-
Artykuły
Czytamy w święta. 3 kwietnia 2026
LubimyCzytać322 -
Artykuły
Weź udział w konkursie i wygraj pakiet książek Callie Hart!
LubimyCzytać24 -
Artykuły
„Odpowiedź kryje się w tobie” – Katarzyna Wolwowicz zdradza, jak ją odnaleźć
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Nowa karkonoska powieść Sławka Gortycha! „ŚWIĘTO KARKONOSZY”- już wkrótce! KONKURS
LubimyCzytać131
forum Oficjalne Akcje i konkursy
[Zakończony] Dom o magicznych mocach - wygraj "Dom tajemnic"
Stare domy na pewno wiele widziały i skrywają niejedną tajemnicę. Stare domy mogą być zamieszkiwane przez istoty o magicznych mocach. Niekoniecznie przyjazne. Stare domy same w sobie mogą mieć niezwykłe moce. Taki właśnie jest dom z powieści Columbusa i Vizziniego - przenosi bohaterów w różne światy, w których wszystko jest możliwe. Wyobraź sobie, że przenosisz się (choć niekoniecznie tego chcesz) do świata z wybranej książki. Jaka to książka i jaką przygodę tam przeżywasz? Czekamy na teksty o objętości do 2000 znaków ze spacjami.
Nagrody
Autorów pięciu najlepszych tekstów nagrodzimy egzemplarzami książki.
Dom tajemnic
Autorzy: Ned Vizzini, Chris Columbus
Regulamin
- Konkurs trwa od 15 do 21 stycznia włącznie. W konkursie mogą wziąć udział jedynie osoby posiadające adres korespondencyjny w Polsce.
- Odpowiedzi muszą być napisane samodzielnie. Kopiowanie części lub fragmentów tekstów, recenzji innych osób jest zabronione. Teksty nie mogą przekraczać 2000 znaków ze spacjami.
- Każdy użytkownik może zgłosić tylko jedną pracę.
- Zwycięzców wybiera administracja serwisu lubimyczytać.pl. Decyzja jest nieodwołalna.
- Dane adresowe zostaną wykorzystane przez serwis lubimyczytać.pl i Wydawnictwo Znak Emotikon.
- Adres zwycięzcy powinien zostać nadesłany do dwóch tygodniu od daty ogłoszenia wyników konkursu. Po tym terminie administracja lubimyczytać.pl dopuszcza wybór kolejnego laureata lub nieprzyznanie nagrody.
odpowiedzi [78]
Gratuluję pozostałym zwycięzcom i gorąco pozdrawiam wszystkich uczestników konkursu. :)
Gratuluję pozostałym zwycięzcom i gorąco pozdrawiam wszystkich uczestników konkursu. :)
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamGratulacje :)
Gratulacje :)
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamGratulacje :)
Gratulacje :)
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamGratulacje dla całej piątki:)
Gratulacje dla całej piątki:)
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamGratuluję wygranej pozostałym.
Gratuluję wygranej pozostałym.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamGratki dla wszystkich, którzy wygrali :)
Gratki dla wszystkich, którzy wygrali :)
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Dziękujemy za arcyinteresujące teksty :) Nagrody otrzymują:
WrongWord
Nico1458
tuska1990
Baszka
Christine
Serdecznie gratulujemy. Skontaktujemy się z Wami poprzez PW.
Dziękujemy za arcyinteresujące teksty :) Nagrody otrzymują:
WrongWord
Nico1458
tuska1990
Baszka
Christine
Serdecznie gratulujemy. Skontaktujemy się z Wami poprzez PW.
Konkurs zakończony. Wyniki ogłosimy najpóźniej w piątek.
Konkurs zakończony. Wyniki ogłosimy najpóźniej w piątek.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Wyobrażam sobie, że przenoszę się do świata z wybranej książki. Właściwie, niekoniecznie tego chcę. Trafiam bowiem do willi na wyspie z "I nie było już nikogo" Agathy Christie. Zafrapowany czytam wiersz wyryty nad żarzącym się w kominku ogniem. Zastanawiające, którego z kolei dorwie mnie zabójca.
Ale czy to ważne?
Zostaję zamordowany, szósty czy siódmy, i moje ciało nieśpiesznie stygnie w spiżarce między worem kartofli a półką obładowaną słoikami z figową konfiturą. Smutne, też mi przygoda...
Wyobrażam sobie, że przenoszę się do świata z wybranej książki. Właściwie, niekoniecznie tego chcę. Trafiam bowiem do willi na wyspie z "I nie było już nikogo" Agathy Christie. Zafrapowany czytam wiersz wyryty nad żarzącym się w kominku ogniem. Zastanawiające, którego z kolei dorwie mnie zabójca.
Ale czy to ważne?
Zostaję zamordowany, szósty czy siódmy, i moje ciało...
Kolejny wieczór nad książką.Tym razem wybór padł na tom 8 "Zwiadowców".Jestem zachwycona tą wieczorną chwilą tylko dla siebie.Mogę teraz całkowicie oddać się wydarzeniom, które tak od początku mnie pochłaniają bez końca.Tym razem Will wraz z przyjaciółmi walczy z sektą nawiedzającą ich kraj.Lecz powoli literki zaczynały mi się rozmazywać.Usłyszałam głosy...
-Chyba do reszty zwariowałam!Wszyscy śpią, a ty słyszysz głosy? I jeszcze do tego rozmawiasz sama ze sobą!?
W książce ukazał się napis.Na pewno nie znam tego języka.Ale w jakimś odruchu próbuję go przeczytać.Przecieram oczy ze zdumienia...Gdy je otwieram nie leżę już w ciepłym łóżku,lecz po pas zatopiona w błocie!
-NA POMOC!-wrzeszczę jak opętana-NIECH MI KTOŚ POMOŻE!
Niespodziewanie zza drzewa wyłonił się rycerz...i to nie byle jaki,bo Horace.Oczywiście jako honorowy człowiek-pomógł mi.
Kompletnie zdezorientowaną zaprowadził mnie do obozu,w którym stacjonowali podczas podróży.
-Kim ona jest?-zapytał z podejrzliwością godną starego zwiadowcy Halt.
-Co ja tu do diabła robię?!Zróbcie coś, żebym wróciła do domu!-odparłam.
Nie wiem kto był bardziej zdziwiony zaistniałą sytuacją.Z rozmowy pamiętam tylko to, że wzięli mnie za wariatkę.Jednak jakimś cudem nie zostawili mnie na pastwę losu,ale zaopiekowali się i zabrali ze sobą.W dalszym ciągu główkowałam nad tą sytuacją.Co ja takiego zrobiłam?!Może to przez ten tekst?Ale jakim cudem?Przecież nikt w to nie uwierzy!
Tak więc wyruszyliśmy w kierunku Clonmelu.Uwierzysz czy nie,ale brałam udział w bitwie o zamek.Nawet okazałam się tam pomocna.Po bitwie nadszedł czas na zasłużony wypoczynek.Tylko nie to!Znowu te plamki przed oczami...
Obudziłam się w swoim zielonym pokoju z nosem wściubionym w książkę i kotem śpiącym u boku.
-Rysiu,co się właściwie ze mną działo?
Zerknął na mnie morderczym wzrokiem, z błyskiem w oczach "Jak mogłaś mnie obudzić?!"
-Świetnie! - odrzekłam, po czym odwróciłam się na drugi bok
żywiąc nadzieję, że to był tylko kolejny wybryk mojej szalonej wyobraźni. Rozmyślałam też do rana o tym gdzie znajdę dobrego psychiatrę.
