cytaty z książek autora "Agnieszka Lis"
Przyjaciele chyba nie występują w liczbie mnogiej, to raczej gatunek pod ochroną, rzadki i wymierający.
Nie wyprzedzaj wszystkich, bo zostaniesz sama. Może i z przodu, ale samotna.
Teraz walczyła, ale nie wygrała tego, co sobie upatrzyła.
Żałoba to nie kolor. Renatę mamy w pamięci. Będziemy mieli. Jest z nami..."
...
Rzeczy trzeba używać, inaczej zabierają przestrzeń przynależną ludziom.
Czy jakikolwiek domek z kart jest bardziej chwiejny niż panowanie nad zmysłami?
Mądry jest nie ten, kto jest mądry - tylko ten, o kim mówią, że jest mądry.
Jestem sobie taką przeciętną staruszką, którą przepełnia miłość. I optymizm. Wierzę, że każde złe doświadczenie niesie w sobie ziarno dobra. Być może miałam szczęście, być może ktoś zniknął w porę i w porę pojawił się inny ktoś. Nie wiem i nie chcę wiedzieć, co by było, gdyby moje życie potoczyło się inaczej.
A teraz idę po ciebie, życie.
...pamięć to jedyne, co pozostaje- po ludziach, czynach i rozmowach.
🎶„Prawdziwy artysta zawsze zrozumie duszę tego, który spragniony jest wielkiej muzyki”.
Czas to oszust, wiesz? Ukrywa swoją wartość, a gdy się o niej przekonasz, on już pędzi na złamanie karku. Przy czym to człowiek ten kark sobie łamie, a czas bez uszczerbku pędzi dalej.
(...) dzieci ofiarowują całe światy, niewyobrażalne przestrzenie uczuć, ciepła, wrażeń. Jednak zabierają równie wiele. Całe obszary, niegdyś istotne, dzięki dzieciom stają się niedostępne.
Bo dobro jest po wielokroć podzielne i niewyczerpane. Rozmnaża się i wraca. I nawet nie potrzebuje pokarmu. To smutek karmi się łzami, dobro po prostu jest.
- Jestem już zmęczona - wykręcała się Jaromira. - W moim wieku..
- Ty mi ino takich pierdów nie opowiadaj. Żyły masz? Masz. Ciśnienie masz? Masz. To idziemy.
- I nawet cukrzycę mam. - Jaromira się zaśmiała.
- Czyli wszystko w komplecie. Idziemy.
...w cierpieniu stajemy się przezroczyści dla otoczenia.
Ten bohater to mówi mało, ale jak już coś powie to tak, jakby inny trzy zdania powiedział!
Bo miłość i szczęście mają różne nazwy i różne potrzeby. Czasem niezbędne jest prażące słońce, a czasem słona mgła. A zwykle wystarczy po prostu serce.
A może życie to tylko ... worek. Ubranie. Człowiek musi znaleźć w życiu swój guzik, choćby po to, żeby zapiąć worek z problemami i odłożyć go w niedostępne miejsce. A kiedy problemy zwietrzeją, trzeba worek wytrzepać i odświeżyć. I zapomnieć o problemach.
Po co jechać na grób, skoro nie ma grobów dla dusz, lecz sa jedynie grobowce dla ciał oraz znacznie rzadziej, dla ciał i honoru. Dusze zaś są wolne i unoszą się w powietrzu zawsze i wszędzie.
Grała tak, jak można się zapomnieć. I jak można się odnaleźć. Zapominała o oddychaniu, o niewygodnych pasażach, nawet o trudnym fragmencie pod koniec pierwszej części sonaty. [...] Lilianna grała duszą, nie dłońmi".
I popatrz, jest słońce. Trzeba tylko wyjść z ukrycia. I chcieć je znaleźć. Wtedy jest słońce.
Życie jest niestabilne. Jak źle wyważona szpilka.
Czas lekko tępi ostrze wkurzenia zdradzonej kobiety.
Wyobraziłam sobie, że mój czas skończył się, że mnie już nie ma. I wiesz co? Uświadomiłam sobie, że świat się nie zawali, dalej będzie równie podły i tak samo wspaniały, to jednak póki tu jestem, chcę z niego czerpać radość. Ma być miły i przyjazny. i ma mi się tu dobrze żyć.
(...) Nasze problemy są jak dziurki w tym guziku. Wydaje nam się, że przesłaniają cały świat, a na koniec okazuje się, że jest co najmniej kilka wyjść. Cztery, a może i więcej. Jak cztery dziurki. Można przez którąś wyjść...
Bo świat ma dla nas przygotowane miejsca i nie należy się buntować, nic dobrego to nie przyniesie. I tak trafimy tam, gdzie powinniśmy. I trzeba pogodzić się z tym, że czasem nasze szczęście jest zupełnie gdzie indziej, wcale nie tam, gdzie go szukamy. Ale jest i czeka na nas. I w końcu znajdziemy się tam, gdzie należy, dokładnie tak, jak ten biały płócienny guzik.
Nadzieja. Ona dodaje ludziom blasku. Napełnia ich oczy światłem. Powoduje, że niemożliwe staje się realne.
Ewa wymyśliła sposób, by pomagać. Nie wiadomo, kiedy dokładnie wpadła na ten pomysł, ale uznała, że to konieczność. Wanda starała się, by do dzieci nie docierały informacje o kłopotach sierocińca. Dziewczyna jednak wiele widziała, a rozumiała jeszcze więcej.
Ewa nauczyła się, jak opróżniać kieszenie przechodniów, a nawet niepostrzeżenie odpiąć zegarek, choć ta sztuka wychodziła jej jedynie w sprzyjających warunkach. Umiała ściągnąć ze straganu kanapkę, chałkę, słodką bułkę. (…) Wanda wolała tego nie widzieć, choć doskonale wiedziała, że ze swoich spacerów Ewa przynosi czasem siatkę ziemniaków, butelkę nafty, uszy świniaka, kilka buraków lub marchewek… Nie kupiła ich przecież. Pytania były jednak niewygodne.