-
Artykuły
Czytamy w święta. 3 kwietnia 2026
LubimyCzytać333 -
Artykuły
Weź udział w konkursie i wygraj pakiet książek Callie Hart!
LubimyCzytać24 -
Artykuły
„Odpowiedź kryje się w tobie” – Katarzyna Wolwowicz zdradza, jak ją odnaleźć
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Nowa karkonoska powieść Sławka Gortycha! „ŚWIĘTO KARKONOSZY”- już wkrótce! KONKURS
LubimyCzytać131
forum Oficjalne Akcje i konkursy
[Zakończony] Inna perspektywa - wygraj książkę "Wszechświaty. Pamięć"
Wszystko zależy od punktu widzenia. Sprawa jest skomplikowana już w jednym świecie, bo przecież ilu ludzi, tyle opinii, a co dopiero gdyby światów i wszechświatów było więcej. Opiszcie jakieś znane wydarzenie z punktu widzenia innego wszechświata. Czekamy na teksty o objętości do 2000 znaków ze spacjami.
Nagrody
Autorzy pięciu najciekawszych tekstów otrzymają po egzemplarzu książki.
Wszechświaty. Pamięć
Autor : Leonardo Patrignani
Regulamin
- Konkurs trwa od 24 do 30 czerwca włącznie. W konkursie mogą wziąć udział jedynie osoby posiadające adres korespondencyjny w Polsce.
- Odpowiedzi muszą być napisane samodzielnie. Kopiowanie części lub fragmentów tekstów, recenzji innych osób jest zabronione. Teksty nie mogą przekraczać 2000 znaków ze spacjami.
- Każdy użytkownik może zgłosić tylko jedną pracę.
- Zwycięzców wybiera administracja serwisu lubimyczytać.pl. Decyzja jest nieodwołalna.
- Dane adresowe zostaną wykorzystane przez serwis lubimyczytać.pl i Wydawnictwo Dreams.
- Adres zwycięzcy powinien zostać nadesłany do dwóch tygodniu od daty ogłoszenia wyników konkursu. Po tym terminie administracja lubimyczytać.pl dopuszcza wybór kolejnego laureata lub nieprzyznanie nagrody.
odpowiedzi [45]
Bardzo dziękuję za docenienie mojej pracy:). Gratuluję pozostałym laureatom i wszystkim, którzy brali udział w konkursie.
Bardzo dziękuję za docenienie mojej pracy:). Gratuluję pozostałym laureatom i wszystkim, którzy brali udział w konkursie.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Nagrody książkowe otrzymują:
Kjarik
Vertica
Gawronek
Sonia
Jolka123
Gratulujemy! Z laureatami skontaktujemy się osobiście.
Nagrody książkowe otrzymują:
Kjarik
Vertica
Gawronek
Sonia
Jolka123
Gratulujemy! Z laureatami skontaktujemy się osobiście.
Konkurs zakończony. Laureatów ogłosimy jutro.
Konkurs zakończony. Laureatów ogłosimy jutro.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
We wszechświecie zwanym Tetra żyły istoty, które interesowały się losami oddalonego o biliony, tryliony lat świetlnych oraz istniejącego w innym wymiarze wszechświata. Tetrańczycy nie chcieli się mieszać w życie na jednej ze składających się z niego planet, ponieważ uważali, że zakłóciłoby to panującą harmonię. Nie przeszkadzało im obserwowanie pasących się na odległych lądach wielkich stworzeń zwanych dinozaurami i pływających w rozległych oceanach olbrzymów. Przez ich nieingerencje doszło w końcu do tego, że praszczury zaludniły całą Ziemię, uniemożliwiając rozwój mniejszym i słabszym gatunkom.
Znudzeni obywatele wszechświata Deuter postanowili wziąć sprawy w swoje ręce. Przemyciwszy przez kontrole miedzywszechświatowe gigantycznych rozmiarów meteoryt, popchnęli go przypadkiem w kierunku Ziemi. Ciało niebieskie uderzyło z hukiem w planetę, powodując masowe wymieranie dinozaurów. Uszczęśliwieni swoim sukcesem Deuteriańczycy przez kolejne wieki śledzili przemieszczanie się kontynentów, zmiany w ziemskiej atmosferze oraz ewolucje gatunków, szczególnie homo sapiens.
Mieszkańcy Tetry również byli zadowoleni z końcowego wyniku i znieśli bierną postawę w stosunku do innych wszechświatów. Postawili sobie za cel przewyższenie geniuszu Deuteriańczyków i pokonanie ich własnymi osiągnięciami. A w międzyczasie… dokładnie przyglądają się nieświadomych budzącego zainteresowania ludziom. Kto wie, może kiedyś wtajemniczą Ziemian w swoje plany?
We wszechświecie zwanym Tetra żyły istoty, które interesowały się losami oddalonego o biliony, tryliony lat świetlnych oraz istniejącego w innym wymiarze wszechświata. Tetrańczycy nie chcieli się mieszać w życie na jednej ze składających się z niego planet, ponieważ uważali, że zakłóciłoby to panującą harmonię. Nie przeszkadzało im obserwowanie pasących się na odległych...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
W surowym otoczeniu utajnionego centrum wojskowego rozmawiało ze sobą dwóch wojskowych o rysach twarzy, które my nazwalibyśmy azjatyckimi.
- Tohimonie, zlokalizowaliśmy kolejną zasiedloną przez potencjalnie konkurencyjną cywilizację Alterrę.
- Wykonać wstępny rekonesans. Procedura standardowa. Wkrótce oczekuję raportu o stanie technologicznym, politycznym i potencjalnych słabościach.
- Tak jest, tohimonie.
*
„Cywilizacja Alterry #334 stoi na poziomie wysoko zaawansowanym cywilizacyjnie. Pierwsza rewolucja industrialna zakończyła się około stu lat wcześniej. W najbliższych latach dojdzie do sukcesywnego rozwoju technologii opartej na ropie naftowej. Rozwój technologii rozszczepiania jąder atomów przewidywany jest w ciągu najbliższych dwudziestu lat. Społeczeństwa narodów najsilniejszych mocarstw dążą w kierunku silnego nacjonalizmu. Sytuację tę można wykorzystać w odpowiedni sposób, posyłając naszych najbardziej zaufanych ludzi w celach propagandowych. Zalecane rozwiązanie to doprowadzenie do samozagłady planety na wskutek światowej wojny wrogich mocarstw”
Raport ten przedstawiony tohimonowi Cesarstwa był treściwy i jasno formułował zagrożenie, z którym od lat walczył Projekt Alterra. Odkrycie potwierdzenia teorii wieloświatów poprzez, jakby się zdawało, najlepiej rozwiniętą cywilizację w multiwersum wzbudziło pierwotnie ekscytację połączoną z chorą fascynacją, by ostatecznie przerodzić się w obawę przed kontaktem. Ostatecznie skonstatowano, że należy za wszelką cenę powstrzymywać rozwój potencjalnie wrogich cywilizacji, zanim one poznają sposób na uczynienie tego samego z Cesarstwem. Napotkana Alterra #334 była ekstremalnym przypadkiem. Z tego powodu zdecydowano się podjąć odmienne kroki. Wkrótce historia trzy-trzy-czwórki zakończy się na serii wyniszczających wojen, po których nie będzie niczego. Wojny, które nazwane zostaną światowymi, lecz bliżej będzie im do prawdziwych wojen światów.
