-
Artykuły
Od królewskich dworów do Hollywood
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Crime Story: pierwsze takie wydarzenie autorskie w Polsce
LubimyCzytać2 -
Artykuły
Wielkanoc z książką i nie tylko – czytelnicze oraz kreatywne pomysły na prezent
LubimyCzytać3 -
Artykuły
Wielka Wiosenna Wyprzedaż w Matras.pl: tysiące książek nawet 80% taniej
LubimyCzytać2
Czytanie jako forma zboczenia
Czytelnictwo upada – nie, nie, proszę nie klikać nerwowo myszą, nie zamykać tego okna, to nie będzie kolejny tekst o poziomie czytelnictwa w kraju, słowo! To będzie tekst o czytelnikach,
a to zupełnie co innego. Chciałem tylko za punkt wyjścia przyjąć następującą obserwację: czy zastanawialiście się, drodzy Czytelnicy, kto zawsze utyskuje na fatalny stan oczytania narodowego?
Otóż zawsze są to ludzie, którzy a) sami czytają, albo b) twierdzą, że czytają (w tej drugiej kategorii wcale nie mieszczą się tylko politycy). Jakoś nigdy nie słyszałem, żeby któryś z tych panów, co to u mnie pod blokiem raczą się na ławeczce winem owocowym, burknął choćby raz, że „ku…wa, ale teraz te ludzie to zajeb…ście mało czytają”.
Ta obserwacja naprowadza nas na trop odwiecznej zagadki: dlaczego ludzie nie chcą czytać? Może właśnie dlatego, że społeczność czytających jawi się społeczności nieczytających dość podejrzanie i zniechęcająco.
W końcu stadna motywacja jest dla naszych wyborów fundamentalna: kupuję buty marki X, bo takie nosi gwiazdor Y, a ja chcę kojarzyć się ze światem, który ten Y reprezentuje. Tymczasem czytelnicy jako grupa zdają się wyróżniać szeregiem cech powszechnie uważanych za dość obrzydliwe.
Czytelnicy są fetyszystami: ich stosunek do książek bywa często zaprzeczeniem minimalnie choćby zdrowego podejścia do przedmiotów, bądź co bądź, martwych. No hej, książka to jest plik zszytych kartek
z nadrukiem, a tu całe to chuchanie, dmuchanie, pieszczenie, żeby się rożek nie zagiął, stroniczka nie zaplamiła, i na półeczce równo mają stać. I wiem, co mówię: jakbyście zobaczyli moje auto – z przodu ze zderzaka lakier złazi, z tyłu wgniecione po jakimś średnio udanym parkowaniu po ciemku, z boku rysa, zakurzone i ubłocone od spodu, a tapicerka w środku lepi się od słodyczy, głownie w rejonie fotelików dziecięcych – ale książki, ooo, przepraszam, książki to mam w porządeczku, nigdy za szeroko nie otwieram, żeby nie daj boże grzbiet nie popękał, używam tylko atestowanych zakładek i przed przystąpieniem do lektury myję ręce. Bywają oczywiście tacy, którzy postępują dokładnie odwrotnie: mną strony, zaginają rogi i czytają najchętniej w trakcie jedzenia kanapek z miodem – co też nie jest wyjściem, bo niewiele jest mniej higienicznych rzeczy niż upaprana i zatłuszczona książka.
Ale fetyszyzm to tylko wierzchołek góry lodowej. Czytelnicy są pedantami (weź nie oddaj takiemu pożyczonej książki na czas!), socjopatami (bo jak inaczej nazwać kogoś, kogo ulubionym zajęciem jest siedzenie w samotności, żeby najlepiej nikt nie przeszkadzał), często haniebnie zaniedbują swoją kondycję fizyczną i psują sobie namiętnie wzrok, uprawiają coś w rodzaju intelektualnego autoerotyzmu (nie tylko czytają książki, ale też czytają artykuły o książkach, opinie innych czytelników o książkach, blogi o książkach, udzielają się na portalach książkowych…), a do tego cechuje ich niezwykle upierdliwe powołanie misjonarskie i z uporem maniaka starają się przekonać wszystkich, że koniecznie muszą czytać książki, organizują akcje społeczne, kampanie i bóg-wi-co, choć jak dotąd nikomu nie udało się wyjaśnić, jakie to niby praktyczne korzyści osiągnąć może człowiek dlatego, że przeczytał Sto lat samotności czy Absalomie, Absalomie. Kiedy wyznawca jakieś religii próbuje mnie nawrócić, to przynajmniej oferuje mi konkretny zysk – a mianowicie taki, że po śmierci będę a) żył dalej i b) całkiem nieźle, jeśli się postaram – natomiast promotor czytelnictwa co? – że mi się horyzonty rozszerzą?, słownictwo zwiększy?, wzruszę się? – no wolne żarty.
