rozwiń zwiń

Zbrodnia w „Słonecznym Klubie”, czyli morderstwo po szwedzku

Okładka książki Zbrodnia w „Słonecznym Klubie”, czyli morderstwo po szwedzku
Jerzy Siewierski Wydawnictwo: Wydawnictwo Iskry Seria: Pięć razy morderstwo kryminał, sensacja, thriller
47 str. 47 min.
Kategoria:
kryminał, sensacja, thriller
Format:
papier
Seria:
Pięć razy morderstwo
Data wydania:
1985-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1985-01-01
Liczba stron:
47
Czas czytania
47 min.
Język:
polski
ISBN:
8320708265
Średnia ocen

                6,4 6,4 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Zbrodnia w „Słonecznym Klubie”, czyli morderstwo po szwedzku w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Zbrodnia w „Słonecznym Klubie”, czyli morderstwo po szwedzku

Średnia ocen
6,4 / 10
21 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
849
454

Na półkach: , , , , , ,

Kolejne opowiadanie Jerzego Siewierskiego odhaczone na mojej półce audiobooków, co tu dużo mówić, jest to krótka, dobrze napisana historia osadzona w dość niecodziennym jak na kryminały miejscu czyli klubie naturystów. Podobała mi się i z przyjemnością jej wysłuchałam.

Kolejne opowiadanie Jerzego Siewierskiego odhaczone na mojej półce audiobooków, co tu dużo mówić, jest to krótka, dobrze napisana historia osadzona w dość niecodziennym jak na kryminały miejscu czyli klubie naturystów. Podobała mi się i z przyjemnością jej wysłuchałam.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

