Żółty deszcz

Okładka książki Żółty deszcz
Julio Llamazares Wydawnictwo: Muza Seria: Salsa literatura piękna
136 str. 2 godz. 16 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Seria:
Salsa
Data wydania:
2004-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2004-01-01
Liczba stron:
136
Czas czytania
2 godz. 16 min.
Język:
polski
ISBN:
8373196021
Średnia ocen

                6,7 6,7 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Żółty deszcz w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Żółty deszcz

Średnia ocen
6,7 / 10
79 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
191
35

Na półkach:

„Żółty deszcz” to książka napisana w formie pamiętnika, ostatnich zapisków człowieka pozostawionego samemu sobie w wymarłej, górskiej wiosce. To nie tylko wspomnienia przeszłości - to także złudne wizje przyszłości i pełne udręki przeżywanie teraźniejszości. Atmosfera powieści jest duszna, klaustrofobiczna, a samotność staje się bohaterem równie ważnym, co narrator. Chroniczna izolacja prowadzi głównego bohatera do urojeń i szaleństwa.

Choć nie jest to horror w klasycznym rozumieniu, książka mroczna jest bardziej niż niejeden thriller. Duchy, halucynacje, brak nadziei i wszechobecna śmierć sprawiają, że „Żółty deszcz” klimatem nie ustępuje powieściom mistrzów grozy - choć nie o strach tu chodzi, a o cierpienie psychiczne, które wyniszcza powoli i bezgłośnie.

Symbolika żółtej śmierci - opadu pyłowego z górskich roślin - staje się metaforą zgnilizny, przemijania i trudów życia. Książka pełna jest smutku, goryczy i bezradności. Narrator patrzy na świat oczami człowieka pogrążonego w głębokiej depresji - nie ma tu światła, ulgi ani ukojenia.

Choć narrator odnotowuje zmiany pór dnia i roku, a przyroda trwa w swoim nieubłaganym rytmie, jego subiektywne poczucie czasu ulega zatarciu. Przeszłość, teraźniejszość i wizje przyszłości przenikają się nawzajem, tworząc stan psychicznego zawieszenia. W tym świecie nie ma rozwoju ani nadziei, jest tylko trwanie - monotonne, bolesne, oderwane od realnego czasu. Również przestrzeń - martwa, opuszczona wieś - nabiera cech emocjonalnych: jest równie bezwzględna i osamotniona jak sam bohater.

Wiele uwagi autor poświęca przedmiotom: sznurowi, strzelbie, deskom, świeczce. Te rzeczy stają się czymś więcej niż tylko rekwizytami - są milczącymi świadkami przeszłości, śladami po dawnym życiu. Ich obecność nabiera symbolicznego ciężaru, bo przypomina o tym, co minęło, ale jeszcze nie znikło całkowicie. W surowym, pustym świecie przedmioty przejmują rolę niemego odbicia ludzkiego losu - nieruchome, zużyte, pozbawione celu. Jedyną istotą, która wnosi choć cień emocjonalnej obecności, jest suka - ostatnia żywa towarzyszka narratora. Jej obecność jest jak ostatnia nić łącząca człowieka z życiem, z relacją, z ciepłem, które w tym świecie niemal całkowicie zgasło.

Styl Llamazaresa jest poetycki, opisowy, a zarazem szorstki i surowy - idealnie oddaje stan ducha bohatera i emocjonalny chłód pustoszejącego świata.

To książka trudna, przytłaczająca, ale bardzo poruszająca. Nie daje ukojenia, ale zostaje w pamięci na długo.

„Żółty deszcz” to książka napisana w formie pamiętnika, ostatnich zapisków człowieka pozostawionego samemu sobie w wymarłej, górskiej wiosce. To nie tylko wspomnienia przeszłości - to także złudne wizje przyszłości i pełne udręki przeżywanie teraźniejszości. Atmosfera powieści jest duszna, klaustrofobiczna, a samotność staje się bohaterem równie ważnym, co narrator....

