Najnowsze artykuły
ArtykułyCzytamy w weekend. 27 marca 2026
LubimyCzytać401
ArtykułyPrzeczytaj fragment książki „Zbrodnia w rezydencji“
LubimyCzytać1
ArtykułyTylko że życie nie zna słowa „kiedyś”. Życie zna tylko „teraz” - Gabriela Gargaś radzi
LubimyCzytać3
ArtykułyJak czytać Harry’ego Hole? Kolejność książek Jo Nesbø i dlaczego warto zacząć dziś
Iza Sadowska11
Popularne wyszukiwania
Polecamy
Michael Marcus Thurner

Pisze książki: fantasy, science fiction, czasopisma
Urodzony: 12.05.1963
Michael Marcus Thurner (ur. 1963) – studiował anglistykę, geografię i historię. W 2002 rozpoczął współpracę z Pabel-Moewig, pisząc powieści zeszytowe serii Atlan, a od 2005 roku również serii Perry Rhodana. W wydawnictwie Bastei od 2003 roku regularnie ukazują się jego książki z serii Maddrax. W 2009 roku powstała „Podróż Turila”, jego najlepsza, jak do tej pory powieść.
5,7/10średnia ocena książek autora
95 przeczytało książki autora
67 chce przeczytać książki autora
1fan autora
Zostań fanem autoraSprawdź, czy Twoi znajomi też czytają książki autora - dołącz do nas
Książki i czasopisma
Najnowsze opinie o książkach autora
Podróż Turila Michael Marcus Thurner 
5,7

Nie jestem wprawdzie „znawcą literatury s-f” (czytuję od czasu do czasu i nie śledzę całości) więc nie wiem na ile moja opinia jest miarodajna, jednak mam wrażenie że coraz częściej trafiają się książki ładnie wydane, ciekawie zareklamowane, ale w sumie – „takie sobie” – tak jak „Podróż Turila”.
Mogłaby to być niezła książka, bo jeden z głównych pomysłów, czyli przemierzająca galaktykę para - grabarz Turil (chyba raczej należałoby go nazwać rytualnym zabójcą do wynajęcia a nie grabarzem, ale niech będzie i ten „grabarz”…) i jego statek będący maszyną wyposażoną w sztuczną inteligencje dorównującą Turilowi oraz ich skomplikowane relacje, czyli ciągła walka o to kto jest panem a kto sługą wygląda naprawdę ciekawie. Jest i rozwinięcie pomysłu, czyli cały „cech grabarzy” z ich statkami, rekwizytami, organizacją, kodeksem i rewirami działania, dziedzicznym przekazywaniem zawodu (i problemów) z pokolenia na pokolenie i tak dalej… Mogło być naprawdę interesująco, ten wątek spokojnie obroniłby się sam.
Niestety – pomysł został „zarżnięty” wskutek zupełnie niepotrzebnego doczepienia do niego stu innych takich jak: kosmiczna rasa niosąca śmierć i zniszczenie, galaktyczna organizacja typu ONZ, teleportacje, zapisywanie świadomości istot na sztucznych nośnikach, rekonstrukcja organizmów, tworzenie istot z kilkoma osobowościami w jednym ciele, ………., można by tak naprawdę długo. Co więcej – akcja powieści toczy się „gdzieś w kosmosie”, ale w takim regionie, w którym aż roi się od różnych cywilizacji: humanoidalnych, robotów, inteligentnych drzew, owadów i Bóg wie czego jeszcze; menażeria którą można obejrzeć w „Gwiezdnych Wojnach” to „pikuś” w porównaniu z tym co opisano w „Podróży Turila”. Ale - mimo gigantycznych różnic – wszyscy mogą się ze sobą porozumieć i są mniej-więcej na podobnym poziomie technologicznym :) Ja rozumiem że to fantastyka, różne zabiegi są dozwolone, ale – jak to mówią – „za dużo i świnia nie zje”, więc w tym wypadku wspomniany nadmiar koncepcji nie pomaga, lecz męczy. Szczególnie w sytuacji, gdy większość z nich potraktowana jest jako ozdobniki, często nie łączące się z resztą w jedną spójną i logiczną całość.
Dobrnąłem do końca, ale bez zachwytu. Niestety – do poziomu „Dzienników gwiazdowych” Lema czy „Autostopem przez galaktykę” Adamsa dużo brakuje, szczególnie pod względem przemyślenia całości i poczucia humoru (a w końcu te książki – podobnie jak „Podróż Turila” – również opisują kosmos naszpikowany rozmaitymi bytami, tyle że robią to „z przymrużeniem oka”).
Podróż Turila Michael Marcus Thurner 
5,7

