Człowiek szukający Boga. Szkice o modlitwie i symbolach

Okładka książki Człowiek szukający Boga. Szkice o modlitwie i symbolach autorstwa Abraham Joshua Heschel
Okładka książki Człowiek szukający Boga. Szkice o modlitwie i symbolach autorstwa Abraham Joshua Heschel
Abraham Joshua Heschel Wydawnictwo: Znak religia
204 str. 3 godz. 24 min.
Kategoria:
religia
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Man's quest for God: Studies in Prayer and Symbolism
Data wydania:
2008-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2008-01-01
Liczba stron:
204
Czas czytania
3 godz. 24 min.
Język:
polski
ISBN:
9788324010264
Tłumacz:
Violetta Reder
Człowiek szukający Boga. Szkice o modlitwie i symbolach to trzecia część trylogii Abrahama Joshuy Heschela, na którą składają się także: Człowiek nie jest sam. Filozofia religii oraz Bóg szukający człowieka. Filozofia judaizmu.

Ostatnia książka Heschela to dzieło, w którym w autentyczny i niezwykle subtelny sposób mistyka łączy się z głębią teologicznej mądrości i prawdziwego doświadczenia potęgi modlitwy.

Spośród wszystkich świętych uczynków na pierwszym miejscu jest modlitwa. Religia nie jest „czymś, co człowiek robi ze swoją samotnością”. Religia jest tym, co człowiek robi z obecnością Boga. A duch Boży jest obecny zawsze, kiedy tylko chcemy go przyjąć. To prawda, że w naszych czasach Bóg ukrywa swoje oblicze, ale ukrywa się, ponieważ Go unikamy. (z Przedmowy autora)

Mój ojciec łączył w sobie w sposób niepowtarzalny współczucie i miłosierdzie chasydów, zawsze widząc dobroć w innych, ze sprawiedliwością proroków, potępiając hipokryzję, skupienie na sobie samym i obojętność. (...) Niezwykła jest zwłaszcza owa różnorodność ludzi, którzy uważali go za swego nauczyciela; byli nimi katolicy, Żydzi, protestanci, biali i czarni, liberałowie i konserwatyści, ludzie pobożni i zeświecczeni, Amerykanie, Europejczycy, Izraelczycy. Jego życie jest wyzwaniem dla naszych konwencjonalnych perspektyw. Oto rabin, którego książki chwalił papież Paweł VI jako pomocne we wspieraniu pobożności katolików; ortodoksyjny Żyd z białą brodą i jarmułką, demonstrujący w marszu na rzecz praw obywatelskich i przeciwko wojnie w Wietnamie; imigrant z Polski, którego pisma można znaleźć w antologiach wybitnej prozy anglojęzycznej. (ze Wstępu Susanny Heschel)
Średnia ocen
8,1 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Człowiek szukający Boga. Szkice o modlitwie i symbolach w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Człowiek szukający Boga. Szkice o modlitwie i symbolach

Średnia ocen
8,1 / 10
10 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinie i dyskusje o książce Człowiek szukający Boga. Szkice o modlitwie i symbolach

Sortuj:
avatar
638
112

Na półkach: , ,

Najlepsza książka o modlitwie, jaką w życiu czytałem. Autor zachęca, by uwolnić się od religijnych symboli, które są pułapką w poszukiwaniu prawdy, prowizorką. Wypaczają wiarę i sprawiają, że droga, jaką za Bogiem podążamy staje się tylko pobożną ideą, estetyczną ceremonią, bezdusznym zwyczajem. Jego zdaniem Bóg nie mówi poprzez symbole, lecz poprzez wydarzenia, które człowiek ma kontynuować w swoim życiu. I przekonuje nas, że nie symbol, lecz słowo jest święte, że ma duszę, w którą na modlitwie możemy wniknąć. Polecam książkę wszystkim, bez względu na to, w jakiej tradycji religijnej się urodzili.

Najlepsza książka o modlitwie, jaką w życiu czytałem. Autor zachęca, by uwolnić się od religijnych symboli, które są pułapką w poszukiwaniu prawdy, prowizorką. Wypaczają wiarę i sprawiają, że droga, jaką za Bogiem podążamy staje się tylko pobożną ideą, estetyczną ceremonią, bezdusznym zwyczajem. Jego zdaniem Bóg nie mówi poprzez symbole, lecz poprzez wydarzenia, które...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
255
58

Na półkach: ,

Wspaniała pozycja dla wszystkich pragnących zgłębić tajniki wiary. Wiedza autora na temat religii i natury samego Boga jest niebywała. Czytając tę książkę czułem respekt przed stwórcą.

Wspaniała pozycja dla wszystkich pragnących zgłębić tajniki wiary. Wiedza autora na temat religii i natury samego Boga jest niebywała. Czytając tę książkę czułem respekt przed stwórcą.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

40 użytkowników ma tytuł Człowiek szukający Boga. Szkice o modlitwie i symbolach na półkach głównych
  • 26
  • 14
14 użytkowników ma tytuł Człowiek szukający Boga. Szkice o modlitwie i symbolach na półkach dodatkowych
  • 6
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Człowiek szukający Boga. Szkice o modlitwie i symbolach

Inne książki autora

Abraham Joshua Heschel
Abraham Joshua Heschel
Oboje jego rodzice, tak ojciec Mordechaj (zm. 1916),jak i matka Rajzel z domu Perlow wywodzili się z opatowskich rodzin chasydzkich. Abraham Joszua był ich najmłodszym, szóstym dzieckiem. Uzyskał tradycyjne żydowskie wykształcenie w jesziwie zakończone smichą czyli rabiniczną ordynacją. Następnie studiował na Uniwersytecie w Berlinie, broniąc na tej uczelni pracę doktorską, która została wydany po niemiecku przez Polską Akademię Umiejętności w 1936 roku pt. „Prorocy”. Równolegle zgłębiał wiedzę rabiniczną w Wyższej Szkole Nauk Judaistycznych, którą zakończył ponowną ordynacją rabiniczną. Jego nauczycielami byli Chanoch Albeck, Ismar Elbogen, Julius Guttmann i Leo Beck. W 1937 roku Martin Buber powołał go na swego następcę w Domu Nauki Żydowskiej we Frankfurcie nad Menem. Jego pobyt w Niemczech nie trwał długo. Z powodu nazistowskich represji w 1938 roku został stąd wydalony. Pierwszym miejscem zatrzymania była Warszawa, gdzie kilka miesięcy wykładał w Instytucie Nauk Judaistycznych. Następnie w lecie 1939 roku wyjechał do Wielkiej Brytanii, a stamtąd w 1940 roku do USA. Heschel 10 grudnia 1946 roku poślubił pianistkę Sylwię Straus. Z ich związku urodziła się córka Susannah Heschel (obecnie profesor studiów żydowskich w Dartmouth College). W USA pracę wykładowcy podjął najpierw w Hebrew Union College w Cincinnati, w którym nauczano zgodnie z zasadami przyjętymi przez reformowany kierunek judaizmu. Krytyczny stosunek Heschela do tych zasad skłonił go do przejścia w 1946 roku do Jewish Theological Seminary of America w Nowym Jorku, które reprezentowało kierunek konserwatywny (umiarkowany),choć i z nim do końca się nie identyfikował. W uczelni tej piastował funkcję profesora etyki i mistyki żydowskiej aż do śmierci. Pisał po niemiecku, hebrajsku, w jidysz i po angielsku. Obok prac dotyczących średniowiecznej filozofii żydowskiej, kabały i chasydyzmu, tworzył także poezję. Do najważniejszych jego dzieł należą: Man is Not Alone (Człowiek nie jest sam),God in Search of Man (Bóg szukający człowieka),The Sabbath (Szabat) i The Prophets (Prorocy). Heschel angażował się jednocześnie w wiele spraw publicznych: wspierał zaprzyjaźnionego z nim Martina Luthera Kinga w walce o równouprawnienie Murzynów, wywarł poważny wpływ na zmianę stosunku Kościoła katolickiego do judaizmu, co wyraz znalazło w deklaracji Nostra aetate przyjętej na II Soborze Watykańskim, występował zdecydowanie o respektowanie praw obywatelskich w USA oraz na rzecz wolności dla Żydów w Związku Sowieckim. W 2009 roku został wydany tomik jego młodzieńczych wierszy Niewypowiedziane imię Boga: Człowiek. W oryginale zapisane w języku jidysz, przetłumaczone na język polski, przez krakowskiego orientalistę, judaistę i tłumacza Przemysława Piekarskiego.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy Człowiek szukający Boga. Szkice o modlitwie i symbolach przeczytali również

