Toradora! #1

Okładka książki Toradora! #1
Yuyuko Takemiya Wydawnictwo: Studio JG Cykl: Toradora (tom 1) komiksy
194 str. 3 godz. 14 min.
Kategoria:
komiksy
Format:
papier
Cykl:
Toradora (tom 1)
Tytuł oryginału:
とらドラ!
Data wydania:
2013-09-04
Data 1. wyd. pol.:
2013-09-04
Liczba stron:
194
Czas czytania
3 godz. 14 min.
Język:
polski
ISBN:
9788361356745
Tłumacz:
Paulina Ślusarczyk-Bryła
Średnia ocen

                7,6 7,6 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Toradora! #1 w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Toradora! #1



książek na półce przeczytane 4368 napisanych opinii 1143

Oceny książki Toradora! #1

Średnia ocen
7,6 / 10
264 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
519
371

Na półkach: ,

Wolicie enemies to lovers czy friends to lovers? Ja sama bardzo lubię obie opcje i nie umiem wybrać jednego motywu. Tutaj mamy z kolei coś, co określiłabym jako: enemies to friends to lovers - czyli obie strony mogą być w miarę zadowolone.

Choć zwykle najpierw wybieram książkę (czyli tutaj mangę), tak tutaj zaczęłam od anime. Nie wiedziałam, że "Toradora!" jest na podstawie mangi. Przyjaciółka poleciła anime, obejrzałam, pokochałam, a dziś przychodzę z recenzją pierwszego tomu.

To co absolutnie kocham w tej mandze to relacja Taigi i Ryūjiego. Mimo trochę trudnych początków, szybko stają się duetem - choć nie do końca zgranym, haha. Chemia między nimi jest CUDOWNA! Ryūji, choć wcale nie musi, bardzo troszczy się o Taigę, która jest twarda tylko z pozoru. Mimo specyficznego usposobienia to cudowna dziewczyna. I to, że obejrzałam całe anime, nie sprawia, że inaczej patrzę na ich początki - anime jest jak na razie bardzo zgodne, podobnie jak widoczna gołym okiem chemia.

Kreska jest całkiem ładna. A co ciekawe, pierwsze wydanie miało miejsce w 2013 roku. Trochę latek już minęło, hah. Mangę czytało się szybko i przyjemnie.

To, co jeszcze zasługuje na wyróżnienie, to humor. KOCHAM GO! Jeśli potrzebujecie czegoś, co w chwilę rozbawi Was do łez, to dobrze trafiliście.

Zdecydowanie będę kontynuować tę serię i bardzo ją Wam polecam. Powinna być odpowiednia dla osób 12+ (tak sądzę), a pierwszy tom dostaje ode mnie 10/10

Wolicie enemies to lovers czy friends to lovers? Ja sama bardzo lubię obie opcje i nie umiem wybrać jednego motywu. Tutaj mamy z kolei coś, co określiłabym jako: enemies to friends to lovers - czyli obie strony mogą być w miarę zadowolone.

Choć zwykle najpierw wybieram książkę (czyli tutaj mangę), tak tutaj zaczęłam od anime. Nie wiedziałam, że "Toradora!" jest na...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

508 użytkowników ma tytuł Toradora! #1 na półkach głównych
  • 412
  • 88
  • 8
303 użytkowników ma tytuł Toradora! #1 na półkach dodatkowych
  • 147
  • 71
  • 32
  • 25
  • 14
  • 8
  • 6

