rozwińzwiń

Pamiętnik wiejskiego proboszcza

Okładka książki Pamiętnik wiejskiego proboszcza autora Georges Bernanos, 9788362268023
Okładka książki Pamiętnik wiejskiego proboszcza
Georges Bernanos Wydawnictwo: Fronda Seria: Biblioteka Dzieł Wyborowych klasyka
336 str. 5 godz. 36 min.
Kategoria:
klasyka
Format:
papier
Seria:
Biblioteka Dzieł Wyborowych
Tytuł oryginału:
Journal d’un curé de campagne
Data wydania:
2011-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1950-01-01
Liczba stron:
336
Czas czytania
5 godz. 36 min.
Język:
polski
ISBN:
9788362268023
Tłumacz:
Wacław Rogowicz
Średnia ocen

6,9 6,9 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Pamiętnik wiejskiego proboszcza w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Pamiętnik wiejskiego proboszcza



książek na półce przeczytane 992 napisanych opinii 322

Oceny książki Pamiętnik wiejskiego proboszcza

Średnia ocen
6,9 / 10
75 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Pamiętnik wiejskiego proboszcza

avatar
187
142

Na półkach:

Non sciunt quod facient - jak on pisał, słowa można by rzec dziecinne, niezrozumiałe przez złe duchy, zamykające niewinną ręką nad nimi otchłań. Choć się na tym dobrze nie znam i bije ze mnie światło raczej mętne ta powieść była jak piękna modlitwa: nagie, drżące wyznania wychodzące prosto z serca, urwane frazy, wydarte strony godne milczenia. Doznanie głębokiej wiary poprzez niewinność i kruchość odnalezioną w samotności, ubóstwie, pokorze wiejskiego księdza, pogardzie parafian, obojętności ich duchowego zmęczenia. Dotyk ręki Boga na jego ustach - jestem smutny, bo Bóg nie jest kochany. Ten chłód, który go spowija zastępuje mu sen. Ból nie do zniesienia, woda o smaku łez. Stańcie się jak dzieci, cóż to szkodzi. Hołd dla dusz zdolnych znaleźć w niesprawiedliwości, której są ofiarami, podstawę do siły i nadziei. Nieszczęściem niesłychanym tych co nie kochają jest, że oni już niczym nie mogą się dzielić. Śpiew światła; świętość jest cicha, łaska dyskretna - tak kochać bezinteresowną miłością uważności i czystości serca. Już zmierzch, wicher, deszcz, uderzenie dzwonu ze szczytu wieczoru. Słowa ostatnie: wszystko jest łaską. W oknie jeszcze pełnym mroku zaczyna płonąć zorza. Jakie to wszystko było rześkie, dobre. Szept duszy to był, jak przeciągły szmer liści poprzedzający świtanie. Jaki świt we mnie wstanie? Jedna z najpiękniejszych książek jakie przeczytałem.

Non sciunt quod facient - jak on pisał, słowa można by rzec dziecinne, niezrozumiałe przez złe duchy, zamykające niewinną ręką nad nimi otchłań. Choć się na tym dobrze nie znam i bije ze mnie światło raczej mętne ta powieść była jak piękna modlitwa: nagie, drżące wyznania wychodzące prosto z serca, urwane frazy, wydarte strony godne milczenia. Doznanie głębokiej wiary...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
91
57

Na półkach: ,

Wybacz mi Panie.

Ale czy jeżeli znajdzie się choć ten jeden sprawiedliwy, niewinny, naiwny, czysty, pokorny, ubogi w duchu, kochający
- będziemy ocaleni?

My pyszni. Bogacze i nędzarze. Dusza duszy. Jeden więźniem drugiego.

Gdyby wszelka pycha w nas umarła, gdybyśmy jedynie pragnęli poddać się, skruszyć kamienie w sercach naszych.
Będziesz miał wzgląd na Niego?

Boże jak się poddać? Jak nie być tą spokojną, uśpioną, skamieniałą duszą? Jak zauważyć tego sprawiedliwego?

Ps. O Pamiętniku wiejskiego Proboszcza Sandor Marai tak napisał w Dzienniku: Hausty czystego powietrza na każdej stronicy. Istotą powieści Bernanosa jest zdanie: „Piekło zaczyna się wtedy kiedy już nie kochamy”.
Wtedy jeszcze nie wiedział, że sam zrezygnuje. Że nie będzie zdolny poddać się.

Tak, to jest czyste powietrze. Kto zdoła nim prawdziwie odetchnąć wie co to miłość.

Książka, którą czyta się przez łzy, a daje spokojną radość. Trudna. Będzie dla mnie dłuższym wzruszeniem.

Wybacz mi Panie.

Ale czy jeżeli znajdzie się choć ten jeden sprawiedliwy, niewinny, naiwny, czysty, pokorny, ubogi w duchu, kochający
- będziemy ocaleni?

My pyszni. Bogacze i nędzarze. Dusza duszy. Jeden więźniem drugiego.

