-
Artykuły
Wiosna z książką – kwietniowe premiery, które warto poznać
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Dlaczego poziom czytelnictwa w Polsce nie rośnie? Raport Biblioteki Narodowej
Iza Sadowska17 -
Artykuły
Wakacje pełne magii - weź udział w akcji recenzenckiej i przenieś się do magicznego świata
LubimyCzytać2 -
Artykuły
Czytamy w święta. 3 kwietnia 2026
LubimyCzytać378
Teoria i praktyka powrotów, czyli że jednak z tą rzeką to faktycznie dwa razy nie zawsze warto
Sytuacja człowieka czytającego porównywalna jest z próbą zapakowania sprzętu na dwumiesięczną wyprawę kajakowo-wspinaczkową drużyny harcerskiej do renault twingo. Wszystkiego się po prostu nie da.
Podaż nie tyle przekracza czasowe możliwości statystycznego śmiertelnika, ile je po prostu miażdży. Ciągle pojawią się nowe książki, które mizdrzą się do nas okładkami, szeleszczą zalotnie stroniczkami, prężą ku nam swe grzbiety, wabią blurbami, wodzą na pokuszenie pierwszymi zdaniami, budzą ciekawość, zaintrygowanie, a czasem od razu namiętność, co to domaga się spełnienia w akcie czytania. Samych nowości, mimo domniemanego kryzysu, jest tyle, że głowa boli. A przecież są jeszcze książki, cośmy je dawno kupili, i wciąż czekają na przeczytanie. Są biblioteki publiczne i biblioteczki znajomych. I są też książki, które już kiedyś czytaliśmy, ale mielibyśmy ochotę do nich wrócić.
Tęsknota za ponowną lekturą budzi się we mnie co jakiś czas, a właściwie to pewnie nigdy nie zasypia, ale przeważnie jestem stanowczy i po prostu nie pozwalam sobie na takie powroty. Jednak ostatnio uległem, w końcu był okres świąteczno-sylwestrowy, kiedy ludzie zasadniczo skupiają się na robieniu sobie dobrze, więc i ja uznałem, że co tam, też sobie pofolguję. I wyjąłem z półki Wszystkie opowieści kosmikomiczne Itala Calvino.
Tu mała deklaracja-kontekstualizacja. Opowieści kosmikomiczne mieszczą się w najwyższych kręgach mojego osobistego elitarnego klubu naj, ale tak naj-najulubieńszych lektur, to jakby członkowie domu panującego w monarchii, purpuraci w Watykanie, czy posiadacze platynowo-złoto-diamentowej karty kredytowej Banku Literatury. Uwielbiam tę książkę i zawsze, gdy o niej myślę, skacze mi tętno z emocji. Jednak – tu się odsłonię – czytałem tylko pierwszy zbiorek tych opowieści (w wydaniu Muzy) i od lat trzymałem w gotowości pełne wydanie z Amberu, gdzie są i te teksty zasadnicze, jak i kontynuacje. I tym postanowiłem się uraczyć na koniec roku.
Nie chcę się nad tym rozwodzić, bo wciąż na myśl o tym, co się stało, zaczyna mi latać szczęka, łzy nabiegają do oczy i mam ochotę ryknąć jak Charłamp, kiedy informował Kmiciców o zgonie małżonki M. Wołodyjowskiego, więc powiem krótko: wynudziłem się. O ile pierwsze, te znane już opowiadania wciąż działają, to te następne – jakoś w ogóle. Jednym słowem, zamiast triumfalnego spotkania po latach – gorycz i porażka.
A mogłem sobie na czas przypomnieć, co noblista peruwiański, Vargas Llosa, pisał o sięganiu po lektury z dzieciństwa: wprawdzie do Nędzników wrócił i było super, ale do Trzech muszkieterów ponownie podchodzić się nie odważył. Ech, trzebaż było skorzystać z doświadczeń starszych!
