Głodne kamienie

Okładka książki Głodne kamienie autora Rabindranath Tagore,
Okładka książki Głodne kamienie
Rabindranath Tagore Wydawnictwo: Czytelnik Seria: Nike literatura piękna
349 str. 5 godz. 49 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Seria:
Nike
Tytuł oryginału:
The Hungry Stones
Data wydania:
1961-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1961-01-01
Liczba stron:
349
Czas czytania
5 godz. 49 min.
Język:
polski
Tłumacz:
Franciszek Mirandola, Jerzy Bandrowski
Średnia ocen

7,0 7,0 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Głodne kamienie w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Głodne kamienie



książek na półce przeczytane 1289 napisanych opinii 738

Oceny książki Głodne kamienie

Średnia ocen
7,0 / 10
65 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Głodne kamienie

avatar
27
15

Na półkach:

Orientalne, nasycone, "fraszkowe" w formie, niepowszednie i przepełnione duchowością. Czarujący zbiór opowiadań indyjskiego laureata literackiej Nagrody Nobla z 1913roku.

Orientalne, nasycone, "fraszkowe" w formie, niepowszednie i przepełnione duchowością. Czarujący zbiór opowiadań indyjskiego laureata literackiej Nagrody Nobla z 1913roku.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
255
13

Na półkach:

Opowiadanie, którego tytuł stał się zarazem tytułem całego tomu, jest pod pewnym względem zwiastunem tego, czego czytelnik może doświadczyć w gąszczu tekstów indyjskiego pisarza z Bengalu, noblisty Rabindranatha Tagore. "Głodne kamienie" to opowiadanie o pasażerach czekających na naprawę kolejowej usterki; opowiadanie o pasażerach, którzy, czekając na pociąg, zatapiają się w historii jednego ze współtowarzyszy podróży; w opowieści o pięknym pałacu, gdzie nadal można było poczuć zapach olejku różanego, usłyszeć brzęki bransolet i zadziwić od kobiecego śmiechu. Tajemny podróżny w swej historii snuł się pomiędzy światem realnym, a światem mistycznym. Tak samo czytelnik, wchodzący w świat opowiadań Rabindranatha Tagore, może odczuć, jak gdyby był w pięknym pałacu, gdzie co chwilę doświadcza innego obrazu minionej rzeczywistości. Każdy tekst jest na swój sposób kamieniem głodnym ponownego odczytania, głodnym czytelnika, któremu mógłby pokazać swój maleńki świat. Dla ludzi zakorzenionych w kulturę, tradycję, filozofię europejską obcowanie z tekstami pochodzącymi z azjatyckiego kręgu jest o tyle fascynujące, że tok fabuły, zakończenia, zwroty akcji są dla nich nieustannym zaskoczeniem, wymykającym się utartym schematom dobrze znanego już myślenia.

Opowiadanie, którego tytuł stał się zarazem tytułem całego tomu, jest pod pewnym względem zwiastunem tego, czego czytelnik może doświadczyć w gąszczu tekstów indyjskiego pisarza z Bengalu, noblisty Rabindranatha Tagore. "Głodne kamienie" to opowiadanie o pasażerach czekających na naprawę kolejowej usterki; opowiadanie o pasażerach, którzy, czekając na pociąg, zatapiają się...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
709
649

Na półkach:

Bardzo dobre i pomysłowe opowiadania, na tle których ukazana została indyjska kultura.

Bardzo dobre i pomysłowe opowiadania, na tle których ukazana została indyjska kultura.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

243 użytkowników ma tytuł Głodne kamienie na półkach głównych
  • 146
  • 94
  • 3
32 użytkowników ma tytuł Głodne kamienie na półkach dodatkowych
  • 12
  • 5
  • 4
  • 3
  • 3
  • 3
  • 2