Gdyby wszelka pycha w nas umarła, gdybyśmy jedynie pragnęli poddać się, skruszyć kamienie w sercach naszych.
Będziesz miał wzgląd na Niego?...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
284
41

Na półkach: ,

Opowieść o młodym księdzu, który robi, co może, ale niestety nie może zbyt wiele. Zgadzam się z komentującymi, którzy porównują Bernanosa do Dostojewskiego - styl jest bardzo podobny, z konfliktem egzystencjalnym, samotnością i grą między cierpieniem a współczuciem w tle. I również jak u Dostojewskiego, narracja ma oddawać skomplikowane życie wewnętrzne bohatera, ale miejscami bywa ciężkawa, zapętlona, zbyt męcząca. Za to spokojnie polecam Bernanosa czytelnikom o wszelkich przekonaniach religijnych lub ich braku, bo chrześcijańskość - oczywiście wszechobecna w tej książce - działa tu w zasadzie jako element charakterystyki postaci, bardzo zręcznie przedstawiony, ale paradoksalnie pozostający w tle bardziej uniwersalnego cierpienia i poszukiwań.

Opowieść o młodym księdzu, który robi, co może, ale niestety nie może zbyt wiele. Zgadzam się z komentującymi, którzy porównują Bernanosa do Dostojewskiego - styl jest bardzo podobny, z konfliktem egzystencjalnym, samotnością i grą między cierpieniem a współczuciem w tle. I również jak u Dostojewskiego, narracja ma oddawać skomplikowane życie wewnętrzne bohatera, ale...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

289 użytkowników ma tytuł Pamiętnik wiejskiego proboszcza na półkach głównych
  • 191
  • 94
  • 4
41 użytkowników ma tytuł Pamiętnik wiejskiego proboszcza na półkach dodatkowych
  • 30
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Pamiętnik wiejskiego proboszcza

