-
Artykuły
Czytamy w weekend. 10 kwietnia 2026
LubimyCzytać436 -
Artykuły
Nadciąga Gwiazdozbiór Kryminalny!
LubimyCzytać8 -
Artykuły
Wiosna z książką – kwietniowe premiery, które warto poznać
LubimyCzytać16 -
Artykuły
"Dom bestii" - jak ofiara zamienia się w kata. Akcja recenzencka do nowej książki Katarzyny Bondy!
LubimyCzytać13
forum Oficjalne Akcje i konkursy
[Zakończony] Moja autobiografia - wygraj książkę "Te chwile"
W powieści „Te chwile” Wassmo nawiązuje do najważniejszych i najtrudniejszych momentów swojego życia, sporo w książce wątków autobiograficznych.
Wyobraź sobie, że piszesz swoją autobiografię. Jaką sceną ją otwierasz? Jakie wydarzenie byłoby na tyle ważne, by od niego zacząć opowieść? Czekamy na teksty o długości nieprzekraczającej 1500 znaków ze spacjami.Nagrody
Autorzy pięciu najciekawszych tekstów otrzymają egzemplarz książki.
Te chwile
Autor : Herbjørg Wassmo
Regulamin
- Konkurs trwa od 4 do 10 września włącznie. W konkursie mogą wziąć udział jedynie osoby posiadające adres korespondencyjny w Polsce.
- Odpowiedzi muszą być napisane samodzielnie. Kopiowanie części lub fragmentów tekstów, recenzji innych osób jest zabronione. Teksty nie mogą przekraczać znaków ze spacjami.
- Każdy użytkownik może zgłosić tylko jedną pracę.
- Zwycięzców wybiera administracja serwisu lubimyczytać.pl. Decyzja jest nieodwołalna.
- Dane adresowe zostaną wykorzystane przez serwis lubimyczytać.pl i Wydawnictwo Smak Słowa.
- Adres zwycięzcy powinien zostać nadesłany do dwóch tygodniu od daty ogłoszenia wyników konkursu. Po tym terminie administracja lubimyczytać.pl dopuszcza wybór kolejnego laureata lub nieprzyznanie nagrody.
odpowiedzi [63]
Dziękuję bardzo za wybranie mojej autobiografii :)
Dziękuję bardzo za wybranie mojej autobiografii :)
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamGratulacje dla szczęśliwców wskazanych przez jury. I serdecznie dziękuję za wszystkie "Popieram" przy moim tekście. :)
Gratulacje dla szczęśliwców wskazanych przez jury. I serdecznie dziękuję za wszystkie "Popieram" przy moim tekście. :)
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Ależ się cieszę! To mój pierwszy konkurs na LubimyCzytać i od razu wygrany :-)
Gratuluję współzwycięzcom i do zobaczenia w następnych konkursach.
Ależ się cieszę! To mój pierwszy konkurs na LubimyCzytać i od razu wygrany :-)
Gratuluję współzwycięzcom i do zobaczenia w następnych konkursach.
Wybraliśmy zwycięskie prace:
Kali
Jędrol
malaikatyang
edytam14
Marlena
Serdecznie gratulujemy! Z laureatami skontaktujemy się bezpośrednio.
Wybraliśmy zwycięskie prace:
Kali
Jędrol
malaikatyang
edytam14
Marlena
Serdecznie gratulujemy! Z laureatami skontaktujemy się bezpośrednio.
Dziękujemy za zgłoszenia. Zwycięzców podamy w przyszłym tygodniu.
Dziękujemy za zgłoszenia. Zwycięzców podamy w przyszłym tygodniu.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Linkin Park - Numb - ta piosenka jako pierwsza zawładnęła w moim sercu. To właśnie przez nich wszystko się zaczęło.
Już jako dziecko porzuciłam "gwiazdeczki pop", powoli wyrażając się w świat rocka/metalu. Rodzice nigdy nie rozumieli mojej fascynacji tym gatunkiem muzyki, ale akceptowali to. Niestety, nie mogłam sobie pozwolić nawet na jeden koncert w roku. Z wielkim żalem czytałam, jaki dany występ był niesamowity.
Oprócz muzyki miałam - mam - inne zainteresowania. Tutaj na pierwszym miejscu postawiłabym książki. Fantastyka, romanse, nawet horrory. Harry Potter - moja pierwsza lektura. Przeczytałam ją w wieku 7 lat!
Wychowywałam się na wsi.. zero atrakcji. Jednak przez swój charakter często wpadałam w kłopoty.. cóż, nadal to robię. Ale.. dość wstępów i długich przemówień. Och, jestem Oliwia - z nerwów nawet się nie przedstawiłam - a to moja biografia. Życiorys. Komedia. Zwij to jak chcesz.. ubaw gwarantowany! Czy jesteś gotowy poznać moją historię? Zwykłej marzycielki o niezwykłym podejściu do życia? Zapraszam!
Ps. Nie będzie odwrotu..
Linkin Park - Numb - ta piosenka jako pierwsza zawładnęła w moim sercu. To właśnie przez nich wszystko się zaczęło.
Już jako dziecko porzuciłam "gwiazdeczki pop", powoli wyrażając się w świat rocka/metalu. Rodzice nigdy nie rozumieli mojej fascynacji tym gatunkiem muzyki, ale akceptowali to. Niestety, nie mogłam sobie pozwolić nawet na jeden koncert w roku. Z wielkim żalem...
Zaczęłabym pisać swoją od początku od narodzin do dnia dzisiejszego. Na pierwszą stronę poszły by podziękowania dla rodziców za to,że dzięki nim jestem i tu mogę z Wami dzielić się swoimi pracami literackimi. Zaczęłabym opisywać swoje życie szkolne, miłości, a reszta sama by jakoś znalazła się w mojej autobiografii.Gdyby powstała książka mojego autorstwa to zadedykowałabym ją dla Moich Rodziców,Miłości, Osób Niepełnoprawnych oraz dla kochających pisać i słuchać muzykę jednocześnie tworząc przy tym coś z niczego.
Zaczęłabym pisać swoją od początku od narodzin do dnia dzisiejszego. Na pierwszą stronę poszły by podziękowania dla rodziców za to,że dzięki nim jestem i tu mogę z Wami dzielić się swoimi pracami literackimi. Zaczęłabym opisywać swoje życie szkolne, miłości, a reszta sama by jakoś znalazła się w mojej autobiografii.Gdyby powstała książka mojego autorstwa to...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Autobiografię rozpoczęłabym sceną z dzieciństwa, bo te najwcześniejsze lata naszego życia mają ogromny wpływ na to kim się stajemy. Relacje z rodzicami, rodzeństwo, miejsce zamieszkania, przyjaciele z tamtego okresu – to wszystko nas kształtuje.