Przykre to zajście uzmysłowiło mi, jak słuszne są te oklepane frazesy, że tyle książek, ilu czytelników, że każdy z nas inaczej tę samą książkę czyta, że są w literaturze miejsca niedookreślone, który my sami sobą uzupełniamy. Wszystko to święta racja! Książki są przecież sobą oraz tym, czym byliśmy, jakeśmy je czytali, i jeśli po drodze się w nas coś pozmieniało – to się to może przy czytaniu drastycznie obnażyć.
Plus jednak jest taki, że – przynajmniej ja tak mam – ponowne odczytanie, jeśli bywa słabsze, dość szybko ustępuje, i w miejsce rozczarowania, powraca jednak pierwotny zachwyt. Mistrz i Małgorzata też aż tak nie rozwalał za drugim razem, jak za pierwszym, ale teraz, kiedy i od jednej i od drugiej lektury czas zleciał, pamiętam jednak bardziej ten cielęcy zachwyt licealny, niż chłodniejszą analizę po latach. Tak mam też z innymi: Carpentierem, Garcíą Márquezem, Cortázarem. I choć upłynęło raptem kilkanaście dni już czuję, jak mi ten nowo odczytany Calvino, ustępuje Calvinowi po raz pierwszy czytanemu. I to jest dobre.
Podobnych zaników pamięci wszystkim Państwu życzę!
komentarze [17]
Wracam raczej do ulubionych książek niż autorów, i są to raczej krótkie rzeczy: "Sklepy cynamonowe", "Martwe dusze", Steinbecka raczej "Myszy i ludzie" niż "Na wschód od Edenu". Ostatnio do szacownego towarzystwa dołączył Cormac McCarthy, "Drogę" w oryginale po prostu pochłonąłem.
Mam też plan wrócić do paru lektur sprzed lat (Lem, Camus), ale bieżące skutecznie mnie odciągają. Zresztą tyle jeszcze Tołstoja i Prousta przede mną :-)
Wracam raczej do ulubionych książek niż autorów, i są to raczej krótkie rzeczy: "Sklepy cynamonowe", "Martwe dusze", Steinbecka raczej "Myszy i ludzie" niż "Na wschód od Edenu". Ostatnio do szacownego towarzystwa dołączył Cormac McCarthy, "Drogę" w oryginale po prostu pochłonąłem.
Mam też plan wrócić do paru lektur sprzed lat (Lem, Camus), ale bieżące skutecznie mnie...
wicher_Lab: Prawie każdą książkę przeczytałem dwa razy, bo po kilku takich powtórkach przekonałem się ile mi w pierwszym czytaniu umyka. Na przykład czepiam się jakiegoś wątku/myśli, a potem zaskakuje mnie rozwiązanie ostateczne, które było zasilane treściami przeze mnie zlekceważonymi. Tak mam teraz z Schulzem. Czytam drugi raz (od razu po skończeniu) i jakbym inną książkę trzymał w rękach.
Dokładnie - są książki, które wręcz należałoby przeczytać powtórnie. Często zakończenie potrafi nieźle namieszać i ma się ochotę wrócić i skupić na szczegółach wcześniej lekceważonych, a jak się czasem okazuje, kluczowych. Nie szukając daleko - Trylogia nowojorska [bookLink]143896|Trylogia nowojorska [/bookLink]. Po zamknięciu książki na ostatniej stronie chciałam od razu otworzyć ją ponownie na stronie pierwszej.
wicher_Lab: Prawie każdą książkę przeczytałem dwa razy, bo po kilku takich powtórkach przekonałem się ile mi w pierwszym czytaniu umyka. Na przykład czepiam się jakiegoś wątku/myśli, a potem zaskakuje mnie rozwiązanie ostateczne, które było zasilane treściami przeze mnie zlekceważonymi. Tak mam teraz z Schulzem. Czytam drugi raz (od razu po skończeniu) i jakbym inną...
Staram się oddawać swoje książki zaraz po przeczytaniu - żeby nie kusiły. Jeszcze tyle przede mną nieprzeczytanych ani razu!
Staram się oddawać swoje książki zaraz po przeczytaniu - żeby nie kusiły. Jeszcze tyle przede mną nieprzeczytanych ani razu!