Kolejny wieczór nad książką.Tym razem wybór padł na tom 8 "Zwiadowców".Jestem zachwycona tą wieczorną chwilą tylko dla siebie.Mogę teraz całkowicie oddać się wydarzeniom, które tak od początku mnie pochłaniają bez końca.Tym razem Will wraz z przyjaciółmi walczy z sektą nawiedzającą ich kraj.Lecz powoli literki zaczynały mi się rozmazywać.Usłyszałam głosy...
-Chyba do reszty...
Książka do której chciałabym się przenieść to "Ania z Zielonego Wzgórza". Mam sympatię do tej książki. Przygodę, którą chciałabym bym przeżyć to chyba moment kiedy Diana się upiła. Podczas, gdy Ania przygotowałaby posiłek, ja wówczas zagadałbym Dianę i poczekałabym z nią na Anię. razem pośmiałyśmy się z łobuza Gilberta.
Ps. Tylko co bym zrobiła gdyby Gilbert zakochał się we mnie?
Może przy bliższym poznaniu go umówiła bym z nim na randkę.
Książka do której chciałabym się przenieść to "Ania z Zielonego Wzgórza". Mam sympatię do tej książki. Przygodę, którą chciałabym bym przeżyć to chyba moment kiedy Diana się upiła. Podczas, gdy Ania przygotowałaby posiłek, ja wówczas zagadałbym Dianę i poczekałabym z nią na Anię. razem pośmiałyśmy się z łobuza Gilberta.
Ps. Tylko co bym zrobiła gdyby Gilbert zakochał się...
OBÓZ HEROSÓW
Człowiek, który ustanowił 7.30 jako godzinę rozpoczęcia moich lekcji, był prawdopodobnie najokrutniejszą osobą, jaka kiedykolwiek chodziła po świecie. Gdyby nie ten jego idiotyczny zamysł, teraz leżałabym jeszcze w ciepłym łóżeczku, zamiast kroczyć na przystanek w 10 stopniowym mrozie.
Nagle poczułam silne szarpnięcie, po którym upadłam na ziemię. Hm, nie lubię, gdy ktoś tak bezceremonialnie mnie popycha. Chłopak, który to zrobił właśnie walczył z jakimiś dwoma paskudnymi potworami, ramię w ramię z wysoką brunetką. Gdy ich wrogowie rozpadli się w złoty pył (no dobra, może ten pył nie był normalny, chyba powinnam spodziewać się krwi), nareszcie nastolatkowie zwrócili na mnie uwagę.
-Hej, przepraszam-zagadnęłam-nie możecie rozstrzygać swoich porachunków gdzie indziej? Jak znowu się spóźnię to będę miała przechlapane.
Popatrzyli na siebie ze zdziwieniem.
-Słucham?-spytała dziewczyna.-Czy ty w ogóle widziałaś, co Cię zaatakowało?!
-Twój kolega, z tym wielkim mieczem. Tak w ogóle nie powinniście tak biegać z bronią, mógł się ktoś jeszcze nadziać. Przypadkiem-dokończyłam, myśląc o tym, że prawdopodobnie nie powinnam z nimi teraz rozmawiać tylko biec na autobus, który właśnie pojawił się na przystanku. Ale po siedzeniu nad wczorajszym zadaniem z polskiego do trzeciej w nocy, byłam na to zbyt zmęczona. Ziewnęłam.
-A widziałaś, z czym walczyliśmy?-spytał zszokowany (nie wiem, czym) chłopak.
-A bo ja wiem? Nie znam się na potworach, sorry nie jestem z klasyka.
-A więc to ty musisz być Anga!
-Zaraz, skąd wiesz, kim jestem?-zaczęłam się bać.
-Cóż... Słyszałaś może o Obozie Herosów?
-Czytałam Percy'ergo i to drugie.
-Więc... Jesteś niezwykła. Widzisz i umiesz więcej niż zwykli śmiertelnicy.
-Wszystko ok, ale ja mam oboje rodziców.
-Dlatego tym bardziej jesteś niezwykła. A mówi Ci coś imię Jazon*?
Świetnie zaczęłam dzień, nie ma co. Nieobecność na fizyce, potworyi jeszcze dwoje nastolatków wymagający ode mnie wiedzy z mitologii.
___________________________________________________________________
*w mitologii greckiej, heros bez boskiego rodzica.
OBÓZ HEROSÓW
Człowiek, który ustanowił 7.30 jako godzinę rozpoczęcia moich lekcji, był prawdopodobnie najokrutniejszą osobą, jaka kiedykolwiek chodziła po świecie. Gdyby nie ten jego idiotyczny zamysł, teraz leżałabym jeszcze w ciepłym łóżeczku, zamiast kroczyć na przystanek w 10 stopniowym mrozie.
Nagle poczułam silne szarpnięcie, po którym upadłam na ziemię. Hm, nie...
Sztampowe jawią się opowieści snute o przeniesieniu się do światów książkowych Tolkiena, Rowling, czy nawet Kinga. Mógłbym napisać coś o tym, jak to przeżyłem nieprawdopodobną przygodę wędrując z drużyną pierścienia, pomagając Robinsonowi Crusoe przetrwać, czy może u boku Maćka i Zbyszka z Bogdańca walczyć pod Grunwaldem. Jednak nie. Myślę, że ciekawsza będzie sprawa przeniesienia się do świata książki "Grunt to Bunt", która to opowiada o historii festiwali rockowych w Jarocinie. Opowieści są snute przez świadków wydarzeń, osoby znane - muzyków, menadżerów, czy kierowników przedsięwzięcia, lecz i osoby, które były jeno uczestnikami tejże imprezy odbywającej się od 1970 roku. Przeżyć historię, która rozgrywała się tak blisko w czasie, lecz zbyt daleko od mego urodzenia, byłoby wspaniałym przeżyciem, obaczyć rzeczywistość życia pokolenia moich rodziców, jak funkcjonował świat te kilkanaście lat temu, obaczyć legendarne koncerty, nierzadko z wykonawcami, których już dziś nie ma na tym padole. Byłoby wspaniale uczestniczyć w historii muzyki rockowej, którą się interesuję :)
Sztampowe jawią się opowieści snute o przeniesieniu się do światów książkowych Tolkiena, Rowling, czy nawet Kinga. Mógłbym napisać coś o tym, jak to przeżyłem nieprawdopodobną przygodę wędrując z drużyną pierścienia, pomagając Robinsonowi Crusoe przetrwać, czy może u boku Maćka i Zbyszka z Bogdańca walczyć pod Grunwaldem. Jednak nie. Myślę, że ciekawsza będzie sprawa...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejGdybym tylko mógł przenieść się do innego świata, to musiałaby to być świat z książki Wilbura Smitha „Monsun”. Zresztą już raz tam byłem podczas lektury, choć nie tak do końca... Teraz czuję potrzebę życia życiem głównych bohaterów. Chciałbym żeglować po bezkresie oceanu tak jak Hal, nauczyć się walczyć u boku Abolego, poświęcić wszystko dla jednej kobiety jak Dorian oraz mieć odwagę i Harta ducha tak jak Tom, a przede wszystkim chciałbym przeżyć wielką przygodę na czarnym lądzie, narobić w portki gdy spotkam lwa i przeżyć!