34 użytkowników ma tytuł Zbrodnia w „Słonecznym Klubie”, czyli morderstwo po szwedzku na półkach głównych
  • 27
  • 7
13 użytkowników ma tytuł Zbrodnia w „Słonecznym Klubie”, czyli morderstwo po szwedzku na półkach dodatkowych
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Okładka książki Wzywam 07... Opowiadania milicyjne. Tom 3 Barbara Gordon, Jerzy Siewierski, Witold Szymanderski
Ocena 6,3
Wzywam 07... Opowiadania milicyjne. Tom 3 Barbara Gordon, Jerzy Siewierski, Witold Szymanderski
Okładka książki Pokój na wieży. Opowieści wampiryczne Edward Frederick Benson, Aleksander Dumas, Johann Wolfgang Goethe, Mikołaj Gogol, Stefan Grabiński, Joseph Sheridan Le Fanu, Bob Leman, Tadeusz Rybowski, Jerzy Siewierski, Bram Stoker, Aleksy Konstantynowicz Tołstoj
Ocena 7,8
Pokój na wieży. Opowieści wampiryczne Edward Frederick Benson, Aleksander Dumas, Johann Wolfgang Goethe, Mikołaj Gogol, Stefan Grabiński, Joseph Sheridan Le Fanu, Bob Leman, Tadeusz Rybowski, Jerzy Siewierski, Bram Stoker, Aleksy Konstantynowicz Tołstoj
Jerzy Siewierski
Jerzy Siewierski
Rodowity Warszawiak. Absolwent UW (historia). był polskim pisarzem. Pisał książki o szerokim spectrum gatunkowym (historie kryminalne, fantastyka, powieści grozy)lecz także popularnonaukowych opracowań dotyczących wolnomularstwa i polskiej tradycji ezoterycznej. Pierwszy w Polsce opracował monograficznie temat powieści kryminalnej, jako gatunku literackiego i przystępnie podjął tematykę wolnomularstwa. Współautor scenariuszy filmowych Czasami używał amerykańskiej wersji swoich dwóch imion - George Quiryn. Syn: Wojciech "Voytek" Kwiryn Siewierski.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Proszę nikogo nie winić Zygmunt Zeydler-Zborowski
Proszę nikogo nie winić
Zygmunt Zeydler-Zborowski
Pan Bugajski skutecznie postanawia rozstać się życiem. Jest trzecim, który podjął nieodwołaną decyzję i to w dość krótkim czasie. Sprawa, choć smutna, dziwić nie powinna, ale tak nie jest. Każdy z mężczyzn, choć wiekiem słuszni mentalnie był nadal „radosnym młodzieniaszkiem”. Każdy z nich pozostawił identyczny list pożegnalny, ale i każdy z nich – przed śmiercią – pozbył się wszystkich swoich, niemałych, oszczędności. Te okoliczności zmuszają oficerów Kosińskiego i Mareckiego do zbadania sprawy. Obaj muszą się też zająć rozpracowaniem szajki handlarzy narkotyków. W tym wypadku nadmiar obowiązków na swoje dobry strony, bo okazuje się, że sprawa narkotyków i samobójców zaczyna się ze sobą łączyć w zaskakujący sposób... Pomysłowości autorowi nikt odmówić nie może, fabuła - choć pokrętna, nadal jest logiczna i wiarygodna. Jedyne co zawodzi to duet Kosiński/Marecki – wyjątkowo bezpłciowi i schematyczni ci milicjanci. Nadto są momenty, w których autor buduje napięcie w bardzo wymuszony sposób: trzy samobójstwa obcych osób, o identycznym schemacie postępowania nie przeszkadza śledczym wątpić czy mają ze sobą związek. Oczywiście ledwie przez chwilę, ale to mocno grubymi nićmi szyte. Tak samo jak „pomijanie” istnienia Edka. Ale to – w zasadzie – czepialskie detale. „Tajemniczy turysta” to ultrakrótkie opowiadanie z kapitanem Downarem. Legenda lwowskiej szkoły kasiarzy przylatuje z Londynu do Warszawy. Chwilę później zostaje okradziony sklep jubilerski, a sam kasiarz umiera. Jedyne co musi zrobić Downar to połączyć kropki, przy okazji dając „klapsa” młodemu ambitnemu porucznikowi, któremu wydaje się, że wszystko już wie. „Turysta...” to laurka dla Downara, ale i „holmes'owska” prowokacja. Downar, niczym Holmes właśnie, przeprowadza wywód logiczny. Tutaj ikoniczny rodzaj popiołu z fajki zastępuje ślad papryki na zębach. To znów nie do końca zarzut, problem w tym, że Holmes'a kopiować nie ma potrzeby, bo to zawsze pomysł karkołomny.
Krzysiek Czyżowski - awatar Krzysiek Czyżowski
ocenił na 6 1 rok temu
Bez atu Barbara Gordon
Bez atu
Barbara Gordon
Ta mini-powieść Barbary Gordon jest jak stara pocztówka z wakacji o wyblakłych kolorach, jednak w jakiś niewytłumaczalny sposób przyciągająca tym co zastygło na starym zdjęciu. A tam jezioro, las żaglówka i ludze, którzy swoją młodość przeżyli tak dawno temu, że wydaje się to wręcz niemożliwe żeby mogło się kiedyś wydarzyć. Jezioro Kierskie w Kiekrzu pod Poznaniem, w latach siedemdziesiątych to kurort całą gębą, a dziś jak ta kartka, trochę bez blasku i wabiącego magnetyzmu. Nawet ośrodek wypoczynkowy dla milicji, jeden z najlepszych w kraju zamknięty na cztery spusty i zrujnowany… Ale książka rozgrywa się w czasach świetności kierskiego kurortu. Akurat w Poznaniu odbywają się Międzynarodowe Targi, targowe towarzystwo bawi się w kierskich domach wypoczynkowych głośno i radośnie do białego rana, a dźwięki piosenek Krzysztofa Krawczyka płyną po tafli jeziora i odbijają się od ściany lasu. O świcie w jednym z ośrodków FWP sprzątaczka natrafia na zwłoki jednego z gości. Szybko okazuje się, że ktoś wyeliminował go z zabawy za pomocą zastrzyku ze strychniny. Wezwani na miejsce zdarzenia milicjanci biorą się do roboty. A wśród nich pewna młoda, dobrze zapowiadająca się milicjantka, która musi nie tylko radzić sobie ze śledztwem ale także ze starszymi kolegami, którzy traktują ją jak osobliwe zjawisko ,próbujące wniknąć, jak ta strychnina, w zdrową tkankę męskiego, milicyjnego organizmu. Ale ona im wszystkim jeszcze udowodni… Co udowodni? A, no przeczytajcie i się przekonajcie. Tylko to nie będzie takie proste. Trzeba poszukać na jakiejś aukcji internetowej, bo ta powieść to biały kruk z lat siedemdziesiątych.
