Syrenie opowieści tom 2

Okładka książki Syrenie opowieści tom 2
Rumiko Takahashi Wydawnictwo: J.P. Fantastica Cykl: Syrenie opowieści (tom 2) komiksy
380 str. 6 godz. 20 min.
Kategoria:
komiksy
Format:
papier
Cykl:
Syrenie opowieści (tom 2)
Tytuł oryginału:
Ningyo Series/ 人魚シリーズ/Mermaid Saga
Data wydania:
2022-08-31
Data 1. wyd. pol.:
2022-08-31
Data 1. wydania:
2004-11-30
Liczba stron:
380
Czas czytania
6 godz. 20 min.
Język:
polski
ISBN:
9788382640823
Tłumacz:
Dominika Krupczak
Średnia ocen

                7,7 7,7 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Syrenie opowieści tom 2 w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Syrenie opowieści tom 2

Średnia ocen
7,7 / 10
39 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
415
415

Na półkach:

Yuta to nieśmiertelny, któremu udało się przeżyć po zjedzeniu syreniego mięsa. Tuła się po świecie już od 500 lat i szuka sposobu, aby odzyskać swoją śmiertelność. Jego samotną wędrówkę przerywają pewne wydarzenia, dzięki którym zyskuje kompankę w podróży, czyli dziewczynę imieniem Mana.

Każdy tom składa się z kilku epizodów, w których poznajemy historię Yuty, jak i śledzimy jego bieżące losy. Wszystkie historie łączy wątek syren oraz motyw nieśmiertelności.

Rumiko Takahashi jak zwykle tworzy wyjątkowy klimat, a sposób w jaki prowadzi fabułę sprawia, że całość czyta się niezwykle płynnie i lekko.
W mandze mamy kreskę typową dla autorki, klasyczną, ale przy tym dynamiczną w scenach akcji i walki.

Historie opisane w tych tomach utrzymane są w klimatach grozy i tajemnicy. Polecam wszystkim, którzy lubią mangi w mroczniejszym klimacie.

Yuta to nieśmiertelny, któremu udało się przeżyć po zjedzeniu syreniego mięsa. Tuła się po świecie już od 500 lat i szuka sposobu, aby odzyskać swoją śmiertelność. Jego samotną wędrówkę przerywają pewne wydarzenia, dzięki którym zyskuje kompankę w podróży, czyli dziewczynę imieniem Mana.

Każdy tom składa się z kilku epizodów, w których poznajemy historię Yuty, jak i...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to video - opinia

Poznaj innych czytelników

70 użytkowników ma tytuł Syrenie opowieści tom 2 na półkach głównych
  • 48
  • 22
49 użytkowników ma tytuł Syrenie opowieści tom 2 na półkach dodatkowych
  • 20
  • 16
  • 5
  • 2
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Syrenie opowieści tom 2

Inne książki autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

City Hunter #1 Tsukasa Hojo
City Hunter #1
Tsukasa Hojo
Nie należy się rozczulać i kminić nie wiadomo co w temacie wyboru kolejnego ,,mango-dzieła”, czyli tworu wprost z ,,Made In Japan” oceanu rozrywki. Bo powiem w tej kwestii dość krótko: treści mamy w popkulturze ogólnie tyle, że… trzeba we współczesnych czasach być mocno zdecydowanym i zawsze gotowym na to ,,co, w jakiej formie, dlaczego” chce się doświadczać: czytać, oglądać, słuchać, danego tytułu. Gusta musimy mieć zarówno wąskie jak i szerokie. No bo trzeba być otwartym na to, co dzieje się obszarze poza naszymi głównymi zainteresowaniami, będąc przy okazji skupionym na swojej dziedzinie pasji w tym względzie… Pasji, której nigdy niepotrzebnie powinno odsuwać się na bok i brać ,,każdą kolejną książkę czy film do doświadczenia”, jak leci, no bo ,,sąsiad z góry czyta taką fajną książkę co dodają za 10zł do Wyborczej”. Sprecyzowanie swoich popkulturowych wyborów jest potrzebne, tym bardziej zawężając swoje hobby do kręgu japońskiej popkultury, a jeszcze bardziej i bardziej zaciskając takowe kleszcze: do sfery japońskiego komiksu, słynnej ,,biało-czarnej, od prawa do lewa” opowiadanej mangi. I nie da się nie zachłysnąć, nie polubić aż do zatracenia tego rodzaju formą komiksu właśnie, i to z Kraju Kwitnącej Wiśni, bo ,,jak już raz zasmakujesz tego specyfiku to od takiej uczty, takiego stołu… nie odejdziesz”. Sama manga stanowi więc potwierdzenie odrębności i szeroko rozumianej wyjątkowości w popkulturze: czyli całej swojej specyfiki, którą stanowi, a jest ona w mandze wyrażana w każdej warstwie: od scenariusza, przeznaczenia mang, ot widowni, przez specyfikę rysunku, aż po oryginalne CV postaci, budowę Światów, czy samych autorów, tzw. mangaków. I sądzę, że samo to medium, rozwinęło się przede wszystkim dzięki nastaniu czasów idealnych ,,wolnemu słowu”, idei wyrażania własnych myśli, pragnień, celów etc. poprzez różnego rodzaju ,,ekspresje twórcze”, np. jak te, które tak dobrze znamy w popkulturze, bo przecież kultura masowa jest nimi przepełniona – to nie tylko sama rozrywka, ale jak widać, coś więcej! Tylko dzięki doświadczeniu np. mangi można zrozumieć, że w taki a nie inny sposób nasza ,,masówka” potrafi być dla odbiorcy obfita w różnorodność (ilość, jakość, styl, rodzaj medium) oraz element łamania schematów, oryginalności. A co za tym idzie: poprzez różnorodność i odgałęzianie się w ewolucji tworów/gatunków ,,masówki” całego tygla różności popkultury, w ogóle nasze cywilizacyjne popkulturowe dziedzictwo jest w stanie ewoluować, rozwijać swój ekspresyjny cykl życia. I dzięki temu dostajemy bogate przestrzenie do obejrzenia, przeczytać, posłuchania, po prostu zasmakowania najgłębiej swymi popkulturowymi zmysłami tak jak się da. A samo doświadczenie i nasze gusta stają się obszerniejsze, sprawiające wrażenia bardziej przystępnych na nowości i coś innego, odrębnego od naszego jądra zainteresowań. Takie są właśnie mangi – są one elementem na miliony procent poświadczającym o zdolności popkultury do adaptowania się i ewolucji ku lepszemu: rozmiar, zakres i ilość, temat i jakość, czyli wszystko dla każdego i w każdej formie. I tak, rozważania mango-popkulturowe, plus ta konkretyzacja tego, co, jak i dlaczego chce się czytać w swojej ,,mangowej” powinności, zaprowadziły mnie wprost w ,,sidła” pierwszego tomu komiksu z serii City