Inne książki autora

Georges Bernanos
Georges Bernanos
Francuski pisarz katolicki, prawnik, monarchista. Ukończył kolegium jezuickie. W 1906 zdał maturę i rozpoczął studia w Instytucie Katolickim w Paryżu. Wstąpił do organizacji Kameloci Króla (Camelots du Roi),młodzieżowej przybudówki Action Française. W czasie I wojny światowej, mimo problemów zdrowotnych, brał udział w walkach pod Sommą i Verdun. W 1918 został odznaczony Krzyżem Wojennym. Rok wcześniej ożenił się z Jeanne Talbert d'Arc. Po wojnie pracował w zakładzie ubezpieczeniowym La Nationale. W 1926 światło dzienne ujrzała jego debiutancka powieść: Pod słońcem szatana. Wkrótce później wydane zostały dwie kolejne: Zakłamanie i Radość. Za tę ostatnią autor otrzymał min. prestiżową nagrodę Prix Femina. W 1933 uległ wypadkowi motocyklowemu, który spowodował bezwład nogi. W 1934 jego rodzina osiedliła się na Majorce. W 1935 wydano jego powieść kryminalną pt. Zbrodnia a rok później jego czwarte i najważniejsze dzieło: Pamiętniki wiejskiego proboszcza. W 1938 wyjechał do Ameryki Południowej. W okresie pobytu w Ameryce rozwinął działalność publicystyczną. Bernanos podejmował w swoich esejach aktualne problemy związane z II wojną światową. W 1947 wrócił na jakiś czas do Francji i wydał pisaną wiele lat powieść Monsieur Ouine. Wkrótce później zamieszkał w Tunezji. Pracował tam nad dramatem Dialogi karmelitanek. Niedługo po jego ukończeniu, w 1948, uprzednio wróciwszy do Francji, zmarł na marskość wątroby.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Hiob Joseph Roth
Hiob
Joseph Roth
Którzy z przyjaciół biblijnego Hioba mają rację? W książce śledzimy losy sześcioosobowej rodziny z Galicji. Jednego syna, którego serce rwie się do przygód, drugiego — do interesów, córki, która nie może oprzeć się namiętności, i niepełnosprawnego syna Menuchima. Rodzina kręci się wokół własnej osi — nie ma przyjaciół, oszczędności ani nadrzędnego celu. Na swój sposób rutyna dnia daje im pewną formę szczęścia. „O chorego syna nikt go nigdy nie pytał, za to wszyscy dowiadywali się o losy zdrowych”. Za rogiem czeka długa droga w dół. Momentem cezury jest porzucenie niepełnosprawnego syna. Oczywiście pierwszy odruch zdrowego człowieka to: jak tak można? Ojciec Mendel przez wiele dekad cierpi, wspomina, śni na jawie, wyrywa włosy, zaniedbuje się i złorzeczy Bogu. „Menuchim, syn Mendla, wyzdrowieje. Takich jak on nie będzie wielu w Izraelu. Bóg go uczyni mądrym, brzydotę dobrotliwą, gorycz łagodną, a chorobę mocną.” Jedna z tych nielicznych książek, w których losy bohatera splatają się z moimi losami. Chociaż nie wierzę, że celem życia jest szczęście, to chciałbym zdrowia i pomyślności dla moich dzieci, dla mojego syna. „Za co zostałem tak ukarany?” — myślał Mendel i przetrząsał mózg w poszukiwaniu jakiegoś grzechu, lecz nic ciężkiego nie znalazł. Podczas tej lektury udało mi się pojąć, że w życiu cierpieć — w tym cierpieć długotrwale — oznacza, że człowiek napełnia się życiem po same brzegi i jest gotów. Na ten moment, mimo ogromnego pragnienia serca, nie wierzę, że na końcu przychodzi taki cud, jak na łamach tej książki.
TytkaNaKsiazki - awatar TytkaNaKsiazki
ocenił na61 miesiąc temu
Moc i chwała Graham Greene
Moc i chwała
Graham Greene
🕯️⚖️ Wiara ściga wiarę — tylko przebraną w inne słowa ⚖️🕯️ ⭐ Moja ocena: 6/10 — dobra, momentami naprawdę mocna literatura, ale bardziej cenię tu styl, rytm i głębię niż samo uderzenie. Czuję, dlaczego ta powieść była ważna i dlaczego Greene uchodzi za wielkiego pisarza, ale we współczesnym odbiorze ten konflikt nie niesie już aż takiej siły, jak pewnie niósł kiedyś. Ksiądz-grzesznik, alkohol, wina, ściganie w imię prawa, męczeństwo — to wszystko jest tu literacko bardzo dobrze rozegrane, tylko dziś nie wbija się już we mnie z pełną dawną mocą. 🥃 Ksiądz, który nie pasuje do ołtarza 🥃
 Najciekawsze jest to, że Greene nie daje tu kapłana z pomnika. To człowiek słaby, uwikłany w alkohol, lęk, poczucie winy i własną marność. Ucieka, chce ocaleć, myśli o sobie, a jednocześnie co chwilę wraca do cudzej potrzeby — do chrztu, spowiedzi, ostatniej posługi. Nawet kiedy pojawia się szansa ucieczki, coś znowu ściąga go z drogi. I właśnie na tym ta postać stoi najmocniej: nie jako święty, tylko jako ktoś wewnętrznie pęknięty, a jednak do końca niezdolny całkiem porzucić swojej roli. ⚖️ Po drugiej stronie też nie ma tektury ⚖️
 Dobre jest również to, że porucznik nie jest zwykłym czarnym charakterem. Ściga księdza w imię prawa, porządku i własnej twardej idei sprawiedliwości. W jego oczach Kościół nie jest ostoją dobra, tylko instytucją żerującą na biedzie, strachu i przyzwyczajeniu. I właśnie dlatego ten konflikt nie jest prosty: tu nie ma czystej niewinności po jednej stronie i czystego zła po drugiej. Są racje, które w starciu z życiem szybko się brudzą. 🌵 Kurz, upał i zaszczucie 🌵