W surowym otoczeniu utajnionego centrum wojskowego rozmawiało ze sobą dwóch wojskowych o rysach twarzy, które my nazwalibyśmy azjatyckimi.
- Tohimonie, zlokalizowaliśmy kolejną zasiedloną przez potencjalnie konkurencyjną cywilizację Alterrę.
- Wykonać wstępny rekonesans. Procedura standardowa. Wkrótce oczekuję raportu o stanie technologicznym, politycznym i potencjalnych...
Siedzimy sobie razem z Adearaniem na Palentu. Widzimy w oddali słońce. Nagle Adearan zapytał mnie czy obejrzymy Ziemię.
-Ale potem nie płacz po nocach!- zaczęłam się droczyć.
Wyruszyliśmy jeszcze tego wieczoru. Postanowiliśmy, że zobaczymy dzień z życia człowieka. Otworzyłam komirstop i wcisnęłam przyciski. Chłopiec aż podskakiwał. W lewym górnym boku widniał napis '79 rok Pompeje : Dzień Ostatni'. Usiedliśmy wygodnie w fotelach i oglądaliśmy.
Zwykli ludzie, handlarze tak mi się wydaje. Ulice miasta, kobiety z dziećmi. Słyszymy wrzaski, śpiewy i śmiech. Wyglądali na bezdomnych, szczęśliwych. Jaka tam moda była, wolę się nie wypowiadać...
Nad miastem wznosi się wielka góra. Przykuła mój wzrok. Coś podpowiadało mi, że jest to niebezpieczeństwo.
Nagle coś przykuło moja uwagę. Ludzie, ludzie w kajdanach, brudni, wycieńczeni, śpiewający. To niewolnicy.
Oglądaliśmy cały dzień z życia rzymian. Ale Adearan chciał więcej. Zostaliśmy na noc. Podziwialiśmy podnóże Wezuwiusza. Zastanawiałam sie czy to dobrze, że z wulkanu uchodzi dym. Najpierw mały, później większy. Po pewnym momencie świat jakby stanął w miejscu. Zatrzymał się. Zobaczyliśmy zaskoczone twarze ludzi, którzy wyszli nieświadomi z domów. I lawę, lawę, którą nikt nie umiał powstrzymać. Pociski wystrzeliwane z Wezuwiusza niszczyły wszystko. Ziemia przełamywała się na pół, a ze szczelin buchała wrząca woda. Najgorszy jednak był dym. Panika ludzi, którzy myśleli, że dom ich ochroni. Co za głupcy! Czemu oni nie uciekali! Po długich godzinach lawa zastygła, i zastygli ludzie w powykrzywianych ciałach. Zastygli od dymu, który ich udusił . Opary i wielkie okruchy wulkanu zbombardowały tak piekne miasto i zakonserwowały ludzi oraz zwierzęta, domy i ulice miasta.
Wyłączyłam komirstop, a małego położyłam spać. Długo, długo później nadal myślałam nad szczęściem tych ludzi. Byli biedni, ale nadal potrafili sie uśmiechać. W jednej chwili stracili wszystko i samych siebie. Teraz wiem, że nie moge sie poddać.
Siedzimy sobie razem z Adearaniem na Palentu. Widzimy w oddali słońce. Nagle Adearan zapytał mnie czy obejrzymy Ziemię.
-Ale potem nie płacz po nocach!- zaczęłam się droczyć.
Wyruszyliśmy jeszcze tego wieczoru. Postanowiliśmy, że zobaczymy dzień z życia człowieka. Otworzyłam komirstop i wcisnęłam przyciski. Chłopiec aż podskakiwał. W lewym górnym boku widniał napis '79 rok...
- Mamo, a jeśli tam daleko, gdzie widać światełko istnieje życie?
- Śpij już, Kochanie. To tylko malutka gwiazda, nie ma tam nic. Nazywa się Ziemia. Kiedyś wykryli tam wodę, ale to było dawno... I w sumie nie wiadomo czy była to prawda. Teraz gaszę światło, zaśnij.
Lucy wyszła, zostawiając swojego małego synka w zupełnej ciemności. Malec wpatrywał się nieustannie w okno i marzył o tym, jak to jest żyć gdzie indziej, gdzieś bardzo daleko.
Niespodziewanie, niebo rozbłysło ostrym światłem. Malec schował się pod kołdrę z głośnym krzykiem. Nie wiedział, czy miał przywidzenie, czy był właśnie świadkiem dziwnego wydarzenia. Do jego pokoju wbiegła Lucy:
- Synku, nie bój się, to na tej Ziemi, chyba jakiś wulkan wybuchł, to nic strasznego.
Malec uspokoił się i zasnął. A śnił o wspaniałych nieznanych krainach, które w przyszłości zwiedzi.
Nikt nie wiedział, że tam daleko, na Ziemi, miliony ludzi zginęło. Wybuchła bowiem bomba atomowa.
- Mamo, a jeśli tam daleko, gdzie widać światełko istnieje życie?
- Śpij już, Kochanie. To tylko malutka gwiazda, nie ma tam nic. Nazywa się Ziemia. Kiedyś wykryli tam wodę, ale to było dawno... I w sumie nie wiadomo czy była to prawda. Teraz gaszę światło, zaśnij.
Lucy wyszła, zostawiając swojego małego synka w zupełnej ciemności. Malec wpatrywał się nieustannie w okno i...
- Popatrz, kochanie, na tych błaznów. Oni się wygłupiają, prawda?
- Oczywiście. Karabiny są gumowe, skarbie. Nikt nie byłby na tyle głu...
Wystrzał zakłócił transmisję. Dwójka naukowców z Aimeiz pochyliła się nad ekranami.
Oglądali właśnie video - sprawozdanie z Ziemi, ich bliźniaczej planety. Ale tak, jak bliźniaczki bywają różne - tak różne były te dwie.
Ziemia, zatruta nienawiścią i regularnie podlewana krwią, była dla Aimeiz czymś niepojętym. Tu patrzyli na bitwy i wojny i nie rozumieli - ich serca były czyste i nieskalane złem.
Nie rozumieli.
- Popatrz, kochanie, na tych błaznów. Oni się wygłupiają, prawda?
- Oczywiście. Karabiny są gumowe, skarbie. Nikt nie byłby na tyle głu...
Wystrzał zakłócił transmisję. Dwójka naukowców z Aimeiz pochyliła się nad ekranami.
Oglądali właśnie video - sprawozdanie z Ziemi, ich bliźniaczej planety. Ale tak, jak bliźniaczki bywają różne - tak różne były te dwie.
Ziemia, zatruta...
-Nasz Wszechświat jest daleko. Po za ich umysłami. Na szczęście. Jak oni mogą cokolwiek pojąć gdy ich oczy przysłaniają mord, krew, chciwość, zazdrość, złość i przemoc ?Niosą tylko śmierć. Cuchną nią odkąd pamiętam.
-Chyba trochę przesadzasz.
-Ależ nie! Nie byłeś na Ziemi to skąd możesz wiedzieć .- obruszył się.–Nie gadaj tyle , tylko polej tutaj.
Jego towarzysz wziął w łuskowate łapy naczynie ,które przypominało ziemską karafkę i nalał do misek płyn. Rozmówca wziął kilka łyków, otarł pysk i odetchnął.
-Od razu lepiej.- kiwnął łbem i mówił dalej. –Ja wiem co mówię kolego. Oni nie mają za grosz przyzwoitości! A na dodatek są głupi. Wiesz ,że nawet nie potrafią ciekłych kopalin przetransportować przez wodę żeby zniszczeń nie narobić?
