cytaty z książki "Saturnin"
katalog cytatów
Życie to krótki czas pomiędzy jedną a drugą szarością, który każdy próbuje nasycić znaczeniem, bo im bliżej drugiej szarości, tym trudniej się pogodzić z tego znaczenia dudniącym brakiem.
Młodość rzadko myśli o starości, a starość o młodości bardzo często.
Wszystko przez ten codzienny pęd. Nic się nie dzieje, a jednocześnie na nic nie ma czasu.
Zamartwiam się rozmaitymi rzeczami, czasem to aż sam się dziwię, że tak można. (...) Jak mi się uda jakiś problem rozwikłać, to nie jest zaraz tak, że się przestaję martwić. Martwię się dalej dokładnie tak samo mocno, tylko już czym innym.
(...) lubiłam się śmiać, a kobieta, co się śmieje, może być nawet taka sobie, a i tak jest ładna.
Nie wyobrażałem sobie, by ktoś mógł lubić mnie tylko za to, jaki jestem. Wiedziałem, że muszę się bardziej o to postarać.
Życie jednak to jest coś, czego się nie da zatrzymać (...).
Potem kręcimy się wokół siebie jak dwie planety, których mieszkańcy są zbyt daleko, by słyszeć siebie nawzajem.
W całym swoim życiu nie spotkałem ani jednej osoby, od której nie byłbym gorszy. Nigdy szczególnie się nad tym nie zastanawiałem ani mnie to nie dziwiło. (...)
Na kolejnych zawodach bezlitośnie niszczyłem rywali, sprawiając, że ich wyniki przy moich wydawały się po prostu śmieszne, a i tak każdy z nich był ode mnie lepszy absolutnie we wszystkim.
Że nie oszukasz tego w żaden sposób. Wynikami sportowymi, wynikami w pracy, drogim autem, drogim ubraniem. Nie uciekniesz w dalekie kraje, bo to czeka na ciebie w każdym dalekim kraju. Nie uciekniesz na środek oceanu, bo na środku oceanu znajdziesz właśnie to. Uciekniesz alkoholem, używkami, ale tylko na jakiś czas, a to coś będzie czekać wściekłe i kiedy tylko się ockniesz, zacznie w furii szarpać pazurami i będzie jeszcze gorzej, niż było. Najlepiej nie uciekać.
Dopóki nie wrócę, dopóki nie stawię czoła światu i sobie samemu, nie będzie żadnego mnie.
(...) żebym był jakiś konkretny, a tak niczym anonimowa mysz w kołowrotku obracam przed sobą kolejne jednakowe dni złożone z pracy, dojazdów do pracy, powrotów z pracy, zakupów, jedzenia, patrzenia w komputer i spacerów wieczorem.
Próbuję zrozumieć, kiedy nastąpił ten moment, w którym kobieta wierząca, że pewne rzeczy w życiu można zmienić, pozwoliła, by właśnie te rzeczy zmieniły ją w kobietę niewierzącą w nic oprócz skarlałego, milczącego i wystraszonego Boga, który ukrywa się w pełnym ornamentów kościele w Radziejowie, bo nigdzie indziej go nie chcą.
Wiesz co, dziadek? Wy jesteście wszyscy po prostu jebnięci.
Warszawa nie daje tyle swobody i wyobrażam sobie, że gdybym na przykład umarł tam na ulicy, zostałyby to odebrane jako coś mało taktownego.
Podejrzenia tym się różnią od pewności, że pewnością nie są.
Gdy będzi Ci kto dokuczał w tem życiowym blasku,
Pisz dary na marmurze, a krzywdy na piasku.
Mam trzydzieści lat, ani jestem młody, ani stary, już bym wolał, żeby było trochę później albo trochę wcześniej nawet, żebym był jakiś konkretny, a tak niczym anonimowa mysz w kołowrotku obracam przed sobą kolejne jednakowe dni złożone z pracy, dojazdów do pracy, powrotów z pracy, zakupów, jedzenia, patrzenia w komputer i spacerów wieczorem.
W kuchni czeka na nas znajoma cisza, jest w każdym miejscu, gdziekolwiek spojrzeć, gdziekolwiek usiąść. Herbata na ratunek. Tyle razy nas ocalała, dając okazję do wstawania, nalewania, mieszania, przesuwania, obracania, siorbania, smakowania i robienia "mmmm".
[…] leżę na brzuchu w wilgotnej trawie […] uświadamiając sobie, że chyba naprawdę będę musiał strzelać.
Że chyba będę musiał strzelać do żywych ludzi, których ktoś kiedyś rodził, głaskał po głowach i całował i którzy przed pójściem na wojnę słyszeli być może, tak jak ja, tylko w innym języku, że mają na siebie uważać.
Tyle zmartwień, że brak mi już sił, by się martwić, więc głowę mam całkiem pustą, jak nigdy.
- Bo ja wiem? Nigdy mi nie mówił. Może dlatego, że trochę się z niego naśmiewam.
- Z Boga?
- kiedyś wymyśliłem, że dam mu jakoś na imię, jakoś zwyczajnie. Marek, Janusz albo Karol, rozumiesz. Zdecydowałem się na tego Karola.
- No i co?
- No i nic. Czasem coś mu powiem. Na przykład jak mamy kosić, a widać, że nadciągają chmury, to patrzę w niebo i mówię: "Karol, weź ty mnie nawet nie wkurwiaj:.
- I to działa?
- Nie. Gdyby zadziałało, tobym się wystraszył.
Na rzece drgają kawałki drobno posiekanego słońca.
Ciało mojego dziadka nie potrafi odczuwać przyjemności, jedyne, co umie, to pracować, musi być w ciągłym ruchu, jakby bało się tego, co mogłoby się stać, gdyby na chwilę zwolniło albo się zatrzymało.
Teraz przydarzyła się wojna. Może tak miało być? Może takich jak ja jest bardzo wielu i tak bardzo wszyscy chcemy się wykazać, że w końcu z naszej przyczyny narasta powoli takie coś jak wojna i wreszcie mamy szansę.
Mam trzydzieści lat, ani jestem młody, ani stary, już bym wolał, żeby było trochę później albo trochę wcześniej nawet, żebym był jakiś konkretny, a tak niczym anonimowa mysz w kołowrotku obracam się przed sobą kolejne jednakowe dni złożone z pracy, dojazdów do pracy, powrotów z pracy, zakupów, jedzenia, patrzenia w komputer i spacerów wieczornych.
Czekam, bo co innego mam oprócz czekania?
Już nie pamiętam, bo wszystko mi się miesza, nie pamiętam, bo wszystko mi się miesza, nie pamiętam, co było naprawdę a co sobie potem dodałam w głowie.
Czasami widzę więcej, bardzo dokładnie i pełno mam słów nie swoich.
Moje pytanie upada na wycieraczkę i tam sobie leży, wśród innych śmieci i paprochów.