rozwiń zwiń

Starożytne wieczory 2 Tomy

Okładka książki Starożytne wieczory   2 Tomy
Norman Mailer Wydawnictwo: Muza Seria: Biblioteka Bestsellerów literatura piękna
964 str. 16 godz. 4 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Seria:
Biblioteka Bestsellerów
Tytuł oryginału:
Ancient evenings
Data wydania:
1995-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1995-01-01
Liczba stron:
964
Czas czytania
16 godz. 4 min.
Język:
polski
ISBN:
83-7079-407-6
Tłumacz:
Sławomir Magala
Średnia ocen

                7,2 7,2 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Starożytne wieczory 2 Tomy w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Starożytne wieczory 2 Tomy

Średnia ocen
7,2 / 10
17 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
72
49

Na półkach: ,

Nie ma tutaj tomu I, więc zrecenzuję drugi jakby były razem. Po pierwsze, jest to typowa amerykańska literatura, jak nie czytałeś Bukowskiego, Golding'a lub Crub'a, to możesz nie czuć kontekstu kulturowego. Tak więc, jest to literatura przepełniona metaforami, asocjacjami między seksualnością a mitologią i duchowością. Pierwsze wydanie w stanach zostało zakwalifikowane jako literatura pornograficzna, moim zdaniem, przez niezrozumienie, tutaj seksualność staje się kluczem do zrozumienia sił rządzących człowiekiem oraz relacji człowieka z światem poza ludzkim. Autor poświęcił wiele czasu na studiowanie niuansów kultury starożytnego Egiptu, i to czuć. Nie jest to fantazja na temat tego w co wierzono i jakie zwyczaje panowały na dworze, ale jednak wierne odwzorowanie i autorska interpretacja klimatu które tam panowały z zachowaniem szacunku do detali.

Czytając "Starożytne wieczory" jest się tam.

Nie ma tutaj tomu I, więc zrecenzuję drugi jakby były razem. Po pierwsze, jest to typowa amerykańska literatura, jak nie czytałeś Bukowskiego, Golding'a lub Crub'a, to możesz nie czuć kontekstu kulturowego. Tak więc, jest to literatura przepełniona metaforami, asocjacjami między seksualnością a mitologią i duchowością. Pierwsze wydanie w stanach zostało zakwalifikowane jako...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

