rozwińzwiń

Rowerem i pieszo przez Czarny Ląd. Listy z podróży afrykańskiej z lat 1931-1936

Okładka książki Rowerem i pieszo przez Czarny Ląd. Listy z podróży afrykańskiej z lat 1931-1936 autorstwa Kazimierz Nowak
Okładka książki Rowerem i pieszo przez Czarny Ląd. Listy z podróży afrykańskiej z lat 1931-1936 autorstwa Kazimierz Nowak
Kazimierz Nowak Wydawnictwo: Aleksandria literatura podróżnicza
Kategoria:
literatura podróżnicza
Format:
audiobook
Data wydania:
2017-05-25
Data 1. wyd. pol.:
2017-05-25
Język:
polski
ISBN:
9788394787608
Długość:
17 godzin 53 minuty
Lektor:
Grzegorz Damięcki
„Przejęty jestem lekturą książki Kazimierza Nowaka "Rowerem i pieszo przez Czarny Ląd".
To zupełnie niezwykła książka ze względu na treść i osobę autora, zasługująca na dużo większą uwagę i szerszy oddźwięk. Rewelacyjna to rzecz, którą włączam jako stałą pozycję do swoich wykładów, rozmów, refleksji na temat reportażu zagranicznego; oby zajęła ona stałe miejsce na listach klasyki polskiego reportażu - czego zresztą jestem od tego momentu sam gorącym zwolennikiem...” Ryszard Kapuściński.

Samotnie, bez pieniędzy, ale za to z niezłomnym charakterem i wielką determinacją, dzięki którym udaje mu się przebyć trasę wzdłuż całej Afryki z północy na południe, a następnie inną drogą – z południa na północ wyrusza Kazimierz Nowak , autor niniejszej opowieści, która niczym bajka odsłania przed nami cudowną krainę odległą tak w przestrzeni, jak i w czasie - Afrykę lat trzydziestych XX wieku...
Średnia ocen
8,0 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Rowerem i pieszo przez Czarny Ląd. Listy z podróży afrykańskiej z lat 1931-1936 w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Rowerem i pieszo przez Czarny Ląd. Listy z podróży afrykańskiej z lat 1931-1936



1440 30

Oceny książki Rowerem i pieszo przez Czarny Ląd. Listy z podróży afrykańskiej z lat 1931-1936

Średnia ocen
8,0 / 10
31 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Rowerem i pieszo przez Czarny Ląd. Listy z podróży afrykańskiej z lat 1931-1936

avatar
365
265

Na półkach:

Rowerem przez Czarny Ląd długo zwlekałem z jej przeczytaniem, bo obawiałem się słabego języka – zupełnie niepotrzebnie. Autor całkiem dobrze sobie radzi i książkę czyta się (lub słucha) bez trudu, mimo że od jego wyczynu minęło prawie 100 lat, a sama wyprawa nadal wydaje się czymś abstrakcyjnym.
Zadziwia mnie światły i współczesny sposób myślenia autora, który potępia kolonializm, szowinizm, wyzysk kobiet i wywyższanie rasy białej nad czarną. Dzięki pasji do roweru i zbieżności światopoglądów stał mi się bliski.
Mam wrażenie, że oceny Kazika są dobrze wyważone i prawdziwe. Oczywiście widać pewne różnice wynikające z tych stu lat, ale tym bardziej uderza uniwersalność jego myśli – wiele z nich pozostaje aktualnych do dziś.

Rowerem przez Czarny Ląd długo zwlekałem z jej przeczytaniem, bo obawiałem się słabego języka – zupełnie niepotrzebnie. Autor całkiem dobrze sobie radzi i książkę czyta się (lub słucha) bez trudu, mimo że od jego wyczynu minęło prawie 100 lat, a sama wyprawa nadal wydaje się czymś abstrakcyjnym.
Zadziwia mnie światły i współczesny sposób myślenia autora, który potępia...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
152
142

Na półkach:

Co za wyczerpująca wyprawa. Wyczyn godny podziwu i trochę przerażający.
Na pewno Kazimierz Nowak był samotnikiem i trochę dziwakiem, ale dokonał wiele. W imię czego? Sam sobie wyznaczył cel, z ciekawości świata, pokonania nieznanego, poznania Afryki i siebie samego. Długo był sam ze sobą. Jego spostrzeżenia są całkiem dzisiejsze, te o kolonializmie i globalizacji. Niesamowite. Trochę szkoda, że częściej nie dał się uwieść wygodom, nie pozwalał sobie na odpoczynek.
Podróż była mordercza. Pod koniec czuć już wielkie zmęczenie, zgorzknienie i niecierpliwość autora. Już parł do domu.
Książka słuchana. Trochę taka poszatkowana i brakuje pomysłu na spięcie całości. Zebrał, opracował i wstępem opatrzył Łukasz Wierzbicki. Sam Nowak jej nie zdążył napisać i wydać, nie wybrał swoich tekstów i nie zredagował. Dlatego musiała powstać z tego, co już było. Wielkie ukłony dla Łukasza Wierzbickiego za jego wkład i popularyzację.
Tak sobie myślę, że człowiek, który odbywa tak niezwykłą wyprawę, już nigdy by nie zagrzał miejsca. Gdyby nie jego przedwczesna śmierć, wędrowałby po świecie.
Gdyby miał taki dryg do gawędy jak Tony Halik, byłby bardzo uznany i sławny. Kiedy wysłuchałam końcowy komentarz, zrobiło się smutno, ale też wzruszająco. Nowak wrócił wyczerpany, tak samo biedny jak wyruszył. Miał serie spotkań i pokazów. Był zmęczony i chory. Po roku zmarł.