Hunter, autorstwa Tsukasy Hojo, do którego prawie że bezpośrednio doprowadził mnie serial animowany z tego Uniwersum, powstały na kanwie tejże mangi. Pilot mangi Pana Hojo, to taka niebagatelna oryginalność twórcza. Wszystkie elementy całego tomu, a jest to jakaś horrendalnie opasła jak na standardy mang w twardej okładce w polskich wydaniach przystało ,,mango-biblia”, które składają się na budowę typowego japońskiego komiksu, świadczą o mistrzowskim podejściu do przelania wizji danego Uniwersum, które chce się przelać na karty dwuwymiarowo kreślonej, ale efektywnej jak w 3D, historii. Tak - inaczej nie da się tego określić. Nie ma to tamto: opisać się kultowości tej mangi nie da, ot tak prosto. A dlaczego ,,kultowości”… Przede wszystkim, po raz pierwszy w przypadku mojej znajomości i obcowania fanowskiego z mangą, no i wyszło mi to na ultra ważny plus, spotykam się z tak szczegółowo oddanym tytułem mangi w gatunku akcji, komedii, sensacji z elementami kryminału i motywami podobnymi do ,,kina pościgowego”, co miało miejsce w ,,CH" właśnie. I co istotne w przypadku ,,City Huntera” zacząłem nie od mangi, a od anime: za mną około 15 odcinków, a została prawie większość do oglądnięcia, co podsumuję to krótko, to czego tu doświadczyłem: zaskakuje mnie w serialu tym wszystko, nawet swoboda prowadzenia akcji z elementami kreacji komedyjko-omyłkowej głównego bohatera, będącego takim typowym ,,luźnym gliną lubiącym podrywać panienki, ale twardo i tak stąpającym po ziemi” – coś a’la gliniarze z ,,Miami Vice” z lat 80-tych. Bije tu mega dobry vibe: raz jest prze-wesoło, raz niezręcznie dziwnie, raz dramatycznie z miksem komedii sytuacyjnej i gagów oraz dobrą akcją w tle. Nie rozumiem jednego: 600 stron mangi zleciało... łej, jak.z bicza strzelił. Idento jak w odpowiedniku anime: naturalny fabularny pęd, który opowiada się sam - sam narzuca sobie odpowiedni bieg opowieści. I tak, żyćko jak żyćko... toczy się dalej. A u mnie na ruszt czytania, jak widzicie... wpadło - trochę z zaskoczenia, trochę z wyboru - niezwykle powabne, ekspresyjne, dziwnie egzaltowane w kreacji humoru, specyficzne mango-rozdanie City Huntera. A nasi bohaterowie? W tym Uniwersum jest dość bogato i żwawo w tym elemencie: bo ci co ,,co się czubią, to się lubią", czyli para głównego MC, detektywa Ryou, czyli City Huntera oraz Kaori, jego partnerki... to miód na wszystko co nas tutaj irytuje. Oni dodają energii tej mandze - przykuwają uwagę w sprawach trudnych, zawiłych śledztw, no i potrafią nieźle odstresować, zwłaszcza robią to z gracją momenty, gdy ukrywająca swoją zazdrość Kaori daje detektywowi ,,City-Hunterowi” swego rodzaju kuksańca-złośkiwca, i na dodatek, co jest urocze, tego rodzaju akcent w akcji rozdziału/mangi zdaje się mocno pomagać w ogóle ruszyć daną trudną sprawę czy śledztwo na przód. Co ciekawe, na samą myśl o tym przepełnionym akcją z nutką lekkiej melancholii i flirtu lat 80-tych XX wieku, tytułu anime, akcyjniakowością pełną gębą, to moja gawiedzi... aż dostać można geekowskich spazmów. Po pilocie mangi w tym Świecie, śmiem szczerze i z serducha fana twierdzić, że szykuje się nam tu seria dość wyjątkowa, nawet dużo bardziej niż przykuwająca uwagę fana dobrego komiksu z elementami akcji i specyficznego vibe’u humoru na dokładkę. Nie wiem dokładnie jak dużo odcinków zawiera w sobie ów tom, ale mamy w nim na tyle dużo intryg i troszku z emocji i dramatu (zależy to od rodzaju przypadku, z którym nasza para i przyjaźni jej detektywi pracują), że aż trudno było się spodziewać po nim takiej postaci mega mięsistej akcji! W tego rodzaju komiksie lubię określać coś następującego: ,,siada mi tu na gusta wszystko!”