Gdybym tylko mógł przenieść się do innego świata, to musiałaby to być świat z książki Wilbura Smitha „Monsun”. Zresztą już raz tam byłem podczas lektury, choć nie tak do końca... Teraz czuję potrzebę życia życiem głównych bohaterów. Chciałbym żeglować po bezkresie oceanu tak jak Hal, nauczyć się walczyć u boku Abolego, poświęcić wszystko dla jednej kobiety jak Dorian oraz...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Pewnego popołudnia wybrałem się do sklepu. Mieszkam na wsi, więc czekał mnie półgodzinny spacer. Na zewnątrz mimo zimowej pory było jednak dość ciepło, dlatego raźno ruszyłem w drogę. W połowie drogi pogoda gwałtownie się załamała – niebo przesłoniły ciemne chmury, a w chwilę potem zaczął padać śnieg. Wkrótce musiałem stawić czoła prawdziwej zamieci! Szybko straciłem orientację, na szczęście śnieżyca skończyła się równie szybko, jak się zaczęła. Cała okolica pokryta była grubą warstwą śniegu, a ja nie byłem w stanie powiedzieć, gdzie jestem.
Nagle, w oddali usłyszałem tętent koni. Po chwili przede mną pojawił się jeździec. Ubrany był w strój jakby żywcem wyjęty z innej epoki: przypominał mi polski ubiór szlachecki, który widziałem w jakiejś książce.
- Witaj! – zawołał – daleko do Wodoktów?
Był to wysoki młodzieniec o czarnych wąsach i wesołym spojrzeniu.
- Nie wiem… - nie przypominałem sobie takiej miejscowości w okolicy – sam zabłądziłem…
Mężczyzna spojrzał na mnie uważnie.
- Masz na sobie dziwne odzienie, zapewne przybywasz z daleka… może zabierzesz się ze mną? Zmierzam właśnie poznać mą przyszłą żonę, Aleksandrę Bilewiczównę. Jestem pewien że ciepło nas ugości, a ty odwdzięczysz się opowieścią o twej podróży!
Zastygnąłem w zdumieniu, a przez moją głowę przemknęło tysiąc myśli. Czy to możliwe… czy przede mną stoi… Kmicic?!
Jeździec musiał wziąć moje milczenie za zgodę, gdyż roześmiał się po czym pomógł mi wsiąść na konia. Pędząc przez pola zastanawiałem się, czy to aby nie sen. Musiałem się upewnić, czy nie pomyliłem się w swoich przypuszczeniach.
- Powiedz mi Panie… - zacząłem ostrożnie – czy podróżujesz samotnie?
- Ależ skąd! – roześmiał się młodzieniec – moi towarzysze obozują w Lubiczu! Zacna kompania, zresztą sam się przekonasz!
A więc naprawdę jadę z Kmicicem… Ale co ja tu robię? Potrząsnąłem głową. Muszę się nad tym zastanowić, ale… - uśmiechnąłem się w zadumie – ile razy w życiu ma się okazję ucztować w takim towarzystwie? Później będzie czas na rozmyślania.
Pewnego popołudnia wybrałem się do sklepu. Mieszkam na wsi, więc czekał mnie półgodzinny spacer. Na zewnątrz mimo zimowej pory było jednak dość ciepło, dlatego raźno ruszyłem w drogę. W połowie drogi pogoda gwałtownie się załamała – niebo przesłoniły ciemne chmury, a w chwilę potem zaczął padać śnieg. Wkrótce musiałem stawić czoła prawdziwej zamieci! Szybko straciłem...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Powieki jeszcze nigdy tak bardzo mi nie ciążyły. Zamknęłam oczy. Czy to? Tak to wołanie, ale nie jest to głos mamy.... Otworzyłam oczy. Dookoła otaczała mnie ciemność.
-Halo!- zawołałam, odpowiedział mi tylko szmer, a może to kroki? Nagle uświadomiłam sobie, że boję się ciemności. Poszłam powoli przed siebie, po chwili dotknęłam ściany. Co za ulga! Lecz nie trwała ona długo, za moment usłyszałam ciche warknięcie. Zdążyłam zawołać pomocy, ale coś rzuciło się na mnie zakrywając moje usta dłonią.
- Cicho.-usłyszałam męski głos. Próbowałam wytężyć wzrok, ale na próżno, w tych ciemnościach nawet własnej stopy nie można było zobaczyć. Zabłysnęło światło, zobaczyłam siedem osób - trzy kobiety i czterech mężczyzn.
- Julia!.-zawołała siedząca najbliżej mnie dziewczyna.- Zauważą nas.- dodała wyrywając latarkę z rąk towarzyszki. Nie jestem sama. Odetchnęłam z ulgą.
- Chris! Zabierzesz nas stąd? – zapytał dziewczęcy głos. Te imiona mają jakiś związek, na pewno – myślałam gorączkowo, a może… nagle w mojej głowie przeszła dziwna myśl ,,Katastrofa” Krystyny Kuhn! Po cichu wymieniłam wszystkich bohaterów. Usłyszał mnie mężczyzna, który nadal wisiał nade mną.
-Skąd znasz nasze imiona?- zapytał w końcu. Szczekanie i warknięcia ustały, jak na komendę. A ja zamarłam. Dziewczyny zapaliły swoje latarki i wszyscy podeszli do mnie bliżej, wpatrując się dziwnym wzrokiem.
-Ejże! Ona cała się trzęsie.- usłyszałam, jak przez mgłę. Czułam, że mnie niosą. Nadal było ciemno, lecz po chwili z przodu ujrzałam cieniutki snop światła, a za sobą znów szczekanie! Wyrwałam się z rąk i pobiegłam, spojrzałam za siebie, tamci też biegli.
Po chwili stałam na łące. Udaliśmy się do odległej chaty. Tam wysłuchałam opowieści. Okazało się, że goniło nas stado bezpańskich owczarków niemieckich. Zmęczeni poszliśmy spać. Ja usiadłam na parapecie i ujrzałam cudowny widok. Słońce świeciło bardzo mocno, lecz dojrzałam lodowiec. Przymrużyłam oczy. Zasnęłam. Po przebudzeniu mocno się zdziwiłam- oto znów byłam w domu.
Powieki jeszcze nigdy tak bardzo mi nie ciążyły. Zamknęłam oczy. Czy to? Tak to wołanie, ale nie jest to głos mamy.... Otworzyłam oczy. Dookoła otaczała mnie ciemność.
-Halo!- zawołałam, odpowiedział mi tylko szmer, a może to kroki? Nagle uświadomiłam sobie, że boję się ciemności. Poszłam powoli przed siebie, po chwili dotknęłam ściany. Co za ulga! Lecz nie trwała ona...
Kuroshistuji-manga Yano Toboso
Krzyknęłam z całych sił. Mój przerażony głos unosił się po korytarzach. Kiedy moja nadzieja odeszła krzyk ustąpił miejscu cichemu szlochu. Całe ciało piekło i najmniejsze drgnięcie sprawiało mi ból. Leżałam na zimnych kamieniach celi. Przez małe okno wpadało trochę blasku księżyca, lecz nie miałam sił podnieś głowy by je ujrzeć, a nawet jeśli co by to dało.
Straciłam nadzieje by ktokolwiek mnie usłyszała. Na własne oczy widziałam rzeź ludzi tego świata , a mnie samą porzucono w lochach bym umarła z głodu i pragnienia. Moje włosy które kiedyś były długie, czarne i kręcone teraz były brudne, zlepione krwią z ran na mojej głowie. Sukienka, którą dostałam na święta ledwo mnie osłaniała przed zimnem. Jestem w tym dziwnym i brutalnym świecie, nie mogąc nic na to poradzić. Miałam nadzieje, że i mnie również zabiją, jednakowoż było by to miłosierdzie. Zostawili mnie bez jedzenia, picia i nadziei. Nie ma nadziei. Bolało to bardziej niż ranny zadane mi, kiedy ciągnęli mnie za włosy w głąb pod ziemi.