Moi rodzice czasami nie mogli dostać urlopu w tym samym czasie, więc część wakacji razem z siostrą spędzałyśmy z tatą, a część z mamą. Wyjazdy z mamą były koszmarne. Nie jeść, nie dotykać, nie wchodzić do wody, nie, nie i jeszcze raz nie. Za to wakacje z tatą, to dla kilkuletnich dziewczynek była prawdziwa przygoda. Jeździliśmy do rodziny taty i kiedy on zajęty był swoimi sprawami, my robiłyśmy, co chciałyśmy. Nauczyłam się wtedy jeździć na rowerze, pływać, łazić po drzewach i jeść niedojrzałe i co gorsze - niemyte jabłka. Cały dzień biegałyśmy na dworze. Kolana, regularnie zdzierane, co wieczór ciocia kolorowała na fioletowo pioktaniną. Jadłyśmy watę cukrową i ciepłe lody, a popijałyśmy to barwionym na żółto, nieokreślonym piciem w woreczkach. Nikt nas nie pilnował, czy po dobranocce już jesteśmy w łóżkach. Czułam się wtedy naprawdę szczęśliwa. Potem następował jednak powrót do domu i mimo że tęskniłam trochę za mamą, to włożenie białej sukienusi psuło cały efekt. Może dlatego w ramach nastoletniego buntu grałam w gry komputerowe, a parę lat później postanowiłam zdawać maturę z fizyki?
Autobiografię rozpoczęłabym sceną z dzieciństwa, bo te najwcześniejsze lata naszego życia mają ogromny wpływ na to kim się stajemy. Relacje z rodzicami, rodzeństwo, miejsce zamieszkania, przyjaciele z tamtego okresu – to wszystko nas kształtuje.
Moi rodzice czasami nie mogli dostać urlopu w tym samym czasie, więc część wakacji razem z siostrą spędzałyśmy z tatą, a część z...
Życie jest kruche. Ona wie o tym doskonale. Choroba przychodzi niespodziewanie i potrafi odebrać szczęście tobie, jak i twoim najbliższym.
-Proszę państwa, jeżeli wasza córka przeżyje noc to będzie żyć. Kilka następnych godzin jest decydujące. Proszę uzbroić się w cierpliwość. Bądźmy dobrej myśli.
W taki sposób zakończył się dzień małej, niczego nieświadomej kilkumiesięcznej dziewczynki. W taki sposób zaczęła się po raz drugi na nowo jej wielka przygoda zwana życiem. Dziewczynka pokazała jak bardzo chce żyć. Kiedy wszyscy wątpili w odzyskanie przez nią zdrowia, ona dzielnie walczyła. Może nie do końca samodzielnie. Pomagało jej mnóstwo urządzeń, mnóstwo kabelków oraz cała rzesza lekarzy. Nie poddawała się. Jej małe serduszko chciało dalej bić dla rodziców. Przeżyła tę tragiczną dla niej noc. Potem było już tylko lepiej. Dziewczynka rosła i .... ale o dalszych jej losach dowiecie się na kolejnych stronach książki...
Życie jest kruche. Ona wie o tym doskonale. Choroba przychodzi niespodziewanie i potrafi odebrać szczęście tobie, jak i twoim najbliższym.
-Proszę państwa, jeżeli wasza córka przeżyje noc to będzie żyć. Kilka następnych godzin jest decydujące. Proszę uzbroić się w cierpliwość. Bądźmy dobrej myśli.
W taki sposób zakończył się dzień małej, niczego nieświadomej...
„Na kolorowym dywanie w przedszkolu, rozłożone były klocki lego. Zakonnica w habicie podała mi kubek z sokiem, a on wymsknął mi się z rąk i upadł na podłoże. Jak na dziecko przystało rozpłakałam się.. Możecie zapytać dlaczego autobiografię zaczynam od tak mało istotnego zdarzenia. Czemu nie ma tu daty, miejsca urodzenia, dziecięcego pokoiku, chrzcin, czy pierwszych urodzin. Nie ma, bo tego nie pamiętam. Pierwsze lata swojego życia znam tylko z opowieści. Za to moje pierwsze wspomnienie wiąże się właśnie z przedszkolem, które kilka lat temu wyburzono, a w jego miejsce wybudowano galerię handlową. Nie ma już tej małej, uroczej szkółki, miękkiego dywanu, zużytych zabawek i zardzewiałej huśtawki. Ale są wspomnienia. I właśnie od tamtego momentu mogę zacząć wam opowiadać swoje.”
„Na kolorowym dywanie w przedszkolu, rozłożone były klocki lego. Zakonnica w habicie podała mi kubek z sokiem, a on wymsknął mi się z rąk i upadł na podłoże. Jak na dziecko przystało rozpłakałam się.. Możecie zapytać dlaczego autobiografię zaczynam od tak mało istotnego zdarzenia. Czemu nie ma tu daty, miejsca urodzenia, dziecięcego pokoiku, chrzcin, czy pierwszych urodzin....
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Moje życie...
Teoretycznie zaczęło się w pewną ciepłą, lipcową noc, kiedy to małe, różowe stworzenie wrzaskliwie oznajmiło światu swoje przybycie.
Praktycznie natomiast dopiero trzy lata później, kiedy owo stworzenie nauczyło się czytać.
Od tamtej pory przeżyło ono tysiące najróżniejszych żyć, a wszystko za sprawą zadrukowanych stron książek, jakie namiętnie pochłaniało.
I gdyby owo stworzenie miało teraz napisać swoją autobiografię nie miałoby pojęcia, od czego ma zacząć.
Ale chyba najlepszym początkiem każdej biografii jest sam początek:
W pewną ciepłą, lipcową noc...
Moje życie...
Teoretycznie zaczęło się w pewną ciepłą, lipcową noc, kiedy to małe, różowe stworzenie wrzaskliwie oznajmiło światu swoje przybycie.
Praktycznie natomiast dopiero trzy lata później, kiedy owo stworzenie nauczyło się czytać.
Od tamtej pory przeżyło ono tysiące najróżniejszych żyć, a wszystko za sprawą zadrukowanych stron książek, jakie namiętnie pochłaniało.
I...
