Farmerskie córki

Okładka książki Farmerskie córki autorstwa William Carlos Williams
Okładka książki Farmerskie córki autorstwa William Carlos Williams
William Carlos Williams Wydawnictwo: Czytelnik Seria: Nike literatura piękna
357 str. 5 godz. 57 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Seria:
Nike
Tytuł oryginału:
Farmers' Daughters
Data wydania:
1970-05-01
Data 1. wyd. pol.:
1970-05-01
Liczba stron:
357
Czas czytania
5 godz. 57 min.
Język:
polski
Tłumacz:
Krystyna Tarnowska
Wybór opowiadań, stanowiących obrazki z życia prostych ludzi, z którymi autor, jako praktykujący lekarz, stykał się na co dzień. Bohaterami są więc często pacjenci, zarówno dorośli, jak i dzieci, a także lekarze z ich stosunkiem do wykonywanej pracy. Z całej twórczości Williama Carlosa Williamsa, oryginalnej i nowatorskiej w formie, przebija głęboki humanizm.

ZAWARTOŚĆ
1. Na jarmarku
2. Bawoły
3. Hulanka jak za dawnych lat
4. Dusza i ciało
5. Czarne dziewczyny z Passenack
6. Potomek królów
7. W kolorze różowym i niebieskim
8. Stary doktor Rivers
9. Siła
10. Noc czerwcowa
11. Świt innego dnia
12. Żeby zasnąć
13. Trudne, samodzielne życie
14. Cztery butelki piwa
15. Na froncie
16. Rzecz właściwa
17. Danse pseudomacabre
18. Koniec świata
19. Brzemię urody
20. Ponad rzekę
21. Miejsce nie dla kobiet
22. Etatowa pielęgniarka
23. Gazeciarz imieniem Frankie
24. Pradawna pańskość
25. Krańcowe zakłopotanie
26. Lot dookoła świata
27. Rudzielec
28. Dobre dawne czasy
29. Szczęśliwa odmiana
30. Lena
31. Zoo
32. Farmerskie córki
Średnia ocen
7,1 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Farmerskie córki w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Farmerskie córki

Średnia ocen
7,1 / 10
17 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinie i dyskusje o książce Farmerskie córki

avatar
640
225

Na półkach: , ,

Kieszonkowy zbiór opowiadań amerykańskiego poety, pisarza, eseisty, dramaturga i pediatry, z hellenistyczną Nike z Samotraki na okładce, przepełniony tęsknotą za czymś utraconym, urodzony w roku 1883 w Rutherford w stanie New Jersey syn emigranta z Anglii i emigrantki z Puerto Rico przemawia do czytelnika językiem codzienności, nad przypochlebny estetyzm przedkłada surową brzydotę i ubóstwo.

Wyciszony, momentami dosadny, czuły ton.

Zbiór zamyka opowiadanie „Farmerskie córki”.

Kieszonkowy zbiór opowiadań amerykańskiego poety, pisarza, eseisty, dramaturga i pediatry, z hellenistyczną Nike z Samotraki na okładce, przepełniony tęsknotą za czymś utraconym, urodzony w roku 1883 w Rutherford w stanie New Jersey syn emigranta z Anglii i emigrantki z Puerto Rico przemawia do czytelnika językiem codzienności, nad przypochlebny estetyzm przedkłada surową...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1695
733

Na półkach: , , ,

Wymyśliłam sobie, że będąc w antykwariatach będę sięgać po przypadkowe tytuły z Nike – moja lipcowa wizyta zaowocowała "Farmerskimi córkami", i była to świetna niespodzianka. To zbiór opowiadań, momenty z życia zwykłych ludzi okiem poety/lekarza. Niby nic nadzwyczajnego, zwykłe ludzkie losy, ale po każdym opowiadaniu miałam jakiś totalny zonk w głowie. Williams zostawia swoje opowieści w zawieszeniu. Urywa w dziwnych momentach, często nie domyka, mamy wrażenie, że zajrzeliśmy w czyjeś życie i zostaliśmy z... pustką. Z jakimś przekazem, bez żadnego słowa zakończenia. Chyba pierwszy raz spotkałam się z takim podejściem do czytelnika – zostawić go ze zdaniem w powietrzu, gdy nabieram tchu, żeby jeszcze coś powiedzieć – tylko, że nie ma co, bo autor wszystko co chciał, to powiedział. Czasami w bardzo nieoczywisty sposób. (Rozwodzę się nad tym, a chodzi po prostu o to, że u Williamsa często nie ma puenty, a człowiek nauczony, że przeważnie jest... ;))

Wymyśliłam sobie, że będąc w antykwariatach będę sięgać po przypadkowe tytuły z Nike – moja lipcowa wizyta zaowocowała "Farmerskimi córkami", i była to świetna niespodzianka. To zbiór opowiadań, momenty z życia zwykłych ludzi okiem poety/lekarza. Niby nic nadzwyczajnego, zwykłe ludzkie losy, ale po każdym opowiadaniu miałam jakiś totalny zonk w głowie. Williams zostawia...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
592
35

Na półkach: , ,

Bezpretensjonalna proza afirmująca zwykłe, proste życie. Sytuuje się gdzieś pomiędzy poezją Edgara Lee Mastersa, a minimalistyczną prozą Raymonda Carvera. (Może kiedyś napiszę coś więcej, bo o takich - zapomnianych książkach - pisać warto, a nawet trzeba).

Bezpretensjonalna proza afirmująca zwykłe, proste życie. Sytuuje się gdzieś pomiędzy poezją Edgara Lee Mastersa, a minimalistyczną prozą Raymonda Carvera. (Może kiedyś napiszę coś więcej, bo o takich - zapomnianych książkach - pisać warto, a nawet trzeba).

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

81 użytkowników ma tytuł Farmerskie córki na półkach głównych
  • 59
  • 22
22 użytkowników ma tytuł Farmerskie córki na półkach dodatkowych
  • 11
  • 3
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Farmerskie córki