Mam nadzieję, że ten niepozorny podróżnik zdobędzie większą uwagę i sławę.

Co za wyczerpująca wyprawa. Wyczyn godny podziwu i trochę przerażający.
Na pewno Kazimierz Nowak był samotnikiem i trochę dziwakiem, ale dokonał wiele. W imię czego? Sam sobie wyznaczył cel, z ciekawości świata, pokonania nieznanego, poznania Afryki i siebie samego. Długo był sam ze sobą. Jego spostrzeżenia są całkiem dzisiejsze, te o kolonializmie i globalizacji....

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
217
31

Na półkach: , , ,

Pocztówka nie tylko z innego kontynentu, ale biorąc pod uwagę kontekst czasowy i społeczny, wręcz z innego świata.

Podobała mi się duża wrażliwość dotycząca skali błędów kolonialnych. Grzeszków, wypaczeń i zbrodni. Może jest niezwykła, biorąc pod uwagę kiedy była pisana, ale na pewno nawet jak na tamte czasy, bardzo trafna. Pokazuje to moim zdaniem, że osoby dysponujące odpowiednią wiedzą i wrażliwością dostrzegą niesprawiedliwości i patologie wokół nich nawet, gdy oficjalna narracja podłapie temat dopiero po latach.

Bardzo cenię negatywną reakcję p. Kazimierza na grabież surowców, w tym szczególną uwagę poświęconą zwierzętom, i zalanie w zamian Afryki tandetą, a także ogłupianie miejscowych.

W książce wybrzmiewają myśli w charakterze przestrogi przed globalizacją i homogenizacją kultur.

Treść także dobrze oddaje trud takiej podróży. Momenty dobre, straszne, smutne. Ciekawe wydaje mi się, że autor był w swojej wyprawie pewnego rodzaju wyrzutkiem, traktowanym zarówno przez białych kolonizatorów, jak i czarnych tubylców jako dziwadło. Przez pierwszych z uprzejmą pobłażliwością, przez drugich z obawą lub wrogością. Najlepiej dogadywał się z osobami, które tak jak on były mieszanką różnych profili i żyły na pograniczu światów.

Piękne są tu opisy otoczenia i ludzi. Język jest obrazowy, ale nie nazbyt poetycki i kwiecisty.

Słuchałam audiobooka, który był dobrze przeczytany przez Grzegorza Damięckiego. Do tego świetnie dobrana muzyka i efekty dźwiękowe.

Pocztówka nie tylko z innego kontynentu, ale biorąc pod uwagę kontekst czasowy i społeczny, wręcz z innego świata.

Podobała mi się duża wrażliwość dotycząca skali błędów kolonialnych. Grzeszków, wypaczeń i zbrodni. Może jest niezwykła, biorąc pod uwagę kiedy była pisana, ale na pewno nawet jak na tamte czasy, bardzo trafna. Pokazuje to moim zdaniem, że osoby dysponujące...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

2956 użytkowników ma tytuł Rowerem i pieszo przez Czarny Ląd. Listy z podróży afrykańskiej z lat 1931-1936 na półkach głównych
  • 1 492
  • 1 394
  • 70
499 użytkowników ma tytuł Rowerem i pieszo przez Czarny Ląd. Listy z podróży afrykańskiej z lat 1931-1936 na półkach dodatkowych
  • 318
  • 64
  • 31
  • 25
  • 22
  • 21
  • 18

