Niedawno nawet mieli tam takiego jednego. Japończyk. Mówił, że szuka orchidei, ale okazało się, że to zboczeniec. Zataszczyliśmy mu do puszczy z dziesięć skrzynek aguardiente. Upijał się codziennie, a potem łaził po lesie i rysował w zeszycie jakieś takie dziwadła. Ponoć robaki, jak sobie robią pinga-pinga.
- Kiedyś tu wrócę, Angelino. Spotkamy się znowu.
- To nie będzie łatwe, Antonio. Chcę, aby moje plemię, to co z niego zostało, odeszło głębiej w dżunglę. Pójdziemy na Dzikie Ziemie. Znajdziemy tam nowe kobiety i zbudujemy nowe wioski. Zbierzemy całą resztę Carapana. Tak daleko od Białych, jak się da. Kiedy powrócisz, nas już tu nie będzie.
- Dlaczego? Źle wam tu?
- Jesteśmy zbyt blisko świata. Niedawno byli tu doctores. Przeszli za pierwszą kataraktę. Zaszczepili moich ludzi i wyjechali. Zostawili katar. My tu nigdy wcześniej nie mieliśmy kataru, chyba że ktoś płakał albo się ślinił z gorączki. A szczepionki to ja mam własne. Nawet lepsze. Małe dzieci szczepi się jadem mrówek. Dorosły Carapana, kiedy zostanie ukąszony, to go po prostu boli, ale ani noga nie puchnie, tak jak tobie, ani nie dostaje maligny. Tak samo szczepię na węże. Nacinam skórę i wcieram jad zmieszany z popiołem. Codziennie po odrobince. Carapana pokąsany przez wężą skręca się przez parę dni, ale nie umiera. Ty byś umarł w siedem sekund.
- I to jest powód do odejścia? Kilku doktorów?
- Byli też misjonarze. Wykarczowali pole za wioską, postawili kaplicę, a potem zaprosili Carapana na pogadankę. Okazało się, że ten ich nowy Bóg jest taki sam jak nasza Pachamama i że kaplica niepotrzeba, bo my już się modlimy jak należy. Ale oni nie popuszczą.
- Co to znaczy?
- Będą wracać i napierać. Dlatego pamiętaj, zrób tak, by nikt, kto usłyszy twoje Opowieści, nie odnalazł drogi na Dzikie Ziemie. Mitú łatwo znaleźć. Zaczną węszyć, szukać. Przywiozą aparaty fotograficzne, ubrania, proszki, co piorą i trują ryby. Lekarstwa, które leczą te kilka chorób, na które ja nie mam sposobu, a przy okazji wiele innych chorób, na które oni sami nie mają rady. Zacznie się Czas Umierania. Pamiętaj, zatrzyj ślady, zmień ułożenie terenu, a naszą rzekę nazywaj Anaconda.
- Nie osuszy jeszcze przez tydzień! - tłumaczyłem uparcie
- A co to właściwie jest ,,tydzień"? I po co?
- Co po co?
- No, do czego służy??
- Tydzień ??? Do mierzenia czasu.
- A po co? - Pepe pytał zupełnie poważnie. Indianie lubią sięgać sedna. Kiedy to robią, logika białego człowieka zazwyczaj traci grunt pod nogami i wszystko się wywraca.
- Po co mierzysz czas, gringo? - nie ustępował Indianin.
- Eee. Żeby się nie zgubić - odpowiedziałem niepewnie.
Nie zgubić gdzie?
- W czasie... - powoli sam przestawałem wierzyć w sensowność własnych słów.
- To ty potrafisz się zgubić nie ruszając z miejsca??
Nieodwracalne należy do Boga. Nam nie wolno tego robić. Możesz zabrać, jeśli umiesz dać.Możesz zabić, jeśli umiesz począć. Nie wolno zniszczyć, jeśli nie umiesz stworzyć.
Gdyby życie nie gryzło, umierałbyś z nudów. Daj się kąsać i sam też wgryzaj się w świat, aż do połamania zębów. Oto sekret dobrego życia nie tylko na prerii.
Jak coś jest śmieszne, to wydaje się przez to mniej groźne. Ten prosty mechanizm radzenia sobie z napięciem, czyli śmiech, działa.