Inne książki autora

Okładka książki O krok od nich. Przekłady z poetów amerykańskich John Ashbery, John Berryman, John Cage, Edward Estlin Cummings, Allen Ginsberg, Kenneth Koch, Robert Lowell, Frank O’Hara, Charles Reznikoff, David Schubert, James Schuyler, Piotr Sommer, William Carlos Williams
Ocena 8,1
O krok od nich. Przekłady z poetów amerykańskich John Ashbery, John Berryman, John Cage, Edward Estlin Cummings, Allen Ginsberg, Kenneth Koch, Robert Lowell, Frank O’Hara, Charles Reznikoff, David Schubert, James Schuyler, Piotr Sommer, William Carlos Williams
Okładka książki Od Walta Whitmana do Boba Dylana. Antologia poezji amerykańskiej A.R. Ammons, John Ashbery, Wystan Hugh Auden, Stanisław Barańczak, John Berryman, Elizabeth Bishop, Anne Bradstreet, Gwendolyn Brooks, William Cullen Bryant, Amy Clampitt, Hart Crane, Stephen Crane, Robert Creeley, John Crowe Ransom, Edward Estlin Cummings, James Dickey, Emily Dickinson, Alan Dugan, Bob Dylan, T.S. Eliot, Ralph Waldo Emerson, Philip Freneau, Robert Frost, Allen Ginsberg, Robert Hayden, Anthony Hecht, Langston Hughes, Randall Jarrell, Robinson Jeffers, Donald Justice, X. J. Kennedy, Francis Scott Key, Kenneth Koch, Philip Levine, Henry Wadsworth Longfellow, Robert Lowell, Archibald MacLeish, Edgar Lee Masters, Herman Melville, James Merrill, Marianne Moore, Ogden Nash, Howard Nemerov, Frank O’Hara, Robert Pinsky, Sylvia Plath, Edgar Allan Poe, Cole Porter, Ezra Pound, Charles Reznikoff, Adrienne Rich, Edwin Arlington Robinson, Theodore Roethke, Carl Sandburg, Anne Sexton, Charles Simic, Louis Simpson, Edna St. Vincent Millay, William Stafford, Wallace Stevens, Mark Strand, Henry David Thoreau, Jean Toomer, John Updike, Derek Walcott, Phillis Wheatley, Walt Whitman, Richard Wilbur, William Carlos Williams, James Wright
Ocena 7,7
Od Walta Whitmana do Boba Dylana. Antologia poezji amerykańskiej A.R. Ammons, John Ashbery, Wystan Hugh Auden, Stanisław Barańczak, John Berryman, Elizabeth Bishop, Anne Bradstreet, Gwendolyn Brooks, William Cullen Bryant, Amy Clampitt, Hart Crane, Stephen Crane, Robert Creeley, John Crowe Ransom, Edward Estlin Cummings, James Dickey, Emily Dickinson, Alan Dugan, Bob Dylan, T.S. Eliot, Ralph Waldo Emerson, Philip Freneau, Robert Frost, Allen Ginsberg, Robert Hayden, Anthony Hecht, Langston Hughes, Randall Jarrell, Robinson Jeffers, Donald Justice, X. J. Kennedy, Francis Scott Key, Kenneth Koch, Philip Levine, Henry Wadsworth Longfellow, Robert Lowell, Archibald MacLeish, Edgar Lee Masters, Herman Melville, James Merrill, Marianne Moore, Ogden Nash, Howard Nemerov, Frank O’Hara, Robert Pinsky, Sylvia Plath, Edgar Allan Poe, Cole Porter, Ezra Pound, Charles Reznikoff, Adrienne Rich, Edwin Arlington Robinson, Theodore Roethke, Carl Sandburg, Anne Sexton, Charles Simic, Louis Simpson, Edna St. Vincent Millay, William Stafford, Wallace Stevens, Mark Strand, Henry David Thoreau, Jean Toomer, John Updike, Derek Walcott, Phillis Wheatley, Walt Whitman, Richard Wilbur, William Carlos Williams, James Wright
Okładka książki ...opiewam nowoczesnego człowieka. Antologia poezji amerykańskiej. Wiersze amerykańskie od Poego, Whitmana i Emily Dickinson do poetów dzisiejszych John Ashbery, Wystan Hugh Auden, Imamu Amiri Baraka, John Berryman, Elizabeth Bishop, Robert Bly, Gregory Corso, Hart Crane, Stephen Crane, Robert Creeley, John Crowe Ransom, Edward Estlin Cummings, James Dickey, Emily Dickinson, Robert Duncan, T.S. Eliot, Paul Hamilton Engle, Kenneth Fearing, Lawrence Ferlinghetti, Robert Frost, Allen Ginsberg, Langston Hughes, Randall Jarrell, Robinson Jeffers, Donald Justice, Jack Kerouac, Denise Levertov, Philip Levine, Vachel Lindsay, Lou Lipsitz, Amy Lowell, Robert Lowell, Archibald MacLeish, Edgar Lee Masters, James Merrill, Thomas Merton OCSO, W.S. Merwin, Marianne Moore, Charles Olson, Frank O’Hara, Kenneth Patchen, Sylvia Plath, Edgar Allan Poe, Conrad Potter Aiken, Ezra Pound, Carl Rakosi, Kenneth Rexroth, Charles Reznikoff, Adrienne Rich, Edwin Arlington Robinson, Theodore Roethke, Carl Sandburg, Delmore Schwartz, Anne Sexton, Karl Jay Shapiro, Charles Simic, Louis Simpson, Gary Snyder, Gertrude Stein, Wallace Stevens, Genevieve Taggard, Allen Tate, David Russell Wagoner, Diane Wakoski, Walt Whitman, Richard Wilbur, William Carlos Williams, James Wright, Louis Zukofsky
Ocena 8,9
...opiewam nowoczesnego człowieka. Antologia poezji amerykańskiej. Wiersze amerykańskie od Poego, Whitmana i Emily Dickinson do poetów dzisiejszych John Ashbery, Wystan Hugh Auden, Imamu Amiri Baraka, John Berryman, Elizabeth Bishop, Robert Bly, Gregory Corso, Hart Crane, Stephen Crane, Robert Creeley, John Crowe Ransom, Edward Estlin Cummings, James Dickey, Emily Dickinson, Robert Duncan, T.S. Eliot, Paul Hamilton Engle, Kenneth Fearing, Lawrence Ferlinghetti, Robert Frost, Allen Ginsberg, Langston Hughes, Randall Jarrell, Robinson Jeffers, Donald Justice, Jack Kerouac, Denise Levertov, Philip Levine, Vachel Lindsay, Lou Lipsitz, Amy Lowell, Robert Lowell, Archibald MacLeish, Edgar Lee Masters, James Merrill, Thomas Merton OCSO, W.S. Merwin, Marianne Moore, Charles Olson, Frank O’Hara, Kenneth Patchen, Sylvia Plath, Edgar Allan Poe, Conrad Potter Aiken, Ezra Pound, Carl Rakosi, Kenneth Rexroth, Charles Reznikoff, Adrienne Rich, Edwin Arlington Robinson, Theodore Roethke, Carl Sandburg, Delmore Schwartz, Anne Sexton, Karl Jay Shapiro, Charles Simic, Louis Simpson, Gary Snyder, Gertrude Stein, Wallace Stevens, Genevieve Taggard, Allen Tate, David Russell Wagoner, Diane Wakoski, Walt Whitman, Richard Wilbur, William Carlos Williams, James Wright, Louis Zukofsky
William Carlos Williams
William Carlos Williams
Amerykański poeta związany z modernizmem, imagizmem i obiektywizmem. Krytykował przeintelektualizowanie poezji, postulował pisanie dla zwykłych ludzi. Twierdził, że należy pisać tak jak się podoba ("zmienna stopa" w wierszu). W jego koncepcji wiersz był polem, płaszczyzną, na której umieszcza się obraz. Na język polski tłumaczyli jego poezje m.in. Julia Hartwig i Leszek Engelking.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy Farmerskie córki przeczytali również