Kto obdarzony odrobiną trzeźwości umysłu chciałby pchać się do takiego grona? A wy, drodzy Czytelnicy,
co o tym sądzicie? No bo skoro czytacie te słowa, to najpewniej znaczy to, że choćby część wymienionych tu zaburzeń nie jest wam obca. Ja wyspowiadam się w następnym odcinku (choć oczywiście przeczuwam,
że nikogo moja spowiedź nie obchodzi; trudno: czasami trzeba zainwestować w autoterapię).
------------
Tomasz Pindel – pracownik Instytutu Książki i były wykładowca Katedry Ameryki Łacińskiej UJ, tłumacz literatury hiszpańskojęzycznej, ze szczególnym wskazaniem na latynoską, sporadyczny publicysta „Gazety Wyborczej” i „Tygodnika Powszechnego” i regularny „Bluszcza”, współautor audycji „Piątka z literatury” (RMF Classic) i bloga poczytane.blog.onet.pl, autor jednej powieści (Czy to się nagrywa, Świat Książki, 2011) i jednej książki literaturoznawczej (Zjawy, szaleństwo i śmierć. Fantastyka i realizm magiczny w literaturze his..., Universitas, 2004).
komentarze [79]
Cieszę się,że dołączyłam do grupy osób, które mają tę samą pasję co ja, czyli czytanie... Czytałam zawsze; można powiedzieć, że od pieluchy:)i nigdy nie przyszłoby mi do głowy, że można przestać czytać. A jednak - urodziły się dzieci i między karmieniem, praniem i prasowaniem, bełtaniem kaszek i dogadzaniu mężowi, zabrakło czasu dla SIEBIE i dla KSIĄŻEK;wracam do życia:)
Cieszę się,że dołączyłam do grupy osób, które mają tę samą pasję co ja, czyli czytanie... Czytałam zawsze; można powiedzieć, że od pieluchy:)i nigdy nie przyszłoby mi do głowy, że można przestać czytać. A jednak - urodziły się dzieci i między karmieniem, praniem i prasowaniem, bełtaniem kaszek i dogadzaniu mężowi, zabrakło czasu dla SIEBIE i dla KSIĄŻEK;wracam do życia:)
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamja z moim szczęściem znalazłam bym same harlekiny :D
ja z moim szczęściem znalazłam bym same harlekiny :D
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
podoba mi się tekst. sądzę iż oddaje część Towarzyszy Słowa Pisanego (musze to gdzieś zapisać zanim zapomnę), jednakże w każdej grupie społecznej znajdą się podobni: dziewczyny piszczące za Patisonami (swoją drogą jadł Ktoś patisona? ja widziała w sloiku, ale bałam się otworzyć słoik - z nuż mnie to zje), całujące plakaty idoli na dobranoc? Facetów mogacych zabić za połamanie plyty z gra, czy ruszenie limitowanej płyty Metaliki?
ile hobby tyle takich osobników: czy to sport, zbieranie znaczków, książek, czytanie (to nie to samo co zbieranie książek), informatyka, muzyka, moda, gotowanie, podróże, sport.. każdy ma swojego złotego grala, którego stawia na piedestale i cały dzień ściera kurz patrząc z pogardą na tych, którzy ścierają kurz z czego innego.
nie demonizujmy Czytelników. akurat to najbezpieczniejsza (zaraz po filatelistach) sekta :D
podoba mi się tekst. sądzę iż oddaje część Towarzyszy Słowa Pisanego (musze to gdzieś zapisać zanim zapomnę), jednakże w każdej grupie społecznej znajdą się podobni: dziewczyny piszczące za Patisonami (swoją drogą jadł Ktoś patisona? ja widziała w sloiku, ale bałam się otworzyć słoik - z nuż mnie to zje), całujące plakaty idoli na dobranoc? Facetów mogacych zabić za...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejEch, wszystkie cechy są o mnie oprócz pedantyzmu...
Ech, wszystkie cechy są o mnie oprócz pedantyzmu...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamTo o mnie ;D
To o mnie ;D
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamKupuję używane książki, często już z pozaginanymi rogami, naderwana kartka też się zdarzy, bywają poplamione, pozaznaczane. Lubię używane książki. Nie chcę mieć w domu księgarni. Bardziej antykwariat :p Jak się czyta, to się niszczy, a chodzi o to, żeby czytać. I jak pożyczam, to książka ma do mnie wrócić i ma być nadal w stanie pozwalającym na kolejne przeczytanie. Nic więcej.
Kupuję używane książki, często już z pozaginanymi rogami, naderwana kartka też się zdarzy, bywają poplamione, pozaznaczane. Lubię używane książki. Nie chcę mieć w domu księgarni. Bardziej antykwariat :p Jak się czyta, to się niszczy, a chodzi o to, żeby czytać. I jak pożyczam, to książka ma do mnie wrócić i ma być nadal w stanie pozwalającym na kolejne przeczytanie. Nic więcej.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamoficjalnie noc zaczyna się o 4 nad ranem. Zwłaszcza, jak o 7 trzeba wstać :]
oficjalnie noc zaczyna się o 4 nad ranem. Zwłaszcza, jak o 7 trzeba wstać :]
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamWedług mnie brakuje jeszcze wzmianki na temat tego, że "100% czytelnicy" często grasują nocą wśród kartek ksiązki, lub tak jak ja na "lubimyczytac.pl :-) a dodam , że jest 00:40.