Inne książki autora

Rabindranath Tagore
Rabindranath Tagore
Indyjski poeta, prozaik, filozof, kompozytor, malarz, pedagog, laureat Nagrody Nobla w dziedzinie literatury (1913),pierwszej dla Hindusa, jak również dla Azjaty. Urodził się i wychował w zamożnej i poważanej rodzinie. Był najmłodszy z 13. rodzeństwa. W wieku 14 lat porzucił szkołę, a wiedzę zaczął zdobywać w warunkach domowych, wśród prywatnych nauczycieli. W wieku 17 lat odbył podróż do Anglii, a później także często podróżował. 9 grudnia 1883 poślubił córkę swojego pracownika, 9-letnią wówczas, Mrinalini Devi. Tagore zapewnił jej nauczycieli, warunki do nauki itd. 25 października 1886 roku urodziła się im córka Madhurilata, nazywana Belą. W 1888 parze urodził się syn, Rathindranath. W 1891 roku przyszła na świat kolejna córka, Renuka, a trzy lata później kolejna – Mira. W 1896 urodził się Shamindranath. 15 czerwca 1901 Bela wyszła za mąż, a 9 sierpnia jej siostra, Renuka została żona Satyendranath Bhattacharya. 23 listopada 1902 roku Mrinalini zmarła, a następnie w krótkim czasie (1903, 1904, 1907) zmarło także troje dzieci. Zadebiutował w wieku 16 lat opowiadaniem pt. Żebraczka [Bhikharini] opublikowanym w czasopiśmie literackim Bharati. W 1901 założył wraz z innymi nauczycielami eksperymentalną szkołę w Santiniketan (z sanskrytu Przystań Pokoju) (w stanie Bengal Zachodni),dawny „uniwersytet leśny”, w której stosował zarówno indyjskie, jak i europejskie metody wychowawcze. Na założenie tej szkoły żona Tagore'go przeznaczyła większość swojej ślubnej biżuterii. W 1921 roku placówka przekształciła się w uniwersytet (Visva Bharati University). W 1912 Tagore opublikował Pieśni ofiarne (Gitanjali),nagrodzone rok później Nagrodą Nobla w dziedzinie literatury. Od 1912 sam tłumaczył swoje utwory na angielski albo zlecał tłumaczenie swoim krewnym. Na polski tłumaczony był m.in. przez Staffa, Kasprowicza, Mirandolę, Birkenmajera, Schayera, Stillera i innych. Deklarował się jako skrajny pacyfista i przeciwnik przemocy we wszystkich jej formach, nie interesował się polityką jako taką.W roku 1915 otrzymał wysoki tytuł brytyjski, odrzucił go w cztery lata później. Tagore zajmował się problematyką wychowania widzianą poprzez kategorie prawdy i piękna, nie wychowania rozumianego jako system oświatowy. Przez 40 lat w sposób konsekwentny doprowadził do urzeczywistnienia ideału wychowania. W 1950 jego pieśń Jana Gana Mana została oficjalnym hymnem państwowym Indii. Pieśń Amar Shonar Bangla została hymnem Bangladeszu. Opublikował ponad 50 tomów poetyckich, ponad 100 opowiadań, 12 powieści, kilkanaście utworów scenicznych, wiele rozpraw, artykułów i studiów. Sam reżyserował swoje sztuki i w nich grał.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Victoria Knut Hamsun
Victoria
Knut Hamsun
„Victoria” to jedna z tych książek Hamsuna, które z pozoru wyglądają na klasyczną, XIX-wieczną tragiczną miłość rodem z romantyzmu – a jednak czyta się ją zupełnie inaczej, niż sugerowałaby fabuła streszczona w dwóch zdaniach. Historia pozornie prosta: syn młynarza i córka posiadacza ziemskiego. Klasowa przepaść, wzajemne pożądanie, upokorzenia, dumna odmowa podporządkowania się konwenansom, cierpienie obojga i tragiczne zakończenie. Można by powiedzieć – kolejny raz „miłość ponad podziałami, która kończy się źle”. Ale Hamsun robi z tego coś znacznie bardziej drapieżnego i niejednoznacznego.Największą siłą powieści (i powodem, dla którego daję solidne 8/10) jest to, że Hamsun ani przez moment nie staje po stronie „słusznej” lewicowej wrażliwości, mimo że temat krzyczy o takie odczytanie. Mamy tu: zero ckliwego litowania się nad „uciśnionymi”, brak jakiejkolwiek gloryfikacji prostego ludu jako moralnie lepszego, brak romantyzowania biedy i „naturalności” chłopskiego pochodzenia, brak oskarżania arystokracji / bogatych jako klasy z definicji zepsutej. Hamsun po prostu patrzy na swoich bohaterów z pewnego dystansu – okrutnego, ale uczciwego. Victoria jest histeryczna, próżna, kapryśna i okrutna. Johannes jest egoistyczny, megalomański, słaby