegu wyspy Ungui” – miasto znajduje na zachodnim brzegu, po drugiej stronie cieśniny jest kontynent; str. 173 – Zambii (Rodezji Północnej); str. 181 – „[…] dzieci od trzech różnych żon” (...z trzech różnych żony?); str. 199 – „Boże, zbaw Królową”, tj. God Save the Queen, Boże, chroń Królową – „zbawić” to wg słownikowej definicji „ocalić, uratować, odkupić (od potępienia wiecznego)” (https://sjp.pl/zbawić) i w tym trzecim rozumieniu używa się go najpowszechniej, „save” to najczęściej zachować, zapisać, uratować; str. 210 – nie pochodzący (niepochodzący); str. 208 – przez (przed); str. 314 – niewielką-niewielki (brzydkie powtórzenie); str. 333 – kontynuacja wypowiedzi Matyldy od kolejnego myślnika (nawet jeśli są to osobne całości, nie ma powodu by nie skleić ich w jedną). Wszystkie przypisy, umieszczone na końcu książki, oznaczone są w tekście gwiazdkami (nie numerkami) – co za idiotyczny pomysł?
Gracjan - awatar Gracjan
ocenił na69 miesięcy temu
Wywiad z władzą Oriana Fallaci
Wywiad z władzą
Oriana Fallaci
„Wywiad z władzą” Oriany Fallaci to zbiór rozmów, które nawet po latach rażą aktualnością i siłą przekazu. Autorka spotyka się z ludźmi stojącymi na absolutnych szczytach polityki i historii – od rewolucjonistów i dyktatorów po przywódców demokratycznego świata. Nie interesuje jej tworzenie pomników ani wygładzone autoportrety rozmówców. Każdy wywiad jest konfrontacją, w której władza zostaje wystawiona na próbę a czytelnik dostaje rzadką okazję zajrzenia za kulisy decyzji, ideologii i osobistych obsesji ludzi decydujących o losach milionów. Styl Fallaci jest jej największą siłą. Jest bezlitosna, niecierpliwa wobec kłamstw i uników, prowokuje, naciska i drąży aż rozmówcy zaczynają się gubić, denerwować lub odsłaniać swoje prawdziwe oblicze. Legendarne wywiady z Chomeinim czy Kaddafim pokazują jak skutecznie potrafiła zdejmować aureolę „nietykalności” z postaci uznawanych za półbogów lub potwory niezdolne do rozmowy. Cennym uzupełnieniem są też fragmenty autobiograficzne, w których Fallaci opisuje ile upokorzeń, manipulacji i ryzyka kosztowało ją doprowadzenie tych spotkań do skutku. Imponująca jest także lista rozmówców: Ariel Szaron, Bobby Kennedy, Deng Xiaoping, Dalajlama – postacie skrajnie różne a jednak połączone jednym: realnym wpływem na świat. Szczególnie interesujące są wątki polskie. Rozmowa z Mieczysławem Rakowskim jest bezpardonowym obnażeniem języka władzy i partyjnego cynizmu a wywiad z Lechem Wałęsą momentami kompromitujący – pełen pychy i niepotrzebnej arogancji, choć Fallaci zaskakująco często obchodzi się z nim łagodniej niż można by się spodziewać. To pokazuje, że autorka nie pisze pod tezę lecz reaguje na konkretnego człowieka i sytuację. „Wywiad z władzą” to nie tylko zapis rozmów ale przenikliwa analiza mechanizmów rządzących światem: strachu, ambicji, ideologii i przemocy ukrytej za wielkimi słowami. Książka boleśnie uświadamia jak bardzo dziś brakuje dziennikarzy formatu Fallaci – nieustępliwych, odważnych, gotowych patrzeć przywódcom na ręce i rozliczać ich bez taryfy ulgowej. Trudno nie snuć myśli jak wyglądałyby jej rozmowy z Trumpem czy Putinem. To lektura wymagająca, niewygodna i niezwykle potrzebna – zwłaszcza w czasach, gdy władza coraz rzadziej bywa naprawdę przepytywana.
Queequeg - awatar Queequeg
ocenił na82 miesiące temu
Przejrzeć Anglików. Ukryte zasady angielskiego zachowania Kate Fox
Przejrzeć Anglików. Ukryte zasady angielskiego zachowania
Kate Fox
Dla miłośniczki Monty Pythonów i wielbicielki Agaty Christie, ta książka to prawdziwa perełka. Autorka – antropolog społeczna, w bardzo humorystyczny sposób usiłowała wycisnąć jak cytrynę samą esencję „angielskości”. I chyba jej się całkiem udało. Temat po temacie przechodzimy przez kolejne kręgi piekieł, jakimi są dla Anglika: praca, zabawa, podróże, wizyty w pubach, wreszcie – kontakty społeczne; właściwie wszystko, co uniemożliwia Anglikowi bycia we własnym domu, wyłącznie we własnym towarzystwie.. Według Fox, typowy Anglik jest pełen rezerwy i podszyty społeczną fobią, co z jednej strony czyni go pełnym zasad i bardzo uprzejmym człowiekiem, a z drugiej – może objawiać się skrajnym chuligaństwem i piciem alkoholu do nieprzytomności (ach te angielskie wycieczki do Krakowa…!). Wszystko dla uciszenia wrodzonej rezerwy i przełamania barier. Mnóstwo cech Anglików wynika, według autorki z ich fascynacji „klasą” i ciągłej żądzy wspinania się po drabinie społecznej. Towarzyszy tym żądzom lekkie zażenowanie i ogromna hipokryzja – stąd specyficzne, podszyte autoironią i sarkazmem poczucie humoru, stąd nieskończone „sorry”, wtrącane w niemal każde zdanie, stąd hiper-uprzejmość, udawana skromność, podkreślanie bycia „fair”, leciutkie (oczywiście perfekcyjnie udawane) lekceważenie własnych osiągnięć i sukcesów. Oznaki przynależności do danej klasy społecznej niekoniecznie wiążą się ze statusem majątkowym ale wyrażają w tysiącach drobnych, subtelnych zachowań, upodobań, sposobów spędzania wolnego czasu, wyboru drinków, ubrań, używania specyficznych słów. Nawet test zielonego groszku wymyślili, ha! Nie mam niestety dobrych wiadomości dla naszej znanej w Polsce Hiacynty – Kubeł – Żakiet – Bukiet; ta biedaczka jeszcze bardzo długo będzie się wspinała w stronę niedosiężnej klasy wyższej i pewnie nie dotrze tam nigdy. A najbardziej spodobał mi się tekst, praktycznie podsumowujący wszystkie najważniejsze cechy angielskiego dżentelmena – Anglik, który stoi w kolejce robi praktycznie wszystko, czego się można po nim spodziewać – pilnuje swojego nosa, żyje i daje żyć innym, nie przepycha się, więc daje innym równe szanse, gra fair, czeka cierpliwie, więc spełnia swój obowiązek wobec innych – spoko gość! Kochajmy Anglików i ich dziwactwa!
Katarzyna Anna - awatar Katarzyna Anna
oceniła na72 lata temu

Cytaty z książki Moje gawędy o sztuce: dzieła, twórcy, mecenasi: wiek XV-XVI

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Moje gawędy o sztuce: dzieła, twórcy, mecenasi: wiek XV-XVI