-
Artykuły
Nadciąga Gwiazdozbiór Kryminalny!
LubimyCzytać2 -
Artykuły
Wiosna z książką – kwietniowe premiery, które warto poznać
LubimyCzytać11 -
Artykuły
"Dom bestii" - jak ofiara zamienia się w kata. Akcja recenzencka do nowej książki Katarzyny Bondy!
LubimyCzytać10 -
Artykuły
Umrę, jeśli tego nie polubisz - weź udział w konkursie i wygraj wspomnienia influencerki
LubimyCzytać39
forum Oficjalne Akcje i konkursy
Daniel Hurst powraca. Weź udział w konkursie i wygraj pakiet książek
Daniel Hurst powraca. Weź udział w konkursie i wygraj pakiet książek
„Zawsze będę cię chronić” – te słowa mama szeptała mi do ucha za każdym razem, gdy całowała mnie na dobranoc. A gdy opuszczałyśmy naszą smaganą wiatrem nadmorską wioskę, ściskała moją dłoń tak mocno, że aż bolało, a jej twarz stała się blada i napięta. Nigdy nie rozumiałam dlaczego. Ale teraz już wiem.
Dorastając, słyszałam szepty i plotki. Mama próbowała ukryć przede mną prawdę, ale jej się nie udało. Doskonale rozumiem, co wydarzyło się osiemnaście lat temu. Wiem, że jestem dzieckiem zamordowanego lekarza.
Poruszający, trzymający w napięciu thriller psychologiczny, który nie pozwoli ci się oderwać aż do ostatniego, szokującego zwrotu akcji.
Wygraj pakiet książek
Dla użytkowników i użytkowniczek serwisu Lubimyczytać Wydawnictwo Filia przygotowało konkurs. Wystarczy, że w komentarzu pod artykułem umieścicie odpowiedź na zadane poniżej pytanie. Do wygrania jest 5 pakietów książek z cyklu „Żona lekarza”.
„Zawsze będę cię chronić” – te słowa mama szeptała mi do ucha za każdym razem, gdy całowała mnie na dobranoc.
Wyobraźcie sobie, że musicie napisać mroczny kryminał zaczynający się sceną, gdy mama szepcze coś głównej bohaterce, bądź bohaterowi jedno zdanie do ucha. Co to by było? Jak zakończylibyście prolog żeby zachęcić czytelnika do dalszej lektury?
Konkurs potra od 25 września do 2 października.
Regulamin konkursu znajdziecie TUTAJ!
Życzymy powodzenia!
odpowiedzi [68]
Konkurs został zakończony. Za wszystkie odpowiedzi dziękujemy!
Wybraliśmy zwycięskie prace:
ogarbejbe
skrajnieskonczony Gawalkiewicz
Martyna
tesik
Larysa
Serdecznie gratulujemy! Z laureatami skontaktujemy się bezpośrednio.
Konkurs został zakończony. Za wszystkie odpowiedzi dziękujemy!
Wybraliśmy zwycięskie prace:
ogarbejbe
skrajnieskonczony Gawalkiewicz
Martyna
tesik
Larysa
Serdecznie gratulujemy! Z laureatami skontaktujemy się bezpośrednio.
Bardzo dziękuję i gratuluję pozostałym laureatom :)
Bardzo dziękuję i gratuluję pozostałym laureatom :)
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Mój prolog, zanim pójdę, spać będzie prezentował się w następujący sposób:
Sen jest najlepszym lekarstwem, które pomoże Ci znaleźć z czasem odpowiedzi na wiele pytań. Jest noc. Nie chce się spać, co prawda, ale oczy się powoli zamykają. Zanim zaśniesz. Szybko wstajesz, gdyż masz chęć popatrzeć, co się dzieje, kiedy spojrzysz przed siebie na to, co jest zewnątrz. Tego nikt nie dostrzega, tylko Ty. Nagle na drodze pojawia się ktoś, a potem szybko znika. Masz takie wrażenie, że ujrzałeś jego cień. Czy to wystarczy, aby usnąć, czy jednak nie, a może to jest to, co nazywa się duchem z przeszłości, który zaznacza swoją obecność, kiedy nie można zasnąć...
Mój prolog, zanim pójdę, spać będzie prezentował się w następujący sposób:
Sen jest najlepszym lekarstwem, które pomoże Ci znaleźć z czasem odpowiedzi na wiele pytań. Jest noc. Nie chce się spać, co prawda, ale oczy się powoli zamykają. Zanim zaśniesz. Szybko wstajesz, gdyż masz chęć popatrzeć, co się dzieje, kiedy spojrzysz przed siebie na to, co jest zewnątrz. Tego nikt...
Konkurs zakończony.
Dziękujemy za wszystkie odpowiedzi.
Zwycięzców wyłonimy niebawem.
Konkurs zakończony.
Dziękujemy za wszystkie odpowiedzi.
Zwycięzców wyłonimy niebawem.
Prolog rozgrywa się w milczącym domu, gdzie noc nie odpuszcza niczego: kredowy dźwięk oddechu bohaterki budzi się w ciemności, a w uszach brzmi echo szeptu: Zawsze będę cię chronić. W połyskliwej ciszy sypialni leżą zdjęcia z rodzinnych wakacji, ale jeden z nich jest odwrócony do góry nogami — na odwrocie widnieje ta sama fraza, lecz z drobnym dopiskiem, kłującym jak igła: chronić przed kim? Przechodnie światła ulicy tańczą na podłodze, a w rogu stojak na ubrania kryje w kieszeni list, który nie powinien istnieć. Wtedy uderza mnie łomot, a dom, który znałem jako bezpieczną przystań, zaczyna mówić własnym językiem: każdy krok mojej matki był obietnicą, każdy szept — ostrzeżeniem. Zgubiłem klucz, a z nim wszystkie odpowiedzi. Teraz mam tylko jedną drogę: wrócić do miejsca, gdzie wszystko się zaczęło, i odkryć, kto chronił kogo — bo gdy prawda wyjdzie na jaw, kto naprawdę będzie musiał mnie chronić przed tym, co teraz mnie zagraża? Wchodzę do ciemności, a drzwi domostwa zamykają się za mną, zostawiając mi jeden ostatni sygnał: prolog dobiegł końca, a właściwa historia dopiero się zaczyna.