Zimowe królestwo Philip Larkin
Zimowe królestwo
Philip Larkin
Ach literatura, ta sztuczka magiczna, ezoteryczna, wystarczy jakoby dobrać zgrabnie słowa te ładne i piękne - wzywają mnie - jak kwiaty na łące, aniołów oczy i zestroić je cudem we frazę co błyszczy na niebie gwiazdozbiorem. Księżycowe krople na mą duszę i spacer. Materia wczesnego poranka, coraz bardziej przejrzysta, jezioro lśni jak zwierciadło, wysoko na niebie samolot niczym maleńki srebrny opiłek, iskra wykrzesana z ciszy. Cień nagle okrył dolinę, płyną obłoki szybko niby myśli, połyskliwy deszcz, szept drzew, skradzione na chwilkę słońce. Kuliki lecące od wschodu krzyknęły chyba na powitanie, jazda rowerem nad rzekę, na drugim jej brzegu gałęzie wierzby płaczącej zwieszają się tworząc namiot nad butwiejącym czółnem. Błogie wspomnienie, nastrój dawnych dni, zapach wodorostów, powiew nostalgii. I ta wspaniała dziewczyna poznana zimą w czasie wojny, kiedy jedyne światło zdawało się pochodzić z zalegającego w zaspach śniegu. I z Niej. Udało się ją przywołać, wyczarować z listnych gałązek, z lśnień wody, z promieni słońca. Stała daleka, utkana z cieni, ciemnozielone lasy okrywały wzgórza. A w dole rzeki schyłek dnia, złote światło odbija się od wody, ukazując roje owadów unoszących się na przezroczystych skrzydłach. Cała społeczność ptaków śpiewających szuka schronienia w szmaragdowych koronach drzew. Pohukiwanie puszczyków tajemniczo witających zmierzch. I my. Przepych baśniowej krainy. Księżyc świeży wydobyty prosto z mennicy, a gdy zmroczył się krajobraz, nadał mgle kolor perłowy. I znowu zima, napięta chłodem czasza powietrza, obojętna, skorupa mrozu, zawieszona udręka, w ciemności górującej jak katedra, kim jest ta dziewczyna? W spiralach niepamięci zadrgał słaby krzyk. A w białym, przejmującym świetle latarni w jasnoniebieskiej tęczówce szła po kamieniach bruku obłożonych brudnymi płachtami śniegu drobna jej postać, taka samotna. Zachwycająca, senna odyseja.
Yulquen - awatar Yulquen
ocenił na102 miesiące temu
Głosy. Monologi Claudio Magris
Głosy. Monologi
Claudio Magris
Oniryczno-poetycko-metafizyczne cztery opowiadania włoskiego Autora, którego dotychczas znałem z wybitnego „Dunaju” – błyskotliwego eseju nt. ludzi i kultur, choć pośrednio związanych z tą aortą także i naszej części Europy. Tu też jest znakomicie, to literatura wysokiej próby. Autor (czasami może się upaja erudycją, ale jedną wadę każdy może mieć, zwłaszcza wybaczalną) nie zapomina, do czego mu najbliżej. Nie przypadkiem świat przedstawiony wydaje się cały zanurzony w typowo środkowoeuropejskiej melancholii, nawet jak w niektórych tekstach w ogóle nie ma jego (i mojej) ulubionej Mitteleuropy. „Nie urodził się ani nie żył w tej panońskiej atmosferze, dusznej i gęstej, w tej zadymionej knajpie, gdzie jedzenie jest paskudne, a alkohol jeszcze gorszy, lecz dobrze ci tam, bo na zewnątrz pada deszcz i wieje wiatr, a na dworze i w życiu pada i chłód przenika cię na wylot”. To kolejna moja lektura, gdzie fabuła służy jedynie za osnowę rozważań o człowieku i jego odwiecznym przeznaczeniu. Ceniąc sobie nade wszystko wyrafinowany styl, nie mogłem doznać zawodu. Zdania dłuższe tu niż życie człowieka, choć znowu nie aż tak skomplikowane… Tematy tu klasyczne: nasze mity, obsesje, lęki, a jeśli tak, to także i miłość, czy też to, co powszechnie przyjęło się za nią uznawać. „Miłość ma swoją gramatykę, ale nie zna trybów i czasów, jedynie formy czasownikowe, a raczej tylko jedną - bezokolicznik, kiedy się kocha, to na zawsze, i tyle. Jakakolwiek miłość jakiegokolwiek rodzaju. Nieprawda, że ci przechodzi, nic nie przechodzi i to właśnie jest niekiedy prawdziwym nieszczęściem, wleczesz ją za sobą, podobnie jak życie”. „Nie żałuję tego, kto zaraz wyciągnie kopyta, jak i nie zazdroszczę temu, kto dalej pcha swoją taczkę, nie obchodzi mnie też, do której grupy ja sam należę”. „Każdy epilog z reguły jest szczęśliwy, ponieważ jest epilogiem”. „Trochę się wstydziłem, bo zanim wyszedłem z morza, zachciało mi się sikać do wody, a to u nas jest grzechem, niewielkim, ale grzechem”. „Jest jeszcze jedenaste przykazanie, proszę pana, nakazujące czasami uderzyć człowieka, biada, kiedy wybierzemy zły moment, ale biada też, kiedy nie postąpimy zgodnie z tym przykazaniem, kiedy trzeba”. „Niech Bóg przeklnie słowa, które uruchamiają rzeczy większe niż one same, i to przeczy paskudne”. „Nie miała pojęcia, że pada ofiara oszustwa, ale przynajmniej nie wiedziała, że sama oszukuje, ja zaś wiedziałem, że oszukuję”. Najbardziej do mnie trafiły („Głosy”) zwierzenia człowieka na tyle zaburzonego, że jedyną interakcją z innymi jest słuchanie głosów kobiet, w których się zakochuje – w głosach, nie w kobietach - i to wyłącznie nagranych na tzw. telefoniczną sekretarkę (niektórzy z nas jeszcze pamiętają to przedpotopowe urządzenie). Gdy któraś akurat odbierze, choć dzwoni zawsze w ciągu dnia, gdy powinny być w pracy, natychmiast odkłada słuchawkę. „Tylko głosy się liczą. Więcej, tylko one istnieją. Ciała zdają się robić dużo hałasu i zajmować wiele miejsca”. „Głosy są wszędzie, rzeczywiste, cielesne, dochodzą zewsząd, atakują, uciszają się, udają, że milkną i nagle znów je słychać”. „Tutaj zaś wszyscy dzwonią bez przerwy, dzwonią, aby dręczyć, rozkazywać, gnębić, nie pozwolić nam oddychać, wąchać, dotykać, smakować, kochać”. „W biurze sam muszę odpowiadać na telefony, przełączać rozmowy, udzielać informacji, odbierać wiadomości, podnosić lewą ręką słuchawkę, podczas gdy w prawej trzymam drugą i z kimś rozmawiam, za chwilę dzwoni trzeci telefon, przytrzymuję słuchawkę między ramieniem a uchem, kolejne dzwonki, to nie do wytrzymania, głosy rozlegają się zewsząd, każdemu wydaje się, że jest najważniejszy, żąda, aby się zająć tylko nim, głosy aroganckie, zachłanne, skrzekliwe, otępiałe”. Świetne także ostatnie opowiadanie „Teraz chyba pan zrozumie”),będące wariacją na temat mitu orfickiego. Narratorką jest swoista współczesna Eurydyka, zwracająca się wprost do szefa wszystkich szefów, kogoś na