Inne książki autora

Kazimierz Nowak
Kazimierz Nowak
Polski podróżnik.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Dom żółwia. Zanzibar Małgorzata Szejnert
Dom żółwia. Zanzibar
Małgorzata Szejnert
(2011) Ludzie i domy Zanzibaru. Zamysł autorki (1936) był taki, aby opowiedzieć historię wyspy poprzez życiorysy osób związanych z Zanzibarem: tych, którzy tam przyszli na świat lub spędzili pokaźną część swojego życia – zawodowego i prywatnego – a także tych, dla których wyspa była główną bazą wypadową lub zaledwie jednym z odwiedzanych portów*. Przypomina duże nazwiska, które zapisały się w historii Afryki i świata, a jednocześnie ratuje od zapomnienia te mniejsze, żywe już pośród nielicznych, głównie podstarzałych krewnych, sąsiadów i lokalnych specjalistów. Przeplatają się wzajemnie, niekiedy w swych losach oddalając terytorialnie od tytułowej wyspy, zwłaszcza na początku książki (ze Stanleyem zawędrujemy aż do Konga, z Livingstone’em będziemy podróżować wzdłuż Zambezi). Dopiero od krwawej rewolucji roku ‘64, bardziej zdecydowanie trzymamy się Zanzibaru, i tok wydarzeń sprawia wrażenie istotniejszego niż losy poszczególnych bohaterów. Typowo reporterski patent opowieści o historii i przemianach politycznych poprzez skupienie na losach wybranych bohaterów, z różnych warstw społecznych, nie został tu w pełni prawidłowo wykorzystany, bo autorka skupią się również na żywotach prowadzonych poza Zanzibarem, z marginalnym związkiem z samą wyspą, w których włości sułtana znikają daleko za horyzontem... Butny Stanley i dr Livingstone to ciekawe postacie, ale pod kątem konstrukcyjnym, autorka poświęca im zbyt wiele miejsca – tak jakby była to książka na inny temat (o początkach europejskiej kolonizacji i zapełnianiu ostatnich białych plam, w środkowej i wschodniej Afryce). Opowieść rozpoczyna się stosunkowo późno, kiedy Zanzibar jest już terytorium zależnym od Omanu (tj. po 1698 r.),a kończy w roku 2010 (jak można się domyślać, w czasie ostatniej wizyty reporterki). Brakuje wprowadzenia historycznego**, kilku zdań na temat pierwotnych mieszkańców, perskiej i arabskiej kolonizacji***. Wystarczyłaby jedna strona, albo dłuższe zdanie. ______________________ * Ośrodkiem handlu niewolnikami, skąd płynęli dalej do krajów arabskich, lub trafiali na lokalne plantacje goździków. ** Krótka historia Zanzibaru: https://pl.wikipedia.org/wiki/Zanzibar_(autonomia)#cite_note-PWN-1; https://pl.wikipedia.org/wiki/Zanzibar_(wyspa) *** Gdyby tego nie pominięto, nazwa Partii Afroszyrazyjskiej (Afro-Shirazi Party),która nieprzypadkowo zawiera w sobie znajomo brzmiącą nazwę perskiego miasta, byłaby bardziej zrozumiała dla przeciętnego odbiorcy. (Odwołanie do perskiego osadnictwa pojawia się tylko raz, przy okazji opisu ruin, identyfikowanych jako pozostałość po ludności irańskiej). Skoro ruch polityczny obrał sobie taką nazwę, musi się to w jakiś sposób przekładać na autoidentyfikację części czarnych Zanzibarczyków, być elementem pewnej narracji tożsamościowej, a zatem czymś istotnym, o czym warto by napisać. Niestety temat jest niepodjęty. „The Afro-Shirazi Party (ASP) was an African nationalist and socialist Zanzibari political party formed between the mostly Shirazi Shiraz Party and the mostly African Afro Party” (https://en.wikipedia.org/wiki/Afro-Shirazi_Party). O Szirazyjczykach (Mbwera): „Modern academics reject the authenticity of the primarily Iranian origin claim, although recent genetic evidence points towards noticeable Iranian admixture. They point to the relative rarity of Iranian customs and speech, lack of documentary evidence of Shia Islam in the Muslim literature on the Swahili Coast, and instead a historic abundance of Sunni Arab-related evidence. The documentary evidence, like the archaeological, »for early Persian settlement is likewise completely lacking«”(https://en.wikipedia.org/wiki/Shirazi_people). • Językowo: 8/10 – czyta się naprawdę dobrze. Pod kątem informacyjnym: 7/10 – ciekawa. W oparciu o lekturę, można zyskać podstawy niezbędne do zrozumienia lokalnej historii i powiązania z procederem niewolnictwa (nawet pomimo braków, przemilczenia okresu sprzed arabskiej kolonizacji, oraz tego, jak ta przebiegała na przestrzeni stuleci). Napisanie książki wymagało zapoznania się z dużą ilością materiałów, odbyciem wielu rozmów, a liczne przypisy sugerują skrupulatność i rzetelne podejście. (W materiale promocyjnym wydawnictwa Znak z 2011, autorka wspomina, że kilka lat przed podjęciem tematu nie widziała nawet gdzie leży Zanzibar [https://www.youtube.com/watch?v=Ag6ctCag7ns]. Pisząc tę książkę nadrobiła zaległości z