Ta urocza książeczka trafi przede wszystkim do zawołanych bibliofilów, takich, którzy mają - skromnie mówiąc: niczym ja - całe ściany w książkach, a ich treści w sercu. Analogie do Borgesa - jak najbardziej zasadne.
Ktoś tu przyjechał do Urugwaju, żeby zwrócić książkę komuś, kto wysłał ją do koleżanki z Cambridge, ale ta umarła, zanim ją otrzymała. Nie bez znaczenia jest, że zginęła ona pod kołami samochodu, zaczytana w poezjach Emily Dickinson…
A sprawa wiąże się z pewnym, dość oryginalnym, miłośnikiem książek z Ameryki Płd. i - krótko - samej wykładowczyni. Ten przelotny romans miał nie byle jakie skutki - książkowe. Potem ten ktoś uciekł od życia w ustronne miejsce, gdzie warunki życia kompletnie prymitywne a swój dom… Ale nie, to trzeba doczytać, wraz z buzującymi emocjami.
Fabuła jest nieco banalna - ukazana tu miłość do książek z pewnością taką nie jest. Rzadko można spotkać się z tak oryginalnym podejściem do zadrukowanych stronic, razem sklejonych bądź zszytych - tych przedmiotów fascynacji nas wszystkich na LC. Niemniej jednak z bólem, jakiego tu zaznają książki - a my razem z nimi - trzeba się pogodzić, bo on niejako egzystencjalny…
Idealna lektura na lato; lekka a inteligentna, kulturowo głęboka. Książkożercy - do lektury!
Nieco cytatów - a wszystkie o książkach..!
“Odkąd sięgam pamięcią, kupowałem książkę za książką. Założyć bibliotekę to jak stworzyć życie. Nigdy nie jest to suma poszczególnych książek”.
“Nie potrafię zasiąść do czytania książki, nie mając jednocześnie 20 innych, aby uzupełnić na przykład interpretację jednego rozdziału. Nie znam większego szczęścia niż pogrążyć się na kilka godzin dziennie w ludzkim czasie, który inaczej byłby dla mnie obcy”.
“Książka, której nie można znaleźć, to książka, która nie istnieje”.
“Wyjaśnił mi, ile pracy wkłada w to, żeby nie zestawiać na tej samej półce dwóch autorów skłóconych ze sobą. Na przykład nie ośmielał się umieścić książki Borgesa obok książki Garcii Lorki”.
“Zobaczył na łóżku około 20 książek skrupulatnie ułożonych w taki sposób, że odtwarzały wraz z wypukłościami ludzką sylwetkę. Zapewnia, że można było wyróżnić głowę otoczoną małymi książeczkami w czerwonych okładkach, tors, kształt rąk i nóg. Kobieta? Mężczyzna? Sobowtór?”.
“Zadawałem sobie wielokrotnie pytanie, po co trzymam książki, które tylko w jakiejś dalekiej przyszłości mogą mi się przydać, tytuły odległe od moich zwykłych zainteresowań, takie, które kiedyś przeczytałem i które przez wiele lat nie otworzą ponownie swoich stron może nawet nigdy! Ale jak pozbyć się na przykład +Zewu krwi+, nie niszcząc jednocześnie jednej z cegieł dzieciństwa czy +Greka Zorby+, który pieczęcią płaczu położył kres mojej młodości”.
“Myślę, że nie weźmie mi za złe, jeżeli powtórzę jedno z jego wyrażeń, nieco wulgarnych: +Ja się pieprzę z każdą książką, a jeżeli nie zostawiam na niej śladu, to znaczy że nie mam orgazmu+. Mnie natomiast gryzmolenie zawsze wydawało się barbarzyństwem”.
“Zła proza, gdy towarzyszy jej dobry koncert, może wydawać się znacznie lepsza, niż jest. (...) Lubię, jak podczas lektury Goethego rozbrzmiewa w tle któraś z oper Wagnera lub powiedzmy kiedy Baudelaire'owi towarzyszy Debussy. To część podróży i mogę pana zapewnić, że przyjemność jest wówczas większa, pod każdym względem. Może pan wie, że kiedy czytamy po cichu, emitujemy dźwięk liter na nieuchwytnej częstotliwości”.
“Żartowaliśmy, mówiąc, żeby dodawać świece tylko do dzieł poprzedzających wynalazek światła elektrycznego. (...) Nigdy w odniesieniu do autorów z 20. wieku, bo w takim wypadku zapalał światło elektryczne i, oczywiście, zmieniał też muzykę”.
“Dla bibliofila każda myśl o ogniu jest jak marzenie, który obraca się w popiół. To coś, o czym wiemy, że się czai, jest realne i może nas na zawsze zniszczyć. Unikamy nawet wzmianki o nim, mając nadzieję, że w ten sposób nie wywołamy wilka z lasu”.
“Pozostawiamy kolegę siedzącego w salonie, a kiedy wracamy, znajdujemy go niezmiennie stojącego i węszącego wśród naszych książek”.
“Ale nadchodzi chwila, w której tomy przekraczają niewidzialną granicę, jaką im się wyznacza, i dawna duma przeradza się w uciążliwe brzemię, gdyż odtąd przestrzeń zawsze będzie stanowiła problem.
– Ile ma pan tu książek? – spytałem.
–Prawdę mówiąc, straciłem rachubę. Ale przypuszczam, że około 18 tysięcy”.
“Widziałem książki podłożone pod zbyt krótką nogę stołu, przekształcone w stolik nocny, spiętrzone w kształcie wieży i przykryte serwetką; wiele słowników prasowało i przyciskało przedmioty znacznie częściej, niż były otwierane, i niemało książek przechowywało listy, pieniądze i sekrety ukryte na regałach. Ludzie też mogą zmieniać przeznaczenie książek”.
