rozwińzwiń

Narzeczeni

Okładka książki Narzeczeni autorstwa Alessandro Manzoni
Okładka książki Narzeczeni autorstwa Alessandro Manzoni
Alessandro Manzoni Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie Seria: Biblioteka Klasyki literatura piękna
964 str. 16 godz. 4 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Seria:
Biblioteka Klasyki
Tytuł oryginału:
I promessi sposi
Data wydania:
1994-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1994-01-01
Liczba stron:
964
Czas czytania
16 godz. 4 min.
Język:
polski
Tłumacz:
Barbara Sieroszewska
Inne
Książka jest odpowiednikiem "Pana Tadeusza" we Włoszech, tyle że pisanego prozą.

Znaczenie symboliczne:
Obserwujemy to walkę o niepodległość Italii oraz problemy z dążeniem do zjednoczenia. Manzoni przenosi ówczesne mu problemy Włoch w klimat XVI w.

Książka opowiada o losach Renzo i Lucii- młodych prostych ludzi, którzy to nie mogą się pobrać ze względu na urażoną dumę hiszpańskiego Pana Don Rodrigo, którego zaloty Lucia odrzuciła. Don Abbondio - ksiądz szykanowany przez rzezimieszków hiszpańskiego okupanta ma zakaz udzielenia ślubu młodym.
Średnia ocen
7,2 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Narzeczeni w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Narzeczeni



6379 1396

Oceny książki Narzeczeni

Średnia ocen
7,2 / 10
58 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Narzeczeni

avatar
77
5

Na półkach:

Powieść o cierpieniu, nadziei i wybaczeniu. Trafiła mi się w czasie trudnym rodzinnie, rozświetlając spojrzenie na bliskich. A dowiedziałem sie o niej z autobiografii papieża Franciszka, wspominał ją z dzieciństwa. W pewnym momencie może trochę zmęczyć, ja chciałem nawet zrezygnować ale warto przebrnąć dalej. Jak to w życiu. Czasem trzeba sie trochę namęczyć ale na koniec człowiek jest szczęśliwy.

Powieść o cierpieniu, nadziei i wybaczeniu. Trafiła mi się w czasie trudnym rodzinnie, rozświetlając spojrzenie na bliskich. A dowiedziałem sie o niej z autobiografii papieża Franciszka, wspominał ją z dzieciństwa. W pewnym momencie może trochę zmęczyć, ja chciałem nawet zrezygnować ale warto przebrnąć dalej. Jak to w życiu. Czasem trzeba sie trochę namęczyć ale na koniec...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
698
169

Na półkach: ,

Zaczyna się niewinnie - zakochani chcą wziąć ślub. Odmowa proboszcza nastraszonego przez lokalnego bogacza prowadzi do szeregu zwrotów akcji przedstawionych tak barwnie, że ciężko się oderwać. Do tego autor dorzuca społeczno - polityczną panoramę XII - wiecznych Włoch z galerią interesujących postaci.

Zaczyna się niewinnie - zakochani chcą wziąć ślub. Odmowa proboszcza nastraszonego przez lokalnego bogacza prowadzi do szeregu zwrotów akcji przedstawionych tak barwnie, że ciężko się oderwać. Do tego autor dorzuca społeczno - polityczną panoramę XII - wiecznych Włoch z galerią interesujących postaci.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
42
20

Na półkach:

Nietuzinkowa. Ciekawa, ale trzeba się w nią wczytać.

Nietuzinkowa. Ciekawa, ale trzeba się w nią wczytać.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

562 użytkowników ma tytuł Narzeczeni na półkach głównych
  • 402
  • 156
  • 4
79 użytkowników ma tytuł Narzeczeni na półkach dodatkowych
  • 47
  • 10
  • 6
  • 6
  • 4
  • 3
  • 3