Św. Idiota. Projekt antropologii apofatycznej Cezary Wodziński
Św. Idiota. Projekt antropologii apofatycznej
Cezary Wodziński
Książka do tego stopnia przewrotna, że prawdopodobnie osoba, która zabierze się do jej lektury bez jakiejkolwiek szczątkowej znajomości tematu uzna, że celem jej powstania nie było przybliżenie osoby świętego Idioty, ale zrobienie idioty z czytelnika . No dobrze, aż tak perfidny Cezary Wodziński nie był, ale sam jurodiwyj, czyli tytułowy św. Idiota to naprawdę ciekawa i intrygująca postać. Pierwsze skojarzenie to połączenie Sokratesa i Diogenesa (tego z beczki),z dyskretną pomocą św. Franciszka. Z mniej spersonalizowanych podobieństw dorzucić można naturystów (lubili chodzić obnażeni),ale zdarzały się przypadki jurodiwych transwestytów, a Ksenia Petersburska została nawet świętą. Święty transwestyta! Rozkwit jurodistwa to XV i XVI, ale występowali właściwie do końca XVIII wieku. Instytucja Idioty nie była znana w chrześcijaństwie zachodnim, co zdaniem autora świadczy o duchowej intensywności prawosławia i nazywa ją religijnym "stanem wyjątkowym". Najlepiej książkę przeczytać, ale nie ulega wątpliwości, że jurodiwi byli znakomici w psuciu dobrego samopoczucia u tych, którzy mieli z nimi styczność, czyli ich obecność "u cioci na imieninach" wzbudzała z reguły popłoch, a potrafili być złośliwi, czy wręcz perfidni. Wodziński twierdzi, że ich postawa była niezłą odtrutką na dogmatyzację i instytucjonalizację świata religii. Ogólnie ciekawa, ale momentami aż za bardzo, czyli irytuje, ale czego można spodziewać się po idiocie. Szczególnie świętym.
werblista - awatar werblista
oceniła na72 lata temu
Hinduizm Andrzej Tokarczyk
Hinduizm
Andrzej Tokarczyk
Czytanie tej książki to namacalne doświadczanie przemijalności rzeczy. Odwracam przeczytana kartkę, a ta zostaje mi w rękach, niemniej książka ta stanowi niezłe uzupełnienie dla "Świętej nici hinduizmu". Jeszcze raz można przewędrowac przez najstarsze teksty Indii, a więc Wedy, śledzić jak wedyzm, staje się braminizmem, w którym dominującą rolę odgrywa kult i kapłani - bramini, jak pojawienie z 400 lat przed Chrystusem krytycznych wobec braminizmu takich religijnych ruchów reformatorskich, jak dżinizm i buddyzm przemienia i pogłębia braminizm czyniąc z niego hinduizm. Książka pozwala nam się zastanowić nad tajemniczymi "Upaniszadami", przybliża indyjskie eposy " Ramajana" i "Mahabharata", szczególną uwagę poświęcając części tej ostatniej świętej dla hindusów " Bhagawadgicie", przedstawia siaktyzm i tantryzm, poświęca rozdział wcieleniu Wisznu Krysznie, a także bogini Kali. Liczne cytaty, odwołania do różnych indologów, porównywanie ich interpretacji. W rozdziale "Hinduizm jako formacja duchową" autor pisze o Krisznamurtim, Matce Teresie, Heideggerze, Ramakrysznie, jego uczniu Vivekanandzie, ale i o postaciach bardziej odległych w czasie, o Śankarze i i starożytnym poecie tamilskim Tiruwalluwarze. Do książki dołączono ciekawą bibliografię i kalendarium tak zwięzłe, że zabrakło w nim miejsca na Rabindranatha Tagore. Znalazłam w niej też m.in. - "rzeczą dobrą jest odstąpienie swego dobrego karmana (pozytywnego bilansu uczynków) przyjacielowi lub komuś bliskiemu", by za czyjąś sprawą czekało go lepsze kolejne wcielenie - o " pozycji trupa", całkowitym rozluźnieniu wszystkich mięśni, przy spowolniony oddechu, zapewniającym wypoczynek psychiczny i fizyczny - kilkakrotnie w ciągu dnia przyjmowana przez zwierzę, trudna dla człowieka -" Zbrojąc się w świadomość transcendentalną, walcz z iluzją, wrogiem twej jaźni, przebywającym wewnątrz Ciebie" (cytat z "Bhagawadgity") - "większość hinduistów deklaruje swoją wierność następującym przekonaniom - przekonaniu o boskości własnej duszy (i jej nieśmiertelności) - przekonaniu o jedności wszelkich istnień - przekonaniu o realnym istnieniu jedynie Absolutu (Boga nie osobowego) - przekonaniu o ukrytej harmonii i zgodności wszystkich religii"
Tamanna - awatar Tamanna
oceniła na610 lat temu
Noc ciemna św. Jan od Krzyża
Noc ciemna
św. Jan od Krzyża
Jeśli pragnąć miłości – to tylko takiej. Jeżeli "miłość" – to właśnie taka. Noc ciemna to piękny poemat o rozwoju miłości „pośród nocy” między Oblubieńcem a Oblubienicą. Zakochana dusza (osoba) ucieka ze swego domu w poszukiwaniu Umiłowanego, dając się prowadzić przez mrok jedynie miłości. Spotkanie z Oblubieńcem i wzajemna obecność, w atmosferze milczenia i pokoju, upodabnia ją, by przez uczestnictwo zjednoczyła się z Tym, „którego miłuje jej dusza.” Wchodząc po stopniach miłości – choruje (nie mogąc oddać z radością życia po tysiąc razy dla swojej miłości, "uważa siebie za nic niewartą we wszystkim, co czyni, a życie wydaje się jej bezużyteczne"); szuka ustawicznie (nie patrzy ani nie zważa na nic, a nie panując nad sobą w porywie i upojeniu miłości, gotowa jest podjąć się rzeczy dziwnych i nadzwyczajnych, jakie by napotkała, aby tylko znaleźć Tego, którego miłuje). Pobudza się do czynów miłości; pragnie cierpieć dla Umiłowanego; gwałtownie łaknie, musząc ujrzeć Tego, którego miłuje, albo umrzeć; swobodnie wzlatuje ku Ukochanemu, by wreszcie nabyć wiary i mocy, wiele osiągając przez żarliwą rozmowę z tym, z którym raduje się, dzięki czemu On spełnia pragnienia Jej serca. Chwyta Go i obejmuje, nie puszczając – znalazła bowiem Tego, którego miłowała jej dusza; płonie rozpalona, całkowicie upodabniając się przez uczestnictwo do Tego, do którego dążyła przez oczyszczenie, uciszenie i umacnianie się, aby Go tym lepiej przyjąć. Substancjalne dotknięcia w zjednoczeniu duszy i Oblubieńca (niczym pocałunki: Niech mnie pocałuje pocałunkiem ust swoich) wypełniają w całości, dzięki czemu osiągnąć można spoczynek i pokój – osoba (dusza) staje się odnowiona, uporządkowana i uspokojona w pełni części zmysłowej oraz części duchowej swojego istnienia. Jedynie wtedy może dojść do zjednoczenia miłości, które nie zaistnieje bez całkowitego ogołocenia się z wszelkiej rzeczy stworzonej i bez surowego umartwienia. Dusza wyrusza na poszukiwanie idąc na ślepo (niczym „ten, kto chce się doskonalić w jakimś zawodzie lub sztuce, zawsze idzie na ślepo”). Chociaż idzie w ciemnym mroku, nie przywiązując się do wewnętrznego światła rozumu ani przewodnika zewnętrznego, skąd by mogła uzyskać pewne zadowolenie, to jednak sama miłość, która w tym czasie w niej płonie i pobudza jej serce do miłości Umiłowanego, prowadzi ją, porusza i sprawia, że wznosi się do Umiłowanego drogą samotną, choć