kształt zarządzającego zaświatami, czyli „Przewodniczącego Fundacji”, utrzymującej to wszystko wkoło, czy - jak ktoś woli - także nad lub tez pod nami. Scenariusz mitu powtórzy się jak niegdyś…? „Pana nie widzę, panie Przewodniczący, nie wiem, gdzie pan jest i dlatego odwracam się chyba nie w tę stronę, co trzeba, i czasami nie słyszę pańskich słów”. „Bilet do raju kosztuje mało, wygody i atrakcje zapewnione, w niektórych wypadkach zniżki dla rodzin, zobaczycie, tam jest zupełnie inaczej, prawdziwe życie, które gdzie indziej nasze zakłamane i zepsute społeczeństwo zdążyło już zniszczyć”. „Tutaj nie wolno mieć nam zegarków ani kalendarzy, zabierają je nam przy wejściu, wszystko się dzieje teraz i nigdy”. „Wszyscy rozkoszują się własną nadwrażliwością i wzruszają na widok cierpień innych, których niechcący zranili”. „Świat jest hotelem na godziny”. „Nie, nie przyszedł, aby mnie uratować, lecz aby uratować siebie samego”. „Jak miałam mu powiedzieć, że tu w środku, z wyjątkiem o wiele słabszego światła, jest tak samo, jak na zewnątrz”.
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na71 rok temu
Bullet Park John Cheever
Bullet Park
John Cheever
Ci, którzy czytali opowiadania Johna Cheevera, nie powinni się dziwić, że tematem jego powieści (a połyka się ją jak dobrze wysmażonego w przydomowym grillu, polanego sosem o tajemnej recepturze pani domu hamburgera, wśród wiwatów sąsiadów, roznoszonych przez starszego syna drinków, w których stężenie procentowe godne jest największej pochwały, a rozdawane zewsząd uśmiechy świadczą o radości i szczęściu, którego inaczej nie można przecież okazać, gdzie słońce odbija się od wywoskowanej karoserii zaparkowanego na podjeździe cheviego, a uprzednio spożyte kapsułki z cennym proszkiem w swym zielonkawym środku, przepisane i skrycie dostarczone przez podającego się za doktora dealera, obiecują wszystkim tu obecnym godziny wyzbyte z lęków i trosk o pieniądze, kochankę i syna, który, nie daj Boże, okaże się miłośnikiem umięśnionych futbolistów),są amerykańskie suburbia, tytułowa mieścina, położona gdzieś w okolicach Nowego Yorku i zasiedlający ją ludzie. Obdziera Cheever amerykańską rodzinę jak cebulę, zrywa ładne obicia z twarzyczek dam i świeżo wygolonych policzków gentlemanów, pokazując ukrytą za fasadą przerażającą pustkę. Nicość skąpaną w oceanach alkoholu i innych wspomagaczy, słoneczek dobrej nadziei. Pruderyjni na pokaz, wewnątrz namiętni i rozgoryczeni miłością małżeńską, kochający swe dzieci, bo tak się nakazuje, zupełnie nie rozumiejący ich świata, który coraz bardziej opływa w dostatek, a coraz mniej w zwykłe rodzicielskie oddanie. Przedziwny to czas powojennych lat pięćdziesiątych, świat wypełniony młodymi wojennymi wdowami, ludzi o psychice kruchej jak miśnieńska porcelana. To opowieść o zwykłej amerykańskiej rodzinie, w której któregoś dnia nastolatek wpada w depresję i postanawia już nigdy nie wstawać z łóżka, żona nowego sąsiada kompromituje go podczas przyjęcia zapoznawczego, a ktoś zaś inny postanawia ukrzyżować chłopaka na kościelnych drzwiach. Nakręcające się szaleństwo, demaskująca fasadowość amerykańskiego życia – Cheever jest w tym mistrzem absolutnym. Jest w „Bullet Park” nieco z Franzena i Rotha, pełnokrwista amerykańska powieść (może nie aż tak dobra jak opowiadania z tomu „Wizja świata”),choć do połknięcia na raz.
Marcin Masłowski - awatar Marcin Masłowski
ocenił na711 miesięcy temu
Poznawanie cierpienia Carlo Emilio Gadda
Poznawanie cierpienia
Carlo Emilio Gadda
Ja piórkuję, co tu się dzieje, hmm zupełne oszołomienie, awangarda, nowa planeta, nie polecam, to dla piszącego te słowa misia literatura, co dostraja się szybko do stylu Gaddy jak w złocistym piecu jesieni gruszka butirro dojrzewa. Antycypacja chyba Pynchona, słowa szaleją, obrazy podlatują i czmychają, jak te cudne zimorodki nad mazurską rzeką. A tak w zarysie; Gonzalo zubożały markiz, inżynier, chyba pisarz także, cierpi i matkę bodaj dręczy, ma humory, w zrujnowanej willi - belki w stylu hiszpańskim ubrane w pajęczyny jak w zapasowe żagle, rozpięte na podróż po Morzu Ciemności - a bo się ponoć martwi, wszędzie same świnie i nudziarze, ple-ple przy giczy cielęcej z risottem, cały kielich tej masy głupoty oddal jednak Panie. Zaabonować synka chcą, by strzec niby willi i matki nocą przed szabrownikami po wojnie z Parapagalem, a taki zły duch przeskoczy przez murowane ogrodzenie upstrzone odłamkami butelek, zawadzi przyrodzeniem i gotowy tężec i też mu płać odszkodowanie, a wolność gdzie? Nad listowiem krzaków, gromadą drzew, pełnych snu i mroku, a może pradawnego spokoju, niesiony wdziękiem anioł przelatuje, o niemych powiekach, cienistych skrzydłach, którego kształty uformowała noc, a ten śmierdziel peon Jose obija kijem okrutnie migdałowce, a rankiem twierdzi, że to grad i wiatr tak hulał, no strącał. I jajek w kurniku nie uświadczysz prawie, a markiz wściekły oskarżał koguta o opieszałość genetyczną i perwersję, a kury o to, że są lesbijkami i k...... jeszcze. I tak od dziecka, ohyda tłumów na karuzelach, wata cukrowa kręcona w brudnych łapach. Co za cierpienie, właściwe ziemi, po której błądzą światła i cienie. Ale, ale, piękna przecież okolica. Nad światem, nosicielem pszenicy i śpiewu, nieruchoma iluminacja tego prawie jeszcze lata. Wokół mgliste zębate Kordyliery. Kogut stanowczy świt przywołuje jak zwykle. Przy dróżce biegnącej w górę kwitną nie kończące się robinie. Dzwony oznajmiające południe poniosły na wzgórza, poza dachówki i dymienie kominów, boski łoskot glorii. Cykada na wiązie grając pełną parą rozprzestrzenia jasną nieskończoność sierpnia. Nieustanny szmer ziemi wydaje się stanowić jedno ze światłem. Tam opada zbocze, bardzo zielone, a za nim po krótkiej przerwie jezior kolejne dalej. Oślepione oko chce ścigać po nich jakąś nową bajkę, delikatną kruchą, na dalekich scenach, w mirażu uciekających perspektyw, okrążając niby w miłosnym rozboju, niebieskość owych gładkich sadzawek. Szum pinii i lip. Wszędzie świerszcze, mieszkańcy nieskończonej przestrzeni, dawczyni światła. I ta rezygnacja; cóż się stanie po niepotrzebnym trudzie, wojnie, pokoju i przeraźliwym cierpieniu? Po płomienistych zachodach dni i lat, zmęczonych elips? Rację miał czas. Och prowadzi on tam, gdzie się zapomina i jest się zapomnianym, poza domy i mury, wzdłuż upragnionej alejki cyprysów pod przeczystymi kroplami księżyca.