Tagi i tematy do książki Toradora! #1

Inne książki autora

Yuyuko Takemiya
Yuyuko Takemiya
Yuyuko Takemiya (竹宮 ゆゆこTakemiya Yuyuko) to japońska pisarka lekkich powieści. Takemiya zadebiutowała we wrześniu 2004 roku swoją serią lekkich powieści Watashitachi no Tamura-kun (Nasza Tamura-kun), która po raz pierwszy ukazała się w jesiennym wydaniu Dengeki hp Special, specjalnej edycji Dengeki hp. W tym samym miesiącu Takemiya pracował nad scenariuszem gry bishōjo Noel autorstwa FlyingShine (znanego również z tworzenia Cross Channel). Po ukończeniu Watashitachi no Tamura-kun Takemiya rozpoczęła swoją najbardziej znaną serię Toradora!, którą ogłosiła za ukończoną w kwietniu 2010 roku po dziesięciu tomach i trzech książkach pobocznych. Pierwszą książką z jej kolejnej serii, Golden Time, była dwutysięczna lekka powieść Dengeki Bunko. Takemiya wypuścił serię mang Evergreen wraz z artystą Akirą Kasukabe 19 lipca 2011 r. w kwartalniku Dengeki Daioh Genesis ASCII Media Works.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Another t. 1 Yukito Ayatsuji
Another t. 1
Yukito Ayatsuji Hiro Kiyohara
Manga jest tak globalnie popularnym medium, dzięki któremu możemy doświadczać tak niezwykłej specyfiki komiksu z kraju kwitnącej wiśni, że aż moją osobę niegdyś jako całkowicie do mangi odwróconego plecami człowieka, nawet kpiącego z mangowego dorobku kulturowego na świecie, nagle po doświadczeniu tomów: 1 i 2 "DB Super" oraz tomu 1 "Hellsing", do końca nie wiedzieć czemu coś się we mnie ruszyło i przekonało moje ,,cztery leniwe litery” do tego typu narracji graficznych, do ich różnorodności. ,,Mangoholikiem” nazwać się jeszcze nie mogę, ale manga to niezwykle fantastyczne, doświadczone w swej różnorodności form kreacji i sposobności na przedstawienie historii, i to na małym ,,zeszytowym” formacie, i to w czarno-białej szacie graficznej, i to czytanej od prawej do lewej strony! Tak, można dostać od tego wszystkiego mangowego, cóż, swego rodzaju pozytywnego ,,kręciołka”, do tego stopnia, że za każdą kolejną przeczytaną mangą myślisz: ,,ale zaraz, jakie kolejne tomy mogę sobie wziąć na czytelniczy warsztat?". Mało tego, człowiek jest wtenczas tak przesycony, aż zanadto zbyt dobrymi mangowymi ,,crazy good vibes”, że jest w stanie zachowywać się jakby świata brakowało i nie można było się tej właśnie konkrentie chwili z kolejnym japońskim komiksem w rękach doczekać. Z tego wszystkiego aż zawołać w myślach czasami się powinno, ot tak: ,,Na japońską Yakuzę! Cóż można chcieć więcej, kultura tego kraju jest co najmniej nietuzinkowa”. Koniec końców doszło finalnie do tego, że – mówiąc prosto z mostu, troszkę brzydko – ot tak, z dupy, nagle po lekturze dwóch tomów DB Super, także pilotowego wydania mangi "Hellsing" przyszedł mi pewien natręt myślowy do głowy. Dzięki spostrzeżeniom płynącym z oczytania trzech pierwszych mang w moim życiu, postanowiłem zrobić sobie co najmniej lekką przerwę od komiksu wydawanego ze względu na swoją specyfikę i stylistykę w Japonii w gatunkach: fantasy, sci-fi, akcji i dynamiki, do której drzwi często puka horror, czy gotycka groza. Powiedzmy, że typową klasyczną ,, Shōnen” mangę oraz wiele pokrewnych jej rodzajów i przeznaczeń ze względu na wiele grup docelowych, zostawiłem za sobą. I tak, zainteresowały mnie o wiele, wiele bardziej – na co skromny wpływ miała manga Hellsing i moje doświadczenie z tym Uniwersum w anime Hellsing, Hellsing: Ultimate – rozmaite motywy, wątki, odmiany gatunkowe w horrorze i grozie w