-
Artykuły
Czytamy w weekend. 10 kwietnia 2026
LubimyCzytać207 -
Artykuły
Nadciąga Gwiazdozbiór Kryminalny!
LubimyCzytać4 -
Artykuły
Wiosna z książką – kwietniowe premiery, które warto poznać
LubimyCzytać11 -
Artykuły
"Dom bestii" - jak ofiara zamienia się w kata. Akcja recenzencka do nowej książki Katarzyny Bondy!
LubimyCzytać11
Cytaty z tagiem "dyskomfort" [8]
Nie ma szans na to, by Australijczyk zwracał się do innych per "pani" czy "pan". Skoro ktoś zadał sobie trud i wybrał człowiekowi imię, niby dlaczego nie należy go używać? Jeśli to sprawia komuś dyskomfort, pewnie ma jakiś problem emocjonalny - więc gdy mu taka forma zwracania nie pasuje, niech zaczeka aż dostanie przezwisko.
Ludzie cierpią dzisiaj przypuszczalnie na "syndrom księżniczki na ziarnku grochu". Paradoksalność tego syndromu polega na tym, że cierpimy z coraz mniej istotnych powodów. [...] Rosnące oczekiwania względem medycyny połączone z bezsensem bólu każą postrzegać nawet łagodne bóle jako nieznośne cierpienia. [..] Gdy zniknie ziarnko grochu, ludzie zaczną cierpieć z powodu miękkich materaców. To uporczywy bezsens życia jest źródłem bólu.
Ponieważ jesteśmy niewolnikami własnych nawyków, powinniśmy działać pomimo lęku, pomimo wątpliwości, pomimo niepokoju, pomimo niepewności, pomimo niedogodności, pomimo uczucia dyskomfortu, a nawet wtedy, gdy nie jesteśmy w nastroju do działania.
Wszystko na początku powoduje dyskomfort, ale jeśli będziesz to robił dalej, w końcu przejdziesz przez strefę dyskomfortu i odniesiesz sukces.
Czujesz się teraz, mówiłam sobie, wyalienowana od ludzi i inna niż oni, dlatego właśnie na nich przenosisz całą swoją złość i uczucie dyskomfortu. Spoglądając na czyjąś twarz, widzisz rozmazaną plamę, ponieważ niepokoi cię, że twoja własna twarz jest taką rozmazaną plamą.
Co noc to samo. Rżące pokrzykiwania bezsennych sępów, szukających ciepła na dachach, i tych mniejszych ptaków, jeszcze gorszych, które najwyraźniej szkoliły się, by także zostać sępami, i których osobnik, widziany przez Sigbjørna, już pierwszego dnia zwiastował, że co wieczór na purpurowej niebiańskiej ścieżce zachodzącego słońca, tego samego żądnego krwi, zachodzącego słońca, na którego tle rysowała się sylwetka katedry ze złota lub katedry o złotych kopułach – co wieczór wieża katedry prezentowała się na tle czystego, bladego turkusu i złotych gwiazd, kiedy światło dnia gasło od strony wulkanów, a zapalały się światła na wieży strażniczej więzienia i pod obskurnymi, skromnymi arkadami Pałacu Cortésa, i wokół wielkiego golema z szarego kamienia, którego akurat obok rzeźbiono – pojawią się one, lecąc do domu w towarzystwie maleńkich, podrygujących lirycznych ptaszków, żeby spędzić noc na placu; co za spektakl – Sigbjørn, skulony na łóżku jak w leju po bombie, rozmyślał o tych ohydnych, obrzydliwych ptaszyskach o długich ogonach i okopconych piórach, tak brzydkich w locie, rozchwianych niczym koślawo prowadzone rowery, wyglądających jak skrzyżowanie szpaka z jakimś wstrętnym owadem. Tak, to było szczególnie przerażające, gdy słońce zachodziło w ognistym blasku, nad ulicą unosiły się cyklony kurzu, a na ciemnoniebieskim niebie nad głową ni stąd, ni zowąd jaśniała tęcza – czy to możliwe, że ja mam taki wpływ na żywioły, skoro nikt tu nie pamięta, by w połowie stycznia zdarzały się tak gwałtowne, chociaż sporadyczne anomalie pogodowe? – a do tego zwały dzikich, gnanych wichrem chmur i te cholerne ptaki spadające nagle z nieba, rozpraszające się na wszystkie strony, oraz wiatr, wiatr, wiatr!
W jego brzuchu pojawiło się to nieprzyjemne ściągnięcie, jak po zjedzeniu czegoś, co pachniało inaczej, niż smakowało.
Tam gdzie jest dyskomfort, tam jest coś do odkrycia. Jeśli nie lubisz spędzać czasu ze sobą, to jak możesz oczekiwać, że ktoś inny będzie chciał to robić?