 Bardzo dobrze działa też samo tło: bagna, rzeka, port, zakurzone miasteczka, nędza, upał i ciągłe poczucie osaczenia. Ten świat nie jest dekoracją — on ciśnie bohaterów, męczy ich i spycha do decyzji, które nigdy nie są naprawdę czyste. Motyw nieudanej ucieczki statkiem i późniejszego powrotu do wezwania przy konającym człowieku dobrze pokazuje, że ta powieść jest właściwie jednym długim ruchem między tchórzostwem a obowiązkiem. 🧠 Literatura mocniejsza niż sam cios 🧠 I tu chyba leży sedno mojego odbioru. Bardziej niż sama historia działało na mnie to, jak Greene to napisał. Jest rytm, jest gęstość, jest bardzo dobra kontrola tonu, jest poczucie powagi bez nadęcia. To nie jest książka efekciarska ani przegadana. Po prostu czuć klasę. Tyle że u mnie bardziej przełożyło się to na uznanie dla warsztatu niż na prawdziwy wstrząs. ⛪ Męczeństwo, które trochę straciło dawny żar ⛪
 Być może po prostu zmienił się czas czytania. Kiedyś figura księdza-grzesznika, który mimo wszystko niesie łaskę, mogła mieć siłę niemal wstrząsającą. Dziś jest w niej więcej literackiej jakości niż duchowego rażenia. Nie znaczy to, że powieść się zestarzała źle — raczej że część jej dawnej mocy przeszła z poziomu egzystencjalnego ciosu na poziom dobrze napisanej, poważnej literatury. 🏁 Na koniec 🏁
 To dla mnie książka bardziej do szacunku niż do zachwytu. Widać klasę Greene’a, widać głębię, widać, że to nie jest zwykła opowieść o wierze i pościgu, tylko rzecz o winie, słabości, obowiązku i człowieku, który jest za mały do swojej roli, a jednak nie potrafi jej całkiem porzucić. Dobra, inteligentna, dobrze napisana — ale u mnie już bardziej 6/10 z uznaniem niż wielkie literackie olśnienie.
Endryou Poczopko - awatar Endryou Poczopko
ocenił na626 dni temu
Pod słońcem szatana Georges Bernanos
Pod słońcem szatana
Georges Bernanos
Żywot świętego. Cóż przeciętny gorliwy katolik sobie wyobraża pod takim hasłem...? Niewątpliwie w głowie pojawia mu się obraz chodzącej doskonałości, natchnionej mocą Bożą i przepełnioną Duchem Świętym, nieomylnie kroczącą ścieżką wskazaną przez Boga. Zatopionej w ufności w swojej wierze nie ma w takiej głowie miejsca na wątpliwości bądź wahania. Jedną nogą nieomal stojąc już w niebie, z Bożą pomocą zdolni do czynienia cudów w imię Ojca, starczy że pomodlą się żarliwie - a żaru to akurat w ich duszach nie brakuje, buzuje wręcz w nich. O żadnych grzechach rzecz jasna nie może być mowy, a wszelkiego rodzaju pomioty czeluści piekielnych tylko bezradnie wyją, pozbawieni diabelskiej mocy wobec ich obecności. Georges Bernanos, pisarz katolicki, poddaje ów dziecięco naiwny obraz próbie i w swojej powieści usiłuje odmalować własne wyobrażenie o wewnętrznych rozterkach człowieka naznaczonego osobiście przez Chrześcijańskiego Boga do czynienia dobra i szerzenia Jego misji na Ziemi. W jego obrazie człowiek, ciemny i słaby, musi walczyć w tytanicznych zmaganiach przeciwko panującemu w umyśle zamętowi wątpliwości i rozterek, gorących pytań kierowanych do milczącego Boga. Prawdziwa gorąca wiara to walka, to nieustanne stawianie czoła chaosowi myśl, pytań i przekonań, to wręcz popadanie w powolne szaleństwo, szaleństwo religijnego uniesienia. A jakby nie dość było własnych rozterek, to jest jeszcze sam spersonalizowany Szatan, który nie jest jedynie niemym podszeptem, głosikiem w głowie, zwodzącym na manowce, lecz osobiście idzie wypróbować bohatera. Jemu szkoda czasu by pracowicie harować nad przeciętnym człowiekiem, który i bez jego wysiłku ulega rozmaitym grzechom, ale świętych, o tych to on nienawidzi, na nich skupia swą uwagę i im wypowiada otwartą wojnę. Ów piekielny towarzysz zetrze się wprost z bohaterem w godzinei próby, a wówczas odepchnięty i tak nie da za wygraną i niezmordowanie będzie dalej podążał w cieniu strudzonego człowieka. Ciekawym aspektem jest tu skupieniu się na słabości takiegoż świętego, na jego porażkach, a nie sukcesach. Wielka wiara księdza Donissana okupiona jest rozlicznym cierpieniem. Nawet zaś gdy nagrodzony zostanie szczególną łaską i zdolnością zaglądania w głąb dusz ludzkich (czym rzekomo dysponował jego odpowiednik jakim jest francuski święty Jan Maria Vianney, patron proboszczów),to nie wystarcza to, by uratować ludzi, nawet tu możliwe są do popełnienia błędy i niedopatrzenia, może człowiekowi zabrać sił i zdolności by wydobyć człowieka utopionego już po sam czub głowy w bagnie jego grzechów. Nad wszystkim zaś unosi się duch udręki i osamotnienia. W końcówce można wręcz doznać wrażenia, że ów słynny święty został u kresu swego żywota pokonany, ciało osłabło, duch się zachwiał, a Zły jak się czaił w pełni sił, tak dalej się czai - i szczerzy szyderczo zęby. Technicznie rzecz biorąc mamy tu do czynienia z bogato zobrazowanym wewnętrznym tumultem psychicznym bohaterów, trawionych wątpliwościami. Należy pochwalić autora za jego umiejętności portretowania złożonej psychiki bohaterów, choć momentami narracja może się zdawać nieco trudna w czytaniu, a opisy nadto patetyczne. Jest tu też nieco mistyki, bo o ile samo spotkanie z Szatanem (swoją