cytaty z książki "Córka bajarza. W poszukiwaniu mitycznego Afganistanu"
katalog cytatów
- Zamierzam odnaleźć prawdę o Afganistanie - mówię mu.
Profesor macha laską.
- Skąd ta pewność, że rozpoznasz prawdę? - pyta. - Nie wiesz jeszcze, że prawda ma tysiąc kształtów i postaci?
W oddali ukazał się jeździec. Gdy znalazł się bliżej, ujrzeliśmy, że skrywa jedną rękę pod szalwar chamiz. Okazało się, że mina motylkowa oderwała mu połowę prawej dłoni, ale on jakby nigdy nic podążał do Pakistanu na opatrunek. Przypomniały mi się słowa proroka: "Traktuj ten świat tak, jak ja go traktuję, jak podróżny; jak konny, który na chwilę przystaje w cieniu drzewa, po czym rusza dalej".
Ale Rumi, który stracił rodzinę, dom rodzinny, ojczysty kraj, przyszłość oraz nadzieję na pokój i stabilizację, nie dał się wtłoczyć w pejzaż ruin. Z punktu widzenia człowieka - powiada w swoich dziełach - coś może się wydawać dobre albo złe. Ale z punktu widzenia Boga wszystko jest dobre. Pokażcie mi dobro, które nie łączy się ze złem, lub dobro, w którym nie ma zła. Dobro i zło są nierozdzielne. Dobro nie może istnieć bez zła".
Świat Zachodu mówił mi, że oto toczy się bitwa między dobrem i złem. Sowiecki blok widział sprawy w tym samym świetle, przeklejał jedynie etykietki. Ale z grzbietu konia zawodnika buzkaszi widać pokłosie niezliczonych najazdów. W naszym potrzaskanym świecie nie ma niczego stałego i niezmiennego, a podziały, które tworzymy i w które wierzymy, są sztuczne. Czas nie jest prostą linią dowodzącą zorganizowanego postępu, ale niekończącym się, powtarzającym cyklem biegnącym przez życie nas wszystkich i przez historię. Jeśli chcemy, możemy do woli czerpać z niego naukę. Reszta to wirująca masa, pierwotna siła, pylasta chmura pełna łomotu stóp i krzyku, podniecenie pościgu, burzenie i budowanie.
Czekaliśmy na jakiś posiłek, ale nie dostaliśmy nawet szklanki wody. Widziałam, że Gaffar Chan robi się coraz bledszy. Wedle pasztunwali, honorowego kodeksu plemion pasztuńskich, nie wolno zabić człowieka, który jadł twój chleb i twoją sól. Działa to również w drugą stronę - dopóki nie dostałeś pożywienia ani napitku, nie możesz uważać się za przyjaciela gospodarza.
Dwaj pracownicy agencji pomocy zaczęli bezsensowny spór o to, czy moralnie słuszne jest wycofanie się, czy pozostanie. Francuz uniósł wzrok znad swojej szklanki i powiedział:
- W Sarajewie poznałem pewnego snajpera. Kiedyś zgodził się, żebym fotografował go podczas tego, co robił. Siedzimy na dachu, ulicą przechodzą dwie kobiety. Nagle on pyta: „Którą mam zdmuchnąć?". Powiedziałem mu, że nie mogę dokonywać takich wyborów. Roześmiał się i oświadczył:"Skoro nie możesz, to rozwalę obie. Ale mógłbyś jedną uratować. Tylko od ciebie to zależy".
Powiódł wokół wzrokiem. Chociaż stał z boku, ujrzał tyle potworności, że wypalił się do cna.
Wzruszył ramionami.
- Co mogłem zrobić? Nic.
Być może ten człowiek był w szoku. Być może widział rzeczy, których nie da się wytłumaczyć. Być może po prostu miał dość prób ich zrozumienia. Kiedy rozmawialiśmy, świat był bardzo przejęty, bo talibowie właśnie postanowili wysadzić posągi Buddów sprzed setek lat. A on przez dwa lata bezskutecznie usiłował zainteresować świat klęską głodu, która kosztowała życie tysięcy Afgańczyków. Teraz ten człowiek, nienawidzący talibów do granicy obłędu, pytał oszołomiony, dlaczego Zachód bardziej przejmuje się posągami niż żywymi ludźmi. Dotarliśmy do punktu, w którym logika zawodzi.
Opowieści są niczym drzewa na horyzoncie. Podążaj ku drzewu, ono wskaże ci kierunek. Ale samo drzewo nie jest celem. Kiedy dotrzesz do niego, musisz się z nim rozstać i wybrać inny, dalszy punkt.
Żeby napić się alkoholu w jednym z niewielu miejskich barów, trzeba było po trzykroć przysiąc, że jesteś niewiernym i zwykłym alkoholikiem. Dodawało to posmaku nielegalności całemu przedsięwzięciu.
Ludzie pisali do mnie aż z USA. Od tych listów pękało mi serce. Z czasem zaczęłam się ich śmiertelnie bać. "Chcę adoptować te trzy dziewczynki z twojego filmu - napisano w jednym w nich. - Nie przejmuj się tym, że mieszkam w przyczepie. Wiem, że je pokocham. Co się więcej liczy?".
Kim jestem, by wyśmiać taką naiwną filantropię? Powinnam się już nauczyć, że morze ludzkiego cierpienia jest niezgłębione. Ale ja wciąż próbuję ratować ludzi, których widziałam machających z okna.
Zaczęłam rozumieć, dlaczego to pasmo dorobiło się przydomka"Hindukusz", czyli morderca Hindusów. Hinduscy lichwiarze ryzykowali życie i zdrowie, żeby dostać się na te tereny i złowić całe pasztuńskie wioski w sieć długów. Odsetki wynosiły trzydzieści procent miesięcznie. Wedle legendy dzicy górale czekali, aż obładowani złotem lichwiarze będą wracać do Peszawaru, i podrzynali im gardła. Kolejne zamarznięte trupy znaczyły szlak nieudanego przedsięwzięcia.
Przedstawił mnie swoim dwóm żonom. Jedna wyglądała na sześćdziesiąt lat, ale pewnie nie liczyła sobie więcej niż czterdzieści. Afgańczycy mają jedną z najniższych średnich na świecie - około czterdziestu sześciu lat - i ciągle zaskakiwano mnie informacją, że ludzie, których poznaję, są o dwadzieścia lat młodsi, niż na to wyglądają.
Druga żona była w rozkwicie wieku. Miała już kilkoro dzieci. Starsza przyglądała im się z zawiścią, kiedy się bawiły.
- To Fatima - powiedział chan, wskazując młodszą. -Jest bardzo dobra, dużo rodzi. - Potem wskazał starszą żonę. - Salma nie jest taka dobra. Ona już nie rodzi dzieci.
Poczułam się bezradna i zła, jakby to mnie krytykowano, a nie Salmę. Ona jednak tylko pokiwała głową, jakbyśmy rozmawiali o pogodzie.