i teatralny. Oboje są tragiczni, ale żadne z nich nie jest „ofiarą systemu” w tym ckliwym, współczesnym sensie. Są ofiarami własnych charakterów, pychy, nieumiejętności życia i tej chorej, koncepcji miłości, którą sami sobie wmówili. To właśnie ta odmowa wpisania się w lewicową narrację o „uciśnionych kontra ciemięzcy” sprawia, że książka po ponad 120 latach wciąż zachwyca. Hamsun nie pociesza czytelnika, nie głaszcze po głowie żadnej ze stron sporu klasowego, nie daje łatwej moralności. Po prostu pokazuje ludzi takich, jacy są – paskudni, słabi, wzniosły i żałośni jednocześnie. Językowo to wciąż ten sam Hamsun – krótkie, cięte zdania, niesamowita zdolność do pokazywania stanów wewnętrznych w kilku słowach, pejzaże, które są prawie postaciami. Końcówka potrafi naprawdę zaboleć, ale nie dlatego, że jest melodramatyczna, tylko dlatego, że jest sucha i bezlitosna.Słabsze strony? Momentami Johannes irytuje swoją pozerstwem i egzaltacją tak bardzo, że trudno mu współczuć. Niektórzy czytelnicy uznają to za wadę książki – ja uznaję za celowy zabieg. Podsumowując: Bardzo dobra, gorzka, niepokorna powieść. Hamsun nie klęka przed ideologią lewicową – i właśnie dlatego „Victoria” w 2026 roku wciąż potrafi zachwycić. Za ten intelektualny i moralny kręgosłup – duży szacunek.
Janszklanko - awatar Janszklanko
ocenił na81 miesiąc temu
Pomocnik Bernard Malamud
Pomocnik
Bernard Malamud
Brooklyn, Nowy Jork, lata 50. XX wieku. Przenosimy się w czasie i przestrzeni do nowojorskiej dzielnicy biedoty, do podupadającego sklepu spożywczego prowadzonego przez żydowskich imigrantów z Rosji, w wietrzny listopadowy ranek wciągamy do sklepu ciężkie skrzynki z mlekiem, przesypujemy bułki z torby do drucianego kosza, sprzedajemy jedną z nich za trzy centy siwowłosej Polce, zapalamy grzejnik gazowy, parzymy kawę w sczerniałym emaliowanym garnku, liczymy skromne dochody, zastanawiamy się, gdzie podziała się nasza młodość, dlaczego zmarnowaliśmy życie i jak przetrwać do pierwszego, czekamy na klienta, choć nie nadchodzi i uśmiechamy się ponuro przeglądając żydowską gazetę, jednym słowem, dzielimy troski i aspiracje bohaterów powieści. „Tyle się spodziewał po Ameryce, a dostał tak mało.” Jest w tej książce sporo biedy, cierpienia i trosk, ale niewątpliwie jest to powieść wysokiej duchowej urody, dodająca otuchy moralnej, a do tego czyta się świetnie, dlatego cenię, szanuję, uważam, admiruję i wysoko stawiam, Bernard Malamud, amerykański pisarz pochodzenia żydowskiego, wychowany na Brooklinie w rodzinie imigrantów z Rosji, wierzy, podobnie, jak Dostojewski, że szansę na odkupienie win ma największy nawet grzesznik i ta wiara jest w tym utworze czytelna, jest „zbrodnia”, jest „kara” i jest „nadzieja na odkupienie win”, jest także napięcie pomiędzy światem duchowym a materialnym, tak charakterystyczne dla najważniejszych dzieł Marca Chagalla oraz mnóstwo refleksji o tym, jak trudno jest zmienić kierunek życia. Powieść spodoba się czytelnikom czułego i niepomnego uraz serca. Książka wydana w roku 1957. „- Moja mama pyta - powiedziała prędko - czy pan mógłby jej dać na kredyt do jutra funt masła, bochenek żytniego chleba i małą butelkę octu jabłkowego. Kupiec znał matkę. - Nie będzie więcej kredytu. Dziewczynka wybuchnęła płaczem. Morris dał jej ćwierć funta masła, chleb i ocet. Odnalazł na podniszczonym kontuarze, obok kasy, pokreślone ołówkiem miejsce i dopisał liczbę pod pozycją „Pijaczka”. Suma ogólna wyniosła teraz dwa dolary i trzy centy, których nie miał nadziei nigdy zobaczyć. Ale Ida zrzędziłaby, gdyby zauważyła nową kwotę, więc zmniejszył sumę do jednego dolara i sześćdziesięciu jeden centów. Jego spokój - ta odrobina spokoju, jaką miał - wart był czterdzieści dwa centy.” Przewrotnie rzecz ujmując, można zaryzykować stwierdzenie, że jest to powieść również o tym, że z wiekiem spada zapotrzebowanie na zysk, a rośnie na święty spokój. ; )
Jeanne - awatar Jeanne
ocenił na81 rok temu
Dom i świat Rabindranath Tagore
Dom i świat
Rabindranath Tagore