Yulquen - awatar Yulquen
ocenił na107 miesięcy temu
Wojna i wojna László Krasznahorkai
Wojna i wojna
László Krasznahorkai
Bardzo dobra książka. U mnie przeleżała na półce dość spory czas, sięgnąłem po nią w momencie, kiedy zrobił się boom na autora, nie mniejszy niż na Miłosza, kiedy otrzymała Nagrodę Nobla. Jak zaznaczyłem na wstępie, książka jest bardzo dobra, ale jednocześnie bardzo wymagająca. Autor tworzy bardzo długie zdania, co wymaga dużego skupienia. Świetny popis erudycji na trochę ponad 300 stronach zawarł sporą dawkę informacji z zakresu filozofii, mistycyzmu, mitologii, historii i mógłbym tak wymieniać i wymieniać. Książka opowiada o Korimie, węgierskim starszym archiwiści, który odnalazł dzieło literackie, które uważa za najważniejszy dokument, jaki do tej pory widział. Pragnie go opublikować w Internecie przed planowanym samobójstwem. Nie wszyscy, którzy porzucają wszystko i udają się do Nowego Świata to ludzie, którzy chcą zacząć wszystko od początku, są tacy, którzy chcą skończyć w centrum świata. Centrum świata dla Korima jest właśnie Nowy Jork. Być może to początki szaleństwa, bo zatracamy stopniowo różnicę między światem realnym i pełnym mistycznych przeżyć i wędrówek poprzez epoki za znalezionego dokumentu. Takim bogiem, który miesza wszystko ludziom, jest Hermes, ale jak powiedzieć komuś, np. lekarzowi, że wszystkiemu winny jest grecki bóg? Zastanawia się Korim. Dla mnie cały rozdział, w którym autor rozprawia na temat możliwości Hermesa, jest wręcz intrygujący. Podobnie jak przywołanie Wieży Babel obrazu Pietera Bruegla Starszego, którego malarstwem jestem zafascynowany. Obraz ten służy za zilustrowanie współczesnego NY. Książkę warto przeczytać, choć łatwa w odbiorze nie jest, z pewnością do nie wrócę jeszcze raz, bo jest niczym labirynty czy lustra Jorge Luisa Borgesa. Polecam
Dariusz Karbowiak - awatar Dariusz Karbowiak
ocenił na73 miesiące temu
Głoś to na górze James Baldwin
Głoś to na górze
James Baldwin
„Głoś to na górze” Jamesa Baldwina to zaledwie 24 godziny z życia czternastoletniego czarnego chłopaka z Harlemu. Jak wiele jednak można zmieścić w tak krótkim czasie! Całe długie lata historii rodziny Grimesów, historię niewolnictwa – znacznie przecież obszerniejszą, dojrzewanie młodych ludzi w opresyjnym systemie segregacji rasowej, sytuację kobiet w ultrapaternalistycznych rodzinach. „(…) mężczyźni sobie umierają, naturalnie, a my, kobiety, jak powiada Biblia, lamentujemy i chodzimy w żałobie. Mężczyźni umierają, ale my, kobiety, żyjemy dalej i staramy się zapomnieć o tym, co nam zrobili”. Dodajmy do tego bezkarną przemoc wobec czarnej ludności w kilkadziesiąt lat po zniesieniu niewolnictwa, w latach 30-tych XX wieku, bezradność generującą gniew i agresję. To jeszcze nie wszystko, a już wywołuje zawrót głowy. Opisywana doba rozrasta się więc i pęcznieje wydarzeniami, reminiscencjami, monologiem, także tym modlitewnym, skierowanym ku niebu, gdyż już tylko stamtąd spodziewać się można wybawienia: „Potrzebny tu jesteś, Panie, Przyjdź do nas” aby rozproszyć „(…) odgłos wielkiego gniewu i płaczu, wypełniających grób, wielkiego gniewu i płaczu uwolnionych z więzów czasu, ale uwięzionych teraz w wieczności; gniewu, który nie znał słów, i płaczu, który nie miał głosu, ale który mówił osłupiałej duszy Johna o bezgranicznej melancholii, o gorzkiej cierpliwości, o najdłuższej nocy; o najgłębszej wodzie, najmocniejszych łańcuchach, najokrutniejszej chłoście; o upokorzeniu najohydniejszym, o lochu najsekretniejszym, o splugawionym łożu miłości, o zbezczeszczonych narodzinach i o najkrwawszej, najwstrętniejszej nagłej śmierci”. Świat białych i świat czarnych to dwie, odległe o lata świetlne i zupełnie różne planety, osobne uniwersa, choć przecież usytuowane w obrębie jednego miasta, tych samych ulic, parków i dworców, a jednak, jeśli już zazębiające się, to tylko w ramach określonych z góry zasad podległości i pogardy. Bunt czarnego człowieka przybiera różne formy, nie tylko okrucieństwa i odwzajemnianej wrogości, to walka o godność, co najwyraźniej uwidacznia się w słowach jednego z bohaterów: „Postanowiłem sobie kiedyś, że nauczę się wszystkiego, co wiedzą te białe gnoje, i że będę to wiedział lepiej niż oni, żeby żaden biały skurwysyn nigdy i nigdzie nie mógł się przy mnie wymądrzać i żebym nie czuł się przy nim jak śmieć, żebym mógł mu wyrecytować alfabet z góry na dół i z dołu do góry, i jeszcze na skos”. Richard okazuje się zbyt wrażliwy na ten świat, w którym gwałt na czarnych kobietach, pobicia i zabójstwa czarnych mężczyzn, są na porządku dziennym i pozostają bezkarne. Czarna społeczność zamyka się więc i izoluje, z goryczą przyjmując swój los: „Wszystkie czarnuchy są przeklęte – przypomniał mu głos – bo wszystkie czarnuchy pochodzą od tego najmniej synowskiego z synów Noego”. Czy to głos z nieba, a może podsumowanie pokoleniowego doświadczenia? Czarni zwracają się więc do Boga, zakładają własne kościoły, tworzą zbory, organizują miejsca wspólnej modlitwy, jak „Świątynia Ognia Ochrzczonego”, wychodzą na ulice miast głosząc Bożą chwałę i przyciągając kolejnych wiernych do wspólnoty, która daje im poczucie jedności i bezpieczeństwa. To wiara protestancka, z ducha kalwinizmu, niezwykle purytańska, rygorystyczna i bliska Biblii, nam dzisiaj mniej znana, kojarzona głównie ze „Szkarłatną Literą” Hawthorne`a. Modlitwa jest tutaj prawdziwym misterium. Każdy uczestniczy w niej na swój sposób, powierzając się Bogu, zatracając w dialogu z Nim, osobistym, wszechogarniającym, pozbawiającym wręcz świadomości tu i teraz, przenoszącym na poziom wyższej duchowości. To przeżycie niesłychanie głębokie, na miarę katharsis, z