-Nienawidzę was!!!- Krzyknęłam w fali wściekłości.- Zemszczę się na was choćbym miałam bym sprzedać dusze!!!- krzyczałam nie myśląc. Dawałam jedynie upust mym emocjom.
-Niesamowite.- rozległ się głos. Znieruchomiałam. Cela była zamknięta, a nawet jeśli by, ktoś tu wszedł wielkie stalowe drzwi by zazgrzytały. Ból ran nie pozwalał mi się ruszać, więc nie mogłam się rozejrzeć.
-Kto tu jest?- Krzyknęłam moim najbardziej groźnym tonem. W tedy głos się zaśmiał.
- Wezwałaś mnie. Przyszedłem tu jedynie za twoim wezwaniem.- Głos był przerażający, ale był głosem młodego chłopca. Zapewne nie wiele starszego ode mnie .
-Nie wzywałam nikogo!- Powiedziałam.- A teraz mów kim jesteś!!!
-Dobrze wiesz kim jestem.- Powiedział z lekkim śmiechem. Chwile się zastanowiłam. Nad tym co mówiłam. W celi nastała grobowa cisza.
-Jesteś szatanem?- Spytałam lekko nie wierząc w to co mowie. Zawsze uważałam że bóg i diabeł zostali wymyśleni przez zacofanych ludzi bojących się śmierci. Może dlatego że mój rozum wie, że umrę wytworzył taką iluzje?
- Jestem kimś innym ale często mnie tak nazywają.- Powiedział głos.
-Jesteś demonem? I przyszedłeś z powodu tego co krzyczałam?- Nie wiem już czy głos jest rzeczywisty, czy to tylko moja wyobraźnia.
-Tak.
-Czyli jeśli zawrę z tobą umowę pomożesz mi w zemście?- Cóż za chwilowa nadzieja.
-Zrobię wszystko co konieczne.
-Przypłacę to duszą, prawda?- Cóż za absurd.
-Innego wyjścia nie ma.
- Jak masz na imię demonie?- Nastała cisza. Usłyszałam stukot butów, a potem delikatną dłoń na mojej brodzie. Ostrożnym ruchem ręka uniosła moją twarz. W tedy po raz pierwszy go zobaczyłam. Chłopca o niebieskich, krótkich włosach. Jedno oko było granatowe i złowrogie, drugie zakryte było przepaską. Jego strój był bardzo elegancki cały w czerni. Demon uśmiechnął się.
- Czy chcesz zawrzeć ze mną kontrakt ?
-Tak chce.- Powiedziałam bez zająknięcia i z powagą, nie lękając się jego spojrzenia. Demon uśmiechnął się.
Kuroshistuji-manga Yano Toboso
Krzyknęłam z całych sił. Mój przerażony głos unosił się po korytarzach. Kiedy moja nadzieja odeszła krzyk ustąpił miejscu cichemu szlochu. Całe ciało piekło i najmniejsze drgnięcie sprawiało mi ból. Leżałam na zimnych kamieniach celi. Przez małe okno wpadało trochę blasku księżyca, lecz nie miałam sił podnieś głowy by je ujrzeć, a nawet...
- Marta, na miłość boską wpuścisz mnie?!
Co się dzieje?!Co to za hałasy?
-Co się stało? Kim pani jest i dlaczego się tak dobija?
-Ej, Martunia coś Ty brała? Mnie nie poznajesz? Halo, zejdź na ziemię? Dobra, dość głupot, wpuść mnie. Jest sprawa.
Nieznajoma nie dała mi nawet dojść do słowa, odepchnęła mnie, ostentacyjnie minęła kota, tak po prostu weszła do pokoju i usiadła na sofie. Co za tupet! Ejże! Przecież to nie mój pokój, nie moja sofa. I na pewno nie mam kota! Co się dzie…
-Marta, usiądź musimy pogadać. Słuchaj, bo ja widziałam się z Radkiem..
-Co,jaka Marta, nie mam na imię
-Jasne,nie masz na imię Marta i w tamtym roku nie miałaś zwłok w piwnicy.
-Zwłoki w piwnicy?!(Skąd to znam)Czyżby Zacisze
-Tak tak, Zacisze 13, znasz adres, widzę pamięć wróciła. No więc słuchaj! Widziałam Radka i mamy problem. Martwy problem. Chciałam go nastraszyć, wiesz lekcje samoobrony, no bo nie wybaczę mu przecież że mnie zdradził i wiesz, wrócił przepraszał..
-Powoli….
-Nie ma czasu. No łupnęłam go i jest w moim bagażniku…
…
-Myślisz, że to dobry pomysł żeby tak po prostu „podrzucić” temu Żylecie?
-Jasne, nie ma typka w domu. Siedzi w kiciu, więc jak zauważy zwłoki? Wchodzimy oknem, podrzucamy co zostało z Radzia i spadamy. No nie patrz tak Martunia, przecież wiesz że nie chciałam…ja Cię kryłam rok temu, chyba nie zapomniałaś?!?!
…
-Dobra, Radzio podrzucony, wychodzimy.
-A panie dokąd?!
Matko, prawie spadłam z parapetu! Przytrzymałam się okna i obróciłam głowę by sprawdzić do kogo należy ten zachrypnięty. I wiecie co - pożałowałam. Mężczyzna około 190cm, dziary na rękach, dziary na twarzy, raczej nie ‘miła aparycja’.
- Co robicie w MOIM DOMU?
Wrzasnął po raz wtóry, a ja zaczęłam żałować, że jednak nie zemdlałam. Chciałam wyskoczyć z okna, ale był szybszy. Dorwał mnie i zaczęliśmy się szamotać.
-Draniu, zaraz wyleeeeeecę……
---
Budzik przeraził mnie jak nigdy. Ale miałam sen!
Czas wychodzić z łóżka i do pracy. Cholera, co jest?!
DLACZEGO MOJA NOGA JEST W GIPSIE?
(O.Rudnicka - Zacisze 13)
- Marta, na miłość boską wpuścisz mnie?!
Co się dzieje?!Co to za hałasy?
-Co się stało? Kim pani jest i dlaczego się tak dobija?
-Ej, Martunia coś Ty brała? Mnie nie poznajesz? Halo, zejdź na ziemię? Dobra, dość głupot, wpuść mnie. Jest sprawa.
Nieznajoma nie dała mi nawet dojść do słowa, odepchnęła mnie, ostentacyjnie minęła kota, tak po prostu weszła do pokoju i...
Obudziłam się zlana potem. Próbowałam uspokoić swój oddech. To był tylko sen. Tylko zły sen. Odetchnęłam z ulgą. Jednak po otrząśnięciu się ze stanu dezorientacji zauważyłam, że pokój, w którym się znajduję to na pewno nie mój pokój, a łóżko, w którym leżę też moje nie jest. Zerwałam się szybko i w tym samym momencie do pokoju wszedł Daniel Sempere.
- No nie. Budzisz się z jednego snu i trafiasz do drugiego! Obudź się! Obudź! - Daniel patrzył na mnie zdziwionym wzrokiem. No fakt. Mówiłam sama do siebie.
- Ubierz się. Za 20 minut przyjdę po Ciebie. - I wyszedł. A ja zorientowałam się, że jestem po prostu naga. Zalałam się rumieńcem chyba po same pięty. Chwyciłam czarne spodnie i obcisłą bordową bluzkę, które wisiały na krześle obok. Nawet nie zastanawiałam się skąd się tam wzięły. Sempere wrócił trochę szybciej.
