Wyprawa do gwiazd

Okładka książki Wyprawa do gwiazd
Alfred Elton van Vogt Wydawnictwo: Wydawnictwo Iskry Seria: Fantastyka - Przygoda fantasy, science fiction
175 str. 2 godz. 55 min.
Kategoria:
fantasy, science fiction
Format:
papier
Seria:
Fantastyka - Przygoda
Tytuł oryginału:
Mission to the stars
Data wydania:
1981-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1981-01-01
Liczba stron:
175
Czas czytania
2 godz. 55 min.
Język:
polski
ISBN:
8320703964
Tłumacz:
Marek Marszał
Średnia ocen

                6,2 6,2 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Wyprawa do gwiazd w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Wyprawa do gwiazd

Średnia ocen
6,2 / 10
79 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
572
559

Na półkach:

Aj, teraz już tak się nie pisze, dobry sf w tym starym dobrym stylu. Po pierwsze Van Vogt wie o czym mówi, jego wiedzą z astrofizyki jest dodatkowym atutem, który sprawia, że wiadomości nie są wyssane z palca, po drugie trzeba naprawdę docenić, że jak na tamte czasy rozmach a nawet rozpasanie wyobraźni autora jest w stanie zaspokoić gusta człowieka w XXI wieku. Po trzecie autor wierzy w swojego czytelnika i jego inteligencję, nie stawia tak kawy na ławę, żongluje czasem i przestrzenią i dzięki temu książka jest ciekawsza niż obecne guano, które się wydaje. Pomyśl jest ekstra, fabuła ciekawa, mimo, że książka jest stara czyta się jednym tchem, nie jest to może książka idealna ale bardzo dobra na wakacje. Serdecznie polecam koneserom sf, którzy lubią starocie.

Aj, teraz już tak się nie pisze, dobry sf w tym starym dobrym stylu. Po pierwsze Van Vogt wie o czym mówi, jego wiedzą z astrofizyki jest dodatkowym atutem, który sprawia, że wiadomości nie są wyssane z palca, po drugie trzeba naprawdę docenić, że jak na tamte czasy rozmach a nawet rozpasanie wyobraźni autora jest w stanie zaspokoić gusta człowieka w XXI wieku. Po trzecie...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

155 użytkowników ma tytuł Wyprawa do gwiazd na półkach głównych
  • 106
  • 49
71 użytkowników ma tytuł Wyprawa do gwiazd na półkach dodatkowych
  • 49
  • 8
  • 7
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Wyprawa do gwiazd

Inne książki autora

Okładka książki If. Worlds of Science Fiction. Vol. 1 Philip José Farmer, Daniel F. Galouye, Raymond F. Jones, R.A. Lafferty, C. C. MacApp, Rog Phillips, Frederik Pohl, Lester del Rey, James H. Schmitz, Clifford D. Simak, Kurt Vonnegut, Robert Moore Williams, Alfred Elton van Vogt
Ocena 7,2
If. Worlds of Science Fiction. Vol. 1 Philip José Farmer, Daniel F. Galouye, Raymond F. Jones, R.A. Lafferty, C. C. MacApp, Rog Phillips, Frederik Pohl, Lester del Rey, James H. Schmitz, Clifford D. Simak, Kurt Vonnegut, Robert Moore Williams, Alfred Elton van Vogt
Okładka książki The Mammoth Book of Golden Age Science Fiction: Ten Classic Stories from the Birth of Modern Science Fiction Writing Isaac Asimov, Fredric Brown, A. Bertram Chandler, C. L. Moore, Lester del Rey, Ross Rocklynne, T. L. Sherred, Theodore Sturgeon, Jack Williamson, Alfred Elton van Vogt
Ocena 0,0
The Mammoth Book of Golden Age Science Fiction: Ten Classic Stories from the Birth of Modern Science Fiction Writing Isaac Asimov, Fredric Brown, A. Bertram Chandler, C. L. Moore, Lester del Rey, Ross Rocklynne, T. L. Sherred, Theodore Sturgeon, Jack Williamson, Alfred Elton van Vogt
Okładka książki Stare dobre czasy Brian W. Aldiss, Poul Anderson, Gordon R. Dickson, Gardner Dozois, Cyril M. Kornbluth, Ursula K. Le Guin, Fritz Leiber, Murray Leinster, H. Beam Piper, Cordwainer Smith, James Tiptree, Jack Vance, Roger Zelazny, L. Sprague de Camp, Alfred Elton van Vogt
Ocena 6,3
Stare dobre czasy Brian W. Aldiss, Poul Anderson, Gordon R. Dickson, Gardner Dozois, Cyril M. Kornbluth, Ursula K. Le Guin, Fritz Leiber, Murray Leinster, H. Beam Piper, Cordwainer Smith, James Tiptree, Jack Vance, Roger Zelazny, L. Sprague de Camp, Alfred Elton van Vogt
Alfred Elton van Vogt
Alfred Elton van Vogt
Alfred Elton van Vogt (ur. 26 kwietnia 1912 w prowincji Manitoba, zm. 26 stycznia 2000 w Los Angeles) - kanadyjski pisarz science-fiction. Debiutował w 1939 roku. Pięć lat później na stałe przeprowadził się do USA. Był dwukrotnie żonaty. Jego pierwsza żona, Edna Mayne Hull, również pisarka, zmarła w 1975. Druga żona van Vogta, Lydia, była z pochodzenia Polką. Pod koniec życia cierpiał na chorobę Alzheimera.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Ostatni dzień stworzenia Wolfgang Jeschke
Ostatni dzień stworzenia
Wolfgang Jeschke
„Ostatni dzień stworzenia” Wolfganga Jeschke to bardzo intrygująca pozycja. Niestety wydana w Polsce w latach 80. i od tamtej pory nie wznawiana, co uważam za wielką stratę. Mam nadzieję, że ktoś ruszy tę sprawę. Autor ma ciekawy dorobek, który warto byłoby przybliżyć czytelnikom. Opowieść zaczyna się od wprowadzenia, które przedstawia czytelnikowi kilka nietypowych artefaktów przewijających się przez ręce badaczy amatorów. Ostatecznie stają się one centrum zainteresowania CIA. Niby nic dziwnego, jeśli ktoś lubi teorie spiskowe, to takich historii znajdzie zapewne na pęczki. Kłania się tak zwana zakazana archeologia. Fragment ten jest dość specyficzny, żeby nie powiedzieć ciężki. Bywa, że w jednym akapicie przelatujemy przez kilkadziesiąt lat, śledząc, jak dany artefakt przechodził z rąk do rąk. Dalej zaczyna się już opowieść bardziej klasyczna, skupiona na konkretnej sprawie i osobach. Opisane wcześniej znaleziska skłaniają część amerykańskiego dowództwa do wdrożenia tajnego projektu, który przyczynia się między innymi do zamknięcia programu lotów kosmicznych. Finanse, nawet amerykańskie, nie są workiem bez dna, więc potrzebne są priorytety. Wizja admirała Williama W. Francisa jest szalona, ale może przynieść wielkie korzyści narodowi amerykańskiemu. Co z tego, że naukowcy zaangażowani w projekt wykazują jak wiele może pójść źle. Przecież wysłanie ludzi w odległą przeszłość w celu przepompowania ropy z terenów Bliskiego Wschodu na zachód nie może być skomplikowanym przedsięwzięciem. Brzmi jak marzenie Rockefellera? Jeszcze kwestia czy nie zadziała tu chociażby paradoks dziadka. Bohaterem głównym tej historii jest Steve Stanley, pilot amerykańskich sił zbrojnych oraz NASA który dostaje interesującą ofertę udziału w tajnej misji bez możliwości kontaktu z ojczyzną. Nie jest do końca przekonany, ale ciekawość zwycięża i właściwie w ciemno decyduje się na nieznane ryzyko. Nie on jeden zresztą. W przeszłość wyruszają specjaliści z różnych dziedzin, żołnierze oraz tony potrzebnego sprzętu i zaopatrzenia. Stanley nie będzie zatem osamotniony. Czy misja okaże się sukcesem, to warto przekonać się samemu. Relacje pomiędzy bohaterami opisane w książce są mocno uproszczone. Jedne powiązania obserwujemy jeszcze przed przerzutem w przeszłość. Inne, już w drugiej części fabuły, ale wtedy wiele z nich buduje się zakulisowo. Na spory plus postrzegam to, że autor wziął pod uwagę, iż nie każdy człowiek tak samo zniesie podróż w czasie i zderzenie z nieoczekiwaną, mocno skomplikowaną sytuacją. No i są też różne postacie dość… nietypowe. Bardzo ciekawe jest w tej opowieści przedstawienie teorii i praktyki budowania nowych rzeczywistości poprzez zmiany, jakie zachodzą na skutek działań tych, którzy zostali wysłani w przeszłość. W pierwszej części tej historii autor próbował wyjaśnić różne niuanse całego eksperymentu, wątpliwości naukowych oraz planów. Było to ciekawe jednak absolutnie niewystarczające. Momentami narracja mocno się komplikowała i było trudno przebić się przez tekst pełny „naukowego bełkotu”. Nie było tego dużo, ale zdarzało się. W ogóle miałem wrażenie, że język, jakim napisana jest ta książka, a właściwie tłumaczenie, jest nieco siermiężne. Zdecydowanie nie jest to lekka i prosta lektura. Sporo rzeczy dzieje się poza główną akcją, a część postaci jest zarysowana tylko szablonowo. Nie jest to żadnym zaskoczeniem, ponieważ cała fabuła mieści się zaledwie na 128 stronach, trudno więc nazwać to nawet powieścią. Jest to bardziej nowela. Autor wziął na warsztat wspaniały i oryginalny pomysł, jednak nie było miejsca, żeby go odpowiednio rozwinąć. Czytelnik mniej więcej w połowie dowiaduje się całego mnóstwa informacji o tym, jak wygląda sytuacja w świecie przeszłości. Nie ma jednak szczegółowych wyjaśnień. Ubolewam nad tym bardzo, bo cenię kompletne kreacje światów. Tu widać zarys polityki, konfliktów i życia. Można dopowiedzieć sobie naprawdę dużo, ale to mnie nie zadowala. Z pewnym uśmiechem przyjąłem kilka motywów, które rozpozna ktoś znający nawet powierzchownie Stary Testament. Jest też przynajmniej kilka fragmentów, które były dla mnie niezbyt logiczne. Jednak przy każdym takim przebłysku przypominałem sobie, że czytam fantastykę, historię alternatywną, fantastykę naukową, gdzie w użyciu są atomowe granaty, a małpy… no dobra to sobie doczytajcie, albo domyślcie się. Polskie wydanie tej książki pojawiło się w 1987 rok, w zwyczajowym jak na tamte czasy nakładzie, stu tysięcy egzemplarzy. To niesamowite jak wiele się zmieniło i dziś wydawcy mają często kłopot z wyprzedaniem zaledwie stu czy dwustu sztuk jakiegoś tytułu. Za publikację była odpowiedzialna Krajowa Agencja Wydawnicza. Wracając jednak do książki to jest to wydanie bardzo budżetowe. Cienka okładka z mizerną grafiką na froncie. Tyle że wpisuje się ona w klimat opowieści – zza kotary przedstawiającej drzewa wyjeżdża Jeep z żołnierzami i karabinem maszynowym. Całkiem wymowne. Tylna okładka jest biała. Znajduje się tam tylko logo Agencji, ISBN oraz cena. Wewnątrz tekst jest ściśnięty oraz wydrukowany małą czcionką. Na obrazki nie ma co liczyć. Jedyny akcent kolorystyczny to różowe nagłówki z tytułami rozdziałów. Książka ocalała w całkiem dobrym stanie. Arkusze trzymają się na dwóch zszywkach i jest to efektywne nawet do dziś. Cena w 1987 roku wynosiła 150 zł, ale przeciętne wynagrodzenie, według ZUS wynosiło wtedy ponad 29 tysięcy złotych. Dziś przeciętne wynagrodzenie to podobno 8 tysięcy, a książka średnio kosztuje 60 zł. Matmę zróbcie sobie sami. „Ostatni dzień stworzenia” zrobił na mnie wrażenie, bo uderzył celnie w kilka paskudnych ludzkich cech, przede wszystkim w chciwość i upartość. Autor wysnuł bardzo ciekawe idee na temat podróży w czasie, starał się dać temu podbudowę pseudonaukową. Wyszło fajnie, chociaż momentami naprawdę naiwnie i z dzisiejszej perspektywy już trochę nieaktualnie. Nie zmieniła się za to kwestia antagonizmów światowych. Tak czy owak, książka nie straciła swojej rozrywkowej funkcji. Nie uleciało także nic z pomysłowości, która może zawstydzić naprawdę wielu twórców. To, że opowieść Wolfganga Jeschke posłużyła za bazę do koncepcji gry komputerowej „Original War” uważam za bardzo fortunne. Uwielbiam tę grę i wracam do niej już blisko 20 lat. Różnice między fabułą gry a książki są drastycznie wielkie. Zdecydowanie historia literacka dała twórcom gry tylko i wyłącznie podstawowy zarys pomysłu fabularnego. Na pewno nie można powiedzieć, że gra w jakiś szerszym stopniu jest adaptacją książki. Polecam tę opowieść wszystkim fanom gry „Original War”, można fajnie prześledzić, jakie pomysły, tak czy inaczej zostały użyte przez deweloperów. Jest kilka smaczków. Na pewno jest to też pozycja dobra dla osób lubiących nietypową fantastykę. O ile sama podróż w czasie nie jest tematem nowatorskim, to już cofanie się w realia mocno przed biblijne jest ciekawym i nieczęsto eksploatowanym pomysłem. Dinozaurów nie ma, ale też jest… dobrze. Recenzja pierwotnie opublikowana na stronie: https://www.facebook.com/SoFiK.DamianPodoba/
SoFiK - awatar SoFiK
ocenił na 7 1 rok temu
Krypta Bestii Alfred Elton van Vogt
Krypta Bestii
Alfred Elton van Vogt
Kooot! [w :] Alfred Elton van Vogt, Krypta bestii "Krypta bestii” van Vogta to zbiór opowiadań. Te opowiadania są różne, jedne dłuższe na kilkadziesiąt stron po nawet bardzo krótkie. Są to opowiadania science fiction traktujące o podróżach w czasie, o kosmicznych peregrynacjach, o relacjach z innymi rasami na gruncie obyczajowym, chociażby relacje typowo partnerskie, w kontekście damsko – męskim. Opowiadania, nawet te długie są formą krótką, nawet te teoretycznie dłuższe i skończoną, choć zdarza się, że z jednego opowiadania powstają książki, czasem nawet cykle, chociażby nasz „Wiedźmin” Sapkowskiego, inne mają potencjał, ale autorzy ich dalej nie rozwijają, bo mają inne zajęcia. Te opowiadania z tego zbioru raczej wielkiego potencjału tego typu nie mają i chyba autorowi o to dokładnie chodziło. Są krótkie treściwe, są jakimś luźnymi fragmentami rzeczywistości literackich, raczej nieskomplikowanych. W sumie ta forma ekspresji literackiej może być ciekawa dlatego warto czasem do zbiorów opowiadań zaglądać. Ja swoim zwyczajem wybieram jedno, ma ono bardzo swojski tytuł „Koot”. Fabuła opowiadania zaczyna się całkiem zwyczajnie. Kumple siedzą w knajpie, tańczą, popijają trunki, słuchają muzyki, luźno rozmawiają, itp., choć nie tylko luźno, bo w dyskursie pojawiły się tematy filozoficzne, w szczególności pytania o naturę ludzką. Do stolika tej grupy rozmówców zbliża się tajemniczy nieznajomy, bo zaintrygował go przebieg tej rozmowy, a konkretnie zagadnienie, problem jaki się pojawił w dyskursie. Zarówno czytelnik, jak i zapewne goście siedzący przy stoliku, dowiadują się, że nieznajomy spotkany w lokalu jest naukowcem,, biologiem. Postanowił zainteresować nowych znajomych pewną, dziwną historią. Otóż opowiada on niezwykłą historię, o spotkaniu z kotopodobną bestią z kosmosu. Rzecz jasna to rodzaj kamuflażu, bo zielony ludzik, czy jak tam niewyobrażalnie może wyglądać kosmita wzbudziłby niemałą sensacje, a tego przybysz z odległej planety z drugiego końca Drogi mlecznej chciał uniknąć. Bohater dokonał szczegółowej analizy anatomicznej i jest pewny, że kotem to on nie jest, czy zwykły człowiek poradziłby sobie równie dobrze, nie wiem. Tak czy siak obydwoje rozmówców człowiek i jak się okazało kosmita w ciele kota w etykietki się nie wczuwali, nazwali rozmowę spotkaniem z kotem. No i niczym bohaterowie książek Pilipiuka, ten bohater miał okazję z kotem sobie pogadać. Kotek opowiedział, że jest gościem z kosmosu, że jest studentem, który w ramach czegoś w rodzaju dyplomowej kosmicznej podróży przez galaktykę, na zakończenie studiów, poznaje cywilizacje galaktyki. Ta peregrynacja przez wielkie przestrzenie kosmosu ma trwać bagatela tysiąc lat. Szkoda. że rozmówca z Ziemi, nie zapytał ile trwają studia u nich, o i w ogóle ile żyją, wiemy tylko, że nie wiecznie, ale tyle co elfy z kilku uniwersów fantasy spokojnie zapewne. Student – kosmita - kot ma za zadanie porozmawiać z jedną istota z danego gatunku, zabrać jakiś artefakt o obdarować delikwenta życiem na tyle długim że niemal wiecznym. Kiciuś dostał od ziemianina krzyżyk z wizerunkiem Jezusa Chrystusa, dowiedział się, że ziemianie są ludźmi religijnymi. No i to koniec całej historii. W sumie nie wiemy czy goście, rozmówcy z lokalu uwierzyli w tą niezwykłą historię i jak dużo czasu minęło od rozmowy z futrzakiem. Pytań byłoby więcej, ale opcji na ich zadawanie nie ma zbyt wiele. Atutem opowiadania jest, że pojawiła się możliwość do pofilozofowania. Ciekawe, czy gdyby kotek miał okazję pogadać z większą ilością ludzi to odpowiedź byłaby ta sama? No ale tego się nie dowiemy, autor również nie jest tym zainteresowany. Te opowiadanie jest interesujące. Książka jest ciekawa. Polecam
Krzysztof Baliński - awatar Krzysztof Baliński
ocenił na 6 5 lat temu
Druga planeta słońca Ogg Péter Lengyel
Druga planeta słońca Ogg
Péter Lengyel
W moich poszukiwaniach literackich, no i dobrej literatury science fiction przy okazji również znalazłem na półce w bibliotece książkę Petera Lengyela zatytułowana „Druga planeta od słońca Ogg” i jest to niezwykle oryginalna pozycja z jednej strony analogiczna jest koncepcja, która pojawia się w „Powrocie z gwiazd" Stanisława Lema, tyle, że w książce węgierskiego pisarza mamy powrót astronautów po 600 latach, oczywiście było to któreś pokolenie w kosmosie, główny bohater Eelianin Igo Vandar urodził się na statku kosmicznym, część załogi była zahibernowana i wybudzana była co jakiś czas, a część tak jak Igo właśnie całe życie podróżowali w kosmosie. A jak już trafili na ojczystą planetę, musieli się uczyć na nowo, począwszy od mowy, po tym jak funkcjonować w codziennych, rutynowych czynnościach. Ekspedycja wyruszała w roku 6100, kiedy to cywilizacja tej planety była u szczytu rozwoju i gospodarkę stać było na wysyłanie drogich ekspedycji ,żeby wyjaśnić: co za licho siedzi w tym kosmosie? Dwóch rzeczy się dowiedzieli, że istnieją jacyś Obcy, który robią rozróby w kosmosie urządzają jakieś wojny światów, żeby zagarnąć dobra planet, a tubylców wycinają w pień, albo wykorzystują jako niewolników. Ale dowiedzieli się jeszcze czegoś ciekawszego, że istnieją jacyś inni ludzie zwani homo sapiens z planety Ziemia. Co prawda na tą chwilę, 500 r. p. n. e. pożytku z nich nie ma wielkiego, ale dobrze zinterpretowali zagadnienie, że ta cywilizacja ma duży potencjał. Czyżby Eelianie zachowywali się jak Proteanie, albo Żniwiarze z „Mass Effecta”. Jedni i drudzy robili lustracje inteligentnych istot galaktyki. Pierwsi działali w dobrych intencjach, szukając sojuszników, żeby uporać się z zagrożeniem jaki robią Żniwiarze, a drudzy, żeby niszczyć na swojej drodze co się da, przy okazji pasożytniczo wykorzystywać potencjał jaki dają cywilizacje. Są dowody w uniwersum Mass Effecta, że Ziemia była przez wieki obserwowana i wnioski były wyciągane. No ale wracając, do tej książeczki, 2500 lat później Ziemianie peregrynując kosmos trafili na Eeli i znaleźli tam inny gatunek człowieka. Mogło dojść do jakiejś wojny pierwszego kontaktu, ale jednak obie, braterskie cywilizacje przekonały się do siebie, no i do tego, że potrzebują siebie, bo jest duże zagrożenie ze strony Obcych z kosmosu i trzeba walczyć w kosmicznej wojnie ramię w ramię, "za wolność naszą i waszą". Potem akcja nabrała rozpędu. Silniki rakiet zostały odpalone i wszelki sprzęt wojskowy jest przygotowany do kosmicznej walki. Oczywiście mamy mnóstwo spekulacji socjologiczno – filozoficznych co się dzieje na Eeli w roku 6700, przypominam 2500 lat temu. Poznajemy szczegółowo funkcjonowanie społeczności tej planety . No i jak zwykle w literaturze science fiction, jest mnóstwo ekologicznych postulatów, że trzeba dbać o planetę. Pod kątem filozoficznym oczywiście są moralne koncepcje jak to wszystko działa. Ale również motywy kosmiczne, że z logicznego punktu widzenia, że jeżeli istnieje jedna społeczność istot inteligentnych w kosmosie to musi istnieć takich bytów dużo więcej. Pytania są tego typu, czy cywilizacje jeśli już wpadną na siebie będą za wszelką cenę rywalizować czy znajdą sposoby na pokojową koegzystencję? Ciekawe motywy były w grach i książkach Drew Karpyshyna „Mass Effect” , klasyk to „Wojna światów” Herberta Georga Wellsa”, no i przede wszystkim „Odyseja Kosmiczna 2001”, i kolejne części, Arthura Charlesa Clarka i wiele innych pozycji książkowych, które można wymieniać praktycznie w nieskończoność. Oryginalne u Lengyela na pewno jest to, że w kosmosie ludzie nie muszą pochodzić tylko z Ziemi i nie chodzi wcale o motywy kolonizacyjne, o czym wspomina wiele książek z gatunku sf, ale ta ewolucja może przebiegać niemal identycznie na innej planecie niż na naszej Ziemi. Książkę na pewno warto przeczytać. Polecam
Krzysztof Baliński - awatar Krzysztof Baliński
ocenił na 8 4 lata temu
Wojna skrzydlatych Poul Anderson
Wojna skrzydlatych
Poul Anderson
“Wojna skrzydlatych” to krótka powieść SF Poula Andersona. Nie jest najlepszą książką tego autora ale w żadnym wypadku nie jest zła. Napisana pod koniec lat 50tych zeszłego wieku, ma w sobie zarówno cechy literatury typu pulp, jak i trochę bardziej “współczesnego” hard SF. Fabuła śledzi poczynania trójki rozbitków na obcej planecie, którzy utkwili z dala od wszelkich ośrodków ludzkiej cywilizacji. Pomóc im mogą jedynie tubylcy, czyli rasa tytułowych “skrzydlatych” obcych. Niestety pomiędzy obcymi trwa zażarta wojna i nie w głowie im pomaganie jakimś dziwnym przykutym do ziemi istotom. Czasu na znalezienie wyjścia z tej sytuacji, nasi bohaterowie mają niewiele, ponieważ ich zapasy żywności są ograniczone, a nic co rośnie na tej obcej planecie nie jest zdatne do spożycia przez człowieka. Jak to u Andersona bywa, mamy świetnie wykreowany świat oraz bardzo wyraziste postaci. Zarówno główni, ludzcy, bohaterowie jak i przedstawiciele obcej rasy, pomimo ograniczonych rozmiarów powieści, pokazani są w naprawde ciekawy sposób. Prawie każdy z nich ma unikalne cechy, jakieś cele, konkretne miejsce w tym co dzieje się wkoło oraz własną opinię na temat następujących wydarzeń. Nie ma tutaj postaci “papierowych”. Tak samo świat przedstawiony, planeta Diomedes, wykreowany został po mistrzowsku. Nie jestesmy zasypywani detalami, ale otrzymujemy na tyle dużo informacji, żeby zrozumieć tło historii. To w jaki sposób działa świat ma dla czytelnika sens, a zarazem też znaczenie dla fabuły. Przede wszystkim jest to miejsce ciekawe i obce, odmienne od Ziemi, co jest chyba ważne w SF. Dużo słabiej wypada sama fabuła, jest dość prostolinijna i szczerze mówiąc, oprócz kilku małych zwrotów, raczej nic wielkiego tu się nie dzieje. To właśnie fabuła nosi największe znamiona ery pulpu. Ale to nie znaczy, że książka jest przez to słaba. “Wojna skrzydlatych” to naprawdę fajne, klasyczne lekko hard (xD) SF. Szczerze mówiąc, pośród współczesnych dzieł nurtu, ze świecą szukać równie solidnej pozycji. Dużo bardziej wolę prostą fabułę ale osadzoną w ciekawych i wiarygodnych ramach świata przedstawionego niż ciągnące się tomami opasłe sagi, gdzie może i jest sporo akcji, ale całość z trudem trzyma się kupy. Ciekawe jest to, że gdzieś z tej historii wypływa wniosek, że nie ma co skupiać się na różnicach pomiędzy rasami/klanami jednego gatunku, bo to tylko ogranicza a wspólne działania pozwolą na rozwój wszystkich (z małą pomocą kosmicznego kapitalizmu xD). “Wojna Skrzydlatych” to lektura na maks 2 - 3 godzinki i biorąc pod uwagę jaki daje zwrot za tak niewielką inwestycje czasu, dla fana nurtu jest strzałem w dziesiątkę. Wystawiam sześć planetolotów na dziesięć!
PsychedelicWarlord - awatar PsychedelicWarlord
ocenił na 6 3 lata temu
Człowiek Plus Frederik Pohl
Człowiek Plus
Frederik Pohl
Podbój kosmosu to jedna z tych gałęzi nauki, ekonomii i pokonywania ludzkich słabości, która interesuje chyba w mniejszym lub większym stopniu każdego. W okresie zimnej wojny kosmiczny wyścig był elementem walki – ideologicznej, technologicznej a także światopoglądowej. Rządy głównie USA i ZSRR prześcigały się w tym co kto zrobi pierwszy – co dość ciekawe, do czasu misji Apollo 11 wyścig ten wygrywał Związek Sowiecki. Pierwszy sztuczny satelita? Sputnik-1. Pierwsza żywa istota w kosmosie? Łajka. Pierwsze udane lądowanie na innym niż Ziemia ciele niebieskim? Łuna 9. Obsesja Amerykanów żeby w końcu przegonić Rosjan była ogromna. Podobnie jest w powieści Frederika Pohla. Chociaż brzmi kusząco, Człowiek Plus to nie nazwa nowego programu społecznego wprowadzanego na terenie Rzeczpospolitej. Człowiek Plus to główny bohater książki Pohla – cyborg, ulepszony człowiek, a w zasadzie maszyna z ludzkimi elementami. Główną osią fabuły Człowieka Plus jest wyścig i założenie kolonii na Marsie. Ziemia, przeludniona, zniszczona, targana konfliktami i wciąż będąca w zimnej wojnie, stoi w punkcie zwrotnym. Albo coś się zmieni, ludzie zaczną podbijać kosmos – albo zniszczą się na swojej rodzimej planecie. Amerykanie wymyślają więc program, który ma na celu założenie stałej kolonii na Czerwonej Planecie. Zbiegiem okoliczności w centrum tego programu staje Roger Torraway – krajowy bohater, który z przerażeniem dowiaduje się, że po śmierci swojego przyjaciela musi zostać poddany fizycznym zmianom, żeby przystosować jego ciało do życia na Marsie… Człowiek Plus to ciekawa historia. To opowieść o poświęceniu, o tym jak wiele jesteśmy w stanie oddać, żeby zrealizować wizję i plany swojego państwa. To opowieść o zdradzie, o tym jak bardzo ludzie, którzy nas otaczają nie doceniają tego poświęcenia, któremu się poddaliśmy, jak bardzo chcą nas wykorzystać i zostawić, kiedy cel został już spełniony. To opowieść o niewierności, o ludzkiej głupocie, o fałszywych przyjaciołach. O samotności. Ale to też opowieść o nadziei. O ratunku. O wielkich czynach. O miłości odkrytej i wielkiej. O Bogu. A także o maszynach, które budują świadomość.
StrongSilentType__ - awatar StrongSilentType__
ocenił na 7 7 miesięcy temu
Wędrowiec Fritz Leiber
Wędrowiec
Fritz Leiber
Fritz Leiber, uznany mistrz science fiction i fantasy, w "Wędrowcu" stworzył niezwykłą opowieść, która zachwyca rozmachem i głębią. To nie tylko klasyczna powieść z gatunku science fiction, ale także fascynująca podróż przez filozoficzne rozważania o naturze wszechświata i ludzkiej egzystencji. Akcja książki rozpoczyna się, gdy tajemniczy obiekt - tytułowy Wędrowiec - pojawia się nagle w pobliżu Ziemi, wywołując chaos i panikę. Historia jest opowiadana z perspektywy różnych postaci, zarówno ludzi, jak i istot pozaziemskich, co nadaje jej wielowymiarowości i pozwala czytelnikowi spojrzeć na wydarzenia z różnych perspektyw. Leiber doskonale buduje napięcie, łącząc wątki katastroficzne z intymnymi historiami bohaterów. Jego narracja jest barwna i pełna detali, co sprawia, że świat przedstawiony wydaje się niezwykle realistyczny. Jednocześnie autor zadaje pytania o granice ludzkiej wiedzy, miejsce człowieka we wszechświecie i relacje między różnymi formami życia. "Wędrowiec" to książka, która łączy w sobie wartką akcję, emocje i intelektualne wyzwania. Leiber udowadnia, że literatura science fiction może być czymś więcej niż tylko rozrywką – jest tu przestrzeń na głębokie refleksje i poruszające obrazy. Polecam tę powieść zarówno miłośnikom klasycznej fantastyki naukowej, jak i tym, którzy szukają książki skłaniającej do myślenia. "Wędrowiec" to prawdziwa perełka, która z pewnością zapadnie w pamięć na długo. Nie przegapcie tej niezwykłej przygody!
Lucyferus - awatar Lucyferus
ocenił na 7 1 rok temu
Ósmy krąg piekieł Krzysztof Boruń
Ósmy krąg piekieł
Krzysztof Boruń
Pojęcie piekła „ Porzućcie wszelką nadzieję wy, którzy tu wchodzicie” – grzmiał wielki Dante Alighieri, kiedy opisywał piekło. Dziewięć kręgów, wśród nich ten ósmy – dla oszustów, czarowników, skorumpowanych polityków, schizmatyków, alchemików… Czy książka Krzysztofa Borunia „Ósmy krąg piekieł” o tym właśnie jest? Nic bardziej błędnego. To opowieść typu science – fiction, starego typu, w której więcej człowieka niż maszyn. Napisał ją człowiek, który był miłośnikiem nauki, zwłaszcza astronautyki. Dziś trochę zapomniany… a szkoda. Omawiana przeze mnie jego powieść jest przede wszystkim tekstem o ludzkości, o tym jaka może być, jeśli tylko zechce. Bo tu jest dobrze. Po prostu człowiekowi na tej planecie jest dobrze. Świat spokojny. Wszyscy happy. Jak w tym świecie odnajdzie się mnich inkwizytor z 1593 roku Modestus Munch? Kiedyś skazywał heretyków na śmierć. Teraz nagle znalazł się pod koniec XXI wieku na planecie, która ciągle była Ziemią. Ale jakże inną… I tu zaczynają się refleksje teologiczno – światopoglądowe. Czytałam już kilka książek typu s-f na podobny temat. Nie były ciekawe. Raziły pustotą skojarzeń, brakiem podstaw filozoficznych i raczej budziły śmiech niż skłaniały do refleksji. Tym razem jest inaczej. Mnich z pomocą życzliwych mu ludzi próbuje adaptować się w zupełnie nowych czasach i środowisku. Wszystko właściwie toczy się powoli. Nikt nikogo nie pogania. Modestus poznaje nową rzeczywistość, nową technikę, wszystkiego dotyka, doświadcza. Czynimy to wraz z nim. Wizja nowego świata też nas interesuje. Nie jesteśmy jednak nią zasypywani. W centrum nadal pozostaje człowiek, a wszystko, co skonstruował służy mu. Czy inkwizytor to zrozumie? Oczywiście pojawiają się wątpliwości. Bo gdzie w tym wszystkim jest Bóg? Na świat patrzymy głównie oczyma starego mnicha. Widzimy jak rodzą się jego zwątpienia, ale raczej ich nie popieramy. Chociaż… może ma rację, bo spotyka na swej drodze tych, co się nie zgadzają z obrazem aktualnych dni. Znaków zapytania jest coraz więcej. Trzeba zapytać papieża, wszak to osoba, która powinna wszystko wiedzieć. Papież za czasów Modestusa też był. Trzeba więc do Rzymu…. Toczy się mądra rozmowa… a może nie? Gdzie w owych przyszłych czasach jest miejsce na nieśmiertelną duszę? Może trzeba umrzeć, żeby ją ocalić? I tak powoli, krok po kroku brnęłam w treść opowieści o tym, co by było gdyby… Chwilami aż miałam ochotę pogadać z naszym głównym bohaterem, wytłumaczyć mu, że jedno nie wyklucza drugiego, że można tak żyć, że najważniejsze to nie krzywdzić… Słowem, niewielka książka trochę zapomnianego pisarza wryła mi się mocno w pamięć. Autor opisując przyszłość skupia się na potrzebach człowieka, na jego postawie wobec bliźniego. Nikogo nie potępia. Daje jednak możliwość wyboru. Mnichowi też. Jest to zatem zupełnie inne s-f niż to, do którego ostatnio przywykliśmy. Bardziej mu do Verna niż Lema. Ten pierwszy zachwycał się zdobyczami techniki, które służyły człowiekowi do osiągnięcia celu. Ten drugi ostrzegał, że maszyna może stać się zagrożeniem dla jej konstruktora. U Borunia jest równowaga. Może to i spojler, ale niech zachęci was do sięgnięcia po tę książkę...
gks - awatar gks
ocenił na 7 9 miesięcy temu

Cytaty z książki Wyprawa do gwiazd

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Wyprawa do gwiazd