medium mangowym, związane z szeroko pojętym zabiegiem suspensu, gdzie w takowym suspensie wybijają się często klątwy i rozmaite tajemnice. Jak to się mówi, gdy często dokonuje się dość trudnych decyzji: koniec końców wiążąc się z o wiele bardziej thrillerowym, pełnym misterium i nienazwanej, zalegającej gdzieś głęboko, głęboko w rzeczywistości świata przedstawionego tajemnicy, klimatem – klimatem i atmosferą, za którą kryje się ,,to coś”, to ,,zło”, czy raczej przykre, negatywne fluktuacje emocji, wydarzenie i zlepki relacji, które wywołują podwyższony stan napięcia i oczekiwania, po krótkiej podsumowującej me tego rodzaju mangowe poszukiwania burzy mózgów, zdecydowałem się na pierwszy tom "Another". I nie jest to w żaden sposób pusta, tylko młodzieńcza, szkolna, jakby smagana romantyczną miłością historia – bo teoretycznie na pierwszy rzut oka z perspektywy okładki tomu 1 tejże mangi, fakt faktem: tak po prostu może ona wygląda, takie może sprawiać wrażenie – ani coś taniego i powielanego, ani coś ,,co kiedyś już było”. Another prezentuje dość specyficzny rodzaj świata wykreowanego przez twórców, także niecodzienny rodzaj gatunku horroro-thrilleru oraz postaci czy elementów drugoplanowych (wątki, przedmioty etc.), które zaczynają spełniać w fabule swoją rolę, powoli, ze strony na stronę, gdy wszystkie elementy całej opowieści zaczynają do siebie się zbliżać, w końcu łączyć, co wytrawny i skupiony na skrupulatnym doświadczaniu tomu czytelnik na pewno zauważy, a co wpłynie na jego ocenę całości tychże około 200 stron w tym przypadku tomu 1-ego materiału. W kwestii realizowanych w tej mandze bohaterów: ich historii, charakterów, osobowości, nawet doboru głównego żeńskiego i męskiego uczestnika tych osnutych tajemnicami zdarzeń do głównego zamierzenia fabularnego i stworzenia z tego odmiennego, specyficznego połączenia (postaci zarówno, co może zabrzmieć kontrowersyjnie, z całego 12-odcinkowego anime, jak i do momentu końca tomu 1 pierwowzoru mangowego były niczym kowale kujący dużą, jakże istotną część fabuły i całej nietuzinkowo zagadkowej atmosfery), wszystko to okazało się być bardzo udane, wyważone, precyzyjne, jakby ,,to coś, ta negatywna zła siła" to kreowała i za tym stałą. Musimy zrozumieć, że to jak w obrazie całości rysowanych i pisanych około 200 stron pierwszej z wielu tomów opowieści Ayatsuji i Kiyohary, zachowywały się przede wszystkim Misaki, Sakakibara, Akazawa, czy inni teoretycznie mniej ważni bohaterowie, rzutuje bardzo, ale to bardzo na to jak ostatecznie – widać to szczególnie w adaptacji w formie anime – kończy się cała opowieść przynajmniej w pierwszym akcie, bo przed nami jeszcze 3 tomy, którą w tak wysublimowanym, ale podstępnym (nie porzucajmy tej mangi oraz serialu ze względu na niektóre stylizacje graficzne! Ta manga, ten Świat wymaga cierpliwości i uwagi. Z czasem zrozumie się czemu wszystko tym Uniwersum funkcjonuje ze względu na takie a nie inne elementy) stylu raczyli nas twórcy. Jak wskazuje ,,Wujek Google” i jego ,,Brat Wikipedia”, ten tytuł przeznaczony jest dla młodych dorosłych mężczyzn, powiedzmy do 30-34 roku życia. To co opowiada sam tom 1 i kreuje całe kilkunastoodcinkowe anime, które adaptowało pierwowzór mangowy w całości emisji w 2012 roku, lekko przeczy temu komu jest ofiarowana ta opowieść. A jej autorami są, jak napomknąłem nieco wyżej: w kwestii scenariusza - Yukito Ayatsuji, w kwestii rysunków, ogólnego sportretowania świata przedstawionego na zamysł dwuwymiarowych