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

196 użytkowników ma tytuł Żółty deszcz na półkach głównych
  • 104
  • 92
54 użytkowników ma tytuł Żółty deszcz na półkach dodatkowych
  • 38
  • 4
  • 3
  • 3
  • 3
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Julio Llamazares
Julio Llamazares
(León, 28 marca 1955,) - hiszpański pisarz, eseista, poeta i dziennikarz. Ukończył studia prawnicze, ale zawód ten szybko porzucił by zająć się dziennikarstwem prasowym, radiowym i telewizyjnym w Madrycie. Karierę literacką rozpoczął od wydania tomiku poezji La lentitud de los bueyes (1979), za kolejny zbiór poezji Memoria de la nieve, wydany w 1982 roku, otrzymał Nagrodę Literacką Jorge Guilléna. W 1985 roku opublikował swoją pierwszą powieść Luna de lobos, a w 1988 – Żółty deszcz (La lluvia amarilla, wyd. polskie Muza, 2004). W Polsce ukazały się również dwie kolejne powieści Llamazaresa: w 1990 dziennik z podróży Rzeka zapomnienia (El río del olvido, wyd. polskie Muza, 2007) oraz Sceny z niemego kina w 1994 roku (Escenas de cine mudo, wyd. polskie Muza, 2005). Llamazares jest również autorem opowiadań En mitad de ninguna parte, Tres historias verdaderas (1998), Cuaderno del Duero (1999), Tanta pasión para nada (2011) oraz scenariuszy filmowych m.in. do El techo del mundo (1995) i Flores de otro mundo (1999).
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Panowie z dzielnicy Gonçalo M. Tavares
Panowie z dzielnicy
Gonçalo M. Tavares
Książka jest zbiorem nieco surrealistycznych humoresek z podtekstem egzystencjalnym. Które oprócz tego, że nas śmieszą, bawią i prowokują, skłaniają też do nieco poważniejszych refleksji na temat ludzkich postaw wobec różnych aspektów rzeczywistości. Portugalski pisarz sprytnie miesza różne konwencje, odwołuje się do utworów znanych twórców, co jest widoczne już w samych imionach i nazwiskach bohaterów. Tytułowi panowie z dzielnicy Valéry, Henri, Brecht, Juarroz, Kraus i Calvino – to bohaterowie bardzo ekscentryczni, a przez to intrygujący. Przypominają ludzi, których codziennie mijamy na ulicy, znamy z widzenia, czasem zwracamy uwagę na ich specyficzne obyczaje, ale zawsze jest to znajomość powierzchowna. Niewątpliwie wszyscy oni są na tyle realni, żebyśmy mogli uwierzyć w rzeczywiste istnienie takich osób, nie tylko gdzieś w gorącej Portugalii, ale także tutaj, gdzie obecnie żyjemy. Wszyscy oni mają jakieś dziwactwa, które warunkują ich postawy życiowe. Jeden jest niskiego wzrostu, więc skacze by dorównać innym. Podtekst w tej historii jest bardzo wyrazisty, bowiem osobników z kompleksem "małości" fizycznej, intelektualnej czy mentalnej spotykamy w życiu całe mnóstwo. Obserwujemy, jak "podskakują", czyli ich wysiłki mające udowodnić otoczeniu wielki potencjał, którym rzekomo dysponują. Niektórym udaje się pięknie dorosnąć i z rozmachem rozwinąć skrzydła. Większość pozostaje żałośnie miałka, budząc politowanie. Ale w niektórych drzemią ukryte bestie. Co wtedy, gdy owe bestie zostaną obudzone? Z kolei artysta, pan Valery żyje w przekonaniu, że ktoś go śledzi, a lekarstwem na każdy kłopot jest dla niego kawa i rysowanie. Wybitny myśliciel Henri jest natomiast typem kawiarnianego gaduły, jednym z tych, którzy zamęczają towarzystwo swoją gadaniną i narcystycznymi popisami nakręcanymi przez kolejne porcje absyntu, które w siebie wlewa. Jego świat wypełnia absynt. Inni bohaterowie prezentują kolejne dziwactwa jak np. gromadzenie i zamykanie pustki w szufladzie, ucieczkę w świat filozofii i literatury, czy nieustanne rozważania