Wizerunek człowieka rudego

Okładka książki Wizerunek człowieka rudego
Hugh Walpole Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy Seria: Seria Grozy (PIW) horror
236 str. 3 godz. 56 min.
Kategoria:
horror
Format:
papier
Seria:
Seria Grozy (PIW)
Tytuł oryginału:
Portrait of a man with red hair
Data wydania:
1975-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1975-01-01
Liczba stron:
236
Czas czytania
3 godz. 56 min.
Język:
polski
Tłumacz:
Magdalena Lipska
Średnia ocen

                5,6 5,6 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Wizerunek człowieka rudego w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Wizerunek człowieka rudego

Średnia ocen
5,6 / 10
48 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
93
89

Na półkach:

Rzeczywiście, maniera pisarska Autora wydaje się nieco anachroniczna, jak na moją – raczej współczesną, wrażliwość estetyczną. Głównie chodzi mi o język książki, w szczególności dialogi. Trudno jest mi sobie wyobrazić wypowiadanie w krytycznych momentach akcji długich na całe stronice tyrad. I ten trzydziestopięcioletni bohater książki, który nie miał jeszcze żadnych doświadczeń erotycznych – to trudne do wyobrażenia, choć przyznaję – możliwe... Bardzo szczegółowe i plastyczne są opisy miejsc oraz detali, będących tłem kreślonej akcji, poza tym dużą uwagę skupia Autor na psychice głównego bohatera, jego przemianie na skutek traumatycznych przeżyć, ale też i na pozostałych osobach uwikłanych w zarysowany konflikt. Mimo uwag, które wcześniej wyraziłem, całą rzecz oceniam pozytywnie, książka wzbudza zainteresowanie (łącznie z ilustracjami Dudy-Gracza) i pozostaje w pamięci.

Rzeczywiście, maniera pisarska Autora wydaje się nieco anachroniczna, jak na moją – raczej współczesną, wrażliwość estetyczną. Głównie chodzi mi o język książki, w szczególności dialogi. Trudno jest mi sobie wyobrazić wypowiadanie w krytycznych momentach akcji długich na całe stronice tyrad. I ten trzydziestopięcioletni bohater książki, który nie miał jeszcze żadnych...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

129 użytkowników ma tytuł Wizerunek człowieka rudego na półkach głównych
  • 70
  • 59
31 użytkowników ma tytuł Wizerunek człowieka rudego na półkach dodatkowych
  • 23
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Wizerunek człowieka rudego

Inne książki autora

Okładka książki Tales from the Dead of Night: Thirteen Classic Ghost Stories Edward Frederick Benson, Marjorie Bowen, L.P. Hartley, William Fryer Harvey, W.W. Jacobs, Montague Rhodes James, Chico Kidd, Rudyard Kipling, Edith Nesbit, Ruth Rendell, Saki, Hugh Walpole, Edith Wharton
Ocena 0,0
Tales from the Dead of Night: Thirteen Classic Ghost Stories Edward Frederick Benson, Marjorie Bowen, L.P. Hartley, William Fryer Harvey, W.W. Jacobs, Montague Rhodes James, Chico Kidd, Rudyard Kipling, Edith Nesbit, Ruth Rendell, Saki, Hugh Walpole, Edith Wharton
Hugh Walpole
Hugh Walpole
Angielski powieściopisarz, krytyk literacki. Urodził się na Nowej Zelandii. Uczył się w Anglii. Nim został pisarzem, pracował jako nauczyciel. W 1909 wydał pierwszą powieść The Wooden Horse. Powieść Fortitude z 1913 odniosła duży sukces. W czasie I wojny światowej pracował w Rosji dla Czerwonego Krzyża. Swe wrażenia spisał w Ciemnym lesie (1916) i The secret city (1919). Walpole mieszkał w Brackenburn Lodge. Tutaj napisał najbardziej znane prace, włączając w to sagę rodzinną The Herries Chronicle (Rogue Herries (1930), Judith Paris (1931), The Fortress (1932) i Vanessa (1933)). Jego książki były bardzo popularne i odniosły finansowy sukces. W dorobku literackim pisarza można znaleźć powieści szkolne (Mr Perrin and Mr Traill (1911) i trylogia Jeremy), gotyckie horrory (Wizerunek człowieka rudego (1925) i The Killer & The Slain (1942)). Pisał również biogragie – Józefa Conrada (1916) Jamesa Brancha Cabella (1920) i Anthony Trollpe'a (1928). Pisał także sztuki. Napisał scenariusz do filmu David Copperfield (1935) w reżyserii George'a Cukora. W 1937 otrzymał tytuł szlachecki.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Smutny kos. Opowieści niesamowite i osobliwe z prozy niderlandzkiej Harry Mulisch
Smutny kos. Opowieści niesamowite i osobliwe z prozy niderlandzkiej
Harry Mulisch Maarten't Hart Willem Frederik Hermans Hendrik Conscience Louis Couperus Félix Timmermans Simon Vestdijk Belcampo Louis Paul Boon Anton Koolhaas Manuel van Loggem Maurice d'Haese Hubert Lampo Jacques Hamelink
Jeśli weźmiemy pod uwagę czystą jakość literacką, antologia ta jest nierówna. Niestety w takim znaczeniu, że większość utworów ciągnie w dół kilka perełek. Z pośród tych perełek na pierwszy plan wybija się „Co się stało z sierżantem Massuro?” – znakomite dziełko Harry’ego Mulischa. Dreszczowiec osadzony w wojenno-kolonialnym sosie bardzo poważnie dotykający takich kwestii, jak istota strachu, czy rola moralności na granicy dwóch światów. Powiało w nim nawet trochę „Jądrem ciemności” Josepha Conrada. Kto czytał cokolwiek Mulischa, nie powinien być zdziwiony tym wyróżnieniem. Zawiodłem się z kolei na drugim z wielkiej niderlandzkiej trójcy – „Niewidomy fotograf” Willema Frederika Hermansa, bardzo kafkowski, wydał mi się mocno przekombinowany i pozostawił wrażenie niepotrzebnego chaosu. Na plus wyróżnię jeszcze „Wymieniamy wszystko” Manuela van Loggema – utwór w bardzo niderlandzki sposób szary, deszczowy i smutny; oraz „Zimno” Antona Koolhaasa – bardzo udana naturalistyczna zabawa w przyjęcie niedźwiedziej perspektywy. Tyle o jakości literackiej, a teraz zaproponuję trochę inną perspektywę – bardziej kulturoznawczą. Miałem tę przyjemność, że pomieszkałem kilka lat w Niderlandach. Czytając ten zbiór, byłem zdumiony pewnymi motywami, tym w jaki sposób przetwarzają je w swojej wyobraźni pisarze z tamtej strony, a przede wszystkim ich powtarzalnością – zwłaszcza, że tak, jak ktoś to określił w którejś z poprzednich opinii, ta antologia to jak antologia polskiej muzyki, w której jest Chopin i Disco-Polo – z czym się w stu procentach zgadzam. Tak więc mamy lasy i piwnice. Lasów w Holandii niemalże nie ma, jak się trafi jakiś mały lasek do przejechania na rowerze w dziesięć minut, to robi za wielki las. Niewiele tam również podpiwniczonych domów (na kilkanaście w których byłem, w różnych miejscach, nowszych i starszych, nie widziałem żadnego). W ten sposób na przestrzenie te spada aura tajemniczości – opowiadanie, które w całości dzieje się w lesie, opowiadanie w którym las ożywa, opowiadanie z piwnicą w tytule, opowiadanie, w którym bohater schodzi do piwnicy, aby zjechać windą jeszcze niżej, a tam dokonać zmiany swojej emocjonalnej tożsamości. Jazda konna – popularna w każdej holenderskiej prowincji, ileż razy mijało się rowerem na ścieżce rowerowej blondynkę na koniu… Więc mamy i konie – jednego również w tytule – w dwóch opowiadaniach pojawiają się niespodziewanie tuż przy oknach domostw, raz koń jest symbolem seksualnym, innym razem zwiastuje apokalipsę. Jak już jesteśmy przy apokalipsie – przynajmniej dwa opowiadania czerpią pełnymi garściami z traumy kalwinistycznego wychowania, i co ciekawe, w obydwóch nadchodząca apokalipsa jako temat miesza się z dyscypliną naukową numer jeden w Niderlandach, czyli z biologią. W ogóle biologizm – pełno go tutaj… Niby ciekawe, ale to nie przypadek, że na tle tego wszystkiego "szczytuje" Harry Mulisch - umysł uniwersalny, Europejczyk o mieszanych korzeniach. Taki jest ten zbiór. Literacko średni, ale całkiem ciekawy jako kulturowa kompilacja. Polecam w całości każdemu zainteresowanemu Niderlandami. Poszukujący dobrej literatury/fani weird fiction, coś dla siebie znajdą, ale będą też przez dziesiątki stron ziewać i zgrzytać zębami.
Piotr Skarewicz - awatar Piotr Skarewicz
ocenił na 6 2 lata temu
Diabeł w rękopisie Nathaniel Hawthorne
Diabeł w rękopisie
Nathaniel Hawthorne
„Diabeł W Rękopisie” bardziej niż zbiór opowiadań niesamowitych, przypomina zestaw surowych przypowieści i moralitetów o charakterze religijnym. Nadprzyrodzonej grozy z reguły w nich niewiele, w jednym jednak przypadku wszelkie niedostatki zostają nadrobione - za to jak ! „Młody Gospodarz Brown”, bo o nim tutaj mowa, to arcydzieło horroru „paranoicznego", fundament, tak którym Ira Levin zbuduje „Dziecko Rosemary”. Dla tego jednego opowiadania warto zapoznać się z całym zbiorkiem : + „Młody Gospodarz Brown” 10/10 Młody amerykański farmer (z Salem !) umawia się, w tajemnicy przed swą cudowną, młodą żoną Faith (Wiarą!) na spotkanie w lesie z…Szatanem. (Nie bardzo wiemy, dlaczego młodzieniec spotyka się z „księciem wszechrzeczy” - to jeden z tytułów, jakimi obdarzył diabła w opowiadaniu sam Hawthorne - jest to prawdopodobnie metafora jego skrywanych, złych namiętności). Brown razem z Szatanem wyrusza na sabat czarownic. Początkowo mężczyzna waha, się wstydzi, myśli ze zgrozą o swym upadku moralnym, o tym, jak ciężko będzie mu wrócić do bogobojnych, uczciwych i prawych mieszkańców Salem. W trakcie wędrówki Brown, z narastającą grozą pozbywa się kolejnych złudzeń. Spotyka na swej drodze wszystkich, najbardziej szanowanych i pobożnych sąsiadów, księdza, burmistrza, gubernatora. Z rozmowy z diabłem dowiaduje się o mrocznych zbrodniach popełnionych w przeszłości przez dziada i ojca.. Gdy padają wszystkie autorytety, zrozpaczony Brown odwołuje się ostatecznie do myśli o swej ukochanej Wierze (trochę siekierą rąbana alegoria) o tym, jak ufna i pogodna, w różowym czepku we wstążeczkami oczekuje jego powrotu . Ale, o zgrozo, i ona pojawia się na sabacie….Noc przemija, lecz mrok i gorycz w sercu Browna pozostają na stałe. Ostatnie zdanie opowiadania to jeden z najbardziej depresyjnych i nihilistycznych finałów w całej literaturze grozy. „Nie wyryto mu na nagrobku żadnych słów nadziei, albowiem mroczna była godzina jego śmierci”. + Nathaniel Hawthorne, potomek sędziego z Salem, swym surowym, ponurym purytanizmem przesycał całą twórczość. Diabeł, czarownice, Zło w człowieku, to powracające jak refren tematy jego twórczości. Znawcy historii literatury grozy wychwalają powieści Hawthorne’a, głównie „Dom O Siedmiu Szczytach”, często przywoływany jest też gotycki romans „Szkarłatna Litera”, i niektóre opowiadania niesamowite. ale to głównie dla „Młodego Gospodarza Browna” absolutnie cudownego i absolutnie przerażającego, warto do dziś pamiętać o tym autorze. Ponury moralitet, z wyjątkowo prostą, dosłownie przez autora zapisaną myślą przewodnią - „Zło jest naturą ludzkości”, stanowi, jak już pisałem blueprint pod sataniczne horrory paranoiczne XX wieku (z „Dzieckiem Rosemary” jako najbardziej znanym przykładem). Dla takich chwil, dla momentu, kiedy człowiek staje twarzą w twarz z ciemnością, w ogóle warto czytać grozę… PS. Uderzająco podobne opowiadanie paranoiczne napisał ukraiński pisarz epoki romantyzmu, Ores Somow. Swego czasu uważałem „Kijowskie Wiedźmy” (taki jest tytuł) za literacką przeróbkę z Hawhorne’a, ale daty powstania obu utworów (lata 30te XIX wieku) nakazują przypuszczać, że panowie nie znali wzajemnie swej twórczości (a Wiedźmy powstały nawet wcześniej !). Komiks oparty o tekst Domowa, autorstwa Joanny Łańcuckiej, znaleźć można w którymś z numerów OkoLicy Strachu. + Pozostałe opowiadania są znacznie mniej ciekawe, i, co do zasady, pozbawione elementu grozy. Owszem, Szatan powróci jeszcze parokrotnie, przede wszystkim w „Kolei Niebiańskiej”, żartobliwym retellingu sławnej religijnej alegorii „Wędrówka Pielgrzyma” Johna Bunyana, w którym nowocześni „chrześcijanie” zmierzają do bram niebieskich nie w trudzie i znoju, a wygodnie i komfortowo, koleją, zarządzaną i kierowaną przez… no jasne, że Diabła. Rzecz jasna, że to, co przychodzi zbyt łatwo, nie ma wielkiej wartości… Diabeł pojawi się również w finale „Całopalenia Ziemskiego”, kolejnej literackiej paraboli, opisującej światową rewolucję (zaskakująco proroczo…), która przybiera formę gigantycznego ogniska. Płoną na nim wszelkie, odrzucane po kolei rzeczy, tytuły szlacheckie, władza, własność prywatna, prawo, małżeństwo… Na koniec przy płomieniach staje szyderczy Szatan i drwi z daremnych wysiłków - nie da się wyplenić zła, jego źródłem jest bowiem ludzkie serce - „plugawa jamą, z której wyłonią się na nowo wszelkie postacie zła i nieszczęść” (ponury typ z tego Hawthorne’a, nie mówiłem?) W zbiorze znajdują się jeszcze przypowieści o ułudzie młodości i ohydzie starości („Eksperyment Doktora Heideggera”), porażający swym tępym okrucieństwem moralitet o mściwym Bogu („Pogrzeb Rogera Malvina”), dziwaczna historia nawiedzonego dewota, pastora, który, chcąc uzmysłowić światu jego grzeszność postanowił do końca życia nosić czarny welon i nie pozwolił go sobie ściągnąć nawet na łożu śmierci („Czarny Welon Pastora”), cz w końcu pogodna ale nudna i banalna przypowiastka o tym, ż w życiu ważniejsze od bogactwa, władzy i wszelkich zaszczytów jest być dobrym i prostym człowiekiem („Wielka Skalna Twarz”) Bardzo dobre jako zbiór świetnie napisanych, surowych niedzielnych kazań. Jako grozowa rozrywka wypada tak sobie - dla fana literackiego horroru prawdziwą perłą jest tylko „Młody Gospodarz Brown”. Dla niego warto.
Galfryd - awatar Galfryd
ocenił na 6 5 lat temu
Grzybojad Sergio Galindo
Grzybojad
Sergio Galindo
No proszę, cóż za zbieg okoliczności. Nie minęły dwa tygodnie odkąd skończyłem czytać "Wichrowe wzgórza", a tu całkiem przypadkiem w moje ręce trafia opowiadanie nieznanego w Polsce meksykańskiego pisarza, w którym punkt wyjścia wydaje się niemal identyczny jak ten w powieści Emily Bronte. Relacja dwójki bohaterów nie jest co prawda tak burzliwa i dramatyczna jak ta Heathcliffa i Katarzyny, ale w połączeniu z towarzyszącymi jej wydarzeniami może być dla czytelnika wcale nie mniej emocjonująca. W "Wichrowych Wzgórzach" dominował klimat niepokoju, wynikającego z nieprzewidywalnych zachowań bohaterów o dzikim temperamencie oraz subtelnej obecności zjawisk nadprzyrodzonych, typowych dla powieści gotyckiej. W "Grzybojadzie" zaś stale towarzyszy nam atmosfera snu i baśniowości, której każdy z nas zapewne niekiedy doświadcza zaraz po przebudzeniu, po tym jak śniły mu się rzeczy niby to normalne, ale jednak nie do końca lub też nienormalne całkowicie. Spuszczenie z łańcucha lamparta hodowanego przez pana domu dla jednych w tym opowiadaniu jest rzeczą budząca wielkie przerażenie, a dla innych czymś najnormalniejszym w świecie. Tytułowe grzybojady to osoby wynajmowane do próbowania nieznanych grzybów, by w razie czego to one się zatruły, a nie ich gospodarze. Pani domu spędza przed lustrem swojej toaletki długie godziny na układaniu fryzur, z których żadna nigdy nie jest taka sama. Są to rzeczy, które mogą mieć miejsce w prawdziwym życiu, ale bardziej prawdopodobne jest, że pojawią się raczej w naszych snach. Taki jest właśnie "Grzybojad" Sergio Galindo, króciutkie, pięknie napisane, niemal idealne opowiadanie. Jego jedyną wadą jest chyba tylko to, że jest właśnie tak krótkie. Myślę, że nie przesadzę ze stwierdzeniem, że gdyby autor rozwinął zawarte w nim wątki do rozmiarów powieści, to jego dzieło mogłoby być dla niego tym samym, czym dla Gabriela Garcii Marqueza było "Sto lat samotności".
SenioritaPięknyLolo - awatar SenioritaPięknyLolo
ocenił na 8 30 dni temu
Opowieści niesamowite z języka niemieckiego Johann Wolfgang Goethe
Opowieści niesamowite z języka niemieckiego
Johann Wolfgang Goethe Gustav Meyrink Thomas Mann E.T.A. Hoffmann Henryk Mann Ludwig Bechstein Ludwig Tieck Hanns Heinz Ewers Friedrich Gerstäcker Heinrich von Kleist Karl Hans Strobl Joseph von Eichendorff Wilhelm Hauff Theodor Storm Jeremias Gotthelf Paul Heyse Friedrich de la Motte Fouqué Dauthendey Max Oskar A.H. Schmitz Georg von Schlieben Paul Ernst Paul Rohrer
Niezależnie od mojej osobistej oceny, książki z serii „opowieści niesamowite” wyróżniają się dobrą jakością. Wybór opowiadań, tłumaczenie i budowa książki – to wszystko zostało przygotowane z wielką dbałością i poszanowaniem dla czytelnika. Nie inaczej przedstawia się sprawa z „Opowieściami niesamowitymi z języka niemieckiego”. Nie tylko nazwiska autorów są różnorodne, ale także tematyka samych opowiadań. Mściwe zjawy, wątki metafizyczne, abstrakcyjne sytuacje, szaleństwo w różnej postaci, szczypta humoru, pakty z diabłem są tylko małym ułamkiem tego, co czytelnika czeka. Wiele tych niesamowitości powstało właśnie w Niemczech, a te z kolei miały duży wpływ na twórców zagranicznych. Literatura niemiecka kojarzy mi się najbardziej z zakurzonymi klasykami, choć trzeba przyznać, że niektóre opowiadania wydają się mieć zaskakująco nowoczesny klimat. Obok znanych tytułów zaprezentowano także te, które zadebiutowały translatorsko w tej książce. Stwarza to doskonałą okazję do przybliżenia twórczości danego autora. Ma to swoje zalety, ale też wady. Przypomina mi to trochę testowanie próbek zapachowych od perfum, których z dużym prawdopodobieństwem nigdy nie dostanę w postaci butelkowej. Szkoda, ale ci, którzy zadowolą się tymi wybranymi opowiadaniami, znajdą się w dogodniejszej sytuacji. Oczywiście nie należy też zapomnieć o wspaniałym wstępie germanisty Gerarda Koselleka i zapierającej dech w piersiach analizie Macieja Płazy. Panowie wykazali się nie tylko znakomitą wiedzą na temat wybranych utworów, ale także świetną orientacją w omawianym przedziale czasowym.
Ann-chan - awatar Ann-chan
ocenił na 7 1 rok temu
Polska nowela fantastyczna. Władca czasu Władysław Łoziński
Polska nowela fantastyczna. Władca czasu
Władysław Łoziński Bolesław Prus Antoni Lange Stefan Grabiński Józef Bohdan Dziekoński Włodzimierz Zagórski Ludwik Niemojowski Sygurd Wiśniowski
Lepsze niż pierwszy tom, częściowo dlatego, że widać, jak pewne tendencje opowiadań fantastycznych czy grozy zdążyły okrzepnąć, a sam styl i język jest już przeważnie bardzo bliski współczesnego, co też ma wpływ na łatwość lektury, bądź co bądź, rozrywkowej. "Władca czasu" został chyba podkreślony głównie ze względu na intrygujący tytuł, bo nie nazwałabym go najlepszym opowiadaniem w zbiorze. Nie jest też bynajmniej najsłabszy, nie o to chodzi. To dobrze napisana cyniczna refleksja o marności świata, jeśli na niego spojrzeć z odpowiednio odległej perspektywy. Najsłabsza jest za to "Moja przygoda na dworze J.O. wojewody wileńskiego ks. Radziwiłła Panie Kochanku" Zagórskiego, oparta na oświeceniowym z gruntu koncepcie: człowiek XIX wieku opowiada zacofanym sarmatom o cudach nauki i techniki. Naiwna, bezczelna wiara w potęgę tych ostatnich irytuje, zestarzała się dość, by trącić myszką, a za mało, by zyskać urok staroświeckości. Najbardziej przypadło mi do gustu, dość niespodziewanie, opowiadanie "Szach i mat!" Niemojowskiego, bo obecny w nim lęk przed automatyzacją, zwycięstwem mechanizmu nad organizmem, zyskuje nowe sensy w czasach straszenia AI. Najzabawniejsza jest "Dziwna historia" Prusa o człowieku pozbawionym na jedną dobę tarcia. "Zapatan" Łozińskiego zwraca uwagę postacią narratora, trzeźwego i bardzo porządnego oficera z czasów stanisławowskich, który doskonale się sprawdza do zdystansowanego relacjonowania osobliwych faktów. Zostają jeszcze dwa dosyć konwencjonalnie romantyczne teksty Dziekońskiego, "Niewidzialny" Wiśniowskiego wykorzystujący motyw szalonego naukowca i dwa opowiadania Grabińskiego, jedno kolejowe, drugie strażackie, brzmiące już zupełnie współcześnie, tak że nie dziwi, że go niedawno zaczęto coraz częściej odgrzebywać. Jakość wydania Alfy oczywiście nadal tragiczna, póki stało na półce, to się trzymało, jak tylko zaczęłam czytać, to się rozkleiło.
OZM - awatar OZM
ocenił na 7 1 rok temu

Cytaty z książki Wizerunek człowieka rudego

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Wizerunek człowieka rudego