Pamiętnik wiejskiego proboszcza

336 str. 5 godz. 36 min.
- Kategoria:
- klasyka
- Format:
- papier
- Seria:
- Biblioteka Dzieł Wyborowych
- Tytuł oryginału:
- Journal d’un curé de campagne
- Data wydania:
- 2011-01-01
- Data 1. wyd. pol.:
- 1950-01-01
- Liczba stron:
- 336
- Czas czytania
- 5 godz. 36 min.
- Język:
- polski
- ISBN:
- 9788362268023
- Tłumacz:
- Wacław Rogowicz
Młody, żarliwy ksiądz zmaga się z płytką wiarą swoich parafian, własnymi wątpliwościami, słabością duchową i fizyczną. Musi zmierzyć się z szatanem, który opanował dusze mieszkańców. To walka która prowadzi do zwątpienia w powołanie, walka na śmierć i życie…
Dodaj do biblioteczki
Reklama
Szukamy ofert...
Kup Pamiętnik wiejskiego proboszcza w ulubionej księgarni
Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Oceny książki Pamiętnik wiejskiego proboszcza
Poznaj innych czytelników
289 użytkowników ma tytuł Pamiętnik wiejskiego proboszcza na półkach głównych- Chcę przeczytać 191
- Przeczytane 94
- Teraz czytam 4
- Posiadam 30
- Ulubione 3
- Literatura francuska 2
- Beletrystyka 2
- Chrześcijaństwo 2
- Posiadam - w kolejce do przeczytania 1
- Literatura 1
































OPINIE i DYSKUSJE o książce Pamiętnik wiejskiego proboszcza
Non sciunt quod facient - jak on pisał, słowa można by rzec dziecinne, niezrozumiałe przez złe duchy, zamykające niewinną ręką nad nimi otchłań. Choć się na tym dobrze nie znam i bije ze mnie światło raczej mętne ta powieść była jak piękna modlitwa: nagie, drżące wyznania wychodzące prosto z serca, urwane frazy, wydarte strony godne milczenia. Doznanie głębokiej wiary poprzez niewinność i kruchość odnalezioną w samotności, ubóstwie, pokorze wiejskiego księdza, pogardzie parafian, obojętności ich duchowego zmęczenia. Dotyk ręki Boga na jego ustach - jestem smutny, bo Bóg nie jest kochany. Ten chłód, który go spowija zastępuje mu sen. Ból nie do zniesienia, woda o smaku łez. Stańcie się jak dzieci, cóż to szkodzi. Hołd dla dusz zdolnych znaleźć w niesprawiedliwości, której są ofiarami, podstawę do siły i nadziei. Nieszczęściem niesłychanym tych co nie kochają jest, że oni już niczym nie mogą się dzielić. Śpiew światła; świętość jest cicha, łaska dyskretna - tak kochać bezinteresowną miłością uważności i czystości serca. Już zmierzch, wicher, deszcz, uderzenie dzwonu ze szczytu wieczoru. Słowa ostatnie: wszystko jest łaską. W oknie jeszcze pełnym mroku zaczyna płonąć zorza. Jakie to wszystko było rześkie, dobre. Szept duszy to był, jak przeciągły szmer liści poprzedzający świtanie. Jaki świt we mnie wstanie? Jedna z najpiękniejszych książek jakie przeczytałem.
Non sciunt quod facient - jak on pisał, słowa można by rzec dziecinne, niezrozumiałe przez złe duchy, zamykające niewinną ręką nad nimi otchłań. Choć się na tym dobrze nie znam i bije ze mnie światło raczej mętne ta powieść była jak piękna modlitwa: nagie, drżące wyznania wychodzące prosto z serca, urwane frazy, wydarte strony godne milczenia. Doznanie głębokiej wiary...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWybacz mi Panie.
Ale czy jeżeli znajdzie się choć ten jeden sprawiedliwy, niewinny, naiwny, czysty, pokorny, ubogi w duchu, kochający
- będziemy ocaleni?