kart komiksu: Hiro Kiyohara. Fabułę, całą jej otoczkę suspensową, podsycają i kształtują bohaterowie, ich historie, działania wobec pewnych ,,niewiadomych”, emocje, które okazują i jak pod względem animacji ich sylwetki to przenoszą na ekran, mimo iż z początku (w serialu ów element/aspekt wygląda nieco inaczej) prezentują się oni trochę wyblakle, bez rozpędu, z lekka niezachęcająco, nawet nieco dosłownie w tej kwestii: przestrzeń ,,rozlokowana” wokół nich w kadrach, czy ogólnie na całych planszach przysłania ich aparycję. Ale… tak jest tylko do czasu – jeśli poczujesz podstawę tej historii, wejdziesz w głąb tego, co wiąże się z osobą Misaki, znikną każde twoje narzekania, przynajmniej większość, a na pewno niedogodności techniczno-stylistyczne kreślenia rysunku i jego rozplanowania na stronach. Czytając pilotowy tom ,Another poczułem, że serial, który go i całą historię z cyklu adaptował, żyje tym samym życiem co pierwowzór; że oba media: animacja i komiks, mają w przypadku uwydatnienia tego, co w Uniwersum Another najważniejsze: klimatu, atmosfery, potężnej dozy tajemnicy, która skąpana jest w eterze całości tworu… same najlepsze wartości, cechy, mimo iż pewne różnice między nimi da się dostrzec, a to niektórym z nas, fanów, może się nie spodobać. Oczywiście, że ,,motyw klątwy” to na pewno swego rodzaju nawiązanie twórców Another do klasyków kina takich jak japońska i amerykańska wersja "The Grudge". Samo japońskie Uniwersum, o którym teraz piszę, to zdecydowanie jedna z lepszych pozycji z całego tyglu gatunkowo horrorowi-thrillerowych i temu podobne, mang, które można ,,wrzucić na ruszt" na początek swej przygody z tym stylem/rodzajem/specyfiką mangi. Trudno znaleźć coś podobnego do omawianej serii”; ewentualnie Tasogare Otome x Amnesia jako anime byłaby blisko stylowi, klimatowi, gatunku do wszystkiego, co prezentuje sobą cykl Ayatsjiego i Kiyohary oraz jej adaptacja. Na pewno ogromną zaleta, główną cechą i potężnym walorem fabuły wyjątkowo sprytnie łączonej z wykonaniem rysunków w całym tomie 1 Another jest zastosowanie przez twórców zabiegu operowania specjalnego przeznaczenia ,,znakami" czy też macguffinowymi elementami, które wzmacniają niniejszym klimat tajemnicy i są niczym cegiełki kreujące stopniowo wyłaniającą się w tytule porażającą prawdę stojącą za tym, co wprawia, i będzie w dalszych tomach, głównego bohatera w minorowy przygnębiający nastrój. A tymi jeśli tak to można określić ,,znakami" są m.in. pojawiające się nagle wraz ze złowieszczym rytmem narracji fabuły, gdzieś od 30-tej strony kruki, rozmieszczone tak w planszy, aby miały one sens i to typowo suspensowy oraz przypisywane im w wierzeniach negatywno-złowieszcze znaczenie; także w tym względzie liczą się siostra matki Sakakibary, pielęgniarka ze Szpitala i nauczyciele w Szkole, do której przeszedł Kouichi oraz wiele, wiele innych. A skoro jesteśmy przy postaciach tego niepokojąco, katatonicznie i ozięble zapowiadającego się dramatu i horroru w jednym – bo to w końcu tom 1 z 4, a i tak okazało się być świetne - jesteśmy, to warto zwrócić uwagę na sylwetkę Teshigawary - ów młodzieniec staje się dla całej tej opowieści, której narracja jest tak tajemnicza jak jej postaci i ona sama, kimś neutralnym: osobą będącą papierkiem lakmusowym, czy punktem odniesienia jako ktoś teoretycznie normalny w eksperymencie, którego świadkiem jest czytelnik tomu 1, a który będzie zbierał swoje żniwo i ujawniał reperkusje wielu szokującyh wydarzeń zapewne w kolejnych