cytaty z książek autora "Amelia Jabłońska"
W moim wieku człowiek potrzebuje dużo węglowodanów. (...) I pociechy w trudnych chwilach.
Od dawna uważał, że życie całkowicie pozbawione pączków trudno właściwie nazwać życiem.
Niestety, prawda o świecie jest taka, że jeśli możesz wszystko, to nie chce ci się nic.
Ja panu coś powiem. W życiu się bardziej żałuje tych rzeczy, których się nie zrobiło, a nie tych, co się je zrobiło.
Pan jest bardzo pochopny w miłości, jak widzę. A ja lubię panów raczej cierpliwych niż pochopnych.
Wiedział nagle, że życie to jest cud, że każdy kolejny dzień spędzony w ciepłym domu z książką i herbatą to jest cud i pragnął jeszcze chociaż trochę tego cudu doświadczyć.
Ledwie nadawał się na człowieka, a co dopiero na detektywa.
My, prawdziwi rycerze starej daty, nie boimy się czasami pobrudzić sobie rąk... .
Panowie, my jesteśmy normalnie jak Avengersi!
Stojąc w windzie i słuchając uspokajającej muzyki, powtarzał w myślach dwa słowa: "Mam pracę!".
Świat zmieniał się na jego oczach już tyle razy... .
Oj, Rysiu, Rysiu, za mała twoja głowa na takie tematy. Twoja data przydatności minęła bezpowrotnie i nic już nie rozumiesz z tego, co się dzieje na świecie... .
Widzisz, kiedyś to się żyło. Polowanko, smoki, sporo ruchania, jakieś czary, no po prostu człowiek miał się czym zająć. A dzisiaj co, gówniarze to tylko komórka i komputer, nic o świecie nie wiedzą.
- Wiesz, pomyślałem, że powinniśmy sobie zrobić jakieś pasujące tatuaże - rzucił.
- Co proszę? - Ryszardowi wydawało się, że się przesłyszał.
- No tatuaże. Jakieś fajne, najlepiej takie same. Indian może, albo wilki. Coś w ten deseń.
- Bolek, ja na całym ciele nie mam takiego centymetra kwadratowego, który by nie był pomarszczony. Gdzie twoim zdaniem miałbym to sobie zrobić, ten cały tatuaż?
- Pięt nie masz pomarszczonych, na pewno.
- Tatuaż na piętach, tak, rewelacja.
Panie Rysiu, to jest jak z filmu szpiegowskiego! .... Wchodzę w to! Działamy!
To wszystko może być bardzo niebezpieczne, im mniej wiesz, tym lepiej dla ciebie.
Jesteśmy jak Batman i jego Alfred. Ja jestem Alfredem, mózgiem całej operacji, a pan to siła, mięśnie, działanie!
Weź się w garść albo oszalejesz. Trzeba wypić to piwo, którego sobie nawarzyłeś, i trzeba to zrobić zdecydowanie i szybko.
Mordo słodka! Ja o takiej akcji marzyłem, odkąd mnie z wakacji wypuścili w dziewięćdziesiątym ósmym.
- Wydaje mi się że dostałem pracę - powiedział.
- Francę? Nie żartuj sobie. Ale swędzi cię? Zapisz się na jutro do rodzinnego, to nie jest śmieszne, może to półpasiec albo coś. - Pracę! Pracę dostałem.
Więc osobiście uważam, że noszenie wąsów powinno być nakazane przez prawo. Ze każdy gówniak musi mieć wąsy co najmniej przez rok. Mężczyzna, który nigdy nie zaznał miękkiego włosiwa nad warga i nigdy nie wyczuł pod nosem okruszków ze śniadania, nie ma pojęcia, o co chodzi w życiu.
Po drodze do domu Ryszard wstąpił do sklepu Puławskiej, gdzie w nagrodę za zdobycie pracy kupił sobie coś, do czego miał słabość - zupkę błyskawiczną o smaku kurczak ostry, a oprócz tego coś, do czego miał jeszcze większą słabość, mianowicie snickersa.
Od dawna uważał, że życie całkowicie pozbawione pączków trudno właściwie nazywać życiem.
Zamykając drzwi, wyliczał w głowie swoje mocne strony: miał doskonałe kwalifikacje, był elastyczny, doświadczony, pracowity, dyspozycyjny, w zasadzie wydawał się idealnym kandydatem na to stanowisko. A jednak była jedna rzecz, która niepokoiła go w kontekście nadchodzącego spotkania. Jedna rzecz, która mogła zostać uznana za jego słabą stronę, za niedogodność, może nawet przeszkodę w zatrudnieniu. Ryszard Woźniak miał siedemdziesiąt osiem lat.
Ryszard wszedi do Carrefoura, rozważając za i przeciw, ale kiedy tylko przekroczył próg, powitał go pełen entuzjazmu okrzyk:
- Nasz heros! Nasz celebryta! Siedząca za kasą pani Lutka unosiła ręce, jakby dziękowała za coś niebiosom. Odkąd historia o wyczynach Ryszarda trafiła na łamy gazet, kobieta weszła na zupełnie nowy poziom w swojej sztuce uwodzenia.
- Temperatura od razu jakby o kilka stopni w górę, jak Boga kocham! Co u naszego twardziela, jak życie, jak zdróweczko?
Raz jeszcze przyjrzał się znalezisku. Nie, nie mogło być wątpliwości. Leżał przed nim odcięty ludzki palec.