My pyszni. Bogacze i nędzarze. Dusza duszy. Jeden więźniem drugiego.
Gdyby wszelka pycha w nas umarła, gdybyśmy jedynie pragnęli poddać się, skruszyć kamienie w sercach naszych.
Będziesz miał wzgląd na Niego?
Boże jak się poddać? Jak nie być tą spokojną, uśpioną, skamieniałą duszą? Jak zauważyć tego sprawiedliwego?
Ps. O Pamiętniku wiejskiego Proboszcza Sandor Marai tak napisał w Dzienniku: Hausty czystego powietrza na każdej stronicy. Istotą powieści Bernanosa jest zdanie: „Piekło zaczyna się wtedy kiedy już nie kochamy”.
Wtedy jeszcze nie wiedział, że sam zrezygnuje. Że nie będzie zdolny poddać się.
Tak, to jest czyste powietrze. Kto zdoła nim prawdziwie odetchnąć wie co to miłość.
Książka, którą czyta się przez łzy, a daje spokojną radość. Trudna. Będzie dla mnie dłuższym wzruszeniem.
Wybacz mi Panie.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAle czy jeżeli znajdzie się choć ten jeden sprawiedliwy, niewinny, naiwny, czysty, pokorny, ubogi w duchu, kochający
- będziemy ocaleni?
My pyszni. Bogacze i nędzarze. Dusza duszy. Jeden więźniem drugiego.
Gdyby wszelka pycha w nas umarła, gdybyśmy jedynie pragnęli poddać się, skruszyć kamienie w sercach naszych.
Będziesz miał wzgląd na Niego?...
Opowieść o młodym księdzu, który robi, co może, ale niestety nie może zbyt wiele. Zgadzam się z komentującymi, którzy porównują Bernanosa do Dostojewskiego - styl jest bardzo podobny, z konfliktem egzystencjalnym, samotnością i grą między cierpieniem a współczuciem w tle. I również jak u Dostojewskiego, narracja ma oddawać skomplikowane życie wewnętrzne bohatera, ale miejscami bywa ciężkawa, zapętlona, zbyt męcząca. Za to spokojnie polecam Bernanosa czytelnikom o wszelkich przekonaniach religijnych lub ich braku, bo chrześcijańskość - oczywiście wszechobecna w tej książce - działa tu w zasadzie jako element charakterystyki postaci, bardzo zręcznie przedstawiony, ale paradoksalnie pozostający w tle bardziej uniwersalnego cierpienia i poszukiwań.
Opowieść o młodym księdzu, który robi, co może, ale niestety nie może zbyt wiele. Zgadzam się z komentującymi, którzy porównują Bernanosa do Dostojewskiego - styl jest bardzo podobny, z konfliktem egzystencjalnym, samotnością i grą między cierpieniem a współczuciem w tle. I również jak u Dostojewskiego, narracja ma oddawać skomplikowane życie wewnętrzne bohatera, ale...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPatrząc na cokolwiek, widzimy (czy lepiej: ,,reagujemy na'') światło, które pochodzi od Słońca, odbite, przemieszane, ale rzeczy objawiają się naszym oczom przemienioną energią słoneczną.
Nawet jeszcze w jaskinii tak jest, choć dopiero na zewnątrz, pokonawszy początkowe oślepienie widzi się to, co widać, ale i widzi się, że widać to dzięki czemuś innemu. Widać dzięki czemuś aż tak widocznemu, że nierozpoznanemu i tak olśniewającemu, że to początkowe olśnienie w odruchu obronnym staje się zwykle zaślepieniem.
Tyle fizyka i Platon. C. S. Lewis natomiast pisze (gdzieś w ,,Toaście'') jakoś tak: To co jest odpowiednio dobraną i położoną na płótnie mieszaniną pigmentów i spoiwa, może być Słońcem, lecz jest to tylko takie słońce, które widzieć można wyłącznie dzięki temu Słońcu nad nami.