Według mnie brakuje jeszcze wzmianki na temat tego, że "100% czytelnicy" często grasują nocą wśród kartek ksiązki, lub tak jak ja na "lubimyczytac.pl :-) a dodam , że jest 00:40.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamo, to o mnie :)
o, to o mnie :)
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Jestem molem książkowym od lat i prawda jest taka, że można mi przypisać, tak w 100%, tylko dwie z wymienionych w artykule cech, przy czym jedna dotyczy nie tylko książek.
Książki mam poukładane i staram się o nie dbać, ale podobnie traktuje inne swoje rzeczy, na które bądź co bądź ciężko pracuje :)Faktem jest, że nie lubię tłumów, nie mam jakichś wielkich potrzeb towarzyskich (nie do końca jestem przekonana czy do takiego człowieka pasuje określenie socjopata), ale czy każda czytająca osoba taka jest? Nie wydaje mi się. Nikogo do czytania nie zmuszam, jeśli wiem, że ktoś nie czyta to nie rozprawiam przy nim o książkach, udzielam się właściwie tylko na tej stronie i bardzo sporadycznie na jednym forum, czasem czytam blogi o książkach - ale raczej daleko mi do intelektualnego autoerotyzmu jak to nazwał autor. Poza tym, jeśli ktoś lubi wędkować to nikogo nie dziwi, że czyta o wędkowaniu, dyskutuje o nim etc, więc dlaczego autor tak to wyolbrzymia u osób czytających, przecież to pasja jak każda inna.
Kiedyś jak byłam młodsza żyłam w przekonaniu, że ludzie czytający są w jakiś sposób lepsi, ale życie szybko zrewidowało moje poglądy. Znam wiele osób, które nie czytają a są inteligentnymi, wspaniałymi ludźmi, chociażby mój partner.
Jestem molem książkowym od lat i prawda jest taka, że można mi przypisać, tak w 100%, tylko dwie z wymienionych w artykule cech, przy czym jedna dotyczy nie tylko książek.
Książki mam poukładane i staram się o nie dbać, ale podobnie traktuje inne swoje rzeczy, na które bądź co bądź ciężko pracuje :)Faktem jest, że nie lubię tłumów, nie mam jakichś wielkich potrzeb...
Ja nie muszę, najwyżej u współlokatorki na półce znajdę ;)
Ja nie muszę, najwyżej u współlokatorki na półce znajdę ;)
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Viv87:
Ważna w życiu każdego bibliofila jest też umiejętność kamuflowania nowych nabytków tak, by domownicy się nie zorientowali, że coś przybyło.
skąd ja to znam xD u mnie jest to samo... przynoszę do domu, układam na półce tak, że nikt się nie orientuje, że coś nowego przytaszczyłam :)
Viv87:
Ważna w życiu każdego bibliofila jest też umiejętność kamuflowania nowych nabytków tak, by domownicy się nie zorientowali, że coś przybyło.
skąd ja to znam xD u mnie jest to samo... przynoszę do domu, układam na półce tak, że nikt się nie orientuje, że coś nowego przytaszczyłam :)
Ja się przyznaję bez bicia do wszystkich, wymienionych w tekście zboczeń, z dodatkowym uściśleniem - jestem z tych, co jedzą, gdy czytają (ale nie kanapkę z miodem, broń Boże!). Co więcej, właśnie skończyłam czytać książkę o książkach, które to zjawisko samo w sobie stanowi jakiś wysublimowany rodzaj czytelniczej schizofrenii... i oczywiście postanowiłam wszystkich zachęcić do lektury (btw., mowa o "Przyślę panu list i klucz" pruszkowskiej - polecam! ;)). A kogo przede wszystkim zachęcałam? Moli książkowych. Czyli koło się zamyka.
A już przechodząc do części autobiograficznej, to złamany grzbiet mi nie przeszkadza, chyba że wystąpił już po pierwszym przeczytaniu. Czyli - można niszczyć, ale nie kiedy ma się nową książkę w ręku. Można niszczyć od drugiego razu. Takie zboczenie.
Drugie - przywożenie z najróżniejszych zakątków świata zakładek do książek w charakterze pamiątek. I nie ważne, czy to Barcelona, czy Szklarska Poręba (w tym ostatnim produkują jednak strasznie toporne zakładki - nie polecam).
Innym zboczeniem, którym nie tylko ja się charakteryzuję, a które nie zostało wymienione w powyższym artykule, to tworzenie stosików i list - do przeczytania, do przeczytania na wakacje, przeczytanych, nieprzeczytanych bo kiepskie, pożyczonych z biblioteki, pożyczonych od znajomych, kupionych, otrzymanych...