Dom i świat Rabindranatha Tagore’a to jedna z najważniejszych powieści literatury indyjskiej XX wieku – dzieło subtelne, wielowarstwowe, ukazujące napięcia między jednostką a zbiorowością, między rozumem a emocją, między miłością a polityką. Tagore, jako myśliciel i poeta, konstruuje historię rozpiętą między intymnością a historią, budując dramat trojga bohaterów w cieniu narastającego nacjonalizmu w Bengalu początku XX wieku. Akcja rozgrywa się na tle realnych wydarzeń: decyzji brytyjskiego rządu o podziale Bengalu i narodzin ruchu Swadeshi – protestu przeciwko importowi brytyjskich towarów. W centrum opowieści znajdują się: Nikhil – wykształcony, liberalny właściciel ziemski, jego żona Bimala, dotąd żyjąca w domowym zaciszu, oraz Sandip – charyzmatyczny nacjonalista i agitator. Konflikt nie jest jedynie ideologiczny; to głęboko osobisty dramat moralny, uczuciowy i duchowy. Nikhil pragnie, by jego żona odkryła świat zewnętrzny i sama odnalazła prawdę. Sandip z kolei wykorzystuje jej naiwność i pociąga ją ku radykalizmowi. Bimala staje się nieświadomym narzędziem w rękach ideologii, co prowadzi do tragedii. Tagore ukazuje niebezpieczeństwa fanatyzmu. Sandip, choć mówi w imię wolności, w istocie dąży do dominacji i przemocy. Nikhil zaś reprezentuje głos sumienia – wiarę w rozwój duchowy, tolerancję i odpowiedzialność. Powieść nie tylko przestrzega przed nacjonalizmem pozbawionym refleksji, ale też pyta o miejsce kobiet w społeczeństwie, o prawo do samodzielności i wolności myślenia. Bimala – początkowo bierna – przechodzi bolesną drogę, uczy się widzieć nie tylko to, co nęcące, ale i to, co destrukcyjne. Jej przemiana – choć tragiczna – niesie w sobie ważne przesłanie: wolność to nie tylko wyjście z zamknięcia, ale też zdolność do krytycznej refleksji. Tagore nie daje prostych odpowiedzi – zostawia czytelnika w moralnym niepokoju. Powieść stawia pytania: czy cel zawsze uświęca środki? Czy w imię narodu można zrezygnować z prawdy, miłości, sumienia? Dom i świat to nie tylko opowieść o Indiach, ale uniwersalna przypowieść o ludziach, którzy w starciu z ideologią muszą odnaleźć siebie. Jej aktualność dziś – w świecie podziałów i radykalizacji – pozostaje niepodważalna.
Bratyslawski - awatar Bratyslawski
ocenił na108 miesięcy temu
Legenda jako też bohaterskie, wesołe i sławne przygody Dyla Sowizdrzała i Jagnuszka Poczciwca w krajach flamandzkich i gdzie indziej Charles de Coster
Legenda jako też bohaterskie, wesołe i sławne przygody Dyla Sowizdrzała i Jagnuszka Poczciwca w krajach flamandzkich i gdzie indziej
Charles de Coster
Powieść, którą można porównać do sienkiewiczowskiej trylogii. Historia XVI w. Niderlandów przedstawiona została przez pryzmat przygód Flandryjczyka Dyla. Przez większą część dzieła bohater bawi czytelnika swoją spostrzegawczością, błyskotliwością osądów i ciętym językiem oraz figlami, jakie płata innym. Jego przymioty służą mu przede wszystkim do wyszydzania ludzkiej głupoty, ale wraz z rozwojem akcji wykorzystuje je w celach coraz bardziej zbieżnych z dążeniami niepodległościowymi swojej ojczyzny. Opowieść mocno osadzona jest w faktach historycznych, zarówno tych związanych z wydarzeniami jak i postaciami. Nie zgodzę się z niektórymi opiniami z tego serwisu, które wskazują na średniowieczną ciemnotę i czarno-białe ujęcie tematu. Przede wszystkim akcja dzieje się już w czasach nowożytnych. Autor nie wyrokuje, pozostawiając sporo miejsca na własne przemyślenia dotyczące zdarzeń, co do których interpretacja wydaje się być jednak jasna. Wnioskowanie to nie wynika jednak z identyfikowania się z jakimkolwiek wyznaniem, czy narodowością, a zwyczajnie z podejścia etycznego i humanitarnego. Zdecydowanie polecam towarzyszenie Dylowi w jego przygodach i obserwowanie jego metamorfozy z nicponia w osobę utożsamiającą narodowego bohatera.
Michał - awatar Michał
ocenił na72 lata temu
Księga z San Michele Axel Munthe
Księga z San Michele
Axel Munthe