I właśnie wtedy obeszły ją mrówki. Trzyletnia ja pamiętam jej niebieską sukienkę i tworzące się na niej ruchome czarne wzorki. Wystaczyło, że ledwo dotknęła dawno używanej miotły, a te stworzonka obeszły ją w dwa migi. Moja starsza o trzy lata siostra stała sparaliżowana ze strachu niczym figura madame tassaud.
-Źmiecieś te śchody ci nie? Luś sie siośtla bo cie mlówki zieźlą.
Siostra uciekła z potokiem łez, a mała ja zbulwersowana brakiem jej zapalczywości do sprzątania, sama zabrałam się do tego zajęcia. Podobno już żadna mrówka nie wyszła z tej miotły- przynajmniej ja żadnej nie pamiętam, w końcu najważniejsze były czyste schody.
I właśnie wtedy obeszły ją mrówki. Trzyletnia ja pamiętam jej niebieską sukienkę i tworzące się na niej ruchome czarne wzorki. Wystaczyło, że ledwo dotknęła dawno używanej miotły, a te stworzonka obeszły ją w dwa migi. Moja starsza o trzy lata siostra stała sparaliżowana ze strachu niczym figura madame tassaud.
-Źmiecieś te śchody ci nie? Luś sie siośtla bo cie mlówki...
"Niedawno byliśmy dziećmi, a świat był piękny. Potem doszły problemy, uczucia, jakieś błędy..." Bardzo podoba mi się ten cytat i mówi prawdę, niestety...
Z moim dzieciństwem różnie było. Czasem lepiej, czasem gorzej, ale nie na tyle źle żeby od razu rozpaczać. Prawdopodobnie to kwestia tego, że jako dzieci wszystkiego nie rozumiemy, ale to może i lepiej w niektórych przypadkach. Teraz mam dużo zmartwień, a kiedyś cieszyłam się z tego co mam i nie patrzyłam na to co będzie jutro. Cała historia rozpoczyna się od dojrzewania. Jest to trudny okres dla większości osób, ale da się go przeżyć, lecz pewne rzeczy na zawsze ulegają zmianie. Nie będę tutaj opisywać całego procesu, bo to byłoby nudne, ale chcę się skupić na uczuciach. I chyba wiadomo na jakich konkretnie. Ach, ta pierwsza miłość. Lecz nie zawsze jest taka fajna jak nam się wydaje. Czujemy motylki w brzuchu, ale miłość potrafi też boleć.
Wszystko zaczęło się od głupiego występu z okazji Bożego Narodzenia. Brałam w nim udział, a tak dokładniej śpiewałam w chórku szkolnym. Były oczywiście próby i było całkiem w porządku, lecz na którejś coś się zmieniło. Zwróciłam uwagę na jednego z grających trzech królów. W sumie nic w nim nadzwyczajnego nie było, ale nie mogłam oderwać od niego oczu. Nie wiedziałam dlaczego, przecież ani szczególnie ładny, ani mądry. I od tamtej chwili ciągle go obserwowałam. Na próbach, korytarzach i poza szkołą. Gdy tylko pojawił się gdzieś niedaleko próbowałam zwrócić na siebie uwagę. Bardzo mnie zabolało, gdy doszłam do wniosku, że to nie ma sensu ponieważ on był popularny i nie wiedział nawet, że istnieję. Poza tym wiele dziewczyn na niego leciało, ale chyba bardziej zależało im na jego sławie w szkole niż na nim. No niestety, oni zawsze wybierają z tych najładniejszych, a nie zwracają uwagi na inne. Miał z czego wybierać, a ja byłam nikim.
I tak było przez półtora roku. Teraz się z tego śmieję i nie mogę uwierzyć, że tyle czasu zmarnowałam na rozmyślaniach o jakimś chłopaku, którego nawet nie znałam i do tej pory nie znam. Ale mówią, że ta pierwsza miłość zostaje z nami na zawsze. Czy to prawda? Nie wiem. Gdy opowiadam komuś tę historię często zadaje pytanie: i co było dalej? Moja odpowiedź jest zawsze taka sama. "Później pojawiły się inne miłości, lecz było tylko gorzej..."
"Niedawno byliśmy dziećmi, a świat był piękny. Potem doszły problemy, uczucia, jakieś błędy..." Bardzo podoba mi się ten cytat i mówi prawdę, niestety...
Z moim dzieciństwem różnie było. Czasem lepiej, czasem gorzej, ale nie na tyle źle żeby od razu rozpaczać. Prawdopodobnie to kwestia tego, że jako dzieci wszystkiego nie rozumiemy, ale to może i lepiej w niektórych...
Oboje mieli dwadzieścia sześć lat. Jeszcze kilka wiosen wcześniej na pewno nie spodziewaliby się, że już w rok po ślubie doczekają się dziecka - ani, tym bardziej, że owe dziecko przyjdzie na świat chore. Rozpoczęły się ciągłe wizyty w szpitalu, zmiana planów życiowych, robienie wszystkiego, by synek był w stanie godnie żyć. W końcu wydawało się już, że sytuacja zmierza ku lepszemu, że będzie ciężko, ale dobrze...
Zmarł, mając rok i trzy miesiące. Z winy pielęgniarki. Mogli pozwać ją do sądu, zniszczyć jej życie, tak jak ona niechcący zniszczyła życie im. Nie zrobili tego. Po części dlatego, że wiedzieli, iż kobieta i tak nie pozbędzie się wyrzutów sumienia do końca swoich dni, po części z tego względu, że chodzenie po sądach tylko dosypywałoby soli do ich ran.
Być może istniał jeszcze jeden powód. Spodziewali się drugiego dziecka, bynajmniej nie planowanego. Nie mogli się więc zupełnie załamać i poddać. Nie mogli i tyle, mimo że widok malutkiego grobu na najbliższym domu cmentarzu oraz wspomnienia związane z pierworodnym tak bardzo bolały...
W niecałe dwa miesiące po śmierci synka urodziła im się córeczka.
To właśnie byłam ja.
Słyszeliście, że stan, w jakim znajduje się kobieta podczas ciąży, może znacząco wpłynąć na psychikę rozwijającego się w jej łonie dziecka? Tak było w moim przypadku. Gdyby nie śmierć mojego starszego brata, którego nawet nie mogłam poznać, życie moje i mojej rodzice wyglądałoby zupełnie inaczej...
