cytaty z książek autora "Virginie Despentes"
Dopiero gdy zaczynamy się starzeć, uświadamiamy sobie, że wyrażenie "kurwa, jak ten czas szybko leci" najlepiej oddaje istotę tego zjawiska.
Życie często rozgrywa się w dwóch setach: najpierw cię usypia, dając ci złudzenie, że nad wszystkim panujesz, a w drugiej części meczu, gdy widzi, że jesteś już rozluźniony i bezbronny, przypuszcza kolejny atak i niszczy cię do szczętu.
Vernon widział dziesiątki klientów cierpiących na słowotok, ludzi, którzy muszą podtrzymywać rozmowę, nie przerywając jej ani na chwilę, żeby odsunąć od siebie myśli tak zatrważające, że mogłyby ich unicestwić, doszczętnie.
W pewnym wieku nie możemy się już rozłączyć ze zmarłymi, pozostajemy w ich czasie, w ich towarzystwie.
Kobiety mają za sobą tę samą historię, co mężczyźni, a do tego osobne dzieje swojego własnego uciemiężenia.
Dzieje przerażającej przemocy.
Dlatego proponuję: pierdolcie się wszyscy z waszym poczuciem wyższości; z waszymi małpimi pokazami udawanej siły, gwarantowanej przez stojącą za plecami grupę; z waszymi atakami protekcjonalności i z waszym manipulowaniem ofiarami, dla których emancypacja rzekomo miałaby być trudna do zniesienia! Trudne do zniesienia jest bycie kobietą i cierpienie waszej głupoty. Zaś korzyści, jakie czerpiecie z dławienia nas też w końcu okazują się pułapką. Broniąc waszych samczych przywilejów, jesteście jak ci służący z wielkich rezydencji, którzy mają się za ich właścicieli...Jak aroganckie sługusy.
Vernon zatrzymał się w poprzednim stuleciu, gdy ludzie jeszcze się upierali, że lepiej jest być
niż mieć. I nie zawsze była to hipokryzja.
Kobiety zmieniają się stopniowo wraz z wiekiem. Starają się zrozumieć, co im się przydarza. Mężczyźni tkwią w miejscu, heroicznie, a potem od razu się poddają.
Mieć władzę znaczy zachować uśmiech, gdy potężniejsi od nas nami poniewierają.
Gdyby tylko mógł zgasnąć, ot tak, w ciągu godziny – wyobraża sobie płomień świeczki który
migoce potem słabnie i czarny knot, czerwony punkcik a potem już nic. Lecz nie umiera się z rozpaczy, w każdym razie nie tak łatwo.
Po czterdziestce wszyscy przypominają zbombardowane miasto.
Czegoż to sobie nie wymyślamy, gdy nie chcemy przyjąć do wiadomości, że osoba, która się nam podoba, jest zwyczajnym śmieciem. Jesteśmy w stanie wmówić sobie dowolną bzdurę, żeby nie tracić wiary w dobre zakończenie. To nigdy nic nie daje. Ktoś, kto nas zawodzi, z pewnością miał już wiele okazji, by się zmienić, ale nie ma najmniejszego zamiaru tego robić.
(…) około trzydziestki wszystko zaczyna tracić blask, czy ma się marną pracę, czy jest się megagwiazdą, dla nikogo sytuacja nie zmienia się na lepsze. Różnica polega na tym, że ci, którzy nie
wsiadają do pociągu sukcesu, nie dostają w zamian żadnej rekompensaty. To, że młodość się oddala, nie oznacza, że pojadą pierwszą klasą w podróż dookoła świata, będą pieprzyli najpiękniejsze dziewczyny, będą mieli superdilerów albo zaczną kupować harleye.
(…) rzecz jasna, wszyscy są z lewicy... tyle że to im przejdzie. Każdy chce być jak najbliżej żłobu, to proste. Teraz, gdy rozumieją, że wkrótce dotacje będzie przyznawała skrajna prawica, mogę się z tobą założyć o wszystko, że zmienią ton – cała ta klika zmienia front ot tak... daj im cztery albo pięć lat,
a ci sami, którzy pitolą o biednych imigrantach, wysmażą ci arcydzieła o żydowskich bankierach, romskich złodziejach i zachłannej Rosji... Poradzą sobie, nie mam żadnych wątpliwości...
Zgasł. Jest widzem, pasażerem na gapę w swoim własnym ciele, zbiegiem. Bo to się w końcu stało: pochłonęła go pustka.
Im wyżej się pniemy, tym więcej kosztują nas ustępstwa.
Jestem drzewem o nagich gałęziach poniewieranych przez deszcz.
To, że laska jest już niemłoda i brzydka, wcale nie znaczy, że jest mniej upierdliwa i wymagająca niż dwudziestoletnia fruzia.
Teraz wszystko jest już gotowe, by ludzie, którzy nie mają niczego, zaczęli zabijać ludzi mających jeszcze mniej, zachęcani do tego przez zachwycone elity: śmiało, durni nędzarze, pozabijajcie się nawzajem. Gospodarka nie potrzebuje już części populacji. To nie są już nawet biedni ludzie pracy – to ludzie bezużyteczni. ( s. 77).
Ich głupstw też miał już dosyć. Tych ultranacjonalistycznych debili, z których większość nie była zdolna napisać trzech linijek komentarza w necie, nie robiąc czterdziestu błędów ortograficznych. Kochasz swój kraj, naucz się jego języka albo się nie wychylaj. (s. 290).
Przy każdej kresce musimy myśleć o tym, że wciągamy do nosa cały narkobiznes, kapitalizm w jego najgorszym wydaniu, wciągamy nosem ciała chłopów, których należy utrzymywać w nędzy, by nie podnieśli cen, wciągamy nosem kartele i policję, oddziały najemników, bestialstwa gwatemalskich szwadronów śmierci i prostytucję, która się z tym wiąże... Ci goście obcinają głowy piłami tarczowymi. To pieniądze z kokainy uratowały banki, cały system służy wyłącznie do prania tych pieniędzy.
Wszystko się zmieniło. W naszych czasach, gdy ktoś chciał wkurzyć ludzi, grał w pornosach, ale dzisiaj wystarczy włożyć hidżab.