Prolog rozgrywa się w milczącym domu, gdzie noc nie odpuszcza niczego: kredowy dźwięk oddechu bohaterki budzi się w ciemności, a w uszach brzmi echo szeptu: Zawsze będę cię chronić. W połyskliwej ciszy sypialni leżą zdjęcia z rodzinnych wakacji, ale jeden z nich jest odwrócony do góry nogami — na odwrocie widnieje ta sama fraza, lecz z drobnym dopiskiem, kłującym jak igła:...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejZdanie mamy bohaterki to: Ufaj swojej intuicji i bądź autentyczna powiedziała pełna zdenerwowania i przejęcia mama.Nie wiem przed czym chciała mnie ostrzec ,ale dało to mi dużo do myślenia.
Zdanie mamy bohaterki to: Ufaj swojej intuicji i bądź autentyczna powiedziała pełna zdenerwowania i przejęcia mama.Nie wiem przed czym chciała mnie ostrzec ,ale dało to mi dużo do myślenia.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
"Nie ufaj innym, bo nie każdy ma dobre serce, a jedynie chciwe"! - te słowa usłyszałam wypowiedziane szeptem. Nie ukrywałam zaskoczenia, bo mama zawsze była osobą, która potrafiła porozumiewać się z ludźmi, każdego obdarzała uśmiechem i dobrą radą. Jednak w jej spojrzeniu dostrzegłam wtedy strach.
Tego dnia mama poszukiwała możliwości nawiązania ze mną kontaktu w cztery oczy, jednak ciągle coś, młodszy brat, który jak nigdy potrzebował jej obecności, ojciec mający do omówienia ważne, niecierpiące zwłoki tematy... Wszystko sprzymierzyło się przeciwko nam. Postanowiłam odpuścić, bo wiedziałam, że kolejnego dnia wracam ze szkoły wcześniej od innych i będziemy miały sposobność, żeby spokojnie porozmawiać.
Jakże ogromne było moje zaskoczenie, gdy kolejnego dnia po powrocie do domu ujrzałam stół, na którym zamiast obiadu znajdowała się kartka, a na niej jedynie słowa: NIE KAŻDY JEST ZA KOGO GO UWAŻAMY.
"Nie ufaj innym, bo nie każdy ma dobre serce, a jedynie chciwe"! - te słowa usłyszałam wypowiedziane szeptem. Nie ukrywałam zaskoczenia, bo mama zawsze była osobą, która potrafiła porozumiewać się z ludźmi, każdego obdarzała uśmiechem i dobrą radą. Jednak w jej spojrzeniu dostrzegłam wtedy strach.
Tego dnia mama poszukiwała możliwości nawiązania ze mną kontaktu w cztery...
- Nie rozglądaj się i nie patrz w tamtą stronę, tam jest ktoś, kto odkrył nasz mały sekret - szepnęła zdenerwowana matka do syna na stacji kolejowej.
Na dworcu wzrok podróżnych przykuwa kobieta z rozmierzwionymi włosami i rozbieganym wzrokiem, ciągnąca na siłę za sobą kilkuletniego, zaspanego chłopca. Bardzo się spieszą, ale nie mają ze sobą żadnej walizki, a nawet butów.
Czy na pewno spieszą się na pociąg? Kim jest tajemniczy podróżny i jak dużo wie? Czy sekret matki i jej syna jest bezpieczny? I czy ona na pewno jest jego matką?
- Nie rozglądaj się i nie patrz w tamtą stronę, tam jest ktoś, kto odkrył nasz mały sekret - szepnęła zdenerwowana matka do syna na stacji kolejowej.
Na dworcu wzrok podróżnych przykuwa kobieta z rozmierzwionymi włosami i rozbieganym wzrokiem, ciągnąca na siłę za sobą kilkuletniego, zaspanego chłopca. Bardzo się spieszą, ale nie mają ze sobą żadnej walizki, a nawet butów.
...
„Poczekaj tutaj, zaraz wrócę” - Elena objęła drobne ramiona Lucy i posadziła ją na ławce usytuowanej zaraz przy bramie wielkiego i zadbanego budynku. Lucy popatrzyła na mamę, po czym przeniosła wzrok na wysoką, onieśmielającą budowlę, która tętniła życiem. Co chwilę ktoś wchodził lub wychodził poprzez masywne drewniane drzwi. Elegancko ubrani, zabiegani ludzie śpieszyli w tylko sobie znanym kierunku. Na ulicy panował spory ruch i gwar, dlatego Elena nachyliła się bardziej i wyszeptała do ucha Lucy ciepłym i jednocześnie stanowczym tonem: „Pod żadnym pozorem nie ruszaj się stąd, siedź na ławce, dopóki do Ciebie nie wrócę, dobrze?” Lucy pokiwała niepewnie główką i zagryzła dolną wargę. Elena wygładziła kołnierz wełnianego płaszczyka dziewczynki, przytuliła ją mocniej i dodała: „Może policzysz wychodzących ludzi? Albo samochody dojeżdżające do skrzyżowania? Lucy poczuła dziwny niepokój. Wcale nie chciała tu czekać sama, w nieznanym miejscu, wśród tylu obcych ludzi krążących w pobliżu. „Mamo, mogę pójść z tobą? Obiecuję, że będę grzeczna! Proszę…” załkała cichutkim głosikiem. Elena też poczuła, że oczy jej wilgotnieją. Lewą dłonią nakryła dłoń Lucy, a drugą położyła na niej sfatygowaną szmacianą lalkę w marynarskiej pasiastej koszuli i granatowych spodniach z szerokimi nogawkami. „George z tobą zostanie, będziesz pod dobrą opieką”. Lucy przytuliła ulubioną lalkę i odruchowo pokiwała głową na zgodę. Elena pocałowała córeczkę w czoło, zacisnęła mocniej wokół talii pasek beżowego trencza, odwróciła się i pomaszerowała w stronę obrotowych drzwi.
