Fotografia to nie tylko zabytki: to przede wszystkim uchwycenie chwili niezauważalnej dla innych osób, dopóki nie zostanie uwieczniona
Najnowsze artykuły
ArtykułyCzytamy w weekend. Książki Roku 2025. 20 marca 2026
LubimyCzytać251
ArtykułyZa nami Gala Książka Roku 2025 – rekordowe głosy i zwycięzcy 11. edycji Plebiscytu Lubimyczytać
LubimyCzytać1
ArtykułyOd królewskich dworów do Hollywood
LubimyCzytać2
ArtykułyCrime Story: pierwsze takie wydarzenie autorskie w Polsce
LubimyCzytać4
Popularne wyszukiwania
Polecamy
Marta Gruszczyńska

Pisze książki: literatura piękna
Urodzona: 26.10.1989
Marta Gruszczyńska autorka książki Gladiole w kategorii literatura piękna.
Skontaktuj się z Bibliotekarzami serwisu, jeśli chcesz uzupełnić opis autorki.
Skontaktuj się z Bibliotekarzami serwisu, jeśli chcesz uzupełnić opis autorki.
6,8/10średnia ocena książek autora
31 przeczytało książki autora
34 chce przeczytać książki autora
1fan autora
Zostań fanem autoraSprawdź, czy Twoi znajomi też czytają książki autora - dołącz do nas
Książki i czasopisma
- Wszystkie
- Książki
- Czasopisma
Popularne cytaty autora
Cytat dnia
Marta Gruszczyńska, Gladiole
- Marta Gruszczyńska , Gladiole
Tęcza oddaje o wiele więcej mnie niż jeden stonowany kolor - powiedziała mi któregoś dnia. - Jeśli ktoś nie akceptuje tego, jaka jestem, to ...
Tęcza oddaje o wiele więcej mnie niż jeden stonowany kolor - powiedziała mi któregoś dnia. - Jeśli ktoś nie akceptuje tego, jaka jestem, to trudno. Nie będę się przecież zmieniać tylko dlatego, żeby ten ktoś mnie bardziej szanował, prawda? Albo mnie akceptuje, taką jaka jestem, albo ... cóż.
2 osoby to lubią - Marta Gruszczyńska , Gladiole
Życie jest trudne, ale daleko trudniej jest pogodzić się ze śmiercią, zwłaszcza gdy nie chcemy jej ulec
1 osoba to lubi
Najnowsze opinie o książkach autora
Gladiole Marta Gruszczyńska 
7,5

http://www.nieperfekcyjnie.pl/2012/06/m-gruszczynska-gladiole.html
Tytułowe gladiole to przepiękne kwiaty – kruche i delikatne z zewnątrz, a zarazem silne i mogące wiele znieść. Czy takie połączenie przeciwstawnych cech należy jedynie do kwiatów? A może ludzie też potrafią tacy być? Życie bywa okrutne, potrafi obdarować człowieka wieloma nieszczęściami i problemami. Nie wybiera pomiędzy ludźmi i nie zwraca uwagi na to, komu zsyła dane trudności. Adresatami są brzydcy i ładni, bogaci i biedni, starzy i młodzi. Tych ostatnich coraz częściej dotykają poważne choroby, zabierając beztroskę i radość z życia.. Zazwyczaj młodzi ludzie mają dość dużo sił, aby poradzić sobie z wieloma trudnościami. Jednak to czasami nie wystarczy..
Wszystkie wydarzenia znajdujące się w książce kręcą się wokół mieszkającej w Uppsali, osiemnastoletniej Bernadette. Rutynowe badania wykazały, że dziewczyna ma złośliwego guza wątroby. Taka wiadomość jest czymś okropnym dla każdego człowieka, a co dopiero dla dziewczyny, która zaczyna wkraczać w dorosłe życie i powinna mieć jeszcze przed sobą wiele wspaniałych chwil. Nie ma co dziwić się, że Bern zamyka się w sobie. Próbuje maskować swoją wrażliwość i kruchość poprzez okazywanie dumy, upartości oraz wrodzonej godności. Nie pozwala na to, aby ktokolwiek litował się nad nią. Na szczęście – ma u swojego boku wspaniałych przyjaciół oraz kochającą rodzinę. Wszyscy wspierają ją, wyzwalając w sobie pokłady wrażliwości i troski, których wcześniej nawet nie podejrzewali u siebie. Bernadette zaczyna doceniać to szczególnie, kiedy do jej szpitalnej sali trafia dwunastoletnia Vanja - adoptowana przez ludzi, którzy nie odwiedzają jej i okazują brak zainteresowania, gdyż nie potrafią pogodzić się z jej chorobą. Główna bohaterka zaczyna dostrzegać,
że ogromnym szczęściem jest posiadanie przy sobie bliskich i kochających ludzi.
