-
Artykuły
Czytamy w weekend. 27 marca 2026
LubimyCzytać401 -
Artykuły
Przeczytaj fragment książki „Zbrodnia w rezydencji“
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Tylko że życie nie zna słowa „kiedyś”. Życie zna tylko „teraz” - Gabriela Gargaś radzi
LubimyCzytać3 -
Artykuły
Jak czytać Harry’ego Hole? Kolejność książek Jo Nesbø i dlaczego warto zacząć dziś
Iza Sadowska11
Cytaty z tagiem "hegel" [94]
Jedynym sposobem, by zrozumieć prawdziwą nowość tego, co nowe, jest analiza świata przez soczewkę tego, co było „wieczne”, w tym, co stare. Jeśli komunizm naprawdę jest „wieczną” Ideą, to działa jak heglowska „konkretna uniwersalność”: jest wieczna nie w sensie serii abstrakcyjno-uniwersalnych własności, które można zastosować wszędzie, lecz w tym sensie, że może być wynaleziona na nowo w każdej nowej sytuacji historycznej.
[G. Hegel] wydał mi się jednym z myślicieli uwięzionych w budowli z własnych słów - z dumną miną przechadzał się po celi, którą sam sobie zbudował.
Niemcy przywykli brać wyrazy zamiast pojęć; do tego myśmy tresowali ich od młodości; spojrzyj na Hegeliadę – czemże jest innem, jak nie pustą, rozdętą, a przy tem nudną paplaniną?
Znany szalbierz, Hegel nazwał sobie po prostu ideą swoje principium świata i wszystkich rzeczy, po czem wszystkim się zdawało, że coś mają.
Jeżeli wszakże ktoś nie pozwoli się oszołomić, ale zapyta, czem właściwie są te idee, które mają wyznaczać władzę rozumu, otrzyma zazwyczaj zamiast objaśnienia pustą, bałamutną gadaninę, w takie sążniste okresy zapakowaną, że czytelnik, jeżeli w połowie czytania nie zasnął, wpada w stan ogłuszenia, zamiast się czegoś nauczyć, albo musi powziąć podejrzenie, że można by to uznać za urojenia. Jeżeli zaś zapragnie szczegółowego poznania tych idei, poczęstują go głównymi tematami scholastyki...
Pierwsze 19-tomowe wydanie dzieł Hegla z lat 1832-1840 przyniosło mu wielką sławę i zapewniło szerokie oddziaływanie. Późniejsze edycje dzieł zebranych filozofa są znacznie obszerniejsze. Wygląda na to, że ilekroć zjednoczeni Niemcy nie przygotowują się do podboju świata, na pewno oddają się poszerzaniu edycji dzieł Hegla (s. 350).
Kojarzy mi się to dialektyką Hegla, która jest rozpaczliwie smutna, gdyż wszystko w niej ginie w nieskończoności. Przestrzeń skonczona z każdym dniem będzie nam coraz bardziej potrzebna.
W rzeczywistości myśl nie wnosi do wiedzy nic od siebie. Nadaje tylko wiedzy, uzyskanej w drodze oglądu, nową postać, zdatną do jej przekazania, zarazem okupując to jej zubożeniem. Myśl w stosunku do obrazu naocznego pozostaje w takim stosunku, jak mozaika do prawdziwego obrazu. Nie wyczerpuje całego bogactwa przedmiotu, wydobywa z niego tylko drogą abstrakcji poszczególne strony i dzięki tej schematyzacji wiedza o nim nadaje się do przekazania.
Myśl pozostaje do oglądu w takim stosunku, jak poświata księżyca do światła słonecznego, jest refleksem oglądu, jego cieniem. Schopenhauer odwrócił w tym miejscu starą paralelę platońską. Tam obrazy zmysłowe były cieniem przedmiotów idealnych, tu przedmioty myśli – pojęcia – są cieniem obrazów zmysłowych.
Pojęcie czerpie swą treść z naoczności, jeśli oderwie się od niej, staje się hipostazą. W drodze abstrakcji można tylko zrekonstruować świat naoczny; kiedy myśl usiłuje go skonstruować wedle swych własnych praw, kiedy innymi słowy buduje świat według zasad logiki, które obowiązują tylko w świecie pojęć, wówczas schodzi na manowce i zamiast wyjaśniać rzeczywistość, zaciemnia ją. Dzieje się tak przede wszystkim wtedy, kiedy w myśli tworzy się nie istniejące byty. Najczęściej dzieje się tak, kiedy czynność wyraża się rzeczownikiem lub zastępującym go zaimkiem (Fichteańskie „ja” służy tu Schopenhauerowi za przykład).
Myślenie jest czynnością umysłu; kiedy czynność tę wyrażamy nie czasownikiem, lecz rzeczownikiem lub zaimkiem, czynność przekształca się w byt, a wówczas powstają takie dziwolągi, jak Heglowska idea absolutna, myśl, która sama siebie myśli.