Inne książki autora

Alessandro Manzoni
Alessandro Manzoni
Włoski pisarz, czołowy przedstawiciel włoskiego romantyzmu. Autor arcydzieła włoskiej powieści historycznej Narzeczeni (z dziejów Lombardii XVII w.),poetyckich tragedii historycznych, hymnów religijnych oraz ód. Początkowo związany z ruchem libertyńskim i oświeceniowym ateizmem, około roku 1810 nagle nawrócił się wraz z żoną na katolicyzm, pozostając do końca życia piewcą wiary chrześcijańskiej. Konwersja ta do dziś stanowi zagadkę dla biografów Manzoniego. Urodził się w Mediolanie w 1785 r. jako syn hrabiego Pietro Manzoniego (1736-1807) i Julii Beccaria (1762-1841). Według powszechnie przyjmowanej dziś hipotezy jego naturalnym ojcem był jednak Giovanni Verri, kochanek matki. Rodzice jego rozeszli się, gdy Alessandro był jeszcze bardzo młody. Z tego powodu spędził wiele lat w kolegiach zakonnych, najpierw w Merate i Lugano, a później w Mediolanie, gdzie otrzymał klasyczne wykształcenie, ale był też narażony na formalizm typowy dla tych środowisk. Opuścił kolegia mając 16 lat oraz głowę przepełnioną racjonalistycznymi ideami. Szybko wrósł w mediolańskie środowisko kulturalne okresu napoleońskiego. Zetknął się z poetami takimi jak Foscolo i Monti. Okres ten był w jego życiu czasem zabawy i przygód, ale oddawał się też pracy intelektualnej oraz poezji. Przykładem tego jest chociażby poemat Del trionfo della libertà (Triumf wolności) z 1801 roku. W roku 1803 napisał sonet Adda. W następnym roku powstały 4 Sermoni (Mowy): Amore a Delia, Contro i poetastri, Al Pagani, Penegirico a Trimalcione. Były to utwory satyryczne pełne nawiązań do twórczości Giuseppe Pariniego i Vittorio Alfieriego. W 1805 r. opuścił dom ojca i wyjechał do matki do Paryża. Tam obracał się w kręgach intelektualistów takich jak Cabanys, Thierry, Tracy, ale najważniejszą osobą stał się dla niego wtedy Claude Fauriel, który stał się dla młodego Manzoniego ważnym punktem odniesienia w jego późniejszej działalności pisarskiej. W Paryżu kontakt pisarza z duchownymi o orientacji jansenistycznej wpłynął na jego nawrócenie religijne. Manzoni zawsze jednak zachowywał dużą powściągliwość w stosunku do swego nawrócenia, nie pisał o nim, dlatego trudno jest odtworzyć jego przebieg i fazy. Z pewnością jednak dużą rolę w jego powrocie do katolicyzmu miała żona Enrichetta Blondel, córka genewskiego bankiera. Również ona przeżyła zwrot w życiu duchowym. Pod wpływem duchownego o jansenistycznych zapatrywaniach, Eustachio Degola, zbliżyła się do katolicyzmu i zdecydowała się ochrzcić swą córkę Giulię Claudię w Kościele katolickim. Następnie przekonała męża, aby zawarli ślub katolicki, wcześniej bowiem zawarli małżeństwo w rycie kalwińskim. W 1810 r. Manzoni opuścił Paryż i wrócił ostatecznie do Mediolanu. Jego wizja rzeczywistości była wówczas całkowicie przeniknięta katolicyzmem. Fakt ten wpłynął na jego pisarstwo, gdyż przestał tworzyć utwory o charakterze klasycyzującym (ostatnim był poemat Urania z 1809 r.),a zaczął pisać Inni sacri (Hymny święte) (1812-1815). Otworzyły one drogę do twórczości o charakterze romantycznym oraz historycznym i religijnym. Po powrocie do Italii Manzoni poświęcał czas głównie na naukę, pisanie, praktyki religijne oraz na obowiązki rodzinne. Zbliżył się do mediolańskiego ruchu romantycznego, ale nie uczestniczył w nim. Również do polityki miał podobny stosunek, gdyż był gorącym patriotą popierającym zjednoczenie Włoch. Śledził z entuzjazmem wydarzenia z lat 1820-1821 (powstanie przeciwko Austriakom),ale aktywnie w nich nie uczestniczył. Nie dotknęły go więc prześladowania, które wkrótce nastąpiły. Wtedy właśnie powstały dzieła: Pentecoste, Il conte di Carmagnola (1816 r.),Adelchi oraz pierwszy szkic powieści I promessi sposi (Narzeczeni) początkowo pod tytułem Fermo e Lucia. Z tego okresu pochodzą również Osservazioni sulla morale cattolica, Discorso sopra alcuni punti della storia longobrdica in Italia oraz eseje. Wraz z publikacją powieści, która dała mu sławę i weszła do kanonu literatury włoskiej, I promessi sposi w 1827 r., skończył się twórczy okres w życiu pisarza. Pojawiające się później próby napisania utworów lirycznych (np. hymnu na temat Wszystkich Świętych) pozostały niedokończone. Manzoni nawiązał przyjaźń z filozofem katolickim Antonio Rosminim, który wkrótce stał się jego przewodnikiem duchowym. W życiu pisarza miały też miejsce przykrości i nieszczęścia: ataki epilepsji, śmierć żony i kilkorga dzieci a także rozrzutny styl życia synów. W 1837 r. Manzoni ponownie się ożenił. Jego żoną została Teresa Borri Stampa, która zmarła w 1861 r. W 1842 r. napisał utwór Storia della colonna infame. Esej ten jest suchą kroniką dotyczącą procesu rzekomych roznosicieli dżumy w czasie zarazy spowodowanej tą chorobą w Mediolanie w XVII w.. Pomimo swego ukrytego sposobu życia pisarz stał się osobą publiczną. W 1848 r. śledził z zainteresowaniem wydarzenia polityczne we Włoszech, ale w nich nie uczestniczył. Po ustanowieniu Królestwa Włoch w 1860 r. został mianowany senatorem. Chociaż był głęboko wierzącym katolikiem, sprzeciwiał się władzy świeckiej Kościoła a także był zwolennikiem ustanowienia w Rzymie stolicy królestwa. W 1872 r., po zdobyciu Rzymu przez oddziały włoskie, przyjął honorowe obywatelstwo tego miasta, wywołując zgorszenie wśród zachowawczych grup katolickich. Na starość otoczony był czcią włoskiego mieszczaństwa, które widziało w nim nie tylko wielkiego pisarza, ale także mistrza oraz moralnego i politycznego przewodnika. Zmarł w Mediolanie w 1873 r. w wieku 88 lat. Wyprawiono mu uroczysty pogrzeb, w którym uczestniczył następca tronu, książę Umberto. Giuseppe Verdi zadedykował mu Messa da Requiem (Msza żałobna) w pierwszą rocznicę śmierci.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Sycylijska rozmowa Elio Vittorini