116 użytkowników ma tytuł Starożytne wieczory 2 Tomy na półkach głównych
  • 86
  • 30
26 użytkowników ma tytuł Starożytne wieczory 2 Tomy na półkach dodatkowych
  • 17
  • 3
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Norman Mailer
Norman Mailer
Właśc. Nachum Molech Mailer – amerykański powieściopisarz, eseista, dziennikarz, scenarzysta i reżyser filmowy, dwukrotny laureat nagrody Pulitzera. W swoich utworach często podejmował aktualną problematykę (twórczość o charakterze reportażowym i publicystycznym), krytykował współczesne amerykańskie społeczeństwo i jego obyczaje.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Mefisto John Banville
Mefisto
John Banville
Banville to figlarny i piekielnie inteligenty pisarz, a każda jego książka jest jakby smakowicie zapakowanym prezentem, gdzie nazwisko autora jak wielka kokarda zwiastuje kryjące się pod nią wspaniałości. Mefisto jest i nie jest podobne do innych dzieł tego autora. Jest w nim wszystko, co najwspanialsze, najbardziej charakterystyczne dla niego, a jednocześnie prezentuje nieco inne spojrzenie i postaci. Mamy tu młodego człowieka, chłopca, który posiada niezwykły matematyczne dar, określany przez swojego nauczyciela jako geniusza. Poznajemy go od najwcześniejszych chwil życia, chwil, które zna z opowiadań rodziny, jak przeżył niejako kosztem swojego brata bliźniaka. Zawsze strzeżony jako ten, który może podzielić los zmarłego rodzeństwa, a jednocześnie od najwcześniejszych lat izolujący się i próbujący oddanie matki. W szkole dowiaduje się, że jest wybitnym, ponadprzeciętny, co skrzętnie ukrywa przed rodziną, zwykłą i prostą, nie znającą innego życia jak to w małym i skromnym miasteczku. Pragnie być bezgranicznie kochany i akceptowany ale zdaje sobie sprawę, już jako dziecko, że od chwili narodzin jego życie naznaczone jest przegraną, że jego wyjątkowość, to jego przekleństwo. Nie oponuje, gdy matka nie zgadza się z nauczycielem poruszonym talentem ucznia, z którego potęgi zdaje sobie sprawę tylko on, próbuje uświadomić matkę jak bardzo niezwykłe dziecko jest jej udziałem, jaka to misja wychować go. Matka czuje się dotknięta, jakby nazwał ją złym rodzicem, ta prosta kobieta nie jest w stanie pojąć geniuszu dziecka, jego wagi, ona widzi tylko jego odmienność społeczną, jego introwertyczny charakter, jego mało dziecinny sposób bycia i zainteresowania. Oczywiście o tym wszystkim dowiadujemy się z opowiadań chłopca, który jest narratorem całej historii, sformułowanych w sposób charakterystyczny dla dużego dziecka, inteligentnego lecz emocjonalnie wciąż niedojrzałego. Jakby tego było mało w tej spokojnej i cichej okolicy pojawiają się trzej przybysze, zupełnie inni i zupełnie nie spokojni. Wszystkich spowija aura diabolicznej tajemniczości, niemą Sophie, przebiegłego Felixa i antypatycznego Kasperla. Tak samo obcy dla społeczności jak Gabriel, który wyczuwa jakąś jedność duchową, losu z nowymi sąsiadami. Zafascynowany ich niemal patologicznym stylem życia wydaje się, że zupełnie zapomina o swojej prawdziwej rodzinie i niejako adoptuje się sam do nowej, tej, która go przyjmuje takim jaki jest. Czy przyjmuje? A może bardziej zwabia, a niczego nieświadomy niewinny Gabriel daje się złapać w pułapkę, która wcześniej została na niego zarzucona poprzez obdarzenie go nadzwyczajnym darem? Nic nie jest tu opowiedziane wprost, nie ma rzeczy oczywistych i podstawowych. Wszystko jest rozmyte, ukryte w mgle, zapisane językiem, którego nasz bohater nie rozumie, ponieważ jedyny język mu bliski to język liczb i ich skomplikowane kombinacje, których nie da się odnieść do ludzkiej rzeczywistości, nieprzewidywalności życia, ludzkich uczuć i więzi, interesowności i złych intencji. A to dopiero początek. Banville doprawdy jest pisarzem, który potrafi w zachwycająco prosty, a jednocześnie niepretensjonalnie wyszukany sposób uchwycić to, co nas otacza, a nad czym nawet się nie zastanawiamy, ponieważ jest to tak oczywiste. Potrafi to odbić w lustrze