Barney zastanawiał się, czy tylko jego uderzył fakt, że nauka, która potrafiła dokładnie wskazać na miejsce w mózgu, w którym zapala się gniew, nie zdołała jednak dotąd zidentyfikować miejsca, w którym rodzi się miłość.
Stałem tak u stóp schodków, bojąc się zapytać, od jak dawna tu siedzi; wiedziałem tylko że wyrządziłem jej straszną krzywdę.
- Jenny, przepraszam...
- Przestań - ucięła, a potem powiedziała bardzo cicho: - Kto kocha, nie potrzebuje nigdy mówić: przepraszam.
Uśmiechnęła się skromnie i wyszła na palcach z jego życia.
(...)weteranki niezliczonych rozczarowań.
Nic się nie martw, wszystko będzie dobrze, cały świat podadzą Ci na talerzu.
Już od dzisiaj, już od teraz - kochanie, zawsze będziesz stąpać po różach.
Co można powiedzieć o dwudziestopięcioletniej dziewczynie, która umarła? Że była śliczna. I piekielnie inteligentna. Że kochała Mozarta i Bacha. I Beatlesów. I mnie.
czyż małżeństwo nie polega właśnie na wzajemnej współzależności? Nie chodziło tu może o dzielenie słabości, ale o jednoczenie dwóch odrębnych sił, które razem tworzyły jeszcze większą siłę, niczym dwie belki podpierające się wzajemnie dla udźwignięcia wielkiego ciężaru.
Dlaczego myślisz o zmartwieniach innych ludzi?
Czyżbyś chciał przez to uniknąć analizy własnych uczuć?
Kto kocha, nie potrzebuje nigdy przepraszać.
To zawsze jest w tobie...za cienką zasłoną pamięci...czai się, by wypłynąć, gdy najmniej się tego spodziewasz.
Nie widzisz różnicy pomiędzy swoim rozumem a prąciem. Jest to zresztą całkiem zrozumiałe, gdyż oba te organy masz równie żałosne.
Nie jestem zachwycony tym światem panie da Costa. To zanieczyszczone, przeludnione przedmieście wszechświata.
- A dokąd chcesz jechać?
- Chyba do szpitala - odparła.
[...] zrozumiałem [...], że to koniec. Jenny wyjdzie teraz z naszego mieszkania i nigdy do niego nie wróci.
- Hej Jen...
- Tak?
- Jen... co ty na to, gdybym ci powiedział...
Zawachałem się. Czekała.
- Wydaje mi się że jestem w tobie zakochany.
Cisza.
- Powiedziałabym... że chrzanisz".
Telefon, to dość nędzny substytut. Bo w chwili gdy odkładasz słuchawkę, zostajesz z pustą ręką.
Kto nie miłuje, nie zna Boga, bo Bóg jest miłością".
Zdumiewające słońce, co? Tak jakby Bóg wrzucił do automatu błyszczącego miedziaka, by kupić nam za to niebo pełne gwiazd.
- Nie można być jednocześnie żołnierzem i człowiekiem.
Czasem zadaję sobie pytanie, co byłoby ze mną, gdyby żyła Jenny.
I odpowiadam: ja też bym żył.
[ . . .] wszyscy są wstrząśnięci zabójstwem Jacka Kennedy' ego.
[ . . . ] Nie tylko ja widziałem w nim rycerza bez skazy. Miał w sobie coś, co zmieniło atmosferę w całym kraju. Dzięki niemu poczuliśmy się dumni. Pełni zapału. I nadziei. Mieliśmy wrażenie, że w naszej historii zaczyna się nowy rozdział.
- Cieszę się. I bez obaw, przyzwyczai się pan.
- Do czego?
- Do tego, że ma pan córkę. Większość mężczyzn po cichu pragnie mieć syna.
- Nie obchodzą mnie jego powody - bronił się Yossi. - Zresztą, czy Biblia nie mówi "oko za oko"?
- TO prymitywna interpretacja i ty o tym wiesz - odparła Eva. - To tylko metafora, nie można jej brać dosłownie.
- Przegrałbyś - roześmiała się. - Wkrótce poznasz to, co najlepsze w Izraelu - armię. I to, co najgorsze - biurokrację.
Dzieci są bystrzejsze, niż nam się wydaje.
Ale Edgar Waldorf zmienił zdanie równie gładko jak biegi w rolls-roysie.
- Dla mnie to nieczysta gra.
- Sara, niczego się jeszcze nie nauczyłaś? W akademickiej grze nie ma miejsca na czystość.
Hanrahan spojrzał na zegarek.
- Robi się późno. Muszę już iść. Mam nadzieję, że mi pan wybaczy.
Rabin Luria wstał, ale ojciec Joe powstrzymał go.
- Och, jeszcze jedna sprawa, rabi.
- Tak?
Pochylając się nad szachownicą, ksiądz Hanrahan zrobił ruch laufrem, który mu pozostał, i zabrał jeden z pionków rabina. Nie było sposobu uratowania żydowskiego króla. Wówczas katolik uniósł kapelusz w geście pełnym żartobliwego szacunku i oddalił się.
. . . Ale Jan zdążył przekonać mnie przed śmiercią, że Żyd może mieszkać tylko w jednym miejscu na ziemi.
Tata spojrzał na mnie z uniesionymi brwiami i oznajmił:
- Andrew, nie wiesz, że miłość to. . . gówno?
Podłoga w zacienionym budynku zasłana była tabliczkami z nazwami wszystkich obozów zagłady. Potworny rozmiar mordu nie dawał objąć umysłem.
Ogień płonący ku wiecznej pamięci pomordowanych wydawał się żałośnie mały. A jednak promieniał niezniszczalnym blaskiem.