sama nie wie jak się to dzieje. Towarzyszą jej nieodłącznie w wędrówce: wiara, która zaciemnia i opróżnia rozum, przygotowując na spotkanie z mądrością; nadzieja opróżniająca i uwalniająca pamięć od wszelkiego posiadania stworzeń (gdyż dotyczy tego, czego nie posiada) oraz miłość, która opróżnia i niweczy wszystkie odczucia i pożądania woli, dotyczące czegokolwiek, co nie jest Oblubieńcem. Do tego stanu zjednoczenia po poszukiwaniu, nie da się dojść bez głębokiego oczyszczenia. Noc, którą trzeba przejść, pozostawia umysł w ciemności, wolę w oschłości, pamięć w próżni, a uczucia duszy w największym utrapieniu, goryczy i przykrości. Muszą się oczyścić całkowicie dwie części duszy, tj. zmysłowa i duchowa - nie może bowiem jedna oczyścić się bez drugiej. Towarzyszy temu utrapienie i samotność: Jestem mężem, co zaznaje biedy pod rózgą Jego gniewu. Zagroził mi; prowadził w ciemnościach, a nie w świetle. Przeciwko mnie cały dzień zwracał swą rękę! Zniszczył me ciało i skórę, skruszył moje kości. Otoczył mnie murem; wokół gorycz i trud. Ciemność mi dał na mieszkanie, tak jak umarłym na wieki. Okrążył mnie, abym nie wyszedł; obciążył moje kajdany. Nawet gdy krzyczałem i wołałem, On stłumił moją modlitwę. Kanciastymi głazami zagrodził mi drogi; ścieżki moje poplątał. On dla mnie niedźwiedziem na czatach i lwem w kryjówce. Sprowadził mnie z drogi i zmiażdżył, porzucił mnie w nędzy; łuk swój napiął i uczynił ze mnie cel dla swej strzały. Sprawił, że tkwią w moim ciele strzały Jego kołczanu; drwią ze mnie ludzie, stale ze mnie szydzą. On mnie nasycił goryczą, piołunem napoił. Starł mi zęby, a do jedzenia dał popiół. Moja dusza została pozbawiona pokoju; zapomniałem o szczęściu. I rzekłem: Jestem skończony; przepadła ufność moja do Pana. Pamiętaj na moją nędzę, że już to mnie przerosło; na piołun i na żółć. Wspominać zawszę będę, a moja dusza schnąć będzie we mnie w utrapieniach”. ~ Lm 3, 1-20 Miłość przygotowuje duszę do zjednoczenia, do rozmowy, niczym Bóg przygotowujący Hioba - „nie przez rozkosze i chwałę, jakich przedtem doznawał (…) ale przez to, że go złożył ogołoconego na gnojowisku, osamotnionego, wyszydzonego przez przyjaciół, pełnego ucisku i goryczy, okrytego robactwem. I wtedy dopiero (…) zstąpił ku niemu i rozmawiał z nim twarzą w twarz.” Oczyszczenie takie uczy prawdy (pokory),wyzbywa od niedoskonałości, uczy cnót, cierpliwości, odbiera upodobanie w rzeczach stworzonych, poddaje oczyszczającej oschłości, wydobywa głębokie dobra z ciemności burzliwej i strasznej nocy. Sprawia, że „wyschła jego dusza jak pajęczyna. (…) Zapomniałem o szczęściu.” Wszystko dlatego, że „dusza niejako umiera dla wszystkiego, co nie jest Nim samym (…),by duszę ogołoconą i wyzutą ze starego człowieka przeobrazić w nowego.” Cała droga miłości przenika duszę biernie i tajemniczo, z wykluczeniem jej zmysłów i władz - dusza jest ukryta i wolna od przeszkód, które by mogły sprawiać swoją naturalną słabością jej władze. Noc oczyszczenia prowadzi do ukrycia duchowego przed wszelkim stworzeniem. W tym ukryciu osoba (dusza) może potęgować swoje zjednoczenie z Oblubieńcem przez miłość. Zjednoczenie to przychodzi poprzez „tajemne, spokojne i miłosne udzielanie się." "O człowieku duchowy, gdy ujrzysz swoje pożądania zaciemnione, swoje odczucia oschłe i uśpione, swoje władze niezdolne do żadnego ćwiczenia wewnętrznego, nie martw się tym, lecz uważaj to za szczęście!"
Miłosz Kozikowski - awatar Miłosz Kozikowski
ocenił na101 rok temu
Opowieści chasydów Martin Buber
Opowieści chasydów
Martin Buber
opowieści o słowach i dziełach Wypróbowanych ku pokrzepieniu i nauce Wiernych... *** Dwaj obcy W psalmie sto dziewiętnastym Psalmista mówi do Boga: "Jestem obcy na ziemi, nie kryj przede mną Twych przykazań!". Rabbi Baruch tak to wyjaśnił: "Kto trafił w odległe strony i znalazł się w nieznanym kraju, ten czuje się tam obco i z nikim nie może się porozumieć. Kiedy jednak zjawi się inny obcy, to choćby nie pochodził z jego ojczyzny, obaj stają się sobie bliscy, przebywają z sobą i wzajemnie są sobie oddani. A gdyby obaj nie byli obcymi, nigdy by się nie zbliżyli. To właśnie ma na myśli Psalmista: »Jak ja jesteś obcy na ziemi i nie masz tu gdzie spocząć, nie unikaj mnie więc, lecz odsłoń przede mną Twoje przykazania, żebym mógł być Twoim przyjacielem«". Sam dla siebie Rabbi Baruch tłumaczył zdanie z Przypowieści ojców: "Nie bądź zły sam dla siebie (co oznacza: nie wyobrażaj sobie, że nie możesz być wybawiony)" w następujący sposób: "Każdy człowiek został powołany, aby coś w świecie doprowadzić do doskonałości. Świat potrzebuje każdego człowieka. Ale są tacy, którzy tkwią zamknięci w swoich izbach, wciąż się uczą, nie wychodzą z domu i nie rozmawiają z ludźmi; dlatego inni mówią o nich, że są źli. Gdyby bowiem rozmawiali z ludźmi, zdołaliby cząstkę tego, co było im wyznaczone, doprowadzić do doskonałości. To właśnie znaczy: nie bądź zły sam, nie bądź zły przez to, że przebywasz sam z sobą i nie obcujesz z ludźmi; nie bądź zły przez samotność". Baal Szem Tow [Mistrz Świętego Imienia, Pan Dobrego Imienia, Mąż Dobrej Sławy], właśc. Izrael ben Eliezer, BeSzT (~1700 w Okopach Świętej Trójcy - 21.05.1760 w Międzybożu) – żydowski mistyk, uznawany za twórcę chasydyzmu polskiego. *** Poczet cadyków działających na ziemiach polskich i krajów ościennych: Izrael ben Eliezer (ok. 1700-1760),zwany Baal-szem-tow Mosze Chaim Efraim z Sudyłkowa, wnuk Baal-szem-towa Baruch z Międzyboża (ok. 1757-ok.l810),wnuk Baal-szem-towa Nachman z Braclawia (1772-1811),prawnuk Baal-szem-towa Dow Ber z Międzyrzecza (1710-1772),zwany Wielkim Magidem, uczeń Baalszem-towa Jakub Józef z Połonnego (-ok. 1782),uczeń Baal-szem-towa Arie Lejb ze Szpoly (-1811),zwany Dziadkiem ze Szpoły, uczeń Jakuba Józefa z Połonnego Pinchas z Korca (1726 lub 1728-1791) Rafał z Berszady (-1816),uczeń Pinchasa z Korca Lejb, syn Sary (ok.1730-) Dawid Leikes Chaim z Krosna Nahum (Menachem Nahum) z Czarnobyla (1730-1798) Mordechaj (Motel) z Czarnobyla ( -1837),syn Nahuma z Czarnobyla Jechiel Michał ze Złoczowa ( -ok. 1780),zwany Magidem złoczowskim Zeew Wolf ze Zbaraża , syn Jechiela Michała Mordechaj z Krzemieńca Meir z Przemyślan ( -1852),uczeń Mordechaja z Krzemieńca Aron Lejb z Przemyślan , uczeń Jechiela Michała, ojciec Meira z Przemyślan Mordechaj z Niesu chojeżów (-1800),uczeń Jechiela Michała Icchak z Niesuchojeżów , syn Mordechaja z Niesuchojeżów Lejb z Kowla , syn Mordechaja z Niesuchojeżów