. Teoretycznie numer 1 mangi z serii CH... to taka petarda jakich mało - coś, co jest odpowiednikiem ,,Drużyny A” i wspomnianych wyżej zawadiaków z ,,Miami Vice”, z dokładką Chucka Norrisa, który widoczny jest w niezwykłych umiejętnościach Ryou. No, właśnie, będąc na dopiero (i aż!) nastym z kolei odcinku ,,City Huntera” w anime, już korci mnie myśl o cofnięciu wszystkiego do ,,białej karty” i rozpoczęcia oglądania serialu od nowa, aby zrównać się z odpowiednimi rozdziałami mangi tomów 1, 2 i kolejnych. Na pewno nie jest to szalony pomysł, skoro Hojo odwalił (a to ledwo ,,pilocik!” cyklu!) niniejszym ekspresyjnie realną, kuszącą do zanurzenia się głębiej w tą rzeczywistość… robotę! Wszystkie te Netflixy, Disneye i PrimeVideo, czy cała reszta platform streamingowych, już teraz może pomyśleć o realnym wyprodukowaniu kilku sezonów ,,City Huntera”, najlepiej z obsadą topowych aktorów z świata małego i wielkiego ekranu. Mamy tu na tyle materiału źródłowego, że sama genialnie kreowana, jakby ze szwajcarską precyzją podkręconą do 110%-owej perfekcji, wersja komiksowa przygód nietuzinkowo stąpającego po świecie Ryou i jego bliskich mu ziomków z ,,ekipy śledczej” City Huntera, dałaby taki produkt końcowy, który określany byłby być może topowym z ostatnich lat. No tak, to generalnie dość zastanawiająca seria mang. Bo co by było, gdyby Świat funkcjonował tak, jak widziany z perspektywy Ryou? Trudno odpowiedzieć sobie na to pytanie, oj trudno. Bo City Hunter to w ostatecznej ostateczności odpowiednio skomplikowany przypadek skomplikowanego Uniwersum, jednego z najlepszych w historii swojego kryminalno-akcji-sensacyjno-dramatyczno-komediowego, mieszanego, gatunku, produktu w konwencji anime! I to w dodatku ,,skomplikowany przez duże s", bo niektórzy fani, już po lekturze omawianego tomu i być może obejrzanych kilku czy kilkunastu odcinkach anime, będą wprost uwielbiali mangowego ,,CH” za wyjątkowe kreację i relację tej dwójki duetu Ryou i Kaori, którzy może i nie grają pierwszych skrzypiec w tych 600 stronach ciągle, ale są w stanie podtrzymywać ogólny styl narracji i różnorodność emocjonalności. Na pewno znajdą się i tacy, którzy ,,polofciają” bez reszty ten Świat… za jego mangową całość, gdzie w owych setkach stron, z odpowiednią dozą kreowanego napięcia dostosowanego do rodzaju gatunku/nurtu tytułu, wyzwalana zostanie unikatowa moc akcyjniakowości i filuterności, którą dają nam scalone z ciekawą postacią głównej opowieści nasi herosi akcji i policyjnej brawury. I tak, padło: ... padło właśnie na określenie tomu 1 jako idealnego mango-tworu na początek, przede wszystkim: ....dla entuzjasty gatunku akcyjniakowego z różnymi podgatunkami w tle. Przebudziła się tu moc, i to w takiej skali, że chyba zostanę na dłużej w komiksie (a nie samej mandze!) z tym wytwornym nurtem. Nie spodziewałem się, że sam Ryou będzie kimś więcej niż awanturniczym lowelasem. Tak właściwie to, nie spodziewałem się tu takiego flirtu z czytelnikiem.
karpatkadobra - awatar karpatkadobra
oceniła na 8 2 miesiące temu
Summer time rendering tom 1 Yasuki Tanaka
Summer time rendering tom 1
Yasuki Tanaka