drogą, scena literacko przednia i mocno udana) można by jeszcze zrzucić na karb szaleństwa bohatera (sam bowiem bohater w pewnej chwili nie jest pewny, czy dowierza ciągle swoim zmysłom) to objawiania zaglądania w głąb duszy trudno racjonalnie wyjaśnić. A szkoda, bo jakby trzymać się uparcie realizmu i pozostawić miejsce na wątpliwości na ile te uniesienia religijne faktycznie wynika z obecności sił nadprzyrodzonych, a na ile mogą być po prostu oznaką obłędu, mogłaby z tego wyjść ciekawa próba pytania o istnienie Boga w ogóle; a tak mamy stanowisko zdecydowanie katolickie, w której moce nadprzyrodzone przyjmowane są jako dogmat. Całość niestety słabnie w finale. O ile początek (historię Muszeczki) jak i samą młodość księdza Donissana czytało się z zainteresowaniem (z mocno trzymającą kulminacyjną sceną kuszenia na wiejskiej drodze),to ostatni rozdział o starości księdza już miałem ochotę kartkować. Tym niemniej - 7/10 na zachętę.
Tartaruga - awatar Tartaruga
oceniła na74 lata temu
Most San Luis Rey Thornton Wilder
Most San Luis Rey
Thornton Wilder
„Nad zbiegami okoliczności można by się zdumiewać na sto różnych sposobów” – czytamy w tej znakomitej opowieści poświęconej odwiecznemu pytaniu ”Co jest prawdą?”, wraz z pomocniczymi: „Skąd możemy się jej dowiedzieć?” oraz „Skąd czerpać empatię?”. Niby to o niczym. Ot, gdzieś w Ameryce Płd. w 18. wieku zawalił się wiszący most, parę osób zginęło, a pewien franciszkanin próbuje dociec, co z tego wynika. Odpowiedź brzmi: wszystko - cały sens czy też bezsens ludzkiej egzystencji. I jasne się staje, że tę pięć postaci łączy nie tylko nagła śmierć. Co rzadkie, tam i wtedy, świetnie nakreślone są postacie kobiece. A ponadto: jak to jest napisane...!!! Nie dziwota, że Sandor Marai zachwycił się tym małym arcydziełkiem. Można nawet na siłę doszukiwać się tu pewnych podobieństw a może też i inspiracji… W każdym razie Pulitzer z 1928 r. był nieprzypadkowy - wtedy ceniono nieoczywiste, pozornie nieskomplikowane opowieści. „Brat Juniper wykrył, że najmniej można się dowiedzieć od ludzi najbardziej związanych z przedmiotem badań. (…) Ci, którzy wiedzieli najwięcej, powiedzieli najmniej” – ta pełna rezygnacji konstatacja potwierdza, że „the Truth is out there”. Czy jest w tym kontekście przypadkiem, że na koniec biedny franciszkanin stwierdza: ”Przepaść między wiarą i faktami jest większa niż się na ogół przypuszcza”. Czy możemy się zatem dziwić, że tworzona przezeń Księga, która miała opisać „jak było”, trafia na Indeks Ksiąg Zakazanych, a jej autor....? Cóż, ponosi taki los, jaki podobno sam Pan Buk zalecił swym ziemskim funkcjonariuszom (choć zarazem żadna to antyklerykalna agitka). I tylko zapewnienie o niezrywalnym moście, którym jest – czy też: może być, aby nie wpadać w pewien "harlequinizm" - Miłość, daje na koniec nadzieję… Kilka cytatów: …Albo żyjemy z przypadku i umieramy z przypadku, albo żyjemy według planu i umieramy według planu… ...Niektórzy mówią, że nigdy nie będziemy wiedzieć i że dla bogów jesteśmy jak muchy, które chłopcy zabijają w dzień letni, a inni mówią przeciwnie, że nawet najmniejszy wróbel nie zgubi jednego piórka bez woli Boga... …Widziała, że ludzie tego świata chodzą w zbroi egoizmu, pijani samouwielbieniem, spragnieni komplementów, mało słysząc z tego, co się do nich mówi, niewzruszeni wypadkami, które spotykają ich najbliższych przyjaciół, w strachu przed wszelkimi apelami, które wymagałyby od nich jakichś ofiar…. …Styl to jedynie godne pogardy naczynie, w którym gorzki napój podaje się światu... …Przeorysza należała do tych osób, które marnują życie, ponieważ zapłonęły miłością do jakiejś idei na kilka stuleci przed jej właściwym pojawieniem się w określonym momencie historii cywilizacji. Matka Maria del Pilar walczyła przeciwko swojej epoce, pragnąc by kobietom przyznano nieco ludzkiej godności.... …Istniało wtedy w Limie coś owinięte w wiele łokci fioletowego jedwabiu, z którego wystawała wielka nabrzmiała głowa i dwie pulchne, przeźroczyście białe ręce – był to arcybiskup…. …Przeczytał całą literaturę starożytną i wszystko z niej zapomniał poza ogólną atmosferą wdzięku i sceptycyzmu. Znał się kiedyś na Ojcach Kościoła i soborach, ale zapomniał już wszystko, poza nieokreślonym wspomnieniem sporów, które nie miały żadnego związku z Peru…. …Jak wszyscy bogacze, nie mógł uwierzyć, że biedni (popatrzcie na ich domy i ich ubrania!) mogą rzeczywiście cierpieć. Jak wszyscy ludzie żyjący w zbytku wierzył, że tylko ludzie oczytani mogą wiedzieć, iż są nieszczęśliwi…. …Czerpał coś w rodzaju radości z przekonania, że na świecie wszystko urządzone jest źle. Szeptał do ucha franciszkanina myśli i opowiastki, które zaprzeczały, jakoby ktokolwiek kierował światem…
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na103 lata temu
Noc ciemna św. Jan od Krzyża
Noc ciemna
św. Jan od Krzyża