nawiązką). Konstrukcyjnie, patrząc na tekst pod względem obranej koncepcji: 5/10 – młodszemu reporterowi, bez wyrobionego nazwiska, raczej zwrócono by uwagę odnośnie zaburzonych proporcji, odejścia od tematu i pominięcia istotnego wprowadzenia historycznego. Summa summarum: 6.5 lub naciągane 7/10. Warto przeczytać (jeśli skupiamy się na walorze informacyjnym – ten jest wysoki, nawet pomimo pewnych luk; natomiast konstrukcyjnie to i owo poszło źle, wymknęło się spod kontroli, i nie jest to dobry wzór dla adeptów sztuki reportażu). • Małgorzata Szejnert*: „Podczas pierwszego nurkowania [u wybrzeży Zanzibaru], spotkałam, na głębokości mniej więcej dwudziestu metrów, dwa ogromne żółwie zielone. […] To było tak cudowne, te-te żółwie, które się poruszały jak bańki mydlane... […] żółw zielony, może złożyć jaja, tylko tam gdzie przyszedł na świat. […] I zdałam sobie sprawę, że te żółwie – jeżeli to były żółwice – które widziałam, w wodzie, to one nie mają przed sobą wielkiej szansy złożenia jaj na Zanzibarze, dlatego że, cała plaża – jest pełna ludzi, że… zabudowuje się hotelami, te hotele są otoczone murami, i właściwe jest niewielka szansa, że jeżeli żółwica przyszła tu na świat, to będzie mogła w tym miejscu złożyć jaja […]. […] zaczęłam więcej myśleć o powierzchni Zanzibaru, niż o tym co jest w wodzie. I, pojechałam przede wszystkim obejrzeć ten Zanzibar. […] Pojechałam do stolicy Zanzibaru […] i zobaczyłam tam, zdumiewające rzeczy. Zobaczyłam, stare pałace posułtańskie, zobaczyłam dom z którego Livingstone wyruszał w jedną ze swoich wypraw, i inny dom w którym złożono jego zwłoki, jak…. umarł w Afryce i trzeba go było przewieźć je do Anglii. Zobaczyłam, miejsca w których kupował koraliki Stanley […]. Zobaczyłam miejsce po dawnym targu niewolników, gdzie zbudowano katedrę anglikańską. Zobaczyłam stary letni pałac w którym wychowała się księżniczka Salme, która potem uciekła do Europy ze swoim niemieckim... kochankiem a potem mężem […]. Zobaczyłam… wielki gmach, w którym urzędował jako [francuski] konsul, w XIX wieku, polski poeta romantyczny Henryk Jabłoński. I zdałam sobie sprawę, że Zanzibar jest miejscem niezwykle ważnym dla świata. O którym my właściwe, no ja w każdym razie, prawie nic nie wiedziałam. […] Pracowałam dwa lata nad tym. Byłam trzy razy na Zanzibarze. […] I książce dałam tytuł Dom żółwia. Dlaczego Dom żółwia? Dlatego, że… przejęłam się bardzo bezdomnością tego żółwia. I zdałam se sprawę, że ta bezdomność jest… niezwykle symboliczna dla całego Zanzibaru. To była bezdomność niewolników. To była później bezdomność elit arabskich które zostały podczas rewolucji przegnane z Zanzibaru. To jest dzisiejsza bezdomność ludzi z wiosek, które są wypychane przez przemysł turystyczny. Czy ci ludzie są wypychani z tych wiosek, wioski są spychane, przez wielkie hotele, przez jakieś korporacje międzynarodowe prowadzące ten… także tak się stało, że podczas pierwszego nurkowania złowiłam temat, który […] zyskał efekt w postaci tej książki”**. _______________________ * W roku, w którym książka poszła do druku, autorka miała 75 lat. ** Małgorzata Szejnert o Zanzibarze i swojej książce "Dom żółwia" [2011] https://www.youtube.com/watch?v=Ag6ctCag7ns (spisywane ze słuchu) • ‘64: MORD ZAŁOŻYCIELSKI CZARNEGO ZANZIBARU „– Czy wiadomo, gdzie znajdują się groby? – Nie, i nikt nie dociekał. To jest Afryka” (str. 329). „Masakra Arabów na Zanzibarze – masowe egzekucje, gwałty i tortury ludności arabskiej dokonane przez bojówki Partii Afroszyrazyjskiej i Umma oraz lokalną czarnoskórą ludność podczas rewolucji na Zanzibarze w styczniu 1964 roku. Nie jest znana dokładna liczba ofiar, historycy szacują, że zginęło ok. 13–20 tys. Arabów, a tysiące kolejnych zostało wygnanych do Omanu. Zdaniem niektórych naukowców, działania te nosiły znamię ludobójstwa [przepraszam, tu są jakieś wątpliwości?]. […] W efekcie zamordowano tysiące nieuzbrojonych arabskich cywilów. Wiele hinduskich sklepów zostało splądrowanych i spalonych, a niektórzy Hindusi (element miejscowej elity handlowej) zostali zabici. Majątki Arabów zostały wywłaszczone. Po ukierunkowanej rzezi tysiące kolejnych umieszczono w obozach, a później przymusowo deportowano do Omanu. Niszczone było również kojarzone z Arabami islamskie dziedzictwo Zanzibaru. Większość arabskich rękopisów znajdujących się w Archiwach Narodowych Zanzibaru została zniszczona. Na ulicach symbolicznie palono Korany, mimo że 98 procent populacji Zanzibaru stanowili muzułmanie. Zabijanie arabskich cywilów i grzebanie ich zwłok w masowych grobach zostały udokumentowane przez włoską ekipę realizującą w helikopterze sceny do