rozwiń zwiń

„Tajemnica nauczycielki” – co kryje się za niepokojąco przenikliwym spojrzeniem Pani Polnej z klasy

BarbaraDorosz BarbaraDorosz
23.10.2024

Zdałam sobie sprawę z tego, że dzieci naprawdę mało wiedzą o naszej mitologii, dawnych bogach i demonach. Każdy pięciolatek wie, kim jest Thor i dlaczego macha młotem, ale mogę się założyć, że większość dzieci na pytanie o Świętowita zapyta: „a kto to jest?” – mówi autorka serii „Klub Kwiatu Paproci”.

„Tajemnica nauczycielki” – co kryje się za niepokojąco przenikliwym spojrzeniem Pani Polnej z klasy

Świat naszych przodków

Kiedy zapytamy Katarzynę Berenikę Miszczuk, jak zaczęła się jej przygoda z kulturą słowiańską, odpowie, że z przekory. Podczas gdy wszyscy wokół badali zagadnienia związane z szerzej znaną mitologią grecką, Katarzyna Miszczuk postanowiła obrać inny kierunek zainteresowań, wierząc, że nasze rodzime, słowiańskie wierzenia również mają wiele do zaoferowania.

I tak pojawiły się w jej życiu pierwsze demony, a wraz z nimi powieści dla dorosłych czytelników. Pomysł, aby do słowiańskiego świata zaprosić także dzieci, bardzo długo czekał na realizację. Najskuteczniejszym natchnieniem okazał się starszy synek autorki, dla którego napisała pierwszą część serii: „Tajemnicę domu w Bielinach”.

Jak przyznaje Katarzyna Miszczuk, jako dziecko wychowała się na krótkich opowiadaniach z elementami fantasy, stąd wzięło się jej zamiłowanie do umieszczania elementów grozy we własnych powieściach. I rzeczywiście, jej książki, oprócz wciągającej fabuły, zawierają w sobie sporą dawkę dreszczyku emocji, które niewątpliwie rozbudzają ciekawość młodszych fanów serii. 

– Dziwne, że wszyscy dorośli udają, że nic się nie dzieje – zauważyła Bogusia. – Nie pamiętają już, co się działo, kiedy byli młodzi?
Barnim podrapał się po głowie.

– Większość ludzi, i to naprawdę większość, wierzcie mi, nie wie, że istnieją zjawiska nadprzyrodzone. Oni w nie po prostu nie wierzą. A nie wierzą dlatego, że nie mają czasu – powiedział Barnim. – Kiedy jesteśmy dorośli, skupiamy się bardzo na codzienności. Mamy obowiązki. Trzeba chodzić do pracy, zarabiać, płacić podatki, opiekować się dziećmi. Tych codziennych zajęć jest tak dużo i tak bardzo się na nich skupiamy, że nie przyjmujemy do wiadomości, że może istnieć coś jeszcze. Bo to »coś« mogłoby zaburzyć cały porządek naszego świata. A dorośli lubią porządek. 

Raz, dwa, trzy, Pani Polna patrzy!

Czwarty tom przygód zwariowanego rodzeństwa z Bielin jest jednocześnie ostatnim, zamykającym serię. Książki z cyklu „Klub Kwiatu Paproci” to opowieści dla młodszych czytelników, którzy chcą wejść do świata słowiańskich demonów i zarazem uwielbiają przygodę, tajemnice, o których nie mają pojęcia dorośli, i zagadki, które wymagają rozwiązania.

Jakie niespodzianki czekają na rodzeństwo w nowym roku szkolnym? Tym razem na pierwszy plan wysuwa się Tosia oraz jej problemy w nawiązaniu znajomości z nowymi kolegami z klasy. Na pierwszy rzut oka dzieci z trzeciej B to niczym niewyróżniający się uczniowie, jednak czujne oko Tosi zauważy, że coś jest nie tak. Wystraszone spojrzenia, uciekanie wzrokiem, zupełne podporządkowanie się nauczycielce – dlaczego uczniowie zachowują się w ten sposób? Czego się boją? Bez wątpienia coś dziwnego dzieje się na lekcjach przyrody. Co ma z tym wspólnego Pani Polna, tajemnicza wychowawczyni klasy?