o Bogu. A mój ulubieniec pan Kraus bez żadnej żenady poddaje błyskotliwej krytyce świat polityki. Robi to tak uniwersalnie, że jego komentarze pasują do każdego państwa czy sytuacji, bez względu na lokalizację i kontekst historyczny. Opowiadania Tavaresa ujmują czytelnika prostotą, język narracji i dialogów jest nieskomplikowany i zrozumiały. Właśnie dzięki temu czytelnik bez trudu może podjąć grę z autorem i szukać przekazów ukrytych pod tymi śmiesznymi historyjkami o butach, trójkątach, absyncie, cennych pustych szufladach i książkach. Książka "Panowie z dzielnicy" będzie doskonałą lekturą dla miłośników literatury zaprawionej humorem, groteską i sarkazmem oraz dla tych, którzy w prozie oprócz rozrywki lubią także to, co nazywamy drugim dnem. Na koniec kilka słów od mojego ulubionego pana Krausa: 🔰 "..mikroskop to urządzenie wynalezione po to, aby rzeczy małe czynić wielkimi, natomiast politycy zostali wynalezieni po to, aby rzeczy wielkie czynić małymi...". 🔰"Polityk nie czyta książek, czyta najwyżej ich tytuły. Z ludźmi postępuje tak samo." 🔰"Kiedy polityk opowiada nam o niebie i wyciąga palec w górę, mówiąc: "Widzicie?", właśnie w tym momencie powinniśmy przyjrzeć się uważnie przedmiotom, które trzyma u siebie w piwnicy." I jeszcze coś o panu Juarroz: 🔰" Pan Jurraoz myślał o Bogu, który w przeciwieństwie do tego niepojawiającego się nigdy, pojawiałby się o każdej godzinie, każdego dnia, dzwoniąc do drzwi. Po głębokim rozważeniu tej hipotezy pan Jurraoz postanowił wyłączyć dzwonek." Przeczytane w ramach lipcowego wyzwania czytelniczego, akcja książki rozgrywa w ciepłym kraju, w Portugalii (2).
Iwona ISD - awatar Iwona ISD
ocenił na 9 1 rok temu
Złuda Carmen Laforet
Złuda
Carmen Laforet
to chyba trzecia którą czytałem powieść z akcją w powojennej Barcelonie, pisana przez kobietę, i wydana w czasach frankizmu. Obok książek Merce Rodoreda (Diamentowy Plac, 1962) i Rosy Ma. Arquimbau (Czterdzieści straconych lat, 1971). Oczywiście – z punktu widzenia historii literatury – najważniejsza, Laforet to było literacko-kulturowe trzęsienie ziemi w Hiszpanii, a Rodoreda i Arquimbau co najwyżej zostały zauważone. Potem to się zaczęło zmieniać, w krytyce historycznoliterackiej akcje Laforet systematycznie dołują, a tamtych pań zwyżkują. Przeważa opinia, że literacko Laforet jest raczej marna, i że broni ją co najwyżej autentyzm autorki. Moje wrażenia z lektury: afektowane to i wysilone. W tym sensie faktycznie podpada pod kategoryzacje typu „tremendismo” albo „egzystencjalizm”, natomiast pod „autentyzm” to już chyba raczej nie. Ale przeczytać zdecydowanie warto. Naturalnie z powodu roli tej powieści w kulturze hiszpańskiej. Nie jestem pewien, czy Laforet była głosem swojego pokolenia, śmiem wątpić, myślę że mało która dorastająca dziewczyna, która przeżyła wojnę, mogłaby potem demonstrować taką obojętność dla spraw publicznych i takie skupienie na samej sobie. Ale może się mylę, w sumie to szał na punkcie tej powieści oznacza, że trafiła w jakąś taką nutę, która zadźwięczała. Co to była za nuta? Zwykły generacyjny protest, który w każdym pokoleniu znajduje sobie ujście w jakimś kultowym dziele? Zmęczenie wątkami bogoojczyźnianymi? Typowa dla kultury hiszpańskiej fascynacja skrajnościami? Kryzys kulturowy epoki wczesnego frankizmu? Odważne na owe czasy obyczajowe wątki, nieco nadgryzające ówczesne kulturowe tabu? Proszę przeczytać, może Państwo usłyszą tą nutę wyraźniej, mi jakoś się nie udało.
Kornel Tomaszewski - awatar Kornel Tomaszewski
ocenił na 6 1 rok temu
Dom z papieru Carlos María Domínguez
Dom z papieru
Carlos María Domínguez
Ta urocza książeczka trafi przede wszystkim do zawołanych bibliofilów, takich, którzy mają - skromnie mówiąc: niczym ja - całe ściany w książkach, a ich treści w sercu. Analogie do Borgesa - jak najbardziej zasadne. Ktoś tu przyjechał do Urugwaju, żeby zwrócić książkę komuś, kto wysłał ją do koleżanki z Cambridge, ale ta umarła, zanim ją otrzymała. Nie bez znaczenia jest, że zginęła ona pod kołami samochodu, zaczytana w poezjach Emily Dickinson… A sprawa wiąże się z pewnym, dość oryginalnym, miłośnikiem książek z Ameryki Płd. i - krótko - samej wykładowczyni. Ten przelotny romans miał nie byle jakie skutki - książkowe. Potem ten ktoś uciekł od życia w ustronne miejsce, gdzie warunki życia kompletnie prymitywne a swój dom… Ale nie, to trzeba doczytać, wraz z buzującymi emocjami. Fabuła jest nieco banalna - ukazana tu miłość do książek z pewnością taką nie jest. Rzadko można spotkać się z tak oryginalnym podejściem do zadrukowanych stronic, razem sklejonych bądź zszytych - tych przedmiotów fascynacji nas wszystkich na LC. Niemniej jednak z bólem, jakiego tu zaznają książki - a my razem z nimi - trzeba się pogodzić, bo on niejako egzystencjalny… Idealna lektura na lato; lekka a inteligentna, kulturowo głęboka. Książkożercy - do lektury! Nieco cytatów - a wszystkie o książkach..! “Odkąd sięgam pamięcią, kupowałem książkę za książką. Założyć bibliotekę to jak stworzyć życie. Nigdy nie jest to suma poszczególnych książek”. “Nie potrafię zasiąść do czytania książki, nie mając jednocześnie 20 innych, aby uzupełnić na przykład interpretację jednego rozdziału. Nie znam większego szczęścia niż pogrążyć się na kilka godzin dziennie w ludzkim czasie, który inaczej byłby dla mnie obcy”. “Książka, której nie można znaleźć, to książka, która nie istnieje”. “Wyjaśnił mi, ile pracy wkłada w to, żeby nie zestawiać na tej samej półce dwóch autorów skłóconych ze sobą. Na przykład nie ośmielał się umieścić książki Borgesa obok książki Garcii Lorki”. “Zobaczył na łóżku około 20 książek skrupulatnie ułożonych w taki sposób, że odtwarzały wraz z wypukłościami ludzką sylwetkę. Zapewnia, że można było wyróżnić głowę otoczoną małymi książeczkami w czerwonych okładkach, tors, kształt rąk i nóg. Kobieta? Mężczyzna? Sobowtór?”. “Zadawałem sobie wielokrotnie pytanie, po co trzymam książki, które tylko w jakiejś dalekiej przyszłości mogą mi się przydać, tytuły odległe od moich zwykłych zainteresowań, takie, które kiedyś przeczytałem i które przez wiele lat nie otworzą ponownie swoich stron może nawet nigdy! Ale jak pozbyć się na przykład +Zewu krwi+, nie niszcząc jednocześnie jednej z cegieł dzieciństwa czy +Greka Zorby+, który pieczęcią płaczu położył kres mojej młodości”. “Myślę, że nie weźmie mi za złe, jeżeli powtórzę jedno z jego wyrażeń, nieco wulgarnych: +Ja się pieprzę z każdą książką, a jeżeli nie zostawiam na niej śladu, to znaczy że nie mam orgazmu+. Mnie natomiast gryzmolenie zawsze wydawało się barbarzyństwem”. “Zła proza, gdy towarzyszy jej dobry koncert, może wydawać się znacznie lepsza, niż jest. (...) Lubię, jak podczas lektury Goethego rozbrzmiewa w tle któraś z oper Wagnera lub powiedzmy kiedy Baudelaire'owi towarzyszy Debussy. To część podróży i mogę pana zapewnić, że przyjemność jest wówczas większa, pod każdym względem. Może pan wie, że kiedy czytamy po cichu, emitujemy dźwięk liter na nieuchwytnej częstotliwości”. “Żartowaliśmy, mówiąc, żeby dodawać świece tylko do dzieł poprzedzających wynalazek światła elektrycznego. (...) Nigdy w odniesieniu do autorów z 20. wieku, bo w takim wypadku zapalał światło elektryczne i, oczywiście, zmieniał też muzykę”. “Dla bibliofila każda myśl o ogniu jest jak marzenie, który obraca się w popiół. To coś, o czym wiemy, że się czai, jest realne i może nas na zawsze zniszczyć. Unikamy nawet wzmianki o nim, mając nadzieję, że w ten sposób nie wywołamy wilka z lasu”. “Pozostawiamy kolegę siedzącego w salonie, a kiedy wracamy, znajdujemy go niezmiennie stojącego i węszącego wśród naszych książek”. “Ale nadchodzi chwila, w której tomy przekraczają niewidzialną granicę, jaką im się wyznacza, i dawna duma przeradza się w uciążliwe brzemię, gdyż odtąd przestrzeń zawsze będzie stanowiła problem. – Ile ma pan tu książek? – spytałem. –Prawdę mówiąc, straciłem rachubę. Ale przypuszczam, że około 18 tysięcy”. “Widziałem książki podłożone pod zbyt krótką nogę stołu, przekształcone w stolik nocny, spiętrzone w kształcie wieży i przykryte serwetką; wiele słowników prasowało i przyciskało przedmioty znacznie częściej, niż były otwierane, i niemało książek przechowywało listy, pieniądze i sekrety ukryte na regałach. Ludzie też mogą zmieniać przeznaczenie książek”. “Tłucze się wazon, psuje ekspres do kawy czy telewizor. Tymczasem książka nie niszczy się tak szybko, chyba że przyczynia się do tego właściciel, wyrywając z niej kartki czy ją paląc”. “Za czasów ostatniej argentyńskiej dyktatury wojskowej ludzie nierzadko palili swoje książki w toaletach i wannach czy zakopywali je w ogródkach. Mając do wyboru książki lub własne życie, stawali się katami”. “Książki (...) szły do nieba zamienione w popiół, który rozwiewał się w powietrzu. Stosunki ludzkości z tymi trwałymi przedmiotami, zdolnymi przekroczyć jeden wiek, dwa, dwadzieścia, pokonać, że tak powiem, piasek czasu, nigdy nie były niewinne”. “Kiedy babcia widziała jak czytam w łóżku, za każdym razem powtarzała mi: +Zostaw to, książki są niebezpieczne+. Przez wiele lat uważałem ją za ignorantkę, ale czas dowiódł rozsądku mojej niemieckiej babki”. “Książka zaczynała rozmiękać w deszczu, rozpłaszczać się na płycie z czarnego marmuru, zsuwać ku powolnej, lecz pogodnej śmierci, jak statek cicho zawijający do portu”. “Często jest mi trudniej pozbyć się jakiejś książki niż zdobyć nową. Nikt nie chce stracić książki. Wolimy zgubić pierścionek, zegarek czy parasol niż książkę, której już nie będziemy czytali, ale która zachowuje, w samym brzmieniu tytułu, jakąś dawną i być może utraconą emocję”. “Nadchodzi chwila, w której tomy przekraczają niewidzialną granicę, jaką się im wyznacza, i dawna duma przeradza się w uciążliwe brzemię, gdyż odtąd przestrzeń zawsze będzie stanowiła problem”. “Nie będzie mógł znów powiedzieć jakiemuś zachwyconemu gościowi: +Nie, nie przeczytałem ich wszystkich. Towarzyszą mi od wielu lat. Mam coś, co na pewno się panu spodoba+. Ale może powiedzieć: +Są nadal moimi przyjaciółmi. Dają mi schronienie. Cień latem. Osłaniają mnie od wiatrów. Książki są moim domem+”.
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na 8 7 miesięcy temu
Dialog lustra Gabriel García Márquez
Dialog lustra
Gabriel García Márquez