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamJa również większość książek przeczytałam dwa razy, albo i więcej. Martwią mnie tylko te, których nie mogłam powtórzyć z nudów a przedtem mnie zachwycały. Nie ma w tym żadnej reguły. Trudno powiedzieć czy to kwestia książki czy moja wina. :)
Ja również większość książek przeczytałam dwa razy, albo i więcej. Martwią mnie tylko te, których nie mogłam powtórzyć z nudów a przedtem mnie zachwycały. Nie ma w tym żadnej reguły. Trudno powiedzieć czy to kwestia książki czy moja wina. :)
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamChyba każdy ma inaczej. Ja czytając staram się maksymalnie wczuć, uważać i myśleć. Po lekturze wiem czym ona była dla mnie osobiście. Potrafię określić, czy mnie bawiła i w jaki sposób, czy wprowadziła w konkretny nastrój i dlaczego, czy może zmusiła do myślenia, do wzruszenia, czy do jeszcze czego innego. Przez to wiem, czy warto jeszcze do niej wracać, a jeśli tak, to po co. I dlatego Sienkiewicza, Diunę i Guillou od razu postawiłem na swojej półce wiedząc, iż będę do nich powracał często. Wiele prawdziwych arcydzieł, które oceniam wyżej, chętniej widzę na bibliotecznej półce, lecz w bibliotece publicznej. Może do nich kiedyś powrócę, ale po coś, co na razie, jak mi się wydaje, nie jest mi już potrzebne. To może, to za mało, by nimi dom zapełniać. Inna sprawa, że potrafię wciąż być dzieckiem, które uwielbiało Trzech muszkieterów, Czterech pancernych i Ivanhoe. Pewnie każdy ma to inaczej. U jednych ten przełącznik z wiekiem rdzewieje, a inni w ogóle go nie mieli. Najpierw byli tylko dziećmi, a teraz są tylko dorosłymi. A inni są jak ja - zawsze potrafią sobie przypomnieć, jacy byli kiedyś i wejść nie tylko w świat dawnej lektury, ale i w dawnego siebie, który ją czytał, a świadomość wszystkiego, co było między wtedy, a teraz, rzucić jakby na drugi ekran.
Chyba każdy ma inaczej. Ja czytając staram się maksymalnie wczuć, uważać i myśleć. Po lekturze wiem czym ona była dla mnie osobiście. Potrafię określić, czy mnie bawiła i w jaki sposób, czy wprowadziła w konkretny nastrój i dlaczego, czy może zmusiła do myślenia, do wzruszenia, czy do jeszcze czego innego. Przez to wiem, czy warto jeszcze do niej wracać, a jeśli tak, to po...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Największe powtórne rozczarowanie odbyłam z "podróży" z Hermanem Hesse. Pomyślałam wtedy, że tak bardzo się zestarzały te książki, które niemal "ustawiły" moje młodzieńcze życie, że chyba nie będę już wracać nigdy do żadnych innych. Myślę, że książki odnajdują nas we właściwych momentach życia, mówią co mają do powiedzenia i cześć pieśni. Trochę jak ludzie, którzy nigdy ot tak nie zjawiają się w naszym życiu- zawsze po COŚ-choćby tylko na chwilę.
Myślę tylko czasami jeszcze o Kurcie Vonnegucie, którego pochłonęłam kiedyś a dziś trochę się boję...