- Chodź. - I poszłam. Szedł szybkim krokiem, a ja z każdym metrem byłam pewna co raz bardziej tego gdzie idziemy. W końcu zatrzymaliśmy się przed bramą Cmentarza Zapomnianych Książek. Liczyłam na to, że usłyszę standardową formułkę, którą usłyszeć miał każdy. Ale nie. On otworzył drzwi, przepuścił mnie przodem i tak znalazłam się w środku najpiękniejszego miejsca na Świecie.
- Zostałaś wybrana, by zostać strażnikiem tego miejsca. Czy zgadzasz się? - Nie wiedziałam co powiedzieć. Przeczuwałam, że to tylko sen. A gdyby działo się to naprawdę? Nie chciałabym tu zostać … Jest jeszcze tyle rzeczy do zrobienia, do zobaczenia. Świat nie kończy się tu.
- Tak. - Powiedziałam wbrew sobie. I szczerze powiedziawszy to była największa przygoda mojego życia. Bo mając 15 lat nie zdążyłam zrobić nic bardziej szalonego. Dziś mam 89 i nadal tu jestem. No cóż … Przestałam się łudzić, że to był sen. A z tamtego dnia pamiętam jeszcze pocałunek Daniela … Tak wiele razy modliłam się o to by kiedyś zobaczyć Cmentarz Zapomnianych Książek. Teraz wiem, że mam go już dość. I marzę o moim łóżku z flanelową, różową pościelą, na którą zawsze narzekałam.
Obudziłam się zlana potem. Próbowałam uspokoić swój oddech. To był tylko sen. Tylko zły sen. Odetchnęłam z ulgą. Jednak po otrząśnięciu się ze stanu dezorientacji zauważyłam, że pokój, w którym się znajduję to na pewno nie mój pokój, a łóżko, w którym leżę też moje nie jest. Zerwałam się szybko i w tym samym momencie do pokoju wszedł Daniel Sempere.
- No nie. Budzisz się z...
Akeda
Cholera, no to pięknie! – pomyślałem – zawsze muszę znaleźć się w nieodpowiednim miejscu o nieodpowiednim czasie, niech to szlag! – doskonale wiedziałem jaką postać odgrywam i co ma się ze mną zaraz stać. To pewne, ja po prostu mam pecha! Staliśmy z ojcem na szczycie jakieś niewysokiej góry, za nami ustawiony był wysoki stos z porąbanego wcześniej drewna, który dotąd nieśli dwaj tragarze (ci rozbili obóz przed ścieżką prowadzącą na szczyt). Zapuszczony ojciec, ubrany w długie, szerokie szaty, o ciemnej karnacji, patrzył na mnie z obłędem w oczach. Obłęd ten był wyrażeniem strachu i zarazem jakiejś abstrakcyjnej pewności siebie. To było dziwne, przerażał mnie ten wzrok. Stary Abraham trzymał w dłoni sporej wielkości nóż – lśniący i ostry jak brzytwa. Wiedziałem co muszę zrobić – w końcu byłem jego synem: Izaakiem. Ode mnie zależały losy Ludu Wybranego – co prawda wiedziałem jak kończy się ta historia, mimo to bałem się. Kto wie jak było naprawdę?! Cholera! Postanowiłem jednak nie dać się pokonać lękowi i z powodzeniem wypełnić pismo. Wiedziałem co powiedzieć.
Ojcze, mamy drewno ale nie mamy jagnięcia na ofiarę.
Bóg upatrzy sobie jagnię na całopalenie, synu mój – mówił dokładnie tak jak zapisane to było w Biblii Tysiąclecia. Miałem nadzieję, że wszystko zdarzy się tak jak przedstawione to jest w Księdze.
Wiedziałem co to oznacza, podeszliśmy bliżej stosu. Ojciec zaczął mnie wiązać. Po chwili nieruchomo leżałem na drewnie, byłem skrępowany, choć gdybym chciał: z łatwością wyrwał bym się z więzów i uciekł w dół góry. Ojciec był stary, nie dogoniłby mnie.
Wtedy właśnie pojąłem sens tej próby. Może to wcale nie Abraham był testowany ale jego syn! Przecież mógł uciec staremu w każdej chwili! No tak! Cóż za wiara, cóż za poświecenie w ramach idei!
Wiecie co? Nie ważne jak ta historia się skończyła, zapewne domyślacie się, że nie zostałem stracony i Słowo się wypełniło. Nie to jest jednak w niej ważne – ważna jest tajemnica, która wreszcie została rozjaśniona.
Akeda
Cholera, no to pięknie! – pomyślałem – zawsze muszę znaleźć się w nieodpowiednim miejscu o nieodpowiednim czasie, niech to szlag! – doskonale wiedziałem jaką postać odgrywam i co ma się ze mną zaraz stać. To pewne, ja po prostu mam pecha! Staliśmy z ojcem na szczycie jakieś niewysokiej góry, za nami ustawiony był wysoki stos z porąbanego wcześniej drewna, który...
Kręci mi się w głowie. Wszystko wokół wiruje, zamykam oczy, żeby nie zwymiotować. Gdy je otwieram znajduję się w obcym, a jednocześnie dziwnie znajomym miejscu. Rozglądam się po wielkim pomieszczeniu z masywnymi schodami i portretami na ścianach. Czy to możliwe? – pytam sama siebie.
- Ach, to ty jesteś ta nowa – słyszę za sobą ironiczny, przeciągający wyrazy głos. Odwracam się i patrzę z niedowierzaniem. Przede mną stoi wysoki, szczupły chłopak z bardzo jasnymi włosami i szarymi oczami. Jego wyraz twarzy jest równie ironiczny, jak głos. – Przysłał mnie tu profesor Snape, mam cię oprowadzić. Właściwie, jak masz na imię?
- Emily - udaje mi się wydukać. Cały czas jestem w szoku. Czy to jakiś piękny sen?
- Mhm. Jestem Malfoy. Draco Malfoy.
Szeroko się uśmiecham i idę za chłopakiem, o którym tyle razy czytałam. Zawsze chciałam go poznać. Z trudem opanowuje chęć skakania ze szczęścia. Po drodze znudzony opowiada mi o pomieszczeniach, które mijamy oraz o zwyczajach panujących w zamku. Hogwart, wciąż nie mogę w to uwierzyć. Mijamy wiszące na ścianie lustro, mój wzrok na nie pada i otwieram szeroko oczy ze zdziwienia. Mam na sobie ładną, czarną szatę z wyszytym herbem Slytherinu. Po raz kolejny powstrzymuje radosne piski, nie chcę, żeby Draco uznał mnie za wariatkę. Nagle mój przewodnik się zatrzymuje.
- No proszę, kogo my tu mamy?
Przed nami stoi chudy, czarnowłosy chłopak w okularach i szacie Gryffindoru. Nie trudno mi odgadnąć jego imię. Draco jednym szybkim ruchem wyciąga różdżkę, rozbraja Harry’ego i skleja jego nogi razem, przez co chłopak, przeklinając, upada. Patrzę zafascynowana na całą scenę. Malfoy śmieje się krótko. Coś czuje, że będzie tu zupełnie inaczej, niż opisywała to książka. Zadowolona uśmiecham się pod nosem i podążamy do pokoju wspólnego. Mój przewodnik rzuca się na kanapę obok innych Ślizgonów, patrzy w moją stronę i pyta:
- Przyłączysz się?
Zapada cisza, wszyscy patrzą na mnie z oczekiwaniem. Ja w grupce Malfoya? Wyginam ironicznie kącik ust.