Jak to u nastoletniej dziewczyny bywa – pojawiają się również miłosne rozterki. Przed chorobą Bernadette przez dłuższy czas spotykała się z Dolphem, który jednak wyjechał na studia. Oczywiście, to jeszcze nie świadczy o poważniejszych problemach. A jednak.. Chłopak jest przekonany, że ukochana dziewczyna nie chce utrzymywać z nim kontaktu, gdyż od dawna nie pisze do niego. Za to Bern jest urażona tym, iż chłopak nie odzywa się do niej, a duma nie pozwala na zrobienie pierwszego kroku. Oboje czują do siebie żal i żadne z nich nie wie co tak naprawdę czuje ta druga osoba. Dolph nie wie, że Bernadette jest chora. Jednak pewna dziewczyna stara się doprowadzić do spotkania Dolpha i Bern. Czy uda jej się to? Czy ci młodzi ludzie wyjaśnią sobie wszystko i wybaczą?
A może czują w sobie ogromny żal i nie widzą żadnych szans na zgodę?
Do tego dochodzi Ben – brat przyjaciółki Bernadette, który zaczyna uświadamiać sobie, że czuje do niej coś więcej. Chce zobaczyć na czym stoi, jednak nagle stan Bern zaczyna gwałtownie pogarszać się..
Czy Ben zdąży powiedzieć dziewczynie co do niej czuje? Co będzie z Bernadette – w końcu wyjdzie z tego, czy przegra z chorobą?
Jedno jest pewne – bohaterowie tej książki uświadomią sobie, że nigdy nie ma się zbyt wiele czasu na mówienie o uczuciach, którymi darzymy innych. Warto doceniać tych ludzi, których zawsze mamy obok siebie.
Do przeczytania tej książki skłoniła mnie nie tylko interesująca tematyka, ale i ładna okładka. Poza tym, zaintrygował mnie sam tytuł – od razu chciałam wiedzieć co wspólnego mają gladiole z treścią zawartą w książce. „Gladiole” czyta się szybko i przyjemnie. Czytelnik ma okazję do zapoznania się z różnymi poglądami na pewne sprawy, ponieważ autorka powierza narrację coraz to innemu bohaterowi. Jest to powieść o miłości, dobroci, wspaniałej przyjaźni, pokonywaniu własnych lęków i słabości. Z czystym sumieniem – polecam!
---------------------------------------------------------------------------------------
opinia pochodzi z mojego bloga: http://sylwuch.blogspot.com
Gladiole Marta Gruszczyńska 
7,5

http://zakurzone-stronice.blogspot.com/2014/08/delikatna-jak-gladiole-recenzja.html
utorka tej powieści ma być u nas w klasie na spotkaniu autorskim, więc pani poprosiła mnie o przeczytanie tej książki, by później przeprowadzić z nią wywiad.
Historia, wydawałoby się, jest bardzo banalna. Osiemnastoletnia Bernadette, mieszkająca w Uppsali, ma raka wątroby. Jej przyjaciele: Lyce, Anja oraz jej chłopak Derek pomagają jej jak mogą- poświęcają Nowy Rok, organizują koncert charytatywny, podtrzymują na duchu gdy dziewczyna ma depresję. Z drugiej strony, mamy wątek byłego chłopaka i ukochanego Bern, Dolpha, który zostawił ją, ponieważ myślał, że dziewczyna już go nie kocha. Chłopak, po rozmowie z Lisą, siostrą przyjaciela, postanawia przeprosić Bern, jednak się wstydzi. Lisa, zakochana w nim, jednak pragnąca jego szczęścia, postanawia porozmawiać z którąś ze znajomych Bern. Na początku niezbyt jej się udaje, jednak później misja Lisy się udaje... Ostatnim z najważniejszych wątków w powieści jest opowieść o samotnej dziewczynce, Vanji, którą Bernadette poznaje w szpitalu. Vanja jest samotną, opuszczoną dziewczynką, której adopcyjni rodzicie z wielką chęcią oddali ją do szpitala, kiedy zachorowała na białaczkę. Z nią ma wiele wspólnego ma Dagmar, „kolorowa wolontariuszka” dobry duch wydziału onkologicznego.
Oczywiście, nie wszystko kończy się dobrze. Bernadette umiera (i Dolph nie przeprasza ją) Vanja dostaje nową rodzinę i szansę na zdrowie. Mimo że przyjaciele się załamują, są dzielni, ponieważ wiedzą, że tego chce sama Bern.
To nie jest powieść łatwa, prosta i przyjemna jak wiele książek dzisiaj. Opowiada ona o ludziach, którzy stają przed trudnymi wyborami i przed życiowymi problemami, które mogą zmienić wszystko. O ludziach zwyczajnych, nie przesłodzonych ani przerobionych na herosów. Pokazuje codzienną walkę z życiem, przeszłością, chorobą i śmiercią, obecną na kartach tej książki już od pierwszych stron. Szpital onkologiczny dla dzieci to bardzo ponury motyw, który rozświetla tylko postać kolorowej, wesołej Dagmar, która podtrzymuje wszystkich na duchu i do końca nie traci nadziei. Choć temat, jaki wybrała pisarka nie jest nowy, odkrywczy czy ciekawy, Autorka zrobiła z tego wciągającą historię, piękną i malowniczą.