Oczywiście nie tworzy on nowej Farbenlehre czy teorii widzenia, stawka jest wiele wyższa. Jest nią pokazanie, że w bliźnim, którego się kocha widzi się odbłysk Bożej miłości, ,,światłość prawdziwą, która oświeca każdego człowieka, gdy na świat przychodzi''.
I coś takiego znalazłem też u Bernanosa:
,,Póki żyjemy, możemy ulegać złudzeniu, wierzyć, że kochamy własnymi siłami, że kochamy poza Bogiem. Ale podobni jesteśmy do wariatów wyciągających ramiona ku odbiciu w wodzie.''
I wiele innych znalazłem (i może trochę już o nich myślałem...) -- są w książce miejsca najeżone takimi prawdami, i jak pole minowe ciężko je przebyć bez szwanku.
Może jedynie na szybko się uda (to takie miny z zapalnikiem czasowym),bo już każde ostrożniejesze czytanie tylko sprzyjać będzie uszczerbkom, zerwaniom.
Ostatecznie i tak wszyscy ludzie zostaną ,,[...] pozbawieni przez śmierć tych wszystkich sztucznych członków, które społeczeństwo dostarcza ludziom w ich rodzaju, ukażą się tacy, jacy są [...]'', staniemy nadzy i to ta nagość będzie sądzona.
Przywołałem wyżej C.S. Lewisa chyba przez bardzo świeże jeszcze wrażenie z powrotu do wybranych jego prac, a tochę też (może, bo nie do końca świadomie) chcąc zareklamować Bernandosa czytelnikom Lewisa (i vice versa, choć odwrotny kierunek będzie dużo mniej uczęszczany). Na pewno jednak poruszyła mnie bezkompromisowa prostota takich fragmentów, jak te wyżej cytowane - bezkompromisowość wcześniej spotkana przeze mnie w popularnej jednak literaturze przede wszystkim u Lewisa.
Będzie mi się więc ta książka kojarzyła z lewisiańską apologetyką, ale snują się mi i inne powiązania. W innym fragmencie kulminacyjnej (przy pierwszym czytaniu przynajmniej, bo inne, mniej roztkliwione momenty stają się jednak później istotniejsze) rozmowy księdza z pewną parafianką padają słowa o niewidocznym i nierozerwalnym związku każdego z każdym, związku wzajemnym, w dobru i złu. I że to jest ukryte, bo z tą świadomością nie dałoby się (noirmalnie) żyć. Pierwsza część trochę przypomina pewną myśl Pascala (z jego ataków na przeciwników Port-Royal),a druga nawet aforyzm Ciorana (by działać, trzeba widzieć horyzont ograniczony). Jeśli jednak pójść za tą myślą dalej, to gdzież trafiamy jak nie na buddyzm, jak nie na jakiś przynajmniej ,,aspekt buddyzmu''? Negacja osoby rozumianej jako indywiduum może jest tylko delikatnie tu i ówdzie intonowana, rezonuje jednak we mnie bardzo silnie. Czy to jeszcze chrześcijanskie rezonowanie? Nie wiem, ale na pewno w podobnym duchu wypowiadał się Martin Buber (choć nie tak drastycznie) i przede wszystkim Henri De Lubac.
Bernanos to nie teolog czy religioznawca, o sobie mówił: ,,jestem skromnym pisarzem, ale jeżeli są czytelnicy, którzy mnie czytają i cenią, to oni wiedzą, że ja nigdy nie kłamię''. Nie kłamał, mówił o sprawach fundamentalnych i mocno, jego książki nie były więc popularne, zdecydowanie odbiegały od tego, co się wtedy chyba podobało, ale właśnie do ludzi tamtych czasów (i Francuzów przede wszystkim) były kierowane. Może nie był i nadal nie jest powszechnie czytany, ale tak jak proboszczowi dane było w 15 minut kompletnie przewrócić, przenicować czyjeś dobrze uładzone życie, tak Bernanosowi dany był takent pisania książek, które już, jak ufam, odmieniły i zdolne są dalej odmieniać losy swych, licznych-nielicznych, czytelników. Może nie w kwadrans, nie w 5 godz. z hakiem (jak szacuje LC),no ale to już najmniej ważne.