Abraham Anioł (-1776),syn Dowa Bera z Międzyrzecza Szalom Szachna z Pohrebyszcz (-1802),syn Abrahama Anioła Izrae l z Rużyna (1797-1850),syn Szaloma Szachny z Pohrebyszcz Abraham Jakub z Sadagóry ( -1883),syn Izraela z Rużyna Nahum ze Stepinesti, syn Izraela z Rużyna Dawid Mosze z Czortkowa ( -1903),syn Izraela z Rużyna Menachem Mendel z Witebska (-1788),uczeń Dowa Bera z Międzyrzecza Szmelke z Nikolsburga (-1778),uczeń Dowa Bera z Międzyrzecza Abraham Chaim ze Złoczowa, uczeń Szmelkego z Nikolsburga Icchak Ajzyk z Kalewa (Nagykallo) (-1821),uczeń Szmelkego z Nikolsburga Mosze Lejb z Sasowa ( -1807),uczeń Szmelkego z Nikolsburga Szmelke z Sasowa, syn Mosze Lejba z Sasowa Menachem Mendel z Kosowa (-1825),uczeń Mosze Lejba z Sasowa Chaim z Kosowa, syn Menachema Mendla z Kosowa Aron z Karolina (1736-1772) Lewi Icchak z Berdyczowa (1740-1809) Meszulam Zusja z Annopola (-1809) Elimelech z Leżajska (1717-1786),brat Meszulama Zusji Szneur Zalman z Lądów (1746-1812),zwany Raw Szlomo z Karolina (-1792) Jakub Icchak z Lublina (-1815),zwany Widzącym Izrael z Kozienic (-1814),zwany Magidem kozienickim Mosze z Kozienic , syn Izraela z Kozienic Eleazar z Kozienic , wnuk Izraela z Kozienic Chaim Meir Jechiel z Mogielnicy (-1849),wnuk Izraela z Kozienic Isachar Dow Ber z Wolborza ( -1876),uczeń Chaima Meira Jechiela z Mogielnicy Abraham Jehoszua Heszel z Opatowa (1765-1825),uczeń Elimelecha z Leżajska Menachem Mendel z Rymanowa (-1815),uczeń Elimelecha z Leżajska Cwi Hirsz z Rymanowa (-1846),uczeń Menachema Mendla z Rymanowa Uri ze Strzelisk ( -1826),zwany Seraf, uczeń Szlomy z Karolina Jehuda Cwi ze Stratyna (-1844),uczeń Uriego ze Strzelisk Abraham ze Stratyna (-1865),syn Jehudy Cwi ze Stratyna Mordechaj z Lachowicz (-1811) Noach z Lachowicz (-1834),syn Mordechaja z Lachowicz Szlomo Chaim z Kajdanowa (-1862),wnuk Mordechaja z Lachowicz Mosze z Kobrynia (-1858),uczeń Mordechaja z Lachowicz Michał z Lachowicz , uczeń Mordechaja z Lachowicz Dawid z Lelowa (-1813),uczeń Jakuba lcchaka z Lublina Naftali z Ropczyc (-1827),uczeń Jakuba lcchaka z Lublina Chaim z Sącza (1793-1876),uczeń Naftalego z Ropczyc Jecheskiel z Sieniawy (-1899),syn Chaima z Sącza Cwi Hirsz z Żydaczowa (-1831) Jehuda Cwi z Rozdołu ( -1847),bratanek i uczeń Cwi Hirsza z Żydaczowa Icchak Ajzyk z Żydaczowa (-1873),bratanek i uczeń Cwi Hirsza z Żydaczowa Mosze Teitelbaum (-1841) Szlomo Lejb z Łęcznej (-1843) Isachar Dow Ber z Radoszyc (-1843) Szlomo z Bełza ( 1799-1855) Jakub Icchak z Przysuchy (-ok. 1812),zwany Jehudi Jerachmiel z Przysuchy , syn Jakuba Icchaka z Przysuchy Jehoszua Aszer , syn Jakuba Icchaka z Przysuchy Jakub Cwi z Parysowa , syn Jehoszuy Aszera Meir Szalom , syn Jehoszuy Aszera Symcha Bunam z Przysuchy (-1827),uczeń Jakuba Icchaka z Przysuchy Abraham Mosze , syn Symchy Bunama z Przysuchy Perec Menachem Mendel z Kocka (-1859) Icchak z Warki (-1848),uczeń Symchy Bunama z Przysuchy Mendel z Warki (-1868),syn Icchaka z Warki Icchak Meir z Góry Kalwarii (- 1866) Chanoch z Aleksandrowa (-1870)
MrOrinow - awatar MrOrinow
ocenił na928 dni temu
Historia Boga: 4000 lat dziejów Boga w judaizmie, chrześcijaństwie i islamie Karen Armstrong
Historia Boga: 4000 lat dziejów Boga w judaizmie, chrześcijaństwie i islamie
Karen Armstrong
Z treścią książki zapoznawałem się jeszcze chyba w ubiegłym wieku, kiedy to Historię Boga wydał Świat Książki. Tym samym opinia wybitnie warstwą mchu pokryta jeżeli chodzi o jej treść. Jedna z pierwszych publikacji na temat świata religii w tej akurat konstelacji którą miałem w ręku. Miałem w ręku i przeczytałem. To chyba z niej dowiedziałem się wówczas jak wiele łączy chrześcijan, modlących się przed Ścianą Płaczu i wyznawców Allaha. Oczywiście dostrzegłem też różnice, bo gdybym ich nie widział to zapewne udałbym się z pielgrzymką do Mekki. Po lekturze raczej niewiele zmieniłem w swoich relacjach z kościołem rzymsko-katolickim. Ani nie było lepiej, ani gorzej. Zresztą autorka chyba nie stawiała przed sobą zadań aby tego typu reakcje wywoływać u czytelnika. Książka kończy się rozdziałami opisującymi konsekwencje zauważalnej - szczególnie w świecie Zachodu - utraty wiary w Boga. I okazuje, że Armstrong nieźle opisała ( mimo, że książka miała swoją premierę w 1993 roku) to, co może dziać się w społeczeństwach, które w zasadzie przez aklamacje odrzuciły Boga, a perspektywy przed nimi się rysujące mogą być jeszcze bardziej opłakane. Książka raczej do czytania. Poza tym nosi znamiona obiektywnej, chociaż biografia autorki mogłaby sugerować, że kościół katolicki jest u Karen Armstrong podpadnięty. Po siedmiu latach podjęła bowiem decyzję o opuszczeniu klasztoru.
werblista - awatar werblista
oceniła na71 rok temu
Odejścia Maciej Bielawski
Odejścia
Maciej Bielawski
Społeczeństwo jest pełne „eksów” – osób, które wyszły ze swojej tożsamościowej (niemalże) roli - rozwiedzionych, wdowców i wdów, matek rezygnujących z opieki nad dziećmi, osób porzucających karierę polityczną, byłych więźniów, byłych alkoholików, osób odczuwających dysonans ze swoją płcią, wreszcie byłych księży i zakonnic… Problem odchodzenia jest powszechny i wspólny wielu ludziom, stanowiąc doświadczenie na pewien sposób uczłowieczające i uczące pokory, zanurzające człowieka w humusie skomplikowanych ludzkich dziejów. Każdy może się spotkać z odejściem, to zjawisko mogące się przydarzyć każdemu osobiście… wydarza się ono bardzo często, zanim dana osoba je sobie w pełni uświadomi, wymyka się kontroli i zrozumieniu; stanowi pewien wymiar tajemnicy człowieka. W życiu zdarzają się po prostu chwile, w których człowiek, aby pozostać wierny samemu sobie, musi coś zmienić. Jeśli czuje, że nie potrafi, nie jest szczęśliwy, jeśli stale nie zadaje sobie pytania o swoje osobiste „szczęście” w tym, co robi… kryzys w końcu na pewno się pojawi. Będzie trzeba stanąć w obronie samego siebie. Obok doświadczeń „odchodzących” zwykle przechodzi się bokiem, aż zaczynają dogłębnie dotyczyć nas samych. Wtedy z zakamarków pamięci wydobywają się osoby, słowa i historie. Trudne jest z kolei odchodzenie najbliższych, w co z kolei często nadmiernie można się zaangażować – walcząc z nimi, przekonując czy inaczej – wewnętrznie obwiniając samą jakąś instytucję (niewłaściwą, bezduszną, nieprzyjazną). Czasem wydaje się wręcz, że odchodzą Ci, co powinni zostać, a zostają Ci, którzy odejść powinni… Helen Rose Ebaugh wskazuje cztery etapy procesu odejścia: 1) wątpliwości; 2) szukanie alternatyw; 