dokumentu Africa Addio, a ta sekwencja filmu jest jedynym znanym, wizualnym udokumentowaniem zbrodni” (https://pl.wikipedia.org/wiki/Masakra_Arab%C3%B3w_na_Zanzibarze). To mogłoby być w jakimś stopniu zrozumiałe, i jednocześnie spodziewane w latach ucisku, jeszcze 150-200 lat temu, w ramach spontanicznego zrywu, w odpowiedzi na realną potrzebę wolności, dramatyczne warunki życia, brak perspektyw... w ramach realnej walki o przeżycie. Ale po zniesieniu niewolnictwa? Tuż po ogłoszeniu niepodległości? Przy proporcjach społecznych w których czarni mają miażdżącą większość i mogą sparaliżować wyspę podczas zwykłego protestu? (Co zrobił PRL po tej czystce etnicznej? Nawiązał relacje dyplomatyczne z czarnym reżimem. Ręce opadają). • To co uderza odbiorcę podczas lektury, to znajomy model historyczny, typowy dla praktycznie całej postkolonialnej Afryki. Biali usuwają się w cień, przekazują władzę autochtonom – a ci rozpoczynają bratobójcze walki lub krwawe czystki etniczne. Jak u Orwella w Folwarku zwierzęcym, następuje zamiana miejsc: samozwańczy oswobodziciele stają się kastą pasożytniczą która wprowadza zamordyzm, usuwa jednostki niewygodne, piętnuje je lub brutalnie spycha na margines – w nędzę i zapomnienie; kwitnie korupcja, nepotyzm, układy i układziki. Zamiast sukcesu gospodarczego, jest głód i klepanie biedy. Fundamentalizm religijny nie pomaga, podobnie jak kompletny brak sensownej kontroli narodzin i nieprzemyślana, źle realizowana edukacja publiczna. Zapewne byłoby dla Zanzibaru lepiej, gdyby pozostał sułtanatem związanym z Wielką Brytanią. Gdyby stopniowo dochodził do pełnej demokratyzacji, zaczynając od wprowadzenia powszechnej, darmowej i obowiązkowej edukacji. Wykształcenia wielopokoleniowych, czarnych elit, lokalnych specjalistów i świeckich społeczników, sensownego zagospodarowania zajmowanej przestrzeni, zbudowania sieci trwałych połączeń gospodarczych, i wejścia w rolę pomostu między Afryką a światem islamu. Lokalna ludność i potomkowie niewolników nie ulegli arabizacji, nie pochłonęło ich muzułmańskie dziedzictwo, a jednocześnie, paradoksalnie – zachłysnęli się islamem. I dziś, ze szkodą dla siebie, swoich matek, żon, córek i sióstr, tworzą jedną z bardziej konserwatywnych, zacofanych społeczności. _______________________ * Nawet dziś, to co jest tam architektonicznie i kulturowo najatrakcyjniejsze, to pozostałości po potomkach przybyszy z Omanu i Brytyjczykach, stawiających budynki w stylistyce muzułmańskiej. • UWAGI (wyd. 2011): str. 19 – „siódmego – ósmego” (siódmego-ósmego); str. 27 – wówczas jeszcze nie indonezyjskich, Indonezja powstanie po II wojnie światowej; str. 62 – ta ozdoba (widoczna na sąsiedniej stronie) nie wygląda jak korona, to raczej splot roślinny; str. 66 – to nie ściana, ale rozwijane tło (sugeruje to specyfika pracy w zakładzie fotograficznym, oraz lewa strona zdjęcia); str. 70 – przesiedział się (przesiedział sobie?); str. 73 – po co pada tu bezsensowna uwaga o naturze śmierci, zdanie powinno się kończyć po słowach „potwierdza tę teorię”; str. 76 – Anglika (Szkota); str. 84-85 – na fotografii widzimy słupek do cumowania, to sugeruje że patrzymy na nadbrzeże, a być może pokład jednostki, nie wnętrze pokoju, w tle jest olinowanie (na str. 374, w spisie fotografii, czytamy, że mężczyzna znajduje się na pokładzie statku Malwa!); str. 100 – Anglikiem (Brytyjczykiem/Walijczykiem); str. 113 – Arabia Saudyjska powstała dziesięć lat po śmierci Kirka; str. 168 – „Stolica Zanzibaru, Zanzibar, leży, jak wiemy, na wschodnim brzegu wyspy Ungui” – miasto znajduje na zachodnim brzegu, po drugiej stronie cieśniny jest kontynent; str. 173 – Zambii (Rodezji Północnej); str. 181 – „[…] dzieci od trzech różnych żon” (...z trzech różnych żony?); str. 199 – „Boże, zbaw Królową”, tj. God Save the Queen, Boże, chroń Królową – „zbawić” to wg słownikowej definicji „ocalić, uratować, odkupić (od potępienia wiecznego)” (https://sjp.pl/zbawić) i w tym trzecim rozumieniu używa się go najpowszechniej, „save” to najczęściej zachować, zapisać, uratować; str. 210 – nie pochodzący (niepochodzący); str. 208 – przez (przed); str. 314 – niewielką-niewielki (brzydkie powtórzenie); str. 333 – kontynuacja wypowiedzi Matyldy od kolejnego myślnika (nawet jeśli są to osobne całości, nie ma powodu by nie skleić ich w jedną). Wszystkie przypisy, umieszczone na końcu książki, oznaczone są w tekście gwiazdkami (nie numerkami) – co za idiotyczny pomysł?
Gracjan - awatar Gracjan
ocenił na69 miesięcy temu
Imperium Ryszard Kapuściński
Imperium
Ryszard Kapuściński