“Tłucze się wazon, psuje ekspres do kawy czy telewizor. Tymczasem książka nie niszczy się tak szybko, chyba że przyczynia się do tego właściciel, wyrywając z niej kartki czy ją paląc”.
“Za czasów ostatniej argentyńskiej dyktatury wojskowej ludzie nierzadko palili swoje książki w toaletach i wannach czy zakopywali je w ogródkach. Mając do wyboru książki lub własne życie, stawali się katami”.
“Książki (...) szły do nieba zamienione w popiół, który rozwiewał się w powietrzu. Stosunki ludzkości z tymi trwałymi przedmiotami, zdolnymi przekroczyć jeden wiek, dwa, dwadzieścia, pokonać, że tak powiem, piasek czasu, nigdy nie były niewinne”.
“Kiedy babcia widziała jak czytam w łóżku, za każdym razem powtarzała mi: +Zostaw to, książki są niebezpieczne+. Przez wiele lat uważałem ją za ignorantkę, ale czas dowiódł rozsądku mojej niemieckiej babki”.
“Książka zaczynała rozmiękać w deszczu, rozpłaszczać się na płycie z czarnego marmuru, zsuwać ku powolnej, lecz pogodnej śmierci, jak statek cicho zawijający do portu”.
“Często jest mi trudniej pozbyć się jakiejś książki niż zdobyć nową. Nikt nie chce stracić książki. Wolimy zgubić pierścionek, zegarek czy parasol niż książkę, której już nie będziemy czytali, ale która zachowuje, w samym brzmieniu tytułu, jakąś dawną i być może utraconą emocję”.
“Nadchodzi chwila, w której tomy przekraczają niewidzialną granicę, jaką się im wyznacza, i dawna duma przeradza się w uciążliwe brzemię, gdyż odtąd przestrzeń zawsze będzie stanowiła problem”.
“Nie będzie mógł znów powiedzieć jakiemuś zachwyconemu gościowi: +Nie, nie przeczytałem ich wszystkich. Towarzyszą mi od wielu lat. Mam coś, co na pewno się panu spodoba+. Ale może powiedzieć: +Są nadal moimi przyjaciółmi. Dają mi schronienie. Cień latem. Osłaniają mnie od wiatrów. Książki są moim domem+”.
Opinia
„Żółty deszcz” to książka napisana w formie pamiętnika, ostatnich zapisków człowieka pozostawionego samemu sobie w wymarłej, górskiej wiosce. To nie tylko wspomnienia przeszłości - to także złudne wizje przyszłości i pełne udręki przeżywanie teraźniejszości. Atmosfera powieści jest duszna, klaustrofobiczna, a samotność staje się bohaterem równie ważnym, co narrator. Chroniczna izolacja prowadzi głównego bohatera do urojeń i szaleństwa.
Choć nie jest to horror w klasycznym rozumieniu, książka mroczna jest bardziej niż niejeden thriller. Duchy, halucynacje, brak nadziei i wszechobecna śmierć sprawiają, że „Żółty deszcz” klimatem nie ustępuje powieściom mistrzów grozy - choć nie o strach tu chodzi, a o cierpienie psychiczne, które wyniszcza powoli i bezgłośnie.
Symbolika żółtej śmierci - opadu pyłowego z górskich roślin - staje się metaforą zgnilizny, przemijania i trudów życia. Książka pełna jest smutku, goryczy i bezradności. Narrator patrzy na świat oczami człowieka pogrążonego w głębokiej depresji - nie ma tu światła, ulgi ani ukojenia.
Choć narrator odnotowuje zmiany pór dnia i roku, a przyroda trwa w swoim nieubłaganym rytmie, jego subiektywne poczucie czasu ulega zatarciu. Przeszłość, teraźniejszość i wizje przyszłości przenikają się nawzajem, tworząc stan psychicznego zawieszenia. W tym świecie nie ma rozwoju ani nadziei, jest tylko trwanie - monotonne, bolesne, oderwane od realnego czasu. Również przestrzeń - martwa, opuszczona wieś - nabiera cech emocjonalnych: jest równie bezwzględna i osamotniona jak sam bohater.
Wiele uwagi autor poświęca przedmiotom: sznurowi, strzelbie, deskom, świeczce. Te rzeczy stają się czymś więcej niż tylko rekwizytami - są milczącymi świadkami przeszłości, śladami po dawnym życiu. Ich obecność nabiera symbolicznego ciężaru, bo przypomina o tym, co minęło, ale jeszcze nie znikło całkowicie. W surowym, pustym świecie przedmioty przejmują rolę niemego odbicia ludzkiego losu - nieruchome, zużyte, pozbawione celu. Jedyną istotą, która wnosi choć cień emocjonalnej obecności, jest suka - ostatnia żywa towarzyszka narratora. Jej obecność jest jak ostatnia nić łącząca człowieka z życiem, z relacją, z ciepłem, które w tym świecie niemal całkowicie zgasło.
Styl Llamazaresa jest poetycki, opisowy, a zarazem szorstki i surowy - idealnie oddaje stan ducha bohatera i emocjonalny chłód pustoszejącego świata.
To książka trudna, przytłaczająca, ale bardzo poruszająca. Nie daje ukojenia, ale zostaje w pamięci na długo.
„Żółty deszcz” to książka napisana w formie pamiętnika, ostatnich zapisków człowieka pozostawionego samemu sobie w wymarłej, górskiej wiosce. To nie tylko wspomnienia przeszłości - to także złudne wizje przyszłości i pełne udręki przeżywanie teraźniejszości. Atmosfera powieści jest duszna, klaustrofobiczna, a samotność staje się bohaterem równie ważnym, co narrator....
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to