CZŁOWIEK, KTÓRY KOCHAŁ PTAKI Zdarza się, że trafiamy na książki, które wyjątkowo silnie trafiają w naszą uczuciowość. Książki, które odbieramy tak głęboko, że zdaje się nam, że z ich autorami mogłaby połączyć nas duchowa więź. Czytając o wydarzeniach, emocjach i przeżyciach innego człowieka jesteśmy w stanie postawić się w jego położeniu. Dotknąć jego duszy i serca. „Księga z San Michele” Axela Munthe to powieść z gatunku tych, które są niczym najjaśniejsza gwiazda na firmamencie. Świecąca tak wspaniałym światłem, że dociera do nas nawet mimo ponurej pogody. Czytając tę książkę dziś, aż trudno jest uwierzyć, że została napisana prawie sto lat temu. Jej unikatowa głębia nadal porusza. Początek dwudziestego wieku to czas wielkiego postępu medycyny. Okres wielkich odkryć naukowych i czas, gdy powoli mity zostawały wypierane przez wiedzę. To właśnie wtedy swą karierę lekarską rozpoczął Axel Munthe. Szwedzki lekarz, który stał się najpopularniejszym medykiem we Francji. Jego droga do sukcesu nie była łatwa. Częstokroć po prostu sprzyjało mu szczęście. Munthe, człowiek o wielkiej wrażliwości, dusił się w roli, którą niejako sam sobie narzucił. Miał wielkie serce dla ludzi biednych oraz do wszystkich żyjących istot. Jego codzienność bywała przytłaczająca. Rosnąca sława medyka sprawiała, że do jego gabinetu trafiało coraz więcej hipochondryków i znudzonych życiem, rozhisteryzowanych dam. Axel Munthe cierpliwie znosił zarówno humory swych pacjentów jak i zawiść ze strony innych lekarzy. Jego działania motywowała chęć spełnienia największego marzenia – zamieszkania w białej willi na Capri, wśród prostych ludzi i śpiewu ptaków. Droga, którą musiał przejść, by zrealizować swój plan, najeżona była licznymi trudnościami. To z niej narodziła się ta opowieść – „Księga z San Michele”. Pełna humoru, ale i wzruszająca historia człowieka, który wielbił ptaki i udowadniał, że z niedźwiedziami polarnymi należy rozmawiać po szwedzku. Panie i panowie, poznajcie niezwykłego człowieka – medyka, psychiatrę i pisarza – Axela Munthe. Axel Munthe ( 1857 – 1949 ) był nadwornym lekarzem szwedzkiej rodziny królewskiej. Zajęcie to porzucił, by przenieść się do Paryża. Tam szybko wyrobił sobie renomę i został lekarzem modnym wśród elit. Jednakże to nie możni tego świata leżeli w centrum jego zainteresowania. Paryż nocą, jego mroczne, zgniłe zaułki i przeraźliwa nędza, którą tak łatwo było lekceważyć tym, którzy wiedli inny żywot – to był świat, w którym Munthe odnajdywał prawdziwych ludzi. Bez wynagrodzenia, kierując się jedynie ludzką przyzwoitością i lekarskim poczuciem obowiązku, leczył tych, których świat nie chciał widzieć. Wiódł jak gdyby dwa żywoty – medyka popularnego, zapraszanego na salony i polecanego kolejnym zblazowanym znajomym. Zaś z drugiej strony był on postacią znaną wśród sióstr prowadzących przytułki dla najuboższych. Człowiekiem, który nie bał się nieść pomocy ich podopiecznym. Biedakom, ludziom, którzy spadli na samo dno studni świata i ich dzieciom. Narażony na kpiny i ostracyzm nigdy się nie ugiął. Z pokorą niósł pomoc tym, którzy jej najbardziej potrzebowali. Munthe śnił o realizacji swojego wielkiego marzenia. O tym, by kiedyś zamieszkać na wyspie Capri. W białym domu u boku kapliczki San Michele. Capri było dla niego uosobieniem najpiękniejszego snu. Miejscem, gdzie czas biegnie innym rytmem. W otoczeniu przyrody, dzikich zwierząt i ludzi, dla których liczą się inne wartości niż pieniądze, pragnął przeżyć swoje życie. Autobiografia napisana w formie powieści. Poruszająca do głębi, rozczulająca, ale przede wszystkim dająca otuchę. Książka, która otula i obdarowuje cząstką nadzwyczajnej wrażliwości autora. Przenieśmy się w czasie. Spójrzmy na tę powieść i na postać jej autora oczami współczesnych mu ludzi. Pierwsze angielskie wydanie „Księgi z San Michele” ukazało się w 1929 roku. Szwedzkie w 1930, a polskie w 1933 roku. Sto lat temu. W czasach, gdy w Europie w siłę rósł faszyzm. W cyrkach obwoźnych pokazywano kalekich ludzi, a miłosierdzie dla zwierząt uważane było za fanaberię szaleńców. W takich czasach żył Axel Munthe. Człowiek niosący w sobie wielką wrażliwość. Obdarzony mądrością i empatią. Bardzo poruszające są refleksje autora dotyczące życia