-Jak to ?
-A tak to – zamyślił się przez chwilę. - Nie wiesz nic, bo jeszcze mleko masz pod nosem jak to mawiają ludzie . No ale do rzeczy .Wyciek ropy w Zatoce Meksykańskiej w kwietniu dwa tysiące dziesiątego roku wedle ich czasu. To było bodajże przez eksplozję platformy wiertniczej. Nie potrafili powstrzymać wycieku ropy ,która uśmierciła tysiące niewinnych stworzeń. Brunatne smugi rozlewające się na błękicie oceanu widać było przecież od nas. Tamtejsze zwierzęta dotknęła zagłada; delfiny, ptaki ,żółwie morskie walczyły o uwolnienie się z gęstej jak smoła mazi. Setki ryb i innych stworzeń zginęło przez ich brak ogłady.- na wzmocnienie swoich słów z brzdękiem odłożył naczynie i spojrzał na młodego wielkimi jak spodki oczyma.
- Hesane –szepnął młody osobnik.
-Bez przekleństw proszę! No polej młody. – rzekł, podsuwając mu naczynie.
-Słyszałeś o katastrofie elektrowni jądrowej w Czarnobylu? O wycieku trującego gazu w Indiach?- Nie doczekawszy się odpowiedzi, kontynuował. – Jeśli oni nie są zdolni zapanować nad takimi banalnymi sprawami jakimi jest zarządzanie źródłami energii to ja nie chcę mieć z nimi nic wspólnego. Taka współpraca na pewno nie przynosiłaby korzyści. Ba! I jeszcze naszą planetę puściliby z dymem.
-Nasz Wszechświat jest daleko. Po za ich umysłami. Na szczęście. Jak oni mogą cokolwiek pojąć gdy ich oczy przysłaniają mord, krew, chciwość, zazdrość, złość i przemoc ?Niosą tylko śmierć. Cuchną nią odkąd pamiętam.
-Chyba trochę przesadzasz.
-Ależ nie! Nie byłeś na Ziemi to skąd możesz wiedzieć .- obruszył się.–Nie gadaj tyle , tylko polej tutaj.
Jego towarzysz wziął ...
- Kanclerzu, chciałby pan zerknąć, co słychać u któregoś z pana alterów? – spytał uprzejmie Bormann, kłaniając się w pas.
Mężczyzna siedzący w fotelu odruchowo podrapał się po zaroście nad górną wargą. Zerknął na wyświetlane bezpośrednio w ścianie wskazówki zegara i skinął zachęcająco głową.
- Mam chwilę, zanim rozpoczną się audiencje. Chętnie coś ciekawego obejrzę.
- Konkretny kanał czy losowy?
- Zdaję się na ciebie, mój drogi – odpowiedział i rozparł się wygodnie w fotelu, który automatycznie dopasował się do jego ciała.
Bormann podszedł do ekranu i dotknął go w kilku pozornie przypadkowych miejscach. Szyba ściemniała, by po chwili rozbłysnąć i ukazać mężczyznę identycznego z oglądającym go - tylko wyglądał na bardziej zmęczonego. Stał gdzieś na zewnątrz, a mrok nocy ledwo rozpraszały mrugające latarnie. Adolf gestem włączył dźwięk i wsłuchał się w słowa sobowtóra.
- …miętajcie, że walczycie za swojego Führera, w imię chwały swojej, jego i swojego narodu. Walczycie z podludźmi, więc bez skrupułów niszczcie wszystko na swojej drodze, nie zwracając uwagi na płacz i lament. Wszystko zależy od was; cała Europa będzie nasza, a wtedy spotka was zasłużona nagroda. Zaczynacie przed świtem, zaskoczenie to kolejny nasz atut. Wszystko jasne? To na miejsca i do ataku!
Dowódcy stuknęli obcasami na bruki i zasalutowali, wołając ile sił w płucach:
- Heil Hitler!
Obraz zgasł nagle, a Hitler siedzący w fotelu załamał ręce.
- Idioci, wszędzie idioci...
- Kanclerzu, chciałby pan zerknąć, co słychać u któregoś z pana alterów? – spytał uprzejmie Bormann, kłaniając się w pas.
Mężczyzna siedzący w fotelu odruchowo podrapał się po zaroście nad górną wargą. Zerknął na wyświetlane bezpośrednio w ścianie wskazówki zegara i skinął zachęcająco głową.
- Mam chwilę, zanim rozpoczną się audiencje. Chętnie coś ciekawego obejrzę.
-...
-Dziadku, proszę opowiedz mi jeszcze jedną historię o Ziemajninach- powiedział przymilnie dwustuletni chłopczyk, obdarzając staruszka uroczym spojrzeniem dwóch tęczowych oczu.
-No dobrze, mały. Ale tylko jedna opowieść i zaraz po tym marsz do kosmołóżka.- oznajmił stanowczo dziadek, sadzając sobie malca na kolanach. Zamyślił się na chwilę, po czym zaczął opowiadać.- To zdarzyło się całkiem niedawno, jakieś 10 lat temu, według ziemskiego kalendarza. Wtedy to, pewien chłopak o nazwisku Cukrowyberek stworzył pewien magiczny program, który nazwał Fejsbuk. Dzięki temu programowi ludzie na całym świecie mogli poznawać innych bez wychodzenia z domu. Mogli oglądać ich zdjęcia, sprawdzić czym się interesują, dowiedzieć, kiedy mają urodziny, a nawet wysłać do nich list. Facebook sprawił, że ludzie mogli kontaktować się ze sobą na odległość. Z początku wszyscy Galaksjanie byli pod wrażenie ludzkiej technologii, po jakimś czasie jednak zauważyliśmy, ze Facebook zastąpił ludziom realny świat. Ludzie przestali ze sobą rozmawiać, przestali się spotykać, a zamiast lubić siebie nawzajem, zaczęli wciskać przycisk: Lubię to! przy zdjęciach jakichś dziwnych butów albo kolorowych soków.
-Więc teraz Ziemajnini przyjaźnią się z butami?- zapytał zaciekawiony chłopczyk.
-Nie mam pojęcia, mały- odparł dziadek- Dwa lata temu, naukowcy z Instytutu Gagiellońskiego przerwali badania dotyczące Ziemi. Wszyscy zgodnie stwierdzili, że już niczego pożytecznego nie możemy się od ludzi nauczyć.
-Dziadku, proszę opowiedz mi jeszcze jedną historię o Ziemajninach- powiedział przymilnie dwustuletni chłopczyk, obdarzając staruszka uroczym spojrzeniem dwóch tęczowych oczu.
-No dobrze, mały. Ale tylko jedna opowieść i zaraz po tym marsz do kosmołóżka.- oznajmił stanowczo dziadek, sadzając sobie malca na kolanach. Zamyślił się na chwilę, po czym zaczął opowiadać.- To...
Pamiętam to jak dziś. Upatrzyłem sobie taką niewinnie wyglądającą blondynkę. Teraz musiałem tylko połazić za nią, żeby w końcu nadszedł wieczór, a owa niewiasta położyła się spać. 'Ziewnij. Ziewnij. Ziewnij' - tajemne zaklęcia, czyli moja gadulstwo, podziałało, bo blondynka przeciągnęła się i... już byłem w jej głowie. 'Ocho, same kosmate myśli tutaj mamy' - zarechotałem. Szybko podskoczyłem kilka razy w miejscu i już byłem gotowy do życia.