- Jasne.
Kręci mi się w głowie. Wszystko wokół wiruje, zamykam oczy, żeby nie zwymiotować. Gdy je otwieram znajduję się w obcym, a jednocześnie dziwnie znajomym miejscu. Rozglądam się po wielkim pomieszczeniu z masywnymi schodami i portretami na ścianach. Czy to możliwe? – pytam sama siebie.
- Ach, to ty jesteś ta nowa – słyszę za sobą ironiczny, przeciągający wyrazy głos. Odwracam...
Patrzę z podziwem, jak Will i Halt za każdym razem bezbłędnie trafiają do celu. Mi przypadło inne zadanie – pilnuję naszych wierzchowców. Wiedzieliście, że koniki Zwiadowców mimo, że niepozorne, potrafią zaskakująco wiele? Wraz z jeźdźcami idealnie się dopełniają.
Gdzie trafiłam? Do świata „Zwiadowców” Johna Flanagana, gdzie przyjaźń i lojalność to najważniejsze wartości. Tam liczy się spryt, odwaga i umiejętności, które potrafią uratować życie – i to w imponującym stylu! Halt, jak zwykle milczący i gderliwy, na szczęście szybko się do mnie przekonał. I bardzo dobrze, miałam już dość spania na słomie w stajni. Rozumiem, że niełatwo zdobyć jego zaufanie, ale czym może zagrozić mu osoba, która nożem nie trafi nawet we wrota stodoły? Will jednak ujął się za mną i Halt uległ jego prośbom. Od dziś mieszkam sobie w chatce Zwiadowcy i… nie zamierzam wracać! Tu jest fantastycznie. Owszem, czasem dość niebezpiecznie, ale dzięki temu zapomniałam, czym jest nuda…
Will podchodzi do mnie i gestem nakazuje ciszę. Sięgam po łuk, z którego uczy mnie strzelać i bezszelestnie przysuwam go bliżej. Odwracam się we wskazanym kierunku i zamieram ze strachu. Rumak bojowy niesie na swym grzbiecie odwiecznego wroga Halta. Poznaję od razu lśniące złem i chciwością oczy. Za nim drepcze kudłaty, mały konik, który… Patrzę z przerażeniem na Willa, a on kiwa głową potwierdzająco. Złapali Halta. Mój towarzysz przygląda się płytowej zbroi wroga, szukając jakiegoś słabego punktu, ale ja nie mogę dalej patrzeć na upokorzonego, związanego Halta – ten mężczyzna jest zbyt dumny, by ktoś prowadził go spętanego jak cielę na rzeź. Sięgam po łuk i liczę na łut szczęścia. Celuję w otwór w przyłbicy i wypuszczam strzałę, która lotkami muska mój policzek. Nie wierzę własnym oczom, ale wróg spada z konia, trafiony prosto w oko. Will pędzi uwolnić Halta, a ja…
Nagle przenoszę się do swojego świata. Trzymam w rękach tom „Zwiadowców” i odkrywam prawdę – uratowałam Halta, by historia mogła potoczyć się dalej.
Patrzę z podziwem, jak Will i Halt za każdym razem bezbłędnie trafiają do celu. Mi przypadło inne zadanie – pilnuję naszych wierzchowców. Wiedzieliście, że koniki Zwiadowców mimo, że niepozorne, potrafią zaskakująco wiele? Wraz z jeźdźcami idealnie się dopełniają.
Gdzie trafiłam? Do świata „Zwiadowców” Johna Flanagana, gdzie przyjaźń i lojalność to najważniejsze wartości....
Obudził mnie odgłos ciamkania i zapach bananów. Leniwie otworzyłam oko. Już miałam ochrzanić męża za szamanie w łóżku, gdy mój wzrok zogniskował się na wielkim, skórzanym worku opodal. Pisnęłam.
- Uuk! – z wyrzutem powiedział Bibliotekarz.
- Wybacz! Niecodziennie rano budzi mnie widok stukilowego mał...ee – w porę ugryzłam się w język – orangutana.
Bibliotekarz uspokoił się nieco i poczęstował mnie bananem. W czasie konsumpcji z ciekawością rozejrzałam się po wnętrzu Biblioteki. Chętnie bym ją zwiedziła, jednak coś nie dawało mi spokoju.
- Słuchaj, nie wiesz jak się tu znalazłam?
- Uuk?
- Pamiętam, że zasnęłam w swoim łóżku, a teraz jestem tutaj.
- Uuk, uuk.
- Aha. Czyli zmaterializowałam się, kiedy spałeś. Słyszałeś już o czymś takim?
Orangutan, całkiem po ludzku, przecząco pokręcił głową.
- Może przerzucił mnie jakiś skok energetyczny w L-przestrzeni? Wiesz, ja zawsze czytam przed snem, a wczoraj miałam akurat książkę o tobie...
- Uuk?
- Jasne! W moim świecie jesteś całkiem popularny.
Bibliotekarz z dumą wypiął włochatą pierś i rozciągnął skórzaste wargi w uśmiechu. Wzdrygnęłam się.
- Nie rób tego więcej! Twoje zęby wyglądają upiornie!
Orangutan prychnął i odszedł obrażony. Już miałam go przeprosić, gdy doznałam olśnienia.
- Czekaj! Zanim zasnęłam czytałam, a potem miałam dziwny sen. W moim świecie ogłaszają dziś laureata prestiżowej nagrody literackiej. Śniło mi się, że duże szanse na wygraną ma autorka trylogii o panu Szarym.
- Uuk?
- Nie znasz? Tym lepiej! To był tylko sen, ale jeśli ktoś manipuluje wynikami i wygra ta autorka, może dojść do załamania całego książkowego multiwersum. Wyobrażasz sobie? Totalna zagłada książek w każdym z wszechświatów..
Nie wiem jak mu się to udało, ale Bibliotekarz zbladł.
- Iik! Iik!
- To dobry pomysł, biegnijmy!
Obudziłam się w łóżku, zlana potem. Odpaliłam kompa, dokładnie w chwili, kiedy ogłaszano, że nagrodę otrzymuje...
Na czarnym ekranie wyświetlił się komunikat:
+++ Błąd Dzielenia Przez Ogórek. Zainstaluj Wszechświat Ponownie I Rebutuj +++
Obudził mnie odgłos ciamkania i zapach bananów. Leniwie otworzyłam oko. Już miałam ochrzanić męża za szamanie w łóżku, gdy mój wzrok zogniskował się na wielkim, skórzanym worku opodal. Pisnęłam.
- Uuk! – z wyrzutem powiedział Bibliotekarz.
- Wybacz! Niecodziennie rano budzi mnie widok stukilowego mał...ee – w porę ugryzłam się w język – orangutana.
Bibliotekarz uspokoił się...
Chciałam wcześniej wyjść z biura, żeby nacieszyć się ciepłym dniem na działce. Wsiadając do auta poczułam się dziwnie. Przekręciłam kluczyk i…
Znalazłam się w pociągu. Naprzeciw mnie siedziała piękna kobieta, niezwykle zamyślona. Ubrana była w długą suknię z aksamitu w kolorze ciemnej zieleni. W ręku trzymała mały nóż i przecinała kartki powieści.
Obok mnie siedziały dwie starsze panie pootulane pledami i wygłaszały komentarze o nieogrzewanych wagonach.
Spojrzałam za okno. Była zima. Za oknem huczał wiatr a okno było do połowy zasypane śniegiem. Pociąg szarpał i kichał, jakby od tej zimy dostał kataru. Słychać było głośne- ciuch ciuch.
