Żadnych bogów, żadnych panów

Okładka książki Żadnych bogów, żadnych panów
Grzegorz Dziedzic Wydawnictwo: Agora Cykl: Trylogia chicagowska (tom 1) kryminał, sensacja, thriller
424 str. 7 godz. 4 min.
Kategoria:
kryminał, sensacja, thriller
Format:
papier
Cykl:
Trylogia chicagowska (tom 1)
Data wydania:
2023-03-15
Data 1. wyd. pol.:
2021-11-24
Liczba stron:
424
Czas czytania
7 godz. 4 min.
Język:
polski
ISBN:
9788326841590

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Żadnych bogów, żadnych panów w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Żadnych bogów, żadnych panów



książek na półce przeczytane 838 napisanych opinii 838

Oceny książki Żadnych bogów, żadnych panów

Średnia ocen
7,1 / 10
474 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
113
79

Na półkach:

Ta książka jest dobra książka z bardzo fajnie wymyślonym ustawieniem fabularnym, w ciekawej epoce, z udziałem wielu narodowości będących udziałem imigranckich budowniczych Ameryki lat 20 ubiegłego wieku. I wszystko by było wspaniale i nawet wysoko ocenione i szczegółowo omówione przeze mnie, gdyby nie koszmarna maniera autora tego dzieła. Analfabetyzm wtórny pisarza, który z uporem maniaka psuje wrażenia czytelnicze, musiał stać się efektem długotrwałego przebywania za granicą i zbytniego "chcenia". Autor na siłę przypomina czytelnikowi co krok, że ten jest w Ameryce. Bakjardy, porcze i bejsmenty, a także szotgany w tym wypadku nie są w żadnym razie przetłumaczalne na język polski i wydawać by się mogło, że sam Mariusz Max Kolonko wyszedł z szafy aby napisać tę książkę. Zdumiewająca jest ta marnacja tak dobrego pomysłu na kryminał, poprzez językowe katastrofy co rusz wkładane w narrację. Oprócz tego autor tak bardzo chciał wzruszyć czytelnikiem, że wspaniałe opisane relacje musi wrzucić w kocioł śmierci, gwałtów i krwi.

Oh Lord Have mercy!

Po drugi tom sięgał nie będę. Chyba, że ktoś dokończy tłumaczenie z szigagowskiego na nasze. Z szacunkiem dla czytelnika.

Ta książka jest dobra książka z bardzo fajnie wymyślonym ustawieniem fabularnym, w ciekawej epoce, z udziałem wielu narodowości będących udziałem imigranckich budowniczych Ameryki lat 20 ubiegłego wieku. I wszystko by było wspaniale i nawet wysoko ocenione i szczegółowo omówione przeze mnie, gdyby nie koszmarna maniera autora tego dzieła. Analfabetyzm wtórny pisarza, który...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

1124 użytkowników ma tytuł Żadnych bogów, żadnych panów na półkach głównych
  • 581
  • 533
  • 10
128 użytkowników ma tytuł Żadnych bogów, żadnych panów na półkach dodatkowych
  • 59
  • 18
  • 17
  • 11
  • 9
  • 7
  • 7