Zbiór jedenastu młodzieńczych opowiadań kolumbijskiego noblisty z lat 1947-1955, w których Gabriel Garcia Marquez zawarł własne urzeczenie zjawiskiem śmierci człowieka. W jego opowiadaniach zaciera się granica między tym, co rzeczywiste, a tym, co fantastyczne i nieprawdopodobne. Możemy zatem zaliczyć te utwory do nurtu realizmu magicznego, którego zresztą pisarz był jednym z głównych przedstawicieli. Czytając zebrane w zbiorku „Dialog lustra” opowiadania, czytelnik ma wrażenie przebywania w stanie zawieszenia między tlącym się jeszcze życiem i nieubłaganie postępującym procesem umierania. Razem z autorem przeżywamy zatem zjawisko wewnętrznego dochodzenia do śmierci, jej intelektualnego i estetycznego przetrawienia, jako elementu niezbędnego do późniejszego podjęcia przez nas bardziej świadomego życia. Śmierć jest tematem ostatecznym. Nie ma od niej ucieczki, a więc trzeba się z nią w jakiś sposób zmierzyć. Tym też wydają się opowiadania zebrane w recenzowanym, dość krótkim, zbiorze. Marquez prezentuje bogactwo własnej wyobraźni, która ciągle obraca się wokół motywu przemijania. Za każdym razem ukazuje on śmierć z nieco innej, czasami zupełnie zaskakującej dla odbiorcy, perspektywy. Aby myśleć o śmierci w sposób, jaki prezentuje autor opowiadań, trzeba mieć w sobie jakąś iskrę geniuszu, niedostępną dla „zwykłego” człowieka. Śmierć jest bowiem zjawiskiem od którego się ucieka, o którym stara się nie myśleć. Tymczasem Marquez postępuje tutaj odwrotnie - on wręcz obsesyjnie o niej myśli, rozkładając ją na czynniki pierwsze, a swoje obserwacje zawiera w kolejnych opowiadaniach. Stylowo utwory zdradzają mistrzowski warsztat Marqueza, jego autentyczny i wrodzony talent pisarski. Jego język jest niezwykle precyzyjny i wysublimowany, co jest tym bardziej istotne, aby nadać krótkiej formie literackiej odpowiedni klimat. Można też zaobserwować, że w zaprezentowanej w wyborze wczesnej prozie kolumbijskiego noblisty powielają się niektóre figury literackie takie jak lustro, świerszcz, zapachy z ogrodu itp., które pisarz wykorzystuje w kolejnych swoich opowiadaniach. To chyba typowe dla młodych pisarzy, którzy ciągle lubią wracać do sprawdzonych pomysłów i określeń. Jest w tym jakiś zachwyt nad własnym dziełem. Myślę, że nie ma sensu wchodzić tutaj w szczegółową analizę poszczególnych opowiadań, lepiej je po prostu przeczytać. Natomiast mogę zdradzić, że na mnie największe wrażenie zrobił utwór pod tytułem: „Nabo, Murzyn, który kazał czekać na siebie aniołom”. Wydaje mi się, że jest to najbardziej „realne” z zaprezentowanych utworów, gdyż narracja jest tutaj zbliżona do klasycznego opowiadania z zaznaczonym następstwem wydarzeń, a elementy magiczne stanowią tylko jej wzbogacenie i dopełnienie. Chyba właśnie dlatego historia stajennego Nabo, który piętnaście lat czeka na własną śmierć, i niemej dziewczynki, która wegetuje w tym samym domu z powodu swojej niepełnosprawności, ma w sobie tak poruszającą moc, która bez przeszkód trafia do nawet nieobeznanego z realizmem magicznym czytelnika. Naprawdę wspaniałe opowiadanie. Jeśli zatem ktoś nie miał wcześniej do czynienia z twórczością Marqueza, to rozpoczęcie od jego młodzieńczych opowiadań będzie całkiem rozsądnym podejściem. „Dialog lustra” to rzecz do czytania powoli, w skupieniu, rozkoszując się pięknem zastosowanego języka (aż dziw bierze, że w tak młodym wieku sławny Kolumbijczyk pisał tak niezwykle dojrzale!) i jednocześnie przeżywając stan mimo wszystko raczej nieprzyjemnego zawieszenia w obliczu tego, co nieuniknione. A po skończonej lekturze, warte przeczytania ponownie, bo to teksty, do których powinno się wracać, aby odkrywać je ciągle na nowo.
PureLogos - awatar PureLogos
ocenił na 7 2 lata temu

Cytaty z książki Żółty deszcz

Więcej
Julio Llamazares Żółty deszcz Zobacz więcej
Julio Llamazares Żółty deszcz Zobacz więcej
Julio Llamazares Żółty deszcz Zobacz więcej
Więcej