Sycylijska rozmowa
Elio Vittorini
Narrator, który jako dziecko żył “w górach Sycylii wśród opuncji i siarki”, po latach jedzie odwiedzić domowe pielesze, do matki opuszczonej właśnie przez ojca, który miał znaleźć nową kobietę. Nostalgiczny to powrót, niczym w filmach Giuseppe Tornatore. Taka też jest i ta książka. To nie tylko zwykła podróż z północy Włoch na ich kraniec, ale i w głąb siebie, co zawsze i wszędzie oznacza powrót do dzieciństwa, czyli nie tylko do ciepła i bezpieczeństwa, ale też i nieodpowiedzialności za nic. Bohater to ktoś, kto dziś pewnie byłby określony mianem przegrywa, rozżalonego na świat, a może bardziej i na samego siebie… “Wściekłość na cały zagubiony i zatracony rodzaj ludzki dręczyła mnie już od dawna i od dawna chodziłem z głową ponuro zwieszoną. (...) Dlaczego właściwie świat nie mógłby pozostać na zawsze taki, jaki był, kiedy miałem 7 lat, jakim go znałem z Księgi tysiąca i jednej nocy”. “To było najokropniejsze: ten spokój bez nadziei. Wierzyć, że ród ludzki jest zgubiony, a nie mieć chęci uczynienia czegokolwiek, by temu przeciwdziałać, chociażby chęci zginięcia razem z nim!”. “Targały mną abstrakcyjne furie, a jednocześnie byłem spokojny, nie chciałem niczego”. “Było ze mną tak, jakbym nigdy nie miał ani tych pierwszych piętnastu, ani tych drugich i nigdy nie jadł chleba, i nie wzbogacił się przez ten czas o tyle różnorodnych doświadczeń – smaków, zapachów, odczuć – jakbym nigdy nie był naprawdę żywy, lecz po prostu pusty, tak, byłem pusty myśląc o rodzaju ludzkim, który się zatracił, pusty i spokojny bez nadziei”. “Wspominałem, a wspomnienie to miało dla cudzych oczu pozory płaczu”. “Śmierć i nieśmiertelność znałem już dobrze, a Sycylia i świat były dla mnie jednym i tym samym. (...) Nagle ogarnęła mnie posępna nostalgia, pragnienie ujęcia znowu w ręce mojego minionego dzieciństwa. Postać matki jest tu wywyższona ponad cały świat. “Była wyrazem mijającego czasu, przeszłości rodzaju ludzkiego, dzieciństwa i tego, co przychodzi potem, mężczyźni, synowie: była cząstką historii”. Rolę proustowskiej magdalenki odgrywa tutaj smażony przez matkę śledź. “Ten śledź był także wspomnieniem, tylko pełniejszym i bardziej realnym”. Przy okazji ta napisana w 1941 r. książka przypomina, jak wielka bieda panowała wówczas we Włoszech, a szczególnie w zapomnianych od ludzi i Boga górskich wioskach Sycylii. “- Ojciec co miesiąc przynosił wypłatę, przez 10 dni mieliśmy co jeść i wszyscy nam zazdrościli, chłopi i kopacze siarki. Ale przez resztę miesiąca żyliśmy tak jak oni. Jedliśmy ślimaki. - Ślimaki? - Tak, i dziką cykorię – rzekła matka”. “- Dobrze tam było żyć – powiedziałem i szczerze tak myślałem, wspominając letnie popołudnia i suszące się na słońcu pomidory, i ani żywej duszy dookoła”. Matka dorabia sobie zastrzykami dla miejscowych kobiet, na co zabiera ze sobą syna - jej nazwisko jest znaczące: Concezione (poczęcie). Niespodziewanie w tym kontekście objawia się zaskakująca otwartość tych kobiet, nawet młodych, gdy matka chce, żeby towarzyszył temu jej syn. Jej pacjentki początkowo protestują, ale bez przekonania i zaskakująco szybko godzą się na męskie towarzystwo. Rzuca to nowe światło na stereotypowe wyobrażenie o surowej moralności na tej włoskiej wyspie, wydawałoby się uchodzącej za ostoję zacofania pod każdym względem. Innym przejawem naturalnego podejścia do “tych spraw“ jest wyjątkowo otwarta rozmowa z matką, gdy narrator pyta ją, czy zdradzała ojca, zanim odszedł z inną”. “– No cóż, chyba sobie na to zasłużył, jeśli nawet byłam z innym mężczyzną raz czy dwa! A ja pomyślałem sobie: +Ech, stara krowo!+. A głośno powiedziałem: – Pewnie, że sobie zasłużył! I zapytałem – Dużo razy? Z wieloma? – Och! – wykrzyknęła matka. – Cóż ty sobie wyobrażasz, że byłam na wysługi chłopom? (Nb. wtedy narrator nazywa matkę “miłosierną krową”. “– Nie pamiętasz, jaki to zawsze był mięczak i tchórz? – Mięczak i tchórz? – zdumiałem się. – A pewnie! – krzyczała matka. – Jak mnie pobił, to zaraz zaczynał beczeć i przepraszać…”. I jeszcze taki dialog: “– Wciąż jeszcze jestem niczego sobie baba, no nie? – No pewnie! – powiedziałem. – Nie masz nawet jednego siwego włosa! A matka: – A żebyś mnie widział, jaka jestem młoda pod ubraniem!”. A bohater wyznaje: “​Gdy miałem siedem lat, wiedziałem lepiej niż kiedykolwiek, jak wygląda naga kobieta (...) Siedmiolatek dostrzega cuda w każdej rzeczy i z nich, z ich nagości, jak z nagości kobiety, czerpie pewność istnienia, podobnie jak one, urodzone z naszego żebra, czerpią tę pewność z nas. Śmierć istnieje, ale nie ujmuje nic z tej pewności”. Paradoksalnie, a raczej i nie, to kobieta była zwornikiem tamtego patriarchalnego świata. “Prawdziwe nieszczęście to jak zachoruje kobieta, matka. Już lepiej, kiedy choruje mężczyzna. Bo mężczyźni zimą i tak nie pracują, a w ogóle są do niczego, za to jak zachoruje kobieta, to już bywaj zdrów.... “. Bohater cierpi za cały skrzywdzony świat i wraz z nim. A wtedy musi się pojawić najważniejszy pocieszyciel, nie tylko dla Włochów, ale szczególnie dla nich…. “Z ziemi, murów i ciemnego sklepienia bił stuletni zapach wina, którym tawerna wciąż na nowo nasiąkała. Cała przeszłość wina w człowieku była wokół nas obecna”. “Tak to cierpiący z powodu własnych krzywd i krzywd świata tkwiliśmy wszyscy razem w nagim grobowcu wina i pewnie wyglądaliśmy jak duchy uwolnione wreszcie z tego świata cierpień i zniewagi”. “Pokolenia za pokoleniami piły to wino, przelewając w nie swoje cierpienia, szukały w nim swojej nagiej istoty i każde następne pokolenie spijało w tym winie cierpienia pokoleń poprzednich”. Na koniec w tej (pozornie) realistycznej opowieści robi się