A miało się wydarzyć wtedy coś niesamowitego. Codziennie słyszałem o tym w każdym telewizorze. Wyszedłem na ulicę i się zaczęło... Kolorowe fontanny gorących iskier wystrzeliły w powietrze. Smak prochu w ustach, śmiechy ludzi brzmiące w uszach i te niesamowite barwne obrazy malowane na czarnym płótnie. Nawet najlepsze opisy słowne nie oddadzą tego, co działo się wtedy na niebie i w moim ciele. Moim, bo pożyczone tymczasowo ciało z każdym ogłuszającym huknięciem kuliło się w sobie.
Miałem szczęście. Nie każdy Kortin mógł dzisiaj zobaczyć to cudo. Wiele osób nie poszło tej nocy spać, ba! Tylko niewielu zmęczonych pracą lub obowiązkami domowymi ziewało dostatecznie sennie, aby można było użyć ich ciał.
I niestety nagle to poczułem. W środku całego kolorowego zamieszania lekkie kręcenie w obrębie nosa. 'Muszę zdążyć wrócić!' -spanikowałem i niestety ten pośpiech przyspieszył bieg wydarzeń. Blondynka kichnęła po raz pierwszy, a ja jak z procy wyleciałem wprost pod nogi ludzi. Całe szczęście, że wśród ogólnego zamieszania zdążyłem się skryć w trawie. Nawet nie chciałem wtedy myśleć jakie konsekwencje na mnie spadną za takie nagłe opuszczenie człowieka.
Nasz świat. Mały światek, który istnieje tylko dzięki wam. Dopóki istniejecie - istniejemy i my. I chociaż nie zdajecie sobie z tego sprawy, każdej nocy przeżywacie coś niesamowitego. Nazywacie to snami, niech wam będzie...
Och, gdyby ludzie tylko wiedzieli co się dzieje, gdy kichają i ziewają. Założę się, że każdy próbowałby pozbyć się tych dziwnych odruchów...
Pamiętam to jak dziś. Upatrzyłem sobie taką niewinnie wyglądającą blondynkę. Teraz musiałem tylko połazić za nią, żeby w końcu nadszedł wieczór, a owa niewiasta położyła się spać. 'Ziewnij. Ziewnij. Ziewnij' - tajemne zaklęcia, czyli moja gadulstwo, podziałało, bo blondynka przeciągnęła się i... już byłem w jej głowie. 'Ocho, same kosmate myśli tutaj mamy' - zarechotałem....
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
21 lipca 1969
- Słyszałeś? Na Ziemi wszyscy gadają tylko o jakimś Aeliu Nmstrongu albo Enliu Ampstrongu. Nie ważne jak się zwał, w każdym razie niby on jako pierwszy stanął na księżycu. Czaisz? – odezwał się Xati.
- Serio? Przecież nasi już tysiąc lat temu tam byli. Wielkie mi co do świętowania. – odpowiedział mu Khati.
- No właśnie! Nasi od tego czasu odbyli już podróż do jego jądra oraz zwiedzili wnętrze słońca, a ci tak powariowali na punkcie tego faceta, że niedługo mu pomnik walną.
- W takim razie nam też będą musieli. W końcu na księżycu już nie raz byliśmy. Pamiętasz te wakacje w 1867? I tamtejsze panienki?
21 lipca 1969
- Słyszałeś? Na Ziemi wszyscy gadają tylko o jakimś Aeliu Nmstrongu albo Enliu Ampstrongu. Nie ważne jak się zwał, w każdym razie niby on jako pierwszy stanął na księżycu. Czaisz? – odezwał się Xati.
- Serio? Przecież nasi już tysiąc lat temu tam byli. Wielkie mi co do świętowania. – odpowiedział mu Khati.
- No właśnie! Nasi od tego czasu odbyli już podróż do...
Nigdy bym nawet nie podejrzewała, że ludzie mogą tak ze sobą walczyć. Zabijać się nawzajem. Okazywać sobie tyle wrogości i nienawiści. Patrzeć na czyjąś śmierć, która nastąpiła przez nich.
Nie doceniać obecności innych.
Dopóki tego nie widziałam.
Była to wojna.
Ludzie nazwali ją I Wojną Światową, a po niej nastąpiła II.
Wszystko to przez chęć zdobycia władzy. Okropne.
W moim świecie jest to niedopuszczalne. Wręcz niemożliwe.
Nie dlatego, że jest taki idealny, nie.
To dlatego, że żyje w nim tylko jedna osoba.
Ja.
Nigdy bym nawet nie podejrzewała, że ludzie mogą tak ze sobą walczyć. Zabijać się nawzajem. Okazywać sobie tyle wrogości i nienawiści. Patrzeć na czyjąś śmierć, która nastąpiła przez nich.
Nie doceniać obecności innych.
Dopóki tego nie widziałam.
Była to wojna.
Ludzie nazwali ją I Wojną Światową, a po niej nastąpiła II.
Wszystko to przez chęć zdobycia władzy. Okropne.
W...
bfkjbsdcv bdsjbf vdmg kgn mx vmnsdbgkjnkdn ,n,kjn mknb! vjrkgfb bdjsgfjk: ndkghdvfj? mnfgyh. dkhdsskgjhvv vmxdsvbdb, m v,mdhm. jbx, nk, bjh, - ndjkfdb! mdbfgjdsv mdvb... nxfkhd...nkjdhfc! ----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
aww!
bfkjbsdcv bdsjbf vdmg kgn mx vmnsdbgkjnkdn ,n,kjn mknb! vjrkgfb bdjsgfjk: ndkghdvfj? mnfgyh. dkhdsskgjhvv vmxdsvbdb, m v,mdhm. jbx, nk, bjh, - ndjkfdb! mdbfgjdsv mdvb... nxfkhd...nkjdhfc! ----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
aww!
Słyszałeś Yomo, co stało się na Ziemi? W Nowym Jorku dokładnie. Kojarzysz te drapacze chmur i liczne korki, prawda? Tak, właśnie to jest Nowy Jork. Mianowicie dwa wieżowce World Trade Center zostały zniszczone przez samoloty pasażerskie. Rozumiesz to? Po pierwszym uderzeniu, wszyscy myśleli, że to wypadek, ale ja wiedziałam, że takie rzeczy nie dzieją się bez przyczyny. Kiedy nadleciały kolejne, do ludzi dotarło to, co ja uświadomiłam sobie dużo wcześniej. To był zamach, a ofiarami padli niewinni ludzie. Dlaczego zawsze cierpią ci, którzy najmniej zawinili? Na naszej planecie istnieje
sprawiedliwość. Zawsze każemy tylko winnych. Nie cierpi nikt, kto na to nie zasłużył. Nikomu nawet przez myśl nie przejdzie, żeby kogoś skrzywdzić. Widzisz Yomo, niby jesteśmy do ludzi podobni, ale jak tak się przyjrzeć, to jesteśmy zupełnie różni. Spójrz nawet na takiego Hitlera. Wymyślił sobie, że Żydzi są gorsi i tępił ich jak pasożyty. My wszyscy wyglądamy podobnie, mówimy tym samym językiem i nikt nie przyczepi się, że jesteśmy inni. Różnorodność rodzaju ludzkiego doprowadziła do antysemityzmu, faszyzmu, rasizmu i nietolerancji. My nie mamy tego problemu. Sam widzisz Yomo, jesteśmy od nich dużo lepsi. Spójrz na naszą planetę, tutaj wszystko działa jak w zegarku. Każdy wie co ma robić i dzięki temu jesteśmy świetnie zorganizowani, a oni? Jeden wielki chaos! W ich planie nie wiadomo gdzie jest początek a gdzie koniec! W życiu byśmy nie przetrwali takim sposobem, ale widzisz, my wciąż ich obserwujemy i wiemy jakich błędów nie popełniać, natomiast oni nie mają pojęcia o naszym istnieniu. Te biedne zagubione istoty nie mają od kogo się uczyć. Bardzo chciałabym im pomóc, ponieważ patrzenie na ich cierpienie jest dla mnie naprawdę bolesne, ale muszę trzymać się naszego niezawodnego planu. Pierwsza zasada brzmi: nigdy nie ujawniaj się istotom gorszym od siebie. Takim oto sposobem nigdy nie dowiedzą się, że cały czas ktoś z góry ich obserwuje.