A czy jakiś urzędnik dostaje pensję za myślenie? Praca urzędnika polega na spychaniu papierów z biurka na inne biurko; byle dalej. Za myślenie w godzinach pracy można wylecieć z urzędu.
Słuchajcie ciszy...
Usłyszycie Mądrość.
Odnajdziecie Spokój.
Właściwy dystans do spraw,
ludzi i przedmiotów.
Znajdziecie czas,
którego Wam brakowało.
Słuchajcie ciszy.
I mówcie ciszej.
Ciii...
Sza!
Usiądź przy drodze swego życia; siadaj przy niej regularnie i odpoczywaj, choćbyś nie był zmęczony. Odpoczynek jest dobry.
W życiu jest się zawsze szczęśliwym i nieszczęśliwym z tego samego powodu?
- Zawsze. Stale. Każdy. Wszędzie.
Brzmi logicznie. Więc musi być na to jakiś sposób - te słowa mruknął kiedyś pod nosem Albert Einstein. Mruczało je wielu fizyków, bo fizyka w sporej części polega na poszukiwaniu sposobu wykonaniu czegoś, co "brzmi logicznie" albo "niezbicie wychodzi w rachunkach", ale nie wiadomo jak to zrobić. W fizyce wielu rzeczy nikt wcześniej nie robił i być może nigdy nie zrobi, a mimo to wielu wierzy, że "musi się dać". Niektórych zjawisk nikt nigdy nie widział i nie zobaczy, a jednak poważni ludzie z tytułami są mocno przekonani o ich istnieniu. W dodatku przyszłość pokazuje, że często mają rację. Fizycy przypominają czarowników. A czarownicy... fizyków.
Działacze międzynarodowych organizacji zajmujących się ochroną przyrody (ONZ, Rada Europy i inne podobne jadłodajnie dla darmozjadów) wysiadują na długich obradach, w wyniku których podpisywane są konwencje w sprawie ochrony drzew przed drwalami. Po co? Kto i jak ma te konwencje wyegzekwować? Od początku każdej konferencji jest jasne, że jej uchwały będą niewykonalne, prawda? No to po jaką cholerę wydaje się tyle pieniędzy na obrady, diety, bilety, toalety i inne bzdety?
Lepiej byłoby ufundować nielegalnym drwalom po trzy piwa i kilo kiełbasy, bo wtedy gwarantuję Państwu, nie chciałoby im się ruszyć z hamaka. Tropikalny las by ocalał. Za pieniądze marnotrawione na międzynarodową grę pozorów można by spokojnie sponsorować lenistwo drwali do końca ich życia.
To nie są ludzie, którzy chcą się dorobić majątków - oni chcą po prostu mieć co włożyć do garnka. Praca drwala nie jest ani bezpieczna, ani przyjemna. Ale jest im NIEZBĘDNA do przetrwania - oni innej roboty nie mają. Zakazywanie tej pracy nic nie da. Lepiej dajcie im pajdę chleba, a wtedy zostawią drzewa w spokoju. Latynos naprawdę nie rusza tyłka z hamaka, jeśli go głód nie pogoni.
Nie, gringo. Lepiej nigdy nie poznać wszystkiego. Powinna zostać przynajmniej jedna śliwka, której nie zerwiesz, nie rozgryziesz i nie zajrzysz, co ma w środku. Ostatnia śliwka Pachamamy.
Ostrożni żyją dłużej od odważnych.
Umierają mniej tragicznie.
I rzadziej przy tym krzyczą ze strachu.
Zabieranie zapasów na drogę dłuższą niż kilka dni nie ma sensu. Puszki z mięsem pęcznieją, nadymają się, zaczynają stękać, a potem przy pierwszej próbie otwarcia sikają w twarz. Ich sfermentowana zawartość w niczym nie przypomina uśmiechniętego prosiaczka widniejącego na etykiecie.
Mimo to byłem pokorny, bo Dziadek pokazał mi swój pasek do ostrzenia brzytwy. Zadał też pytanie, które, w przeciwieństwie do prawa własności babcinych ud,było dla mnie bardzo klarowne. Pytanie brzmiało:
- Chcesz, żebym ci z tyłka zrobił kajzerkę?!
- Przysyła mnie señor Ambrosio z Urzędu Celnego, mój przyjaciel.