Ważna w życiu każdego bibliofila jest też umiejętność kamuflowania nowych nabytków tak, by domownicy się nie zorientowali, że coś przybyło.
A na samym końcu zwyczaj wyjątkowo najmojszy - robienie z siebie nie-wiadomo-czego podczas zakupów w księgarni. Normalny człowiek wchodzi do księgarni, kupuje, wychodzi. ja wchodzę, oglądam dokładnie wszystko, pomacam prawie wszystko, rozważę za i przeciw zakupowi, odłożę z powrotem, jednak się wrócę, wykonam kilka nieartykułowanych pomruków, jakieś dziwne gesty, do złudzenia przypominające "papapa", w końcu ze łzami w oczach porzucam przybytek, zakupiwszy tylko to, co absolutnie niezbędne dla duszy.
Więcej grzechów nie pamiętam. Niczego nie żałuję.
Ja się przyznaję bez bicia do wszystkich, wymienionych w tekście zboczeń, z dodatkowym uściśleniem - jestem z tych, co jedzą, gdy czytają (ale nie kanapkę z miodem, broń Boże!). Co więcej, właśnie skończyłam czytać książkę o książkach, które to zjawisko samo w sobie stanowi jakiś wysublimowany rodzaj czytelniczej schizofrenii... i oczywiście postanowiłam wszystkich zachęcić...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Artykuł zabawny, dobry.Częściowo się zgadzam.
Moje książki są w idealnym stanie i nikt nie wie czy już je przeczytałam czy nie. Nie otwieram do końca, nie piszę (O, matulko!), nic nie zaginam. Niektórzy są zdziwieni inni pełni podziwu - dla mnie to standard. Nie można niszczyć książek, a raczej Książek.
W pokoju ulubione pozycje stoją na specjalnej półce, w sypialni - wszystko co się nie zmieściło, bądź nie przykuło mojej uwagi. Ukochane książki czytałam wiele razy i mam nadzieję zrobić to jeszcze dwa razy tyle! Co najmniej! Może to dziwne, może przesadzone, ale nie zamierzam się tym przejmować.
Udało mi się namówić wiele osób do konkretnych pozycji. Zachęcanie do czytania ogólnie, bez jakiegokolwiek pomysłu jest pozbawione sensu.
Kocham książki, ale mam oprócz nich własne życie. Wychodzę ze znajomymi, odwiedzam dalszą rodzinę, z bliską spędzam czas na co dzień. Nie zaniedbuję się fizycznie - regularnie ćwiczę. Ze wzrokiem trochę gorzej, ale i tak kiedyś by się zepsuł.
Uważam, że każde hobby jest wartościowe i czytanie stawiam na równi z grą na skrzypcach.
Artykuł zabawny, dobry.Częściowo się zgadzam.
Moje książki są w idealnym stanie i nikt nie wie czy już je przeczytałam czy nie. Nie otwieram do końca, nie piszę (O, matulko!), nic nie zaginam. Niektórzy są zdziwieni inni pełni podziwu - dla mnie to standard. Nie można niszczyć książek, a raczej Książek.
W pokoju ulubione pozycje stoją na specjalnej półce, w sypialni -...
Artykuł jak najbardziej zabawny, w dodatku wychodzi na to, że otaczają nas socjopaci, fetyszyści i inni zboczeńce książkowi, którzy na domiar 'złego' są z tego dumni. Niestety ja chyba do nich nie należę, nie spełniam wszystkich norm a mianowicie; zdarza mi się pisać, podkreślać, zaznaczać numery stron (co prawda ołówkiem, ale jednak), lubię książki używane i kiedy książka sama otwiera się na ulubionym fragmencie właściciela , uważam też że książki mają własną "duszę", stawiam je na każdej czystej i w miarę płaskiej powierzchni bez konkretnego systemu i uwielbiam czytać wiele pozycji naraz i to w różnych warunkach nie koniecznie w ciszy własnego pokoju, i nikogo nie zmuszam do czytania tylko czasem używam delikatnej perswazji na podatnym gruncie . Tak więc nie wiem czy mam prawo zaliczać się do tej konkretnej elitarnej grupy zboczeńców.;)
Artykuł jak najbardziej zabawny, w dodatku wychodzi na to, że otaczają nas socjopaci, fetyszyści i inni zboczeńce książkowi, którzy na domiar 'złego' są z tego dumni. Niestety ja chyba do nich nie należę, nie spełniam wszystkich norm a mianowicie; zdarza mi się pisać, podkreślać, zaznaczać numery stron (co prawda ołówkiem, ale jednak), lubię książki używane i kiedy książka...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Artykuł świetny, ubawiłam się jak nigdy.
Ignacy- twoja wypowiedź- the best. Zgadzam się w całej rozciągłości.
Pozdrawiam wszystkich pedantów, fetyszystów, socjopatów uprawiających intelektualny autoerotyzm. Nasi górą:)
Artykuł świetny, ubawiłam się jak nigdy.
Ignacy- twoja wypowiedź- the best. Zgadzam się w całej rozciągłości.