Słyszałeś Yomo, co stało się na Ziemi? W Nowym Jorku dokładnie. Kojarzysz te drapacze chmur i liczne korki, prawda? Tak, właśnie to jest Nowy Jork. Mianowicie dwa wieżowce World Trade Center zostały zniszczone przez samoloty pasażerskie. Rozumiesz to? Po pierwszym uderzeniu, wszyscy myśleli, że to wypadek, ale ja wiedziałam, że takie rzeczy nie dzieją się bez przyczyny....
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejLudzie... dziwne istoty. Jest ich tak mało a i tak nie mogą dojść do rozejmu między państwami. I i II wojna światowa... Dla nich to coś strasznego. W moim wszechświecie codziennie trwa wojna o pokój, o wolność czy nawet o jedzenie. Ludzie uważają, że są na tyle ważni by rządzić całym światem... a dookoła tyle innych planet, tyle miejsc do zobaczenia. Ludzie są słabi. Mocni na Ziemi, ale nie poradzili by sobie z żadną rasą człekopodobną. Policzmy... W moim mieście, tylko MIEŚCIE na 100 miliardów istot umarło w czasie tego tygodnia 40 %, ale ludzie i tak uważają, że są ważniejsi. Że nie trzeba nam pomagać... Uważają, że jesteśmy jak św. Mikołaj- nie istniejemy! Gdyby ich pomoc może bylibyśmy jeszcze planetą Układu Słonecznego. Mniej istot- Mniejsza powierzchnia. Pluton- Nie mamy takiego szczęścia co niebieska planeta...
Ludzie... dziwne istoty. Jest ich tak mało a i tak nie mogą dojść do rozejmu między państwami. I i II wojna światowa... Dla nich to coś strasznego. W moim wszechświecie codziennie trwa wojna o pokój, o wolność czy nawet o jedzenie. Ludzie uważają, że są na tyle ważni by rządzić całym światem... a dookoła tyle innych planet, tyle miejsc do zobaczenia. Ludzie są słabi. Mocni...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Naczelny wódz wraz z najważniejszymi poddanymi podszedł do skraju jeziora pokazującego inne miejsca we wszechświecie i w tym właśnie momencie zauważył, iż cudowna kobieta bierze sobie za męża jakiegoś człowieka widać było, że nie mają względem siebie zbyt wielkich uczuć. Zapytał więc poddanego, który miał umiejętność wychwytywania myśli tamtych ludzi i wsłuchiwania się w to co się tam dzieje dlaczego biorą Oni ślub choć się nie kochają, poddany na to powiedział:
- To Wodzu jest sakrament małżeństwa zawierają go książę Polski Mieszko I oraz czeska księżniczka Dobrawa. Mieszko robi to, aby do ziemi Polskiej zawitało chrześcijaństwo, Wodzu.
- A co mu da to chrześcijaństwo jeśli nie ma pomiędzy nimi uczucia?
- Dzięki temu Mieszko będzie mógł zawierać przymierza i sojusze. Umacnia to jego znaczenia na ich planecie. Będzie się bardziej liczył jako król.
- Ciekawe jest to co mówisz. Jednak ja cieszę się, że nasi rodacy i ja mogę zawrzeć małżeństwo z miłości, a nie tylko dla władzy - rzekł władca.
Naczelny wódz wraz z najważniejszymi poddanymi podszedł do skraju jeziora pokazującego inne miejsca we wszechświecie i w tym właśnie momencie zauważył, iż cudowna kobieta bierze sobie za męża jakiegoś człowieka widać było, że nie mają względem siebie zbyt wielkich uczuć. Zapytał więc poddanego, który miał umiejętność wychwytywania myśli tamtych ludzi i wsłuchiwania się w...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
-Całkowita eliminacja? Ale jak to? – Spytała zaskoczona istota 32 spoglądając na jeden z dwunastu układów planetarnych.
-To jeszcze nie jest pewne. Szef ciągle się zastanawia czy jest sens w to ingerować. Może zrobić to szybko i bezboleśnie, albo poczekać dwieście dwanaście lat aż sami się wyniszczą. – odparło znudzone 002.
-Czyli to i tak nieuniknione? Ale co z idealną dwunastką?
-Jesteś jeszcze młode i głupie. Jak długo ty w ogóle trwasz? Nie wiesz, że czas pięknych idei minął wraz ze stworzeniem tego przeklętego układu planetarnego? Szef chciał stworzyć ideał i domknąć nim swe perfekcyjne dzieło. Dwunasta zabawka miała być lepsza niż wszystkie inne, ale popełnił błąd. Poza idealnymi gatunkami zaprogramował też istoty ludzkie, które spartoliły całą konstrukcję. Wszystkie gatunki stworzone były tak, by współpracowały ze sobą, likwidując tym samym słabsze. Sprawa, wydawałoby się, naturalna we wszystkich dwunastu układach. Ci skretyniali ludzie w trakcie ewolucji doprowadzili do jakiejś mutacji genów i zaczęli wybijać siebie nawzajem. Nie wiedziałoś o tych śmiesznych bitwach? W ostatniej wielkiej bitwie ludzkości stworzyli nawet rzeźnie dla siebie samych. Do jednej wielkiej zwozili swoje rodzeństwo, które urodziło się na innym terenie i tam mordowali ich na różne, szokujące sposoby. Bili ich, głodzili, truli, palili i eksperymentowali na ich ciałach. Nawet szef nie mógł na to patrzeć, a wiesz, że nie należy do najdelikatniejszych. To było chore i obrzydliwe. Wiesz co jest najśmieszniejsze? Że robili to wszystko dlatego, że jeden z nich wmówił im wszystkim, że tamci są gorsi od nich. Jakby kretyni przez tyle lat nie zdążyli się zorientować, że będąc jednym gatunkiem, wszyscy pochodzą z tego samego prototypu i dzielą te same geny. Wiesz, szkoda mi tylko szefa. Chciał stworzyć gatunek lepszy niż wszystkie i dał im najbardziej rozwinięte oprogramowania mózgowe, a nawet zwierzęta nie zachowują się tak paskudnie jak oni.
-Poczekaj! Słyszysz?
-Tak. Szef podjął decyzję.
-Całkowita eliminacja? Ale jak to? – Spytała zaskoczona istota 32 spoglądając na jeden z dwunastu układów planetarnych.
-To jeszcze nie jest pewne. Szef ciągle się zastanawia czy jest sens w to ingerować. Może zrobić to szybko i bezboleśnie, albo poczekać dwieście dwanaście lat aż sami się wyniszczą. – odparło znudzone 002.
-Czyli to i tak nieuniknione? Ale co z idealną...