Trafiał więc bezpośrednio do niewielu, ale ,,kto mówi do kilku, mówi do wszystkich'', i Bernanos o tym chyba wiedział, mając za cel odmienianie nie tylko pojedynczych ludzi, ale i subtelne choćby przestrajanie całej wspólnoty, pobudzanie do rezonansu ogłuchłych jej rejestrów. We wstępie do zbioru swych artykułów pisał:
,,Powtarzam, cywilizacja współczesna jest kolosalnym przedsięwzięciem, które zmierza do tego, by dać rozrywkę, distrahere, za wszelką cenę poprzez wymysły mechaniki, ludzkości jeszcze zbyt niedawno amputowanej, by nie cierpiała nad organem, który straciła. Rozrywka, która stała się kołem piekielnym i która jakby nikogo rozerwać nie może, dopóki nie wyniszczy definitywnie tego życia wewnętrznego, które sprawiało, że człowiek był zwierzęciem religijnym.
Ale już umysły głębsze obserwują poprzez świat pierwsze oznaki rewolucji największej ze wszystkich w historii, mówiąc ściśle, jedynej rewolucji w historii, wobec której inne były jedynie bladymi odbiciami nie do poznania, rewolucji człowieka stworzonego na obraz i podobieństwo Boże przeciwko materii, która podstępnie z wieku na wiek go zwycięża, wtedy, gdy jemu się zdaje, że on ją sobie zniewolił.''
I co z tą apokalipsą? Sto lat mija, a cena, jaką skłonni jestemy płacić za rozrywkę tylko rośnie. Niewymierna to cena, owszem, ale na pewno wzrasta śmiałość przy jej uwzględnianiu w rachunkach (tym łatwiej to przychodzi, że rozrywka przybiera płaszcz kultury i w nim się bezwstydnie obnosi, w mediach, na portalach...). Z drugiej strony, apokalipsa dotyczy zawsze tu i teraz (jak ładnie pisał Krzysztof Michalski). I ta uważność tu i teraz promieniuje z ,,Pamiętnika...'' .
Sam bym tego nie dostrzegł może, to takie promienie z krańców spektrum, ale Czapski miał bardziej wyczulone oko. W zakończeniiu poświęconego pamięci Bernanosa eseju (ze zbioru ,,Czytajc'') pisze Czapski tak :
,[...] w dziele Bernanosa co krok, nawet w książkach najbardziej mrocznych, wyczuwamy tę niezmierną miłość życia i radość życia, do której zdolni są ludzie, którzy wiedzą, d l a c z e g o żyją i d l a c z e g o gotowi są umrzeć, dla których każda chwila ma wartość absolutną. I tu jest może akcent książek Bernanosa najbardziej uniwersalny. Poprzez wszystkie dzieła Bernanos nawołuje nas do życia, w którym radość byłaby możliwa.''
Tak, coś w tym jest, jego książki również potrafią ,,zaskoczyć radością''.
Patrząc na cokolwiek, widzimy (czy lepiej: ,,reagujemy na'') światło, które pochodzi od Słońca, odbite, przemieszane, ale rzeczy objawiają się naszym oczom przemienioną energią słoneczną.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNawet jeszcze w jaskinii tak jest, choć dopiero na zewnątrz, pokonawszy początkowe oślepienie widzi się to, co widać, ale i widzi się, że widać to dzięki czemuś innemu. Widać dzięki...
Książka to pamiętnik ciężko chorego młodego proboszcza w Ambicourt, wiejskiej parafii. Wielkie wartości są tu wplecione w małą fabułę. Trochę ciężko się czyta, ponieważ w obszerne monologi wtrącana jest sporadyczna znikoma akcja. Mimo wszystko warta przeczytania z uwagi na prawdy w niej zawarte.