30/130/2026 #BraczBingo 2026: Reportaż Trzydzieści lat (z okładem) minęło od napisania tego reportażu. Czy raczej od zebrania wspomnień z dzieciństwa oraz notatek z kilku podróży i wydania ich w jednym tomie. Tyle lat, a z tego, co się słyszy o Rosji, to niewiele się tam zmieniło. Wiele tu o barbarzyństwie caratu i komunistów: zapaćkaniu pięknych fresków w gruzińskim kościele (bo carski gubernator chciał mieć ściany wybielone jak baby w Rosji bielą piece…),wyburzeniu (a wcześniej ogołoceniu) Świątyni Chrystusa Zbawiciela, budowanej za caratu przez 45 lat (bo na jej miejscu miał powstać Pałac Sowietów, z pomnikiem Lenina, którego palec wskazujący miał mieć 6 metrów… nie powstał, bo nadeszła II wojna światowa, a ostatecznie w wykopie zrobiono za Chruszczowa basen) albo o zniszczeniu, według szacunków, 20-30 milionów ikon (bo przecież nadawały się jako tarcze strzelnicze w wojsku, chodniki w kopalniach, do zbijania skrzynek na ziemniaki, jako deski do krojenia w kuchniach, a przede wszystkim – na opał!). Oczywiście w całym potężnym państwie radzieckim albo nie ma wody zimnej, albo ciepłej, albo nie ma jej wcale. O kanalizacji nie ma co wspominać. A wyobrażacie sobie księgę, pisaną jeszcze na skórze, która waży 32 kilo i poszło na nią 700 cielaków? To Ormianie takie mieli skarby. Również książeczki „małe jak chrabąszcz”. „Światu grożą trzy plagi, trzy zarazy. Pierwsza – to plaga nacjonalizmu. Druga – to plaga rasizmu. Trzecia – to plaga religijnego fundamentalizmu.” Patrzcie, jak to Kapuściński trafnie przewidział. Sprawdza się wzorcowo. Pisał to o Rosji, ciekawe, czy się tego w Polsce spodziewał. „W latach 1932-33 Stalin zagłodził na śmierć kilka milionów chłopów ukraińskich i kazał rozstrzelać dziesiątki tysięcy ukraińskich inteligentów. Uratowali się ci, którzy uciekli za granicę. Kultura ukraińska przechowała się lepiej w Toronto i Vancouver niż w Doniecku i Charkowie.” „Przede wszystkim do roku 1917, a na znacznych obszarach aż do roku 1939, Ukraina to był jeden z najbarwniejszych na świecie kobierców kultur, religii, języków, przebogaty, kolorowy ogród, który ludzie z Zachodu zgłębiali ze zdumieniem i fascynacją. Ileż tu ciągle mimo dewastacji i zniszczeń śladów polskich, rosyjskich, żydowskich, węgierskich, włoskich, austriackich, niemieckich, rumuńskich.” Tak było na przełomie lat 80-tych i 90-tych. Teraz pewnie tych śladów mniej, a za to zniszczeń więcej. Na końcu książki pisze Kapuściński o przyszłości Rosji. Wieszczy jej wzrost nacjonalizmu, chęć utrzymania dużego i silnego państwa (sprawdza się),w tym możliwą konfrontację między chrześcijaństwem a islamem (to się chyba nie sprawdziło) oraz postępujące zróżnicowanie materialnych warunków życia. Biedni będą coraz biedniejsi, a bogaci – coraz bogatsi. A po trzecie – rozwój enklawowy (określenie autora). Czyli na obszarach biedy będą małe wysepki bogactwa. Luksusowy bank wśród odrapanych kamienic. Elegancki hotel wśród brudnych ulic zabudowanych slumsami. Obok imponujących aut – stare, śmierdzące i zatłoczone autobusy miejskie. Na koniec widzi Kapuściński przyszłość Rosji optymistycznie. Naprawdę! Porównuje ją do Chin, Indonezji czy Indii, które umiały zacząć się rozwijać, spodziewa się także, że komu jak komu, ale Rosji Europa zawsze pomoże. No cóż. Pisał to przed Wołodią P. Mimo tej nie końca aktualnej końcówki książka jest absolutnie warta przeczytania. Wcale nie z powodu renomy autora. Dla mnie najciekawsze jest to, że Kapuściński zjechał przed wszystkim radzieckie republiki zakaukaskie. Egzotyczne, dalekie. A jednak podobne, niestety…
AgaGaga - awatar AgaGaga
oceniła na81 miesiąc temu
Gaumardżos! Opowieści z Gruzji Anna Dziewit-Meller
Gaumardżos! Opowieści z Gruzji
Anna Dziewit-Meller Marcin Meller
Gruzja to chyba nadal niezbyt popularny cel dla turystów, według jednych to kraj niebezpieczny, według innych biedny i nie mający nic do zaoferowania. Jednak są tacy którzy byli, zobaczyli i w Gruzji się zakochali. Do takich z pewnością zaliczają się autorzy tej książki. "...Z drugiej jednak strony nie udajemy obiektywnych obserwatorów: przyznajemy uczciwie - jesteśmy Gruzją zaczadzeni." Ja po niedawnej lekturze "Dzieci lwa" nabrałam ochoty na bliższe poznanie Gruzji, póki co nie byłam tam osobiście, ale za sprawą "Gaumardżos" mogłam spojrzeć na ten kraj oczami autorów. Dowiedziałam się nieco o tradycjach, jedzeniu, piciu, historii i życiu zwykłych ludzi. Anna Dziewit - Meller opowiada o czasach współczesnych, o tym gdzie byli, co widzieli, o ludziach, których poznali i ich ugościli. Nawiasem mówiąc, ja bym się chyba obawiała takiego ugoszczenia, z przymrużeniem oka oczywiście. Marcin Meller w swoich wspomnieniach przenosi się również