Sprawy przybiorą nieoczekiwany obrót, ale jedno jest pewne – rodzeństwo nie pozostawi Tosi bez wsparcia, a do ciekawskiej ekipy z domu pod lasem niespodziewanie dołączy stary grabarz Barnim, który wie co nieco o słowiańskich gusłach i demonach. Stary przyjaciel cioci Mirki wniesie do domu pod lasem dużo nowej energii i hipisowskiego folkloru, a historia nabierze niesamowitych kolorów. 

Premiera powieści „Tajemnica nauczycielki” stała się świetną okazją do tego, by zadać autorce kilka pytań o jej zainteresowanie słowiańską mitologią, dzięki któremu jej książki wzruszają, czasem przestraszają, a przede wszystkim pozwalają poznać nieznane legendy i postacie słowiańskie.

Kilka razy dziennie powtarzała, że Dąbrówka działa jak kłobuk, mazurski domowy demon.

Miał on w zwyczaju kraść i znosić skarby do domu swoich właścicieli. Zachowywał się trochę jak chowaniec.

Przeczytaj rozmowę z Katarzyną Bereniką Miszczuk

W książkach z serii „Klub Kwiatu Paproci” wykreowała pani fascynujący obraz naszego świata w realiach słowiańskich. Skąd pomysł, żeby zapoznać z nim młodsze grono czytelników? 

Przede wszystkim żal mi było opuszczać słowiański świat, który stworzyłam na potrzeby powieści dla dorosłych. Rozbudowałam go na tyle przez ostatnie dziesięć lat, że spokojnie równolegle mogą rozgrywać się w nim różne historie. Nie ukrywam, że bardzo się wciągnęłam w słowiańską mitologię oraz dawne zwyczaje. Równie silną motywacją były pytania mojego starszego synka o tajemnicze stwory z bestiariuszy słowiańskich. Zdałam sobie sprawę z tego, że dzieci naprawdę mało wiedzą o naszej mitologii, dawnych bogach i demonach. Każdy pięciolatek wie, kim jest Thor i dlaczego macha młotem, ale mogę się założyć, że większość na pytanie o Świętowita zapyta: „a kto to jest?”. Mam nadzieję, że dzięki moim powieściom poznają naszą historię i będą wiedzieć, dlaczego w przedszkolu topili marzannę.

Czy pisanie dla młodego odbiorcy to duże wyzwanie? Szczególnie interesuje mnie kwestia dostosowania języka i fabuły do potrzeb i wyobraźni dzieci.

Tak! Bardzo! Dawno temu naiwnie myślałam, że pisanie dla dzieci jest prostsze, bo powieści są krótsze od powieści dla pełnoletnich czytelników. Jednak nic bardziej mylnego. Mam wrażenie, że ważę każde słowo podczas ich pisania. Będąc dorosłym, wcale nie jest tak łatwo napisać historię, która nie będzie zbyt infantylna dla małego odbiorcy, ale też nie zniechęci go poziomem trudności, na przykład w zakresie języka. Chociaż skoro mowa o języku – ja się nie boję stosować trudnych słów. Uważam, że po to między innymi są książki. Czytelnicy powinni za ich pomocą poznawać nowe zwroty, terminy, wyrażenia. W ten sposób się rozwijają.

Dziś demony utożsamiane są głównie ze złem, ale nie zawsze tak było. No właśnie, jak było wcześniej w wierzeniach Słowian? Wszak nie wszystkie słowiańskie upiory są złe.

Upiory w dawnych wierzeniach były głównie personifikacją naturalnych zdarzeń. Przykładowo południca, czyli panna tragicznie zmarła w dniu swojego ślubu, nawiedzała w południe pola. Jeśli ktoś nieostrożnie pracował w pełnym słońcu w polu o godzinie dwunastej, to mógł ją spotkać i raczej dobrze się to dla niego nie kończyło. Południca była tak naprawdę udarem słonecznym, któremu nadano sensacyjną i fantastyczną otoczkę. Prawdą jest też to, że nie wszystkie upiory były złe. Mamy masę domowych demonów, jak na przykład ubożęta, które za miseczkę mleka dbały, by pająki nie robiły pod sufitem pajęczyn, a myszy nie nawiedzały spiżarni. Myślę, że niejeden mruczek objadał się każdej nocy, udając dobrego domowego demona.