Inne książki autora

Grzegorz Dziedzic
Grzegorz Dziedzic
Rocznik 1974, tarnowianin urodzony w Lublinie. W Chicago mieszka od 1999 roku. Z wykształcenia i zawodu psychoterapeuta. W USA imał się wielu zawodów. Pracował m.in. jako robotnik budowlany, kafelkarz, pomocnik w fabryce perfum i głośników. Później jako terapeuta uzależnień w jedynym poza Polską polskojęzycznym programie odwykowym dla bezdomnych Polaków w Chicago. Od 2014 roku kierował sekcją miejską i pisał felietony do „Dziennika Związkowego” – najstarszej polskojęzycznej gazety w Chicago. „Żadnych bogów, żadnych panów” to jego powieściowy debiut. W przygotowaniu jest druga część przygód Teodora Ruckiego.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Czerwone jezioro Julia Łapińska
Czerwone jezioro
Julia Łapińska
Lubisz, gdy w kryminale ważną rolę odgrywa historia miejsca, w którym dzieje się akcja? Ja myślę, że może być to ciekawy zabieg dodający całości smaku, pod warunkiem jednak, że nie zdominuje całości. Czy Julii Łapińskiej się to udało? Ależ owszem... Anton Gorbaczow zostaje znaleziony martwy w hotelowym ogrodzie, w którym jego przełożony, Borys Morozow, właśnie wyprawił wesele. Czy ochroniarz wielkiego rosyjskiego oligarchy zasłużył sobie na śmierć? Obcięte palce ofiary mogą sugerować, że mężczyzna za życia miał czelność sięgnąć po coś, co nie należało do niego. Kuba Krall miał pecha zobaczyć tej nocy za dużo. Były reporter wojenny, poniekąd z przypadku, staje się ważnym świadkiem w sprawie. Dziennikarski instynkt, mimo iż stłumiony przez pracę w nudnym charakterze fotografa weselnego oraz przez nadużywanie alkoholu, popycha go do rozpoczęcia prywatnego śledztwa. Węszy wokół tematu równolegle z policjantką, Ingą Rojczyk. Próbując wytropić winnego będą zmuszeni zewrzeć szyki. Czy wystarczy im wzajemnego zaufania? Czy prywatne sprawy, pragnienia, wspomnienia, nie pokrzyżują losów śledztwa? Z przyjemnością podążałam za Rojczyk i Krallem ścieżkami Bornego Sulinowa i okolic. Nie wiedziałam, że te rejony mają taką garnizonową przeszłość. Okoliczności historyczne stały się tu świetnym tłem dla ciekawej historii kryminalnej. Poczułam w pewnym momencie lekki niedosyt, ponieważ osoba sprawcy dość szybko przestała być dla mnie tajemnicą. Niemniej lektura dostarczyła mi sporo emocji. Akcja nie jest tu wartka, nie czułam się porwana w jej wir, nie było spektakularnych zaskoczeń. Płynęła za to spokojnym nurtem, zataczając pętle dające do myślenia, oplatając sieci podejrzeń wokół kolejnych bohaterów. Zgodzę się z opiniami, wedle których całość można by bez straty dla fabuły nieco odchudzić z niepotrzebnych "zapychaczy". Jednak taka forma jakoś mnie szczególnie nie raziła. Ale piszę to ja, fanka rozbudowanych opisów z "Nad Niemnem", więc najrozsądniej będzie, jeśli sam/a sięgniesz po "Czerwone jezioro", by wyrobić sobie zdanie o debiucie autorki.
PaniBookietowa - awatar PaniBookietowa
oceniła na 6 1 miesiąc temu
Kraina złotych kłamstw Anna Górna
Kraina złotych kłamstw
Anna Górna
Dobry debiut. "Kraina złotych kłamstw" to niezły kryminał, który mocno zyskuje dzięki swojemu nietypowemu miejscu akcji. Historia toczy się w Szwajcarii z perspektywy polskiego emigranta, byłego policjanta, który na prośbę bada sprawę zaginięcia współpracownicy przyjaciela. Górna mocno wykorzystuje w powieści perspektywę emigranta - i wiele na tym zyskuje. Tworzy to ciekawą dynamikę i nieoczekiwane problemy, buduje dodatkowe napięcie, a poza tym pozwala na dość naturalne wprowadzenie komentarza społecznego. Wielu będzie narzekało na dość powolne tempo - i cóż, faktycznie powieść ma prawie sześćset stron. Ale ma to swoje uzasadnienie - pozwala Górnej na dobre przedstawienie bohaterów, rozsianie tropów i podejrzanych. I choć rzeczywiście niektóre wątki Górnej potrzebne są raczej do zbudowania całej serii, aniżeli do opowiedzenia tej konkretnej historii, zaś w powieści pojawia się dość sporo niepotrzebnych elementów (po co nam długie opisy podróży bohaterów tam i z powrotem?) , to jak na debiut całkiem nieźle sobie poradziła. I nawet te zapychacze czyta się dość w porządku. "Kraina złotych kłamstw" to udany debiut Górnej. Żałuję, że nie napisała więcej - cykl z Piotrem Sauerem to zaledwie dylogia, a oprócz tego jest autorką jeszcze tylko jednego kryminału. Szkoda, bo pióro ma niezłe, a narrację na tyle ciekawie poprowadzoną, że oba tomy niemal połknęłam.
Maromira - awatar Maromira
oceniła na 7 29 dni temu
1793 Niklas Natt och Dag
1793
Niklas Natt och Dag
Niklas Natt och Dag swoją powieścią „1793” udowadnia, że historia nie zawsze pachnie pergaminem i starym winem – czasem cuchnie zgnilizną, krwią i ekskrementami. To debiut brutalny, bezkompromisowy i niezwykle plastyczny, który rzuca czytelnika prosto w błoto szwedzkiej stolicy u schyłku XVIII wieku. Choć lektura ta nie należy do najłatwiejszych ze względu na swój naturalistyczny charakter, zasługuje na mocną notę 7/10. To rzetelny, mroczny kryminał historyczny, który zachwyca klimatem, choć momentami ociera się o niepotrzebne epatowanie okrucieństwem. Akcja rozpoczyna się od makabrycznego znaleziska w jeziorze Fatburen. Wyłowione zwłoki są tak zbezczeszczone, że trudno mówić o nich jak o człowieku – pozbawione kończyn, oczu i języka, stanowią zagadkę, której rozwiązania podejmuje się niezwykły duet. Cecil Winge, genialny prawnik trawiony przez gruźlicę, oraz Jean Michael Cardell, weteran wojenny z drewnianą protezą ręki, tworzą tandem przypominający mroczną, skandynawską wersję Sherlocka Holmesa i Watsona. Ich śledztwo to nie tylko pościg za mordercą, ale przede wszystkim wędrówka przez wszystkie warstwy społeczne Sztokholmu – od lśniących salonów arystokracji po najpodlejsze lupanary. Największą siłą „1793” jest jej konstrukcja. Powieść podzielona jest na cztery części, z których każda rzuca światło na inne wydarzenia i postacie, by ostatecznie spiąć wszystko w logiczną, choć bolesną całość. Natt och Dag ma niezwykły dar budowania atmosfery; czytelnik niemal fizycznie czuje chłód szwedzkiej zimy i wszechobecny brud. Autor nie boi się pokazywać mrocznej strony oświecenia – czasu, w którym wielkie idee zderzały się z niewyobrażalną nędzą i bezprawiem. Język powieści jest soczysty, momentami archaizowany, co nadaje opowieści autentyczności. Niklas Natt och Dag momentami wpada w pułapkę nadmiernego naturalizmu. Opisy tortur, chorób i degrengolady są tak szczegółowe, że mogą odciągać uwagę od samej intrygi kryminalnej. Dla niektórych czytelników ta „estetyka brzydoty” może okazać się barierą nie do przejścia. Ponadto, tempo akcji bywa nierówne – środkowe części książki, choć ważne dla tła historycznego, potrafią nieco spowolnić dynamikę śledztwa, co sprawia, że finał, choć satysfakcjonujący, traci odrobinę na sile rażenia. Podsumowując, „1793” to pozycja obowiązkowa dla fanów mrocznych kryminałów, którzy nie boją się literackiego brudu. To ambitna próba wskrzeszenia minionej epoki bez zbędnego upiększania. Natt och Dag stworzył dzieło gęste, duszne i zapadające w pamięć, które mimo swojej brutalności, niesie ze sobą głęboką refleksję nad naturą zła i sprawiedliwości. To rzetelne 7/10 – książka, która zostawia po sobie trwały ślad, choć po jej lekturze ma się ochotę wziąć długą, gorącą kąpiel, by zmyć z siebie kurz osiemnastowiecznego Sztokholmu.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 7 14 dni temu
Zaginiony klejnot Ferrary Greg Krupa
Zaginiony klejnot Ferrary
Greg Krupa
Ferrara małe miasteczko we Włoszech. Z bogatą architekturą, gdyby mury mogły mówić co widziały przez setki lat. Zabytki na każdym kroku, niejedno miejsce ma swoje tajemnice. Śmierć mecenasa i kolekcjonera sztuki budzi wiele wątpliwości, gdy ginie obraz z posiadłości denata karabinierka Diana prowadzi śledztwo. Młody dziennikarz również angażuje się w śledztwo. Diana i Davide zostają wciągnięcie w spirale zdarzeń. Gdy znika asystentka mecenasa sztuki, Davide za wszelką cenę chcę ją odnaleźć. Partner Diany pracujący pod przykrywką też nie daje znaku życia. Śledztwo jest wielowątkowe, pomoc jest nawet z Europolu. Fałszywi dyplomacji, czego szukali? Zbrodnie, kłamstwa i intrygi, zagadki i długa droga by odkryć prawdę. Ukradziony obraz nie był celem , klejnot bezcenny artefakt, należący kiedyś do templariuszy to był cel. Co ma wspólnego asystentka profesora z zakonem templariuszy i klejnotem. Dlaczego muszą znikać i ginąc ludzie, karabinierka wraz z kolegami ma dużo do wyjaśnienia. Fabuła książki jest bardzo ciekawa i rozbudowana wątki wciągają czytelnika w świat tajemnic i zbrodni. Zabytki, które mają setki lat, miejscami przebudowane mogą być wskazówką, ale też i pułapką. Pięknie opisana jest tu architektura, bardzo szczegółowo, czytając można wszystko sobie wyobrazić. Autor opisuje miejsca z detalami. Bohaterów wielu, mnie zainteresował zakon templariuszy ich historia. W książce ciągle się coś dzieje jedna sprawa w toku i nowa sytuacja, dlatego bardzo jest ciekawa. To jest moja pierwsza książka autora jestem bardzo ciekawa następnych. Polecam 😈
diablicaczyta - awatar diablicaczyta
oceniła na 10 5 miesięcy temu
Dzikie psy Julia Łapińska
Dzikie psy
Julia Łapińska
Co powiesz na spontaniczne spotkanie po latach z ludźmi, z którymi kiedyś wiele Cię łączyło? Czy to, że przyjaźniliście się w przeszłości, wystarczy Ci jako gwarant, że nadal możesz takim osobom bezgranicznie ufać? Kuba Krall organizuje w swoim domku nad jeziorem imprezę sylwestrową. Zjawią się na niej przyjaciele z czasów, gdy pracował jeszcze jako reporter wojenny. Była partnerka Kuby, Mira, przywozi ze sobą znajomą psycholożkę. Zaproszenie otrzymała także Inga Rojczyk, policjantka, z którą Kuba współpracował kilka miesięcy wcześniej przy sprawie zabójstwa ochroniarza rosyjskiego biznesmena. Drogi kobiet krzyżują się już na dzień przed planowanym spotkaniem. To w Sylwestra jednak dochodzi do tragedii, która nie tylko zepsuje im ostatni dzień roku, ale też bezpowrotnie zmieni wzajemne relacje w grupie przyjaciół. Cień strachu i podejrzeń zawiśnie nad Bornem Sulinowem, a Kuba i Inga będą mogli po raz kolejny sprawdzić się jako para na śledczej drodze. Choć jedno zawodowo, a drugie amatorsko, choć powodowani różnymi pobudkami, oboje będą w stanie zaryzykować wiele, by dociec do prawdy. Podążając za nimi, zostaniemy uwikłani w sprawę zaginięcia syna cenionego stomatologa oraz młodego chłopaka - uchodźcy, który w mroźną grudniową noc zniknął z obozu dla uchodźców. Czy zaginieni nastolatkowie mają coś wspólnego ze znalezionym ciałem kobiety? Czy przywieziona na Sylwestra pani psycholog miała z nimi coś wspólnego? Julia Łapińska po raz drugi zaprosiła nas na wyprawę do Bornego Sulinowa, nad którym zmory przeszłości zdają się niezmiennie roztaczać swoją władzę. Rozległa, precyzyjnie utkana sieć powiązań sprawia, że czytelnik błądzi wśród domysłów, rzucając cień podejrzeń na kolejnych bohaterów. Nikt nie wydaje się w oczywisty sposób winny. Żaden z nich jednak nie jest też w stu procentach czysty. Choć finał śledztwa nie pozostał tajemnicą do samego końca, to jednak przedzieranie się przez zawiłości fabuły dało mi dużą satysfakcję. Były momenty, kiedy językowo odczuwałam pewien dyskomfort, ale patrząc na całokształt muszę stwierdzić, że małe niedociągnięcia na tym polu są do wybaczenia. Myślę, że mimo chwilami mieszanych odczuć, ostatecznie sięgnę także po kolejny tom tej serii.
PaniBookietowa - awatar PaniBookietowa
oceniła na 6 24 dni temu
Poszukiwacze siódmej księgi Izabela Szylko
Poszukiwacze siódmej księgi
Izabela Szylko
Dżery antypatyczny, angielski prawnik polskiego pochodzenia przybywa do Krakowa na pogrzeb babki, której nie widział kilkanaście lat. W konsekwencji zostaje uwikłany w poszukiwania tajemniczej, ukrytej księgi Mikołaja Kopernika. Pomaga Alicji, lokalnej astronom do której zabiło mu mocniej serce. Wspiera ich starsza pani, sławna blogerka kryminalna - Czesiuchna. O ile Dżerego poznajemy dość dobrze, możemy zaobserwować jego przemianę, a z czasem nawet go polubić, o tyle Alicji nie znamy wcale. Jest ona niespójna, chwilami tajemnicza, mająca zaplanowane kolejne kroki i pomysł na działanie, chwilami rozhisteryzowana, znerwicowana. Wiemy o niej niewiele, nie ma najmniejszego pogłębienia tej bohaterki. Nieźle wypadają bohaterowie drugoplanowi, których jest kilku i każdy jest inny i na swój sposób sympatyczny. Z innych mankamentów to pójście na łatwiznę z nielimitowanymi finansami bohaterów, brak głębiej zarysowanej osoby antagonisty. Nie jest to poziom Roberta Storma, Tomasza NN czy Roberta Karcz. Jest to jednak pokrewna literatura, po prostu nieco słabsza, bardziej wakacyjna, na luzie. Pozycja przy której można miło spędzić czas, ale nie jest to książka do, której z sentymentem wrócę po latach. Ktoś tu napisał, że to Pan Samochodzik dla dorosłych, niestety nie mogę się zgodzić, gdyż w PS jest więcej głębi i treści dla dorosłych, które dostrzega się dopiero po latach. Siódma księga jest bardziej dziecinna :)
GrzegorzAleksander - awatar GrzegorzAleksander
ocenił na 6 1 rok temu
Fenomen z Warszawy Tomasz Duszyński
Fenomen z Warszawy
Tomasz Duszyński
Warszawa, lata 30. XX wieku. Miasto tętni życiem, ale jego mieszkańców zaczyna paraliżować strach. Od kilku miesięcy w różnych częściach stolicy znajdowane są ciała brutalnie zamordowanych kobiet. Sprawą zajmuje się komisarz Antoni Wróbel. Gdy śledztwo nie przynosi rezultatów, policjant decyduje się na nietypowy krok – do pomocy zostaje zaproszony znany warszawski jasnowidz i medium, Stefan Ossowiecki. W sprawę zostaje wciągnięty również legendarny gangster Tata Tasiemka. Czy komisarzowi uda się rozwiązać zagadkę i powstrzymać mordercę? Jeśli znacie mój profil, to wiecie, że kryminały retro mają u mnie szczególne miejsce. Uwielbiam ich klimat – pozwalają przenieść się w czasie i zobaczyć, jak wyglądało życie w Polsce w dawnych latach. Autor świetnie oddaje atmosferę przedwojennej Warszawy: eleganckiej, pełnej kontrastów, ale też niebezpiecznej. Książki Tomasza Duszyńskiego bardzo lubię. Jego serie osadzone w Kłodzku, Strzelinie i okolicach skradły moje serce, dlatego z ogromną ciekawością sięgnęłam również po historię rozgrywającą się w Warszawie. W Fenomenie z Warszawy nie brakuje akcji ani zaskakujących zwrotów fabularnych. Co więcej, warto pamiętać, że w tamtych czasach policja nie dysponowała nowoczesną technologią ani zaawansowanymi metodami kryminalistycznymi. Śledztwa wyglądały zupełnie inaczej niż dziś – liczyła się intuicja, obserwacja i doświadczenie. Tym ciekawiej obserwować, jak bohaterowie próbują rozwikłać tak trudną zagadkę. Dodatkowego smaczku dodaje wątek spirytystyczny i iluzjonistyczny. Pojawiają się seanse, tajemnicze wizje i elementy świata magii, które bardzo ciekawie zostały wplecione w kryminalną intrygę. Bardzo polubiłam też głównego bohatera. Komisarz Wróbel ma swój charakter i styl działania – jest uparty, zdeterminowany i nie cofnie się przed niczym, aby doprowadzić sprawę do końca. Takich bohaterów w kryminałach lubię najbardziej. Zakończenie trochę mnie zaskoczyło i sprawiło, że mam ogromną ochotę sięgnąć po kolejny tom, który – nie ukrywam – już od dłuższego czasu czeka na mojej półce.
myszaczyta - awatar myszaczyta
oceniła na 7 22 dni temu
Katedra Ben Hopkins
Katedra
Ben Hopkins
Powieść Bena Hopkinsa, Katedra, to ambitny projekt literacki, który w swoich założeniach miał stać się monumentalną panoramą średniowiecznego Strasburga. Autor, znany wcześniej głównie jako scenarzysta, podjął się próby stworzenia dzieła totalnego – opowieści o wierze, pieniądzach, władzy i architekturze, skupionej wokół wieloletniej budowy katedry. Efekt końcowy to pozycja, którą oceniam na 6/10. Choć książka olśniewa dbałością o detale historyczne i rozmachem, to jako spójna powieść ugina się pod własnym ciężarem, przypominając budowlę, której projektant zapomniał o solidnym spoiwie łączącym poszczególne kondygnacje. Ambicja kontra rzemiosło Hopkins bez wątpienia wykonał tytaniczną pracę badawczą. Czytelnik zostaje wrzucony w sam środek XIII-wiecznego miasta, czując zapach dziegciu, słysząc stukot młotów kamieniarskich i widząc skomplikowane układy handlowe rodzącego się mieszczaństwa. To rzetelny obraz epoki, w której religijna gorliwość nieustannie ściera się z pragmatyzmem kupców i ambicjami kleru. Jednak to właśnie tutaj zaczynają się schody. Mankamenty: Rozproszenie i brak centrum Największym mankamentem Katedry jest jej narracyjne rozproszenie. Hopkins wprowadza dziesiątki postaci – od biskupów i kamieniarzy, przez żydowskich lichwiarzy, aż po heretyków i ambitne kobiety. Choć każda z tych osób ma swój głos (dosłownie, bo narracja zmienia się w każdym rozdziale), żadna nie zostaje z nami na tyle długo, byśmy mogli się z nią w pełni utożsamić. Postacie stają się jedynie pionkami na szachownicy historii, funkcjami mającymi ilustrować konkretne procesy społeczne, a nie ludźmi z krwi i kości. W efekcie czytelnik często czuje się zagubiony w gąszczu imion i profesji. Kiedy już zaczynamy interesować się losem konkretnego bohatera, autor przeskakuje o kilka lat do przodu i oddaje głos komuś zupełnie innemu. Ta fragmentaryczność sprawia, że emocjonalny ciężar powieści jest niemal zerowy. Budowa katedry, która powinna być mistycznym i fizycznym sercem książki, paradoksalnie często schodzi na dalszy plan, ustępując miejsca drobiazgowym, ale nużącym opisom sporów podatkowych czy prawnych kruczków. Styl: Scenariuszowy chłód Kolejnym słabszym punktem jest styl autora. Hopkins pisze poprawnie, ale bardzo zachowawczo. Widać w tym rękę scenarzysty – sceny są skonstruowane pod kątem wizualnym, dialogi są sprawne, ale brakuje tu literackiej magii, która wyróżnia dzieła takie jak Filary ziemi Kena Folletta czy proza Umberto Eco. Język jest przezroczysty do bólu, co przy tak monumentalnej objętości (ponad 600 stron) sprawia, że lektura staje się momentami męczącym obowiązkiem, a nie czystą przyjemnością.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 6 1 miesiąc temu

Cytaty z książki Żadnych bogów, żadnych panów

Więcej
Grzegorz Dziedzic Żadnych bogów, żadnych panów Zobacz więcej
Więcej