Jakieś sześćset pięćdziesiąt cztery osoby, samochody, a nawet psy, koty i gołębie później Lucy wciąż siedziała na ławce i bezskutecznie wypatrywała mamy. Była mocno zaniepokojona i jednocześnie znużona. Ostatnie kolory zachodzącego słońca gasły na rzecz przytłumionego światła latarni ulicznych. Plac przed budynkiem opustoszał i już tylko nieliczni ludzie wychodzili na zewnątrz.
Dziewczynka prawie już przysypiała gdy w drzwiach pojawił się wysoki mężczyzna w stylowym kapeluszu i eleganckim garniturze. Mrużąc oczy rozglądał się dookoła, a dojrzawszy delikatną dziewczęcą sylwetkę na ławce, zaczął iść w jej kierunku. „Lucy” wypowiedział miękko głębokim, ciepłym głosem, a dziecko uniosło główkę, by przyjrzeć się nieznajomemu. Jego wygląd w jakiś sposób wzbudzał zaufanie, miał w sobie coś opiekuńczego i dobrego.
„A Ty jak masz na imię?” - chciała zaspokoić ciekawość Lucy.
„Jestem George” - przykucnął przy dziewczynce. Przez chwilę oboje wpatrywali się w siebie w milczeniu, aż w końcu Lucy odezwała się: „Gdzie jest moja mama?”
Mężczyzna zmarszczył lekko czoło, jakby szukając właściwej odpowiedzi i odparł cicho: „Twoja mama ma bardzo ważną sprawę do załatwienia, póki jest zajęta, ja zostanę z Tobą”.
Lucy wyszeptała jakby do siebie: „George ze mną zostanie. Będę pod dobrą opieką”.
„Poczekaj tutaj, zaraz wrócę” - Elena objęła drobne ramiona Lucy i posadziła ją na ławce usytuowanej zaraz przy bramie wielkiego i zadbanego budynku. Lucy popatrzyła na mamę, po czym przeniosła wzrok na wysoką, onieśmielającą budowlę, która tętniła życiem. Co chwilę ktoś wchodził lub wychodził poprzez masywne drewniane drzwi. Elegancko ubrani, zabiegani ludzie śpieszyli w...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Leżałam w łóżku i prawie zasypiałam. Ze szpary lekko przymkniętych drzwi mojego pokoju sączyło się delikatnie ciepłe światło. Wraz z nim do pomieszczenia wpadał zimny podmuch powietrza i odgłosy rozmowy. Rodzice zawsze kładli się spać później niż ja. W końcu miałam dopiero sześć lat. Przed snem często oglądali telewizor albo kłócili się. Trudno mi było wtedy spokojnie zasnąć. Jeśli zdarzyło się, że rodzice zbyt mocno krzyczeli, tata zachodził do mnie i sprawdzał, czy się nie obudziłam. Nigdy wtedy nie spałam, ale zawsze mocno zaciskałam powieki i naciągałam kołdrę na głowę. Nie chciałam go martwić swoją bezsennością.
Tym razem było podobnie. Kłótnia. Krzyki. Chyba roztrzaskał się jeden talerz. Miałam nadzieję, że to nie mój ulubiony z zielonym listkiem. Cisza. Drzwi skrzypnęły i poczułam na nosie zimny powiew. Zamiast tatusinego zapachu potu i kosmetyków do brody uderzył mnie intensywny zapach perfum mamy. Nie otworzyłam oczu, ale na policzku poczułam jej oddech.
– Od jutra jesteś już dorosła – wyszeptała i wyszła szybko, trzaskając drzwiami. Jak mogłam być dorosła, skoro nawet siódme urodziny miałam mieć dopiero za dwa miesiące? Nie zasnęłam przez całą noc, ale bałam się wstać i poszukać taty. Córeczka tatusia. Tak mnie przezywała mama. Rano, gdy w końcu odważyłam się wyjrzeć ze swojego pokoju, zastałam martwy dom. Nawet zegary tykały bezgłośnie. Po rodzicach nie było ani śladu. Zniknęły ich ubrania, dokumenty i zdjęcia ze ścian. Tak jakby nigdy ich tu nie było.
Na stole w kuchni stał jedyny świadek wczorajszych wydarzeń – posklejany talerzyk z zielonym listkiem. Mój ulubiony.
Leżałam w łóżku i prawie zasypiałam. Ze szpary lekko przymkniętych drzwi mojego pokoju sączyło się delikatnie ciepłe światło. Wraz z nim do pomieszczenia wpadał zimny podmuch powietrza i odgłosy rozmowy. Rodzice zawsze kładli się spać później niż ja. W końcu miałam dopiero sześć lat. Przed snem często oglądali telewizor albo kłócili się. Trudno mi było wtedy spokojnie...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
– Zawsze
będę cię chronić – szepnęła matka, choć jej słaby głos drżał. Ciemność za oknem nie
była zwykłą nocą. Coś wisiało w powietrzu. Tam, wśród szeptów i poruszających się cieni, czaiło się zło.
Syn wtulił się w jej ramiona. Zasnął spokojnie. Nie wiedział, że tej nocy matka będzie musiała
udowodnić prawdziwość swoich słów, że te słowa staną się obietnicą, której spełnienie kosztować będzie
wszystko.