3) moment zwrotny) i 4) zostanie „eksem”. Wątpliwości mogą trwać tygodniami i prowadzić do szybkiego odejścia lub ciągną się w człowieku nawet dziesiątki lat. Pojawiają się w wyniku boleśnie przeżywanego rozdźwięku między głoszonymi ideałami a rzeczywistością. Staje się on z czasem coraz większy; zaczyna mu towarzyszyć wewnętrzne rozdarcie, zrozpaczenie, zmęczenie… Co ciekawe, często nie przeczą one idealizowaniu swojej możliwej sytuacji (gdyby się pozostało) już po odejściu! Szukanie alternatyw pojawia się, gdy w głębi zaczyna człowiekowi świtać idea odejścia. Ośmiela się on zmierzyć, przynajmniej wewnętrznie, z obowiązującymi w swojej instytucji „absolutami” i „świętymi krowami”, z takimi pojęciami jak „na zawsze” i „nigdy”. Pojawiają się drobne gesty kontestujące określony porządek (kwestionowanie stroju, porządku dnia, reguł pisanych i niepisanych…). To moment starań o zrozumienie i usłyszenie, którego często nie sposób uzyskać… a to często od takich rozmów wszystko zależy. Jeśli utwierdzi się w przekonaniu, że „to nie jest moje miejsce”, wewnętrznie już się tak naprawdę odeszło; czeka się jedynie na odpowiedni moment. Punkt zwrotny to często proste wydarzenie – mały konflikt, ostra wymiana zdań, zmiana stanowisk w obrębie wspólnoty – i osobie zamierzającej odejść przelewa się (a może ujawnia?) czara wątpliwości, słabnących więzi i kryzysu swojej roli. Często działa się wówczas jak w transie, nie rozumiejąc co się czyni; w chwili odejścia ma się poczucie zawieszenia, poruszania się w pustce, czemu towarzyszy lęk – jest to jednak doświadczenie wolności, często uczucie ulgi, które są silniejsze niż obawy. Czas przekonania, że odejście było konieczne, dopiero jednak przyjdzie (po pewnych turbulencjach)… Badania pokazują, że ludzie często odchodzą „na wariata”, nieprzygotowani wewnętrznie na skutki tego gestu. Zostanie „eksem” oznacza okres budowania nowych mostów ze światem, nawiązywania nowych kontaktów, odmiennego funkcjonowania w świecie; to szukanie nowej pracy, mieszkania, wybieranie stroju… rodzą się nowe idee na swój temat, o świecie czy Bogu. Nowa (?) tożsamość wykrystalizuje się dopiero po pewnym czasie, uwzględniając włożony duży wysiłek wewnętrzny. W końcu dochodzi się do pewnej syntezy, w której uznaje się, że jest się tym, kim się jest (za co jest się wdzięcznym),także dzięki temu, kim się było. „Eks” po odejściu zderza się z całym szeregiem nowych problemów, nowej rzeczywistości. Doświadczenia zdobyte na jednym statku, niekoniecznie przydają się na drugim, czy na lądzie… Psychicznie jest to doświadczenie ciężkie – pamięć podpowiada zdarzenia z przeszłości, może podważa samą decyzję, wyobraźnia rozwija marzenia i fantazje dotyczące wydarzeń, które wydarzyłyby się zapewne, gdyby się zostało… dla sumienia to też przestrzeń wyrzutów i poczucia winy. Pobyt w stanie duchownym niejako stawia człowieka w obliczu oryginalnej świadomości egzystencjalnej, przedstawia inny, bo dość idealistyczny system wartości i dążeń życiowych niż to, co postrzegane jest społecznie jako „bezpieczna norma”. Jednym z najważniejszych problemów jest jednak poczucie czy kryzys „ontologicznej niepewności” – życie staje się naznaczone lękami egzystencjalnymi, nierozwiązanymi problemami, stłumionymi uczuciami, człowiekowi wydaje się, że jest nieprzystosowany czy wyobcowany z siebie… co może wydawać się przykładowo „eks-duchownemu” sytuacją „z woli Boga” i „w Bogu”, tak jakby tego właśnie chciał Bóg. Ma to wydźwięk szczególnie silny w tych, którzy w czasie swojego powołania wiele chowali „pod dywan” swojej duchowości i swojego powołania – odrzucając swoje potrzeby, marzenia i to, co najbardziej swoje, w to miejsce utożsamiając się ze wspólnotą kościelną, instytucją, stając się „urzędnikiem” czy „funkcjonariuszem” Boga. Jeśli towarzyszy temu tradycyjna „mistyka cierpienia” nakazująca odesłać każdą trudność czy wątpliwość do Jezusa umierającego na Krzyżu, z którym ma się przecież przywilej współcierpieć dla zbawienia świata… jeśli im gorzej, tym lepiej… to jest to z pewnością znak, że coś jest nie tak z naszym życiem wewnętrznym czy powołaniem. Wyjście z tego schematu jest bolesne i trudne, najłatwiejszą odpowiedzią zdaje się zaś ucieczka czy wewnętrzny cynizm („mistyk wystygł, powstał cynik”). Przekonanie, że zostało się szczególnie wybranym i powołanym przez Boga; że na autentyczny głos Boga się odpowiedziało, staje się przestrzenią trudnego wewnętrznego kryzysu. Poczucie niedotrzymania ślubów, zaprzepaszczenie duchowego potencjału, porażka przed Bogiem… dla szczególnie wrażliwych sumień są to problemy do przepracowywania przez całe życie. Nie jest łatwo też w przestrzeni społecznej – o ile „eks”alkoholik może się cieszyć powszechnym uznaniem o tyle, że pokonał swój nałóg, o tyle eksksiądz czy ekszakonnica często mogą czuć się społecznie niepożądani, napiętnowani czy zdegradowani; to cała seria krępujących sytuacji, trudnych relacji, poczucia obcości i nieprzystosowania. Takie „potępienie” pociągać za sobą może odmowę dialogu, ekskomunikę, skazanie na milczenie, izolację… wygnanie uniemożliwiające spokojne życie w swoim dotychczasowym otoczeniu. Kapłanów, którzy odeszli ze stanu duchownego, jest na świecie (szacunkowo) ponad 100 tysięcy… a zjawisko to stale się nasila. Najliczniej odchodzą młodzi, tęskniący za kobietami i ich miłością, ale zarazem patrzący idealistycznie na swoje kapłaństwo. Inna grupa to proboszczowie, starsi i ustawieni, doświadczeni życiowo i zawodowo, często mający już dzieci z kobietą – mocno rozgoryczeni podwójnym życiem, wybierający stabilizację w rodzinie… Głównym powodem rezygnacji jest brak akceptacji obligatoryjnego celibatu, który nadzoruje podległość (posłuszeństwo) Kościołowi i władzy biskupiej. Wśród powodów rezygnacji i porzucenia kapłaństwa, wybijają się szczególnie trzy. Pierwszym jest depresja wynikająca z samotniczego życia i z poczucia wieloletniego osamotnienia, często połączona z problemem alkoholowym, zaniżonym poczuciem wartości własnej osoby i przydatności zawodowej. Drugim jest chęć i potrzeba posiadania własnej rodziny - co ciekawe w badaniach socjologicznych prof. Józefa Baniaka wynika, że taką potrzebę zgłasza 53,7% przebadanych księży. Wszyscy oni zgłaszają silny kryzys własnej tożsamości kapłańskiej, a także o kłopotach w przestrzeganiu ślubu abstynencji seksualnej; inaczej mówiąc, przyznają się do bardziej lub mniej trwałych związków emocjonalnych i seksualnych z kobietami. Trzecim istotnym powodem są konflikty między badanymi kapłanami a władzami kościelnymi – w diecezjach i zakonach. Księża Ci odczuwają silną potrzebę wolności osobistej i nie chcą poddać się bezwzględnemu posłuszeństwu biskupowi czy władzy zakonnej. Z tego powodu porzuca stan duchowny niemal 1/3 ogółu rezygnujących z kapłaństwa. Powodami odejścia i rezygnacji są też uświadomienie sobie niedojrzałości własnego powołania, nietrafionych motywacji; traumatyczne doświadczenia w instytucji kościelnej; poczucie chęci wolności pozainstytucjonalnej; wypalenie w swoim duszpasterskim dziele; zatargi ideologiczne z władzą kościelną na polu dyscypliny czy doktryny; powody psychologiczne; zerwanie więzów przyjaźni; wyczerpanie czy przepracowanie; rozpoznanie, że jest się nieszczęśliwym; reformy Kościoła burzące poczucie stałości; zwątpienie czy utrata wiary; drobne międzyludzkie skandale; trudności w nieustannym zderzaniu „zdrowego rozsądku” z nieintuicyjnością wielu instytucji; niepoczuwanie się do możliwości reprezentowania i utożsamiania się z „linią” Kościoła; miłość do innego człowieka (choć to się zdaje już raczej powodem towarzyszącym; jest on wtedy pierwszą dobrą duszą, podającą przyjazną dłoń, proponującą wspólną drogę, wspólnotę serc… ale decyzja podjęta jest wcześniej). Wreszcie, powodem odejścia kapłana może być przecież sam Bóg! Dlaczego odszedł sam autor książki? „Bo w pewnym momencie miarka się przebrała i miałem dosyć; bo od zawsze wiedziałem, że tak się stanie; bo chciałem zobaczyć, jak to jest, gdy zdarzy się to, co nigdy nie powinno się było zdarzyć; bo zwątpiłem w sensowność przynależności do kleru i nie mogłem pozostawać dłużej ani jego członkiem, ani reprezentantem; bo nie mogłem być wewnątrz, gdy tylu było na zewnątrz; bo się zakochałem; bo musiałem podjąć drogę w nieznane; bo chciałem się zniszczyć; bo chciałem się ocalić; bo chciałem naprawdę spotkać Boga; bo nie potrafiłem dłużej odgrywać pewnej roli; bo skapitulowałem przed Bogiem, który wtargnął w moje życie w sposób zupełnie nieprzewidziany; bo wcześniej odeszli niemalże wszyscy, którzy byli mi bliscy; bo chciałem znaleźć się tam, gdzie byli oni i gdzie zawsze było moje prawdziwe miejsce, to znaczy na marginesie; bo nie lubiłem siebie w roli jednego z funkcjonariuszy Boga; bo nie mogłem patrzeć sobie w twarz, myśląc, że jestem jak oni; bo bałem się, że pewnego dnia stanę się jak oni; bo nie wiedziałem, co ludziom powiedzieć, gdy mnie pytali myśląc, że wiem; bo moim zadaniem było szukanie i droga; bo chciałem powiedzieć, że obecna forma kościelnej instytucji nie funkcjonuje i nie wystarcza, chcąc to powiedzieć także Bogu” – i odszedł dla tysięcy innych przyczyn, które będzie się starał zrozumieć, jak długo będzie trzeba… Odejścia są często przestrzenią wielokrotnego rozczarowania: Kościołem (jako instytucją i ludźmi niedoskonałymi, grzesznością, głupotą, próżnością czy nudą) albo samym sobą (doświadcza się znużenia, własnej niedoskonałości, głupoty, ograniczeń, wad, grzeszności… co jedynie może kryć maska fałszywej pokory, a potem cynizm, hipokryzja). Ciężko w tym świetle sprostać wyśrubowanym oczekiwaniom społeczeństwa, które szuka ludzi autentycznie idealnych (???)… a przynajmniej chce widzieć ich… inaczej. Jak bardzo można się jednak oszukiwać „dla dobra wiernych”? Jest też jednak inne rozczarowanie – rozczarowanie Bogiem. Upada pewien jego wpojony obraz; upada też poczucie bliskości Boga, w czego miejsce może wejść poczucie „grzechu odejścia” – a to może pociągnąć za sobą zawalenie się gmachu wiary, niwecząc projekt całego życia. Czasami odchodzący wyraźnie mówią, że zwątpili w Boga lub w Kościół, a potem okazuje się, że wielkie filozoficzne wywody o zwątpieniu były jedynie zasłoną dla „prostego” faktu, że się zakochali. Inni mówią, że po prostu się zakochali, jednak skwapliwie ukrywają mrok swojego zwątpienia, który od dawna mieszkał w ich sercu. Jeszcze inni odchodzą, nie mówiąc nic - ani sobie ani innym. Jakie działania i jakie stanowisko prezentuje wspólnota Kościoła wobec „eksów”? Czy potrafi ich zrozumieć i przyjąć, czy raczej pozostawia na pograniczu? Czy ułatwia odejście czy stawia przeszkody i granice? Czy podejmuje próby zrozumienia czy walki? Skupia się na wewnętrznym uporządkowaniu czy formalno-prawnym porządkowaniu spraw po „eksie”? Tworzy czy likwiduje poradnictwo i wsparcie dla odchodzących? Jak wielka jest dysproporcja między „troską o powołania” a stosunkiem do „problemu odejść”? Dyskusji o odejściach często niestety nie prowadzi się wcale – temat lepiej przemilczeć, a w Kościele przemodlić – najlepiej grupowo – naznaczając tego, który odszedł, zadość czyniąc niejako za niego/nią… „Eks” jest wtedy w pewien sposób napiętnowany mechanizmem obronnym „pozostających” – jeśli opuszcza statek uznawany za najdoskonalszy, to jego odejście podważa i relatywizuje ich rację bytu (zadając pytania o słuszność i bohaterskość tych, którzy zostają…); odejście wszak jest też milczącym oskarżeniem wobec tych, którym się wydaje, że mają już wszystko, że są bezpieczni, że wszystko wiedzą. „Eksów” uznawać się może za niewartych zaufania, ich dzieła za co najmniej podejrzane i może niebezpieczne. Są godni pożałowania, winni, a ich historie bolesne i trudne. Życie zakonne czy kapłańskie opiera się na pewnym mimesis – naśladowaniu wzorców myślenia i postępowania, tworzących pewien ideał życia i świętości. Istnieją specjalne reguły, pouczenia i pewna wspólna kultura. Odchodząc, system ten powoli się rozpada. Kryzys wiary jest tu jednakże szansą, by pracowicie zbudować swoją wiarę od nowa. Nie jest już ona wtedy wiarą recytowaną, dopasowaną do odgrywanej roli. Staje się autentyczną i osobistą inaczej. Może dla takich ludzi zwątpienie i odejście jest jedyną szansą na autentyczną przygodę duchową, łaską od kochającego Boga. Odchodzący nie są jednak skazani na porażkę, winę i napiętnowani; nie stają się też automatycznie wrogami czy przeciwnikami Boga – ich życiowe losy są też przecież przestrzenią spotkania z Nim, realizacją Jego planu. Droga poszukiwań religijnych i szukanie Boga nie kończą się wraz z odejściem ze stanu duchownego. Odejście też równoprawnie (jak wejście) jest pewnym misterium wiary, które pozostaje do końca niewytłumaczalne; może być przestrzenią świętą, przed którą „trzeba zdjąć buty”. Odejście, podobnie jak wstąpienie, miesza wolę człowieka z czymś, co ją przerasta (Bogiem, który uwodzi?). Odejście może być przeżywane jako wtargnięcie Boga w życie człowieka, wtargnięcie, które przeorganizowuje całkowicie sposób życia i myślenia. Może to być jedna z form „szczęśliwej winy”, która otwiera serce na Boga. On, dopuszczając odejście, jest przecież Panem i władcą wszystkiego, co dzieje się na świecie – z powołaniami do Jego służby włącznie. Jego drogi są odmienne od dróg człowieka, nawet jeżeli wzdłuż nich stoją drogowskazy opatrzone imprimatur. Kluczowe jest tu dialogowanie z dobrem – przechodzenia z płaszczyzny winy do płaszczyzny, w której wciąż można w sobie zobaczyć dobro. Niezachowanie ślubu to przecież lekcja prawdziwej pokory; kryzys posługi w taki sposób to znak i szansa na posługę na sposób odmienny; zamknięcie jednej drogi to wszak otwarcie innych… By tak spojrzeć na siebie (z miłością),trzeba wpuścić między siebie i instytucję samego Boga. Czy On nie jest większy od wszystkiego?
