Jeżeli chcesz znowu upić się – wolno ci. Nawet godziłoby się. Wszak głosisz, że prawda w winie. Wszystko zaś zaiste dozwolone jest, cokolwiek ku prawdzie przybliża.
- Bo oto nawróciwszy bezsprzecznie na wiarę prawdziwą mrowie Tartarów, wraz z Tartarami zaś także Litwę i Lapończyków, więcej jeszcze: Ruś zmusiwszy do wyrzeczenia się schizmy, mógłbyś się był stać wcale miły nam.
–I jakiż wniosek końcowy z tego przedziwnego zaiste przetworzenia się śledztwa sądowego w rozprawę na tematy literackie?
– Iżeś szaleniec. Co równoznaczne jest ze sformułowaniem: tyś poeta, niewładny pisać.
Coś zasiał – wzeszło; cokolwiek wzeszło– zostało zżęte.
Zaiste tylko barbarzyńcy – pozaalpejscy, pozareńscy, pozadanubijscy – wprowadzać się mogą aż w taki stan niewielką ilością najszlachetniejszego wina.
Stanisław młynarczyk – właśnie do takiego wniosku doszedłem – nie jest tożsamy z diakonem Janem.(..) Nie będąc diakonem Janem, możecie, owszem, być Stanisławem młynarczykiem, leży równie dobrze możecie i nim nawet też nie być.
Skoro oto okazuje się, iż nie skazaliście ich – nie mogliście skazać, nie mieliście podstaw, by skazać – na śmierć, ponieważ któryś z nich był waszym ojcem – niewątpliwie skazaliście ich na śmierć za coś wręcz przeciwnego: za to, iż żaden z nich ojcem waszym nie był.
– Mogłoby przecież też – właśnie wedle waszego rozumowania – kolejne dążenie do wolności od konieczności dnia dzisiejszego przenieść papieża i z Awinionu gdzie indziej jeszcze...
– Mogłoby.
– Na przykład do Gniezna lub do Krakowa?
Chcecie dowieść, że moją Beatrycze jest tylko – zawsze była – własna moja matka, nikt poza nią. Nie wiem, na co komu zdałaby się i taka też romansu miłosnego odmiana, ale o ile czujecie potrzebę tworzenia poezji właśnie tak – twórzcie.
- Pozwoliła dwórce swej, Joannie właśnie, stać się waszą kochanką, tylko w ten sposób, by spotkaniu się z wami nadać – że się tak ze starogrecka wyrażę - charakter romansu, owszem, przecież nie rycerskiego, ale błazeńskiego. Że niby odda się wam dwórka, a wy będziecie myśleli, iż to królowa. Ale nawet dwórka wam się nie oddała. Nie iżby nie chciała ale – nie mogła. A nie mogła, bo wyście nie mogli. A nie mogliście, boście nagle sobie wyobrazili, żeście Tartar, rozdzierający przemocą dziewiczość matki waszej. Już zresztą nigdy potem nie zbliżyliście się cieleśnie do kobiety.
Kapelan naplątał któryś: miało wyjść pismo do biskupa włocławskiego, Gerwarda, a poszło do wrocławskiego, Henryka. Nie pierwszy to już raz taka właśnie zdarza się pomyłka, ale tym razem wynikły poważniejsze powikłania jakieś, więc nie dziw to, że Ojciec Święty aż w taki wpadł gniew, że zasłabł na całą resztę wczorajszego dnia.
Nie stałaś przy mnie, ulgo, gdym miażdżony był młotami przenikliwości cudzej; jakem zaś bywał nazbyt zadufany w sobie, nie krążyłaś wokół mnie, trwogo, aby - po przyjacielsku właśnie – ostrzec przed niebezpieczeństwem, zaostrzyć znów czujność przytępioną.
Wszystko, co było, było, ale tego, co było, nie będzie już. Niczego nie będzie. A zresztą może niczego i nie było.
Żadna Beatrycze nie jest nigdy niczym innym niż tylko odbiciem zwierciadlanym, czyli inaczej jeszcze: powtórzeniem matki własnej.
Tam ciebie szczodrze obdarzę – Beatrycze twoja obdarzy ciebie, dziewczynka bosa o wąskich stopach, królewna, siostra, matka – nie zmysłowości dreszczem bladym, lecz stokroć rozkoszniejszym.
- Jesteś silny, lecz mocą inną zupełnie niż ta, która rodzi się z nienawiści i mściwości...