zwierząt. Okrucieństwa na jakie skazuje je człowiek i niemocy, z którą Munthe się borykał. Przepięknie pisze on o radości, prostej, ale i uduchowionej, jaką daje obcowanie ze zwierzętami, słuchanie śpiewu ptaku czy obserwowanie ich w nieskrępowanym locie. W jego domu towarzystwa dotrzymywała mu oryginalna menażeria : psy, syjamski kot i niesforny pawian Billy. One także stają się bardzo ważnymi bohaterami tej historii. Dużo uwagi poświęca autor niesprawiedliwości i krzywdzie, której zwierzęta doświadczają z rąk człowieka. Wstrząsająca jest myśl jak niewiele zmieniło się w tym temacie przez ostatnie sto lat. Nie jeździmy już bryczkami, nie umieramy na dyfteryt – przeciwnie – latamy w kosmos, a na naszych ulicach coraz częściej pojawiają się roboty, a mimo to, zwierzęta nadal są ofiarami naszego okrucieństwa. „Księga z San Michele” jest powieścią napisaną z niezwykłym poczuciem humoru, pełną anegdot z barwnego życia doktora, ale i doskonale oddaną kroniką epoki. Zapisem mieszczańskiego życia, portretem ludzi, wycinkiem świata, który odszedł. Munthe to narrator cierpliwy, obdarzony dużym poczuciem humoru i bardzo inteligentny. Wspaniale tę powieść się czyta. Otwiera przed nami nowe horyzonty, pozwala zatopić się w opowieści i wywołuje refleksje. Wszyscy nosimy w sobie swoje Capri – miejsce, do którego dążymy. Humor autora, miejscami sarkastyczny i cięty, bawi mimo upływu lat. Postacie, które spotkał na wyboistej drodze swojego życia, niewiele różnią się od ludzi, których znamy dziś. A ludzkie dążenia i cele także niewiele się zmieniły. Bardzo aktualna pozostaje „Księga z San Michele” w swej wymowie. Mimo upływu czasu ta książka nadal się broni. Bywają w naszym życiu książki, które nas wzbogacają. Zostają z nami na zawsze i zmieniają nas. Taką książką jest dla mnie „Księga z San Michele”. Na pewno w swoim życiu jeszcze do niej powrócę. Myślę, że niejeden raz. Kapitalna książka napisana przez człowieka, który swoją wrażliwością i intelektualnymi przemyśleniami wyprzedzał swoje czasy. Siłą tej powieści jest jej ponadczasowość, błyskotliwe spojrzenie na ludzi i ich wady, etyczne podejście do traktowania zwierząt. Niebywałe, że człowiek taki jak Axel Munthe żył w tak nieprzychylnym dla empatycznych ludzi czasie. Serdecznie polecam tę lekturę.
Diabeł - awatar Diabeł
ocenił na95 dni temu
Freja z siedmiu wysp Joseph Conrad
Freja z siedmiu wysp
Joseph Conrad
przybierająca gawędziarski ton nowela, jaką jest „freja z siedmiu wysp” to opowieść o córce plantatora tytoniu, o której serce ubiega się dwóch marynarzy. ta niewielka grupa staje się punktem wyjścia dla skrupulatnego stadium przeplatających się ze sobą międzyludzkich relacji i wspólnych zależności tworzących labirynt, który niełatwo jest opuścić. kobieta, usiłująca zrównoważyć głos trzech otaczających ją życiowo mężczyzn, to postać symbolizująca dynamikę całej opowieści. mimo pochłaniających ją emocji nie brak jej wyrazistości, a to podkreśla budowane przez narratora ustawionego w roli obserwatora nieustanne napięcie. jest ono spowodowane fabularnym zbliżaniem się do kulminacyjnego momentu nieuchronnej tragedii, w obliczu której nic nie pozostanie takie samo. na szczególną uwagę zasługuje tym samym zabieg, na jaki przy owym dramacie się zdecydowano: wszystkie osoby biorące w nim udział znają jedynie swój los; nawzajem nie wiedzą ani tego, co się dokładnie stało, ani o swoich reakcjach. jest w tym jakaś szczególna teatralność, której jednak nie sposób wyszydzić - jej tragiczna rozpacz wylewa się z kart tej noweli w sposób wręcz artystyczny. to stanowi doskonałe dopełnienie spektaklu, jakim potrafią być w swojej rozciągłości nie tylko ludzkie obsesje, ale również kolonialne władze czy zaślepiające nienawiścią konflikty kulturowe.
podrozdzial - awatar podrozdzial
ocenił na77 miesięcy temu
Miasteczko nietoperzy: pierwszych siedem lat mojego życia (i jeszcze kilka) Dario Fo
Miasteczko nietoperzy: pierwszych siedem lat mojego życia (i jeszcze kilka)
Dario Fo