Oboje mieli dwadzieścia sześć lat. Jeszcze kilka wiosen wcześniej na pewno nie spodziewaliby się, że już w rok po ślubie doczekają się dziecka - ani, tym bardziej, że owe dziecko przyjdzie na świat chore. Rozpoczęły się ciągłe wizyty w szpitalu, zmiana planów życiowych, robienie wszystkiego, by synek był w stanie godnie żyć. W końcu wydawało się już, że sytuacja zmierza ku...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejOtwieram oczy i patrzę na drewniany sufit. Zastanawiam się, gdzie jestem. Odpowiedź przychodzi szybko a wraz z nią nieznośny ból w okolicach klatki piersiowej. „Gdzie jest Gaba? – myślę. Nie czuję przy sobie jej ciepłej obecności. Nie słyszę jej spokojnego oddechu. Musiała wstać wcześniej. Tylko dlaczego mnie nie obudziła? Wychodzę spod kołdry i owiewa mnie chłód. Nikt nie napalił dziś w piecu. Zawsze to robiła babcia, ale nie dziś… Wchodzę do kuchni. Tu też jest zimno, inaczej. Drzwi do pokoju babci są zamknięte. Słyszę za nimi jakieś przyciszone głosy. Tam muszą być wszyscy. Nim decyduję się na dołączenie do nich, drzwi uchylają się i staje w nich mama. Jest bardzo poważna, skupiona. To nic nowego. Znam chłód mamy, który świetnie współgra z chłodem dzisiejszego poranka. W tym domu był zawsze nie na miejscu i kontrastował z ciepłem i jasnością bijącą od babci. Za mamą wychodzi przygarbiony mężczyzna. Słyszę jak mówi: „To kwestia godzin. Trzeba czekać”. Ściska rękę mamy i przez kuchnię wychodzi do sieni. Mama nie zwraca na mnie uwagi. Usuwam się do kąta, by zrobić przejście. Próbuję zajrzeć do pokoju babci, ale mama zamyka szybko drzwi za sobą. Wciąż nie wiem, gdzie jest Gaba. Po chwili mama wraca i wydaje krótką komendę: „Ubierz się”. Otwieram usta by zapytać o moją najdroższą siostrę, ale mama nie dopuszcza mnie do słowa. Już wiem, że wydarzyło się coś, co zamknęło rozdział zwany dzieciństwem. Mam niejasne przeczucie nadchodzących zmian…
Otwieram oczy i patrzę na drewniany sufit. Zastanawiam się, gdzie jestem. Odpowiedź przychodzi szybko a wraz z nią nieznośny ból w okolicach klatki piersiowej. „Gdzie jest Gaba? – myślę. Nie czuję przy sobie jej ciepłej obecności. Nie słyszę jej spokojnego oddechu. Musiała wstać wcześniej. Tylko dlaczego mnie nie obudziła? Wychodzę spod kołdry i owiewa mnie chłód. Nikt nie...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Plac, gdzieś we Włoszech. Pełno turystów, gołębi, miejscowych sprzedających wszystko, co ktoś będzie chciał kupić. Wczesne lata 90-te. Siedzę obok mamy na schodach, jemy lody. Razem z rodzicami i ich znajomymi i z dziećmi tych znajomych przyjechaliśmy na wakacje. Moje pierwsze zagraniczne wakacje. Podróż trwała trzy dni.
Mam niecałe 8 lat i uwielbiam piękne rzeczy. Lalki, porcelanowe figurki, wachlarze, kwiaty. Mówię do mamy, że pójdę tam obok, do sklepu, popatrzeć na wystawę. Tam, niedaleko, tam gdzie poszedł tata. Pokazuję palcem w stronę kolorowych witryn. Idź do taty, mówi mama i całuje mnie w czoło.
To był pierwszy raz kiedy się zgubiłam. Szukali mnie przez godzinę. Ja ich zresztą też.
I tak wygląda całe moje życie. Gubię się. Teraz nawet specjalnie. Bo czyż może być coś wspanialszego od przypadkowego odkrycia nowego miejsca, pasji, znajomych? W tamtym miejscu zaczęła się też moja miłość. Do podróży w nieznane ;)
Plac, gdzieś we Włoszech. Pełno turystów, gołębi, miejscowych sprzedających wszystko, co ktoś będzie chciał kupić. Wczesne lata 90-te. Siedzę obok mamy na schodach, jemy lody. Razem z rodzicami i ich znajomymi i z dziećmi tych znajomych przyjechaliśmy na wakacje. Moje pierwsze zagraniczne wakacje. Podróż trwała trzy dni.
Mam niecałe 8 lat i uwielbiam piękne rzeczy. Lalki,...
Choć minęły lata, wciąż pamiętam dzień, w którym zaczęłam się ja. Drugiego września, pierwszego dnia gimnazjum. Bezsensowny twór systemu edukacji dla mnie okazał się nowym początkiem.
Ukończyłam podstawówkę jako skrajnie nieśmiała dziewczyna, samotna, mol książkowy. Lubiłam siebie, ale chciałam czegoś więcej – życia, przyjaciół. Widywałam inne dzieci – otwarte, wygadane, pewne siebie. Taka chciałam być – pewna siebie.
Uznałam, że zmiana środowiska to moja wielka szansa. Pierwszego dnia pójdę do szkoły wyprostowana i uśmiechnięta – nikt nie domyśli się, że od zawsze byłam nieśmiała. To będzie pierwszy dzień nowej mnie!
Do budynku szkoły weszłam pewna siebie. Od rana rozmawiałam z innymi dziećmi, ale dopiero po piątej lekcji miało miejsce kulminacyjne zdarzenie. Podczas przerwy na szkolnym boisku podszedł do mnie rosły chłopak, który „kiblował” (czy aby na pewno tylko raz?) i wyciągnął w moją stronę rękę, w której trzymał zapałkę.
- Mierz długość tego murku, mała! - powiedział. Zrobiło mi się gorąco, a moje serce oszalało. W myślach powtarzałam sobie „Nie boję się, jestem pewna siebie.”
- Nie. – padło z moich ust, krótko i stanowczo.
Sama nie wiem, kto był bardziej zdziwiony. Przez chwilę mierzyliśmy się na spojrzenia.
- Żartowałem. – uśmiechnął się i odszedł.
Wtedy uwierzyłam, że mogę wszystko. Tego dnia zbudowałam fundamenty swojej pewności siebie i zaczęłam pracę nad sobą i swoim charakterem - to był swego rodzaju przełom, który doprowadził mnie do tego, kim jestem dzisiaj.