bardziej onirycznie. Narrator niejako “wstępuje do piekieł” pełno odniesień do Hamleta do klasyki i śmierci – to nie tylko efekt wypitego wina. “– To są dobre, wygodne groby – powiedział żołnierz. – Przyszliście tu pomyśleć o waszych zmarłych? – pytałem dalej. – Nie – rzekł żołnierz. – Myślę zawsze tylko o moich żywych”. Pod koniec wkraczamy w świat transcendentny, z wizjami bohatera, symbolicznie odnajdującego swą młodość. Pojawia mu się młodszy brat, który poległ na wojnie, zapewne w Abisynii. “– Przecież był bohaterem! Matka popatrzyła na mnie tak, jakby dopatrywała się w moich słowach goryczy. – Nie! powiedziała – Był tylko biednym chłopcem, który chciał zobaczyć świat. Lubił świat”. “– Więc ostatecznie – krzyknąłem – jesteście tu czy nie jesteście?! Żołnierz odpowiedział – Sam sobie nie raz zadaję to pytanie. Jestem czy nie jestem? W każdym razie mogę pamiętać. I widzieć.. – I co jeszcze możecie – zapytałem? – To już wystarcza – rzekł. – Widzę mojego brata i chciałbym się z nim bawić”. Inne cytaty o tym, czym dla Autora była Sycylia: “To była taka mała, pnąca się w górę Sycylia, gdzie drzewa nieszpułek wyzierały znad dachów, skały poryte były jaskiniami, na czarnym tle ziemi błąkały się kozy, a muzyka piszczałek pozostawała daleko za nami, rozwiewała się wysoko w górze, we mgle i śniegu”. “Był to głęboki zapach nie samego tylko melona, odwieczny zapach, jak zapach wina podczas samotnej zimy w górach, przy linii kolejowej, zapach małej, o niskim pułapie jadalni w dróżniczym domku”. “Ziemia tam była sucha, żółtawego koloru siarki, pamiętałem głośne granie cykad na przemian z okresami niezmąconej ciszy”. ​“Zimne powietrze było spokojne i pogodne, dzwony nie polatywały już po niebie, spały spokojnie w swoich gniazdach”.
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na82 miesiące temu
Hiob Joseph Roth
Hiob
Joseph Roth
Którzy z przyjaciół biblijnego Hioba mają rację? W książce śledzimy losy sześcioosobowej rodziny z Galicji. Jednego syna, którego serce rwie się do przygód, drugiego — do interesów, córki, która nie może oprzeć się namiętności, i niepełnosprawnego syna Menuchima. Rodzina kręci się wokół własnej osi — nie ma przyjaciół, oszczędności ani nadrzędnego celu. Na swój sposób rutyna dnia daje im pewną formę szczęścia. „O chorego syna nikt go nigdy nie pytał, za to wszyscy dowiadywali się o losy zdrowych”. Za rogiem czeka długa droga w dół. Momentem cezury jest porzucenie niepełnosprawnego syna. Oczywiście pierwszy odruch zdrowego człowieka to: jak tak można? Ojciec Mendel przez wiele dekad cierpi, wspomina, śni na jawie, wyrywa włosy, zaniedbuje się i złorzeczy Bogu. „Menuchim, syn Mendla, wyzdrowieje. Takich jak on nie będzie wielu w Izraelu. Bóg go uczyni mądrym, brzydotę dobrotliwą, gorycz łagodną, a chorobę mocną.” Jedna z tych nielicznych książek, w których losy bohatera splatają się z moimi losami. Chociaż nie wierzę, że celem życia jest szczęście, to chciałbym zdrowia i pomyślności dla moich dzieci, dla mojego syna. „Za co zostałem tak ukarany?” — myślał Mendel i przetrząsał mózg w poszukiwaniu jakiegoś grzechu, lecz nic ciężkiego nie znalazł. Podczas tej lektury udało mi się pojąć, że w życiu cierpieć — w tym cierpieć długotrwale — oznacza, że człowiek napełnia się życiem po same brzegi i jest gotów. Na ten moment, mimo ogromnego pragnienia serca, nie wierzę, że na końcu przychodzi taki cud, jak na łamach tej książki.
TytkaNaKsiazki - awatar TytkaNaKsiazki
ocenił na61 miesiąc temu
Jeśli zimową nocą podróżny Italo Calvino
Jeśli zimową nocą podróżny
Italo Calvino
Zaczyna się od premiery... nowej książki Itala Calvino "Jeśli zimową nocą podróżny". Egzemplarz jest jednak felerny, urywa się w punkcie kulminacyjnym. Czytelnik próbuje zatem wymienić go na nowy. Odkrywa nieświadomie nową, ukrytą dotąd powieść, która ponownie urywa się w zenicie. Śledzimy tak pogoń Czytelnika i Czytelniczki za sekretami powieści 10 razy odkrywając coraz to nowe historie zawarte w - jak się okazuje - nieistniejących woluminach. Przezabawna gra konwenansami literackimi pełna autoodniesień i ironii. Calvino był mistrzem krótkiej formy. Wątek główny tej powieści szkatułkowej to sznurek, na który jak paciorki autor ponawlekał różne scenki, mniej lub bardziej rodzajowe i gatunkowe - kryminał, dramat, romans. Skojarzenie z Borgesem, czy "Ćwiczeniami stylistycznymi" Queneau'a jest nieprzypadkowe. Motyw powieści urwanej w połowie odczytuję jako reintepretację "wiecznego powrotu", ciągłego odkrywania jednej i tej samej księgi w każdej kolejnej przeczytanej. Początek każdej książki to też ten moment, który nas do niej przyciąga, jest to moment, gdy podświadomie wyrabiamy sobie o niej opinię i najlepiej zapamiętujemy. Jak twierdzi pisarz w jednej z fikcyjnych opowieści "Urzeka mnie początek, który stwarza niewyczerpane, wielorakie możliwości dalszego prowadzenia akcji, przekonuję się, że nie ma nic lepszego nad konwencjonalne rozpoczęcie utworu, nic lepszego od wstępu, po którym można spodziewać się wszystkiego i niczego".
Borowik - awatar Borowik
ocenił na86 miesięcy temu
Ścieżka pajęczych gniazd Italo Calvino
Ścieżka pajęczych gniazd
Italo Calvino