którego wyłania się już całkiem nowy człowiek, znający szlak, jakim powinien podążać. Ojciec głównego bohatera, Gabriel, doznał takiego objawienia, jego syn po latach powtórzył to doświadczenie. Każdy z nich jednak zrozumiał je po swojemu. Dla Gabriela światłość oznacza nie tylko przebaczenie grzechów, ale i uświęcenie, wywyższenie, jakiego jego egocentryczna, żądna uznania dusza tak bardzo pragnie. John natomiast wyzwala się dzięki Bożemu światłu ze wszystkiego, co go ponad siły obciążało, więziło, dręczyło. Przede wszystkim z zapiekłej urazy do ojca, o którego miłość i uwagę całe lata bezskutecznie zabiegał. „Pielęgnował w sercu nienawiść i inteligencję, przy czym jedno żywiło się drugim”. Teraz, lekko i z nową nadzieją, może dalej żyć na swoich zasadach, realizować własne marzenia zamiast wizji ojca. Jest też w stanie wybaczyć mu lata upokorzeń, by toksyczne uczucia nie spowalniały jego kroków. Czytamy: „Więc zawiązałem buty I puściłem się w drogę” Wie, że było to najlepsze, co mógł dać mu Bóg – wolność. Widzimy przy tym, że purytańska czerń i biel nijak nie przystaje do ludzkiego życia, i świętego, i grzesznego zarazem, w którym wspinamy się, upadamy i wstajemy, by znów mozolnie się wspinać. Aż po kres naszych dni, albo do momentu krańcowego wyczerpania. Powieść Baldwina jest polifonią, dramatem rozpisanym na wielu aktorów, i choć głównym bohaterem jest młody John na progu przejścia, w procesie dojrzewania, podejmowania najważniejszych decyzji, to całą złożoność jego wyborów pojmujemy dopiero po wybrzmieniu historii okołorodzinnej, po wysłuchaniu Gabriela, trzech kobiet, które zaistniały w jego życiu oraz siostry, po poznaniu wielu jeszcze bohaterów drugiego planu, a także całego kontekstu wynikającego z wiary, kultury, społecznych i historycznych uwarunkowań. Przeszłość, również ta odległa, a także teraźniejszość, a w niej wiele oczekiwań, to klatka, z której John musi się uwolnić, by nie powielić losu ojca, braci i sporej części czarnej społeczności Ameryki. „Na dnie duszy Johna była przerażająca cisza, okropny ciężar, straszliwa niepewność. Nawet nie niepewność, jakby głębinowe, otchłanne drgnienie czegoś ogromnego, czarnego, bezkształtnego, co od wieków leżało martwe na dnie oceanu, a teraz zostało zbudzone dalekim, słabym powiewem wiatru szemrzącego „Wstań” Wszystko w tej powieści jest niezwykle intensywne. Czarny kolor i na jego tle rozbłysk olśniewającej bieli uśmiechu. Miłość do Boga, wyrażająca się w żarliwej modlitwie na granicy ekstazy, w tańcu, w śpiewie, brzęku tamburyna i rytmie klaszczących dłoni. Nienawiść do wszystkich przemocą wymuszających uległość; białych panów, ale też mężów, ojców i braci. Pragnienie wolności w zwarciu z poddańczą pobożnością. Wszystko to jest najpierwsze i najprawdziwsze, wyrwane prosto z duszy, podobnie jak momenty katharsis, przebłyski natchnienia i świadomość boskiej uwagi, przebaczenia, opieki. „Bóg jest wszędzie, przerażający, żywy Bóg”. W prozie Baldwina wybrzmiewa to, co czarni od lat noszą w sercach, co dziedziczą po ojcach, wysysają z mlekiem matek, a później przekładają na muzykę, na taniec, na zachrypnięty, jakby zraniony, poszarpany tembr głosu, głębokiego niczym z piekielnej otchłani. „Głoś to na górze” jest przejmującym bluesem czarnej literatury, który zrodził później „Umiłowaną” Toni Morrison czy „Śpiewajcie z prochów, śpiewajcie” Jesmyn Ward. To, czego nie są w stanie oddać same słowa, dopowiadają wylewające się spoza nich emocje, zaklęte w symbole i metafory, ale też spływające wraz ze łzami po twarzach bohaterów Baldwina, łzami naprzemiennie, to bezradnej rozpaczy, to ekstatycznej nadziei. Za egzemplarz książki dziękuję: https://sztukater.pl/
jazzwoman - awatar jazzwoman
ocenił na98 miesięcy temu
Starość Italo Svevo
Starość
Italo Svevo
Chciałem znaleźć w „Starości” Svevo – i z takim nastawieniem książkę nabyłem, historii o zmęczonym życiem mężczyźnie albo o przemijalnej radości z trwania, z której bohater zdaje sobie sprawę zbyt późno czyli historii, która tak jak w „Zeno Cosini” była wspaniałą i zmysłową poniekąd wyprawą. Czekałem na głodnego życia estetę-kontestatora, stłamszonego w triesteńskim biurze żmudną i nierokującą pracą krytyka sfer wyższych, a jednocześnie łaknącego choćby promienia duchowego bogactwa. Tymczasem „Starość” ma się nijak do starości i o starości w ogóle nie mówi. To, uwaga, romans, w którym jednak na pierwszy plan wysuwa się nie męski bohater lecz Angiolina. Svevo pisze historię niepoprawnej miłości Emiliana do panny, która nie posiada (już) dobrej reputacji. Prawdę mówiąc, z czym zresztą Emilian się nie kryje, u podstaw zawarcia znajomości tkwiła wyłącznie chęć uwiedzenia – dziewczyna była irytująca, pospolita, a nawet głupia (choć nogi miała zgrabne). Im jednak dalej Emilian zagłębiał się w tę niebezpieczną sferę zmysłów, tym ciężaru nabierały u niego wszelkie cechy zazdrośnika. Angiolina nie była jednak w ciemię bita – znalazła sobie starszego narzeczonego (wszak z małżeństwem wiązały się finansowe zyski),co nie przeszkadzało jej spacerować po parku nie tylko z coraz bardziej zagubionym i nieszczęśliwym Emilianem. Po przeciwnej stronie charakterologicznej mieszkanki stoi siostra naszego nicponia (przypomina pensjonarkę od Mniszkówny) oraz pewien gagatek, który idąc śladem Angioliny, ma niejedna złamane serce na sumieniu. Svevo kreśli portrety średniej (choć zniżkującej) klasy społecznej – to drobni kupcy, chałupnicy, pracownicy niewielkich firm, ciułacze dni i grosików, ludzie bez wyższych ambicji, skupieni na doraźnym polepszeniu własnego losu. To także obraz młodzieńczej pasji, odkrywania życia i łamania konwenansów, choć autor zdaje się przestrzegać przez zbytnią frywolnością. Z drugiej strony krytykuje domową zaściankowość i nadmierną gorliwość w okazywaniu rozpaczy i łez wylewaniu. Bądźmy sobą, ale nauczmy się ze sobą żyć, mówi ustami Amalii. Z trzech książek Svevo tę stawiam na ostatnim miejscu. Podejrzewam, że gdyby nie „Zeno” i „Jedno życie” (które także polecam!),nie sięgnąłbym po „Starość”.