W roku 1846 konotacje naukowości były już mocno pozytywne (przynajmniej w środowisku Marksa), ale rozwój nauk przyrodniczych i ścisłych zaledwie się rozpoczynał. Rzetelne nauki społeczne – stosujące eksperymenty, metody ilościowe i badania opinii – miały się pojawić dopiero za sto lat. Marks słusznie przeczuwał siłę drzemiącą w systematycznym i krytycznym badaniu świata materialnego, ale naiwnie zakładał, że logiczna dedukcja przeprowadzona przez absolwenta uniwersytetu – odwołująca się przy tym do dorobku takich systematycznych (choć nie eksperymentalnych) dziedzin wiedzy jak historia czy geografia – jest równie dobra. Czynienie mu z tego zarzutu byłoby anachronizmem: Hegel cieszył się powszechnym poważaniem wśród światłych Niemców, a Bertrand Russell się jeszcze nie narodził, by go wyśmiać. Zresztą nawet pod koniec XX wieku tezy o zderzeniu cywilizacji (autorstwa Samuela Huntingtona) lub końcu historii (postawioną przez Francisa Fukuyamę) traktowano bardzo poważnie.
Najdroższy przyjacielu,
Przez bardzo długi czas nie pisaliśmy do siebie. Czyżbyśmy o sobie zapomnieli?... Może!...
Lecz teraz, kiedy już doświadczyłem tego, co najgorsze, tylko i przede wszystkim Ty jesteś osobą, która najbardziej utkwiła w mej pamięci, i ulżyłoby mojemu sercu, gdybym mógł
opowiedzieć Ci o nieszczęściach, jakie mnie spotkały. Może nie powinienem tego robić, może powinienem poskarżyć się niemym, lecz nas dzieli ocean, komu zatem najlepiej, jeśli nie Tobie?... Przysięgnij, że spalisz ten list!...
Wiesz, że z natury pociągała mnie mistyka, że nie mogłem wyobrazić sobie człowieka, przedmiotu, czynu czy siły, nie widząc w nich duszy. Stan ten podsycałem nieustannie wielką liczbą książek traktujących o tajemnej wiedzy. (...)
Bóg jest wiecznym ogniem, a nasze, dusze jego iskrami. Umieścił nas w materii będącej jego wiecznym ciałem, ale my nieświadomie wspięliśmy się obok świata minerałów, roślin i zwierząt do formy zwanej monadą i osiągnąwszy pewien stopień rozwoju uwolniliśmy się od niej jako człowiek, świadomi centrum wszechświata... Jednak w chwili, kiedy nasza dusza znalazła się w materii, rozpadła się i jedna z części zajęła miejsce w formie żeńskiej, a druga w męskiej. I tak te dwie, żyjące nawet w najmniejszym minerale dusze dążą nieustannie ku sobie, by odzyskać utraconą jedność. To jest właśnie przyczyną dążenia do rozwoju w naturze. (...)
Człowiek będzie piękniejszy, aniżeli moglibyśmy sobie to wyobrazić. Będzie tak delikatny i eteryczny, że niedostępny już naszym oczom, a najtwardszy materiał, ogień i woda nie będą dla niego żadną przeszkodą. Wówczas to człowiek posiądzie wiedzę doskonałą, a misterium przestanie być misterium.
Nie będzie już więcej katastrof i nieszczęść; grzmoty, błyski i wszystkie pozostałe elementy zniszczenia zasną snem wiecznym.
Już przeprowadzona przez Hegla krytyka „czułostkowości" i idealizmu romantycznego swe powodzenie zawdzięcza fatalistycznemu sposobowi myślenia Hegla, jego wierze w wyższość rozumu po zwycięskiej stronie, jego uprawomocnieniu realnego „państwa" (w miejsce „ludzkości" itd.). (...)
He g l o w s k i sposób myślenia nie jest zbyt odległy od sposobu myślenia G o e t h e g o : wystarczy posłuchać, co Goethe mówi o Spinozie. Pragnienie ubóstwienia wszechświata i życia, by dzięki oglądaniu go i zgłębia niu znaleźć s p o k ój i s z c z ę ś c i e ; Hegel widzi rozum wszędzie - przed rozumem można się
u k o r z y ć i o g r a n i c z y ć . U Goethego swego rodzaju niemal
r a d o s n y i u f n y f a t a l i z m , który się nie buntuje, nie słabnie i usiłuje ukształtować z siebie jakąś całość, przekonanie, że dopiero w całości wszystko znajduje zbawienie, że jawi się dobre i usprawiedliwione.
Goethe popierał w sobie i z w a l c z a ł swój wiek osiemnasty: uczuciowość, sentymentalizm natury,
ahistoryczność, idealizm, niepraktyczność i nierealność
rewolucjonisty; przywołuje on na pomoc historię, przyrodoznawstwo, starożytność, a podobnie Spinozę (jako największego realistę); przede wszystkim praktyczna działalność o wyraźnie zakreślonych horyzontach; nie usuwa się od życia, nie jest lękliwy i bierze możliwie najwięcej na siebie, nad siebie, w siebie - pragnie
c a ł o ś c i , zwalcza rozdział na rozum, zmysłowość, uczucie, wolę, narzuca sobie dyscyplinę, k s z t a ł t u j e
siebie ... afirmuje wszystkich wielkich realistów (Napoleon - największe przeżycie Goethego).