Jeśli pragnąć miłości – to tylko takiej. Jeżeli "miłość" – to właśnie taka. Noc ciemna to piękny poemat o rozwoju miłości „pośród nocy” między Oblubieńcem a Oblubienicą. Zakochana dusza (osoba) ucieka ze swego domu w poszukiwaniu Umiłowanego, dając się prowadzić przez mrok jedynie miłości. Spotkanie z Oblubieńcem i wzajemna obecność, w atmosferze milczenia i pokoju, upodabnia ją, by przez uczestnictwo zjednoczyła się z Tym, „którego miłuje jej dusza.” Wchodząc po stopniach miłości – choruje (nie mogąc oddać z radością życia po tysiąc razy dla swojej miłości, "uważa siebie za nic niewartą we wszystkim, co czyni, a życie wydaje się jej bezużyteczne"); szuka ustawicznie (nie patrzy ani nie zważa na nic, a nie panując nad sobą w porywie i upojeniu miłości, gotowa jest podjąć się rzeczy dziwnych i nadzwyczajnych, jakie by napotkała, aby tylko znaleźć Tego, którego miłuje). Pobudza się do czynów miłości; pragnie cierpieć dla Umiłowanego; gwałtownie łaknie, musząc ujrzeć Tego, którego miłuje, albo umrzeć; swobodnie wzlatuje ku Ukochanemu, by wreszcie nabyć wiary i mocy, wiele osiągając przez żarliwą rozmowę z tym, z którym raduje się, dzięki czemu On spełnia pragnienia Jej serca. Chwyta Go i obejmuje, nie puszczając – znalazła bowiem Tego, którego miłowała jej dusza; płonie rozpalona, całkowicie upodabniając się przez uczestnictwo do Tego, do którego dążyła przez oczyszczenie, uciszenie i umacnianie się, aby Go tym lepiej przyjąć. Substancjalne dotknięcia w zjednoczeniu duszy i Oblubieńca (niczym pocałunki: Niech mnie pocałuje pocałunkiem ust swoich) wypełniają w całości, dzięki czemu osiągnąć można spoczynek i pokój – osoba (dusza) staje się odnowiona, uporządkowana i uspokojona w pełni części zmysłowej oraz części duchowej swojego istnienia. Jedynie wtedy może dojść do zjednoczenia miłości, które nie zaistnieje bez całkowitego ogołocenia się z wszelkiej rzeczy stworzonej i bez surowego umartwienia. Dusza wyrusza na poszukiwanie idąc na ślepo (niczym „ten, kto chce się doskonalić w jakimś zawodzie lub sztuce, zawsze idzie na ślepo”). Chociaż idzie w ciemnym mroku, nie przywiązując się do wewnętrznego światła rozumu ani przewodnika zewnętrznego, skąd by mogła uzyskać pewne zadowolenie, to jednak sama miłość, która w tym czasie w niej płonie i pobudza jej serce do miłości Umiłowanego, prowadzi ją, porusza i sprawia, że wznosi się do Umiłowanego drogą samotną, choć sama nie wie jak się to dzieje. Towarzyszą jej nieodłącznie w wędrówce: wiara, która zaciemnia i opróżnia rozum, przygotowując na spotkanie z mądrością; nadzieja opróżniająca i uwalniająca pamięć od wszelkiego posiadania stworzeń (gdyż dotyczy tego, czego nie posiada) oraz miłość, która opróżnia i niweczy wszystkie odczucia i pożądania woli, dotyczące czegokolwiek, co nie jest Oblubieńcem. Do tego stanu zjednoczenia po poszukiwaniu, nie da się dojść bez głębokiego oczyszczenia. Noc, którą trzeba przejść, pozostawia umysł w ciemności, wolę w oschłości, pamięć w próżni, a uczucia duszy w największym utrapieniu, goryczy i przykrości. Muszą się oczyścić całkowicie dwie części duszy, tj. zmysłowa i duchowa - nie może bowiem jedna oczyścić się bez drugiej. Towarzyszy temu utrapienie i samotność: Jestem mężem, co zaznaje biedy pod rózgą Jego gniewu. Zagroził mi; prowadził w ciemnościach, a nie w świetle. Przeciwko mnie cały dzień zwracał swą rękę! Zniszczył me ciało i skórę, skruszył moje kości. Otoczył mnie murem; wokół gorycz i trud. Ciemność mi dał na mieszkanie, tak jak umarłym na wieki. Okrążył mnie, abym nie wyszedł; obciążył moje kajdany. Nawet gdy krzyczałem i wołałem, On stłumił moją modlitwę. Kanciastymi głazami zagrodził mi drogi; ścieżki moje poplątał. On dla mnie niedźwiedziem na czatach i lwem w kryjówce. Sprowadził mnie z drogi i zmiażdżył, porzucił mnie w nędzy; łuk swój napiął i uczynił ze mnie cel dla swej strzały. Sprawił, że tkwią w moim ciele strzały Jego kołczanu; drwią ze mnie ludzie, stale ze mnie szydzą. On mnie nasycił goryczą, piołunem napoił. Starł mi zęby, a do jedzenia dał popiół. Moja dusza została pozbawiona pokoju; zapomniałem o szczęściu. I rzekłem: Jestem skończony; przepadła ufność moja do Pana. Pamiętaj na moją nędzę, że już to mnie przerosło; na piołun i na żółć. Wspominać zawszę będę, a moja dusza schnąć będzie we mnie w utrapieniach”. ~ Lm 3, 1-20 Miłość przygotowuje duszę do zjednoczenia, do rozmowy, niczym Bóg przygotowujący Hioba - „nie przez rozkosze i chwałę, jakich przedtem doznawał (…) ale przez to, że go złożył ogołoconego na gnojowisku, osamotnionego, wyszydzonego przez przyjaciół, pełnego ucisku i goryczy, okrytego robactwem. I wtedy dopiero (…) zstąpił ku niemu i rozmawiał z nim twarzą w twarz.” Oczyszczenie takie uczy prawdy (pokory),wyzbywa od niedoskonałości, uczy cnót, cierpliwości, odbiera upodobanie w rzeczach stworzonych, poddaje oczyszczającej oschłości, wydobywa głębokie dobra z ciemności burzliwej i strasznej nocy. Sprawia, że „wyschła jego dusza jak pajęczyna. (…) Zapomniałem o szczęściu.” Wszystko dlatego, że „dusza niejako umiera dla wszystkiego, co