Bezsensowne są to stworzenia. Niby jak my, głowę mają na karku, ale kompletnie nie umieją jej używać. Rozumiem, można się sprzeczać, ale żeby od razu wypuszczać na siebie te wszystkie maszyny?! Ile może w ogóle trwać taka kłótnia?! I tylko odbieramy ciągle jakieś dziwne nagrania, sami krzyczący ludzie, niektórzy nawet całkiem zabawni. A jak za nimi tłumnie idą ciemni, bezmózdzy osobnicy! Chyba nie rozumieją co naprawdę znaczą słowa ich liderów.
Reakcje naszych na ten widok są takie same, wszyscy kręcą głowami z niesmakiem. Tyle krwi, tyle niewinnych ofiar, a wszystko dla jakichś głupich idei i pozyskania większego terytorium. To jest dla mnie nie do ogarnięcia! Prymitywna rasa z tych ludzi.Jakby nie wystarczyło im o co mają. No cóż, nie wszyscy są tak pokojowo usposobieni jak my, ale i tak ich działania budzą wszechobecny niesmak. Dopiero niedawno zaczęliśmy obserwować planetę "Ziemia", ale to chyba lepiej. To coś, ten wielki konflikt nazywają "drugą wojną światową". Jeśli jest druga, cieszę się, że nie musiałam oglądać pierwszej.
Bezsensowne są to stworzenia. Niby jak my, głowę mają na karku, ale kompletnie nie umieją jej używać. Rozumiem, można się sprzeczać, ale żeby od razu wypuszczać na siebie te wszystkie maszyny?! Ile może w ogóle trwać taka kłótnia?! I tylko odbieramy ciągle jakieś dziwne nagrania, sami krzyczący ludzie, niektórzy nawet całkiem zabawni. A jak za nimi tłumnie idą ciemni,...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
- Pamiętasz jeszcze te czasy Amico?
Stare, żółte oczy spojrzały na swego towarzysza. Grisz był pierwszym z ocalonych. Ziemia widoczna zza iluminatora zmuszała do refleksji.
- Pamiętam jakby to było wczoraj…
Laur znał tę historię. Był tam. Jednak z ust Grisza wyblakłe wspomnienia nabierały realnych kształtów. Lubił powracać do początku.
- XIV wiek, Poveglia, miejsce walk pomiędzy Wenecjanami a Genueńczykami jak dobrze pamiętasz. Nieważne kto wygrał, wyspa i tak została przeznaczona na straty. Tak myślano. To tam dzięki „wsparciu” Watykanu powstaliśmy my, jak to Nietzsche pisał, nadludzie.
- A Watykan co miał do tego?
-Człowiek jest łasy na władzę. Kościół myślał, że będziemy kolejnymi posłusznymi barankami prowadzonymi na rzeź. Tak naprawdę przez nas Pius XII utworzył supertajną służbę informacyjną, ale wybiegam do przodu. Watykan do końca nie wiedział co robi. Nawiązali kontakt z Innymi. Otrzymali od nich substancję, która wywołała mór. Jak dobrze pamiętasz, w Italii nastał czas śmierci. Wyspa stała się naszym domem. Zrzucano tam wszystkich z podejrzeniem dżumy. Umieraliśmy. Plan Watykanu nie wypalił. Po iniekcji mieliśmy być ich bronią, staliśmy się ich katem.
- Inni nam pomogli…
-Tak, gdyby nie Obcy sami bylibyśmy tylko rozkładającym się ścierwem. Warunki ziemskie nie pozwalały nam żyć. Przylecieli po nas. Obserwują nas od wieków. Ludzie muszą zrozumieć, że nie ma czegoś takiego jak BÓG. Jeżeli jest to zsyła na nas śmierć za pośrednictwem swoich sług.
- Nie tylko!
- Prawda Laur, ale to dłuższa dysputa, a my teraz nie o tym. Obcy przylecieli po nas i nas zabrali. Nie wszystkich. Musieliśmy stwarzać pozory. Rzadko ktoś nas na Povegli odwiedzał, ale jednak.
- I teraz to my jesteśmy BOGIEM, prawda? Im wtedy nie chodziło o śmierć Ziemi. Potrzebowali żołnierzy. To ludzie Watykanu mieli sobie wstrzyknąć tę substancję. Obcy chcieli nas od nich uratować, zabrać ich do siebie jako posłuszne roboty…
- Tak Laur, ale to Oni są Bogiem. Nie gadaj, strzelaj jak BÓG nakazuje!
- Pamiętasz jeszcze te czasy Amico?
Stare, żółte oczy spojrzały na swego towarzysza. Grisz był pierwszym z ocalonych. Ziemia widoczna zza iluminatora zmuszała do refleksji.
- Pamiętam jakby to było wczoraj…
Laur znał tę historię. Był tam. Jednak z ust Grisza wyblakłe wspomnienia nabierały realnych kształtów. Lubił powracać do początku.
- XIV wiek, Poveglia, miejsce walk...
Jestem nieprzewidywalny, z góry zaplanowany, mogę być dobry lub zły, przynoszący szczęście albo smutek i żal. Los. Wasze przeznaczenie.
Wszystko obserwuję z boku, przyglądam się. Niektórzy próbują mnie zmienić. Zmienić przeznaczenie. Nigdy im się to nie udało.
Kilka razy sam próbowałem powstrzymać złe wydarzenia, ale to było niezależne ode mnie. Ja się po prostu przyglądałem. Obserwowałem zatonięcie Titanica, przebieg I i II wojny światowej, konflikty zbrojne, liczne trzęsienia ziemi oraz ataki terrorystyczne.
11 września 2001 roku z samego rana uprowadzono cztery samoloty pasażerskie, które miały posłużyć przy zamachu na terenie USA. Oczywiście wiedziałem co się wydarzy i z trwogą oglądałem kolejne zwroty akcji. Zaatakowano dwie wieże World Trade Center oraz budynek Pentagonu.
Pasażerowie czwartego samolotu dowiedzieli co się stało i zaatakowali porywaczy. Dzięki współpracy udało im się doprowadzić do rozbicia się maszyny na niezamieszkanym terenie.
Łącznie zginęło 2973 ludzi.
Nie potrafiłem przerwać wydarzeń, które miały miejsce. Mogłem się tylko przyglądać jak Śmierć zabiera dusze niewinnych ludzi.
Nikt nie może zmienić przeznaczenia.
Można próbować...
W końcu nadzieja umiera ostatnia...
i okazuje się matką głupich.
Jestem nieprzewidywalny, z góry zaplanowany, mogę być dobry lub zły, przynoszący szczęście albo smutek i żal. Los. Wasze przeznaczenie.
Wszystko obserwuję z boku, przyglądam się. Niektórzy próbują mnie zmienić. Zmienić przeznaczenie. Nigdy im się to nie udało.
Kilka razy sam próbowałem powstrzymać złe wydarzenia, ale to było niezależne ode mnie. Ja się po prostu...
Czy Ci ludzie na prawdę są tak durni jak małpy, którymi byli na początku? Czy może po prostu udają?
Od tak wielu stuleci obserwujemy ich starania, wzloty i upadki, ale za każdym razem kończą się jakąś sprzeczką, wybuchami, bombardowaniami, bezwzględnymi wojnami.
Czy nie potrafią żyć w pokoju? Czy na prawdę jest to dla nich zbyt trudne?