Pozdrawiam wszystkich pedantów, fetyszystów, socjopatów uprawiających intelektualny autoerotyzm. Nasi górą:)
Są jeszcze tacy dewianci, którym tak bardzo zależy na konkretnym egzemplarzu, że wypożyczają go z biblioteki, po czym mówią, że zgubili i z radością płacą karę:) oraz robią debet na koncie, byleby wylicytować upragnioną książkę.
Są jeszcze tacy dewianci, którym tak bardzo zależy na konkretnym egzemplarzu, że wypożyczają go z biblioteki, po czym mówią, że zgubili i z radością płacą karę:) oraz robią debet na koncie, byleby wylicytować upragnioną książkę.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
electric_cat:
A coby uskrajnić - Japończycy mają specjalne automaty, do których wrzucasz monetę i masz zużyte majteczki. Ale co kraj to obyczaj.
nie tylko majteczki, ale też zużyte podpaski :)
electric_cat:
A coby uskrajnić - Japończycy mają specjalne automaty, do których wrzucasz monetę i masz zużyte majteczki. Ale co kraj to obyczaj.
nie tylko majteczki, ale też zużyte podpaski :)
Myślę,że autor zapomniał wspomnieć o częstym powracaniu "socjopatów" do już przeczytanych tytułów.Jak laikowi powiem,że daną książkę przeczytałam dwa lub więcej razy patrzy na mnie jak na wariatkę.Jednak moi bliscy "czytacze"doskonale mnie rozumieją. A co do całości artykułu myślę,że wolę być poprawnie mówiącą,piszącą i posiadającą wiedzę socjopatką niż kimś "normalnym",ale nie potrafiącym sklecić poprawnie zdania,wypowiedzieć się na jakikolwiek temat lub też rzucającym w rozmowie bezsensowne,głupawe uwagi.Niestety z takim typem ludzi spotykam się coraz częściej,a ludzie nie potrafią już pisać na kartce papieru,jakby już tylko klawiatura im została.Sama korzystam z różnych form książek i nawet nie wiem czy wolę te z czytnika czy te papierowe.Nie ma dla mnie znaczenia forma książki, a jej treść,a gdzie ta treść będzie się znajdowała, na komputerze czy papierze, nie ma znaczenia.
Czasem namawiam ludzi do czytania,ale tylko wtedy gdy wiem,że jakaś książka ich zainteresuje naprawdę mocno,a nie dlatego,że mi się spodobała (to denerwujące "ty też MUSISZ przeczytać") i osiągnęłam na tym polu kilka sukcesów.Ludzie chcą czytać to co ich interesuje,nie to co interesuje innych.Mnie też często ktoś poleca jakąś książkę,ale wcale nie czuję presji jej czytania jeśli tematyka mnie mało co obchodzi,a przecież kocham czytać lecz to nie znaczy,że czytam wszystko co mi wpadnie w ręce(choć czasem tak mówię).
Niestety na forach internetowych,portalach społecznościowych itp. coraz częściej rzucają się w oczy rażące,infantylne błędy,ale jeśli komuś nie wstyd to mnie to nie obchodzi.Obchodzi mnie natomiast to,żeby mój syn umiał czytać,pisać i mówić poprawnie(ma niespełna dwa latka i już pięknie wymawia parę słów np budyń ;P),obchodzi mnie by moi bliscy byli piśmiennymi,czytającymi,inteligentnymi ludźmi i tak jest.Obchodzą mnie ludzie z tego portalu,miło popatrzeć na tyle poprawnie napisanych wypowiedzi,mniejsza o stylistykę czy interpunkcję(niejeden autor miał z tym problem),ale ortografów brak,oby nas było więcej :D
Myślę,że autor zapomniał wspomnieć o częstym powracaniu "socjopatów" do już przeczytanych tytułów.Jak laikowi powiem,że daną książkę przeczytałam dwa lub więcej razy patrzy na mnie jak na wariatkę.Jednak moi bliscy "czytacze"doskonale mnie rozumieją. A co do całości artykułu myślę,że wolę być poprawnie mówiącą,piszącą i posiadającą wiedzę socjopatką niż kimś "normalnym",ale...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Dobry, ironiczny tekst o zboczonych czytelnikach w połączeniu z niezłym (przyznajcie:)) zdjęciem autora daje fantastyczny wynik!
Bardzo podobał mi się też komentarz o odzewie na facebook-u. Mamy fajny 21 wiek. Chyba to czas tolerancji...
Myślę, że chłopak wychodzący z siłowni ze 100-kilogramowym przyrostem mięśni i piękną sex-laską spaloną na heban też nie są zbyt zdrowi psychicznie. I też uważają się za kogoś bardzo wyjątkowego!
Jedni używają mózgu, inni mięśni a jeszcze inni seksapilu na przykład. Nie widzę w tym nic złego. Dobór naturalny i bioróżnorodność. Po prostu. A proporcje chyba tak naprawdę są niezmienne...Nie wiem...