tak, że przyglądamy się i przyglądamy, i zamiast znużenia wzmaga się nasza ciekawość i chęć dalszego poznawania. Kiedy Gabriel doświadcza dramatycznych zdarzeń, czy minęło już kilka lat, których nie zauważył, czy ledwie kilka tygodni, które odmieniły go tak, jakby przeżył już wystarczająco by dojrzeć, tego nie wiemy. Zmienia się jednak język opowieści, jest zdecydowanie smutniejszy, zgaszony, pozbawiony złudzeń, a jednak narrator wciąż szuka dla siebie ratunku. Banville to prawdziwy czarodziej, samym tylko tonem opowieści potrafi zmienić perspektywę, właściwie oddać wszystko co istotne. To cudowne zadumanie w języku jest wyjątkowym znakiem firmowym, trudnym do odnalezienia gdziekolwiek indziej. Nie tylko styl, który oddaje maksimum treści, ale do tego niebanalna fabuła, która wywołuje gęsią skórę zasługują na poświęcenie jej małego wycinka z życia, żeby poznać co to jest dobra literatura. Mefisto to niewiele ponad dwustu-stronicowa lektura, w której zostały zawarte najważniejsze problemy ludzkiej egzystencji.
czytulinka - awatar czytulinka
oceniła na 8 11 lat temu
Plugawy ptak nocy José Donoso
Plugawy ptak nocy
José Donoso
Posadowiona na pograniczu realizmu magicznego i surrealizmu powieść, wymaga od czytelnika uwagi i skupienia, by przy przekraczaniu owej granicy nie zatracić rozeznania w narracji i roli jej bohaterów. O ile Autor rozpoczyna legendą, to w kolejnych rozdziałach, których akcja rozgrywa się w Chile w latach 60-tych XX wieku, opisuje wydarzenia związane z miejscem i ludźmi, którzy mogą być potomkami osób z przedstawionej opowieści. Miejscem akcji jest opuszczony dom, niegdyś kontemplacji, a w czasie gdy rozgrywa się powieść, prowadzony przez zakonnice ośrodek, czy też przytułek dla starych kobiet, które mają tam swój świat, jakże inny od tego na zewnątrz, gdyż opuszczony i zaniedbany, jednak dla nich ważniejszy i bezpieczniejszy. Poprzez pryzmat świata zatrzymanego wewnątrz murów, jak i tego, związanego z życiem na zewnątrz, Autor ukazał istotę przemijania, przemiany ról życiowych i społecznych i odniesień, które dają preteks do podejmowania określonych działań i przybierania postaw, poprzez pryzmat których czujemy się bezpieczni. Nic nie jest tym, czym się wydaje, wszystko podlega zmianom, sługa może stać się kimś bardzo bogatym, zaś osoba piękna i dystyngowana zostać napiętnowana z tego właśnie powodu przez to, że różni się od oceniających. Zamknięta społeczność staruszek zastępują dziwolągi, postaci pokraczne z uwagi na różne deformacje fizyczne, to co brzydkie, staje się normą. `Nie wiadomo, czy zabieg ten nie posłużył Autorowi do skrytykowania stosunków społecznych i ustroju politycznego, to moje przypuszczenie. Brawa dla Pani tłumacz Zofii Chądzyńskiej, książka jest trudna i wymagająca, nie mniej z pewnością jej drobiazgowość pozwoliła wiernie przekazać zamysł Autora.
Marton - awatar Marton
ocenił na 6 8 dni temu
Odkrycie nieba Harry Mulisch
Odkrycie nieba
Harry Mulisch
Powieść holenderskiego pisarza o niesamowitym pochodzeniu, częściowo odwzorowanym w książce w postaci jednego z bohaterów. I dzieło okazało się godne swojego autora. „Odkrycie nieba” zabiera czytelnika w niesamowitą podróż po historii Holandii XX wieku, Europy Zachodniej po 1945 roku, Holokauście, teologii chrześcijańskiej i żydowskiej, astronomii, muzyce, rewolucji kubańskiej, mitach około-biblijnych i ludzkiej psychice. Do tego jeszcze nie wymaga od czytającego żadnych szczególnych wiadomości ani wiedzy z wymienionych dziedzin. Wszystko jest przekazywane w kolejnych wydarzeniach, opisach i rozmowach. Autor mimo tego nie zastosował strumienia świadomości, nie popisywał się też własną erudycją. Intermezza rozgrywające się w innej, wyobrażonej rzeczywistości stanowią przeciwwagę do realistycznego obrazu świata bez Boga, w jakim żyją bohaterowie. Precyzyjna konstrukcja powoduje, że każdy element jest ważny – zdarzenia, data, zdanie, informacja o kolejnej postaci. Nic się nie dzieje bez przyczyny i wszystko