Książka to pamiętnik ciężko chorego młodego proboszcza w Ambicourt, wiejskiej parafii. Wielkie wartości są tu wplecione w małą fabułę. Trochę ciężko się czyta, ponieważ w obszerne monologi wtrącana jest sporadyczna znikoma akcja. Mimo wszystko warta przeczytania z uwagi na prawdy w niej zawarte.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo tobyć może nigdy
nie dochodzi się do kresu
swej samotności
choć można się do niej
niebezpiecznie zbliżyć
nie nazywać
dotykać boleśnie
tej rany
codziennie
aż przyjdzie dzień
pogodzenia się
akceptacja
afirmacja życia
u kresu nie tylko
duchowej udręki
.
Zapis fizycznych cierpień i wewnętrznych zmagań. Obraz człowieczej słabości, która bije z każdej zapisanej ręką proboszcza kartki jego dziennika. Świadectwo chwilowej utraty wiary- w umiejętność modlitwy, jej sens, w kapłańską posługę, bycie zwierzchnikiem parafii i przewodnikiem dusz. Portret księdza - "anarchisty, marzyciela, poety"- próbującego zgłębić naturę zła, choć ze świadomością tego, że świat zła wymyka się zawsze umysłowi człowieka. Bohater miotający się w swej rozpaczy, nudzie, samotności, prowadzący walkę ze swoimi demonami, pychą oraz niemocą ściskającą serce jak kleszcze. Rozczarowany ludzką hipokryzją, dziwnie rozumianą moralnością, dręczony "smutkiem duszy". Przekonany o tym, że dola człowiecza skazuje go na to, by nie móc pojąć "nic w sobie i poza sobą inaczej jak pod postacią udręki". Ten, który za dużo rozmyśla. Ten, który gubi się w słowach. Ten, który zamiast modlić się- marzy. W końcu ten, który nawet wygląda jak "niemiecki romantyk". Jedynym stałym punktem w "bezładnym korowodzie majaczeń", kreślonych na kartach dziennika - jest ból- prześladujący, wyczerpujący, czasami popychający na skraj szaleństwa, a czasami od obłędu pozwalający- mimo wszystko- się uchronić.
.
Trudna to proza, zarówno pod względem treści, jak i formy. Kontemplacyjna, niewygodna, wymagająca uwagi, zaangażowania, skupienia. Niejednoznaczna, czasami muskająca dany wątek delikatnie, sugerując, że reszta wzięta jest w nawias. Traktująca o rzeczach spychanych na margines, niepopularnych. Czystość ciała i duszy, choroba ciała i duszy, szeroko rozumiana duchowość, rola kapłana, jego miejsce w społeczeństwie. Polemika i argumenty, a nie atak. Rozległa perspektywa do dyskusji, a nie katalog prawd objawionych. Próba zdefiniowania grzechu i obraz walki jednostki z grzechem. Do powolnego, uważnego czytania. Dla tych, którzy szukają głębi i treści, nie bojąc się poczuć dotyku fizycznego bólu, wewnętrznego cierpienia oraz śmierci na ramionach- polecam.
być może nigdy
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo tonie dochodzi się do kresu
swej samotności
choć można się do niej
niebezpiecznie zbliżyć
nie nazywać
dotykać boleśnie
tej rany
codziennie
aż przyjdzie dzień
pogodzenia się
akceptacja
afirmacja życia
u kresu nie tylko
duchowej udręki
.
Zapis fizycznych cierpień i wewnętrznych zmagań. Obraz człowieczej słabości, która bije z każdej zapisanej ręką proboszcza...