Ciężko jest oceniać książki jednego ze swoich ulubionych pisarzy, gdy czytało się już jego arcydzieła. Chciałoby się obiektywnie podchodzić, ale zawsze ma się w głowie te kilka książek, które się uwielbia i ocena jest trochę zaburzona. "Ścieżka pajęczych gniazd" jest tego świetnym przykładem. Gdybym nie czytał wcześniej "Jeśli zimową nocą podróżny" albo "Opowieści kosmikomicznych" to pewnie stwierdziłbym, że to bardzo dobra książka, a tak to co najwyżej mogę powiedzieć, że "Ścieżka..." jest książką dobrą. W sumie nie ma w tym nic dziwnego, gdyż jest to debiut literacki Calvina i w sumie naprawdę udany. Włoski pisarz porusza temat wojny, ale w dosyć nietypowy sposób. Wszystko dzieje się w okresie II Wojny Światowej - mamy niemieckich żołnierzy, włoskie oddziały partyzanckie, zbrojenie się itd., jednak nie staje się to głównym przedmiotem utworu. Pomimo tego, że akcja jest osadzona w takich okolicznościach wszystko skupia się wokół głównego bohatera - nastoletniego Pina. To w jaki sposób jest on zarysowany wybija się ponad wszystko w tej książce. Naprawdę jest to dosyć nietypowy bohater, zagubiony w świecie dorosłych. Nie pasuje ani do równieśników, ani do starszych od siebie. Wydawałoby się, że i tak dąży do przebywania z osobnikami dojrzałymi, jednak skrycie gardzi ich postępowanie, poglądy na świat i ogólnie to jak wygląda ich życie. Calvino poprzez osadzenie swojej książki w takiej a nie innej rzeczywistości demaskuje świat dorosłych, wplata zręcznie swoje poglądy polityczne i powstaje bardzo ciekawy obraz społeczny Włoch. Zagubiony Pin, który ukrywa swoją frustrację i samotność w tonie żartów poznaje rzeczywistość i nie do końca mu się ona podoba. Jak już mówiłem, książka ta jest naprawdę dobra, ale jeśli mam ją oceniać przez pryzmat innych dzieł Calvina to wychodzi dosyć przeciętnie i w sumie jest do dosyć odpowiednie, jak przystało na debiut. I tak polecam lekturę (jak wszystko od tego Pana).
Mikosek17 - awatar Mikosek17
ocenił na710 lat temu
Żywot Łazika z Tormesu autor nieznany
Żywot Łazika z Tormesu
autor nieznany
Kto ostatnio czytał hiszpańską powieść łotrzykowską, ręka do góry. I ja dołączyłem do tego zacnego i jak widzę licznego grona, zatem słów kilka o Łaziku, bo rzecz to wprawdzie niewielka ale zaiste godna uwagi. Autor książeczki (liczącej zaledwie około 110 stron) pozostaje nieznany, ale treść, proszę Państwa, zasługuje na uwagę. Jeśli bowiem pokochaliście czystą miłością czytelniczą Don Kichota albo Tristrama Shandy’ego i czujecie specyficzny vibe epoki, jeśli bliski Wam wisielczy żart i swawola, z jaką opisuje się dzieje wszelkiego rodzaju gagatków i życiowych spryciarzy, którym niejedna kłoda była rzucana pod nogi, jeśli w smak Wam klimatyczny humor, jaki wywołuje słowo pisane, opowieść o Łazarzu spod Salamanki jest właśnie tego rodzaju historią, która gwarantuje sporo uciech. Łazik jest młodzieńcem, który oddaje się na służbę do ociemniałego ślepca (ten łoi chudzinę za wszystko i za nic, więc w zamian chłopak postanawia zemścić się na nim okrutnie),księdza dusigrosza, sprzedawcy odpustów, a nawet szlachcica, który głodzi swego sługę, aż ten by uszczknąć kawałek chleba posługuje się gryzoniami – jednym słowem, życie Łazika nie było usłane różami (no a jeść trzeba). Ale cały sznyt powieści pikarejskiej (a „Żywot Łazika” uważany jest za pierwszą powieść tego rodzaju) polega na tym, że bawi ucząc i uczy bawiąc albo zupełnie na odwrót. Spotkacie tu gamę ludzkich przywar (zwłaszcza egoizmu, głupoty oraz chciwości),karykaturalnych typów ludzkich oraz radę, aby dzielnie stawiać czoła wszelkim niewdzięcznikom, którzy chcą Wam psuć dobry nastrój. Nie wolno się poddawać, mówi nieznany autor, trzeba walczyć o polepszenie własnego losu. I z tą myślą w głowie młodzieniec słono sobie liczy za doznane upokorzenia (kibicujemy mu, bo spryciarz „jest w prawie”, a kombinuje zaiste zgrabnie). Jeśli jednak sądzicie, że książeczka przepełniona jest mądrościami, od których formalnie mdli, zaś serce bohater wypełnione jest wszystkimi możliwymi rycerskimi cechami, jesteście w błędzie. Zakończenie, choć przynosi Łazikowi wyczekiwane szczęście i dostatek, można nawet nazwać gorzką pigułką – nie nadaje się jako przykład myśli złotych i moralnie prawilnych, by wtłaczać je w główki niewinnym dziatkom. Najlepiej wdrapać się jak najwyżej, nachapać jak najwięcej, po czym żyć stabilnie na państwowym wikcie, pozwalając, by spływało na Was światło królewskiej latarni (pardon, pochodni, bo to XVI wiek). Polecam i zalecam. Do zabawy, do chichotu, do zmyślnego przerywnika między jedną książkową cegłą a drugą. Przekład Maurycego Manna, wstęp Elżbiety Słodowskiej, opracowanie graficzne Izabelli Petrenko-Laube.
Marcin Masłowski - awatar Marcin Masłowski
ocenił na81 miesiąc temu
Dom kłamczuchów. Opowiadania wybrane Dezső Kosztolányi
Dom kłamczuchów. Opowiadania wybrane
Dezső Kosztolányi
Dom kłamczuchów Dezso Kosztolanyi To było tak, że jeden ktoś polecił pewną książkę, a drugi ktoś zaczął zachwalać jej autora i inną jego powieść. Oczy mi zablyszczały i rzuciłam się w wir poszukiwań obu uznając skadinąd słusznie, że rzecz jest warta zachodu. Żeby nie robić reklamy napiszę tylko, że śledztwo z poszukiwaniem przeprowadziłam na stronie e- biblioteki, bo odwykłam od papieru, a i lenistwo okazuje się z wiekiem coraz silniejsze na tle innych innych wad. No i znalazłam, ale tylko jedną z polecanych i teraz, po lekturze muszę to napisać: Dziękuję!! Żeby ująć sprawę po swojemu czyli inaczej, napiszę w ten sposób. Wyobraźcie się elegancki kredens. Na wygiętych nóżkach, połyskujący lakierem, z kunsztownymi rzeźbieniami, bogaty w intarsje, inkrustacje. Małe cudeńko, do którego podchodzi się nieśmiale, żeby broń Boże nie uszkodzić, nie zepsuć, nie zniszczyć. Można i chce się w niego wpatrywać i wgapiać, bo choć to mebel, to wyjątkowy i niepowtarzalny. Żaden z niego ikeowski regał, żadna masówka, co zeszła z taśmy. Mnóstwo teraz tych kiepskich ..mebli, czyli powtarzalnych w treści książek, które zapiszą się w pamięci na czas do zamknięciami okładki. Ten moj wyobrażony kredens ma mnóstwo szuflad, szufladek i szufladeczek, a każda przyozdobiona piękna rączką, zmyślnym uchwytem. Aż korci, żeby do każdej szuflady zajrzeć, zagrzebać siew jej wnętrzu, zanurzyć w niej rękę, wskoczyć do środka I chwilę pobawić się w