Miłosz Kozikowski - awatar Miłosz Kozikowski
ocenił na629 dni temu
Idee i wartości islamu Seyyed Hossein Nasr
Idee i wartości islamu
Seyyed Hossein Nasr
Słowo „islam”oznacza poddanie się (Bogu) Na tyłach pewnego antykwariatu umiejscowiono dwie półki tak nisko. że przeglądam na nich książki półleżąc na ziemi:) W tytułach przeważają takie słowa jak islam, buddyzm, choć nie brakuje tu też książek z kręgu hinduizmu. Wynosząc stamtąd ostatnio „Wojnę światów” Kłodkowskiego (zapłaciłam, zapłaciłam:),z wahaniem odłożyłam malutką książeczkę Seyyeda Hosseina Nasra, Irańczyka kształconego w Teheranie i USA, szyity, który na zaledwie 179 stronach przedstawia islam, w poszczególnych rozdziałach zajmując się Koranem, Prorokiem, prawem islamskim (szariatem),różnicami nie tylko miedzy sunnizmem a szyizmem, ale i islamem a chrześcijaństwem, ze szczególną uwagą dzieląc się z nami swoim oddaniem dla sufizmu. Skąd to wiem? Bo tydzień potem książka ta czekała na mnie w antykwariacie. Czytałam ją z dużą ciekawością, żałując, że Sayyed Hossein Nasr pisze ją z perspektywy 1966 roku (pol. wydanie 20 lat później). Minęło półwiecze i relacje między islamem a cywilizacją postchrześcijańską (nowa dla mnie nazwa dla cywilizacji z chrześcijaństwem w odwrocie) zaostrzyły się. Islam obecnie spostrzegany jest jeszcze wyraźniej niż 50 lat temu jako zaborczy, ekspansywny, zagrażający. Nie wszystkie rozdziały równie mnie poruszały. Ten o Proroku drażnił mnie obcym mi uwielbieniem dla człowieka, jednak wiele słów na temat ścieżki duchowej w islamie (tariki) było mi bliskich. Z ciekawością czytałam tu też o sufizmie. Wreszcie odnajdując wiedzę na jego temat dzięki której mogłam wyjść poza skojarzenia z wyrażającymi miłość do Boga tańcem derwiszami. S.R.Nasr pisze, że zarówno prawo islamskie jak i pogłębiająca więź z Bogiem ścieżka duchowa są oparte na symbolice podróży („Całe życie jest podróżą przez ów przemijający świat ku Boskiej obecności”). SHN czuje się zagrożony zachodzącymi zmianami w cywilizacji i ostrzega, że religii nie można reformować, by była ona zgodna z wciąż zmieniającą się niedoskonałą naturą człowieka. To ludzie muszą się dostosować do tego, co boskie, a nie to, co boskie do tego, co ludzkie. Seyyed Hossein Nasr pisze tu o różnych rzeczach: - o tym, ze człowiek w islamie utrzymując rodzinę wypełnia akt wiary (jak podczas modlitwy) - o rozpadzie tradycyjnego społeczeństwa chrześcijańskiego, a więc i o utracie religijnego znaczenia różnych sfer człowieka (w tym pracy i relacji z innymi) - o prawie islamskim ,które zakazuje lichwy, a podatek „zakat” traktuje jak formę oczyszczania majątku, poprzez rozdzielenie go między innych członków wspólnoty - o ojcu, który w rodzinie symbolizuje autorytet Boga - o rolach kobiet i mężczyzn, które wg SHN się uzupełniają. Mężczyzna ma przywileje typu autorytet i swoboda poruszania się, ale i obowiązek utrzymania często poszerzonej o innych członków rodziny. Kobieta nie musi szukać ani pracy, ani męża. Praca jest domeną męża, jego samego znajdzie jej rodzina. To czytało mi się dziwnie. Wolność to trud. Owszem. I ryzyko. Ale czy chcemy z niej rezygnować? Tak na to patrzymy z punktu widzenia wartości zachodnich. Kobiety islamu być może widzą to inaczej, ale być może przeczy temu bunt przynajmniej niektórych z nich. Mimo oporu dla takich poglądów (z szacunkiem dla ich odmienności),książka zaciekawiła mnie. Szczególnie w rozdziale o ścieżce duchowej w wędrówce do Boga. CYTATY: - „Pokora, dobroczynność, prawdomówność – kardynalne cnoty w islamie” - „Pokora przeczy dumie nie pozwalającej, by ego widziało swoje ograniczenia”. - „Oddając się innym człowiek sam się wznosi” - „O ile pokora jest śmiercią czegoś w duszy lub jej kurczeniem się, o tyle duchowa dobroczynność jest jej rozszerzaniem się, dzięki któremu człowiek osiąga jedność ze wszystkimi stworzeniami.” - „W rzeczywistości samą treścią świata jest „modlitwa”; egzystencja jest „modlitwą. Swiat zaistniał dzięki „tchnieniu Miłosiernego”(nafas ar-rahman),jego ostateczną substancją jest więc tchnienie, które w stanie człowieczeństwa jest ściśle związane z mową. Podstawową techniką duchową sufizmu jest więc modlitwa, dzięki której człowiek powraca do Boga, modlitwa w najbardziej uniwersalnym sensie łączy się z rytmem życia. Modlitwa jest w zasadzie „pamiętaniem o Bogu” (zikr). Jest rzeczą niezwykle istotną, że arabskie słowo „zikr” określające podstawową technikę stosowaną w sufizmie, oznacza zarówno pamiętanie jak i wspominanie (inwokację). Wspominanie imienia Boskiego ta najbardziej uniwersalna forma modlitwy istnieje też w innych tradycjach. Przywołuje ono pamięć o Bogu, jest obudzeniem ze snu zapomnienia. W tym sensie modlitwa tworzy człowieka i przekształca go, by w końcu stał się „modlitwą” identyfikowaną z zikrem, który staje się jego prawdziwą naturą i w którym odkrywa, kim jest naprawdę. ” Uderzyły mnie słowa o modlitwie jako budzeniu ze snu zapomnienia, skąd przychodzimy i dokąd zdążamy (z punktu widzenia człowieka wierzącego). Książka zaopatrzona jest w indeks, słownik terminów i w spis bogatej literatury na temat islamu. Rozdziały: I Islam jako religia ostatnia i religia pierwotna. Uniwersalizm i specyfika islamu. II. Koran – Słowo Boże, źródło wiedzy i działania III. Prorok i jego tradycja. Ostatni z proroków i człowiek uniwersalny IV. Szariat. Prawo Boskie: społeczna i ludzka norma. V – Tarika. Droga duchowa i jej koraniczne źródła. VI: Sunnizm i szyizm. Szyizm dwunastu imamów i ismailizm
Tamanna - awatar Tamanna
oceniła na611 lat temu

