Nie brakuje mi odpowiedzialności. Myślałem, że przyszliśmy tu walczyć, kobieto. Ale jeżeli chcesz tylko prowadzić dyskusje filozoficzne w attakcyjnym stroju, z pewnością możemy to robić gdzie indziej.
Nic się nie goi, kiedy człowiek umiera...
-Moja droga-zaczął- czy mogłabyś podać mi takiego pysznego drinka, jakiego dostał mój przyjaciel?- Wskazał Olivera, który przypomniał sobie o kubku krwi i wypił go duszkiem. (str. 63)
-Nie jesteś wściekły?-spytała wreszcie, czy też raczej z trudem wykrztusiła.
-Wściekły?-Nawet nie uniósł głowy-Wściekać to się można wtedy, kiedy ktoś ci na drodze pokaże środkowy palec(...).
-Przez przyjaciół w Morganville można zginąć.
-Nie.-Eve położyła bladą dłoń na jego kolanie.-Shane, kochany w Morganville przyjaciele to jedyne, co może cię utrzymać przy życiu.
(...) Czuła się trochę tak, jakby traciła samą siebie, chociaż to przecież niemądre wrażenie. Przecież człowiek nie jest swoim wyglądem. Nie jest tym, jak wygląda.
A przynajmniej zawsze w to wierzyła.
- To nic osobistego - powiedział napastnik. - Jesteśmy po prostu śmiertelnie głodni, skarbie. A wy jesteście tacy soczyści.
- Uch - skrzywiła się Eve. - Czy ktoś ci już mówił, że śmierdzisz cmentarzem ?
Są trzy ważne zasady, których musicie przestrzegać, by dobrze się czuć w naszym spokojnym mieście:
* Nie przekraczajcie dozwolonej prędkości.
* Nie rzucajcie śmieci na ulicę.
* Cokolwiek robicie, starajcie się nie drażnić wampirów.
Shane najwyraźniej uznał, że kolor może być zaraźliwy, więc wybrał żółty fotel, który był odrobinę bardziej męski, i spróbował strząsnąć Channinga. Skończyło się entuzjastyczną kopulacją pieska z jego nogą.
- powiedzmy to sobie jasno - odezwała się Eve. - Mój mąż, były wampir,właśnie wyleczył twojego chłopaka z wilkołactwa za pomocą własnej krwi.
- Mniej więcej dokładnie. - Claire omal nie parsknęła śmiechem. - Jak to w Morganville.
[...] chociaż świat nadal wirował wokół swojej własnej osi, chociaż nic nigdy nie mogło być idealne takie jak powinno być, a wampiry pewnie nie dotrzymają wszystkich swoich obietnic,a ludzie okażą się wredni i, mściwi i pełni morderczych instynktów...
- Bracie, nie lubię twojej grupy krwi.
- No i znów zostałem odrzucony.
Biblioteka zaopatrywała ciemny lud w mądrość wieków i powstrzymywała ludzkość przed pogrążeniem się w mrokach ignorancji, strachu i przesądów. Ale to jeszcze nie znaczyło, że ma czyste ręce.
Broń nikomu nie zapewnia ochrony. Ona tylko wyrównuje szanse.
Myslę sobie, że jest jakoś powód, dla którego akcja horrorów tak często jest osadzana w lesie. Ma w sobie prymitywną, ponurą siłę, która sprawie, że człowiek czuje się mały i bezbronny. Ludzie, którzy potrafią w nim przetrwać, są naprawdę silni.
Mel zaraził mnie niczym wirus, a ja w glębi duszy czuję tę przyprawiającą o mdłości pewność, że już nigdy do końca nie wyzdrowieję.
Któregoś dnia to cię zniszczy. Trzeba wiedzieć, kiedy sobie odpuścić. To sztuka, którą najstarsi z nas musieli opanować, wciąż jej się ucząc od nowa.
Nie chcę wymówić na głos jego imienia. To tak jak z wywoływaniem wilka z lasu. Boję się, zę się zjawi.
Biblioteka istnieje dlatego, że korzysta z niej każdy naród świata, a ona żadnego nie faworyzuje i od nikogo nie zależy. Długo trwało, zanim udało nam się uwolnić od tyranii polityków, królów i duchownych, wiele czasu zajęło zgromadzenie majątku i sił wystarczających do obrony tego, co mamy.
... Świat nie jest sprawiedliwy ani dobry i twoja silna wola nie jest w stanie tego zmienić. - Amelie bardzo cicho westchnęła. - Jest to lekcja, której nauczyłam się bardzo, bardzo dawno temu, kiedy oceany były jeszcze młode, a piasek był jeszcze skałą. Jestem stara moje dziecko. Starsza niż kiedykolwiek mogłabyś pojąć. Tak stara, że bawię się cudzymi istnieniami, jak pionkami na planszy do gry. Wolałabym, żeby tak nie było, ale nie zdołam zmienić tego, kim jestem. Ani też zmienić świata.
Oto podsumowanie dzisiejszej lekcji: szmuglerzy drążą Bibliotekę powoli, jak termity drewno, ale wy nie możecie tracić czujności i omijać wzrokiem Podpalaczy. Niektórzy z was pochodzą z krajów przegniłych od buntu, inni z nietkniętych rewoltą. To nie ma znaczenia. Nadrzędnym zadaniem Bibliotekarza jest ochrona książek i walka o nie. Czasem trzeba za nie zginąć. Albo doprowadzić do tego, że zginie ktoś inny.
Jemu się wydaje, że jest gorętszy niż powierzchnia słońca.
Kawałek dalej na ulicy zauważył charakterystyczny punkt: lśniącą kopułę Serapejonu św. Pawła, siedziby Wielkiej Biblioteki Londyńskiej, jednej z największych siostrzanych bibliotek w Europie. Wyglądała pięknie i złowrogo, więc odwrócił wzrok i przysiągł sobie, że już nigdy, przenigdy więcej nie pójdzie tą drogą.
- Zazdrosna?
- Być może.
- Bez powodu. Wolę, kiedy moja kobieta ma puls. – Wziął ją za rękę. - O proszę, ty masz tętno.
- Shane, ja nie żartuję.
- Ja też nie. - Podszedł bliżej. - Żadna wampirzyca nie stanie między nami. Wierzysz mi?
Broń nie daje ochrony, jedynie wyrównuje szanse.
[...]
Jemy niewiele rozmawiając, a każdy kęs wydaje się kawałkiem miłości mojego taty.
[...]
Strach potrafi być silny, kiedy trzeba z nim walczyć samotnie.
[...]
Biuro detektywistyczne, dla którego pracuję w większości zdalnie, często zajmuje się sprawami korporacyjnymi, prześwietlając potencjalnych kandydatów na stanowiska dyrektorskie. Wciąż mnie zaskakuje, jak wielu spośród nich, ostatecznie, okazuje się podłymi ludźmi. To trochę tak, jakby wspinanie się na najwyższe szczeble kariery, wymagało bycia socjopatą. Kto mógłby się spodziewać? A skoro mają dość pieniędzy i władzy, rzadko stawiają czoła realnym konsekwencjom za zrujnowanie innym życia.
[...]
Muszę przypominać sobie, nie tylko o moich sukcesach, ale również o porażkach. Dzięki nim uczę się myśleć o podejmowaniu ryzyka, bo nie tylko ja ryzykuję.
-Już o tym rozmawialiśmy - syknęła.- Możesz być cholernie seksowny i seksownie cholerny, ale nie będziesz mi mówił, co mam robić. Jasne?