Choć minęły lata, wciąż pamiętam dzień, w którym zaczęłam się ja. Drugiego września, pierwszego dnia gimnazjum. Bezsensowny twór systemu edukacji dla mnie okazał się nowym początkiem.
Ukończyłam podstawówkę jako skrajnie nieśmiała dziewczyna, samotna, mol książkowy. Lubiłam siebie, ale chciałam czegoś więcej – życia, przyjaciół. Widywałam inne dzieci – otwarte, wygadane,...
Dodam tylko, że strasznie ciężko jest zmieścić się w limicie znaków. 1500 - brzmi na całkiem dużą liczbę... a swoją wypowiedź musiałam skracać kilkunastokrotnie, aby się udało ;)
Dodam tylko, że strasznie ciężko jest zmieścić się w limicie znaków. 1500 - brzmi na całkiem dużą liczbę... a swoją wypowiedź musiałam skracać kilkunastokrotnie, aby się udało ;)
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Na świecie jest jedna pewna rzecz, jedno pewne zakończenie. Bo zakończeniem wszystkiego jest śmierć. Jednak czy warto właśnie od niej rozpoczynać opowieść o swoim życiu? Przecież jest ona celem, do którego będę zmierzać przez cały ten czas. To ona właśnie skłania mnie do refleksji, czyni lepszym człowiekiem. Kto jednak o niej napisze? Nie wiem, ale pewnie będzie spokojna. Tak samo jak całe moje życie. Spokojne i stonowane. Pełne regularności. A jednak piękne i wciąż zaskakujące. Czy nie to jak zakończę swoje życie, przesądzi o tym jak je spędziłam? Czy ten koniec nie zdefiniuje mnie i nie zaszufladkuje? Pewnie tak się stanie. To nieuniknione. Lepiej się z tym pogodzić i żyć.
Miewałam wzloty i upadki. Śmiałam się i płakałam.
Najważniejsze jest jednak, czy żyłam w zgodzie ze sobą i swoimi przekonaniami? Czy pozostałam wierna wszystkiemu temu, w co tak szczerze niegdyś wierzyłam? Na początku swojej drogi przez życie. Czy nie zgubiłam się przypadkiem po drodze? Pisanie o sobie jest trudne, bo trzeba swoje życie poddać wnikliwej analizie. I stanąć oko w oko z prawdą o sobie. Tak właśnie zasiadłam do pisania tej dość niezwykłej opowieści, o zwykłej osobie jaką jestem. Dzień ten nie różni się bardzo od innych. Jest w nim jednak coś nietypowego. Trzymam w ręku mój notatnik i delektując się ostatnim słońcem myślę o tym, co mnie spotkało. O ludziach i cudownych chwilach, które z nimi spędziłam. Teraz te ulotne, a przepełnione szczęściem momenty, nareszcie zostaną gdzieś uwiecznione.
Na świecie jest jedna pewna rzecz, jedno pewne zakończenie. Bo zakończeniem wszystkiego jest śmierć. Jednak czy warto właśnie od niej rozpoczynać opowieść o swoim życiu? Przecież jest ona celem, do którego będę zmierzać przez cały ten czas. To ona właśnie skłania mnie do refleksji, czyni lepszym człowiekiem. Kto jednak o niej napisze? Nie wiem, ale pewnie będzie spokojna....
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Czy to dobry moment?
Zasadniczo mało kto ma obecnie czas na zastanowienie się nad swoim życiem. Data urodzenia, chrzest, pierwszy ząbek (to akurat pamiętają Rodzice), pierwszy dzień w szkole, pierwsza miłość, ta szczęśliwa i ta nieszczęśliwa, osiemnastka, matura, oświadczyny, praca, własny samochód, ślub, dom, dziecko… Tak, to zdecydowanie się pamięta. Pamięta się to co pierwsze, ostatnie… Pamięta się o tym ważnym co było i pamięta się co trzeba, co chciałoby się zrobić w przyszłości. Tak, spory materiał na autobiografię, w końcu to jest to, co w życiu było najważniejsze. Tak, tak zwykle wygląda autobiografia.
Ale… A uśmiech dziecka w tramwaju po mojej ciężkiej nocy gdy zrozumiałam, że dalej nie dam rady? Tak, pamiętam, rzuciłam to wszystko – to akurat by trafiło do autobiografii. Ale ten uśmiech… To dzięki niemu wtedy od długiego czasu znów się uśmiechnęłam. Dlaczego to nie miałoby być istotnym elementem autobiografii? Uśmiech – na oko – rocznej blond piękności, która może uśmiechnęła się do mnie przez przypadek, a nie sądziła, jak wiele to dla mnie znaczyło... A ten bilbord w kształcie kontaktu z wielką wtyczką i kablem? Tak mi się spodobał, taki unikat! A jak kolega wracał od tablicy i przybił mi piątkę, bo tak świetnie Go wyuczyłam, że całe zadanie zrobił dobrze – ten mój uśmiech radości, satysfakcji… To nie było ważne?
Tak, chwila obecna. Tylko to mam. To dobry moment, żeby zacząć. I każdą kolejną chwilę przeżywać tak, aby była wyjątkowym zdaniem w autobiografii.
Czy to dobry moment?
Zasadniczo mało kto ma obecnie czas na zastanowienie się nad swoim życiem. Data urodzenia, chrzest, pierwszy ząbek (to akurat pamiętają Rodzice), pierwszy dzień w szkole, pierwsza miłość, ta szczęśliwa i ta nieszczęśliwa, osiemnastka, matura, oświadczyny, praca, własny samochód, ślub, dom, dziecko… Tak, to zdecydowanie się pamięta. Pamięta się to co...
Sama nie wiem od czego zacząć. Bo tak naprawdę nie wiem, kiedy zaczęłam być tym, kim jestem teraz. Pewnie pytacie, jak mogę tego nie wiedzieć? No cóż czasami człowiek nie wie, co, gdzie i kiedy spowodowało, że zupełnie zmieniło się jego życie. Ale cóż, chyba mogę powiedzieć, że to raczej nie miejsce, ale osoba, zupełnie mnie zmieniła. Tak, to była jego sprawka. Jego i tych ciemnych brązowych oczu, przez które zupełnie zmieniło się moje życie.
Był kolejny dzień jak co dzień, wstawałam rano, jadłam śniadanie, jechałam do pracy i po upływie prawie całego dnia, wracałam do domu, nie mając siły nawet zrobić sobie coś do jedzenia, zasypiałam przy telewizorze. Tak mijał zazwyczaj mój tydzień. Szary i nudny.