- Z głodu sprawiedliwości, z żalu nad krzywdą.
Poucza Kościół święty pismami wielu najwyższych swych powag - między innymi papieża Grzegorza VII oraz doktora zwanego Anielskim, Tomasza Akwinata - iż żeby posłuch był bezwarunkowy, bezwarunkowo
sprawiedliwe też muszą być rządy władcy, właściciela, włodarza. Gdy okaże się natomiast niesprawiedliwym, można mu - nawet godzi się, wreszcie i musi się wprost - posłuszeństwo wypowiedzieć.
Władztwo niesprawiedliwych to tyrania bowiem; mówią zaś też same powagi teologiczne: tyranobójstwo nie jest tym samym co morderstwo, więc też nie jest grzechem śmiertelnym; może być powszednim najwyżej, jednakże w pewnych wypadkach to i w ogóle żadnym; przeciwnie, zasługą, czynem cnotliwym.
Przygarnęliśmy go, wyróżniliśmy go? Owszem, mieliśmy go za pieska - przenośnie aż do czasu, gdy ojciec pleban na twarz mu kaganiec założył - lecz czy to dosłownie, czy przenośnie, zawsze był dla nas wszystkich właśnie pieskiem, miłym, przy tym mądrym z przyrodzenia; z takim bawimy się, uczymy go sztuczek rozmaitych; gdy wesołością swą i przemyślnością zacznie nas nudzić lub nużyć, kopiemy go - a obyż wszyscy dopiero wówczas! Spodziewamy się zaś przy tym zawsze - więcej jeszcze: wymagamy - od pieska takiego, iżby zawsze tylko rękę głaszczącą pamiętał, nigdy nogi kopiącej. Jakże bardzo zdumiewamy się, gdy skopany okrutnie wielekroć, skoczy nagle ku ręce, by ją ugryźć, nie lizać...
Nie byłożby lepiej - jak dla mnie, tak też, w stopniu tysiąckroć większym, dla was - byście, rozwiązania ostatecznego świadomi, to, co sami wiecie, przede mną też dobrowolnie ujawnili? Który z was sprzeniewierzył się ślubowi czystości? Który - ślubowi posłuszeństwa? A który - ubóstwa? Kto fałszerstwa dopuścił się, kto wpadł w herezję? A inaczej jeszcze: powiedzmy, że to wy, ojcze Bernardzie, sfałszowaliście dokument, stwierdzać mający wieczyste uprawnienia nieograniczone klasztoru obrzańskiego do usług wszelakich, równie jak dochodów, młyna w Niałku? Wy, ojcze Andrzeju, uwiedliście czy też urzekli młynarzównę niałecką? Przyznajcie się, ale przyznawszy się, spróbujcie przekonać mnie, że wcale nie był czyn ten czy tamten zbrodnią. Zdołacie? - to uwolni was sąd ludowy od winy.
Owszem, możemy umrzeć - choćby i w płomieniach; chcemy przecież żyć dłużej, jako żeśmy ludzie, a każdy chce żyć człowiek możliwie najdłużej, jeżeli - a niezmiernie doniosłe jest właśnie takie: jeżeli - nie byłoby równoznaczne i dalsze jeszcze życie ze zdradzeniem Boga, czyli ze skazaniem się właśnie na wiekuiste męki piekielne.
Owszem, miałem na swym sumieniu taki właśnie grzech: chłopaczka z młyna uczyłem śpiewania nie tylko psalmów czy eucharystycznych hymnów, lecz także i pieśni miłosnych, choć nigdy - tyle i ty przyznasz, świetną mając pamięć, nieprawdaż? - żadnych, którym by się należało nieprzystojnych miano. Oto było - ale nie jest już. Wyspowiadałem się z tych win. Nie inaczej jednak - ktokolwiek bądź z nas sprzeniewierzył się kiedyś ślubom zakonnym - czy
posłuszeństwa właśnie, czy innym jeszcze - lub inaczej jakoś majestat Boży znieważył, łaskę uświęcić
władną, odzyskał, także i za wszelkie inne żałując grzechy, spowiadając się z nich, rozgrzeszenie
otrzymując. Co zaś Bóg sam poprzez moce sakramentalne Kościoła przebaczył - tyś śmiał to znów wyciągnąć przed sąd niby tu jakiś; śmiałość to grzeszna, bluźniercza, świętokradcza, a skoro taka, to
oczywiście samemu tobie tysiąckroć bardziej jeszcze niż nam zagrażająca znalezieniem się w świecie
nieskończenie olbrzymich liczb - że ci teraz zawtórują - ujemnych, czyli wiekuistych mąk pozgonnych...