nie jest Nim samym (…),by duszę ogołoconą i wyzutą ze starego człowieka przeobrazić w nowego.” Cała droga miłości przenika duszę biernie i tajemniczo, z wykluczeniem jej zmysłów i władz - dusza jest ukryta i wolna od przeszkód, które by mogły sprawiać swoją naturalną słabością jej władze. Noc oczyszczenia prowadzi do ukrycia duchowego przed wszelkim stworzeniem. W tym ukryciu osoba (dusza) może potęgować swoje zjednoczenie z Oblubieńcem przez miłość. Zjednoczenie to przychodzi poprzez „tajemne, spokojne i miłosne udzielanie się." "O człowieku duchowy, gdy ujrzysz swoje pożądania zaciemnione, swoje odczucia oschłe i uśpione, swoje władze niezdolne do żadnego ćwiczenia wewnętrznego, nie martw się tym, lecz uważaj to za szczęście!"
Miłosz Kozikowski - awatar Miłosz Kozikowski
ocenił na101 rok temu
Chrystus ukrzyżowany po raz wtóry Nikos Kazantzakis
Chrystus ukrzyżowany po raz wtóry
Nikos Kazantzakis
Grecka wioska zagubiona gdzieś w górach Anatolii pod tureckim panowaniem jakoś na początku XX wieku. To tu umieszcza akcję jednej ze swych nasłynniejszych powieści Nikoz Kazantzakis. A moje pierwsze to książkowe spotkanie z jednym z największych (najsłynniejszym na pewno) greckich pisarzy. Wioskowi notable wyznaczają oto role do odegrania w przyszłorocznym widowisku paschalnym i rozdzielają je między maluczkich. Oto pokazowa celebra, stanowiąca oś ich życia, a nie życie samo w sobie i codzienne czynienie uczynków sprawiedliwych. Jednocześnie gawiedź i możni raz na kilka lat otrzymują swe igrzyska, raz na kilka lat składają (nie jesteśmy bowiem świadkami pierwszego “niewydarzonego” happeningu) ofiarę krwi jak w starożytnym pogańskim misterium. A okazja do sprawdzenia chrześcijańskiej postawy pojawia się niemal natychmiast, bo oto do wioski przybywa grupa wygnanych i prześladowanych przez Turków greckich chrześcijan z dość odległego sąsiedztwa. Kto ich wita? Nie pijani i obżarci notable przecież, a właśnie owi wioskowi maluczcy. I nikogo chyba nie zaskoczy fakt, że największym podlcem i najmniej ewangelicznie usposobionym okaże się nie kto inny jak lokalny pop - ojciec Grigoris. “Nazywasz się Kiler i jesteś killer!” wywrzaskuje w pewnym znanym nam filmie do bogu ducha winnego Jurka Kilera komisarz Ryba. Jakby znał zasadę spełniającej się poprzez etykietowanie przepowiedni, dotyczących ludzkich losów. Tak też i w powieści losy bohaterów zaczynają być determinowane przez role, jakie społeczność im powierzyła: Judasz judzi i jątrzy, Chrystus spełnia uczynki miłosierdzia, Piłat chce jedynie sytości i spokoju, Maria Magdalena… no, wiadomo. Dostajemy opis świata niby odwiecznego, a który już za chwilę przestanie istnieć: wiekowe imperia upadną, tradycyjna religijność uschnie, przez rejon przetoczy się kilka wojen. Ale też i uniwersalną przypowieść o istocie zła, o zbyt ścisłym nieraz powiązaniu nacji i wyznania, o grzechu i odkupieniu. O zdolności do samopoświęcenia. Otarcie się o śmierć (a tej w surowym greckim klimacie dostajemy jej tu mnóstwo) jednych uwzniośla i kieruje ku świętości, innych zaś przygina do ziemi i utwierdza w ich zwierzęcości. Jednych doświadczenie to otwiera na życie, innych na użycie. Wspaniale Kazantzakis opowiada swą opowieść: nie dość, że jest doskonałym scenarzystą, świetnym obserwatorem ludzkich zachowań i postaw, to układa z tych elementów przejmującą opowieść o narastającym napięciu i wstrząsającym finałem. A jeszcze dość sprawnie omija potencjalne pułapki tej wielowątkowej opowieści (jak choćby wiarygodne przedstawienie wewnętrznych przemian głównych bohaterów dramatu). Nic tu nie razi, nic nie kole, nic nie uwiera. Patosu sporo - tyle, ile w przypowieści czy rozprawie moralnej potrzeba, by wydobyć jej uniwersalny charakter. To literatura bardzo sensualna i na wszystkie zmysły oddziałująca. Niemal czujemy te nieznane i obce zapachy i smaki Orientu. Niemal czujemy niedogodności kolejnych pór roku w dość surowym klimacie. Bardzo mi współgra i współbrzmi i z “Mostem na Drinie”, i z “Konsulami ich cesarskich mości”, i - może zwłaszcza nawet - z “Madonną - Syreną”. Mocna to rzecz - prawdziwy moraliet z dobrze rozrysowanym tłem społecznym i historycznym, a postaciami szkicowanymi w lekko pastiszowej manierze. Moje pierwsze spotkanie z pisarstwem Kazantzakisa i od razu coś takiego: prawdziwa perła! Same dobre mam doświadczenia z nielicznymi dotychczas spotkaniami z literaturą grecką. Jakże mnie cieszy, że pewne moje ulubione wydawnictwo literackie ma w swych planach wydawniczych nowiutki przekład jakiegoś tajemniczego zapomnianego greckiego arcydzieła. Ale o tym na razie cicho-sza! Ostrożnie z dawkowaniem tej pozycji dla osób religijnych; nic tak nie może pozbawić wiary, jak postępowanie ziemskich funkcjonariuszy Pana B. Mnie zaś zasmuca o tyle, że w obrządku prawosławnym widziałem jakąś ostatnią - mistyczną? - szansę ocalenia chrześcijaństwa, tymczasem już sto lat temu wiadomo było, że jednak nic z tego. W sumie dość naiwne przesłanie książki. Nie sądziłem jednak, że tak mnie to poruszy. Trochę przypadkowo, a niespodziewanie jedna z książek roku!