Jestem entuzjastką twórczości Dario Fo. Przepadam za jego poczuciem humoru, podejściem do absurdu, pomysłami na fabułę, niezwykłymi opowieściami, łatwością z jaką je snuje i prowadzi. Cenię go za odniesienia do komedii dell arte, błyskotliwość, nieszablonowość, fantazję. Jednoaktówkę Trzy zbiry znam niemal na pamięć. Z powyższych względów wszystko co napiszę dalej będzie pochwałą autora i jego talentu. Miasteczko nietoperzy to wspomnienia z dzieciństwa i młodości. Utrzymane w pogodnej, czasem sielskiej atmosferze opowieści obejmują nie tylko samego autora i jemu najbliższych, ale także (z korzyścią dla całości) sąsiadów, co ciekawszych mieszkańców miasteczka. Niektóre z wątków brzmią wręcz nieprawdopodobnie (jak ten o Bezrękim, synu bogatej Polki),inne rozbawiają i dodają otuchy (perypetie dziadka rolnika czy profesorskie alternatywne tłumaczenie historii i biografii starożytnych). Przypadki młodzieńczych wyskoków i próby sił czasem mrożą krew w żyłach, czasem przyprawiają o salwy śmiechu. Doświadczenia szkolne, obserwowanie zmian zachodzących w społeczeństwie i polityce, a ponadto rozwijanie talentów (poza prozatorskim, również malarski) są ważnymi punktami wspomnień. Ciekawie wygląda partia opowieści dotycząca ojca rodziny oraz licznych przeprowadzek, powodowanych zmianami jego stanowiska (był kolejarzem i zawiadowcą stacji). Najpiękniejsze wspomnienia dotyczą miasteczka Porto Valtravaglia, usytuowanego nad jeziorem Maggiore w pobliżu granicy ze Szwajcarią. Było to (w owym czasie) niezwykłe miejsce pełne imigrantów (słynna huta szkła),różnych narodowości, co czyniło owo miejsce wielobarwnym i ciekawym. Mimo coraz trudniejszych czasów (epoka Mussoliniego),późniejszej wojny, udało się mieszkańców (przynajmniej we wspomnieniach Fo) utrzymać specyficzny charakter i pacyfistycznego ducha miejsca. Ciekawa opowieść o pierwszych miłościach, budzeniu się w autorze słownego improwizatora, a także wspomnienia wędrownych bajarzy i gawędziarzy, i nade wszystko tęskny powrót pamięcią do lat dziecinnych, oto czym jest Miasteczko nietoperzy. buchbuchbicher.blogspot.com
BuchBuch - awatar BuchBuch
ocenił na67 lat temu
Niecierpliwość serca Stefan Zweig
Niecierpliwość serca
Stefan Zweig
"Litością piekło jest wybrukowane" Zdumiało mnie, że tej powieści nie było w Bibliotece, brak takiej klasyki?Ale dzięki temu zakupiłem sobie, bo to zdecydowanie pozycja, którą trzeba mieć na półce. Poznałem już Zweiga, zwłaszcza "Dziewczyna z poczty" była doskonała, ale "Niecierpliwość serca" to jego opus magnum i perła w koronie. Była tu tak zaawansowana psychologia, tak prosta, a zarazem złożona fabuła i napięcie, które można ciąć nożem. Fabuła jest opowiadaniem oficera, który snuje swoją historię z czasów przed 1 wojny światowej, o tym jak mimo upływu lat, sumienie nie pozwala mu zapomnieć tamtych zdarzeń. To opowieść o tym jak źle pojmowane współczucie i litość może prowadzić do tragedii. Jak brak asertywności, fałsz, chęć przypodobania się i uniknięcie plotek może być priorytetem nad losem drugiego człowieka. Czytając "Świat wczorajszy" pamiętam jak Zweig wyjaśniał swoją metodę pisania, gdzie nie ma dłużyzn, zbędnych opisań, wszystko jest odtłuszczone i zostaje czysta, psychologiczna treść. Tutaj to doskonale widać, powieść nie miała ani jednego przestoju i słabszego momentu. Postać kalekiej dziewczyny Edyty była niesłychanie poruszająca, jej postawa mogła wzruszyć nawet taką zimną i analityczną rybę jak moja skromna osoba. Końcówka była czystą jazdą bez trzymanki, emocje sięgały zenitu, byłem dosłownie jak zahipnotyzowany i nie mogłem się doczekać rozwiązania. Wielka, wybitna, ponadczasowa literatura, która umieszcza ostatecznie Zweiga na literackim Olimpie. Arcydzieło.
Bitel - awatar Bitel
ocenił na103 miesiące temu
Anioł milczał Heinrich Böll
Anioł milczał
Heinrich Böll