- Ambrosio, mój przyjaciel, pana przysyła?
- Tak, mój przyjaciel.
- I mój.
- Mój też.
- Czyli nasz przyjaciel Ambrosio.
- Nasz.
- A w jakiej sprawie przysyła pana mój i pana przyjaciel Ambrosio?
- W dyskretnej.
- Aaaaę... ?
- Pan lata do Mitú.
- Nie latam. Tam teraz nikt nie lata. Poza wojskiem. Ale słucham dalej?
- No więc pan nie lata do Mitú, ale ja potrzebuję polecieć. Najlepiej którymś z pańskich samolotów, którymi pan tam nie lata.
Kobieta nigdy nie zmienia poglądów.
Nie musi, gdyż ma wszystkie naraz!
Jego filozofia życiowa zbudowana była przede wszystkim z żelaznej logiki. Poukładana w ciasną pryzmę. Wewnętrznie spójna w stopniu doskonałym, poziom komplikacji i finezji miała mniej więcej taki jak kowadło.
Niemcy to kwintesencja ordynarnego braku umiaru. Proszę się choćby przyjrzeć jak jedzą – ogromne, zachłanne kęsy, szybkie przeżuwanie – spożywczy blitzkrieg.
Pracochłonne docieranie dokądś, to tylko kwestia techniczna.
Czasy mamy takie, że jeśli coś świeci natarczywie, to najczęściej blaskiem fałszywym, a jeśli coś jest przesadnie czarne, to najczęściej dlatego, że ktoś to celowo usmarował.
Coś mi się zdaje, że poezja współczesna to jeden wielki pic, który powstaje nie z żadnego natchnienia, ale zupełnie przypadkiem, wtedy gdy ktoś zapisuje prozę na małym kawałku papieru.
AIDS to choroba, którą po świecie rozniosły małpy, zboczeńcy i narkomani. Teraz cierpią niewinni ludzie.
Ogon jest jeden, a muuch wiele... - powiada Księga Mądrości Mu. Znaczy to mniej więcej tyle, że wszystkich kłopotów od siebie nie odgonisz - niektóre muszą cię dosięgnąć i boleśnie ukąsić.
Kto nie jest w stanie cierpliwie znosić ukąszeń losu, będzie coraz więcej czasu tracił na bezskuteczne wymachiwanie ogonem. I stopniowo popadnie w obłęd, gdyż całą treścią jego życia stanie się unikanie nieuniknionego.
Księga Mądrości Mu uczy, że zamiast się z nieuniknionym szarpać, lepiej mu się poddać i przeczekać. Ogon jest jeden, a muuch wiele... - powiada Mu i zaraz potem dodaje: ...ale wszystkie w końcu kiedyś odlatuują.
Bycie wolnym oznacza, że mogę zignorować każdy śmiech na mój temat, każde pogardliwe spojrzenie lub złe słowo. Bycie wolnym myślą, słowem, uczynkami i zaniechaniem, bycie wolnym do tego stopnia, że wybijam szybę, bo mi z nią za duszno.
Cejrowski, dwaj Indianie i świnia, płynąc łodzią zaryli o kamieniste dno rzeki:
Nasz motorista przepraszał, że to wszystko jego wina. Ja przepraszałem, że moja, bo nie powinienem zagadywać, kiedy płynął na ucho. Indianin siedzący na dziobie przepraszał, że nie wypatrzył skał we mgle. Nawet świnia wyglądała przepraszająco. Przepraszaliśmy się nawzajem bez większego sensu. Ale lepsze bezsensowne przeprosiny od wzajemnych oskarżeń.
Bez podstawowego słownika lokalnych wulgaryzmów radzę nigdzie nie wyjeżdżać. Tak jak radzę nie wyjeżdżać bez paszportu. To kwestia bezpieczeństwa.
Nicnierobienie to nie jest pustka. Nicnierobienie to przestrzeń! Przestrzeń wolna, uwolniona, wyzwolona.
Nie będzie żadnej wspólnej Polski! Nie poczuwam się bowiem do wspólnoty z bandą komunistów - zdrajców, zbrodniarzy, moskiewskich sługusów, złodziei, czerwonych pająków, zabójców księży i robotników, okupantów, uzurpatorów...