do wcześniejszych lat, kiedy pojechał do Gruzji jako reporter, w trudnym czasie dla narodu gruzińskiego. To pozwala nam zaobserwować zmiany, jakim ulega lub nie tamten kraj i jego mieszkańcy. Oczywiście w tej książce nie brakuje anegdot, zabawnych sytuacji, ale znajdziecie również sprawy cięższe i trudniejsze, które są plamą na historii kraju. Książkę wypełniają liczne zdjęcia, oraz mapa, co jest świetnym dopełnieniem. Moim zdaniem książka jest ciekawa zarówno dla tych, co jeszcze nie byli nigdy w tamtych stronach, ale może myślą o tym, aby tam pojechać, tak samo jak dla tych co już odwiedzili Gruzję, i mogą porównać swoje doznania z opisami autorów. Dla mnie to była bardzo interesująca lektura. Polecam wam ją serdecznie.
Euka - awatar Euka
oceniła na71 rok temu
Dobranoc, Panie Lenin! Tiziano Terzani
Dobranoc, Panie Lenin!
Tiziano Terzani
Pod względem narracyjnym najlepsza z przeczytanych przeze mnie książek Terzaniego. Jeśli chodzi o kwestie merytoryczne, poniżej wypisałem grubsze rzeczy, które zauważyłem po drodze. Terzani wymienia poszczególne narody środkowoazjatyckich republik, łącznie z Tadżykami i twierdzi, że wspólną cechą wszystkich jest posługiwanie się językami wywodzącymi się z tureckiego. Podstawowa wiedza wystarczy, by wiedzieć, że to nieprawda. Tadżycy mówią dialektem perskiego. Wbrew temu, co pisze Terzani, Tadżycy nie są szyitami. Jakieś 95% to sunnici. Z Pandżakentu nie widać Pamiru. Z Duszanbe do Buchary także nie leci się nad Pamirem. O Duszanbe Terzani pisze: „W 1924 była to zaledwie wioska licząca czterdzieści dziewięć domów i dwieście dziewięćdziesięciu trzech mieszkańców”. W rzeczywistości już w czasach, gdy Duszanbe było pod władzą carskiej Rosji zamieszkiwało je 10 000 ludzi, znajdowały się tam dwie medresy i czternaście meczetów. Stwierdzenie, że Kirgizi i Uzbecy mówią „właściwie tym samym językiem” to lekkie nadużycie. Kirgizi i Kazachowie - praktycznie tak. Autor pisze też, że jako pierwsi osiedlili się w Azji Środkowej Mezopotamczycy. Fakt, że Medowie przejściowo kontrolowali część tego regionu, ale nie byli tam pierwsi, a określenie ich jako Mezopotamczyków jest trochę naciągane. Uzbekistan nie graniczy z Chinami. Rozumiem, że w 1991 mało kto znał na pamięć, która z nowo powstałych republik graniczy z kim, ale naprawdę wystarczyło raz spojrzeć na mapę przed oddaniem książki wydawnictwu. „Uzbecy od wieków znani są ze swojego wiernopoddańczego stosunku do władzy i z politycznej bierności”. Przyznaję, że pierwszy raz słyszę taką opinię. Zdaje się jej przeczyć, nie szukając w zbyt odległych czasach, zaangażowanie Uzbeków w ruchy basmaczy i dżadidów. Przypomniał mi się w tej sytuacji po pierwsze Kapuściński, bzdurnie przypisujący w „Szachinszachu” podobne cechy sunnitom, oraz po drugie, niedawno czytany Kościelniak, który dla odmiany twierdzi, że Uzbecy nie są bierni, wręcz przeciwnie - mają mentalność Timura. Wniosek jest taki, że aby zakreślać tak daleko idące generalizacje trzeba a) dwa razy się zastanowić, b) wiedzieć trochę więcej o grupie, którą się opisuje. Znajduje się tu kilka wzmianek o narkotycznej roślinie podobnej do marihuany, rosnącej na pograniczu kirgisko-kazachskim. Myślę, że chodzi o to, co miejscowi powszechnie nazywają анаша - nie jest to nic innego, jak po prostu marihuana. Nie mogę się powstrzymać od zacytowania jednej z piosenek Vavamuffin „jedni mówią na to ganja/ inni mówią na to callie/inni znowu marihuana/a to się po prostu pali” Prawdopodobnie jest tu jeszcze więcej nieścisłości, których nie potrafiłem wychwycić. Z jednej strony nie dziwię się, bo książka była pisana na gorąco, fragmentami w trakcie podróży, w czasach, kiedy nie było internetu, a wiele kwestii było poruszanych tylko w rosyjskojęzycznej literaturze. Z drugiej strony niektóre błędy, jak rzekoma granica Chin z Uzbekistanem są po prostu ordynarne i mógłby je przed publikacją wychwycić np. dowolny uczony zajmujący się w 1991 roku tym obszarem. Terzani trafnie zauważa, że jeśli gdzieś w regionie rozwinie się muzułmański ekstremizm, to stanie się to w Uzbekistanie. Niedługo potem Dżuma Namangani, były spadochroniarz Armii Radzieckiej, wyjechał z kraju, by wspomóc tadżycką opozycję w wojnie domowej. Gdy wrócił, założył Islamski Ruch Uzbekistanu, którego wyczyny stały się sporym problemem dla władz. Dwie rzeczy są prawdziwe jednocześnie. To jest kawał dobrego reportażu napisany przez człowieka z takim doświadczeniem życiowym, jakie ma może 1/10000 ludzi. Jednocześnie jest tu jest tak wiele błędów rzeczowych, że słabo spisuje się jako źródło wiedzy.
twujstary8 - awatar twujstary8
ocenił na67 miesięcy temu