Gdy pociąg się zatrzymał piękna pani z przeciwka wstała pierwsza i zwróciła się do mnie uprzejmie:
- Annuszka, podaj mi proszę moją pelerynę i chustę.
-Jaśnie pani wychodzi?- powiedziałam i złapałam się za usta.
- Tak, muszę zaczerpnąć świeżego powietrza- odpowiedziała i wyszła.
Doszłam do wniosku, że mogę iść za nią, lecz zachowując odpowiednią odległość.
W chwili gdy dochodziłam do wyjścia z wagonu doszła do moich uszu cicha lecz pełna napięcia rozmowa między piękną panią a mężczyzną, stojącymi na peronie oświetlonej stacji. Wokół nich huczał wiatr i unosił grube płatki śniegu. Próbował zwiać kobiecie pelerynę, więc musiała trzymać ręką kaptur. Stali przy pociągu jakby byli jedynymi ludźmi na świecie, patrzyli sobie głęboko w oczy, a ich nerwowe uśmiechy zdradzały olbrzymie uczucie.
- Raczy mi pani wybaczyć, Anno , żem panią obraził. Lecz ja muszę być tam, gdzie i pani jest. Nie potrafię inaczej.
- Pan mówi złe rzeczy panie Wroński. Dosyć już. Proszę mnie zapomnieć, jeśli jest pan dobrym człowiekiem.
- Przepełnia mnie pragnienie jedynie ujrzenia pani, to nie jest złe. Rozumiem pani wzburzenie i proszę jeszcze raz o wybaczenie, wszak jeśli chodzi o mnie żadnej rzeczy o pani zapomnieć nie potrafię. Nie mogę przeżyć jednego dnia bez pani widoku- wyszeptał mężczyzna.
Kobieta wsiadła szybko do wagonu i przerażona spojrzała mi w oczy.
Chciałam wcześniej wyjść z biura, żeby nacieszyć się ciepłym dniem na działce. Wsiadając do auta poczułam się dziwnie. Przekręciłam kluczyk i…
Znalazłam się w pociągu. Naprzeciw mnie siedziała piękna kobieta, niezwykle zamyślona. Ubrana była w długą suknię z aksamitu w kolorze ciemnej zieleni. W ręku trzymała mały nóż i przecinała kartki powieści.
Obok mnie siedziały...
Poczułam ostry ból pleców, ale nie otworzyłam oczu. Budzik już dzwonił? A niech to! Podniosłam się i przetarłam oczy. Ból ustąpił jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki,a ja osłupiałam. Znajdowałam się w lesie pełnym wysokich drzew. W ich koronach błyszczały delikatne światełka. Panował półmrok. Gdzie ja u licha jestem? Wstałam i ruszyłam przed siebie. Nagle zauważyłam namioty. Zajrzałam do jednego z nich i …
Ja się jeszcze nie obudziłam, prawda? Wszyscy mocno spali. Krasnolud chrapał niemiłosiernie, pozostali lekko posapywali. Mój wzrok padł na owłosione stopy. Pokręciłam głową z niedowierzaniem. Serio? W ręku jednego z hobbitów błyszczał pierścień. Ach, Frodo! Westchnęłam. Jeszcze nie wiesz, co cię czeka! Nagle spojrzałam na swoją dłoń i uśmiechnęłam się szatańsko. A czemu nie? Ściągnęłam obrączkę i bez trudu podmieniłam krążki. Oszczędzę ci cierpień! Szybko odwróciłam się, chowając skarb do kieszeni.
- Co ty wyprawiasz?
Znieruchomiałam. Przede mną stał jasnowłosy elf z łukiem w ręku.
- Szukam cię wszędzie. Nic ci nie jest? Spadłaś z talanu.
Zaniemówiłam. Spadłam? Z talanu?
- Laureno…
A więc tak mam na imię. Ładnie. Najwyraźniej on mnie zna, ja mogę się tylko domyślać, z kim mam do czynienia.
- Chyba powinieneś ze mną pójść. – oznajmiłam nagle.
- Dokąd?
Pokazałam mu pierścień.
- To nie twoja misja. – odparł stanowczo.
- Czyli nie idziesz? – schowałam mój skarb.
Westchnął ciężko.
- Każdy ma swoje zadanie. Ja strzegę Złotego Lasu. Ty również.
Ach, więc jestem elfem. Cudnie! Pewnie świetnie strzelam z łuku i szybko biegam. O urodzie nie wspomnę. Natychmiast uśmiechnęłam się najładniej, jak umiałam. Po chwili dostrzegłam błysk w jego oku. Uległ.
- Może spotkać nas śmierć.
No coś ty? Naprawdę? Nadal uśmiechałam się promiennie. Śmierć? Dobrze, że nic nie wiesz o moim świecie. Tam jest jeden facet, który wysłał cię do Helmowego Jaru i kazał pięknie umrzeć, ale nie będę ci o tym opowiadać.
- Chodźmy! – odparłam.
Poczułam ostry ból pleców, ale nie otworzyłam oczu. Budzik już dzwonił? A niech to! Podniosłam się i przetarłam oczy. Ból ustąpił jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki,a ja osłupiałam. Znajdowałam się w lesie pełnym wysokich drzew. W ich koronach błyszczały delikatne światełka. Panował półmrok. Gdzie ja u licha jestem? Wstałam i ruszyłam przed siebie. Nagle zauważyłam...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejHogwart! z Harrego Pottera-w końcu normalna szkoła;)
Hogwart! z Harrego Pottera-w końcu normalna szkoła;)
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Ożesz Ty... ale szafa!
Rodem z Narni!
Hm... ależ głupi pomysł... gdyby tak wejść do środka... w zasadzie zanim koleżanka babci znajdzie tę jej włóczkę to miną wieki...
A zresztą, jak wejdzie do pokoju to powiem, że pomyliłam szafę z drzwiami.
Ona jest ogrooomna!
* ZGRZYT *
Uuuuf... ciężkie.
Pusta?
Bezsensu, taka wielka Narniowa szafa pusta.
* STUK STUK *
Niby wielka, a ciasna.
* ZGRZYT *
Ciemno wszędzie głucho wszędzie, co to będzie co to będzie, heh.
"Do Narni poproszę!"
* ZGRZYT, WYSKOK *
???
Gdzie ja jestem? Co to za miejsce? Kufry, miotły, szkolne ławki? Nic z tego nie rozumiem! Gdzie się podział dom Staruszki?
I gdzie tu, na miłość boską, jest wyjście?
* STUK STUK * cholercia, mogłam nie ubierać obcasów, hałas się niesie na całą komnatę.
A co to?! Tunika? Nie, zaraz zaraz... to szata...
- Alohomora!
Chyba sobie jaja robicie!
- Harry! Ktoś tu jest! - powiedział rudy chłopiec.
- Kim jesteś? - zapytał okularnik.
- Eee... znaczy... ten... Harry?! Harry Potter?! Ron?! - zapytałam.
Okularnik i rudzielec skrzyżowali spojrzenia.
- Znamy się? - powiedzili jednocześnie.
* BUM *
- Padnij!! To Śmierciożercy!
* ŚWIST *
- Expelliarmus.
* ZGRZYT *
- Kasiu! Czy ja Ci nie mówiłam, że masz poczekać w kuchni przy herbatce?!
Z szafy wynurzyła się Staruszka.
- Ojej! - Zawołała piskliwym głosem.
* ŚWIST, TRZASK, BUM *
- Ach Ci bogini! Chłopcy nie czas na zabawę, wracajcie do dormitoriów i nie plątajcie się po korytarzu.