rozwija się logicznie, aczkolwiek zaskakująco. Dwaj główni bohaterowie, będący swoimi przeciwieństwami, w gruncie rzeczy składają się w jedną całość. Zalety jednego są brakami drugiego i na odwrót. Przypadek, a może nie, zetknął ich ze sobą i powiązał na zawsze, co widać w miarę rozwoju fabuły. Los / Bóg dał, los - Bóg wziął. Obie wersje wydarzeń są równie fatalistyczne. Połączenie wielu, pozornie nie związanych ze sobą tematów i warstw pozwoliło autorowi wypowiedzieć się w pełni co do historii i kultury Europy Zachodniej z XX wieku. Od pierwszej wojny, poprzez drugą i Holokaust, rozliczenia zbrodniarzy, dekolonizację, czas kontrkultury i spontanicznych ruchów lewicowych, ich odchodzenie od ideałów, triumf wolnego rynku z konsekwencjami. W aspekcie osobistym losy tradycyjnej rodziny jak i jej antytezy, stosunku do choroby, w tym nieuleczalnej i śmierci. A to wszystko w podwójnym anturażu – astronomicznym i biblijno-historycznym. Na szczęście autor nie zapomniał o Europie Środkowo-Wschodniej. Nasz kraj reprezentują Bielsko-Biała, Katowice, Kraków i leżący w środku trójkąta obóz Auschwitz. Podobnie jak Kuba pokazane bez uproszczeń i ze znajomością historii oraz jej uwarunkowań. Wspaniała i inspirująca lektura.
Aguirre - awatar Aguirre
ocenił na 10 1 rok temu
Instynkt pięknej Inez Carlos Fuentes
Instynkt pięknej Inez
Carlos Fuentes
Przeczytałem gdzieś kiedyś recenzję powieści Carlosa Fuentesa „Instynkt pięknej Inez”, której autor rozpływał się w zachwycie nad „muzycznym językiem” powieści, nad „sugestywnymi odpowiednikami muzycznych fraz” (cokolwiek miałoby to znaczyć). Czytałem tę powieść uważnie, trochę, przyznaję „na siłę” (dalej wyjaśnię, dlaczego) i jeśli zachwycać się frazą, to jednocześnie nad umiejętnościami i talentem tłumaczki, pani Zofii Wasitowej, bo przecież nie po hiszpańsku czytamy tę książkę… Pozwoliłem sobie na ten kąśliwy nieco wstąp, ponieważ często bywa, że onieśmieleni nazwiskiem (a Carlos Fuentes to wielkie nazwisko iberoamerykańskiej prozy) przypisujemy utworom autora atrybuty, które trudno dostrzec w samych dziełach, chwalimy za coś, czego nie rozumiemy i słabości powieści jesteśmy skłonni maskować udawanym intelektualiozowaniem. A ja uważam, że Fuentes poległ na tej powieści, nie udźwignął problemu konstrukcji, nie rozwiązał problemu narracji w dwóch czasach, że generalnie – rozważania nad czasem i przemijaniem (tym jest w rzeczywistości „Instynkt pięknej Inez”) go przygniotły. To, że Bułhakowowi udało się w „Mistrzu i Małgorzacie” mistrzowsko tę kwestię poprowadzić, nie znaczy, że potrafi to każdy pisarz, nawet wielki. Dwie równoległe historie miłosne, jedna dzieje się współcześnie, na przełomie XXX i XXI wieku, droga – w prehistorii, na zaraniu ludzkości, traktowane w powieści łącznie mają symbolizować, oznaczać wieczną spiralę tworzenia piękna z chaosu, niekończący się ciąg dziejów życia człowieka, miłości i śmierci. Wszystko okej. Tyle tylko, że pisarz nie zapanował, jak mi się wydaje, nad materiałem i myślami, i dał ponieść się żywiołowi tworzenia, ulegając chaosowi. Naturalnie, piękno i bogactwo języka Fuantesa w tłumaczeniu Z.Wasitowej uwiedzie nas. Ale w tej plątaninie pięknych zdań i scen, nieporządku myśli i pod niepewnie chwiejącą się konstrukcją powieści – łatwo się zgubić, a trudno przez tę prozę podróżować komfortowo.
Jacek Jarosz - awatar Jacek Jarosz
ocenił na 6 4 lata temu
Za worek kości Lluis-Anton Baulenas
Za worek kości
Lluis-Anton Baulenas