chowanego. Chodzi tylko o to, by mieć czas, gdy nikt nie będzie przeszkadzać, wołać, przypominać o czymś mało istotnym, bo chce się czytać i nie przerywać. Wskakuje się fo pierwszej szufladki, rozgości, zje tę duchową strawę, a potem chwila zadumy- rodzaj deseru i hops do innej skrytki! Tam czeka znowu pochłonięcie albo wchłanianie jak wody w suchą gabkę, jak w wysuszoną upalem ziemię. I znowu refleksja, zastanowienie się i tak po wielokroć, bo szuflad jest tyle, że można skakać wiele razy i nic nie stoi na przeszkodzie, by powtórzyć przygodę i wrócić do tej samej opowieści. Zaręczam, że powroty nie będą nudne, bo to niemożliwe. W szufladach są pudełeczka, pudełka, błyskotki, a każdego chce się dotknąć, pooglądać i potrzymać w ręku. Są tam też małe i duże lusterka, by się poprzeglądać, bo zawartość każdej szufladki to my i coś o nas. Myślę sobie, że autor musiał lubić patrzeć, słuchać i obserwować, by potem przetworzyć w kolejnym etapie tego procesu i ubrać w zdania. Tak mogło być, bo powstały małe skarby, mini klejnoty i wcale nie przesadzam i nie wpadam nadmierny zachwyt. Celowo nie piszę o treści, bo to opowiadania. Są obserwacją, refleksją i wnioskiem z podsumowaniem. Jest o człowieku i tym, jaki jest albo jaki się zdaje być. Bo może być dobry i zły, z zaletami i z mnóstwem przywar. Jeśli ktoś czepliwy zarzuci mi reklamę staroci, co pogryziona jest przez korniki, nadgryziona zębem czasu, nieprzystająca do naszych czasów, to od razu napiszę, że to błędne myślenie. Zmienia się pokój, jego wystrój, ale lokator czyli człowiek jest nadal ten sam. Taka jest ta książka, ta moja uhm..komoda pełna szuflad i skarbów.
xymenka - awatar xymenka
oceniła na107 miesięcy temu
Most San Luis Rey Thornton Wilder
Most San Luis Rey
Thornton Wilder
„Nad zbiegami okoliczności można by się zdumiewać na sto różnych sposobów” – czytamy w tej znakomitej opowieści poświęconej odwiecznemu pytaniu ”Co jest prawdą?”, wraz z pomocniczymi: „Skąd możemy się jej dowiedzieć?” oraz „Skąd czerpać empatię?”. Niby to o niczym. Ot, gdzieś w Ameryce Płd. w 18. wieku zawalił się wiszący most, parę osób zginęło, a pewien franciszkanin próbuje dociec, co z tego wynika. Odpowiedź brzmi: wszystko - cały sens czy też bezsens ludzkiej egzystencji. I jasne się staje, że tę pięć postaci łączy nie tylko nagła śmierć. Co rzadkie, tam i wtedy, świetnie nakreślone są postacie kobiece. A ponadto: jak to jest napisane...!!! Nie dziwota, że Sandor Marai zachwycił się tym małym arcydziełkiem. Można nawet na siłę doszukiwać się tu pewnych podobieństw a może też i inspiracji… W każdym razie Pulitzer z 1928 r. był nieprzypadkowy - wtedy ceniono nieoczywiste, pozornie nieskomplikowane opowieści. „Brat Juniper wykrył, że najmniej można się dowiedzieć od ludzi najbardziej związanych z przedmiotem badań. (…) Ci, którzy wiedzieli najwięcej, powiedzieli najmniej” – ta pełna rezygnacji konstatacja potwierdza, że „the Truth is out there”. Czy jest w tym kontekście przypadkiem, że na koniec biedny franciszkanin stwierdza: ”Przepaść między wiarą i faktami jest większa niż się na ogół przypuszcza”. Czy możemy się zatem dziwić, że tworzona przezeń Księga, która miała opisać „jak było”, trafia na Indeks Ksiąg Zakazanych, a jej autor....? Cóż, ponosi taki los, jaki podobno sam Pan Buk zalecił swym ziemskim funkcjonariuszom (choć zarazem żadna to antyklerykalna agitka). I tylko zapewnienie o niezrywalnym moście, którym jest – czy też: może być, aby nie wpadać w pewien "harlequinizm" - Miłość, daje na koniec nadzieję… Kilka cytatów: …Albo żyjemy z przypadku i umieramy z przypadku, albo żyjemy według planu i umieramy według planu… ...Niektórzy mówią, że nigdy nie będziemy wiedzieć i że dla bogów jesteśmy jak muchy, które chłopcy zabijają w dzień letni, a inni mówią przeciwnie, że nawet najmniejszy wróbel nie zgubi jednego piórka bez woli Boga... …Widziała, że ludzie tego świata chodzą w zbroi egoizmu, pijani samouwielbieniem, spragnieni komplementów, mało słysząc z tego, co się do nich mówi, niewzruszeni wypadkami, które spotykają ich najbliższych przyjaciół, w strachu przed wszelkimi apelami, które wymagałyby od nich jakichś ofiar…. …Styl to jedynie godne pogardy naczynie, w którym gorzki napój podaje się światu... …Przeorysza należała do tych osób, które marnują życie, ponieważ zapłonęły miłością do jakiejś idei na kilka stuleci przed jej właściwym pojawieniem się w określonym momencie historii cywilizacji. Matka Maria del Pilar walczyła przeciwko swojej epoce, pragnąc by kobietom przyznano nieco ludzkiej godności.... …Istniało wtedy w Limie coś owinięte w wiele łokci fioletowego jedwabiu, z którego wystawała wielka nabrzmiała głowa i dwie pulchne, przeźroczyście białe ręce – był to arcybiskup…. …Przeczytał całą literaturę starożytną i wszystko z niej zapomniał poza ogólną atmosferą wdzięku i sceptycyzmu. Znał się kiedyś na Ojcach Kościoła i soborach, ale zapomniał już wszystko, poza nieokreślonym wspomnieniem sporów, które nie miały żadnego związku z Peru…. …Jak wszyscy bogacze, nie mógł uwierzyć, że biedni (popatrzcie na ich domy i ich ubrania!) mogą rzeczywiście cierpieć. Jak wszyscy ludzie żyjący w zbytku wierzył, że tylko ludzie oczytani mogą wiedzieć, iż są nieszczęśliwi…. …Czerpał coś w rodzaju radości z przekonania, że na świecie wszystko urządzone jest źle. Szeptał do ucha franciszkanina myśli i opowiastki, które zaprzeczały, jakoby ktokolwiek kierował światem…
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na103 lata temu
Żołnierze spod Salaminy Javier Cercas
Żołnierze spod Salaminy
Javier Cercas