Mało jest takich książek, co nie dziwi, skoro Niemcy to nie Polacy. My – jak pisał nieodżałowany Adam Zagajewski - „naprawdę umiemy żyć dopiero w klęsce”. Oni zaś wręcz przeciwnie…. Dlatego o maju 1945 r. i o tym, co zaraz po tym, ani nie pisali za bardzo książek, ani filmów nie robili - do czasu oczywiście, do czasu… Ale szlak przetarł właśnie noblista Böll, choć tę książkę wydano już „post mortem”. Nie przypadkiem jest nam obca skala powojennej nędzy w Niemczech – wszak bliższa koszula ciału. Tak czy inaczej to jednak interesująca nowość czytać choćby takie zdania: „Jadł powoli, jak ludzie którzy pragną odsunąć straszliwą chwilę, kiedy nic już nie będzie do zjedzenia, a wiedzą, że będą jeszcze głodni”. Świat przedstawiony to niemal wyłącznie ruiny - nie tylko budynków, bo ci, co przeżyli „mają puste wnętrza”. Narracja zaczyna się zresztą od samotnego człowieka przemierzającego ruiny miasta, „które miało niegdyś wiele kościołów”; gdzie „gruz i śmieci wznosiły się aż po pierwsze pietra wypalonych fasad, a z niektórych ulic wydobywały się jeszcze duże, gęste i ciężkie chmury dymu” (chodzi o Kolonię, skoro mowa o Renie i Trzech Królach, a i ruiny nie byle jakie, bo romańskie…). Bohater (żaden z niego naziol, ot zwykły Niemiec - cokolwiek wtedy to znaczyło) to „ocalony prowadzony na rzeź”, bo miał być w ostatnich dniach III Rzeszy rozstrzelany za dezercję. „Miałem żyć, a nawet chciałem żyć – a on mi chciał to życie podarować, teraz widzę, że można darować komuś życie, kradnąc mu jego śmierć” – mówi do wdowy po człowieku, któremu zawdzięcza życie. Największym przysmakiem jest kilkudniowy chleb i połówka papierosa. To ważniejsze niż wieść o końcu wojny. „Mógł uczcić nastanie pokoju, siedząc na kuble od śmieci, zajadając powoli i uroczyście kromki chleba i licząc w zamyśleniu resztę, jaką wydała mu piekarzowa”. Porusza obraz dworcowej poczekalni w nocy (jakże podobny do opisu Kapuścińskiego z „Imperium”). Jak zawsze i wszędzie, zwłaszcza po każdej wojnie, zwłaszcza przegranej, nie brakuje cwaniaków żywiących się krzywdą innych. Tutaj jest nim zaufany miejscowego arcybiskupa, który zawczasu wystawił mu zaświadczenie, że wstąpił do NSDAP na jego polecenie, aby” wypełnić zadanie religijne”. Dla niego nastanie pokoju to jeszcze lepszy czas, a już wcześniej był przekonany, że „politycznie zawsze okaże się on poprawny - bez względu na ład, jaki nastanie”. I wykrakał sam sobie: „Odkąd wojny już nie było, wszystko toczyło się tak gładko, że aż nieprzyjemnie: zarabianie pieniędzy stało się tak proste”. A zarazem ktoś mu powie prawdę w oczy: „Myślę, że cała masa dobrych chrześcijan biła po twarzy ludzi podobnych po ciebie i że to wcale nie było nie po chrześcijańsku”. I znowu (jak gdyby specjalnie dla mnie) nielinearna narracja i różne plany czasowe, w stan klęski wpasowane. Co tu jeszcze? Ano to, co zawsze po każdej wojnie, zwłaszcza przegranej: desperacka próba dwojga rozbitków, czyli Mężczyzny i Kobiety. Wyciszona, uczciwa książka autorstwa uczciwego Niemca. A ja? Cóż, ja mam odwagę napisać, że czytając tę niezwykle humanistyczną książkę, nie czułem żadnej, by tak powiedzieć... satysfakcji. Bo to rzecz o Człowieku …. PS Jeszcze taka uwaga: gdyby nie plan Marshalla i pomoc USA, zwłaszcza po tzw. I kryzysie berlińskim z 1948 r. (precedensowy w historii „most powietrzny”!),być może Niemcy tak szybko i łatwo nie związaliby się z Zachodem. Zrozumieli, ze Amerykanie robiąc coś dla siebie, robią coś (czyli bardzo wiele) dla nich…. Nieco cytatów…. „Przyszła tylko pocztówka, zupełnie zwyczajna pocztówka, a jedynym napisanym na niej odręcznie słowem, był nieczytelny bazgroł jakiegoś majora”. „- Na Boga, mamo – powiedział głośniej – bądźże rozsądna, to tylko osiem tygodni. (…) - Tak, tak – powiedziała – osiem tygodni. Oboje wiedzieli, że to kłamstwo; kłamali nie wiedząc, dlaczego kłamią. I nie mogli wiedzieć, a jednak kłamali, wiedząc że kłamią. Wiedzieli, że on musi wyjechać nie tylko na osiem tygodni”. „Szary napój bez smaku przełykany co sekundę: Czas….”. „Być może nuda bywa pożyteczna, tak jak zło może w tajemniczy sposób służyć dobru”.
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na82 lata temu

Cytaty z książki Głodne kamienie

Więcej
Rabindranath Tagore Głodne kamienie Zobacz więcej
Rabindranath Tagore Głodne kamienie Zobacz więcej
Rabindranath Tagore Głodne kamienie Zobacz więcej
Więcej