MarWinc - awatar MarWinc
ocenił na108 miesięcy temu
Wyspa ocalenia Włodzimierz Odojewski
Wyspa ocalenia
Włodzimierz Odojewski
Powstała w 1950 roku książka autorstwa Włodzimierza Odojewskiego przedstawia kilka tygodni z życia Piotra Czerestwienskiego, który po długiej przerwie wraca do wschodniej Polski, aby - jak w dzieciństwie - spędzić wakacje u swoich dziadków. Jest rok 1943. Droga zdaje się być długa i męcząca, a sam bohater walcząc ze snem, gorączką i dręczącymi myślami o przeszłości, analizuje swoje dotychczasowe życie. Te dywagacje to gonitwa rozkładanych na czynniki pierwsze myśli i wewnętrzne dialogi bohatera, które ujawniają jego niezwykłą wrażliwość i wynikające z nich niepewność, rozstrojenie i wewnętrzne rozdarcie. Autor umiejscowił akcję książki na Podolu, ale poszczególnym miastom nadał fikcyjne nazwy: Nikorycza, Krzyżtopol, Gleby, tajemnicza miejscowość K. (miejsce z zamierzenia nienazwane) i wreszcie to najważniejsze - Czuprynia. To właśnie do niej udaje się Piotr po latach, do miejsca beztroskiego dzieciństwa, gdzie w towarzystwie dziadka Mikołaja, babci, stryja Teodora, piastunki Julii i tajemniczej Katarzyny, otoczony przez wszystkich troskliwą miłością, przeżywał szczęśliwe chwile i snuł beztroskie marzenia. Przyjazd, wbrew oczekiwaniom, przynosi rozczarowanie. Dom w Czuprynii nie jest bowiem dawnym, tak dobrze znanym mu z dzieciństwa światem, nic też nie jest tu takie jak przedtem. Bo choć zegar wciąż wybija te same tony, podłoga skrzypi jak dawniej a powietrze przepełnione jest tym samym zapachem kurzu i popiołu, to sielski kraj dzieciństwa odszedł gdzieś w zapomnienie. Piotr, odsunięty i chroniony przez opiekuńcze skrzydła matki przed okrucieństwem wojny, nieświadomy tego co przeżywają jego najbliżsi, zderza się nagle z brutalną rzeczywistością. Przytłoczonymi makabrycznymi opowieściami krewnych o bratobójczych walkach, z trudem próbuje odbudować nową rzeczywistość. „Pożary, mord, rabunek” - słyszy z ust babki, a zgliszcza spalonych domów i strach ludzi przed tym, co może przynieść kolejny dzień odkrywają przed nim nową, nieznaną mu dotąd rzeczywistość. Świat, do którego powrócił po latach, nagle rozpada się i niweczy jego dotychczasowe wartości. Od dziadków dowiaduje się o grasujących w okolicy bandach ukraińskich nacjonalistów i ofiarach ich barbarzyńskich mordów. Mordów dokonywanych nawet na ich najbliższych. Słyszy o hordach pijanych, żądnych krwi i gwałtów oprawcach. O roztrzaskanych szybach, łomocie kolbami w drzwi po nocach i dzieciach, w przerażeniu kryjących się na cmentarzach. Widzi luny pożarów i spalone w sąsiedztwie domostwa ludzi. Strach oddalić się od domu, strach położyć się spać. Kto kolejny pożegna się z życiem? I tylko krótkie chwile po przebudzeniu stwarzają pozory, że idylla toczy się jak dawniej, podczas wakacji - budzący Piotra blask wczesnego poranka, wlewający się do pokoju ptasi gwar, śniadanie na stoliku i miednica z zimną wodą do umycia - wszystko to trwa niezmiennie, na przekór nowej rzeczywistości. Ta „wyspa ocalenia”, którą miała stać się na kilka wakacyjnych tygodni Czuprynia i w której zapragnął ponownie odnaleźć radosne ślady beztroskiego dzieciństwa, odkrywa przed nim rodzinną, trudną do udźwignięcia dla młodego człowieka tajemnicę. To też sprawia, że nie znajduje tu oczekiwanego wytchnienia. Niepokój nie ustępuje, koszmary senne wracają każdej nocy a ból i żądza zemsty, zrodzone w nim po odkryciu tajemnicy narastają. Wszystkie te okoliczności sprawiają, że chłopak w przyspieszonym tempie dojrzewa, budzi się w nim też odpowiedzialność za los najbliższych. Skąpe, niemal niewidoczne dialogi i rozbudowane zdania tworzą idealne ramy dla spokojnej narracji, które pozwalają jej się toczyć w swym powolnym tempie. Jednak historia, choć płynie niespiesznie, nie jest pozbawiona emocji. Zaskakująco ciekawie wypada kontrast pomiędzy bolesnymi wydarzeniami i przeżyciami a sielskim portretem natury - emocje od strachu i nienawiści przechodzą miękko do idyllicznych opisów przyrody, która łagodzi dramatyczne chwile, nadając pozory kontynuacji przedwojennego życia. Obrazom malowanym przez Odojewskiego brakuje ostrości. Są zawoalowane i zamglone, a bohaterowie w transie, niczym zahipnotyzowani, poruszają się na pograniczu snu i jawy co sprawia, że narracja powieści łagodnieje. Porwała mnie ta piękna, odchodząca już w zapomnienie polszczyzna, iście poetycka proza, która opisując niezwykle sugestywnie wydarzenia i doznania bohaterów ukazuje niezwykłą umiejętność autora w operowaniu językiem.
zuszka - awatar zuszka
oceniła na107 miesięcy temu

Cytaty z książki Pamiętnik wiejskiego proboszcza

Więcej
Georges Bernanos Pamiętnik wiejskiego proboszcza Zobacz więcej
Georges Bernanos Pamiętnik wiejskiego proboszcza Zobacz więcej
Georges Bernanos Pamiętnik wiejskiego proboszcza Zobacz więcej
Więcej