Marcin Masłowski - awatar Marcin Masłowski
ocenił na61 miesiąc temu
Alfred i Ginewra James Schuyler
Alfred i Ginewra
James Schuyler
James Schuyler najbardziej znany z twórczości poetyckiej, jeden z czołowych przedstawicieli tzw. szkoły nowojorskiej, ma na swoim koncie, również trzy powieści. W Polsce ukazały się dwie, opublikowana przez W.A.B. Co na kolację? oraz wydana przez PIW Alfred i Ginewra. Podkreślenie głównego, poetyckiego nurtu twórczości Schuylera wydaje się nie bez znaczenia gdy spojrzymy na jego powieści. Na pierwszy rzut oka Alfred i Ginewra to niepozorna książka, nie tylko z wyglądu, zaledwie 132 strony, ale również z treści. Mamy tu bowiem do czynienia z mikro scenkami, w których tytułowe rodzeństwo, przerzuca się dziecięcymi tekstami, wchodząc z sobą w zabawne dialogi. Dla Schuylera najważniejszym tworzywem prozatorskim jest właśnie dialog. Autor nie tylko w mistrzowski sposób stylizuje tekst na język dzieci, ale również wspaniale przedstawia jak dzieci imitują język dorosłych. Przemyca w ten sposób, świat dorosłych do treści powieści. Poprzez niuanse stylistyczne, które odczytujemy z rozmów, możemy rozszyfrować jakie tajemnice skrywają rodzice tytułowych bohaterów, albo po prostu świetnie bawić się czytając pełne humoru i absurdu dialogi. Proza amerykańskiego poety przywodzi na myśl literackie eksperymenty pisarskiej grupy Oulipo. Forma Alferda i Ginewry najbardziej przypomina szalone dialogi, ludyczność i groteskowy śmiech Zazie w Metrze, przy czym książka Jamesa Schuylera nie jest tak rozbudowana fabularnie, jak powieść Raymonda Queneau. Schuyler trafnie przedstawia rzeczywistość widzianą oczami dziecka i choć największym zainteresowaniem darzy grę i zabawę słowem, to pokazuje, że język jest siłą sprawczą, kreującą naszą codzienną przestrzeń.
whodo - awatar whodo
ocenił na84 lata temu
Zegar bez wskazówek Carson McCullers
Zegar bez wskazówek
Carson McCullers
Zegar bez wskazówek amerykańskiej pisarki Carson McCullers rozpoczyna się od momentu postawienia diagnozy białaczki głównemu bohaterowi, dlatego nie mamy dokładnego wglądu w jego przeszłość. Czas „przed” jest w dużej mierze przedstawiony już z perspektywy człowieka śmiertelnie chorego. Malone był zwykłym aptekarzem, który za niedużą kwotę wykupił aptekę, należącą do ojca żony. Jego życie było bardzo przeciętne. Wykonywał codziennie tę samą pracę, nie myśląc o tym, czy jest zadowolony i spełniony. Diagnoza nie przynosi żadnych przełomowych zmian. Przez następny rok Malone wciąż będzie wykonywał te same czynności, nie spełni żadnego marzenia ani nie zrobi nic wyjątkowego. W jego przypadku dokonało się jednak pewne spustoszenie wewnętrzne. Malone zaczął myśleć i rekapitulować swoje życie. Analizował swój stosunek do żony, daleki od miłości. W jego umyśle wykształtowały się pojęcia zmarnowanego czasu i zmarnowanego życia. Ogarnął go żal z powodu niepowodzeń w przeszłości, straconych młodzieńczych nadziei, bo nie udało mu się skończyć medycyny, a także braku sukcesów w karierze, bo nawet jego żona była bardziej przedsiębiorcza i wnosiła do domowego budżetu więcej pieniędzy niż on. Po raz pierwszy zaczął zastanawiać się nad pytaniami o byt, o konsekwencje czynów, duszę i życie pozaziemskie. W rozważaniach zastanawiał się, jak może umrzeć, kiedy jeszcze nie żył. Zirytował się swoim brakiem działania, dlatego jedynym wspomnieniem, do którego powracał, był krótki romans gdzieś w przeszłości, kiedy postąpił zgodnie ze swoim pragnieniem, nawet jeśli było niemoralne. W ostatnich miesiącach pragnął tylko pojechać nad morze, ale i na to się nie zdobył. Bliskość śmierci pobudziła jedynie jego myśli, ale nie zdążył zamienić ich w konstruktywne działanie. Stanął w obronie siebie, odmawiając zabójstwa Shermana, ale nawet to wywołało w nim więcej wstydu i troski o swoją reputację niż dumy z trzymania się dopiero co wykształconych zasad moralnych. Autorka rozpoczęła książkę od chwili postawienia diagnozy i kończy ją wraz z ostatnim tchnieniem bohatera. W końcowym rozdziale, opisującym umieranie Malone’a, pierwszą rzeczą, o której pisze, była rozbudzona wrażliwość na wschód słońca, na przyrodę w ogóle. W czasie, gdy naturalny bieg życia zataczał kolejne koło i przyszła pora wzrostu, odrodzenia, Malone leżał w łóżku bez sił. Wszystkie niepokoje, bunty i wątpliwości poprzednich miesięcy zniknęły. Gdy zaczynałam czytać tę książkę, nie sądziłam, że zderzę się nie tylko z tematem znoszenia fizycznego cierpienia, ale też z zachwytem nad życiem, nauką cieszenia się nim i niemarnowania go, a także ożywczym spojrzeniem na miejsce człowieka w kole natury i oswajaniem śmierci, szukaniem siebie. Czytając o życiu pozornie ułomnym i ograniczonym, czytałam o wielkiej sile ludzkiego ducha, wartości relacji międzyludzkich i nadziei. O tym jak powinno się żyć i czym jest życie.
Cyntia - awatar Cyntia
oceniła na94 miesiące temu
Siostra Sándor Márai
Siostra
Sándor Márai
Zdumiewające, że tak niesłychane i niespotykane treści można znaleźć wydrukowane na papierze, w książce dostępnej ot tak w księgarni czy bibliotece. To pewnie tylko dlatego, że z pozoru i na pierwszy rzut oka jest to całkiem zwyczajna powieść. Garść cytatów: "Myślałem o próżnej i durnej bucie człowieka, który ośmiela się sądzić, że krwawe interesy brudnych rąk mogą mieć wpływ na prawa nieskończonego świata. Nie, jest wielce prawdopodobne, że człowiek jest jedynie ofiarą światowych sił – tak wtedy dumałem – i owe kosmiczne promieniowania, które w przyrodzie zmieniają pory roku, również w naturze człowieka budzą namiętności. (...) Igraszki człowieczych sił i zamiarów, których prawdziwej natury nie znamy, skupiska porywów, jakie migocą poza spektrum ludzkiego rozumu..." (22-23) "Żyjemy pośród wyidealizowanych wyobrażeń rodem z kolorowych magazynów. (...) Cóż wiemy o tej sile wprawiającej w ruch ziemski glob, którą ludzie nazywają miłością, a która ma do odegrania swoją rolę we wszechświecie: łączy w pary żywych i użyźnia materię świata. (...) Rzeczywistość jest o wiele bardziej zaskakująca, jej siła fantazjotwórcza jest bogatsza i czarowniejsza niż każda inna sytuacja, jaką tylko człowiek w ogóle potrafi sobie wyobrazić." (35) "Pomiędzy naturą i człowiekiem mogą istnieć współzależności, których nie znamy. (...) Uważam tylko, że "istnieje zależność" między wszystkimi zjawiskami (...),bo za wszystkim stoi Bóg." (42, 45) "Niezrozumiały, dziki impuls wyrywa ludzi z ich własnego losu (...)