Ryszard Ćwirlej - awatar Ryszard Ćwirlej
ocenił na 7 7 miesięcy temu
Siedem papierosów Maracho Jerzy Edigey
Siedem papierosów Maracho
Jerzy Edigey
Jaki kraj takie przestępstwa, chciałoby się powiedzieć. Agata Christie napisała doskonała powieść „Morderstwo w Orient Expressie” a u nas ani expresu ani nawet morderstwa. Bo któżby tam chciał mordować w pociągu dalekobieżnym z Warszawy do Szczecina. W Polsce Ludowej by uzyskać korzyść materialną i dorobić się w niecny sposób nie trzeba można się było posłużyć znacznie prostszymi metodami. Poza tym za mordowanie można było trafić na stryczek więc kradzieże wydawały się znacznie bardziej bezpieczne w razie wpadki. Akcja tej mikropowieści rozgrywa się na początku lat 80-tych. W przedziale pierwszej klasy do Szczecina podróżuje szóstka pasażerów. A skoro to czas wakacyjny to raczej śmiało można założyć że to osoby jadące tam żeby wypocząć i żeby nad morzem, gdzieś w Międzyzdrojach czy innym kurorcie przepuścić trochę uciułanej gotówki. Jeśli się jest złodziejem łatwo się domyślić, że podróżni pierwszej klasy to ludzie mogący wieźć portfele pełne pieniędzy. Teraz tylko trzeba wymyślić jak ich tej gotówki pozbawić. Sześcioro pasażerów rozmawia o wszystkim i niczym, ktoś zamawia u kelnerki roznoszącej towary spożywcze piwo, kto inny kawę, jeszcze ktoś paczkę papierosów „Maracho”. To jakieś nowe, zagraniczne papierosy, więc pan który je kupił częstuje pozostała piątkę, bo jak tu nie poczęstować, skoro to nowość, a wszyscy palący. Po chwili cała szóstka smacznie ustąpi. Po jakimś czasie do przedziału wchodzi konduktorka. Widząc pasażerów w dziwnych pozycjach, pogrążonych w głębokim śmie, orientuje się że zaszło tu coś niecodziennego. Potrzebuje więc pomocy. Na szczęcie kilka przedziałów dalej jedzie milicjant. Budzi go a ten od razu staje na wysokości zadania. Młody porucznik Marian Balerski służący w dworcowym komisariacie na stacji Szczecin Główny wie że to nie przelewki i musi sprawę potraktować poważnie jak na prawdziwego funkcjonariusza przystało. Udaje mu się ocucić pasażerów którzy po odzyskaniu przytomności czują się tak jakby wracali z czterodniowego wiejskiego wesela. No i oczywiście jest jeszcze coś. Zniknęły wszystkie pieniądze i do tego jeszcze kosztowności, w których jedna z pań chciała w Międzyzdrojach zadawać szyku. Ktoś musiał im podać jakiś narkotyk, stwierdza autorytatywnie porucznik. I mało brakowało, a mielibyśmy nasze własne, rodzime bo popełnione w Polsce Ludowej morderstwo w Szczecin expressie pomnożone przez sześć więc od razu przebilibyśmy zgniły zachód. No ale widać los chciał inaczej i pewnie dlatego mało kto pamięta o naszej zbrodni w pociągu a o tym z Orient expressu słyszał cały świat. Milicyjny Poirot – Marian Balerski bierze się ostro do pracy, bo czas goni, pociąg ma tylko godzinę spóźnienia i w końcu dojedzie do Szczecina. Trzeba więc w tym krótkim czasie ustalić kto okradł tych ludzi. Czy to robota pasażera, czy może kogoś z obsługi? A co z tytułowymi papierosami „Maracho”? Czy one odegrały w tym przestępstwie jakąś rolę? Nie dowiecie się jeśli nie sięgniecie po tę mikropowieść. Ja przesłuchałem ją w interpretacji Roberta Michalaka którego głos przeniósł mnie do kołyszącego się, głośnego pociągu lat osiemdziesiątych, w którym smród tanich papierosów mieszał się z odorem niedomytych ciał, wyziewami przetrawionego alkoholu i ekskluzywnym zapachem old spice’a. Siedem papierosów Maracho, to jak zawsze u Edigeya dobrze skrojona opowieść, którą czyta się płynnie i gładko, bez zbędnych mielizn i dłużyzn. Akcja może nie tak wartka jak pospieszny z Warszawy do Szczecina, ale snująca się powoli jak dymek z papierosa „Maracho” w kolejowym przedziale pierwszej klasy. Tylko nie potrafię sobie przypomnieć co to były za papierosy. Wtedy już jako nastolatek popalałem trochę za co nawet dorobiłem się nagany dyrektora liceum i wówczas wydawało mi się że znam wszystkie dostępne na rynku fajki. Tych za diabła nie pamiętam. A może ich wcale nie było i marka została wymyślna na potrzeby książki? W każdym razie nawet jeśli nie istniały, to podobno smakowały całkiem nieźle i jak twierdził jeden palacz, bohater tej opowieści, były najzdrowsze ze wszystkich, bo tylko po nic nie miał chrypki.
Ryszard Ćwirlej - awatar Ryszard Ćwirlej
ocenił na 7 7 miesięcy temu

Cytaty z książki Zbrodnia w „Słonecznym Klubie”, czyli morderstwo po szwedzku

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Zbrodnia w „Słonecznym Klubie”, czyli morderstwo po szwedzku