Cytaty z książki Człowiek szukający Boga. Szkice o modlitwie i symbolach

Więcej

Człowiek milknie, kiedy osiąga najwyższy stopień rozumienia

Człowiek milknie, kiedy osiąga najwyższy stopień rozumienia

Abraham Joshua Heschel Człowiek szukający Boga. Szkice o modlitwie i symbolach Zobacz więcej

Żadnej biedy ludzkiej nie odczuwa się mocniej niż sytuacji opuszczenia przez Boga. Nic nie jest tak straszne jak zostać przez Niego odrzuconym. Życie człowieka porzuconego przez Boga i wymazanego z Jego umysłu jest horrorem. Strach przed zapomnieniem przez Boga choćby na chwilę jest dla pobożnego człowieka potężnym bodźcem, by zwracać na siebie uwagę Boga i dbać o to, by jego życie było wciąż warte poznania przez Boga. Człowiek taki woli, by dosięgła go kara Boża, niż by został pozostawiony samemu sobie. We wszystkich swych modlitwach otwarcie lub skrycie błaga: >>Nie opuszczaj mnie, o Panie<<

Żadnej biedy ludzkiej nie odczuwa się mocniej niż sytuacji opuszczenia przez Boga. Nic nie jest tak straszne jak zostać przez Niego odrzucon...

Rozwiń
Abraham Joshua Heschel Człowiek szukający Boga. Szkice o modlitwie i symbolach Zobacz więcej

Modlitwa nie może nas zbawić, ale czyni nas godnymi zbawienia

Modlitwa nie może nas zbawić, ale czyni nas godnymi zbawienia

Abraham Joshua Heschel Człowiek szukający Boga. Szkice o modlitwie i symbolach Zobacz więcej
Więcej