Autorka zdecydowała się na bardzo ciekawy, ale także trudny do napisania chwyt. Powieść przecież jest najzwyklejszym życiem, artystycznie przelanym na papier, z niezwykłą wrażliwością i znajomością psychologicznej podszewki, co pozwala tworzy portrety pełnokrwistych, ciekawych postaci, zwykle ginących w tłumie na przedmieściach nie tylko szwedzkich miast. Starannie, z precyzją przeplata wątki, pokazuje nam sympatyczne sceny z życia codziennego, ukazując szarą rzeczywistość dorastających ludzi – ich miłości, skrywanych uczuć, cierpienia. Pokazuje, że każdemu trzeba dać drugą szansę. Mówi o rodzinie, przyjaciołach, śmierci i sensu życia, w którym smutki i radości tworzą mozaikę. Pozwala nam także poznać, co czują postacie, co opowiastkę tę zbliża do wnikliwej powieści psychologicznej.
Technika i styl, jak i tematyka, nie są łatwe. Autorka podzieliła tekst na kilkanaście rozdziałów, a te na krótkie teksty przedzielone znakiem „***” . W każdej z tych części wypowiada się inny narrator, komentując historię z innego punktu widzenia, dodając elementy, które poprzedni przegapił lub po prostu nie widział. Możemy poznać więc dokładnie, ze wszystkich możliwych stron, niemal każdą postać przedstawioną w powieści, co jest ciekawe, ponieważ problem z różnych stron wygląda zupełnie inaczej, o czym każdy szanujący siebie pisarz powinien wiedzieć. Pisarka nie pominęła także ciekawych, plastycznych opisów, nadających historii malarskości i pewnej poezji, nadającej przedstawionej prozie pewnego smaczku. Napisała także rzecz krótką, ale pełną emocji, barokową, o zmiennych klimatach. Dla niektórych ciekawą rzeczą będą zapisy rozmów z czatu Facebooka, blog Anji oraz pamiętnik Bernadette. Pozwala to naprawdę dobrze poznać bohaterów.
Książka ta jest uniwersalna. Niektóre z powieści, jakie czytałam, dotyczą problemów konkretnego kraju i czasu. Wydarzenia z tej opowieści jednak mogłyby rozgrywać się również w Ameryce, Polsce, Niemczech czy w Afryce. Kiedy zagłębiłam się w książkę, okazało się, że dziwnym sposobem traktuję opowieść jakby działa się nie w odległej Uppsali, tylko w moim miasteczku, szkole, szpitalu. Nie przeszkadzały mi nawet szwedzkie imiona bohaterów i nazwy. Widziałam świat i to mi wystarczało.
Autorka jest debiutantką, co, niestety, widać na maleńkich fragmentach powieści. Wyłapałam kilka zdań, które brzmią nieco dziwnie, wymagałyby większego dopieszczenia, może poprzestawiania niektórych słów. Czasem słowo było źle dobrane, jakoś odstawało od reszty, harmonijnej i melodyjnej, czasem pisarka nie potrafiła znaleźć synonimu bądź dodawała niepotrzebne określenia, które z powodzeniem można by zastąpić czymś innym. Jednak uogólniając, książka, jak na debiut, jest mistrzowska. Widać, że pisarka nie wydała byle czego, a powieść poprzedzana była wieloletnią praktyką, warsztat pisarski jest dojrzały, wyraźnie ukształtowany i ciekawy.
Gladiole to kwiaty, które Bernadette lubiła najbardziej, silne, mogące dużo wytrzymać, jednak kruche i piękne jak główna bohaterka, ale także jak jej przyjaciele i znajomi. Jak ludzie. Dlatego też tytuł był jak najbardziej trafny, taka wieloznaczna puenta całego utworu. Na ciekawej okładce, przedstawiającej dziewczynę w różowej bluzce z niewyraźnie zarysowaną linią ust, tytuł ten prezentuje się ciekawie i intryguje. Umieszczone w tyle drzewa nasuwają skojarzenie z czymś ważnym i ulotnym jak wiatr.
Kończąc książkę, postanowiłam ją zaliczyć do kategorii książek typu „Mały Książę” czy „Pan Wołodyjowski”, które mimo smutnego zakończenia niosą ze sobą ciepło i optymistyczne zakończenie. I choć niemal się popłakałam, rozstając się na zawsze z bohaterką, która żyła tak krótko w mojej wyobraźni zrozumiałam, że nie należy się załamywać, a ostatnie kartki, bardzo krzepiące, utwierdziły mnie w tym przekonaniu. Szkoda tylko, że tę piękną opowieść czyta się tak szybko i przy płomieniu historii można się ogrzać tylko na chwilę. Myślę jednak, że będę do opisanej przez Autorkę Szwecji powracać, by przekonywać się, że nie tylko mieszkają tam szyszkojadacze, ale także osoby delikatne i dobre. Delikatne jak gladiole.
Tytuł: „Gladiole”
Autor: Marta Gruszczyńska
Moja ocena: 7/10
(recenzja archiwalna)




