Jednak nie można zaprzeczyć, że są niezwykle ciekawscy i pomimo swej mniejszości wierzą w życie poza ich rodzimą ziemią, i w tej kwestii się nie mylą. Niestety są zbyt zacofani technologicznie więc jak na razie nie potrafią zdziałać zbyt wiele w poznawaniu wszechświata z bliska. Zresztą obserwując ich zachowania nie są po prostu gotowi aby poznać inne formy życia. Co nie zmianie faktu, że i tak próbują.
Nie znam się dokładnie na obowiązującym u nich czasie, na tej śmiesznej zielonkawo-niebieskiej planetce, ale wreszcie udaję im się sięgnąć gwiazd, a dokładniej księżyca, który wiernie krąży wokół ich planety niczym wartownik. Po tylu latach wreszcie udało im się postawić na nim pierwszy krok. Rozwijają się, niestety zbyt wolno biorąc pod uwagę jak kruche jest ich życie, i jak pełne jest wszelakich zwad.
Czy Ci ludzie na prawdę są tak durni jak małpy, którymi byli na początku? Czy może po prostu udają?
Od tak wielu stuleci obserwujemy ich starania, wzloty i upadki, ale za każdym razem kończą się jakąś sprzeczką, wybuchami, bombardowaniami, bezwzględnymi wojnami.
Czy nie potrafią żyć w pokoju? Czy na prawdę jest to dla nich zbyt trudne?
Jednak nie można zaprzeczyć, że są...
Czas na Ziemionie płynął leniwym tempem.
Zea, jak co dzień wróciła z pracy i już od progu zmęczenie po całodniowej harówce minęło jak ręką odjął. Wystarczyło jedno spojrzenie na swojego 6-letniego córeczkona, który w skupieniu śledził czyjeś losy na świecącym ekranie.
-Masiu, wróciłam! - zawołała radośnie i rozłożyła ramiona, czekając by mała podbiegła do niej i ją objęła.
-Mamooon! Jak dobrze, ze już jesteś. Tęskniłam! - zapiszczała Masia i już po chwili znalazła się w czułym uścisku.
Kobieton podniósł dzieckon na ręce i z czułością zapytał:
-Co tam mój maleństwon robi ciekawego?
-Oglądam bajkę, chodź usiądziemy razem i pooglądamy! - z entuzjazmem wykrzykiwała mała Masia. Zea uśmiechnęła się delikatnie i usiadła na kanapie, biorąc córeczkona na kolana.
-A co to za bajeczka? - zapytała Zea z zainteresowaniem, jakie może okazać tylko matkon.
-O Księciu Williamie, który poszedł na studia i tam poznał dziewczynona. Potem zakochują się w sobie! Zobacz, właśnie biorą ślub!
-I będą żyć długo i szczęśliwie?
-Taaaak! A Kate zostanie prawdziwym Księżniczkonem! Mamonie, ja też chcę być Księżniczkonem jak dorosnę.
-Wszystko przed Tobą – rzekła Zea z uśmiechem – musisz tylko spotkać swojego Księcia Williama. Dobrze, to była piękna bajeczka, a teraz wyłącz teleziemię i myj rączki, zjemy ładnie obiadek.
Czas na Ziemionie płynął leniwym tempem.
Zea, jak co dzień wróciła z pracy i już od progu zmęczenie po całodniowej harówce minęło jak ręką odjął. Wystarczyło jedno spojrzenie na swojego 6-letniego córeczkona, który w skupieniu śledził czyjeś losy na świecącym ekranie.
-Masiu, wróciłam! - zawołała radośnie i rozłożyła ramiona, czekając by mała podbiegła do niej i ją objęła.
...
Drzwi do sypialni otworzyły się z nieśmiałym zaskrzypieniem. Katsumi zobaczyła w jasnej poświacie swojego synka, małego Ayumu, który przecierał przymknięte oczka. Wszedł do pokoju chwiejnym, jeszcze sennym krokiem, ciągnąc za sobą pluszowego misia, po czym wcisnął się w ramiona budzącej się właśnie matki.
– Mamusiu… miałem zły sen…
Młoda matka objęła czule synka. Poczęła gładzić go po główce i delikatnie przeczesywać włosy, by uspokoić swoje dziecko.
– Już dobrze Ayumu… To był tylko zły sen. Już jestem tutaj i nic ci nie grozi.
– Mamusiu… Oni przylecieli takimi dużymi samolotami. Zrzucili coś takiego dużego… To później wybuchło i nikogo nie było… Ani ciebie, ani tatusia, ani dziadziusia, nikogo…
– No już, spokojnie Ayumu. To tylko zły sen. Wojna przecież się już skończyła i jest wszystko dobrze. Wygraliśmy. Ja tu jestem, tatuś też, a i dziadziuś żyje. Jutro możemy go odwiedzić. A jak będziesz chciał, to w weekend możemy pojechać do Nagasaki, wiesz? Od nas z Hiroszimy to naprawdę niedaleko…
******
Tymczasem gdzieś w innej przestrzeni i innym czasie…
– Panie Prezydencie, czy jest pan świadom jakie konsekwencje może przynieść taka decyzja? To bomba atomowa , na dobrą sprawę eksperyment – nie wiemy jak to się może skończyć… Cały świat może nam tego nie wybaczyć. Nie mówiąc już o Japonii…
Mężczyzna w garniturze trzymał ręce w kieszeni. Wpatrywał się w ruchliwe oblicze Waszyngtonu. Wydawać się mogło, że to go uspokaja. Szczególnie, że ostatnie kilka miesięcy należało do wybitnie męczących. Wyraźnie wskazywała to siwizna prezydenta.
– Panie Generale, to jest wojna i musimy się liczyć z ofiarami. A ta wojna musi się skończyć. To jedyna opcja.
Mężczyzna w wyjściowym mundurze od kilku minut zaciskał generalską czapkę w rękach.
– Ale przecież tam też żyją ludzie, Panie Prezydencie. Tacy sami jak my, jak Amerykanie...
– Nie zrozum mnie źle. Oni są zupełnie inni od nas. Tak, jakbyśmy żyli w dwóch odmiennych wszechświatach.
Drzwi do sypialni otworzyły się z nieśmiałym zaskrzypieniem. Katsumi zobaczyła w jasnej poświacie swojego synka, małego Ayumu, który przecierał przymknięte oczka. Wszedł do pokoju chwiejnym, jeszcze sennym krokiem, ciągnąc za sobą pluszowego misia, po czym wcisnął się w ramiona budzącej się właśnie matki.
– Mamusiu… miałem zły sen…
Młoda matka objęła czule synka. Poczęła...
Druga ekspedycja w tej części wszechświata nie zapowiadała się obiecująco. Jednak okazało się inaczej. Przypuszczano, że miliony lat mogą zmienić wiele, ale to, co nastało jest nieprawdopodobne. Raport z pierwszej misji badawczej Ziemi przedstawiał ją, jako dom istot prymitywnych, nieinteligentnych, w większości niewielkich rozmiarów. Te duże, cyklicznie ginęły, ustępując miejsca innym. Wtedy, za czasów pierwotnej eksploracji Ziemi, tak i dziś, gatunkiem dominującym, o zauważalnej wielkości są organizmy o sześciu odnóżach, mrówki. Teraz nie mają one już znaczenia. Na planecie nastąpiła fenomenalna ewolucja! Pewna grupa zwierząt na przełomie tylko kilkunastu milionów lat wykształciła znaczną inteligencję, która zainicjowała niebywały rozwój technologiczny. Cywilizacja jest w stanie obronić się przed wieloma niebezpieczeństwami, zarówno tymi na planecie, jak i napływającymi z kosmosu. Ludzie niebywale szybko poznali większość praw rządzących wszechświatem, budowa materii nie jest już dla nich tajemnicą. Ich ciekawość świata jest niepohamowana, jednak po bliższej analizie, zauważane są także cechy negatywne, choć może tylko pozornie. Agresja, jaką przejawiają jest destruktywna, ale w dalekiej przyszłości może być znakomitym środkiem ratunku, o ile nie będzie nadużywana. Ziemskie środki obrony już teraz są potężne, a umiejętność ratowania życia równie zaawansowana, więc połączenie to jest niezastąpione w czasie ekspedycji, do których zapewne niebawem dojdzie. Ziemia wkrótce może stać się materiałem na dobrego sojusznika.
