cytaty z książek autora "Tomasz Wandzel"
(...) Bo widzisz, chłopcze, życie nie zawsze jest takie, jakbyśmy chcieli. Czasami potrafi nas mile zaskoczyć, innym razem brutalnie rozczarować. Jednak mimo wszystko musimy żyć, bo w każdym z nas drzemie chęć życia.
Grisza, musisz robić wszystko, aby nie dać się zabić i przeżyć to piekło – odpowiada babcia. Jednak widząc, jak niemieccy strażnicy zabijają ludzi, boję się, że i mnie to również kiedyś spotka. Może właśnie dlatego cieszę się każdym przeżytym dniem, a nawet śniegiem, który pewnego dnia grubą warstwą zasypuje obóz i sprawia, że miejsce to nie wygląda już tak strasznie, choć dzieją się tu potworne rzeczy.
– Ty mój biedny mokry szczurku – westchnęła Marta.
– Nie taki znowu mokry, bo głowę mam suchą.
– No tak dla gliniarza najważniejsza jest głowa.
– A żebyś wiedziała, w końcu płacą mi za myślenie – przypomniał komisarz, zdejmując przemoczony strój.
– A ja sądziłam, że za łapanie bandytów.
– Ale żeby złapać, trzeba pomyśleć – zripostował Oczko, wchodząc do łazienki.
-Właściwie masz rację - przyznał Oczko po chwili zastanowienia.
-Ja zawsze mam rację. A jeśli jej nie mam, to z pewnością masz ją Ty. W każdym razie któryś z nas ma ją na pewno - podsumował Wejman.
[...]
Wójt uważał, że o ile małżeństwo jest jak obiad to kochanki są jak przyprawa. A wiadomo, że zupa jak i drugie danie musi być odpowiednio przyprawione, bo w przeciwnym wypadku po prostu nie smakuje.
-(...) jak jesteś żoną gliny, to nie znasz dnia ani godziny, kiedy wezwą męża twego do jakiegoś zabitego.
(...) byli tacy, którzy twierdzili, że szef nie jest człowiekiem, a ma tylko ludzki wygląd.
[...]
Oczko po raz kolejny przekonał się, że istnieją ludzie, którzy są zdolni do odebrania komuś życia tylko dlatego, że ten ktoś nie zamierza go zmienić i chce żyć na własnych zasadach, nawet jeśli dla części społeczeństwa wydają się one niemoralne.
Jednak jak zwykle nie tracę nadziei, w myśl powiedzenia, że ona umiera ostatnia – filozoficznie zakończył Witos.
– Babcia mojego kolegi miała na imię Nadzieja. O ile dobrze pamiętam, dożyła stu czterech lat, więc coś w tym musi być – skomentował Wejman, gdy za technikiem zamknęły się drzwi. – Ale my raczej tak długo nie pociągniemy – dodał, nie kryjąc zawodu.
– Nie uważasz, że Drzymalscy są jacyś dziwni? – zapytał, zatrzymując się na skrzyżowaniu.
– Podobno każdy człowiek jest dziwny (...).
– Panienki lekkich obyczajów zazwyczaj są prawdomówne. Zdają sobie sprawę, że gdy przyłapiemy je na kłamstwie, możemy im zafundować czterdzieści osiem godzin urlopu, a to zawsze kilka stówek w plecy – zauważył Wejman, przechodząc przez bramę.
Wojna zbiera różne żniwa, to nie tylko walka państw, ale również dobra okazja do sąsiedzkich porachunków.
Proszę pana, prawda jest taka, że każdego dnia podobnych zgłoszeń w całym kraju są setki, a najpóźniej następnego dnia dziewięćdziesiąt dziewięć procent zaginionych odnajduje się u rodziny, znajomych czy przyjaciół – oznajmił funkcjonariusz, wchodząc Piotrowi w słowo.
Ostatnią rzeczą, którą zarejestrowały jego zmysły, był potężny huk, zmieniający toyotę w oślepiającą kulę ognia, a później pochłonęła go ciemność i cisza.
(...) – dodał wymijająco, wiedząc, że lepiej nie składać obietnic bez pokrycia, szczególnie dzieciom, które traktowały słowa dorosłych bardzo poważnie.
– Na to wygląda – przytaknął Oczko, wiedząc, że czasami, aby rozwikłać tajemnicę śmierci, trzeba najpierw szczegółowo poznać życie ofiary.
Ale przecież wszyscy niewierni mężowie kłamią.
Pamiętaj, chłopcze, tajemnica jest tylko wtedy, gdy wie o niej jedna osoba.
– Czy pani potrafi czytać w myślach? – zapytał Krzysztof, który doszedł do podobnych wniosków.
– Nie, ale potrafię myśleć.
Plotka jest jak fałszywe pieniądze. Porządni ludzie ich nie produkują, ale bezmyślnie przekazują dalej.
Zdawał sobie sprawę, że osoby postronne mogą upatrywać w nim gliniarza wyjętego żywcem z jakiegoś kryminału. Jednak on zupełnie nie pasował do bohaterów lansowanych w tego typu powieściach. Po pierwsze nie pił, po drugie nie był rozwodnikiem, po trzecie nie gnębiły go żadne zmory przeszłości, z którymi musiał się mierzyć.
Nawet znajomi otwarcie twierdzili, że na tle tych wszystkich superbohaterów, których przygody pochłaniali z wypiekami na twarzy, Krzysztof wypada blado, ale on jakoś nie czuł kompleksów z tego powodu.
(...) doświadczenie podpowiadało mu, że pozorne zbiegi okoliczności dość często mają drugie dno.
[...]
Podświadomie chciał, aby tak właśnie było. Uważał, że nawet najgorsza prawda lepsza od trwania w niewiedzy, wspieranej iluzoryczną nadzieją na cud, który nie miał prawa się wydarzyć.
Łatwiej było zadawać pytania, niż odpowiadać.
– Czarek, czy ty nie masz serca?
– Mam, ale jest cholernie twarde.
– A myślałam, że emerytura choć trochę cię zmiękczy.
– Jadźka, dobrze wiesz, że nawet jakbyś kamień do wrzątku wrzuciła, to się nie rozgotuje, co najwyżej będzie tylko piekielnie gorący, ale nadal twardy.
[...]
-No tak, noc potrafi ukryć wszystkie brudy-filozoficznie podsumował Maciek.
– Nie, ona nie lubiła otaczać się elektroniką. Korzystała wyłącznie ze smartfona. Uważała, że w zupełności jej wystarczy. Dla niej był telefonem, komputerem, zegarkiem, budzikiem, a nawet telewizorem – wyliczał mężczyzna.
Małżeńskie zdrady były równie powszechne, co promocje w marketach.
Takie cudo można zobaczyć w jednej z trójmiejskich galerii handlowych.