Leszek w końcu nie wytrzymał. Naprawdę był cierpliwym chłopcem. Starał się zawsze chociaż próbować zrozumieć punkt widzenia drugiej oso- by. Przedkładał logikę ponad emocje. Rozbierał każdy problem na czynniki pierwsze i spokojnie go rozwiązywał. Nie pozwalał, żeby coś go rozpraszało. Jednak istniały na tym świecie dwie siły, które i tak potrafiły go doprowadzić na skraj wybuchu. I to w czasie krótszym niż minuta. Były to jego siostry.

Po przeczytaniu pani serii przyznam, że z chęcią wyhodowałabym sobie chowańca. (śmiech) A jakie są pani ulubione demony słowiańskie?

Och, ja też jestem fanką chowańca! Śmieję się zresztą, że mam nawet własnego! Mój młodszy synek, Felek, ma obecnie dwa lata. Wszystkie znaki na niebie i na ziemi wskazują, że ma cechy chowańca. Ciągle znosi do domu jakieś skarby – patyki, kamyki, listki. A jak coś w domu zginie? Na sto procent znajdzie się w jego pudle z zabawkami.

W posłowiu „Tajemnicy nauczycielki” zapowiada pani samodzielną powieść o Gardzie i jego przeznaczeniu. Zdradzi pani coś więcej?

„Tajemnica nauczycielki” to ostatnia z czterech części przygód rodzeństwa Lipowskich. Być może jeszcze do nich wrócę, ale na razie chciałabym skupić się na Gardzie. Postanowiłam uhonorować go własną historią i wielką przygodą, podczas której odkryje swoją tożsamość i przeznaczenie. Poproszę tylko moich młodych czytelników o chwilę cierpliwości. Chciałabym, by odrobinę dorośli z Gardem do tej historii.

Pani Polna niczym szczególnym się nie wyróżniała. Bez trudu potrafiła wtopić się w tłum i zniknąć. Na stopach miała czółenka, na ramio nach beżowy sweterek, a na szyi krótki sznur pereł. Ubierała się tak codziennie. Rzadko kiedy pozwalała sobie na ekstrawagancki według niej dodatek w postaci czerwonej apaszki

A ja od dzisiaj wreszcie mam 18 lat! Pisarskich oczywiście  Nie wiem, kiedy te lata przeleciały, ale… rzeczywiście. Daty w książkach nie chcą pokazać innych wyliczeń. Moja pierwsza debiutancka powieść pt. „Wilk” ukazała się równiutko 18 lat temu! Szalone, prawda?
Trochę się pocieszam, że pisałam ją jako piętnastolatka, a w chwili jej wydania miałam równiutko 18, ale i tak liczba tych przepracowanych pisarskich lat z jednej strony przeraża, a z drugiej zdecydowanie napawa dumą.

Zrobiłam z tej okazji małe podsumowanie. Przez te 18 lat napisałam 24 powieści i 13 opowiadań. Czy przechodzę na emeryturę? Mój kręgosłup pewnie by na to głosował, ale możecie być spokojni. Pisarska emerytura szybko mi nie grozi. Właśnie szykuję dla Was kolejną powieść ze świata Jagi, a kolejne opowiadanie już wylądowało na miętowej skrzynce mailowej.

W przyszłym roku będzie się działo, oj, będzie!

Katarzyna Berenika Miszczuk na Facebooku

Przeczytaj fragment książki

Książka „Tajemnica nauczycielki” jest już dostępna w sprzedaży online

Artykuł sponsorowany

Tagi i tematy


komentarze [1]

Sortuj:
więcej
Niezalogowany
Aby napisać wiadomość zaloguj się
BarbaraDorosz - awatar
BarbaraDorosz 23.10.2024 14:00
Redaktorka

Zapraszam do dyskusji.

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam