Tym razem tomik opowiadający wydarzenia, które już miały miejsce. Oczywiście w anime są one wplecione w odpowiedniej kolejności. Mamy okazję przypomnieć sobie grę śmierci, jak i bliżej przyjrzeć się pewnej krainie! To co, zaczynamy?
W skład tego tomiku wchodzą trzy opowiadania "Incydent w strefie", "Calibur" i "Dzień, w którym wszystko się zaczęło". Tego ostatniego nie spotkacie na ekranie – gości jedynie na stroniczkach tej light novel.
[Incydent w strefie] Cofamy się do czasów, gdy uwięzieni gracze walczyli o życie w SAO. Pewnego razu Kirito i Asuna są świadkami przerażającego wydarzenia – widzą jak umiera pewien gracz. Niby nic nadzwyczajnego biorąc pod uwagę ich sytuację, jednakże akcja rozegrała się wewnątrz bezpiecznej strefy, w której nie ma się prawa zginąć! Jakim cudem ktoś tego dokonał? Nasz duet detektywów próbuje się tego dowiedzieć.
"Ciekawe, czy gdybym teraz wbił ją sobie w ciało, to i moje HP w jednej chwili spadłoby do zera? Zawładnęła mną przemożna chęć przeprowadzenia eksperymentu, ale zacisnąłem zęby i pokręciłem głową. Nie mogłem aż tak ryzykować."
Macie ochotę na zagadkę kryminalną, łakniecie chwili wytchnienia od zabijania bossów? Podczas czytania pierwszej opowieści macie kryminał rozgrywany w wirtualnym świecie. Nigdy takiego nie czytaliście? Okazja do nadrobienia nadarza się sama!
"– Będziemy kontynuować twoją misję. Pewnego dnia ukończymy tę grę i wszystkich uwolnimy, zobaczysz."
Akcja powoli nabiera tempa, bohaterowie mają zaledwie strzępki informacji, a następne niewiele im pomagają, jednak ziarnko po ziarnku próbują coś wyłuskać. Oczywiście przez ten czas nie nudzimy się, gdyż humor jaki dostarcza nam nasza parka detektywów umila przygodę z tym opowiadaniem. Końcówka jest zaskakująca, a rozwiązanie i motywy tej całej sprawy wprawią was w osłupienie.
[Calibur] Każdy zna tę legendarną broń, czyż nie? Gracze starają się ją zdobyć, choć nie mają pojęcia, gdzie jej szukać. Nagle rozpoczyna się misja, za wykonanie której nagrodą jest ten najlepszy oręż wśród mieczy. Kirito nie może odpuścić szansy, by zdobyć ten kąsek. Sprawa nie jest jednak taka prosta.
"– Braciszku, spójrz na to.
[...]
Gdy usiłowałem sobie przypomnieć, co takiego ostatnio przeskrobałem, Suguha uśmiechnęła się krzywo i powiedziała:
– Spokojnie, tym razem nie zamierzam cię o nic oskarżać. No dalej, zobacz!"
Ten epizod najmniej mi się podobał z tego tomiku. Humoru w nim nie brakowało, zwrotów akcji i oczywiście ogromu walk również. Można nawet go podciągnąć pod grę śmierci, gdyż szansę mają tylko jedną, ale to nie wystarcza. Najpewniej zbyt szybkie tempo akcji jest tutaj problemem. Borykam się z tym przy każdym tomie SAO. Akcja rozgrywa się zbyt szybko – np. ledwo rozpoczyna się walka, która wydaje się, iż będzie długa, a co z tego wynika? W następnej chwili bohaterowie są dawno za nią i przeszli już kilka poziomów... Wiem, to opowiadanie jest krótkie i inaczej ciężko byłoby to zmieścić, ale można było je jednak jeszcze troszkę rozwinąć (o innych tomach nie wspominając). Tam, gdzie się nakręca, na wydawało by się bitwę, wszystko rozgrywa się na kilku stroniczkach, a potem znajdujemy się już daleko. A pozostałe starcia to co, nie były warte uwagi?
"Spuściłem głowę i zacisnąłem zęby, przez jedną krótką chwilę tocząc z samym sobą zażartą walkę. Miałem dwa wyjścia – zginąć z Excaliburem w ramionach albo wyrzucić go i przeżyć. Czy ta odległość ostatnich pięciu metrów, która aż zbyt jawnie poddawała próbie żądze gracza, powstała przez przypadek? Czy może była to pułapka celowo stworzona przez system Cardinal?"
Mimo wszystko naprawdę dobrze bawiłam się przy tej opowieści. Najbardziej interesujące są tutaj mity, które zostały zgrabnie wplecione. Niektórych ich bohaterów możecie kojarzyć, nawet z filmów – szkoda, że pewnego śmieszka zabrakło.
[Dzień, w którym wszystko się zaczęło] Przyznaję, że ta opowieść ciekawiła mnie najbardziej. Nie tylko dlatego, że nie było jej w anime. Po prostu czułam niedosyt i chciałam zobaczyć, co spotkało Kirito kilka chwil po rozpoczęciu gry śmierci (w 1 tomie jest zbyt duży przeskok) i jakie uczucia mu towarzyszyły, gdy postanowił wyruszyć na pierwszą misję, aby zwiększyć swoje szanse na przetrwanie. Szczęśliwym trafem znajduje się tutaj taki epizod, co mnie niezwykle cieszy, choć jest nieporównywalnie krótszy od pozostałych dwóch.
"W grze śmierci można było wybrać tylko jedną z dwóch rzeczy: bezpieczeństwo albo wolność. Jeśli rozpoczynała się w bezpiecznej strefie, to wystarczyło w niej pozostać, by uniknąć wszelkiego zagrożenia życia. Lecz szansę na wyzwolenie mieli tylko ci, którzy podjęli ryzyko i szli naprzód."
Jestem usatysfakcjonowana lekturą tej historii. Pokazała mi trochę inne oblicze Kirito, nie od strony, którą zawsze pokazuje innym, ale jego wnętrze. Przynajmniej trochę, gdyż Kawahara nie przedstawia wylewnie tego, co im w duszy gra, jednak końcówka najbardziej mnie urzekła. Oczekiwałabym więcej takiego typu sytuacji, gdyż uczucia też są ważne, a na pewno gamę różnorakich emocji mieli uwięzieni w grze śmierci, ale pomarzyć dobra rzecz.
Chcecie poznać historie, które przypomną wam przerażające czasy SAO? A może interesuje was zdobywanie najpotężniejszego miecza okraszone mitami? Polecam zapoznać się z całością, nie będziecie zawiedzeni.
Opinia
Rozpoczynamy przygodę z nową, jak do tej pory najdłuższą serią SAO "Alicyzacja". Zdobyła ona największe uznanie wśród czytelników. Zastanawiałam się, dlaczego, więc sięgnęłam po tomik, aby się przekonać. Czy faktycznie dorównuje, a nawet prześciga "Aincrad"?
Nasz bohater Kirito przez pewien incydent budzi się w lesie. Nie ma pojęcia, gdzie jest i jak się tam znalazł. Jego ubranie sugeruje, że znajduje się w świecie fantasy, ale jest pewien problem... Nie ma żadnego okienka systemu, w którym mógłby odnaleźć opcję wylogowania. Do tego otoczenie jest tak realistyczne, że Kirito nie ma pewności, czy nie jest jednak w rzeczywistym świecie. Gdy próbuje odnaleźć się jakoś w nowej sytuacji i poszukuje wskazówek dotyczących swojego położenia, napotyka chłopaka imieniem Eugeo. Oprócz tego, po pewnym czasie w jego głowie pojawia się pewne wspomnienie... Czy czarny szermierz był już tutaj wcześniej? A może tylko mu się zdaje?
Początek tego tomiku był trochę oporny. Jeżeli odpłynęłam gdzieś myślami to od razu gubiłam wątek i musiałam zaczynać od początku. Wymagał niezwykłego skupienia, aby zdobyć jakieś informacje dotyczące nowej technologii, która jest w fazie testów. Została ona wyjaśniona oczami gracza, który miał okrojoną wiedzę, gdyż nie został całkowicie wprowadzony w szczegóły. O co dokładnie chodzi? Moja wiedza na temat mózgu również nie jest zbyt duża, więc nie jestem w stanie stwierdzić czy Kawahara nie plecie bzdur. Mimo wszystko jego wersja składa się w logiczną całość, co świadczy o tym, że dokładnie sobie przemyślał całą koncepcję. Dzięki temu mamy okazję trochę pogłówkować.