To tak na prawdę jedna wielka rozprawa teologiczna, o podstawowych Prawdach Wiary, obleczona w lekką fabułę, która tu nie jest najważniejsza. Jest to ciężka książka w czytaniu, która sprawia przeogromną radość, podtrzymuje na duchu, ukazuje piękno wiary i miłość Bożą. Lepiej nad nią poświęcić więcej czasu, niż szybko przekartkować, bo z lektury nic się nie wyniesie. Kopalnia cytatów. Na pewno wrócę do niej i to nie jeden raz. ;)
To tak na prawdę jedna wielka rozprawa teologiczna, o podstawowych Prawdach Wiary, obleczona w lekką fabułę, która tu nie jest najważniejsza. Jest to ciężka książka w czytaniu, która sprawia przeogromną radość, podtrzymuje na duchu, ukazuje piękno wiary i miłość Bożą. Lepiej nad nią poświęcić więcej czasu, niż szybko przekartkować, bo z lektury nic się nie wyniesie....
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie wiem czy dziś jeszcze występuje taka kategoria jak "pisarze katoliccy". Nie chodzi mi tu o niszowych autorów jakichś bajeczek dla dzieci i dewotek ani o wojujących publicystów walczących z Lutrem i masonami. Chodzi o prawdziwych pisarzy, próbujących dotrzeć do głębi treści kryjących się za takim słowami jak powołanie, zło, kuszenie, dobro, modlitwa, odpuszczenie, piekło, posługa a wreszcie śmierć. Pisarzy należących do najlepszych z epoki. Może jeszcze jacyś są ale kiedyś chyba było ich więcej. Bernanos niewątpliwie był jednym z ważniejszych.
Z początku jest pisane może trochę zbyt gęstym stylem, ale wciąga i pozostawia bez odpowiedzi ale z wieloma pytaniami. A to jest najważniejsze.
Nie wiem czy dziś jeszcze występuje taka kategoria jak "pisarze katoliccy". Nie chodzi mi tu o niszowych autorów jakichś bajeczek dla dzieci i dewotek ani o wojujących publicystów walczących z Lutrem i masonami. Chodzi o prawdziwych pisarzy, próbujących dotrzeć do głębi treści kryjących się za takim słowami jak powołanie, zło, kuszenie, dobro, modlitwa, odpuszczenie,...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPięknie ukazany majestat kapłana - prostego, ograniczonego, ale świadomego swej misji - wobec zniewolonego człowieka. A poza tym wiele innych wątków. Dość trafny obraz życia chrześcijańskiego. Dawno temu polecał mi Bernanosa pewien Belg, kiedy zapytałem, kto w literaturze francuskojęzycznej mógłby się równać z Dostojewskim. Chyba miał rację.
Pięknie ukazany majestat kapłana - prostego, ograniczonego, ale świadomego swej misji - wobec zniewolonego człowieka. A poza tym wiele innych wątków. Dość trafny obraz życia chrześcijańskiego. Dawno temu polecał mi Bernanosa pewien Belg, kiedy zapytałem, kto w literaturze francuskojęzycznej mógłby się równać z Dostojewskim. Chyba miał rację.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDałam się wkręcić. Myślałam czytając, że to są naprawdę pamiętniki wiejskiego proboszcza.
Co o samych "zapiskach"? Świadectwo świadomości zaangażowanej z pierwszej połowy XX w. Zaangażowanej w drogę poszukiwania odpowiedzi na pytania o zło, nadzieję, nędzę, naturę ludzką ( w tym specyficzną w rozumieniu niektórych mężczyzn, w tym autora, naturę kobiet). Ujmujący próba pokazania zmagań wewnętrznych, ale też zmagań o drugiego człowieka. Wiele stron pachnie dobrocią, niektóre-dostojewszczyzną.
Myślę, że jeszcze do niej wrócę - jest tam kilka mocnych, dużego kalibru zdań, które chciałabym jeszcze kiedyś, w świetle innego dnia przeczytać.
Dałam się wkręcić. Myślałam czytając, że to są naprawdę pamiętniki wiejskiego proboszcza.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCo o samych "zapiskach"? Świadectwo świadomości zaangażowanej z pierwszej połowy XX w. Zaangażowanej w drogę poszukiwania odpowiedzi na pytania o zło, nadzieję, nędzę, naturę ludzką ( w tym specyficzną w rozumieniu niektórych mężczyzn, w tym autora, naturę kobiet). Ujmujący próba...