„Na wieść o śmierci Ushio, przyjaciółki z dzieciństwa, Shinpei wraca do Wakayamy, swojego rodzinnego miasta na wyspie Hitogashima. Tam ponownie spotyka się z rodziną. Niezwłocznie odbywa się pogrzeb. Na miejscu jednak dzieją się pewne niezwykłe zjawiska…” Dodatkowo główny bohater po śmierci może cofnąć się w czasie do pewnego momentu. Brzmi znajomo prawda? No ale podobieństwa do ReZero na tym się kończą. Już w pierwszym tomie zostajemy rzuceni na głęboką wodę, ale nie martwcie się! Jeśli nie umiecie pływać to Mio was uratuje. Podoba mi się to, że autor już na samym początku angażuje czytelnika: zmusza do przemyśleń i snucia swoich własnych teorii. Tylko po to żeby pokazać, że nawet nie byliśmy blisko. W dodatku udało mu się idealnie oddać klimat grozy. W końcu zabiera nas na małą wyspę, gdzie można spotkać swojego sobowtóra 🤫 Jak się okazuje takie spotkanie można przypłacić życiem. A to tylko czubek góry lodowej! Żeby tego było mało otrzymujemy naprawdę dobrze wykreowanego głównego bohatera. Co jest dla mnie rzadkością. Shinpei - szybko łączy fakty i wyciąga wnioski, a w sytuacji kryzysowej potrafi zachować logiczne myślenie. Dlatego mi zaimponował. Jedyną rzeczą do której mogę się przyczepić to kreska, która średnio przypadła mi do gustu. Wygląda to tak jakby manga była rysowana na szybko. Chociaż czasami ma swoje „lepsze” momenty. 🐚Summer time rendering to tytuł, który potrafi zaintrygować od pierwszych stron. Dlatego jeśli szukacie: -Czegoś mrocznego i szalonego. -Czegoś, co zmusi was do myślenia. -Czegoś, co was zaskoczy. To jest to manga dla was!!!
_asyl_ - awatar _asyl_
ocenił na 8 2 lata temu
Dorohedoro #1  Q-Hayashida
Dorohedoro #1
Q-Hayashida
Nie wiedziałem, co znajdę sięgając po tę mangę, ale nie sądziłem, że sprawy zajdą tak głęboko. Historia Dorohedoro jest trudna do wyjaśnienia, a w mandze Q Hayashidy sprawy stają się jeszcze bardziej skomplikowane. Sezon anime obejmujący mangę ledwo zarysowuje powierzchnię tej wielowarstwowej i złożonej historii. Co ciekawe, manga trwała 18 lat od pierwszego rozdziału do końca historii i, jak można się spodziewać, styl graficzny Q Hayashidy bardzo się rozwinął w tym czasie, od surowego i szorstkiego projektu postaci po bardziej dopracowany wygląd, który pojawił się w anime dostosowuje się. Postacie, które wyglądają wręcz źle i perwersyjnie, zyskują gładszą przewagę, nie wspominając o spójności między panelami. Przez całą książkę grafika Q Hayashidy staje się lepsza bardziej przekonująca, a jej postacie bardziej „ludzkie” (jej kobiety z biegiem czasu stają się nawet „młodsze”), a cały wygląd mangi zaczyna przypominać Katsuhiro Otomo's Akira, co jest bardzo chwalone w mojej recenzji. Jedną z atrakcji Dorohedoro jest dla mnie to, jak ta kolorowa obsada postaci łączy się i współpracuje, kiedy tylko tego potrzeba, a bohaterowie znacznie się rozwijają w mandze. Wierzcie lub nie, ale wszyscy są po prostu fajni, a ich osobiste historie są zawiłe, wzruszające i przekonujące. Każda osoba ma do odegrania określoną rolę, która pomaga rozwinąć tę złożoną historię. A skoro już o tym mowa, warstwy tej tajemniczej cebuli zostają obrane, po czym ukazuje się kilka wewnętrznych cebul z własnymi warstwami, które należy obrać. Nie wiem, czy Q Hayashida zaplanowała tę historię z wyprzedzeniem (niektóre z nich brzmią jak wprowadzenie nowej koncepcji tylko po to, aby zawiązać luźne zakończenie, a następnie się jej pozbyć), ale mnóstwo postaci i elementów wprowadzonych na początku powtarzają się i są przywracane