Dobry, ironiczny tekst o zboczonych czytelnikach w połączeniu z niezłym (przyznajcie:)) zdjęciem autora daje fantastyczny wynik!
Bardzo podobał mi się też komentarz o odzewie na facebook-u. Mamy fajny 21 wiek. Chyba to czas tolerancji...
Myślę, że chłopak wychodzący z siłowni ze 100-kilogramowym przyrostem mięśni i piękną sex-laską spaloną na heban też nie są zbyt zdrowi...
... i oddychanie złym powietrzem. Podobno w Warszawie koło 300 osób rocznie umiera z tego powodu. Nie ma co życia brać na poważnie, żywi i tak z tego nie wyjdziemy. Czytanie postrzegam jako jeden z mniej szkodliwych nałogów. Siadają oczy, ale przecież niszczy nam je też komputer, telewizja... Książka nie powoduje raka płuc, nie szlachtuje gardła. Najwyżej można się o brzeg kartki zaciąć...
emka: Jak się tak kiedyś naczytałam o facecie, którego fetyszem jest wąchanie zużytych kobiecych rajstop, to już wolę to swoje chuchanie na książki i przestawianie je co tydzień z miejsca na miejsce. :D
A coby uskrajnić - Japończycy mają specjalne automaty, do których wrzucasz monetę i masz zużyte majteczki. Ale co kraj to obyczaj.
... i oddychanie złym powietrzem. Podobno w Warszawie koło 300 osób rocznie umiera z tego powodu. Nie ma co życia brać na poważnie, żywi i tak z tego nie wyjdziemy. Czytanie postrzegam jako jeden z mniej szkodliwych nałogów. Siadają oczy, ale przecież niszczy nam je też komputer, telewizja... Książka nie powoduje raka płuc, nie szlachtuje gardła. Najwyżej można się o brzeg...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Hubert:
Wydaje mi się, że aktualnie to obie te formy spędzania wolnego czasu równie niszczą zdrowie ;)
Tak, zdrowie niszczy też alkohol, jedzenie chodzenie, siedzenie.
Hubert:
Wydaje mi się, że aktualnie to obie te formy spędzania wolnego czasu równie niszczą zdrowie ;)
Tak, zdrowie niszczy też alkohol, jedzenie chodzenie, siedzenie.
niesamowicie pobudził tekst do dyskusji...
1,5 tys. fejsbukowych lajków - naprawdę rzadko coś takiego mam miejsce jeżeli chodzi o książkowe klimaty.
Tekst unaocznił ZBOCZENIE, do którego przyznają się tłumy. A do tego wyszło na jaw, że to czytający zniechęcają nieczytających do czytania :). I jak tu żyć Panie Tomku? :)
niesamowicie pobudził tekst do dyskusji...
1,5 tys. fejsbukowych lajków - naprawdę rzadko coś takiego mam miejsce jeżeli chodzi o książkowe klimaty.
Tekst unaocznił ZBOCZENIE, do którego przyznają się tłumy. A do tego wyszło na jaw, że to czytający zniechęcają nieczytających do czytania :). I jak tu żyć Panie Tomku? :)
Wypożyczyłam dzisiaj 7 książek i co ważniejsze, będę miała czas, żeby je przeczytać! A jeśli mój starannie ułożony stosik jawi się komuś jako fetyszyzm czy zwykła strata czasu (bo tak na to najczęściej ludzie mówią), to już jego problem. Mi z moim "zboczeniem" jest dobrze i nie zamieniłabym go na żadne inne. :)
Wypożyczyłam dzisiaj 7 książek i co ważniejsze, będę miała czas, żeby je przeczytać! A jeśli mój starannie ułożony stosik jawi się komuś jako fetyszyzm czy zwykła strata czasu (bo tak na to najczęściej ludzie mówią), to już jego problem. Mi z moim "zboczeniem" jest dobrze i nie zamieniłabym go na żadne inne. :)
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Hubert Lewiński:
Wydaje mi się, że aktualnie to obie te formy spędzania wolnego czasu równie niszczą zdrowie ;)
Zależy od tego, kto jak czyta.
Ja w niepogodę często czytałam, jeżdżąc jednocześnie na rowerze stacjonarnym.
Przyjemne z pożytecznym.
Hubert Lewiński:
Wydaje mi się, że aktualnie to obie te formy spędzania wolnego czasu równie niszczą zdrowie ;)
Zależy od tego, kto jak czyta.
Ja w niepogodę często czytałam, jeżdżąc jednocześnie na rowerze stacjonarnym.
Przyjemne z pożytecznym.