." (50) "To była chwila, kiedy "zaczęło się", kiedy moje życie oddzieliło się od tego wszystkiego, co do tej pory było jego warunkiem i treścią, kiedy nagle coś we mnie umarło, a ja sam urodziłem się na nowo, równocześnie umarłem dla życia i narodziłem się dla śmierci." (76) "Według mnie szaman to niebieski podróżnik. Pośredniczy między Bogiem i ludźmi. Bo choroba to nic innego jak naruszenie porządku świata. Bóg opuszcza człowieka, wycofuje się z niego... i wtedy przychodzi choroba." (121) "Pytanie brzmi tak: co tutaj jest kłamstwem? Rozumiem to tak: jak z kłamstwa pewnego życia zrodziła się choroba? (...) Kłamstwo (...) to jest coś, co jeszcze wczoraj zwało się pracą lub zadaniem, ambicją lub miłością. I trzeba było tysiąc, dziesięć tysięcy dni i nocy, aby w pewnym ciele, dokładniej: w jego systemie nerwowym, jeszcze ściślej: w narządach zmysłów, owo kłamstwo przekształciło się w jedyną niemożliwą do zniesienia rzeczywistość, tak że pewnego dnia organizm, osoba ludzka, z jakimś rozpaczliwym jękiem wykrzykuje na cały świat – w postaci choroby – to niemożliwe do zniesienia, uformowane w paniczny lęk kłamstwo, które od tej pory jest już jedyną rzeczywistością jego życia." (162-163) "Nie wiem, co to za kłamstwo, z którego wzięła się choroba w pańskim i ciele i w systemie nerwowym. (...) Niech pan myśli. Niech pan myśli tak intensywnie, jak nigdy w życiu, z determinacją, z jaką pan nie żył w całym swoim życiu, także wtedy, gdy siedział pan przy fortepianie w filharmonii." (166) "Zrozumiałem, że oto dzieje się coś innego, coś całkiem innego, niż choroba, kryzys, upadek czy błędne współdziałanie ciała i duszy. (...) Jestem sam, zamknięty w czymś, co nie ma nazwy; wiedza o tym stanie jest równie skąpa w podręcznikach medycznych, jak w życiu. Bo to już nie było życie, a jeszcze nie była to śmierć. Zrozumiałem, że wypuściłem z ręki każdą pomocną ludzką dłoń, jestem zupełnie sam; i że teraz coś się stanie." (176)
Summer_With_Ice - awatar Summer_With_Ice
ocenił na73 miesiące temu
Żywoty urojone i inne prozy Marcel Schwob
Żywoty urojone i inne prozy
Marcel Schwob
Jest w „Żywotach urojonych” magia sięgająca czasów zamierzchłych. Jakaś tajemnica i jednocześnie prawda. Fikcja i mistyfikacja najwyższych lotów, czego wyrazem jest pierwsza część zbioru, w której Schwob, zakładając kilkanaście osobliwych masek, prezentuje zmyślone, a jednocześnie mocno osadzone w rzeczywistym gruncie życiorysy nietuzinkowych postaci (a przy tym - za oszczędność słów!),m.in. wyrzutków, łotrzyków i nieudaczników. Jest opowieść o Empedoklesie, który wskrzeszał zmarłych i recytował homeryckie wiersze, aż stał się bogiem (po którym ocalał jeno „sandał spiżowy”),Herostracie, słynnym podpalaczu, którego imię miało zniknąć w otchłani zapomnienia (w noc jego największego dzieła przyszedł na świat Aleksander Macedoński),cyniku Kratesie, który jadł pestki słonecznika i puszczał parę wiatrów, Klodii, matronie wszeteczna, która skończyła w wodach Tybru. Jest też Petroniusz-romanista (ginie z wbitym nożem w szyi),kacerz Frate Dolcino (płonie na stosie),jest tu również opowieść o zawistnym rymopisie i… i wszystkich ich łączy to, że nie mają grobów. Borgesowskie krótkie formy, cięte, zgryźliwe i mądre (a mówią, że to Borges czerpał z prozy Schwoba!). Wspaniała zabawa dla erudytów i początkujących humanistów. Zamknięty w kilku kartkach świat człowieczych przywar i charakterów (a to przecież również opowieść o nas, współczesnych). Historia poprzez ludzi; hołd oddany jednostkom, tym błyskotliwym perłom. W następnej części - „Krucjacie dziecięcej”, Schwob głos oddaje wysłanym w 1212 roku na pewną śmierć dzieciom, nędznym klechom, trędowatym i papieżom. To opowieść o zniewoleniu i ślepej sile religii, manii wiary i jednocześnie jej potędze. Średniowieczny kościół i moc oddziaływania wspólnoty. Epifania i obłąkanie w jednym. Cudownie niepokojące; żarliwa gorliwość i uniesienie, które pozwala objawić boga. Jest również „Księga Monelli”, po której nie mogę się pozbierać. Tutaj Schwob dotknął absolutu: „Kochaj chwile. Wszelka miłość, która trwa, jest nienawiścią”. „Czyń w chwili. Wszelki trwający czyn jest królestwem umarłych”. „Nie ufaj rzeczom przeszłym, nie buduj pięknych trumien dla chwil, co minęły: myśl o zabiciu tych, które nadejdą”. „Nie traw minionych dni, karm się rzeczami, które mają przyjść”. I na koniec: „Dziw się wszystkiemu. Bowiem różne jest wszystko w życiu jednakim w śmierci”. „Nie znaj sam siebie”. Wrócę do Schwoba. Po wielokroć, wrócę. Rewelacyjna, niepokojąca okładka by Fajne Chłopaki (słów brak, czołembiję!) + przekłady: Leon Schiller, Wincenty Korab-Brzozowski, Zenon Przesmycki-Miriam, Bronisława Ostrowska. Posłowie Jana Gondowicza.
Marcin Masłowski - awatar Marcin Masłowski
ocenił na98 miesięcy temu

Cytaty z książki Farmerskie córki

Więcej

To wszystko jest strach. Kiedy byliśmy dziećmi, matka leżała na łóżku i modliła się, żeby nas nie zabił piorun. Mnie to śmieszyło. Powiedziałam jej - jakie to niemądre. Czy mam prawo prosić Boga, żeby mi darował życie, jeżeli On chce mnie powalić piorunem? Nie bałam się nigdy. A nawet gdyby mnie piorun uderzył - to co?

Z opowiadania "Dusza i ciało".

To wszystko jest strach. Kiedy byliśmy dziećmi, matka leżała na łóżku i modliła się, żeby nas nie zabił piorun. Mnie to śmieszyło. Powiedziałam jej - jakie to niemądre. Czy mam prawo prosić Boga, żeby mi darował życie, jeżeli On chce mnie powalić piorunem? Nie bałam się nigdy. A nawet gdyby mnie piorun uderzył - to co?

Z opowiadania "Dusza i ciało".

William Carlos Williams Farmerskie córki Zobacz więcej
Więcej