w sposób istotny dla historii. Dostajemy mnóstwo odpowiedzi na pytania (a czytelnikowi stale przypomina się o tych rewelacjach, za co jestem jej bardzo wdzięczny), co daje niesamowitą satysfakcję. Mimo to nie jestem do końca pewien, w jaki sposób Caiman, Risu i Ebisu są w pełni powiązani w tej historii. Nie wiem, co w tym momencie powiedzieć o Dorohedoro, poza tym, że cieszę się, że ta historia dobiegła końca, mimo że będzie mi naprawdę brakować tych postaci. Ostateczny werdykt jest prosty: Dorohedoro to dziwna, ale i zarazem ciekawa manga choć kończący Arc jest nieco zagmatwany i nudny mimo wszystko! Ale poza Caimanem mój ulubieniec Chidaruma dawał fajne rozjaśnienie swoimi docinkami ;)
Paweł - awatar Paweł
ocenił na 7 1 rok temu
Samotny wilk i szczenię #2. Kazuo Koike
Samotny wilk i szczenię #2.
Kazuo Koike Goseki Kojima
Nigdy nie mówi więcej, niż trzeba. Cel swojej misji zachowuje w tajemnicy do końca. Po co go zdradzać? Nie może przecież dać przewagi przeciwnikowi, bo to może przechylić szansę na niepożądaną stronę. To Ogami Ittō, zabójca, który podąża ze swoim synem ścieżką demonów w sześciu drogach i czterech formach narodzin. Drugi tom mangi "Samotny wilk i szczenię" w każdej odsłonie (czyli w każdym epizodzie) oferuje coś innego. Tylko w teorii mamy podobną konstrukcję, ale po prawdzie każda przygoda to nowy pomysł na narrację. I nie ma tu słabych stron. Ewentualnie "Pół maty, jedna mata, pół garści ryżu" trochę odstaje od reszty - jest moim zdaniem przekombinowany, chociaż samo wyjście z pomysłem na opowieść o Sakonie, sprzedawcy głowy, jest już genialne. Struktura tego tomu? Nieprzewidywalna i zaskakująca, zarówno w prezentacji samych opowieści, jak i w graniu na emocjach. Wiemy, że Ogami Ittō jest niepokonany. Wiemy, że cykl mangi "Samotny wilk i szczenię" to cykl długi, intensywny w swoich opowieściach. Wiemy też, że Ittō nie raz i nie dwa razy stanie do walki ze srogimi przeciwnikami, ale zawsze sobie poradzi. I tutaj tkwi siła opowieści, bo pomimo tej wiedzy, dzięki niezwykłemu kunsztowi twórców - to Kazuo Koike (scenariusz) i Goseki Kojima (rysunki) - mimo wszystko zastanawiałem się, czy samuraj wyjdzie bez szwanku z opresji. Tak za każdym razem funkcjonuje narracja. Autorzy w wyśmienity sposób budują napięcie, tworzą fundamenty pod niezwykłe starcie, które w finale jest nieuniknione. Chociażby zawarty w tym tomie epizod "Zimowy wiatr dmący przez bambusowy mur" (co za piękny tytuł!) - gdy Ittō konfrontuje się z trójką braci Sasaki, wokół których zbudowana jest legenda (stoją za nią konkretne obrazki, akcja i prezentacja umiejętności), zacząłem się martwić. Może podejdzie inaczej do sprawy? Może uratuje się fortelem? Zlecenia są bowiem różne, a drugi tom pokazuje, że Ittō owszem, oferuje usługi, ale nie każda misja to krwawe rozdanie (vide epizod "Dziewka i dziwka"). Zatem są krwawe pojedynki, do Ittō strzelają z broni palnej, samuraj staje w obronie słabszej osoby (i nawet nie ma takiego zlecenia). To tom, który pogłębia rys psychologiczny - wiemy o bohaterach więcej. Daigoro żyje w swoim dziecięcym świecie, ale bacznie obserwuje, towarzyszy dzielnie w podróży, a jednocześnie jest tym fantastycznym dzieciakiem, który ze swoim szczerym i rozbrajającym „Tuś” stanowi delikatny element, niczym przeciwwagę dla brutalnego świata. Ale jest coś jeszcze. Po przeczytaniu pierwszego tomu sądziłem, że tak to właśnie będzie z "Samotnym wilkiem". Będziemy