Barbara:
Ponadto... nie wiem, kto bardziej zaniedbuje siebie, swoją kondycję i zdrowie:
- osoby często czytające książki
czy też może
- osoby nagminnie siedzące przed ekranem tv/komputera
Wydaje mi się, że aktualnie to obie te formy spędzania wolnego czasu równie niszczą zdrowie ;)
Barbara:
Ponadto... nie wiem, kto bardziej zaniedbuje siebie, swoją kondycję i zdrowie:
- osoby często czytające książki
czy też może
- osoby nagminnie siedzące przed ekranem tv/komputera
Wydaje mi się, że aktualnie to obie te formy spędzania wolnego czasu równie niszczą zdrowie ;)
Kocham książki. Uwielbiam to, co można zrobić z alfabetem, ze słowami, zdaniami. Tak niewiele liter, a tak wiele genialnych historii można w książce opowiedzieć. Tak - jestem miłośniczką książek.
Ale...
Czy jestem "fetyszystką"? Idąc tropem wyznaczonym przez autora tego artykułu, który przekazuje nam informacje o swoim niezadbanym samochodzie, każde - nawet najmniejsze - starania, by dbać o swoje rzeczy, jest już przejawem fetyszyzmu.
A przecież wcale tak nie jest.
Pochodzę z dużej rodziny, urodziłam się na początku stanu wojennego. Co było, a czego nie było w sklepach - wiadomo. Rodzice "od małego" uczyli mnie i moje rodzeństwo, że trzeba dbać o zabawki, ubrania itp. Nie było w tym krzty przesady, żadne z nas nie jest chorobliwym pedantem (czasem "bałagan twórczy" być musi), ale lubię szanować to, co mam oraz to, co jest cudzą własnością, a z której to własności ja korzystam.
Czy zatem fakt, że nie lubię zaginania kartek, kreślenia ołówkiem/długopisem po książce, a wolę np. napisać sobie na kartce z notesu, na której stronie jest to, co jest godne uwagi, sprawia, że jestem fetyszystą?
Czy fakt, że szczęśliwie mam w domu tzw. "białe kruki", o które naprawdę trudno (czy wręcz też niemożliwe jest ich dostanie na rynku), a które są w mojej rodzinie od pokoleń, czy to, że obchodzę się z nimi delikatnie, sprawia, że jestem fetyszystą?
Czytam to, co autor artykułu napisał o wyglądzie swojego auta i... stwierdzam jedynie, że jest flejtuchem.
Zaraz potem autor znowu popada w skrajność: dlaczego od razu "socjopatami"? Litości!
Owszem - są ludzie, którzy wybierają samotne życie i książki zapełniają im cały wolny czas. Ale zarówno ja - mól książkowy - jak i członkowie mojej rodziny i grupa moich znajomych i przyjaciół - którzy także uwielbiają czytać - nie chowa się w swojej domowej skorupie. Wręcz przeciwnie! Wszyscy prowadzimy całkiem bujne życia zawodowe i towarzyskie.
Czymże jest bowiem czytanie książki, jeśli nie można się potem podzielić z nikim swoimi przemyśleniami?
Ponadto... nie wiem, kto bardziej zaniedbuje siebie, swoją kondycję i zdrowie:
- osoby często czytające książki
czy też może
- osoby nagminnie siedzące przed ekranem tv/komputera
Książki rozwijają wyobraźnię, niezależnie od tego, co czytamy. Czytanie w jakiś sposób chroni przed Alzheimerem, bo ćwiczy naszą pamięć. Poza tym im więcej czytamy, tym bardziej poprawna jest nasza polszczyzna.
Powołanie misjonarskie? Bo ktoś namawia na czytanie książek?
Zapewne coś w tym jest. Ale większość tych "nawiedzonych maniaków, chcących zrobić z innych miłośników książek" robi to, co robi, bo ma dość coraz bardziej poszerzającego się analfabetyzmu wśród młodych ludzi.
Pamiętam, gdy niemal 15 lat temu objęłam stanowisko operatora jednego z oficjalnych, regionalnych czatów znanego portalu. Pamiętam, o czym ludzie wtedy rozmawiali i jak rozmawiali. Rozmowy - choć czasem o "d*pie Maryni" - to jednak rozmowy te były naprawdę inteligentnie prowadzone: rzadko kiedy zdarzały się błędy stylistyczne, ortograficzne, zasób słów był naprawdę bogaty. Aż miło było przychodzić na czat.
Z każdym rokiem jednak wszystko zaczęło się pogarszać. Ludzie coraz częściej woleli ślęczeć przed tv i komputerem, i to było naprawdę widać! Poziom rozmów zaczął drastycznie spadać, następowała swoista zmiana pokoleń: na czacie zaczęły przebywać coraz to młodsze osoby, których znajomość języka polskiego wołała o pomstę do nieba. Głównie z tego powodu zrezygnowałam z tej pracy. Miałam już dość wtórnego analfabetyzmu wśród odwiedzających czat.
Całe te "oskarżenie" o misjonarstwo książkowe przypomina mi jeszcze coś:
moja młodsza siostra (urodzona już po upadku komunizmu w PL) za nic w świecie nie chciała czytać książek. Wolała komputer, tv. W szkole miała problemy na języku polskim - robiła straszliwe błędy gramatyczne, ortograficzne.