Druga ekspedycja w tej części wszechświata nie zapowiadała się obiecująco. Jednak okazało się inaczej. Przypuszczano, że miliony lat mogą zmienić wiele, ale to, co nastało jest nieprawdopodobne. Raport z pierwszej misji badawczej Ziemi przedstawiał ją, jako dom istot prymitywnych, nieinteligentnych, w większości niewielkich rozmiarów. Te duże, cyklicznie ginęły,...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Wielu ludzi się mnie boi, nawet wywołuje w nich lęk. Inni mnie uwielbiają, ale jedno jest pewne, że jestem bardzo niebezpieczny.
Przekonało się o tym wiele statków i okrętów. To ja wywołuje te różne katastrofy. Najmilej wspominam historie znaną na całym świecie ,, zatonięcia Titanica''.
Pamiętam to bardzo dobrze, był rok 1912, noc 14 na 15 kwietnia. Pogoda nie była najlepsza, ponieważ temperatura była coraz niższa, a księżyc był prawie w nowiu, ale ja byłem spokojny. Głowna przyczyną zatonięcia była moja przyjaciółka - Góra Lodowa. Wtedy wkroczyłem do akcji.
Nadszedł czas zemsty. Chcieliśmy pomścić ludzi którzy nas zatruwają.
Po zderzeniu, statek zaczął się powoli rozpadać. Na nim panował ogromny ruch, orkiestra grała dramatyczną muzykę i słychać było wołanie o pomoc. Pomoc nie nadchodziła, jednak ludzie nie tracili nadziei. Ludzie skakali do wody myśląc że to ich uratuje jednak ja już tam na nich czekałem. Nachylenie statku było tak duże, że zacząłem wciągać ludzi do siebie. Ludzie próbowali się uratować, lecz ja byłem silniejszy. Już po chwili zacząłem pożerać statek. Chciałem stać się legendą i udało mi się!
Kilka osób przetrwało, gdyż przybyła pomoc. Statek był niestrawny i do dziś leży na moim dnie.
Nigdy nie zapomnę tego przeżycia.
Wielu ludzi się mnie boi, nawet wywołuje w nich lęk. Inni mnie uwielbiają, ale jedno jest pewne, że jestem bardzo niebezpieczny.
Przekonało się o tym wiele statków i okrętów. To ja wywołuje te różne katastrofy. Najmilej wspominam historie znaną na całym świecie ,, zatonięcia Titanica''.
Pamiętam to bardzo dobrze, był rok 1912, noc 14 na 15 kwietnia. Pogoda nie była...
Ludzie, bardzo dziwna rasa, pewnie jedna z najdziwniejszych we wszechświecie. Niszczą własną planetę, zabiją się nawzajem. Najbardziej mnie zadziwiła jedna historia, nazywana przez niech II woja światowa. Dali się omotać jednemu człowiekowi tylko w ramach idei. Zabijali swych braci, bo jeden niski człowiek z wąsem tak im nakazał. Nie chciałbym trafić na Ziemię.
Ludzie, bardzo dziwna rasa, pewnie jedna z najdziwniejszych we wszechświecie. Niszczą własną planetę, zabiją się nawzajem. Najbardziej mnie zadziwiła jedna historia, nazywana przez niech II woja światowa. Dali się omotać jednemu człowiekowi tylko w ramach idei. Zabijali swych braci, bo jeden niski człowiek z wąsem tak im nakazał. Nie chciałbym trafić na Ziemię.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamCzasem pojawiają się u nas, przypadkiem chyba trafiają na portale, które łączą obie planety. Szkoda że nie potrafią wracać, bo nawet jest mi ich szkoda. Widziałem dziś jednego. Błąkał się po naszym archipelagu, był w centrum dowodzenia. Widziałem rozpacz na jego twarzy. Ale jak im pomóc skoro nie potrafią patrzeć. Gdyby chodź na chwilę zamknął oczy odprowadziłbym go do siebie. Gdyby się uspokoił zobaczył by wszechświat w którym tak od niechcenia się znalazł. Małą rasa, która nie potrafi panować nad swoimi umysłami. Póki nie odkryją tajemnicy prawdziwego postrzegania rzeczywistości, będą się błąkać i ginąć na naszych oczach nie widząc purpury nieba wiszącego nad ich głowami, nie czując pulchnych poplątanych liści po których stąpają. Co za paradoks że istnieje tyle lepszych światów a oni tkwią w swoich własnych i ograniczonych. Leniwi, ochydni i puści...Raz jednen spsotkałem tylko koogoś kto wróił. Sam mnie zobaczył, mówił że nazywają go Budda i że chętnie by został ale musi wrócić, bo inni na niego czekają i nie może ich zawieść. Musi też im opowiedzieć o tym co tu widział i co zrobić żeby tu trafić, bo to miejsce jest niesamowite. Żałowałem, bo był czymś wyjątkowym w moim świecie, ale pozwoliłem mu wrócić. OD tamtej pory szukam kogoś takiego jak on, ale ci wszyscy giną coraz szybcciej, boją się coraz więcej. Ich świat umiera, a razem z nim umiera moja nadzieja.
Czasem pojawiają się u nas, przypadkiem chyba trafiają na portale, które łączą obie planety. Szkoda że nie potrafią wracać, bo nawet jest mi ich szkoda. Widziałem dziś jednego. Błąkał się po naszym archipelagu, był w centrum dowodzenia. Widziałem rozpacz na jego twarzy. Ale jak im pomóc skoro nie potrafią patrzeć. Gdyby chodź na chwilę zamknął oczy odprowadziłbym go do...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
-Św Piotrze spójrz ,jakiś wariat chce przeskoczyć przez bramę..
-Gdzie ?
-E.. to Polska,zobacz ,rozróby ,strzały...ludzie są całkowicie spanikowani.Może im jakoś pomożemy?
-My nic nie możemy zrobić,sami muszą wziąć sprawy w swoje ręce/
-No to chyba wezmą ,bo ten na bramie to całkiem determinowany a i zobacz ludzie w niego wpatrzeni jak w Boga..
-To prawda..Polacy będą wolni zobaczysz i Bóg będzie miał w tym swój mały udział
-Św Piotrze spójrz ,jakiś wariat chce przeskoczyć przez bramę..
-Gdzie ?
-E.. to Polska,zobacz ,rozróby ,strzały...ludzie są całkowicie spanikowani.Może im jakoś pomożemy?
-My nic nie możemy zrobić,sami muszą wziąć sprawy w swoje ręce/
-No to chyba wezmą ,bo ten na bramie to całkiem determinowany a i zobacz ludzie w niego wpatrzeni jak w Boga..
-To prawda..Polacy będą wolni...