- Dobrze pani profesor.
- A Ty Kasiu marsz do szafy jeść szarlotkę! Specjalnie ją upiekłam!
Paranoja!
Ożesz Ty... ale szafa!
Rodem z Narni!
Hm... ależ głupi pomysł... gdyby tak wejść do środka... w zasadzie zanim koleżanka babci znajdzie tę jej włóczkę to miną wieki...
A zresztą, jak wejdzie do pokoju to powiem, że pomyliłam szafę z drzwiami.
Ona jest ogrooomna!
* ZGRZYT *
Uuuuf... ciężkie.
Pusta?
Bezsensu, taka wielka Narniowa szafa pusta.
* STUK STUK *
Niby wielka, a...
- Halo! Słyszysz mnie?- głos wydawał się wydobywać z otchłani. Kształty były rozmazane, widoczne jak przez mgłę.
-Co się stało? Nie pamiętam.. kim ty jesteś?- zapytałam, a widok stawał się coraz wyraźniejszy.
Wysoki, przystojny mężczyzna odetchnął z ulgą, lecz się zdziwił. Zmarszczył brwi spoglądając na mnie.
- Przecież to ja, Robert Langdon-w jego głosie dało się wyczuć zakłopotanie i strach-Nie pamiętasz? Umiesz wstać, Sophie? Musimy się spieszyć! -mówiąc to, podał mi rękę.
-Sophie? Nie jestem..
Byliśmy w lesie. Wstałam z jego pomocą. Oparłam się o pień najbliższego drzewa. Wokół panował mrok.
-Zasłabłaś. Niedaleko stąd znajduje się dom mojego przyjaciela, Leigha.Tam bedziemy bezpieczni i może on pomoże nam odgadnąć hasło-mówiąc to kiwnął głową wskazując na krypteks trzymany w dłoni- pamiętasz? Są w nim informacje dotyczące Świętego Graala-mówił szybko i z przejęciem ciagnąc mnie za nim w stronę, gdzie pojawiały się zarysy ogromnego domu.
Szukamy Świętego Graala?
Langdon niespodziewanie się zatrzymał.Przed nami stał mężczyzna w mundurze, wyglądający na policjanta, z wymierzonym w Roberta pistoletem.
-Koniec wycieczki-wysyczał.
Staliśmy jak wryci. Robert zesztywniał nie wiedząc co robić.
Serce waliło mi jak oszalałe.Spojrzałam na Roberta. On także miał strach w oczach. Mężczyzna z pistoletem zbliżył się, aż dotknął torsu Langdona.
-Oddaj mi krypteks-zażądał krzycząc. Patrzał prosto w oczy Roberta. Nagle przestraszony ptak zerwał się gwałtownie z gałęzi przeraźliwie skrzecząc, co na chwilę odwróciło uwagę mężczyzny. Wykorzystaliśmy to i zaczęliśmy uciekać. Mrok i drzewa skutecznie nas ukryły. Mężczyzna jednak zaczął strzelać na oślep. Robert poczuł kłujący ból w udzie. Trzymany krypteks roztrzaskał się uderzając o ziemię i zatracając ukrytą w nim tajemnicę. Langdon jęknął to z bólu, to, że Graal już na zawsze pozostanie tajemnicą.
-Uciekaj!-krzyknął do mnie, lecz było już za późno. Tym razem mężczyzna mnie widział. Strzelił. Ból ogarnął me ciało. Potem znów zapadła ciemność.
Dan Brown-,,Kod Leonarda da Vinci"
- Halo! Słyszysz mnie?- głos wydawał się wydobywać z otchłani. Kształty były rozmazane, widoczne jak przez mgłę.
-Co się stało? Nie pamiętam.. kim ty jesteś?- zapytałam, a widok stawał się coraz wyraźniejszy.
Wysoki, przystojny mężczyzna odetchnął z ulgą, lecz się zdziwił. Zmarszczył brwi spoglądając na mnie.
- Przecież to ja, Robert Langdon-w jego głosie dało się wyczuć...
Chęć przeniesienia się do fabuły kryminałów Agathy Christie jest o tyle niebezpieczna, że przez przypadek można stać się kolejną ofiarą zabójcy. Hm, więc może lepiej nie...
A zatem proponuję dla siebie magiczny świat zaczerpnięty z "Opowiadań" Julio Cortazara. Tam, gdzie realność miesza się z niecodziennością, gdzie uczucia nigdy nie są łatwe, a jeśli kochamy, to całym sobą, do bólu, do zatracenia. Świat w jego twórczości nie był jeszcze taki płytki i nawet jeśli czasem przypisuje się mu za dużo "filozofowania", to będę broniła stanowiska, że lepiej jednak myśleć, niż pogrążać się w bezruchu. A przygoda? Niewiele znam bardziej niebezpiecznych przygód, niezwykłych zdarzeń, jak właśnie miłość.
A teraz, jako że nie zostałam przeniesiona w fabułę utworów Cortazara, zatapiam się w innych książkach i tęsknię.
Chęć przeniesienia się do fabuły kryminałów Agathy Christie jest o tyle niebezpieczna, że przez przypadek można stać się kolejną ofiarą zabójcy. Hm, więc może lepiej nie...
A zatem proponuję dla siebie magiczny świat zaczerpnięty z "Opowiadań" Julio Cortazara. Tam, gdzie realność miesza się z niecodziennością, gdzie uczucia nigdy nie są łatwe, a jeśli kochamy, to całym...
Gdy wszedłem do jakiegoś dziwnego domu , zrobiło mi się słabo i zemdlałem na chwilę. Obudził mnie dźwięk,który pamiętam z dzieciństwa kiedy jeździłem na wieś. To był odgłos krowy która muczała gdy jeden z chłopów poganiał ją aby szybciej schodziła z pastwiska. Byłem gdzieś na łące , leżałem pod drzewem , jedynym na tej łące. Dogoniłem chłopa a on patrząc na mnie z zaciekawieniem zapytał "Znasz no panie, Wiedźmina ? " Nie wiele myśląc odpowiadam , że nie i dlaczego o to mnie pyta. On podchodząc bliżej do mnie , odpowiada "Geralt podobne ubrania nosił , jak Ty panie , idź no do niego. W gospodzie jest " Pokazał mi palcem oddalone miasteczko i pierwszy budynek z brzegu wystający z którego wydobywał się dym. Gdy wszedłem do gospody , nagle zrobiła się cisza. Podszedł do mnie karczmarz i powiedział "Wiedźmin na zapleczu". Skąd wiedział ,że do niego przyszedłem. Wchodzę na zaplecze , siedzi tam mężczyzna o białych długich włosach z dwoma mieczami na plecach w skórzanej zbroi. Gdy wszedł od razu zapytałem "Czy pan jest Wiedźminem" odpowiada twierdząco. Zapytałem ponownie "Wie pan może jak się tu znalazłem , bo nie jestem stąd ? " Odpowiada z sarkazmem "Czarownikiem nie jestem , ale wiem jak się tu znalazłeś,chodź idziemy "
Książka to Saga o Wiedźminie Andrzeja Sapkowskiego
Gdy wszedłem do jakiegoś dziwnego domu , zrobiło mi się słabo i zemdlałem na chwilę. Obudził mnie dźwięk,który pamiętam z dzieciństwa kiedy jeździłem na wieś. To był odgłos krowy która muczała gdy jeden z chłopów poganiał ją aby szybciej schodziła z pastwiska. Byłem gdzieś na łące , leżałem pod drzewem , jedynym na tej łące. Dogoniłem chłopa a on patrząc na mnie z...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej