Zbrodnia w dzielnicy północnej

Okładka książki Zbrodnia w dzielnicy północnej
Stefan Kisielewski Wydawnictwo: Księgarnia Zdzisława Gustowskiego w Poznaniu kryminał, sensacja, thriller
215 str. 3 godz. 35 min.
Kategoria:
kryminał, sensacja, thriller
Format:
papier
Data wydania:
1948-03-15
Data 1. wyd. pol.:
1948-03-15
Liczba stron:
215
Czas czytania
3 godz. 35 min.
Język:
polski
Średnia ocen

                5,5 5,5 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Zbrodnia w dzielnicy północnej w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Zbrodnia w dzielnicy północnej

Średnia ocen
5,5 / 10
16 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
79
76

Na półkach:

Po taką prozę zawsze warto sięgać.Zwracam uwagę że książka została napisana w 1948 roku!.Dziwny,mroczny jak dla mnie trochę "mrożkowsko-szaniawski" klimat ni to kryminału ni to proroczej opowieści o totalitaryzmie i wszyskich jego atrybutach jak:policja polityczna,prowokacja,rząd dusz sprawowowany przez policje polityczną,pozorność spraw przedstawianych tzw. masom.Jak to umknęło cenzurze PRL (moje wydanie z 1959 roku).Warto!

Po taką prozę zawsze warto sięgać.Zwracam uwagę że książka została napisana w 1948 roku!.Dziwny,mroczny jak dla mnie trochę "mrożkowsko-szaniawski" klimat ni to kryminału ni to proroczej opowieści o totalitaryzmie i wszyskich jego atrybutach jak:policja polityczna,prowokacja,rząd dusz sprawowowany przez policje polityczną,pozorność spraw przedstawianych tzw. masom.Jak to...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

44 użytkowników ma tytuł Zbrodnia w dzielnicy północnej na półkach głównych
  • 23
  • 21
15 użytkowników ma tytuł Zbrodnia w dzielnicy północnej na półkach dodatkowych
  • 7
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Stefan Kisielewski
Stefan Kisielewski
Polski prozaik, publicysta, kompozytor, krytyk muzyczny, poseł na Sejm PRL II i III kadencji z ramienia Znaku, współzałożyciel i członek Unii Polityki Realnej.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

S.O.S. Jadwiga Wojtyłło
S.O.S.
Jadwiga Wojtyłło
Pierwsza część wbija w fotel. Może sam pretekst do zawiązania akcji jest lekko dęty, ale już kilka liter dalej nie mamy czasu zastanawiać się nad jego wiarygodnością. Zwłaszcza, że często pada tu słowo instynkt. Ale przede wszystkim nie ma czasu na rozkminki, bo akcja pędzi z zawrotną prędkością. Na dodatek jest doskonale skonstruowana. Mimo, że na liczniku mamy ponad setkę, fabułą ani przez chwilę nie zarzuca na boki, płynnie bierze kolejne zakręty i prowadzi w zaskakują rejony. Trudno uwierzyć, że „S.O.S” jest polską, i to napisaną w głębokim PRL-u, powieścią, Oczywiście mamy tu Polskę tamtych czasów i dość charakterystyczne dla tamtych czasów typy ludzkie, ale wszystko jest doskonale dopasowane do schematu amerykańskiej czarnej sensacji klasy B – zarówno literatury, jak i kina, Tę kinowość widać zwłaszcza w pościgach samochodowych i inteligentnym wykorzystaniu scenerii architektonicznej lat siedemdziesiątych – z wysiedlaniem i wyburzaniem starych, zniszczonych dzielnic robotniczych oraz szybką budową nowych osiedli, gdzie nowe, wysokie bloki graniczą z górami piachu, rzędami koparek i betoniarek oraz tym podobnych maszyn przygotowanych do stawiania kolejnych dziesięcio- dwunastopiętrowych – jak się wtedy mówiło – wieżowców. Syf zaszczanych podwórek i klatek schodowych w zaniedbanych, zmurszałych kamienicach miesza się w „S.O.S” z syfem niedziałających wind, mrugających jarzeniówek na korytarzach i maleńkich klitek w nowych blokach. Ta mroczna, industrialna rzeczywistość bardzo przypomina komiksowe Gotham i, chyba jeszcze bardziej, bezduszne miasto–molocha z ekranizacji „Mechanicznej pomarańczy” w reżyserii Stanley Kubricka (1972). Mroczne miasta z amerykańskich powieści i filmów noir wydają się przy nim przyjazne. Na pewno ta rzeczywistość w niczym nie przypomina Polski z ówczesnej propagandy, za to doskonale podkreśla depresyjną atmosferę tej historii – z cwaniakami wykorzystującymi łatwowierność ofiar, marzeniami rodzącymi tragedie i małymi ludźmi paradującym po narracyjnej szachownicy. Ale chyba jeszcze bardziej dziwi główny bohater. To klasyczny amerykański outsider poruszający się na granicy mroku, lawirujący pomiędzy tym, co nazywa się prawem a powszednią, powszechną podłością i złem świata. Zachowuje się niczym Marlowe i jemu podobni. Tyle, że w odróżnieniu od nich ma złudzenia, wierzy, że można naprawić świat. Na pewno warto próbować. W gruncie rzeczy ta amerykańskość „S.O.S” nie powinna dziwić. Choć jako autorka na okładce widnieje Jadwiga Wojtyłło, wiarygodne źródła podają, że autorem powieści jest jej mąż, Aleksander Ścibor–Rylski – wybitny scenarzysta (m.in. „Człowiek z marmuru”) i sprawny reżyser (m.in. „Wilcze echa). Jeżeli spojrzeć na jego dokonania filmowe widać, że był zafascynowany amerykańskim popem, zwłaszcza jego najtwardszymi, najbrutalniejszymi odmianami. A „S.O.S” jest twarde i brutalne, niczym proza i ekranizacje Jima Thompsona. Nie wiadomo i już się pewnie nie dowiemy (Ścibor–Rylski zmarł w 1983 roku, Wojtyłło pięć lat później), dlaczego podpisał tę powieść nazwiskiem żony. Może jako człowiek z wielkim ego, czujący się Wybitnym Artystą, nie chciał widnieć na okładce taniej powieści kryminalnej? Może uważał, że w jakiś sposób przeszkodzi mu to w karierze albo spowoduje rysy na wizerunku? A może to jakiś prezent, bo w kilku miejscach żona mu chyba pomagała. Czuć tam kobiecą rękę. Na pewno główny schemat dramaturgiczny jest dziełem Ścibora–Rylskiego. Zresztą podobny pomysł przećwiczył kilka lat wcześniej w – podpisanym własnym nazwiskiem – scenariuszu filmu Andrzeja Trzosa–Rastawieckiego „Trąd” (1973). Tyle, że lepsze jest najczęściej wrogiem dobrego, a w tym przypadku bardzo dobrego. Przeredagowując „Trąd” by stworzyć „S.O.S” przedobrzył. Po – mniej więcej – dwóch trzecich powieści, akcja zaczyna tu siadać. Samochody co prawda nadal pędzą, wciąż jesteśmy zaskakiwani, ale autor (autorzy?) przedobrzył/przedobrzają z komplikacjami fabuły. Wciąż jest bardzo dobrze, ale już nie świetnie. No i do akcji wkraczają milicjanci, zgodnie z obrazem z epoki, mądrzy i dzielni. Co prawda sytuacja czasem ich zaskakuje, ale są przygotowani na najtrudniejsze wyzwania. No i bez przerwy ględzą w namyśle pocierając czoła. Na szczęście Zły jest na tyle przebiegły i zdeprawowany – to w zasadzie potwór, że w końcu muszą przestać gadać i brać się do roboty. Dzięki temu ostatni akt tej historii, z doskonałym, bardzo zaskakującym finałem, to powrót w wielkim stylu. Gdyby nie ostatni akapit, jakaś nieudolna hybryda puenty, byłby idealny. Zresztą całemu „S.O.S” do tego ideału blisko. Niestety, ambicje – za przeproszeniem – artystyczne najczęściej zabijają solidne, wybitne rzemiosło. Bo przez większość stron jest tu naprawdę wybitnie, w stylu nieosiągalnym dla większości współczesnych polskich autorów/autorek/osób autorskich literatury sensacyjnej. Było bardzo blisko 10/10, ale nie wyszło. Szkoda.
Tomek - awatar Tomek
ocenił na 7 1 rok temu
Testament królowej Nefertite Jerzy Głowacki
Testament królowej Nefertite
Jerzy Głowacki
W warszawskiej willi znalezione zostaje ciało profesora Sulimy - znanego odkrywcy i egiptologa. Ciało leży obok marmurowego sarkofagu, który 3 miesiące wcześniej sprowadzono do Polski z Egiptu celem dokładnych badań (zainteresowanie naukowców wzbudziła przede wszystkim ukryta w sarkofagu tulejka zawierająca informacje na temat miejsca ukrycia skarbu królowej Nefertite - zaszyfrowana, rzecz jasna). W sprawę wydaje się zamieszany asystent profesora, który zarazem jest narzeczonym jego pięknej córki (która z kolei wpada w oko prowadzącemu sprawę kapitanowi...). W celu rozwiązania sprawy kapitan rusza do Egiptu, gdzie udając dziennikarza instaluje się wśród współpracowników zamordowanego profesora. Książka zawiera wszystko co niezbędne dla klasycznego kryminału: zagadkowe zabójstwo, tajemniczy manuskrypt, kiełkujące uczucie, odrobinę egzotyki, szczyptę historii Egiptu i klimat archeologicznego obozu z różnorodnymi typami naukowców (a ponad tym wszystkim wieje doprowadzający do szaleństwa pustynny wicher Chamsin...). Czyta się więc ją miło i przyjemnie przez całe 180-kilka stron. Ostatnie 40 stron jest zdumiewająco słabe. Akcja nagle przyspiesza, dialogi zaczynają brzmieć sztucznie, a wszystko zaczyna trącać jakimś średnio udanym kinem akcji. Ogólnie odnieść można wrażenie, że autorowi znudziło się pisanie książki i jak najszybciej starał się domknąć wszystkie wątki. Reasumując - byłam gotowa dać 8 gwiazdek, ale końcówka zjechała na maksymalnie 4, a więc powiedzmy, że średnio 6
filak - awatar filak
ocenił na 6 9 lat temu
Krzyżówka z „Przekroju” Zygmunt Zeydler-Zborowski
Krzyżówka z „Przekroju”
Zygmunt Zeydler-Zborowski
Wojtek Kalina, młody człowiek ze wsi, właśnie opuszcza mury więzienne. Opuszcza z postanowieniem, że już nigdy tutaj nie wróci. Nie ma żalu do ludzi, którzy go skazali, bo jak sam mówi: nikt go do przestępstwa nie zmuszał. Do domu wrócić nie może, bo ojciec – człowiek krystalicznie uczciwy – jest przekonany, że nie wychowywał bandyty, więc syna nie ma. Pracę w fabryce, którą otrzymał, zaraz porzuca, bo prości ludzie mają niezwykłą śmiałość do kategorycznych osądów. Spotkanie kolegi spod celi też nie wróży niczego dobrego, choć kolega roztacza przed nim wizję „łatwych” pieniędzy. Kolejne spotkanie jest już mniej sympatyczne: Zenon Mierzycki to cwaniaczek, który – kosztem Kaliny – wywinął się od kary. Cwaniaczek pierwszej wody, szybko przekonuje Kalinę, że może mu załatwić uczciwą pracę ogrodnika! Kalina wkracza w sferę wyższych sfer, ćwiczy strzelanie, uczy się sztuk walki, zarabia duże pieniądze – jak to ogrodnik - i przypadkowo ratuje z opresji cudowną, zagubioną w wielkim mieście, dziewczynę – Magdę. Co i rusz odgania od siebie myśli, że ta praca i te sfery jednak do uczciwych nie należą. Kiedy ginie Mierzycki, a Kalina staje się jedynym podejrzanym jest już za późno na refleksję, a jedyną alternatywą jest ucieczka. Śledztwo prowadzi świeżak porucznik Kociuba. I choć świat Kaliny rysuje się w czarnych kolorach to na szczęście jest jeszcze Magda, a ona wie co robić... Świetnie skreślona postać Kaliny, dla którego wyjście z więzienia to nie koniec, a początek kłopotów i wyzwań. Cudowna Magda i sierżant/porucznik Kociuba, do tego zgrana intryga z wyjątkowo zaskakującym głównym czarnym charakterem. Całość trzyma się realiów, a brawurowo wymyślonej zagadki kryminalnej nie niszczy nawet cukierkowo – romantyczne zakończenie.
Krzysiek Czyżowski - awatar Krzysiek Czyżowski
ocenił na 8 3 miesiące temu
Strach Zbigniew Safjan
Strach
Zbigniew Safjan
W miejscu, gdzie jeszcze kilka lat temu był jeden sklep rzeźniczy i pusta księgarnia, stoi teraz SAM i jest rynek, a na dawnych nieużytkach stoi osiedle, kolejne się budują. Miasteczko rozkwita, to miasteczko to Dębniki. Mieszka w nim Agnieszka Pawełczyk – kobieta, która zabiła dla pieniędzy, dla domku, z zazdrości. Zabiła młodego inżyniera Kujawskiego. Co do jej winy nie ma żadnych wątpliwości – tak zdecydowali mieszkańcy, tak zdecydowali włodarze, tak zdecydował młody porucznik milicji prowadzący śledztwo. To, że Agnieszka jeszcze „cieszy się” wolnością, stało się przez prokuratora Grzybina, który niczego nie rozumie, bo jest Obcy. Sierżant Swidor też ma wątpliwości, ale to tylko sierżant. Do „Winnych” dołącza Wojciech Wilak – były skazaniec, który ratuje Agnieszkę z opresji. Ale on też za swoje winy odpowie, bo tak zdecydowali mieszkańcy, tak zdecydowali włodarze, tak zdecydował młody porucznik milicji prowadzący śledztwo... Starsi Czytelnicy zauważą, że to kryminał „odwilży”, cenzura pozwalała pisać o „słabostkach ludu” - złodziejstwie, pijaństwie, pod warunkiem, że te słabostki wskazywały personalnie jedną osobę – Element Niepożądany. Sajfan przedstawia rzeczywistość w szerszej – prawdziwej perspektywie. Są ludzie, którzy chcą mieć władzę, są ludzie, którzy chcą się dorobić. Są też tacy jak Kujawski – idealiści gotowi walczyć ze wszystkim i wszystkimi. Tacy, podpowiada logika – Nieżyciowi – muszą przegrać, ale chyba nie u autora. Kluczowe są tutaj słowa Waty: „Najważniejsze to żyć w zgodzie z ludźmi, a nie z zasadami”. Bo ludzie chcą spokoju, chcą zapomnieć o swoich grzechach za wszelką cenę, nawet za cenę kogoś wolności czy nawet życia. Bo ludzie się boją tego co zrobili, co robią i co może ich spotkać. Ale Strach według Sajfana to coś więcej. Strach potrafi popchnąć do podłości, strach zadusza sumienie, ale nie pozwala o sobie zapomnieć. Bohaterów Sajfana Strach popycha do swoistej dezynwoltury, ten Strach ostatecznie uwalnia i na swój sposób rozgrzesza. Jak mówi Grzybin: „to wcale nie jest takie złe miasteczko...”. I ma rację, Dębniki to nie jest złe miasteczko, to miasteczko ludzi, którzy jedynie chcą żyć lepiej. A że potrafią zazdrościć, potrafią być zawistni, niezbyt uczciwi, potrafią ulec temu co jest najprostsze, najłatwiejsze? Ci jednak, skaz nie pozbawieni. nie zabijają, zabijają zwykli bandyci.
Krzysiek Czyżowski - awatar Krzysiek Czyżowski
ocenił na 10 1 rok temu
Zbrodniarz, który ukradł zbrodnię + Uderzenie Krzysztof Kąkolewski
Zbrodniarz, który ukradł zbrodnię + Uderzenie
Krzysztof Kąkolewski
Nikt nie przejmuje się nazwiskiem jednego z największych specjalistów służby śledczej, bo dla każdego jest on po prostu Siwym. A Siwy to prawdziwa legenda, ma na swoim koncie setki rozwiązanych spraw i kilka zawałów. Jego ostatnią sprawą jest zuchwała kradzież utargu sklepowego, który przenosi do banku kierownik placówki, a sprawcą jest Lechosław Kerner. Młody mężczyzna, który swoje traumy życiowe pokrywa elokwencją, bezczelnością, cynizmem i cwaniactwem. I choć ta poza nie robi wrażenia na Siwym to faktem pozostaje to, że udowodnienie winy Kernerowi stało pod znakiem zapytania do czasu aż ten – w czasie procesu – dokonał samooskarżenia. To mocno zastanawia Siwego, a kiedy jakiś czas potem ginie świadek, który dał alibi Kernerowi, śledczy nie ma wątpliwości, że coś w tej sprawie jest mnie tak. I choć jako rencista nie ma już żadnej formalnej władzy ma nadal doświadczenie, instynkt i byłych kolegów, którzy nigdy w niego nie zwątpili, a to wystarczy do rozpoczęcia prywatnego śledztwa... Fabuła przedstawiona w formie pamiętnika nie jest czymś zupełnie typowym, ale i bohater do typowych nie należy. Jego stan zdrowia zapowiada rychłe pożegnania tego łez padołu, a poczucie sprawiedliwości każe jednak postawić na szali nadwątlone zdrowie. Siwy musi przełamać niechęć świadków obrony, musi zweryfikować swój osąd na „fakty”, skłonić osadzonego do współpracy i – najlepiej – przeżyć. Kąkolewski ukazuje pracę milicjanta w wyjątkowo surowy sposób. Ta praca daje spełnienie, satysfakcję, ale każe sobie za to płacić wysoką cenę. Ciekawie ukazuje też „nowe czasy”: młodzi śledczy, którzy znają Siwego „ze słyszenia” są w zdecydowanej opozycji. Brak doświadczenia życiowego nie pozwala im na obiektywizm, chętnie i z przekonaniem nazywając Siwego przestępcą. Z kolei starzy wyjadacze dobrze wiedzą, że nie wszystko dzieje się tak jak sugerują podręczniki, a poza regulaminem istnieje coś takiego jak zaufanie.
Krzysiek Czyżowski - awatar Krzysiek Czyżowski
ocenił na 8 1 miesiąc temu
Prawdziwy mężczyzna Albert Wojt
Prawdziwy mężczyzna
Albert Wojt
Z pociągu na warszawskim dworcu wysiada Jerzy Sumiński, pensjonariusz ZK Strzelce Opolskie. Zbliżającą się noc spędzi w areszcie, po awanturze w pewnej spelunie, ale też nawiąże nowe znajomości. Śledczy Mazurek, na nocnym dyżurze, odbierze telefon od byłego pracownika – Borkowskiego, ale nie będzie mu umiał pomóc. Dla Borkowskiego będzie to ostatnia rozmowa z kolegą po fachu. Gdzieś w Hamburgu pewien Niemiec będzie miotał przekleństwa na to, że dał się oszukać. Niedługo w Białymstoku dojdzie do gwałtownej wymiany zdań między szemranym towarzystwem, a ze spotkania nie wszyscy wrócą o własnych siłach, wkrótce pewien kościołek straci na wyposażeniu, a wszystko wyjaśni się w Sopocie... Wbrew rozsądkowi to nadal nie jest spojler. Albert Wojt rzuca czytelnika w wir wydarzeń, które dzieją się na wielu, wielu płaszczyznach, karząc skupić uwagę na (znów) wielu, wielu postaciach. „Prawdziwy mężczyzna” to jeden z bardziej złożonych fabularnie kryminałów spod znaku „kluczyka”, który aż prosił się o sfilmowanie. Cały czas zachowuje ciąg logiczny, każdy kolejny pojawiający się wątek pcha akcję do przodu dodając jej atrakcyjności. Niespiesznie ujawnia kto gra pierwsze skrzypce, kto nie jest tym za kogo się podaje, a zagadka nadal zagadką pozostaje. Postacie nie są przerysowane: milicjanci nie zachowują się jak siostry miłosierdzia, przestępcy nie czytują poezji. Dialogi są wyważone, tak jak sceny seksu. Oczywiście „podwórko” na którym działają przestępcy jest powielane po raz tysięczny, ale trudno mieć o to pretensje, skoro każda epoka ma swoje przestępstwo.
Krzysiek Czyżowski - awatar Krzysiek Czyżowski
ocenił na 7 1 rok temu

Cytaty z książki Zbrodnia w dzielnicy północnej

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Zbrodnia w dzielnicy północnej