– Zawsze
będę cię chronić – szepnęła matka, choć jej słaby głos drżał. Ciemność za oknem nie
była zwykłą nocą. Coś wisiało w powietrzu. Tam, wśród szeptów i poruszających się cieni, czaiło się zło.
Syn wtulił się w jej ramiona. Zasnął spokojnie. Nie wiedział, że tej nocy matka będzie musiała
udowodnić prawdziwość swoich słów, że te słowa staną się obietnicą, której...
Zawstyliż byda ja przy Cie gdy bydziesz się fefrać ” – te słowa mama szeptała mi do ucha za każdym razem, gdy całowała mnie na dobranoc.
za każdoliż gdyż żeśmy wyliźli na zielone pola smyrała nas trawa po szkitach i Klara świeciła posto w śliepia a wiater smagoł nas tak, że aż bryle parowały. Mame trzymaju moją rynkę aż oko mi bielało a na jej fejsie pojawiała się beka. Nigdy nie kumaju dlaczegoż. Ale tero już wiem, że miała skitrane bejmy na czarną godzina. Akuratny ancug i siup do bimby. Byle lada co. Hyc hyc do przodu z nadzieją na chabas... czekaju na fajrant.
Zawstyliż byda ja przy Cie gdy bydziesz się fefrać ” – te słowa mama szeptała mi do ucha za każdym razem, gdy całowała mnie na dobranoc.
za każdoliż gdyż żeśmy wyliźli na zielone pola smyrała nas trawa po szkitach i Klara świeciła posto w śliepia a wiater smagoł nas tak, że aż bryle parowały. Mame trzymaju moją rynkę aż oko mi bielało a na jej fejsie pojawiała się...
,,Kochanie posłuchaj mnie uważnie, nie będę mogła Cię już chronić bo Bóg wzywa mnie zbyt wcześnie, zapamiętaj więc proszę, gdy zaczną pytać i drążyć - zachowaj spokój i odpowiadaj pytaniem, krew spod twych paznokci najlepiej skryje się w ciszy..''
,,Kochanie posłuchaj mnie uważnie, nie będę mogła Cię już chronić bo Bóg wzywa mnie zbyt wcześnie, zapamiętaj więc proszę, gdy zaczną pytać i drążyć - zachowaj spokój i odpowiadaj pytaniem, krew spod twych paznokci najlepiej skryje się w ciszy..''
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Pokój tonął
w mroku, który był rozpraszany tylko przez światła samochodów
sunących po ulicy. Ciszę nocy w pewnym momencie zakłóciła
wściekle wyjąca syrena strażacka. Melisa wzdrygnęła się i
jednym ruchem usiadła na łóżku. Rozejrzała się ze strachem po
dobrze jej znanym wnętrzu i zapłakała cicho. Kiedy wydawało się,
że już zapadła cisza, syrena na nowo przybierała na sile.
Dziewczynka skryła się pod kocem i czekała. Na mamę, która na
pewno przyjdzie. Zawsze przychodziła. Teraz nie mogło być inaczej.
Mała bała się wystawić głowę, by sprawdzić, czy już
rodzicielka zapaliła światło na korytarzu. To zawsze poprzedzało
jej przyjście. Syrena ucichła na dobre, ale zamiast niej rozległ
się szum samochodów. Zapewne strażacy gnali na akcję. Melisa po
raz kolejny podskoczyła na łóżku. Poczuła stróżkę potu sunącą
po kręgosłupie. Bała się jak jeszcze nigdy dotąd. Wtem usłyszała
upragnione kroki. Mama!
- Już
jestem. Nie bój się. - Oliwia usiadła obok córki i mocno objęła
ją po czym zaczęła całować mokre od łez policzki. Kobieta
dobrze wiedziała, że jej chore dziecko w taki sposób zareaguje na
nagłe wybudzenie.- Myślałam,
że nie przyjdziesz. - powiedziała Melisa z wyrzutem.Oliwii
zrobiło się wstyd. Ale nie mogła wyjawić prawdy o tym, co ją
zatrzymało. Nie córce i nie teraz. To było zbyt... po prostu nie
mogłaby. To nie nadaje się dla uszu kogokolwiek.- Wiesz, że
zawsze przychodzę. - szepnęła uspokajająco. - Zawsze będę
przychodzić.Miała żal
do męża, że uparł się na osobny pokój dla dziewczynki. Według
niej córka powinna być przy nich. Zespół Downa rządził się
swoimi prawami. Chciała mieć ją non stop przy sobie, ale Tymon
niezwykle stanowczo wyraził swoje zdanie, które później
odpowiednio, w jego mniemaniu, przyklepał. Swoją cegiełkę, albo
raczej cegłę, dołożyła teściowa. Wszyscy wyrazili oburzenie, że
Melisa nie śpi w swoim pokoju, że rozburzy małżeństwo swoją
obecnością w sypialni rodziców. Co za absurd – pomyślała teraz
Oliwia i instynktownie przyciągnęła do siebie Melisę. Gdyby byli
dobrze dobraną parą, choroba dziecka mogłaby im pomóc zacieśnić
więzi a tak...Tymon nie
zaakceptował choroby córki. Wobec Meli zachowywał dystans. Wobec
żony wręcz przeciwnie, z czego ta nie była zadowolona.
Westchnęła
ciężko i ułożyła, już śpiącą, małą. Przykryła dokładnie
i szepnęła, chociaż nie wiedziała czy ta ją usłyszy.
- Przyjdę.
Zawsze przyjdę. A jeżeli nie ja to tata. Nigdy cię nie zostawimy.
Pokój tonął
w mroku, który był rozpraszany tylko przez światła samochodów
sunących po ulicy. Ciszę nocy w pewnym momencie zakłóciła
wściekle wyjąca syrena strażacka. Melisa wzdrygnęła się i
jednym ruchem usiadła na łóżku. Rozejrzała się ze strachem po
dobrze jej znanym wnętrzu i zapłakała cicho. Kiedy wydawało się,
że już zapadła cisza, syrena na nowo przybierała na sile.