pozdrawiam wszystkich Wilków Stepowych, którzy grają w Szklane paciorki. :)
Największe powtórne rozczarowanie odbyłam z "podróży" z Hermanem Hesse. Pomyślałam wtedy, że tak bardzo się zestarzały te książki, które niemal "ustawiły" moje młodzieńcze życie, że chyba nie będę już wracać nigdy do żadnych innych. Myślę, że książki odnajdują nas we właściwych momentach życia, mówią co mają do powiedzenia i cześć pieśni. Trochę jak ludzie, którzy nigdy ot...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejPodaję rozwiązanie. Wystarczy czytać książki wymagające bądź banalne, lecz bez zrozumienia:D
Podaję rozwiązanie. Wystarczy czytać książki wymagające bądź banalne, lecz bez zrozumienia:D
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamPrawie każdą książkę przeczytałem dwa razy, bo po kilku takich powtórkach przekonałem się ile mi w pierwszym czytaniu umyka. Na przykład czepiam się jakiegoś wątku/myśli, a potem zaskakuje mnie rozwiązanie ostateczne, które było zasilane treściami przeze mnie zlekceważonymi. Tak mam teraz z Schulzem. Czytam drugi raz (od razu po skończeniu) i jakbym inną książkę trzymał w rękach.
Prawie każdą książkę przeczytałem dwa razy, bo po kilku takich powtórkach przekonałem się ile mi w pierwszym czytaniu umyka. Na przykład czepiam się jakiegoś wątku/myśli, a potem zaskakuje mnie rozwiązanie ostateczne, które było zasilane treściami przeze mnie zlekceważonymi. Tak mam teraz z Schulzem. Czytam drugi raz (od razu po skończeniu) i jakbym inną książkę trzymał w...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Ja jestem z typu "wracających". Lubię sięgać jeszcze raz do tych samych pozycji, bo choć treść się nie zmienia to odczucia jak najbardziej :) Czasami nawet znajduję drugie dno, inne spojrzenie, zauważam to co za pierwszym razem przeoczyłam, poprostu odkrywam tę samą książkę raz jeszcze. Wg mnie to jest też świetny sposób na zaobserwowanie tego jak my sami się zmieniliśmy :)
Własnie na tym wg mnie polega czytanie, na tym ekscytującym przeżyciu,za każdym razem gdy sięgamy po książkę, niezależnie czy nową czy starą :) jaki sens miałoby czytanie gdybyśmy wiedzieli co nas czeka?
Ja jestem z typu "wracających". Lubię sięgać jeszcze raz do tych samych pozycji, bo choć treść się nie zmienia to odczucia jak najbardziej :) Czasami nawet znajduję drugie dno, inne spojrzenie, zauważam to co za pierwszym razem przeoczyłam, poprostu odkrywam tę samą książkę raz jeszcze. Wg mnie to jest też świetny sposób na zaobserwowanie tego jak my sami się zmieniliśmy :)...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejA ja czytam kilka razy, a później żałuję... Zwykle żałuję, że przeczytałam raz jeszcze, więc z tą rzeką, to widocznie prawda - nie da się dwa razy tak samo przeżyć tego samego.
A ja czytam kilka razy, a później żałuję... Zwykle żałuję, że przeczytałam raz jeszcze, więc z tą rzeką, to widocznie prawda - nie da się dwa razy tak samo przeżyć tego samego.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Ja mam pamięć słabą, ale do książek wracam bardzo rzadko. I tak nie wyrabiam się czasowo z "nowościami", a do tego lista kupionych i nieprzeczytanych książek porastających kurzem na półce stale się powiększa... Na powtórki po prostu brak mi czasu.
Ostatnio jednak zrobiłam wyjątek i przeczytałam powtórnie Annę Kareninę (żeby sobie odświeżyć przed filmem) i tej decyzji akurat nie żałuję. Odczytałam tę książkę zupełnie inaczej niż za czasów młodości.
Ja mam pamięć słabą, ale do książek wracam bardzo rzadko. I tak nie wyrabiam się czasowo z "nowościami", a do tego lista kupionych i nieprzeczytanych książek porastających kurzem na półce stale się powiększa... Na powtórki po prostu brak mi czasu.
Ostatnio jednak zrobiłam wyjątek i przeczytałam powtórnie Annę Kareninę (żeby sobie odświeżyć przed filmem) i tej decyzji...
Ano, nie da się dwa razy tak samo - nigdy, bo zawsze okoliczności już inne i doświadczenia, odczucia też zupełnie nie takie jak kiedyś.