Wybitnie empatyczna opowieść z najstraszliwszą z możliwych wojen, bo domową, w tle. Teoretycznie o pewnym hiszpańskim faszyście, ale faktycznie o tych wszystkich prawdziwie nieznanych żołnierzach (mniejsza nawet, z której strony barykady),potrafiących w czasach nienawiści ocalić człowieczeństwo - i swoje, i Innego.... Taki jak tu obraz wojny, z żołnierskich dołów, a nie perspektywy zawsze dzielnych, bohaterskich i odznaczanych dowódców, widziany, bardzo mi odpowiada. Książka to „kompletna i prawdziwa” – nie da się zaprzeczyć tym słowom Autora (bo to także książka w książce). To także moja kolejna ważka rzecz o pamięci i historii oraz pułapkach w nich się kryjących, a także o niemożliwości ich poznania. „I teraz nie wiem, co było prawdziwe” - pisał Poeta w jednym z najwspanialszych swych wierszy. Prawdy możemy się u Cercasa tylko domyślać, a „jedyną odpowiedzią jest brak odpowiedzi; jedyną odpowiedzią jest jakaś tajemna i bezmierna radość ”…. Za nieporozumienie uznaję opinie, jakby to była rzecz o faszyście Sanchezie Mazasie (a może i jego apologia) - cudem ocalałym spod ognia republikańskiego plutonu egzekucyjnego, którego zaraz potem jeden ze ścigających żołnierzy mógł zabić, ale tego nie uczynił. Czy wraz z narratorem dowiemy się dlaczego? Tymczasem postać czołowego falangisty wydaje mi się raczej przedmiotem, a nie podmiotem tej opowieści jako całości, choć ilościowo faktycznie o nim sporo. Ale według mnie to raczej zwodniczy, a przemyślany zamiar Autora, który w drugiej części koncentruje się na kimś ze strony republikańskiej. Wydaje się nawet, że Cercas od początku zmierza tylko do tego, aby w końcu zacząć opowieść o swym prawdziwym bohaterze – Miralllesie; „o tych niepojętych chwilach, w których cała cywilizacja zależy od jednego człowieka”. O ile wcześniej bywa różnie, to ta część wciąga bez reszty i pozostawia czytelnika w osłupiającym podziwie… Chodzi bowiem o „mięso armatnie”, czyli szeregowych, nikomu nie znanych ludzi. „Żadna ulica w żadnym żałosnym miasteczku żadnego gównianego kraju nie będzie nigdy nazwana imieniem żadnego z nich” – słyszymy prostą, a wieczną prawdę o wojennym rzemiośle. Tak, tacy od zawsze aż po kres ludzkości są i pozostaną „mierzwą dziejów”. Ot, pionki na potwornej szachownicy w rozgrywce wielkich kosztem maluczkich - czym wszak jest każda wojna. Ale pionki z olbrzymią władzą: odbierania życia innym – ale też i ich ocalania. A nie chodzi wszak o kolegów z oddziału, tylko o wrogów – kimkolwiek by byli…. I czy była w ogóle kiedykolwiek taka przedziwna wojna, w której nie zabijano by bezbronnych…? „Te historie nikogo już nie obchodzą, nawet nas, którzyśmy je przeżyli. Był czas, kiedy obchodziły, ale teraz już nie. Ktoś zdecydował, że należy o tym zapomnieć, i coś panu powiem: ten ktoś chyba miał rację. Poza tym połowa tych historii to niezamierzone kłamstwa, a druga połowa to kłamstwa zamierzone”. To zdanie dedykuje swym rodakom – nie tylko w kontekście nadchodzących wyborów…. I jeszcze inny cytat, jakże zawsze i wszędzie prawdziwy: „Jedynym wspólnym, łączącym ich elementem, była według mnie, ich kondycja ludzi, którzy przeżyli, czyli ta zwodnicza przewaga, którą bohaterowie dnia dzisiejszego, zawsze zwyczajnego, nijakiego i pozbawionego chwały, przyznają bohaterom dnia wczorajszego, przeszłość bowiem – poznawana przez filtr pamięci – zawsze jest wyjątkowa, burzliwa i bohaterska”. Albo taki, wart zadedykowania ajpienowi: " Bohaterowie są bohaterami tylko wtedy, kiedy umierają albo ktoś ich zabija. Prawdziwi bohaterowie rodzą się tylko na wojnie i umierają na wojnie. Nie ma żywych bohaterów (…). Są tylko umarli". Podczas lektury wielokrotnie przychodziła mi na myśl inna rzecz o „statystach historii”, czyli skandalicznie zapomniane arcydzieło „Sól ziemi” Józefa Wittlina. Piotr Niewiadomski to jeszcze bardziej „nikt” niż Mirallles, a przecież jak najsłuszniej tytułowy bohater…. Miałem też skojarzenia z niemniej empatycznym obrazem zwykłego, może nawet i tchórzliwego (czyli pragnącego po prostu przeżyć),żołnierza z wybitnego - o dziwo! - „Trenu” Bohdana Czeszki, postaci niewartej pamiętania – w przeciwieństwie do tej jego noweli. Bo jak czytamy u Cercasa, „można być dobrym pisarzem, będąc jednocześnie strasznym skurwysynem”… PS Czy Autor nie rzuca aby wyzwania - nam, Polakom? „Ze wszystkich historii w Historii najsmutniejsza jest niewątpliwie historia Hiszpanii, ponieważ kończy się źle”. Jeszcze nieco cytatów… Zastanawiałem się, czy te relacje będą odpowiadać rzeczywistym faktom, czy też, w nieunikniony pewnie sposób, przykryła je patyna półprawd i zmyśleń, jaka zwykle dodaje splendoru zdarzeniu dawnemu i dla jego uczestników niemal legendarnemu. Czyli to, co mi opowiedzą, będzie nie tym, co wydarzyło się naprawdę, ani nawet nie tym, co pamiętają, że się wydarzyło, lecz tylko tym, co pamiętają, że opowiedzieli już przy innych okazjach. Dla Aguirre, podobnie jak dla wszystkich, pisanie do prasy nie jest pisaniem. Nie potrafiła uniknąć pułapek, jakie w trakcie opowiadania zastawiała na nią nostalgia. Uważał ją za jedyną prawdziwą przygodę swego życia, a przynajmniej jedyną, którą mógł się szczycić bez obawy demistyfikacji. Kraj cywilizowany to taki, w którym ludzie nie muszą tracić czasu na politykę. Rzeczywistość zawsze nas zdradza. Najlepiej więc nie dać jej na to czasu i zdradzić ją wcześniej. Nie pisze się zazwyczaj o tym, o czym chce się pisać, ale o tym, o czym się pisać potrafi. Co się tyczy ojczyzny, no cóż, nie wiadomo, czym jest ojczyzna, może po prostu usprawiedliwieniem dla świństwa albo lenistwa. Gorliwe podkreślanie lojalności często maskuje zdradę. Możliwe, że w głębi duszy przez całe życie w nic nie wierzył, a już najmniej w to, co głosił i czego bronił. „Jeżeli za coś nienawidzę komunistów ekscelencjo, to za to, że zmusili mnie, abym został falangistą”.
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na92 lata temu