Pamiętam, że wtedy był wysyp różnych poradni i co rusz wystawiano ludziom zaświadczenia o dysleksji, dysortografii i innych dys-... Na początku tak mocno mnie to nie gryzło, ale z czasem te wszystkie wymówki typu: "bo ja mam dysortografię, to mogę robić błędy" doprowadzały mnie do szału.
Siostra też dostała "papierek na dys-...".
Któregoś jednak razu wpadła jej w ręce książka o Hobbitach. Stał się cud. Nie dość, że pochłonęła wszystkie książki Tolkiena w ekspresowym tempie (czytała też nocami)... Nie dość, że nagle pokochała książki (po Tolkienie była J.K.Rowling, po niej jeszcze inni autorzy)... To jeszcze w języku polskim zaczęła się poprawiać.
Im więcej czytała, tym mniej błędów robiła. Jak nie mogła zrozumieć niektórych zasad gramatycznych i ortograficznych (rdzenie, deklinacja itp.), tak często wzrokowo pamiętała, jak się dane słowa pisze, jak się je używa prawidłowo.
Idąc już do szkoły średniej, nie potrzebowała żadnych zaświadczeń o dysortografii i dyskalkulii. Kiedy - jako starsza siostra - sprawdzałam jej pisemne zadania domowe i wypracowania, zauważałam kolosalną poprawę.
Wiedziałam, że... to zasługa książek :)
Kocham książki. Uwielbiam to, co można zrobić z alfabetem, ze słowami, zdaniami. Tak niewiele liter, a tak wiele genialnych historii można w książce opowiedzieć. Tak - jestem miłośniczką książek.
Ale...
Czy jestem "fetyszystką"? Idąc tropem wyznaczonym przez autora tego artykułu, który przekazuje nam informacje o swoim niezadbanym samochodzie, każde - nawet najmniejsze -...
Jak się tak kiedyś naczytałam o facecie, którego fetyszem jest wąchanie zużytych kobiecych rajstop, to już wolę to swoje chuchanie na książki i przestawianie je co tydzień z miejsca na miejsce. :D
Jak się tak kiedyś naczytałam o facecie, którego fetyszem jest wąchanie zużytych kobiecych rajstop, to już wolę to swoje chuchanie na książki i przestawianie je co tydzień z miejsca na miejsce. :D
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Jestem zboczeńcem, fetyszystą, ukrytym narkomanem, który raz na czas potrzebuje "działki" w postaci zapachu nowej, bądź używanej książki. Maniakalnie uwielbiam oba, tak odbiegające od siebie zapachy. Tak, układam swoje książki z pietyzmem na półkach. Niekiedy alfabetycznie, niekiedy według kolorów grzbietów, niekiedy według wielkości. Każda ma swoje określone miejsce, bym po jednym spojrzeniu stwierdziła, czy przypadkiem jej komuś nie pożyczyłam.
Poza tym precz z jedzeniem przy książkach! Kiedyś pożyczyłam komiks koleżance i odzyskałam go z dodatkową porcją dżemu przy głupawym tłumaczeniu... Wiadomo, więcej dziewczę ode mnie książki nie dostało...
Nie staram się już przymuszać nikogo do czytania, mogę jedynie zasugerować delikatnie, polecić jakąś konkretną książkę... Jednak to już nie to, co działo się na początku mojej czytelniczej przygody. Wówczas na siłę podsuwałam ludziom pod nos mangi, co spotykało się z dezaprobatą. Teraz wiem, że trzeba to robić subtelnie, nawiązując do obejrzanego filmu, opowiadając kawałek książkowej historii...
Jestem zboczeńcem, fetyszystą, ukrytym narkomanem, który raz na czas potrzebuje "działki" w postaci zapachu nowej, bądź używanej książki. Maniakalnie uwielbiam oba, tak odbiegające od siebie zapachy. Tak, układam swoje książki z pietyzmem na półkach. Niekiedy alfabetycznie, niekiedy według kolorów grzbietów, niekiedy według wielkości. Każda ma swoje określone miejsce, bym...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Heh - tekst świetny, uśmiałam się i humor mi się poprawił :) ale zaczęłam czytać komentarze i z lekka przeraziło mnie tak dosłowne i poważne potraktowanie tematu i obraza majestatu niektórych czytelników... Na podstawie niektórych komentarzy ośmielam się stwierdzić, że rzeczywiście: "Kto obdarzony odrobiną trzeźwości umysłu chciałby pchać się do takiego grona?" :)))
No ale ludziska są różne i byłoby oczywiście nudno jakby każdy myślał tak jak ja hi hi hi :)
Ale i tak trochę więcej dystansu życzę niektórym :)
Heh - tekst świetny, uśmiałam się i humor mi się poprawił :) ale zaczęłam czytać komentarze i z lekka przeraziło mnie tak dosłowne i poważne potraktowanie tematu i obraza majestatu niektórych czytelników... Na podstawie niektórych komentarzy ośmielam się stwierdzić, że rzeczywiście: "Kto obdarzony odrobiną trzeźwości umysłu chciałby pchać się do takiego grona?" :)))
No ale...