tomach z serii tejże mangi. Mało tego, sama klasa 3C to jedna wielka zagadka - osnuwa ją gęsta mgła tajemnicy, która może tą zbyt zwyczajną młodzież zabrać ze sobą do grobu. To samo można powiedzieć o samej szkole, w której rozgrywa się akcja tomu, o linii jej przeszłej i teraźniejszej historii – nawet najgorsza prawda jest lepsza od prostego kłamstwa, jednak gdy to kłamstwo zagnieździ się głęboko, jest jak zgnilizna, która zżera wszystko i wszystkich dookoła. Jedna z części tajemnicy Misaki wyszła na jaw. Wzmacniały ją graficznie potężne uderzenia zbliżeń i kadrowań w rysunku, jakby to było odpowiednio skrojone cięcia montażowe w filmie i technika operatorska. Także odpowiednią rolę odegrały w technice kreowania obrazu w miarę szerokie kadry, ale kreślone bez ludzi, odpowiednio wstawione w scenariusz tomu, gdzie w ich tle wybrzmiewały dialogi danych postaci. Tak tworzyło się spójną, bardzo klimatyczną opowieść, ba!, grę z czytelnikiem, której rezultaty będą zależeć od jego odporności na nieprzewidywalność.
karpatkadobra - awatar karpatkadobra
oceniła na 9 2 lata temu
Służąca Przewodnicząca #1 Hiro Fujiwara
Służąca Przewodnicząca #1
Hiro Fujiwara
Ocena tej serii: 6/5, bo uważam, że 5/5 to zdecydowanie za mało, żeby docenić, jak dobra jest to franczyza. Moja przygoda z nią zaczęła się od anime (do którego wracam średnio raz w roku). Niestety, ekranizacja kończy się mniej więcej w okolicy 8 tomu i mimo zapowiedzi, nigdy nie pojawiła się kontynuacja (choć w głębi serduszka nadal na to czekam). Co tu mamy? Dziewczynę, którą życie kopie po dupie, typową babę z jajami. Za dnia przewodnicząca niemal całkowicie męskiej szkoły pełnej idiotów, wieczorami — pracownica kafejki, w której kelnerki przebierają się za służące. Praca jest dobrze płatna i nasza Misaki dobrze radzi sobie z ukrywaniem, gdzie spędza czas po szkole... aż jej tajemnice poznaje ON. Uwierzcie mi, nie wiecie, co to znaczy szaleć za książkowym mężem, jeśli nie znacie Usuiego. Mam umowę z moim niemałżem, że jeśli ten facet wyjdzie z książki, to się rozstajemy (w drugą stronę ta umowa obowiązuje w przypadku przyjechania do nas Johny'ego Deppa, wiec niemałż nie jest poszkodowany 😂). Ta seria ma najlepiej zrobione „he love first” oraz „slow burn”, jakie kiedykolwiek widziałam. I jest oczywiście mroczna tajemnica głównego crusha, którą poznajemy bardzo późno, co jest ogromnym plusem. Dodajmy do tego, że nasza silna kobieca postać faktycznie taka jest — to nie pyskata nastolatka, która zapomina o posiadaniu charakteru, jak tylko pojawia się główny bohater. Misaki od początku do końca jest osobą, którą się kocha, kibicuje, docenia jej dobroć i mocny temperament. Postaci drugoplanowe mają własny charakter, historie. Są dobrze zbudowane, mają głębie i nie służą nam tylko jako bezbarwny popychacz fabuły. Antagoniści zazwyczaj mają logiczne pobudki działań. Sprawiają kłopoty i choć wątki bywają podkoloryzowane (tak to działa w mangach/anime), to jesteśmy w stanie uwierzyć zarówno w sam problem, jak i jego rozwiązanie. Kocham tę serię i polecam ją całym serduszkiem, jednocześnie zalewając się łzami, bo właśnie skończyłam ostatni tom.
Ewa Wnuk - awatar Ewa Wnuk
ocenił na 10 1 rok temu
5 cm na sekundę #1 Makoto Shinkai
5 cm na sekundę #1
Makoto Shinkai Yukiko Seike
W 1 tomie poznajemy bohaterkę(Akari) , która przenosi się do nowej szkoły podstawowej i poznaję chłopca(Takaki) , który też nie dawno się przeniósł i zaczynają spędzać razem czas , a koledzy z klasy się śmieją , że są parą. I tak mija czas i w pewnym momencie bohaterka znów się przenosi i oboje płaczą , a potem na zakończenie klasy dziewczyna wyjeżdża. Następnie wymieniają listy i czas ciągle mija i okazuję się , że bohater też się przenosi o wiele dalej. I postanawiają się spotkać. Akari ma czekać na peronie , ale gdy Takaki do niej jedzie co chwilę są jakieś postoje z powodu pogody i dociera strasznie późno , ale dziewczyna wciąż czeka i rozmawiają , jedzą , spacerują i w końcu się całują. I podczas pocałunku bohater myśli , że nie uda im się przetrwać i wie , że Akari też o tym wie. A potem zasypiają razem pod kocem i rano bohater odjeżdża. I obiecują sobie , że będą pisać. Następnie mija trochę czasu i poznajemy nastolatkę(Kanae) , która chodzi do szkoły z Takaki i jest w nim zakochana , ale nie potrafi mu tego powiedzieć. Wychodzi też na jaw , że wiadomości między Takaki ,a Akari ustały i na koniec widzimy jak Akari w swojej szkolę ma powodzenie i prosi jednego chłopaka by dał jej chwilę na odpowiedź na jego wyznanie , a potem myśli o Takaki i zastanawia się czy się w kimś zakochał. I myśli też o tym , że to co ich łączyło będzie już tylko pięknym wspomnieniem. I tak kończy się 1 tom. Historia jest w sumie bardzo dobra , ale anime było lepsze. Tutaj miałem wrażenie , że wszystko jest zbyt rozciągnięte i przede wszystkim z mangi płynie taki smutek. Miałem wrażenie , że nie ma tam żadnej radości. Nawet , gdy bohaterowie spotykają się na peronie i niby są szczęśliwi to Ja tam czułem tylko smutek. Co do bohaterów to niby fajni , ale najbardziej polubiłem Kanae i jej było mi najbardziej szkoda. Jest jeszcze jeden tom , który też przeczytam , ale manga nie trafi do moich ulubionych
Marcin92 - awatar Marcin92
ocenił na 8 4 lata temu
Ao No Exorcist 1 Kazue Kato
Ao No Exorcist 1
Kazue Kato
Swoją opinię wyrażę o wszystkich tomach, jakie na dzień dzisiejszy ukazały się w Polsce, dlatego będzie ona umieszczona zarówno pod pierwszym, jak i trzydziestym pierwszym. Z serią tą jestem od kilku lat. Poznałem ją jako jeszcze dzieciak w formie anime, była to też moja pierwsza kupiona manga po dowiedzeniu się, że od któregoś momentu adaptacja całkowicie rozmija się z materiałem źródłowym. Podobało mi się kiedyś, gdy czytałem kolejne tomiki nawet mimo faktu, że się nieco pogubiłem w fabule w którymś momencie i postanowiłem odstawić to na bok. Podobało mi się teraz gdy poza nadrobieniem zaległości postanowiłem przeczytać tę historię od końca. Sam pomysł na fabułę jest ciekawy, oto Rin Okumura, nasz główny bohater oraz syn Szatana, po pewnych wydarzeniach z samego początku postanawia zostać egzorcystą i walczyć z demonami (no w sumie to z samym Szatanem, cała reszta demonów to tak przy okazji). Motyw jakieś istoty sprzymierzającej się z ludźmi w walce z własnymi pobratymcami może i nie jest czymś nowym, ale jest ciekawy plus nie został jeszcze przeorany we wszystkie strony jak to bywa z niektórymi tropami w fantasy i nie tylko. Wracając, Rin zostaje przyjęty do Akademii Prawdziwego Krzyża pod warunkiem, że nikt nie może się dowiedzieć o jego demonicznych więzach krwi. Z początku razem z Rinem poznajemy nieznane mu dotychczas realia świata przedstawionego oraz oswajamy się z jego nietypową sytuacją. Rzecz jasna nie jest to historia o sielankowym życiu w szkole dla egzorcystów, szybko uświadamiamy sobie, że dzieje się coś więcej, na Rina coś czyha a on sam jest częścią jakiejś większej gry. Zostańmy jeszcze przy samym Rinie. Gdy po raz