Kolejna powieść demaskująca śmieszność, hipokryzję, arogancję i bezduszność dyktatury. Kolejna elegia o straconym pokoleniu wzrastającym w czasie wojny, dojrzewającym w reżimie "zwycięzców" widzących wroga nawet w dzieciach. Kolejny literacji pomnik pamięci upodlonych, zabitych, wymazanych z rejestrów ale nigdy nie zapomnianych ludzi. Bohaterem tej poruszającej książki jest ciężko doświadczony w dzieciństwie przez wojnę i reżim Franco Genezjiusz - Kastylijczyk, syn żołnierza republiki i więźnia obozu koncentracyjnego. Opowiada nam on, w pierwszej osobie, swoje dzieciństwo i młodość naznaczone wojną, jednocześnie opisując także bieżące wydarzenia, w których bierze udział. Celem jego dorosłego życia jest wypełnienie ostatniej woli ojca i pomszczenie krzywd wyrządzonych jego najbliższym. Jest bez wątpienia bohaterem tragicznym – ukrywa prawdziwe uczucia do reżimu ukrywając się w szeregach jego wyznawców jako jeden z nich. Powoli obserwuje jak założona przez niego maska coraz bardziej zmienia go wtapiając się w prawdziwą twarz. Staje się cyniczny, rozdarty, wyrachowany, świadomy swojej hipokryzji, zagubiony przez co zaczyna popełniać błędy. Czy popełnia je nieświadomie czy celowo, czy zrealizuje swoje postanowienia, czy uratuje siebie prawdziwego? Warto przeczytać. Tematyka książki jest ciężka ale pouczająca, historia Genezjusza bez wątpienia wzorowana jest na prawdziwych wydarzeniach, to na prawdę kawał dobrej literatury.
sukkubi - awatar sukkubi
ocenił na 7 8 lat temu
Ewangelia według Jezusa Chrystusa José Saramago
Ewangelia według Jezusa Chrystusa
José Saramago
To chyba jedna z najdłużej czytanych przeze mnie powieści i jedna z najtrudniejszych. Zmęczyła mnie ta lektura i w pewnym momencie myślałam, że już jej nie skończę... Ale nie żałuję... Bardzo chciałam to przeczytać i dobrnęłam do ostatniego zdania, a powodowała mną zarówno ciekawość jak i szacunek dla bohaterów i dla samego autora. Tak myślę, że aby nie polec na tej lekturze potrzeba trzech rzeczy: czasu, spokoju i otwartego umysłu. To było moje pierwsze spotkanie z autorem, Jego styl jest nieoczywisty; zdania są długie, nie znajdziemy dialogów, typowych opisów, podane słowo jest tutaj naprawdę specyficzne, dość trudno to określić... Treści jest bardzo dużo, osobiście często musiałam i chciałam zarazem przeczytać poszczególne fragmenty po kilka razy. Bo jest tam wszystko: mamy bardzo drobiazgowe opisy, dosłownie wizualizacje,gdzie autor musiał wykonać tytaniczna pracę żeby odtworzyć tamtejsze miejsca, sceny itp. mamy wplecione, ale w sposób bardzo naturalny, cytaty z Pisma Świętego, i na koniec mamy wewnętrzne a właściwie duchowe życie bohaterów... Ich rozetki, najbardziej skryte myśli, pragnienia... Jest też humor, ironia, "oczko" puszczone przez Saramago do czytelnika... Podobno to dość kontrowersyjna pozycja, ja się tego w niej nie doszukałam... Jestem chrześcijaninem, katolikiem, ale mnie nic w niej nie uraziło. Wręcz przeciwnie zbliżyło do Jezusa, ale też do Józefa. Wiadome mi było jak zaczęła się ta historia i jak się kończy. Co wydarzyło się pomiędzy opowiedziano tutaj trochę inaczej niż w Czterech Ewangeliach, ale czy gorzej, mniej prawdziwie? Ja odczuwam niedosyt, i to chyba dobry objaw😉
Monika K - awatar Monika K
ocenił na 10 1 rok temu
Kraina wódki Mo Yan
Kraina wódki
Mo Yan
„Literackie delirium”. Tę zwięzłą, ale treściwą opinię przeczytałam na stronie tytułowej książki, pod wymowną i charakterystyczną butelką, w której Chińczycy przechowują alkohol. Jakby mówiącej przed wejściem w opowieść – napij się, zanim zaczniesz czytać. Wchodzisz do Alkoholandii ze stolicą Alkoholowa, w której trunki spotkasz w całej swojej różnorodności i postaci, bo „alkohol to słońce, powietrze, krew. Alkohol to muzyka, malarstwo, balet, poezja”, a „człowiek, który wytwarza napoje alkoholowe, jest mistrzem wielu sztuk, jednoczy w sobie wszystkie umiejętności”. Od przewodnika po Alkoholandii można usłyszeć - alkohol jest również „niezbędnym smarem dla trybików naszego państwa, bez niego cała ta machina nigdy nie kręciłaby się tak gładko i sprawnie!” Jego konsumpcji towarzyszą motywujące hasła – „Gdy coś bardzo wzruszy nas, to najlepszy picia czas!” Piją go wszyscy, bo nie piją tylko zdrajcy i sprzedawczyki. Chociaż „pijany bywa tylko niewykształcony, ciemny lud, najniższe warstwy społeczeństwa. Elita, czysta jak wiosenny śnieg, nie upija się nigdy”. W takim kraju wprowadzenie delegalizacji lub prohibicji alkoholu to jak „zabronić ludziom uprawiania seksu