dostawać przygodę za przygodą, każda będzie oczywiście budować bohaterów, dodawać im cech, zbliżać nas do nich. Wciąż nie znaliśmy początku tej drogi. Co sprawiło, że na twarzy Ittō jest takie zacięcie? Co sprawiło, że podjął się takiej fuchy? W drugim tomie, w opowieści "Biała droga do raju pomiędzy dwoma rzekami", mamy wgląd w ten dramatyczny i tragiczny zarazem moment w życiu samuraja. Ja znałem te wydarzenia z filmu "Samotny wilk i szczenię I: Miecz zemsty" (1972, Kenji Misumi). Teraz mogłem sprawdzić, jak bardzo Misumi był wierny oryginałowi. Wierny był, ale zapewniam, że nawet widzowie zaznajomieni z filmową adaptacją przeżyją w pełnym napięciu te krwawe wydarzenia z narodzin Samotnego wilka. Wybitna lektura.
Patryk Karwowski - awatar Patryk Karwowski
ocenił na 8 12 dni temu
Devilman #1 Go Nagai
Devilman #1
Go Nagai
Manga Devilman. Tom 1 to historia pewnego licealisty Akiry, który stroni od przemocy i raczej należy do grona niezbyt odważnych nastolatków. Wszystko w jego życiu się zmienia, kiedy jego przyjaciel Ryo odkrywa przed nim prawdę na temat demonów. Wielkich, przerażających i potężnych bestii, które niegdyś rządziły światem, a teraz ponownie chcą nim zawładnąć. Jedynym ratunkiem dla ludzi jest wykorzystanie ich potężnej mocy przeciwko nim samym. Pokonać niezwyciężone bestie może tylko człowiek, który pozwoli się opętać, przejmie moce demona, a jednocześnie będzie miał na tyle czyste serce, że jego „człowieczeństwo” pozostanie nietknięte. Tym kimś stał się właśnie wspomniany Akira, który przemienia się w tytułowego Devilana i rozpoczyna wielkie demoniczne łowy. Manga jest połączeniem komiksu akcji i grozy i raczej kierowana jest do bardziej dojrzałego czytelnika. Obok wyrazistej dawki grozy, kolejne strony tytułu wypełnia duża widowiskowość. Devilan walczący z kolejnymi demonami to jednak nie wszystko, co ma do zaoferowania tytuł. Zagłębiając się w kolejne rozdziały mamy okazję lepiej poznać młodych bohaterów, ale przede wszystkim obserwować postępującą destrukcję umysłu Akiry, który coraz bardziej poddaje się sile demona, który go opętał. Budowa świata jest całkiem dobra, chociaż brakuje tutaj kilku bardziej wyrazistych wątków pobocznych (raczej całość historii trzyma się głównej treści). Pewne zastrzeżenia można mieć również do zaprezentowanych tutaj postaci i towarzyszących im emocji. Cały czas należy jednak pamiętać o tym, że tytuł ma ponad 40 lat na karku. Jak na swój wiek, fabuła nadal jest wciągająca, potrafi angażować czytelnika i zapewnić mu odpowiednią dawkę humoru, grozy i akcji. Tym, co na pewno mocno wyróżnia tytuł i sprawia, że warto się nim zainteresować jest bardzo ciekawa oprawa rysunkowa (oczywiście mocne retro). Rysunki były, są i pewnie jeszcze długo będą niezwykle interesujące. Styl Go Nagai to połączenie „kreskówkowych" projektów postaci (charakterystyczny dla starych mang) z najbardziej groteskowymi, szalonymi i przerażającymi demonami, jakie można sobie wyobrazić. Twórca nie boi się tutaj również na prezentacje dość brutalnych scen, w których pojawiają się nawet dzieci. Akcje tego typu są momentami trochę przerysowane, ale na pewno nie można im odmówić dużego ładunku emocjonalnego przenoszonego na odbiorcę. https://gameplay.pl/news.asp?ID=136458
PopKulturowy - awatar PopKulturowy
ocenił na 8 4 lata temu

Cytaty z książki Syrenie opowieści tom 2

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Syrenie opowieści tom 2