Dopóki nie dostałam pewnego dnia, smsa od siostry.
"Kochana! Bardzo Cię proszę, czy mogłabyś przyjechać jutro wcześnie rano po Kubę i zawieść go do przedszkola? Adam i Ela, się pochorowali, a Łukasz jest znowu w trasie. Nie mam kogo, o to poprosić! Jesteś mym ostatnim kołem ratunkowym!"
Westchnęłam, i wysłałam jedno słowo.
"Okej."
I następnego dnia, jak zwykle zrobiłam swoje poranne czynności i ruszyłam w drugą stronę do siostry. Była to miła odmiana od codzienności. Myślałam, że to będzie znowu nudny dzień z małym wyjątkiem, odebranie Kuby z przedszkola, co oznaczałoby urwanie się na chwilę z pracy i ubłaganie szefa, o pół godzinny zwolnienia.
Wszystko byłoby jak zwykle, do chwili, gdy nagle na mojej drodze z lasu wyskoczył rowerzysta, z panikom wymalowaną na twarzy.
Wcisnęłam ostro pedał hamulca, lecz było już za późno. Gość uderzył mi o maskę auta i spadł na ziemię.
"O Boże! O Boże! O Boże! - myślałam panicznie, wyskakując z auta. Przed moim zderzakiem leżał człowiek, który w ogóle się nie ruszał i wyglądało jakby stracił przytomność.
- O nie. Zabiłam go - stwierdziłam, powoli wyobrażając sobie, siebie w więziennych łachach.
Cichy jęk mężczyzny, wyrwał mnie z otępienia sprawiając mi tym samym ogromną radość.
- Nic panu nie jest? - uklękłam przed nim, nie wiedząc jak mu pomóc - Wyskoczył mi pan tak nagle... Zadzwonię po karetkę.
- Nie... Trzeba... - wyjąkał, po czym przewrócił się na plecy leżąc plackiem. Dotknął prawą ręką parę miejsc na ciele i odetchnął z ulgą - Nic sobie na szczęście nie złamałem.
Dostrzegłam na jego kolanach i łokciach, ochraniacze, co było trochę dziwne. Wyglądał jak dziecko, które dopiero uczyło się jeździć.
- Wybaczy pani - odezwał się nagle, dostrzegając mój wzrok, taksujący jego osobę - Jako początkujący rowerzysta, nie powinienem zjeżdżać z górki. Zrobiłem z siebie bęcwała, a mówili mi bym nie szalał - zachichotał, ze swojej głupoty. Miał miły dla ucha głos.
Spojrzał na auto i dostrzegł wbicie w masce, zasyczał z przerażenia.
- Będę musiał pani za szkody zapłacić.
- Na to wygląda - odparłam, i spojrzałam mu w twarz. Jego oczy, były brązowe jak mleczna czekolada. Nie wiedząc czemu, nie mogłam odwrócić od nich wzroku.
- Jestem Tomek - nagle się przedstawił i wyciągnął do mnie dłoń, choć wciąż siedział na asfalcie.
- A ja Beata - odpowiedziałam, łapiąc niepewnie jego dłoń.
Uśmiechnął się szczerze.
- Miło mi Cię poznać, Beato. To chyba początek dobrej znajomości - zaśmiał się, a ja dołączyłam do niego, wyczuwając komiczność, całej sytuacji. Ale kto wie, może to faktycznie będzie początek dobrej znajomości.
Sama nie wiem od czego zacząć. Bo tak naprawdę nie wiem, kiedy zaczęłam być tym, kim jestem teraz. Pewnie pytacie, jak mogę tego nie wiedzieć? No cóż czasami człowiek nie wie, co, gdzie i kiedy spowodowało, że zupełnie zmieniło się jego życie. Ale cóż, chyba mogę powiedzieć, że to raczej nie miejsce, ale osoba, zupełnie mnie zmieniła. Tak, to była jego sprawka. Jego i tych...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Wszystko zaczęło się na pętli autobusowej. Tam gdzie kończą swoje kursy autobusy miejskie. Tam na pętli autobusowej zaczęła się mój kurs miłość.
Nie pamiętam jaki to był dzień tygodnia- ale pamiętam to miejsce. Niedaleko wydziału na którym studiowałem. Zawsze w sercu miałem pasję do poznawania świata- może dlatego zostałem przyrodnikiem- ale oczywiście sama przyroda to za mało- pochłaniałem książki, gazety, rożne programy telewizyjne. Tak właśnie pochłaniałem - myśląc że będę choć ciut mądrzejszy od innych. Może i taki jestem ale nadal wydaje się głupi i mały wobec wypadku na pętli autobusowej.
Zobaczyłem go- pamiętam jego uśmiech i kolorowy szal- to chyba on pierwszy skupił moją uwagę na tym chłopaku.Nazywają to zauroczeniem - choć wtedy nie sądziłem że mogę się zauroczyć w drugim facecie. Bałem się do niego podejść - tam na przystanku- ja niczego się nie bojący nagle miałem sucho w ustach, a myśli zaczęły się kłębić w galopie mej głowy. Tak miało być już zawsze- strach i jednoczesne zaczarowanie na widok Piotra.
Poznawałem go bardziej- jego,jego przez jego znajomych, przez bloga jego przyjaciela. Wszystko jak w telewizyjnym serialu. Najbardziej jednak poznawałem swoje pragnienia- by być z nim- z wyjątkową osobą tak do mnie podobną, dzielić z nim miłość i życie...........
Wszystko zaczęło się na pętli autobusowej. Tam gdzie kończą swoje kursy autobusy miejskie. Tam na pętli autobusowej zaczęła się mój kurs miłość.
Nie pamiętam jaki to był dzień tygodnia- ale pamiętam to miejsce. Niedaleko wydziału na którym studiowałem. Zawsze w sercu miałem pasję do poznawania świata- może dlatego zostałem przyrodnikiem- ale oczywiście sama przyroda to za...
Moje dotychczasowe życie wyraźnie dzieli się na dwa etapy. Przed i po śmierci babci. To wydarzenie nie dość, że mną wstrząsnęło, to było jak papierek lakmusowy dla moich relacji. Obudziło mnie. Pokazało na kogo naprawdę mogę liczyć i kto ma na tyle siły, żeby przedrzeć się przez moje odrętwienie i smutek. Odnalazłam w sobie siłę, by zerwać toksyczny związek, w którym tkwiliśmy bez zrozumienia i wyrozumiałości. Zaczęłam mówić o swoich uczuciach, nie bojąc się, że zostanę wyśmiana. Walczyć o swoje przekonania. Zerwałam przyjaźnie, które polegały tylko na wymianie uprzejmości. Wyrwałam się z bezpiecznego bagienka zbudowane na złudzeniach i ruszyłam w prawdziwe nieznane. I teraz z perspektywy czasu widzę, że były to dobre, chociaż bolesne decyzje. Odnalazłam szczęście, miłość i zrozumienie. Czego można chcieć więcej?