i jednocześnie popierać rozwój przyszłych pokoleń”. Do takiej krainy wódki przyjechał Ding Gouer. Czterdziestoośmioletni śledczy do zadań specjalnych, któremu najwyższą satysfakcję sprawiało rozwiązywanie kryminalnych zagadek. Doświadczony fachowiec i wysłannik prokuratury, do której dotarły informacje, że w kopalni Luo Shan uprawia się dzieciożerstwo. Śledczy Ding Gouer miał przeprowadzić dochodzenie i znaleźć odpowiedź na pytanie – kto smaży i zjada niemowlęta? Jego wędrówka po Alkoholandii w docieraniu do prawdy przypominała ciąg alkoholowy, w którego trakcie poznawał zasady funkcjonowania krainy oraz żyjących w niej obywateli. Alkoholandia była metaforą albo, jak kto woli, parabolą Chin. Alkohol symbolizował ideologię komunizmu, która, niczym psychodeliczne opary, otumaniała umysły Chińczyków, zastępując im krytyczne myślenie, autorytety, Boga, Buddę oraz przenicowując wartości moralne, sankcjonując absurd, bogactwem czyniąc komunizm, a jednostkę bezwolnym trybikiem jej mechanizmów. Obrazem tego były losy tych, którzy próbowali jej się przeciwstawić – śledczy Ding Gouer, opozycjonista z łuskowatą skórą i doktorant alkohologii. Wszyscy bez powodzenia w swoim oporze, by ostatecznie potwierdzić, że „wszystkie największe świętości – ideały, sprawiedliwość, szacunek, honor i miłość – podążały” za udręczonymi bohaterami „na samo dno kloacznego dołu”. Autor, Chińczyk żyjący w swojej ojczyźnie, by tę krytykę Chin lat dziewięćdziesiątych poprzedniego milenium, pełną czarnego humoru, ironii, surrealizmu, ukazać pośrednio, stworzył powieść, której dla jednych bliżej do postmodernizmu, a dla innych do realizmu magicznego. Ja przychylam się do pierwszej. Ma ona wszystkie cechy ją charakteryzujące – wątek kryminalny prowadzony przez śledczego, jego droga dochodzenia przypominająca błądzenie w labiryncie, intertekstualność ujmująca myśli i dorobek innych twórców, łączenie gatunków – prozy, listy w korespondencji między doktorem alkohologii a pisarzem Mo Yanem reprezentującym alter ego autora oraz opowiadań pisanych przez doktoranta, a ocenianych przez pisarza, a także przenikanie się realiów z fikcją wizji w stanie upojenia alkoholowego bohaterów, wykluczające ustalenie ostatecznej prawdy, co jest rzeczywiste, a co zmyślone – „małpy robiące wino i kradnące księżyc, śledczy siłujący się z karłem, złotopióre salangany, budujące gniazda ze śliny, karzeł tańczący na brzuchu pięknej kobiety, doktor alkohologii romansujący potajemnie z teściową, dziennikarka fotografująca niemowlę duszone w sosie sojowym”, demon w ciele łuskowatego chłopca i wiele, wiele innych nieweryfikowalnych zdarzeń i obrazów. Pozornie totalny chaos. Służący jednemu celowi – ukazaniu obrazu chińskiego społeczeństwa. Pełnego charakterystycznych cech dla „krajów demoludu”. Z jednej strony przenikliwie naturalistycznego w swojej brzydocie dzięki wykorzystaniu wielu środków stylistycznych, a z drugiej strony niezwykle poetyckiego. W efekcie smutnego, bo na wskroś prawdziwego. To właśnie jest prawda w całej swojej odsłonie, którą ma ujrzeć czytelnik. I o ile, nie udało się oszukać formą opowieści chińskiej cenzury, odrzucającej wydanie powieści, o tyle udało się tym krytycznym obrazem dotrzeć do odbiorców na całym świecie, ponieważ książka została wydana w Tajwanie i przetłumaczona na języki obce. Na pewno pomogła w tym Nagroda Nobla w 2012 roku za „Obfite piersi, pełne biodra”, która jest zupełnie odmienną gatunkowo powieścią, a która wpisałam na mój top książek czytanych w 2013 roku i od której polecam zacząć znajomość z twórczością autora. Być może dlatego „Kraina wódki” tak bardzo zaskoczyła mnie swoją innością, po lekturze tej pierwszej. naostrzuksiazki.pl
Maria Akida - awatar Maria Akida
oceniła na 8 2 lata temu

Cytaty z książki Starożytne wieczory 2 Tomy

Więcej
Norman Mailer Starożytne wieczory 2 Tomy Zobacz więcej
Norman Mailer Starożytne wieczory 2 Tomy Zobacz więcej
Norman Mailer Starożytne wieczory 2 Tomy Zobacz więcej
Więcej