My - namiestnik Chrystusowy - nie rozmawialibyśmy z tobą dłużej niż ćwierć godziny. Ale starcowi cierpiącemu na bezsenność, mistrzowi Jakubowi kadurcyjskiemu, ujdzie - spodziewam się - słabość dobierania sobie na noc trefnisiów nawet spomiędzy tchórzów, których nieodwracalność popełnionego raz głupstwa - a to głupstwa zaiste nie do uwierzenia - w śmiałków przeistacza, w zuchwalców nawet... więcej jeszcze: w świętokradców... .
- Czy mówi ci coś z kolei inne jeszcze pojęcie - to, które się kryje za słowem, właściwie za skrótem słownym: snob?
- Bałbym się sprawić zawód świątobliwości waszej jakimś poplątaniem czy przekręceniem - przecież zapytany powiem: mieszczan synowie na wszechnicach mają przy imionach swych w księgach wpisowych zaznaczone: bez szlachectwa. A wstydząc się właśnie takiego zaznaczenia - zachowują się, noszą, pieniądze wydatkują tak, by ich trudno odróżnić było od synów szlacheckich; synowie
szlacheccy zaś - kpiąc z nich - właśnie i ukuli dla takich - ze skrótu w księdze wpisów - przezwisko: snob.
Wśród pergaminów, piór, noży i atramentów są także świece, krzesiwo i hubki. Również kubły, kubki, dzbany. Pić będziesz miał co, ale jeść dostaniesz, gdy skończysz pisać, czyli wtedy - o ileś naprawdę mądry, a mądrością właśnie taką, o której rzec godziłoby się: sprawia, iżeś nie głupszy od nas - kiedy i ty też będziesz wiedział już, kto ojcem twoim był spośród tych trzech cystersów spalonych: przewielebny opat Piotr, czy Bernard, czy Andrzej? Jasne? Po minie odgaduję twojej: jasne.
- Ottokara syn, brodacz! Nie ostatni, oczywiście, Więcysław - przedostatni... I czymże się kierował mistrz Dorante Aligerus, właśnie tego z władców Polski uwieczniając tercynami swoimi?
- Tym samym kierował się, czym we wszystkich - dotyczących czyśćca - wypadkach.
- Jam to młynarzównę niałecką uwiódł - tyś synem moim z ciała i krwi. I właśnie jako ojciec twój - jeszcze jeden postrzegam spadający na mnie obowiązek, choćby i przedśmiertny już; zresztą, o ile przedśmiertny, to tym donioślejszy. W piśmie owym twoim z Pragi... pamiętasz? Szaleństwem byłoby, gdybyś się dał na tę wędkę schwytać... Ratuj się przed gniewem Bożym, nie daj się schwytać w sieć, która by cię pociągnęła aż na dno otchłani piekielnej... .
W Polsce możni wielce nie wstydzą się nigdy tego, iż
płodzą na prawo i na lewo bękartów. Nawet duchowni możni.
Kto spać ma przez wieki i wieki i wieki, a może i w ogóle nieskończenie, w ziemi nie poświęconej - jest temu chyba obojętne, czy śpi o kilka stóp pod powierzchnią ziemi, czy o stóp kilkaset, czy nawet kilka, albo i kilkanaście tysięcy - pod morza na odmianę powierzchnią?.
Pisze gdzieś święty Hieronim, że współcześnie z Cyceronem miał w Rzymie układać niezliczone wiersze bezbożne niejaki Lukrecjusz; szaleństwem miłosnym był także opętany, ale od czasu do czasu doznawał zaciemniony umysł Lukrecjusza owego przejaśnień, nieraz lata całe trwających. Ty - podejrzewam - nigdy takich przejaśnień nie doznajesz, nigdy, czyli lat już... czekaj... dwadzieścia... nie, dokładnie dwadzieścia jeden i trzy dni.
Dzieci - nawet wiejskie dzieci, dzieci biedaków - wiedzą, iż żaden największy nawet nędzarz, zdrowym będąc na umyśle, nie wyjdzie na mróz - szczególnie na polski mróz - z nogami nie obutymi lub przynajmniej nie obwiązanymi kilkoma warstwami szmat; to oczywiste: buty, gdy trwa luty.