Moją autobiografię prowadziłabym dwutorowo. O tym kim się stałam, a potem o tym kim byłam. Pokazałabym siebie, a dopiero później przebytą drogę. Jakże inaczej wyglądają sytuacje, gdy oglądamy się wstecz, niż kiedy trwały. Zaskakujące.
Moje dotychczasowe życie wyraźnie dzieli się na dwa etapy. Przed i po śmierci babci. To wydarzenie nie dość, że mną wstrząsnęło, to było jak papierek lakmusowy dla moich relacji. Obudziło mnie. Pokazało na kogo naprawdę mogę liczyć i kto ma na tyle siły, żeby przedrzeć się przez moje odrętwienie i smutek. Odnalazłam w sobie siłę, by zerwać toksyczny związek, w którym...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Stoimy przed salą, czekamy na egzamin ustny z baz danych, ja i 5 kolegów, każdy miał inne zadanie w projekcie, każdy pracował równo. Wchodzimy, siadamy i słyszę "O projekcie dzisiaj wypowie się Pani, nic Pani zapewne w kodzie nie tknęła więc chociaż się Pani wypowie, chyba że od razu wstawiamy niezaliczenie bo i tego pewnie Pani nie będzie potrafiła".
Momentalnie przed oczami staje mi szereg obrazów, wszystkie podobne. Siedzę w liceum na lekcji niemieckiego z bandą bogatych dzieciaków, córek prezydentów, burmistrzów, synów lekarz, adwokatów, dyrektorów i ja córka dwójki szarych pracowników fabryki. Kolejny raz nauczycielka wzywa mnie do odpowiedzi zadając pytania dopóty dopóki nie odpowiem na jakieś, maglowanie trwa czasem pół lekcji aż do potknięcia się, a potknięcie kończy się szeregiem ocen niedostatecznych jedna za słówka, jedna za dykcję, jedna za gramatykę. Na tym kończymy i zaczynamy hołubienie reszty i przekazywanie pozdrowień rodzicom.
Otrząsam się z tego obrazu, wstaję bez słowa, wychodzę i trzaskam drzwiami, nie dam sobą więcej pomiatać, koniec z wmawianiem mi kim jestem a kim nie, co umiem a czego nie, jaką mam wartość!!! Już nie jestem potulną zastraszoną dziewczynką, za chwilę wrócę uspokojona i powiem profesorowi co myślę o jego seksistowskich wypowiedziach...
Stoimy przed salą, czekamy na egzamin ustny z baz danych, ja i 5 kolegów, każdy miał inne zadanie w projekcie, każdy pracował równo. Wchodzimy, siadamy i słyszę "O projekcie dzisiaj wypowie się Pani, nic Pani zapewne w kodzie nie tknęła więc chociaż się Pani wypowie, chyba że od razu wstawiamy niezaliczenie bo i tego pewnie Pani nie będzie potrafiła".
Momentalnie przed...
To ona nauczyła mnie pokory, ciekawości, odwagi... Ona była moją nauczycielką życia, ona wyznaczała moje późniejsze cele i pozwalała podejmować odważne decyzje. Była cudowna, pierwsza, ciepła, samodzielna... Dzięki niej, już nigdy w moich ustach nie zagościły słowa "nie dam rady". Już nigdy czas, nie był przeszkodą w osiąganiu tego czego chciałam, bo czas i tak upłynie, a to od nas zależy czy go wykorzystamy i jak go wykorzystamy. To ona pozwoliła mi poznać wspaniałych ludzi, przeżyć niesamowite chwile które już nigdy się nie powtórzą. To ona... PIERWSZA SAMODZIELNA PODRÓŻ DO HISZPANII DO PRACY.
To ona nauczyła mnie pokory, ciekawości, odwagi... Ona była moją nauczycielką życia, ona wyznaczała moje późniejsze cele i pozwalała podejmować odważne decyzje. Była cudowna, pierwsza, ciepła, samodzielna... Dzięki niej, już nigdy w moich ustach nie zagościły słowa "nie dam rady". Już nigdy czas, nie był przeszkodą w osiąganiu tego czego chciałam, bo czas i tak upłynie, a...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Słoneczny poranek niedzielny. Letni miesiąc. Ptaki na zewnątrz ćwierkają. Pobudzają do życia. Na sali porodowej rozlega się donośny płacz dziecka. Godzina 8:15. Noworodek zostaje przekazany z rąk doktora do rąk pielęgniarki.
Nowe życie. Narodziny. Moje narodziny. I wszystko zaczęło się właśnie tego dnia, 2 czerwca.
Słoneczny poranek niedzielny. Letni miesiąc. Ptaki na zewnątrz ćwierkają. Pobudzają do życia. Na sali porodowej rozlega się donośny płacz dziecka. Godzina 8:15. Noworodek zostaje przekazany z rąk doktora do rąk pielęgniarki.
Nowe życie. Narodziny. Moje narodziny. I wszystko zaczęło się właśnie tego dnia, 2 czerwca.
"Tego pamiętnego lata nauczyłam się rozniecać ogień. Wzięłam do rąk pudełko zapałek i potrząsnęłam nim delikatnie. Zastanawiałam się, jak wykorzystuje te drobne drewienka moja mama, kiedy podpala papieros. Tarłam raz jednym, raz drugim końcem o ścianki pudełka, lecz nic się nie działo. Nie dostrzegałam nawet iskierki. Zdesperowana, bliska płaczu, pociągnęłam zapałką po wieczku i moim oczom ukazał się wielki płomień. Spanikowana natychmiast wrzuciłam zapałkę do zlewu i zalałam ją wodą."