Cytaty z książki Rowerem i pieszo przez Czarny Ląd. Listy z podróży afrykańskiej z lat 1931-1936

Więcej

Mój nieodłączny przyjaciel, druh serdeczny, cichy, spokojny, w każdej chwili gotowy do pomocy... Żałowałem, że jest jedynie rowerem i nie potrafi mówić. Odniosłem zarazem wrażenie, że gdy los złączy nas nierozerwalnie na wiele lat z rzeczą, rzecz ta przestaje być przedmiotem martwym i wydaje się nam ,że żyje, myśli i odczuwa.

Mój nieodłączny przyjaciel, druh serdeczny, cichy, spokojny, w każdej chwili gotowy do pomocy... Żałowałem, że jest jedynie rowerem i nie po...

Rozwiń
Kazimierz Nowak Rowerem i pieszo przez Czarny Ląd. Listy z podróży afrykańskiej z lat 1931-1936 Zobacz więcej

Po trudnym dniu, gdy wieczorem rozbijam obóz, tak mi jakoś śpiewnie, radośnie. Ponad sawanną snują się znów modlitewne rozmowy nocy i nocna poświata czarem wypełnia pustkowie. Wtedy biorę pióro do ręki, kawał papieru i piszę do Was - daje to złudzenie, że mówię, i lżej na piersi, bo pragnienie rozmowy jest może równie silne jak pragnienie wody.

Po trudnym dniu, gdy wieczorem rozbijam obóz, tak mi jakoś śpiewnie, radośnie. Ponad sawanną snują się znów modlitewne rozmowy nocy i nocna ...

Rozwiń
Kazimierz Nowak Rowerem i pieszo przez Czarny Ląd. Listy z podróży afrykańskiej z lat 1931-1936 Zobacz więcej

Inżynier, który mi towarzyszył, w różnych miejscach kazał sobie dać próbkę złota, jakby chciał się pochwalić tym, co wydobywa. Murzyn wsypywał wtedy łopatą do czarnej oksydowanej miednicy muł zebrany z dna rzeki, płukał wodą raz po raz, aż w końcu na dnie pokazał się złoty piasek, nieraz nawet wielkości ziarenek zboża. Podawano mi go do ręki, ale choć widziałem szczere złoto, dotykałem go i przesypywałem w dłoni, wrażenia żadnego! Jest ono tutaj jakieś obojętne, pozbawione wartości. Pigułka chininy, aspiryny, soczysta pomarańcza ma dla mnie w tych stronach o niebo więcej uroku i wartości!

Inżynier, który mi towarzyszył, w różnych miejscach kazał sobie dać próbkę złota, jakby chciał się pochwalić tym, co wydobywa. Murzyn wsypyw...

Rozwiń
Kazimierz Nowak Rowerem i pieszo przez Czarny Ląd. Listy z podróży afrykańskiej z lat 1931-1936 Zobacz więcej
Więcej