...
„Zawsze będę cię chronić” – te słowa mama szeptała mi do ucha za każdym razem, gdy całowała mnie na dobranoc. Ale tej nocy jej głos brzmiał inaczej. Nie ciepło i kojąco, tylko zimno, jakby wydobywał się z miejsca, gdzie nie ma światła. W jej oddechu nie było zapachu waniliowego kremu do rąk, tylko metaliczna nuta, przypominająca rdzę albo krew.
Obudziłam się chwilę później, przekonana, że to był sen. Pokój wyglądał jak zwykle – półki pełne książek, zegar tykający leniwie na biurku, zasłony poruszane wiatrem. A jednak coś nie pasowało. Drzwi do mojego pokoju były uchylone, choć pamiętam, że zamknęłam je na klucz. Na podłodze zauważyłam pojedynczy ślad – jakby kropla ciemnej cieczy, która nie zdążyła wsiąknąć w dywan. Wstałam, serce waliło mi jak szalone. Poszłam za śladem, który prowadził korytarzem aż do drzwi sypialni mamy. Gdy chwyciłam za klamkę, poczułam chłód, który przeszył mnie aż do kości. Drzwi otworzyły się bezszelestnie, jakby czekały, aż zajrzę do środka. Łóżko było puste. Pościel starannie zasłana. Na poduszce leżał tylko kawałek kartki. Zadrżały mi dłonie, kiedy ją podniosłam. Napisane było na niej jednym zdaniem:
„Teraz ty musisz mnie chronić.”
Świat wokół mnie jakby zgasł. Zrozumiałam, że mama nie wyszeptała mi obietnicy – to było ostrzeżenie. A ja zostałam sama w domu, w którym każdy przedmiot mógł kryć tajemnicę, a każda ściana mogła mieć uszy. Za moimi plecami zatrzasnęły się drzwi. I wtedy usłyszałam w ciemności ten sam szept, który kiedyś mnie uspokajał, a teraz mroził krew w żyłach: „Zawsze będę cię chronić…” Chciałam krzyczeć, ale głos uwiązł mi w gardle. W ciszy zegar na biurku wybił kolejną minutę, a ja nagle zdałam sobie sprawę, że jego rytm jest niepokojąco nierówny – jakby tykał razem z moim sercem. Z każdym uderzeniem wskazówka poruszała się szybciej, nienaturalnie, aż w końcu zatrzymała się dokładnie na północy. Wtedy usłyszałam skrzypnięcie podłogi na dole. Ktoś był w domu. Nie mama. Nie tata. Kroki powoli wspinały się po schodach, jakby celowo przeciągając ciszę, by dać mi czas na strach. Kartka w mojej dłoni nagle zrobiła się wilgotna, jakby nasiąkała potem albo… krwią. I w tym momencie zrozumiałam jedno: noc, którą zawsze uważałam za bezpieczną, właśnie stała się pułapką.
„Zawsze będę cię chronić” – te słowa mama szeptała mi do ucha za każdym razem, gdy całowała mnie na dobranoc. Ale tej nocy jej głos brzmiał inaczej. Nie ciepło i kojąco, tylko zimno, jakby wydobywał się z miejsca, gdzie nie ma światła. W jej oddechu nie było zapachu waniliowego kremu do rąk, tylko metaliczna nuta, przypominająca rdzę albo krew.
Obudziłam się chwilę...
"Będę zawsze krok przed Tobą"- rzekła babcia żegnając się ze mną... Czyżby groziło mi coś złego? Nieprzyjemny dreszcz przebiegł mi po plecach. Po chwili przeczucie kazało mi wyjść z domu i kierować się ku wzgórzom gdzie ukazała się łuna ognia.
Co jest grane? Palił się mój dom...To dlatego przedłużała tą chwilę w nieskończoność i przestrzegła mnie przed człowiekiem , którego kochałam a tak na prawdę nie znałam . Czyżby on czyhał na moje życie?
Skąd się dowiedział ? Dobrze, że zdążyłam wywieść papiery, które wsadzą godo paki na długie lata....
"Będę zawsze krok przed Tobą"- rzekła babcia żegnając się ze mną... Czyżby groziło mi coś złego? Nieprzyjemny dreszcz przebiegł mi po plecach. Po chwili przeczucie kazało mi wyjść z domu i kierować się ku wzgórzom gdzie ukazała się łuna ognia.
Co jest grane? Palił się mój dom...To dlatego przedłużała tą chwilę w nieskończoność i przestrzegła mnie przed człowiekiem ,...
Irena pochyliła się nad łóżkiem, spojrzała na Matyldę i lekko się uśmiechnęła. Uwielbiała patrzeć jak jej córeczka oddycha,pogrążona w objęciach Morfeusza.
W takich momentach zastanawiała się, co też może śnić się temu wesołemu diabełkowi.
Otarła z oczu łzy, przesunęła dłonią po włosach odsłaniając uszy, zbliżyła się do twarzyczki sześciolatki i cicho, drżącym głosem szepnęła:
- Przepraszam, kochanie, ale muszę to zrobić. Tak będzie dla nas lepiej... Inaczej oni przyjdą i mi ciebie zabiorą.
W jej dłoni błyszczała żyletka.
Irena pochyliła się nad łóżkiem, spojrzała na Matyldę i lekko się uśmiechnęła. Uwielbiała patrzeć jak jej córeczka oddycha,pogrążona w objęciach Morfeusza.
W takich momentach zastanawiała się, co też może śnić się temu wesołemu diabełkowi.
Otarła z oczu łzy, przesunęła dłonią po włosach odsłaniając uszy, zbliżyła się do twarzyczki sześciolatki i cicho, drżącym głosem...
– Kochanie… nie dożyjesz jutra.