Ja nie wracam do książek prawie nigdy, bo zawsze mam za mało czasu na te jeszcze nieprzeczytane i trochę się boję, że czeka mnie rozczarowanie. Niestety pamięć mam bardzo dobrą ;(
Ano, nie da się dwa razy tak samo - nigdy, bo zawsze okoliczności już inne i doświadczenia, odczucia też zupełnie nie takie jak kiedyś.
Ja nie wracam do książek prawie nigdy, bo zawsze mam za mało czasu na te jeszcze nieprzeczytane i trochę się boję, że czeka mnie rozczarowanie. Niestety pamięć mam bardzo dobrą ;(
Jak gadaliśmy o Schmicie, to po jednej książkę, która ci się nie podobała, zraziłeś się na amen do całego dorobku autora - brzydko. Teraz czytam nagłówek i znów takie faux pas... "jednak z tą rzeką to faktycznie dwa razy nie zawsze warto" Jesli chodzi ci o myśl PANTA RHEI HERAKLITA Z EFEZU, to oznaczała ona, że rzeka płynie i nic nie zdarza się dwa razy, bo jak wejdziesz znów do danej rzeki to ma już inną wodę niż wtedy, gdy byłeś w niej pierwszy raz! A ty to zupełnie opacznie rozumiesz i dajesz tytuł o wartości w powtarzaniu sytuacji...
Masz u mnie dużego minusa i nie rozumiem, czemu Twoje recenzje są tak promowane tutaj, na tym skądinąd nierozwijającym się w funkcje i denerwującym portalu, ale jednak bogatym w ludzi i zbiór pozycji.
Niby dlaczego nie zawsze warto dwa razy czegoś doświadczyć - robisz to, co chcesz. jak można mieć do siebie żal?! Uczysz się, doświadczasz, poznajesz na nowo, wzbogacasz się w inne emocje, doznania. ZAWSZE WARTO. tylko głupi żałuje własnych decyzji już po wykonaniu roboty.
Jak gadaliśmy o Schmicie, to po jednej książkę, która ci się nie podobała, zraziłeś się na amen do całego dorobku autora - brzydko. Teraz czytam nagłówek i znów takie faux pas... "jednak z tą rzeką to faktycznie dwa razy nie zawsze warto" Jesli chodzi ci o myśl PANTA RHEI HERAKLITA Z EFEZU, to oznaczała ona, że rzeka płynie i nic nie zdarza się dwa razy, bo jak wejdziesz...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Wszystko płynie, nie da się dwa razy wejść do tej samej rzeki. Prawdę mówią te słowa, książka przeczytana po raz drugi nie będzie tą samą.
Ja jednak mimo wszystko lubię wracać do starych przyjaciół (książek) choć niekoniecznie przeczytam ponownie ulubione książki z dzieciństwa. Za to lubię książki z okresu młodzieńczego :-)
Wszystko płynie, nie da się dwa razy wejść do tej samej rzeki. Prawdę mówią te słowa, książka przeczytana po raz drugi nie będzie tą samą.
Ja jednak mimo wszystko lubię wracać do starych przyjaciół (książek) choć niekoniecznie przeczytam ponownie ulubione książki z dzieciństwa. Za to lubię książki z okresu młodzieńczego :-)
W święta wróciłam do 'Pani Dalloway' i nadal mnie zachwyca... Tylko najgorsze są książki dla dzieci - nadal np. kocham Kubusia Puchatka, ale niektóre zachowania bohaterów i przygody wydają mi się po prostu głupie. Nawet przestałam się dziwić, że lubiłam Kłapouchego - jedyny realista;-) Jak widać, autor tekstu ma rację.
W święta wróciłam do 'Pani Dalloway' i nadal mnie zachwyca... Tylko najgorsze są książki dla dzieci - nadal np. kocham Kubusia Puchatka, ale niektóre zachowania bohaterów i przygody wydają mi się po prostu głupie. Nawet przestałam się dziwić, że lubiłam Kłapouchego - jedyny realista;-) Jak widać, autor tekstu ma rację.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamZapraszamy do dyskusji.
Zapraszamy do dyskusji.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