pierwszy czytałem wydawał mi się on naprawdę dobrym, wyróżniającym się na tle innych shounenów bohaterem, łączącego w sobie cechy “typowego” głównego bohatera dzieł tego typu z taką sympatyczną, uroczą niewinnością i naiwnością. A jak jest dzisiaj? Dzisiaj uważam go za naprawdę dobrego i tyle. Jest narwany, jest zbyt skory do bitki, zbyt chętnie rzuca się na pomoc innym bez żadnego pomysłu, jak właściwie chce pomóc a ruszenie głową u niego ogranicza się na ogół do wywalenia komuś z bani. Nie jest on w żadnym razie zły, lubię go ale i nie rozumiem swojego początkowego zachwytu nad nim. Dosyć sporo postaci pozmieniało w moim osobistym rankingu miejsca, bo przykładowo Shura kiedyś podobała mi się dużo bardziej a takiego Yukio dalej nie lubię, ale ostatnio mocno doceniłem sposób, w jaki autorka poprowadziła jego wątek. Ogólnie postacie, włączając w to też Rina, całościowo wypadają fajnie. Cieszy ich zauważalny rozwój zarówno pod względem ich charakterów, jak i umiejętności. Koleżanki i koledzy z klasy Okumury cały czas się w większym lub mniejszym stopniu rozwijają i co cieszy nie czuć tej przepaści między protagonistą a resztą, która niestety często występuje w podobnych tytułach. Nikt tu właściwie nie jest kołem u wozu i każdy coś sobą wnosi. Nie ma tu czegoś takiego, że po usunięciu jednego z bohaterów czytelnik nawet by się nie zorientował. Świat przedstawiony nie jest niczym odkrywczym. Oto prócz naszego świata w którym żyją ludzie, istnieje świat demonów Gehenna. Demony nie mogą od tak sobie wejść do normalnego świata, mogą jednak w tym celu opętać coś lub kogoś. Ludzie sami z siebie nie widzą demonów, chyba że sami mają w sobie jakąś ich cząstkę lub zostaną przez któregoś zranieni. Na straży ludzi stają zwalczający demony egzorcyści z Zakonem Prawdziwego Krzyża na czele. Jak pisałem nic odkrywczego i stanowi przede wszystkim tło w rysującym się konflikcie. Nie ma też jakiegoś skonkretyzowanego systemu magicznego, więc kolejne postacie równie dobrze mogłyby mieć marvelowskie super moce i wyszłoby na jedno. Antagoniści nie wypadają źle, ale i nie zapadają nijak w pamięć. Przywódca pewnej pojawiającej się w późniejszych tomach organizacji może i ma w sobie jakąś tam głębię i dąży do wyższego celu, ale jest nudny. Sam Szatan z kolei jest takim dużym, rozwydrzonym bachorem z kompleksem boga. Nie mogę nic zdradzić bez spoilerów, ale im dalej w fabułę tym więcej pojawia się rzeczy, na które kręcę nosem. A już zwłaszcza pewna dłuższa retrospekcja, choć ładnie wyjaśnia kilka istotnych rzeczy, jest według mnie pod kątem logiki strasznie problematyczna. No powiedzmy, że sięgnięto tutaj po motyw, z którym mało kto w pełni dobrze sobie radzi. I to chyba tyle, co mam do powiedzenia o Ao no Exorcist. Miałem rozterki, czy pisać swoją opinię już teraz, czy czekać na koniec, ponieważ to wygląda, jakbyśmy już ku końcowi zmierzali, ale po pierwsze jeszcze sporo się tam może wydarzyć, a po drugie z tego co posprawdzałem kolejne tomy wychodzą w bardzo dużych odstępach czasu, po trzecie nie sądzę, by moja ocena uległa jakiejś ogromnej zmianie. Czy warto? Moim zdaniem tak, mimo że obecne wydarzenia średnio mi się podobają i ma to swoje bolączki. Ao no Exorcist to naprawdę dobra rozrywka i jeśli szukacie jakiegoś kolejnego mangowego tytułu do poczytania, raczej nie pożałujecie swojego wyboru.
Foka_Na_Haju - awatar Foka_Na_Haju
ocenił na 6 1 rok temu

Cytaty z książki Toradora! #1

Więcej
Yuyuko Takemiya Toradora! #1 Zobacz więcej
Więcej