Kąciki jej ust uniosły się delikatnie, jakby mówiła coś zupełnie zwyczajnego. Pochyliła się nade mną, musnęła pocałunkiem moje lodowate czoło i wyszła.Dopiero gdy drzwi zatrzasnęły się za nią, odzyskałam oddech. W głowie szalał chaos. Co się właśnie wydarzyło? Co powinnam zrobić?Od jakiegoś czasu moja mama zachowywała się dziwnie, lecz nigdy wcześniej nie wypowiedziała czegoś tak mrożącego krew w żyłach. Przez moment próbowałam wyrzucić jej słowa z pamięci, wmówić sobie, że to tylko głupi żart albo omam. Ale nie dawało mi to spokoju.Nagle przenikliwy dźwięk SMS-a przeszył ciszę nocy. Zamarłam. Kto pisałby o trzeciej nad ranem? Sięgnęłam po telefon. Na ekranie wyświetliła się wiadomość od nieznanego numeru:
„Uciekaj.”
– Kochanie… nie dożyjesz jutra.
Kąciki jej ust uniosły się delikatnie, jakby mówiła coś zupełnie zwyczajnego. Pochyliła się nade mną, musnęła pocałunkiem moje lodowate czoło i wyszła.Dopiero gdy drzwi zatrzasnęły się za nią, odzyskałam oddech. W głowie szalał chaos. Co się właśnie wydarzyło? Co powinnam zrobić?Od jakiegoś czasu moja mama zachowywała się dziwnie, lecz nigdy...
To wszystko twoja wina - szepnęła mi do ucha matka głosem przepełnionym gniewem. Leżałam na łóżku w ciemnym, obcym pokoju.
Na tym moje wspomnienie się urywa.
Teraz jest tylko on - mój mąż. Troskliwie dba o mnie każdego dnia, żebym jak najszybciej doszła do siebie po wypadku samochodowym, którego nie pamiętam.
Nie pamiętam też mojego życia sprzed. Pod skórą czuję, że widzę tego człowieka po raz pierwszy w życiu i nie potrafię uwierzyć, by wcześniej łączyła nas jakakolwiek więź. Mówi, że nigdy nie znałam swojej matki, ale nie wierzę w żadne jego słowo.
Tylko wspomnienie tego wyszeptanego do mojego ucha oskarżenia jest cienką nitką mogącą mnie doprowadzić do mojej przeszłości. Nie jestem tylko pewna, czy chcę ją znać.
Po mojej głowie przez cały czas kołacze się pytanie: co takiego jest moją winą i jaką cenę teraz za to płacę?
To wszystko twoja wina - szepnęła mi do ucha matka głosem przepełnionym gniewem. Leżałam na łóżku w ciemnym, obcym pokoju.
Na tym moje wspomnienie się urywa.
Teraz jest tylko on - mój mąż. Troskliwie dba o mnie każdego dnia, żebym jak najszybciej doszła do siebie po wypadku samochodowym, którego nie pamiętam.
Nie pamiętam też mojego życia sprzed. Pod skórą czuję, że...
„On nie jest tym, za kogo go uważasz” resztką sił szepnęła matka, ta sama, która przez całe życie ukrywała się przed wyimaginowanym niebezpieczeństwem. Po tych słowach aparatura zaczęła piszczeć a mnie wyprosili z sali. W mojej głowie zaczęły pojawiać się różne myśli. Dlaczego akurat teraz, gdy wszystko zaczyna się układać, powinnam jej zaufać? Przecież nie chcę żyć w tej samej pułapce, w której żyła ona. Ale najważniejszym pytaniem jest to, dlaczego matka nie chciała się przyznać do tego, że sama próbowała popełnić samobójstwo….i dlaczego osobą, która ją znalazła był mój narzeczony, którego nigdy nie poznała….?
„On nie jest tym, za kogo go uważasz” resztką sił szepnęła matka, ta sama, która przez całe życie ukrywała się przed wyimaginowanym niebezpieczeństwem. Po tych słowach aparatura zaczęła piszczeć a mnie wyprosili z sali. W mojej głowie zaczęły pojawiać się różne myśli. Dlaczego akurat teraz, gdy wszystko zaczyna się układać, powinnam jej zaufać? Przecież nie chcę żyć w tej...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
„Nie ufaj nikomu” wyszeptała matka, a jej oddech pachniał lawendą i strachem. Słowa były tak miękkie, że mogłyby zniknąć w pościeli, a jednak wryły się w pamięć głębiej niż jakakolwiek obietnica.
Następnego ranka nie było już jej ciepła, ani uśmiechu, ani śladów w kuchni. Tylko filiżanka z niedopitą herbatą na stole, jakby wyszła na chwilę i zapomniała wrócić.
Od tamtej chwili wiedziałam, że jej szept był nie ostrzeżeniem, lecz zapowiedzią. I że wszystko dopiero się zaczyna.
„Nie ufaj nikomu” wyszeptała matka, a jej oddech pachniał lawendą i strachem. Słowa były tak miękkie, że mogłyby zniknąć w pościeli, a jednak wryły się w pamięć głębiej niż jakakolwiek obietnica.
Następnego ranka nie było już jej ciepła, ani uśmiechu, ani śladów w kuchni. Tylko filiżanka z niedopitą herbatą na stole, jakby wyszła na chwilę i zapomniała wrócić.
Od tamtej...
-Nie jesteś Amelią i nie nazywasz się Wagner- szepnęła matka. Moja matka. Słowa te docierały do mnie powoli, jakby z oddali. Czułam ból, który rozsadzał mi głowę. Przymknęłam oczy, chcąc zrozumieć, co mówi kobieta, którą dotąd kochałam nad życie. "Nie jesteś Amelią Wagner"- głos matki przeszedł w zwłowieszczy syk. Za oknem wiatr wzmagał się. Okiennice to otwierały się z trzaskiem, to zamykały i wtedy zapadała ciemność. Nagle świat zawirował i poczułam, że tracę przytomność.
-Nie jesteś Amelią i nie nazywasz się Wagner- szepnęła matka. Moja matka. Słowa te docierały do mnie powoli, jakby z oddali. Czułam ból, który rozsadzał mi głowę. Przymknęłam oczy, chcąc zrozumieć, co mówi kobieta, którą dotąd kochałam nad życie. "Nie jesteś Amelią Wagner"- głos matki przeszedł w zwłowieszczy syk. Za oknem wiatr wzmagał się. Okiennice to otwierały się z...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Mama szepnęła mi do ucha: - Ciii, już wszystko dobrze. To tylko zły sen.
Chwilę temu przebudziłam się z kolejnego koszmaru, który już rozmazywał się w mojej pamięci.
- Zamknij oczy i spróbuj zasnąć skarbie, jestem przy Tobie. Nie pozwolę by coś złego Ci się przytrafiło.
Posłuchałam jej kojącego głosu i zaczęłam pomału odpływać w sen, ale zanim to całkowicie nastąpiło usłyszałam jeszcze kolejny szept mojej matki: - Nie pozwolę Cię skrzywdzić, to się znowu nie wydarzy. Kocham Cię Monique.
W tamtym okresie mego życia bardzo często męczyły mnie koszmary, więc to wspomnienie nie powinno być niczym niezwykłym, a jednak wryło mi się w pamięć jak żadne inne z moją matką.
Dlaczego?
Ponieważ mam na imię Julia.
Więc kim do cholery jest Monique?
I dlaczego moja matka zginęła zaledwie parę godzin po tym jak wypowiedziała to imię...
Mama szepnęła mi do ucha: - Ciii, już wszystko dobrze. To tylko zły sen.
Chwilę temu przebudziłam się z kolejnego koszmaru, który już rozmazywał się w mojej pamięci.
- Zamknij oczy i spróbuj zasnąć skarbie, jestem przy Tobie. Nie pozwolę by coś złego Ci się przytrafiło.
Posłuchałam jej kojącego głosu i zaczęłam pomału odpływać w sen, ale zanim to całkowicie nastąpiło...
Julia pochyliła się, przytuliła łkającą głośno Anię i szepnęła jej do ucha: – Już dobrze córeczko, już dobrze. To tylko cienie za oknem, i wiatr i deszcz.
Dziewczynka przytuliła się do Julii, jej płacz powoli cichł, aż zupełnie umilkł. Po chwili już spała.
– Cholera. Cholera. Cholera. – Powtarzała Julia w myślach. – Jak on nas znalazł? Przecież zatarłam wszystkie ślady.
Ona wiedziała, że to nie były cienie. To był On – człowiek od którego uciekły przed trzema laty. Nie, to nie był człowiek, to był potwór. Julia powoli wstała i spojrzała w okno, ale cienia, który wystraszył Anię już nie było. Obeszła cały dom i sprawdziła czy na pewno wszystkie okna i drzwi są dokładnie zamknięte. Wiedziała, że dziś już nie zaśnie. Odrzuciła pierwszą myśl o ucieczce. Tym razem czuła się silna i postanowiła walczyć. Teraz już wiedziała jak.
Julia pochyliła się, przytuliła łkającą głośno Anię i szepnęła jej do ucha: – Już dobrze córeczko, już dobrze. To tylko cienie za oknem, i wiatr i deszcz.
Dziewczynka przytuliła się do Julii, jej płacz powoli cichł, aż zupełnie umilkł. Po chwili już spała.
– Cholera. Cholera. Cholera. – Powtarzała Julia w myślach. – Jak on nas znalazł? Przecież zatarłam wszystkie ślady.
Ona...
"Pająk wchodzi ci do ucha" - co wieczór mama powtarzała mi owe zdanie na dobranoc, zaraz po naszym niemalże rytualnym odśpiewaniu piosenki o pajączku, który próbował wdrapywać się na rynnę, a wraz z deszcze spływał w dół i musiał swoją pracę zaczynać od nowa. Dla pięcioletniego chłopca, jakim wtedy byłem, pająk wchodzący do ucha był zarówno odrobinę straszny, jaki i kojący. Moje dziecięce serce za wszelką cenę chciało uratować pajączka od mozolnego wchodzenia w górę, a ucho było, w moim pojmowaniu, bezpieczną przystanią.
Wraz z wiekiem, widok pająka w uchu pozwalał mi zobrazować sobie i zrozumieć też w pewien sposób pogarszający się stan mojego słuchu. Przecież musiał on gdzieś tkać swoją sieć...
Teraz, kiedy mamy już dawno ze mną nie ma, moje narastające osamotnienie, wynikające z życia w ciągłej ciszy, nie daje mi spokojnie zasnąć. Muszę to przerwać, coś ze sobą zrobić, bo jak długo można istnieć z tak wielką pustką w sercu i poczuciem, że coś jest bardzo nie tak?! Muszę w końcu zebrać się na odwagę i zajrzeć do niedawno odnalezionej teczki. W końcu nie bez powodu ktoś, a sądzę, że była to mama, napisał na niej PAJĄK...
"Pająk wchodzi ci do ucha" - co wieczór mama powtarzała mi owe zdanie na dobranoc, zaraz po naszym niemalże rytualnym odśpiewaniu piosenki o pajączku, który próbował wdrapywać się na rynnę, a wraz z deszcze spływał w dół i musiał swoją pracę zaczynać od nowa. Dla pięcioletniego chłopca, jakim wtedy byłem, pająk wchodzący do ucha był zarówno odrobinę straszny, jaki i kojący....
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Deszcz bębnił w dach kaplicy, jakby niebo chciało zmyć z tego miejsca grzechy, które nie chciały odejść.
Siedziałyśmy tam same, tylko ja i ona. Trumna już dawno została wyniesiona, świat powoli wracał do życia, ale my trwałyśmy w ciszy, jakby czas się zatrzymał. Jej palce były zimne, splecione z moimi, drżały lekko, choć wnętrze kaplicy było duszne i ciężkie od kadzidła.
Wtedy moja matka się pochyliła. Pachniała popiołem i starym winem. Usta niemal dotknęły mojego ucha, kiedy wyszeptała:
– To nie był wypadek. Twój ojciec został zamordowany.
Chciałam coś powiedzieć, zaprzeczyć, zapytać, ale nie zdążyłam. Wstała nagle i wyszła bez słowa, zostawiając mnie z tym jednym zdaniem, które zmieniło wszystko.
Wyszłam za nią chwilę później. Nie było jej nigdzie. Jakby się rozpłynęła.
Ale na masce mojego samochodu leżał klucz. Stary, żeliwny klucz z zaschniętą krwią.
Deszcz bębnił w dach kaplicy, jakby niebo chciało zmyć z tego miejsca grzechy, które nie chciały odejść.
Siedziałyśmy tam same, tylko ja i ona. Trumna już dawno została wyniesiona, świat powoli wracał do życia, ale my trwałyśmy w ciszy, jakby czas się zatrzymał. Jej palce były zimne, splecione z moimi, drżały lekko, choć wnętrze kaplicy było duszne i ciężkie od kadzidła.
...
- Uważaj na siebie - szepnęła i odeszła.
Przez lata zastanawiałem się... Czy nie chciała, żeby minione sprawy prześladowały mnie, rodzeństwo i resztę rodziny? A może bała się, że ją znienawidzimy, jeśli poznamy prawdę?
Pora się dowiedzieć. Długo szykowałem się do zbadania rodzinnej tajemnicy i wreszcie nadszedł czas działania. Jakakolwiek jest prawda, to zawsze jest lepsza niż niepewność i dręczenie się pytaniami bez odpowiedzi.
- Uważaj na siebie - szepnęła i odeszła.
Przez lata zastanawiałem się... Czy nie chciała, żeby minione sprawy prześladowały mnie, rodzeństwo i resztę rodziny? A może bała się, że ją znienawidzimy, jeśli poznamy prawdę?
Pora się dowiedzieć. Długo szykowałem się do zbadania rodzinnej tajemnicy i wreszcie nadszedł czas działania. Jakakolwiek jest prawda, to zawsze jest lepsza...
- Kochanie teraz muszę odejść, ale wrócę po Ciebie obiecuję. Ty jeszcze nie jesteś gotowa żeby pójść ze mną, ale pracuj nad sobą, nad swoją duszą. On ci w tym pomoże, wiesz kto?, szept matki był teraz ledwo słyszalny.
On będzie cię odwiedzał, ale tylko nocą, w ciągu dnia będziesz musiała radzić sobie sama.
I najważniejsze pamiętaj żeby nigdy nie zamykać drzwi piwnicy, żeby On mógł wyjść. Wiem, że jeszcze nigdy nie widziałaś Jego oblicza, jest piękny uwierz mi. Twarz matki przez ułamek sekundy rozjaśnił uśmiech. Dziewczynka również uśmiechnęła się bo zawsze robiła dokładnie to co matka.
Dbaj o Niego i rób dokładnie to co będzie Ci kazał. Nie ważne że czasem będzie bolało, to bez znaczenia najważniejsze żeby On był zadowolony. Kochanie musisz mnie zastąpić kiedy mnie nie będzie, wiem że dasz radę jesteś już dużą dziewczynką. Kobieta przytuliła swoją dziesięcioletnią córkę w kieszonkę jej szkolnego fartuszka wsunęła plik banknotów i odeszła. Dziewczynka długo jeszcze stała w miejscu i patrzyła jakby łudziła że mama jeszcze wróci.
I mimo że kobieta nie mogła jej już usłyszeć posłusznie krzyknęła - Dobrze mamusiu.
- Kochanie teraz muszę odejść, ale wrócę po Ciebie obiecuję. Ty jeszcze nie jesteś gotowa żeby pójść ze mną, ale pracuj nad sobą, nad swoją duszą. On ci w tym pomoże, wiesz kto?, szept matki był teraz ledwo słyszalny.
On będzie cię odwiedzał, ale tylko nocą, w ciągu dnia będziesz musiała radzić sobie sama.
I najważniejsze pamiętaj żeby nigdy nie zamykać drzwi piwnicy,...
Prolog
„Jutro już się przeprowadzamy, zapomnij o tym chłopaku, nie będzie cię już prześladować, kochanie” – wyszeptała mi do ucha mama. Jej oddech drżał, choć starała się, żebym tego nie usłyszała.
Przytaknęłam, wciskając twarz w jej ramię, ale wtedy uniosła głowę gwałtownie, jakby coś ją zaniepokoiło.
– Poczekaj… słyszałaś to? – spytała.
Dom zamilkł, a cisza stała się gęsta, jakby ściany wstrzymały oddech razem z nami.
I właśnie w tej ciszy, w ciemności naszego pokoju, zrozumiałam, że to wcale nie był koniec. To był dopiero początek.
Prolog
„Jutro już się przeprowadzamy, zapomnij o tym chłopaku, nie będzie cię już prześladować, kochanie” – wyszeptała mi do ucha mama. Jej oddech drżał, choć starała się, żebym tego nie usłyszała.
Przytaknęłam, wciskając twarz w jej ramię, ale wtedy uniosła głowę gwałtownie, jakby coś ją zaniepokoiło.
– Poczekaj… słyszałaś to? – spytała.
Dom zamilkł, a cisza stała się...
Klucz do tajemnicy skrywa me serce
Klucz do tajemnicy skrywa me serce
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam"Twoja śmierć zawsze mi ciążyła"
"Twoja śmierć zawsze mi ciążyła"
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