„Kosmicznym karawanem na ratunek wszechświata!” - to hasło z tylnej okładki zupełne mnie zmyliło. Spodziewałam się pełnej gagów historii grabarza, który rusza w podróż, aby uratować galaktykę przed jakimiś kosmicznym zbirami. Ku mojej radości „Podróż Turila" okazała się opowieścią o ratowaniu przede wszystkim swojej wolności i prawa do samostanowienia.
Akcja powieści dzieje się w Łysym Worze, części wszechświata podobnej do odseparowanego od reszty kosmosu balona, która mieści w sobie kilkadziesiąt tysięcy światów, zasiedlonych przez niemal tyle samo narodów o różnorodnych kształtach, formach komunikacji, kulturze a nawet poziomie rozwoju. Bogactwo istot wynika tak z zaawansowania technicznego, jak i jest skutkiem stosowania inżynierii genetycznej oraz zachodzenia zwykłej ewolucji. To niezwykle urozmaicone tło opowiadanej historii autor świetnie zobrazował ukazując je czytelnikowi tak z perspektywy Turila, jak i epizodycznych bohaterów, będących przedstawicielami poszczególnych narodów.
Tytułowy Turil należy do kosmicznych grabarzy, zwanych także tanatologami, którzy przemierzają Łysy Wór na obdarzonych świadomością statkach-sferach, świadcząc usługi polegające głównie na ceremonialnym uśmiercaniu możnych za odpowiednią zapłatą. Wykonywanie przez Turila zlecenia na Domiendramie przerywa atak Kitarów - istot, o których niewiele wiadomo, a które od pewnego czasu prowadzą tajemnicze poszukiwania, doszczętnie niszcząc na swojej drodze kolejne światy. Korzystając z zyskanego czasu Turil postanawia rozgryźć ich tajemnicę, przypominając sobie usłyszaną poprzedniego dnia od starej SI przepowiednię, że będzie zmuszony do podejmowania decyzji, które mogą unicestwić całe narody. Problem Kitarów stara się rozwiązać także Kix Karambui, savio-robot będący sekretarzem ARMIDORNU (organizacji skupiającej ludy Łysego Woru),wykorzystujący rosnące zagrożenie dla wzmocnienia własnej pozycji.
Podobała mi się kreacja bohaterów w tej powieści - zostali wyraźnie zarysowani, a ich prawdziwe motywacje nierzadko długo były ukryte, trzymając mnie w napięciu co do kolejnych ich posunięć. Sam Turil jest bohaterem wielopłaszczyznowym, o wielu sekretach, odkrywanych przez czytelnika w zasadzie niemal do końca książki. Jest on inny od reszty tanatologów - chce więcej czuć, rozumieć i decydować. Coraz bardziej skonfliktowany z GELFAREM - swoim statkiem kosmicznym, który poprzez skomplikowany system powiązań próbuje przejąć nad nim kontrolę, Turil zmaga się ze swoją przeszłością (bardzo dobrze przedstawiona trudna relacja z ojcem) i walczy o zależną od siebie przyszłość. Wątek walki głównego bohatera o samostanowienie i niezależność od systemu narzuconego przez tanatologów oraz od ograniczeń nałożonych przez jego samoświadomy statek kosmiczny uważam zresztą za najciekawszy w całej historii.
Było to moje pierwsze spotkanie z literaturą science-fiction i początkowo nieco mnie przytłaczała ta różnorodność form życia oraz stopień zaawansowania techniki. Całe szczęście Thurner pisze obrazowo, a przybliżając czytelnikowi poszczególne światy, gatunki i zdobycze technologii stosuje niewiele naukowej terminologii. Spotkałam się z opiniami, że pierwsza część książki jest nudna – ja na tempo akcji nie narzekałam, ale mogło to być wynikiem skupienia się na poznawaniu obcych mi koncepcji stworzonego przez autora uniwersum. Spójna fabuła, liczne zwroty akcji, niezwykle ciekawe i zróżnicowane światy, dynamiczny główny bohater oraz zaskakujące zakończenie sprawiły, że „Podróż Turila” zapewniła mi nie tylko kilkanaście godzin naprawdę wciągającej lektury, ale i otworzyła przede mną nieznany mi wcześniej świat literatury s-fi, wzbudzając ochotę na więcej.





