"Tego pamiętnego lata nauczyłam się rozniecać ogień. Wzięłam do rąk pudełko zapałek i potrząsnęłam nim delikatnie. Zastanawiałam się, jak wykorzystuje te drobne drewienka moja mama, kiedy podpala papieros. Tarłam raz jednym, raz drugim końcem o ścianki pudełka, lecz nic się nie działo. Nie dostrzegałam nawet iskierki. Zdesperowana, bliska płaczu, pociągnęłam zapałką po...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejA jednak udało się! Mało kto wierzył, że stanę jeszcze na nogi. Większość myślała, że to koniec. Nie dziwię się-znalazłam się na samym dnie...Straciłam pracę, straciłam przyjaciół, straciłam chęć do życia, straciłam zdrowie...Została tylko ona, która wysysała ze mnie resztki sił - ANOREKSJA...Lat 30, waga 27 kg., skrajne wyniszczenie, słabe tętno-tak wpisano na karcie przyjęć do szpitala. Czy Pani wyraża zgodę na leczenie? Od odpowiedzi na to pytanie zależało moje życie. "Tak "oznaczało dalszą wegetacje, "nie" oznaczało definitywny koniec. Spojrzałam na załzawione oczy mamy...i to przechyliło szalę. Wyrażam zgodę...Dziś lat 40, waga 50kg, wyniki rewelacyjne, świetna praca, grono znajomych. Jak to się stało, że stanęłam na granicy życia i śmierci? Jak udało mi się wrócić do zdrowia i zacząć żyć raz jeszcze? Co dała, a co zabrała mi anoreksja? Na te i inne pytania odpowiedź znajdziecie w dalszych rozdziałach mojej autobiografii.
A jednak udało się! Mało kto wierzył, że stanę jeszcze na nogi. Większość myślała, że to koniec. Nie dziwię się-znalazłam się na samym dnie...Straciłam pracę, straciłam przyjaciół, straciłam chęć do życia, straciłam zdrowie...Została tylko ona, która wysysała ze mnie resztki sił - ANOREKSJA...Lat 30, waga 27 kg., skrajne wyniszczenie, słabe tętno-tak wpisano na karcie...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Patrzę w stojące w przedpokoju duże lustro i widzę niewysoką, szczupłą dziewczynę z błękitnymi oczami. Postać ta ma śnieżnobiałą, porcelanową cerę, kruczoczarne włosy i usta jak płatki róży. Znam skądś tę postać, wydaje mi się, że kiedyś ją gdzieś widziałam. Tak już wiem, to jestem JA. Drogi czytelniku, jeżeli pragniesz poznać moje losy i dzieje, to zostań przy lekturze tej autobiografii. Zapewniam, że po przeczytaniu jej wiele błędów, które popełniłam będziesz mógł uniknąć oraz wiele świetlanych pomysłów narodzi się w twojej głowie.
Smutek, rozpacz, czasami wręcz przeszywający ból od dawna towarzyszy w moim życiu. Zrozumiałam, że nie ma lepszej recepty na krwawiące serce niż czas. Z godziny na godzinę coraz bardziej oddalamy się od siebie. Już nie jesteśmy tymi samymi ludźmi, którymi żeśmy byli. Zwierciadło sprawiedliwości musiało osiągnąć swoje maksimum. Nic nie jest jaśniejsze od nas samych i nic nie jest piękniejsze od nas samych, dlatego nie warto dla kogoś żyć. Zbudujemy arkę, ale tylko wtedy kiedy razem będziemy widzieli brzeg. Nie warto serca oddawać, komuś kto rani nas. Niestety, niespokojne serce i towarzyszące temu poczucie winy, nigdy nie zniknie.
Dlatego stoję, tu i teraz na przeciwko lustra i muszę stwierdzić, że lepszego przyjaciela od osoby odbijającej się w lustrze, nigdy nie miałam i chyba nie będę mieć.
Patrzę w stojące w przedpokoju duże lustro i widzę niewysoką, szczupłą dziewczynę z błękitnymi oczami. Postać ta ma śnieżnobiałą, porcelanową cerę, kruczoczarne włosy i usta jak płatki róży. Znam skądś tę postać, wydaje mi się, że kiedyś ją gdzieś widziałam. Tak już wiem, to jestem JA. Drogi czytelniku, jeżeli pragniesz poznać moje losy i dzieje, to zostań przy lekturze tej...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Roztrzęsionymi rękami otworzyłam drzwi lodówki i skierowałam na nie zamglony wzrok. Nie płacz, nie płacz, nie płacz, powtarzałam sobie, a wszystko zamazywało się jeszcze bardziej. Wyciągnęłam przed siebie rękę i złapałam butelkę.
- Tylko trochę – mruknęłam. – Ojciec nie może zobaczyć, inaczej od razu się zorientuje.
Postawiłam szkło na kuchennym blacie i drżąc jeszcze bardziej, wyjęłam z szafki kubek. Tylko troszeczkę, upomniałam się, wlewając połowę zawartości flaszki.
Takie myśli dręczyły mnie już wcześniej, ale dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że chcę to zrobić naprawdę. Co mnie do tego skłoniło? Dzisiejszy powrót ze szpitala? Pół dnia z ludźmi, którzy nazywają się moją rodziną? Tak czy inaczej byłam zdecydowana.
Wróciłam szybko do pokoju i wysypałam na rękę garść depresyjnych proszków. Postanowiłam się zabić.
Roztrzęsionymi rękami otworzyłam drzwi lodówki i skierowałam na nie zamglony wzrok. Nie płacz, nie płacz, nie płacz, powtarzałam sobie, a wszystko zamazywało się jeszcze bardziej. Wyciągnęłam przed siebie rękę i złapałam butelkę.
- Tylko trochę – mruknęłam. – Ojciec nie może zobaczyć, inaczej od razu się zorientuje.
Postawiłam szkło na kuchennym blacie i drżąc...
Najważniejsze wydarzenie w moim całym życiu? Niech się zastanowię...było to trzeciego dnia wiosny 1990 roku. Wtedy po raz pierwszy nabrałam powietrza do płuc, po raz pierwszy zapłakałam, po raz pierwszy poczułam dotyk i po raz pierwszy ujrzałam lekarza, położną, szpitalne światło i w końcu moją mamę. Gdyby nie tamten dzień, nie byłoby mnie, mojego życia, ani historii, którą chcę Wam opowiedzieć. Zatem posłuchajcie...
Najważniejsze wydarzenie w moim całym życiu? Niech się zastanowię...było to trzeciego dnia wiosny 1990 roku. Wtedy po raz pierwszy nabrałam powietrza do płuc, po raz pierwszy zapłakałam, po raz pierwszy poczułam dotyk i po raz pierwszy ujrzałam lekarza, położną, szpitalne światło i w końcu moją mamę. Gdyby nie tamten dzień, nie byłoby mnie, mojego życia, ani historii,...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej