Wars i Sawa

Okładka książki Wars i Sawa
Adam Podlewski Wydawnictwo: Fantom Print fantasy, science fiction
344 str. 5 godz. 44 min.
Kategoria:
fantasy, science fiction
Format:
papier
Data wydania:
2017-02-16
Data 1. wyd. pol.:
2017-02-16
Liczba stron:
344
Czas czytania
5 godz. 44 min.
Język:
polski
ISBN:
9788363842383
Średnia ocen

                5,1 5,1 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Wars i Sawa w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Wars i Sawa



książek na półce przeczytane 5058 napisanych opinii 529

Oceny książki Wars i Sawa

Średnia ocen
5,1 / 10
119 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
181
111

Na półkach: ,

,,Wars i Sawa" jest zbiorem krótkich opowiadań, rozgrywających się we współczesnej Warszawie. Podczas czytania przeniesiemy się w zakamarki stolicy znane i mniej znane, pełne mrocznych kultów, magii, uroków i prastarych klątw.
Głównymi bohaterami są tu młodzi ludzie - Zygmunt i Agnieszka - dorabiający sobie w dość nietypowy sposób, bo prowadząc paranormalne biuro detektywistyczne. Zajmują się więc tropieniem różnych nadnaturalnych fenomenów, dziejących się na terenie Warszawy oraz wykrywaniem sprawców tychże. W swej misji korzystają ze zdolności dedukcji Zygmunta, magicznego daru Agnieszki (tzw. Czującej - dziewczyna posiada talent kontrolowania w pewnym zakresie mocy żywiołów), ale także kilku bohaterów drugoplanowych: starego zakonnika gotowego służyć swą mądrością i rozgrzeszeniem, zagorzałej racjonalistki-siostry Agnieszki (która nie uwierzy w ducha nawet gdy ten właśnie zmaterializuje się przed nią i użyje na niej lewitacji), czy archeologa-weterana, chętnie korzystającego w krucjacie przeciwko Złu ze zdobyczy współczesnej techniki militarnej. Postaci pobocznych jest znacznie więcej, a niektóre spotkamy nie tylko raz.
Każda z jedenastu (plus jedna bonusowa) historii tworzy zamkniętą całość, choć pewni bohaterowie lub wątki mają czasami wpływ na kolejne wydarzenia. Postacie są wyraziste, każda ma jakąś charakterystyczną cechę (zatwardziały racjonalizm Celestyny, czy narwanie Jerzego ,,Smoka" Wawelskiego), łatwo dają się więc polubić i zapadają w pamięć. Historyjki utrzymane są w humorystycznym nastroju, pełno w nich też komediowych gagów - mamy zarówno mistycznego żywiołaka ziemi utrudniającego budowę kolejnej linii warszawskiego metra, jak i starcie z całą rzeszą (sic!) opętanych niemieckich krasnali ogrodowych-hitlerowców. Czyta się to lekko i przyjemnie, choć trochę razi w oczy całkiem spora liczba literówek. Na plus należy zaliczyć natomiast znajomość przez autora topografii Warszawy - z łatwością możemy zlokalizować na planie miasta miejsca, w których Zygmunt, Agnieszka i cała reszta ekipy zmagają się z siłami Ciemności.
,,Warsa i Sawę" kupiłem w promocyjnej ofercie książki na wakacje i tak też proponuję ją potraktować - jako niewymagającą, przyjemną lekturę do pośmiania się, kiedy akurat za oknem słońce ustąpi miejsca deszczowej aurze. Ja w towarzystwie fajtłapowatych, paranormalnych detektywów bawiłem się dobrze.

,,Wars i Sawa" jest zbiorem krótkich opowiadań, rozgrywających się we współczesnej Warszawie. Podczas czytania przeniesiemy się w zakamarki stolicy znane i mniej znane, pełne mrocznych kultów, magii, uroków i prastarych klątw.
Głównymi bohaterami są tu młodzi ludzie - Zygmunt i Agnieszka - dorabiający sobie w dość nietypowy sposób, bo prowadząc paranormalne biuro...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

215 użytkowników ma tytuł Wars i Sawa na półkach głównych
  • 139
  • 73
  • 3
53 użytkowników ma tytuł Wars i Sawa na półkach dodatkowych
  • 37
  • 4
  • 4
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2

Inne książki autora

Adam Podlewski
Adam Podlewski
Urodzony w 1983 r., historyk, filozof, miłośnik stref polarnych, wędrówek pieszych oraz rowerowych. Współzałożyciel Warszawskiego Towarzystwa Fantastycznego "Wykrot", laureat kilku konkursów literackich, publikował w antologiach "Ostatni dzień pary", "Światy Zajdla", "Strzeż się potwora".
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Polska 2.0 Jacek Inglot
Polska 2.0
Jacek Inglot
Jacek Inglot to autor nietuzinkowy, obdarzony głową pełną różnorodnych pomysłów. Jest również wnikliwym obserwatorem, który często wyraża swoje zdanie z sarkazmem, charakterystycznym dla ludzi o wysokiej inteligencji. Przynajmniej jeśli wierzyć słowom Oscara Wilde'a, że sarkazm to najniższa forma dowcipu, ale najwyższa forma inteligencji. Osobiście cenię sarkazm i ironię, choć osoby posługujące się tymi formami często bywają trudne w odbiorze. Czy twórczość tego autora jest trudna? Biorę na warsztat recenzencki „Polskę 2.0”. Jest to tom złożony z dwóch mini powieści, wchodzących w skład czterech tekstów traktujących o Polsce przyszłości. Przeczytałem ją jeszcze we wrześniu, ale długo nie mogłem zabrać się za opisanie połowy tetralogii. Myślałem, że lepiej będzie omówić całość, ale zmieniłem zdanie. „Wojna dronów” to pierwsza minipowieść zawarta w tym tomie. Jej bohaterem jest Aleksander M’Beki, żołnierz i polski patriota, który w obliczu nadciągającego wroga zamyka się w bunkrze, chroniąc dostęp do urządzeń odcinających elektryczność w newralgicznych miejscach zajmowanych przez polską armię. Zdaje on sobie sprawę, że zginie, więc jego ostatnie godziny wypełniają wspomnienia z okresu szkolenia i obserwacji jak zachodzą w Polsce zmiany polityczne na najwyższych szczeblach, a po władzę sięga niejaki Władysław Sidorski i wszystko ulega zmianie. Z rozlazłej, miałkiej polityki, jaką znamy z codzienności, zaczyna wyłaniać się sprawna i skuteczna administracja. Pojawia się jednak pytanie, czy za tym wszystkim kryją się ukryte cele oraz jak na budowę silnej Polski zapatrują się nasi sąsiedzi, sojusznicy i wrogowie. I pomyśleć, że wszystko miało swój początek w książce niejakiego Adama Tarkowskiego o tytule „Projekt Jagiellonia 2.0”. Drugą minipowieścią w tym zbiorze jest „Burza planetarna”. Fabuła koncentruje się na dociekliwym, ale jednocześnie podporządkowanym systemowi dziennikarzu Mateuszu Lewandowskim. Zostaje on wpuszczony do stacji naukowej o nazwie Polska 2, umiejscowionej na dnie Oceanu Spokojnego. Jest to o tyle ważne wydarzenie, że stosunki między państwem polskim a ową stacją nie są najlepsze, od kiedy prywatna inicjatywa wywinęła władzom Polski nie lada psikusa prawnego. Lewandowski poznaje prawdę o całym projekcie oraz jego celach, bynajmniej nie sprowokowanych, raczej będących konsekwencją przewidzianych działań ze strony kogoś innego. Dowie się także, kto stoi za tym wszystkim i jaką rolę miał odegrać on sam. Oprócz śledzenia jego losów „tu i teraz”, autor dostarcza czytelnikom informacji z przeszłości bohatera, co rzuca nowe światło na jego charakter i wyjaśnia, jak znalazł się w centrum wydarzeń. Obie opowieści mają wspólne cechy. Przede wszystkim obie opowieści to wizje przyszłości wcale nie tak odległej, bo rozgrywającej się w 2037 roku. A dokładniej 14 kwietnia 2037 roku. Dla obu opowieści jest to punkt wyjścia fabuły, chociaż retrospekcje przenoszą czytelników do wydarzeń z alternatywnych początków XXI wieku. Co istotne, po raz pierwszy ta książka ukazała się w 2016 roku, a jej zręby powstały cztery lata wcześniej. Dlaczego o tym wspominam? Przede wszystkim ze względu na wiele informacji, które Inglot trafnie przewidział w kontekście lat dwudziestych XXI wieku. Trochę mnie to niepokoi, ponieważ do 2037 roku wiele może się wydarzyć, a pomysły autora nie należą do utopijnych, choć obie minipowieści mają swoje niewątpliwe zalety. Wydaje się, że potrzebny byłby jakiś polski Elon Musk, który zaangażowałby potężne środki finansowe lub drugi Józef Piłsudski, cieszący się ogromnym autorytetem wśród ludzi i zdolny sięgnąć po władzę bez społecznego oporu. Obu takich postaci próżno szukać. Dla prawidłowego odbioru treści tych opowieści warto wiedzieć, że są względem siebie przeciwstawne. Czyli ogólnie mówiąc są to wizje alternatywne wobec siebie. Jest w nich pewien punkt wspólny, gdzie wydarzenia toczą się inaczej powodując lawinę zupełnie odmiennych wydarzeń. Żeby było ciekawiej uzupełniają one stan wiedzy czytelnika o danym wydarzeniu, tworząc naprawdę spójny i intrygujący obraz, który mógł zaistnieć, a może zaistniał, ale… Wiadomo, że „ale” zawsze musi być. To co autor opisał na stronach swojej książki zdaje się być naprawdę wartym rozważenia scenariuszem. Problem w tym, że to, co na papierze wygląda ślicznie nie zawsze będzie działało równie pięknie w rzeczywistości, gdzie liczba zmiennych jest wypadkową setek, a nawet tysięcy decydentów, nie zaś jednego wizjonera. Przecież komunizm w swoich założeniach teoretycznych miał być utopijnym systemem ostatecznym. W praktyce okazało się, że jest zarówno utopijny – topił problemy we krwi, jak i ostateczny – dla milionów nie było już nic dalej. Gdzieś w głębi serca i duszy chciałbym by udało się zrealizować założenia z „Projektu Jagiellonia 2.0”, może z pominięciem pewnych rzeczy, ale tak twardo odstawiając polityków od koryt i oddając decyzyjność w ręce specjalistów. Tylko tyle i aż tyle, bo im więcej patrzę na robotę tzw. zawodowych polityków tym bardziej chce się na to wszystko rzygać. Wybaczcie to paskudne sformułowanie, jednak myślę, że dobrze podkreśli to także pewne elementy, które zainicjowały wydarzenia opisane w książce „Polska 2.0”. Językowo jest to pozycja ze wysokiej półki. Jeszcze nie filozoficzny bełkot, ale już nie prościutka książka rozrywkowa. Nie znaczy to, że jest tu jakiś wysoki próg wejścia. Absolutnie nie. To wciąż tekst dla każdego, nawet wskazane by dotarł do jak największej liczby odbiorców. Fabuła, konstrukcja i styl są bardzo łatwo przyswajalne, chociaż opowiedziane językiem bardzo ładnym literacko, bogatym w odniesienia polityczne i historyczne oraz sformułowania zaczerpnięte z nauk społecznych. Jednak zapewniam, nie ma potrzeby czuć obaw. Jacek Inglot miejscami wręcz łopatologicznie wyłożył wszystko, co mogłoby być zbyt skomplikowane. Nie jest to jednak powieść, w której uświadczymy akcję rodem z Mission Impossible, czy innego Johna Wicka. To jest godna kontynuacja fantastyki socjologicznej, która swoje pięć minut miała w opresyjnych czasach komunizmu właśnie, a w osobie Jacka Inglota trwa współcześnie. Zresztą, kiedy czytałem „Burzę planetarną” nie mogłem się oprzeć umieszczaniem tej opowieści obok „Paradyzji” Janusza A. Zajdla. Różnice są między tymi historiami wielkie, jednak moja podświadomość wiązała je bardzo ściśle. Były też fragmenty, których nie powstydziłby się orwellowski „Rok 1984”. Sprawiły one, że z niedowierzaniem kręciłem głową, że w ogóle na taki pomysł można wpaść. Jakakolwiek wizja ich realizacji jest nie tylko zatrważająca, ale przerażająca. Tymczasem, gdybyśmy spojrzeli poza czubek własnego nosa na państwa tzw. trzeciego świata, to okaże się, że naprawdę wiele złego dzieje się na świecie. Wnikliwy obserwator może to przekuć w przestrogę, tak jak zrobił to Inglot. Warto też zwrócić uwagę na niektóre nazwiska i nazwy własne. Są one jakby sparafrazowane, co dla niektórych może się okazać wielkim obrazoburstwem. Książka posiada bardzo solidną twardą oprawę. Jest też solidnie zszyta. Sprawdziła się na wyjeździe służbowym, przeżywając trzy dni w plecaku. Spory zawód sprawił mi druk na białym papierze, którego serdecznie nie cierpię. Gdyby treść książki nie broniła się bardzo solidnie, to czytania by nie było. Ilustracja okładkowa jest delikatnie mówiąc dziwna. Tak jakby ktoś dostał bardzo mało wytycznych, co ma się na niej znaleźć z motywem przewodnim „pod wodą”. To znaczy że ten jeden czynnik się zgadza, chociaż z połową książki. Jedna rzecz w tej grafice mnie walnęła mocno to napis „Polska” poprzecinany drutem kolczastym. To jest solidny przekaz. Wydawnictwo „Stalker Books” mogłoby postarać się o lepszą oprawę wizualną, bo zawartość tej książki jest naprawdę na wysokim poziomie. Polecam lekturę „Polski 2,0” dosłownie każdemu. Tak dla refleksji, wniosków albo prostego walnięcia w ten głupi łeb, jakim niejeden obnosi się z dumą, stwierdzając, że on „to ma wywalone na politykę”. O to proszę political fiction, fantastyka socjologiczna, utopia i antyutopia nakreślona ostrym piórem. Futurologia z wysokiej półki. Również podwójne posłowie jest interesujące i właściwie wprost, niestety bardzo trafnie uderza w polską mentalność. Tak może skończyć się uprawianie zaściankowej i poddańczej kultury politycznej, jakimi przesiąknięte jest nasze społeczeństwo. Czas zacząć myśleć i działać, bo to 14 kwietnia 2037 roku nie zostało wiele czasu. Zachęcam gorąco do sięgnięcia po ten tytuł, gdyż jest to solidna książka. Ja już ostrzę sobie zęby na kolejne tomy czekające na półce. Recenzja pierwotnie opublikowana na stronie: https://www.facebook.com/SoFiK.DamianPodoba/
SoFiK - awatar SoFiK
ocenił na 10 1 rok temu
Grom i szkwał Jacek Łukawski
Grom i szkwał
Jacek Łukawski
Przeczytałem kolejny tom cyklu „Kraina martwej ziemi”, drugi tom zatytułowany jest „Grom i szkwał”. Oczywiście dalej mamy martwe ziemie, i czarodziejska moc jaka jest związana. Niby ta złowroga magia słabnie jak dowiedzieliśmy się z pierwszej części, ale wciąż są miejsca, które osłabienia nie ruszyły i są tak samo mocne, jak dziesiątki, czy może nawet setki lat wcześniej. To pozwala Arthornowi snuć spekulacje jaki martwica miała i ma wpływ na budowle, tam gdzie niegdyś była cywilizacja, tam natura sieje spustoszenie. Nawet ruiny najwyższych budynków opanowały rośliny, co przypomina troszkę krajobraz postapokaliptyczny. No i jak na przyzwoitą fantastykę przystało pojawiły się smoki, w sumie jakoś nie zauważyłem, czy te bestie zmutowały, czy po prostu smoki pod kątem typowo ewolucyjnym poradziły sobie z martwicą, na pewno plusem było to, że nie było tam przez wiele lat jedynego drapieżnika, który może im zagrozić, człowieka. W twórczości Sapkowskiego, chodzi oczywiście o „Sagę o wiedźminie”, mamy opisanie polowanie na zielonego smoka, ale, że mieli pecha drogę im zastąpił smok złoty, który ma zdolność przemiany w człowieka, jak wiemy był to Borch Trzy Kawki. Ale, że nie samą martwą ziemią funkcjonuje to uniwersum mamy opisane inne wydarzenia, konkretnie oblężenie zamku Wondertel, te opisy batalistyki wojennej nie różnią się zbytnio od tego co da się znaleźć również w powieściach historycznych. Jedni oblegali, drudzy się bronili, nikt nie używał tutaj magii, widać magowie mało interesowali się polityką, albo po prostu jednym i drugim zabrakło złota, żeby sowicie magów opłacić, żeby zrobili porządne fajerwerki, które rozniosły by niejedną armię lub skruszyły najgrubsze nawet mury. Jedyne czego dowiedzieliśmy się, że ci którzy oblegali byli zdrajcami. To zmusiło Arthorna do ucieczki z Wondertel, do bezpiecznie niebezpiecznej Krainy Martwej Ziemi i sprawia, że akcja się rozkręca i jest ciekawie. Dowiedzieć się można, że czyha jeszcze jakaś potężna, uśpiona siła, z której istnienia nikt nie zdaje sobie sprawy. A to niewątpliwie oznacza, że trzeci, ostatni tom trylogii warty jest przeczytania, a czytelnik dowie się co w ramach starego, sprawdzonego w niejednej książce fantasy schematu Tolkienowskiego autor nam czytelnikom zaproponuje. Książka jest ciekawa, warta przeczytania, koncepcja martwicy i tego co można w niej znaleźć jest interesująca. Polecam.
Krzysztof Baliński - awatar Krzysztof Baliński
ocenił na 7 3 lata temu
Orzeł Biały Marcin S. Przybyłek
Orzeł Biały
Marcin S. Przybyłek
„Orzeł biały” Marcina Sergiusza Przybyłka to postapokaliptyczna saga, w której pogańska Polska jest ostatnią ostoją ludzkości. Chroniona przez dzielnych wojów z elitarnego oddziału Orzeł Biały, staje się twierdzą, która musi stawić czoła hordom zielonoskórych orków - zmutowanych ludzi, będących efektem katastrofalnego eksperymentu. Wszystko zaczęło się od cudownego leku N-gen, który miał zatrzymać proces starzenia. Zamiast tego zamienił ludzi w krwiożercze, brutalne bestie: zielonych orków, zwanych Grunami. Od tego momentu świat pogrążył się w chaosie, a Polska, trzymająca się swoich dawnych, pogańskich korzeni, stała się ostatnim bastionem cywilizacji. Powieść jest pełna akcji i absurdalnego humoru. Autor nie szczędzi bijatyk, wulgaryzmów, krwi: czerwonej i seledynowej, ani dosadnych opisów, również tych związanych z sek*sem. Jednak w tej brutalności jest sporo przerysowanego komizmu: dialogi są celowo „mięsiste”, bohaterowie rzucają ciętymi ripostami, a absurd miesza się z epickimi starciami. Początkowo można czuć się przytłoczonym tą stylistyką, ale szybko okazuje się, że w chaosie kryje się pomysłowa satyra na współczesność. Przybyłek często bawi się popkulturą i odnosi do znanych postaci lekko zmieniając nazwiska, ale łatwo odgadnąć, o kogo chodzi. To daje dodatkową frajdę podczas czytania. Choć początkowo jest „tylko” wulgarnie i śmiesznie, z czasem zaczynamy lepiej poznawać bohaterów i… zaczyna zależeć nam na ich losach. To sprawia, że każda śmierć w tej książce boli a tru*pów jest naprawdę sporo. Lepiej się nie przywiązywać, bo Przybyłek nie oszczędza nikogo. W tle dynamicznej akcji autor przemyca kilka ważnych przesłań: pokazuje, jak istotna jest praca zespołowa, jak ważne jest dbanie o sprzęt i ludzi oraz że naiwna wiara w zewnętrzną pomoc może skończyć się tragicznie. „Orzeł biały” to książka, która nie jest dla każdego ze względu na wysoki poziom wulgaryzmów, brutalności i dosadnego humoru. Jednak jeśli lubisz postapo w krzywym zwierciadle, pełne krwawej akcji, rubasznego żartu i bohaterów z pazurem, saga Marcina Przybyłka może okazać się strzałem w dziesiątkę.
Andarielka - awatar Andarielka
oceniła na 7 6 miesięcy temu
Wilcza godzina Andrius Tapinas
Wilcza godzina
Andrius Tapinas
https://wiewiorkawokularach.blogspot.com/2021/04/wilcza-godzina-andrius-tapinas.html Czasami lubię zastanowić się, co by było, gdyby... Na przykład, gdyby w XIX wieku, wieku pary, gdy nastąpiła rewolucja przemysłowa, świat rozwinąłby się jeszcze bardziej i para, jako paliwo, napędzałaby nasze urządzenia w domu i na zewnątrz do tej pory? Oczywiście, to czcze rozważania, ale moją ciekawość w takich momentach zaspokajają książki steampunkowe, jak pierwszy tom cyklu Miasta Pary i Kamienia Andriusa Tapinasa, czyli Wilcza godzina. Europa, 1905 rok. Wilno wyrwało się spod „opieki” Imperium Rosyjskiego i stało się wolnym miastem, w którym żyje Nikodem Twardowski, uczony odludek, wraz ze swoją przybraną córką, Miłą. Jego najlepszym przyjacielem jest Jan Basanowicz, kierownik katedry alchemii Dominium Uniwersytetu Wileńskiego. Do miasta przybywają także wysłannicy z Francji, Prus, Rosji, Imperium Brytyjskiego i Osmańskiego, by wziąć udział w szczycie, który ma zadecydować o ich dalszej współpracy. Wraz z delegacją brytyjską przybywa także Edward O'Braitis, kadet brytyjskiej Akademii Sandhurst, która szkoli przyszłych żołnierzy (w tym tych, którzy będą służyli na sterowcach napędzanych tajemniczym prometylem). I to właśnie litewskie Wilno stanie się areną rozgrywek politycznych między największymi potęgami świata, a także sceną miłości, w której nie każde zdarzenie jest takie proste, jak opowiadają romantyczne historie. I to wszystko wydarzy się, nim wybije wilcza godzina. Czytając tę książkę, kompletnie nie miałam wrażenia, że to debiut. Dlatego, gdy to wyczytałam w internecie, ciężko się zdziwiłam. Serio, jak w innych pozycjach to było od razu widać, bo i język jakiś taki kulawy, i postacie papierowe, dialogi sztywne, tak tutaj w ogóle się tego nie dało odczuć. Za to bardzo dał mi się we znaki fakt, że to pierwszy tom serii Miasto Pary i Kamienia. Jak na razie po litewsku wydany został dopiero drugi tom (niestety, nie udało mi się dotrzeć do informacji, czy i kiedy zostaną wydane kolejne), a po polsku możemy się cieszyć tylko Wilczą godziną (i wygląda na to, że długo jeszcze nie zobaczymy tłumaczenia kontynuacji). W każdym razie, ponieważ jest to początek cyklu, to wyraźnie widać w nim cechy wprowadzające: przez większość książki nie mogłam się połapać, o co właściwie chodzi i, zasadniczo, pozostało mi tak do końca. Jasne, jest jakiś spisek, wielka miłość, tajemnicze bractwo... Jednak po co to wszystko i do czego ma to doprowadzić, pozostało dla mnie do ostatniej strony niejasne. Widziałam w innych recenzjach sporo zarzutów, że autor nie trzymał się realiów historycznych. Cóż, wydaje mi się, że to bardzo chybione oskarżenie. Po to Tapinas tworzy historię alternatywną, by właśnie nie trzymać się ściśle faktów i realiów. Gdyby miał tak robić, to po prostu napisałby powieść historyczną, a nie steampunkową i tyle. Dlatego mamy tu Alians, czyli pięć miast, które tworzą swoistą ligę. W skład Aliansu wchodzą: Wilno, Kraków, Praga, Rewel (dzisiejszy Tallin) oraz, częściowo, Konstantynopol. Wszystkie one zostały wykupione przez ród Rothschildów od państw, które były ich właścicielami, i przekształcone w wolne miasta, w których swobodnie może rozwijać się nauka i technologia. Dzięki temu to właśnie naukowcy Aliansu wynaleźli związek zwany prometylem, mniej wybuchowy od wodoru i lżejszy od niego, dzięki któremu są napędzane sterowce czy inne urządzenia w tych miastach. Plusem tej książki jest też jej wielowątkowość. Początkowo co prawda gubiłam się w tym, kto z kim, po co i dlaczego, ale z czasem zaczęłam to ogarniać. Wszystkie wątki łączą się w końcu w całość, chociaż szczerze, do tej pory nie wiem, po co byli w tym wszystkim wskrzesicielem, czyli tajna sekta magów... Możliwe, że byli potrzebni autorowi w drugim tomie, ale tego na razie się nie dowiem. Mamy tutaj zgrabnie poprowadzoną intrygę kryminalną, do tego wątek romansowy oraz wielowarstwowy spisek polityczny, a taka mieszanka utrzymuje naszą uwagę w stałym napięciu i nie pozwala oderwać się od książki. Muszę też docenić bohaterów – napisani bardzo dobrze, nie są sztuczni i papierowi, a dialogi czyta się znakomicie. Każda postać to indywiduum, można ich polubić bądź znienawidzić, ale nie przechodzimy obok nich obojętnie. Zresztą, tak samo, jak obok bohaterów drugoplanowych. Wilcza godzina jak na debiut jest napisana naprawdę dobrze, chociaż widać po niej, że to pierwszy tom. Trochę zbyt nagłe wrzucenie do świata przedstawionego sprawia, że początkowo czytelnik gubi się w wielości wątków i postaci. Na szczęście, na początku mamy spis dramatis personae, dzięki czemu łatwiej odnaleźć się w ich gąszczu. Mam nadzieję, że wydawnictwo zdecyduje się jednak kontynuować tę serię i będziemy mogli w Polsce cieszyć się także drugim tomem. Póki co, zachęcam was do sięgnięcia po tę część i ufam, że będziecie się przy niej bawić równie dobrze, jak ja.
Aleksandra Kujawa - awatar Aleksandra Kujawa
oceniła na 6 4 lata temu

Cytaty z książki Wars i Sawa

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Wars i Sawa