Cytaty z książki Narzeczeni

Więcej

Inne wrażenie sprawiają słowa, gdy z ust wychodzą, a inne, gdy wpadają do ucha.

Inne wrażenie sprawiają słowa, gdy z ust wychodzą, a inne, gdy wpadają do ucha.

Alessandro Manzoni Narzeczeni Zobacz więcej

Bywają chwile, kiedy dusza człowieka, a zwłaszcza człowieka młodego, jest szczególnie podatna do spełnienia każdego czynu mającego pozory szlachetnego poświęcenia; lekka prośba wystarczy, by w takiej chwili uzyskać wszystko, czego się chce od takiej młodej istoty, która jest niby kwiat poddający się miękko na swej wątłej łodyżce każdemu powiewowi wiatru, gotów darzyć swoją wonią wszystko dokoła. Takie momenty powinny by budzić w otoczeniu podziw i nieśmiałą cześć; ale często one to właśnie stają się pastwą chytrości ludzi tropiących je podstępnie i chwytających w locie okazję nałożenia więzów na wyzbytą czujności wolę.

Bywają chwile, kiedy dusza człowieka, a zwłaszcza człowieka młodego, jest szczególnie podatna do spełnienia każdego czynu mającego pozory sz...

Rozwiń
Alessandro Manzoni Narzeczeni Zobacz więcej

Czymże jest historia bez polityki? Jest jak przewodnik, który wędruje i wędruje, a nikt za nim nie idzie, komu miałby wskazywać drogę, trudzi się więc zupełnie bez pożytku. A znów polityka bez historii jest jak wędrowiec pozbawiony przewodnika.

Czymże jest historia bez polityki? Jest jak przewodnik, który wędruje i wędruje, a nikt za nim nie idzie, komu miałby wskazywać drogę, trudz...

Rozwiń
Alessandro Manzoni Narzeczeni Zobacz więcej
Więcej