"– Te specjalistyczne terminy, jak zmiennoświatło czy mnemonika wizualna, mogą wywołać wrażenie, że to jakaś podejrzana technologia. Ale kto wie, może tak naprawdę wirtualny świat tworzony przez TLD jest nam lepiej znany niż ten, który został wygenerowany przez AmuSphere. Mówiąc w skrócie, to coś jakby "realny sen.""
Tomik jest podzielony nie tylko na rozdziały, ale również przerywniki. Pokazują one, co się działo przed wylądowaniem Kirito w tajemniczym świecie. Tutaj oczywiście apetyt rośnie, gdyż autor kończy incydent w tak znienawidzonym przez czytelnika momencie.
Cóż, nie jedna osoba przyzna z ulgą, że tym razem Kirito nie spotkał już na samym początku jakiejś panienki, żeby znowu móc powiększyć swój harem, a zamiast tego poznał sympatycznego i uroczego młodzieńca. Nawet ja byłam tym faktem usatysfakcjonowana, bo już trochę nudziły mnie kolejne królewny, które ratował z opresji. Eugeo jest bezkonfliktowy, spokojny i uprzejmy. To bardzo cichy chłopak, choć jak to mówią "cicha woda brzegi rwie".
Świat, w którym pojawił się nasz bohater jest specyficzny. Z wyglądu niczym nie różni się od rzeczywistości, natomiast jego mieszkańcy w niczym nie ustępują ludziom z rzeczywistego świata. Jedną z różnic może być fakt istnienia pewnej złej strony, która jest oddzielona od Podziemia. Do tego walczy się tutaj na miecze i różne tego typu ostre oręże. Dodatkowo istnieje tutaj coś, co przypomina nam i głównemu bohaterowi wydarzenia z początkowych tomów SAO. Najciekawsza jest tutaj jednak sprawa polityczna Podziemia. To najbardziej skrępowane społeczeństwo jakie kiedykolwiek spotkałam. Niekiedy wręcz groteskowe, innym razem irytujące i zdumiewające, rozmaite zasady pozbawiają ich wolności. Po co to wszystko?
"Kirito, Eugeo... Czekam na was, zawsze będę czekać... Czekam cały czas na szczycie Centralnej Katedry..."
"Alicyzacja: Początek" posiada mniej akcji niż w przypadku wcześniejszych tomików SAO. Wprowadzenie w obecną sytuację i rozeznanie się w niej zajmuje sporą powierzchnię, mimo tego mamy okazję przeżyć jakieś walki oraz zapoznać się mniej więcej z panującymi w tym świecie prawami.
Niestety w trakcie czytania tomiku napotkałam na niezbyt miłą niespodziankę. Otóż pojawił się błąd i strony od 281 do 288 powtarzają się, gdy powinna być 289 strona. Cóż, może chwilowo to wprowadzić zamieszanie, jednakże pozostałe stroniczki wydrukowane są w komplecie, więc żadnej nie brakuje.
Tomik zapowiada obiecującą historię. Do bólu prawdziwy świat, uwięziony w nim Kirito i sprawy, które dzieją się aktualnie poza Podziemiem. Co z tego wszystkiego wyniknie? Trzeba się jak najszybciej przekonać.
"Your soul will be so sweet...
Twoja dusza będzie taka słodka..."
Rozpoczynamy przygodę z nową, jak do tej pory najdłuższą serią SAO "Alicyzacja". Zdobyła ona największe uznanie wśród czytelników. Zastanawiałam się, dlaczego, więc sięgnęłam po tomik, aby się przekonać. Czy faktycznie dorównuje, a nawet prześciga "Aincrad"?
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNasz bohater Kirito przez pewien incydent budzi się w lesie. Nie ma pojęcia, gdzie jest i jak się tam znalazł. Jego...