Ewangelia według syna

Okładka książki Ewangelia według syna autorstwa Norman Mailer
Okładka książki Ewangelia według syna autorstwa Norman Mailer
Norman Mailer Wydawnictwo: Zysk i S-ka literatura piękna
258 str. 4 godz. 18 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Data wydania:
2011-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1998-01-01
Liczba stron:
258
Czas czytania
4 godz. 18 min.
Język:
polski
ISBN:
9788375067637
Norman Mailer, jeden z najważniejszych amerykańskich autorów ostatniego półwiecza, często w sposób kontrowersyjny i na pograniczu publicystyki i literackiej fikcji portretował ikony swoich czasów, takie jak Marilyn Monroe, Pablo Picasso, Muhammad Ali czy Lee Harvey Oswald. W "Ewangelii według syna" w powieściowej formie Mailer ukazuje, jak nikt przed nim, kluczowe wydarzenie dla całej historii Zachodu - życie i działalność, marzenia i nadzieje Chrystusa, opowiedziane przez niego samego już po śmierci.

Bezpośrednia relacja, demitologizująca przeróżne przeinaczone przez późniejszych ewangelistów fakty, odsłania prawdziwy charakter Chrystusa, niepozbawionego poczucia humoru i dysponującego niezwykłym zmysłem analitycznym żydowskiego mędrca dojrzewającego do boskości...
Średnia ocen
5,7 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Ewangelia według syna w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Ewangelia według syna



1032 677

Oceny książki Ewangelia według syna

Średnia ocen
5,7 / 10
59 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinie i dyskusje o książce Ewangelia według syna

avatar
536
403

Na półkach:

Ciekawa alternatywa wobec oficjalnego, tradycyjnego przekazu kościoła. Jezus jawi się tu jako pełen wątpliwości i samodzielnie myślący, skromny człowiek, który został wkręcony w niezłą historię. Jezus przedstawiany w taki sposób, jak w tej książce, przyciągnąłby do siebie jeszcze więcej wiernych. Jest bardziej prawdziwy, ludzki, niż ten kanoniczny, bezbłędny Jezus. Abstrachując od historycznej prawdy: żył/nie żył, kościół wyrządza tej postaci złą wizerunkowo robotę.

Ciekawa alternatywa wobec oficjalnego, tradycyjnego przekazu kościoła. Jezus jawi się tu jako pełen wątpliwości i samodzielnie myślący, skromny człowiek, który został wkręcony w niezłą historię. Jezus przedstawiany w taki sposób, jak w tej książce, przyciągnąłby do siebie jeszcze więcej wiernych. Jest bardziej prawdziwy, ludzki, niż ten kanoniczny, bezbłędny Jezus....

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
317
124

Na półkach: , ,

Norman Mailer przedstawia w swojej książce najbardziej ludzki obraz Jezusa, z jakim kiedykolwiek się spotkałam. Syn Boży jest tutaj ukazany jako zwykły człowiek, próbujący poradzić sobie jak umie ze swoim bardzo niezwykłym przeznaczeniem. Jezus u Mailera jest pełen gniewu i wątpliwości, sprzecza się ze swoją Matką, często niedowierza głoszonej przez siebie Dobrej Nowinie, ma chwile słabości i nie jest Mu obce żadne ludzkie uczucie. Także jego relacje z Ojcem nie są tak pełne zaufania, jak moglibyśmy pomyśleć. Mimo to Jezus stara się wykonać swoją misję, jak najlepiej potrafi, dla dobra przyjaciół, których szczerze kocha. To Chrystus inny od głoszonego przez instytucjonalny Kościół, prawdziwy człowiek "podobny do nas we wszystkim". To bardzo świeży, szczery obraz w porównaniu z innymi, bardziej cukierkowymi przedstawieniami Mesjasza w literaturze.
Same wydarzenia opowiedziane w książce nie odbiegają za bardzo od tych znanych z Ewangelii, są jedynie nieznacznie zmodyfikowane. Całość napisana została zwięzłym, prostym stylem, więc "Ewangelię według Syna" czyta się bardzo szybko i przyjemnie.
Polecam lekturę każdemu, kto chciałby odetchnąć od wszechobecnego przesłodzonego obrazu Jezusa i zapoznać się ze świeższym spojrzeniem na jego Osobę.

Norman Mailer przedstawia w swojej książce najbardziej ludzki obraz Jezusa, z jakim kiedykolwiek się spotkałam. Syn Boży jest tutaj ukazany jako zwykły człowiek, próbujący poradzić sobie jak umie ze swoim bardzo niezwykłym przeznaczeniem. Jezus u Mailera jest pełen gniewu i wątpliwości, sprzecza się ze swoją Matką, często niedowierza głoszonej przez siebie Dobrej Nowinie,...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1326
866

Na półkach:

Żył jak człowiek, a siła była w nim.
Uczony rzemiosła, a znał psychologię i naturę człowieka.
Był synem bożym, a uwierały go kamyki w sandałach.

Żył jak człowiek, a siła była w nim.
Uczony rzemiosła, a znał psychologię i naturę człowieka.
Był synem bożym, a uwierały go kamyki w sandałach.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

141 użytkowników ma tytuł Ewangelia według syna na półkach głównych
  • 78
  • 60
  • 3
38 użytkowników ma tytuł Ewangelia według syna na półkach dodatkowych
  • 30
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Ewangelia według syna

Inne książki autora

Norman Mailer
Norman Mailer
Właśc. Nachum Molech Mailer – amerykański powieściopisarz, eseista, dziennikarz, scenarzysta i reżyser filmowy, dwukrotny laureat nagrody Pulitzera. W swoich utworach często podejmował aktualną problematykę (twórczość o charakterze reportażowym i publicystycznym),krytykował współczesne amerykańskie społeczeństwo i jego obyczaje.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy Ewangelia według syna przeczytali również

Terra Nostra. 2. Nowy świat; 3. Drugi świat Carlos Fuentes
Terra Nostra. 2. Nowy świat; 3. Drugi świat
Carlos Fuentes
Przede wszystkim, tę książkę po prostu świetnie się czyta. Autor co chwila zaskakuje czytelnika. Raz znajdujemy się w świecie dworskich intryg, by za chwilę wylądować w samym środku surrealistycznej wizji, a zaraz potem w prekolumbijskim Meksyku. Jest też motyw powieści szkatułkowej, który uwielbiam. Jednym z głównych miejsc akcji jest kompleks pałacowy Escorial, wciąż będący w trakcie budowy. Schody donikąd, urywające się nagle korytarze, przepaści i tajemnicze komnaty współtworzą niezwykły nastrój powieści. Klimat książki jest mocno surrealistyczny, często dość mroczny i groteskowy. Przeszłość, teraźniejszość i przyszłość są w „Terra Nostra” czymś względnym, podobnie zresztą jak cała rzeczywistość. Niektóre wydarzenia powtarzają się w różnych, alternatywnych wersjach lub ta sama sytuacja przydarza się dwóm różnym osobom. Nie ma „jedynej, prawdziej” historii. W powieści pojawia się koncepcja „Teatru Pamięci”. Teatr jest urządzeniem pozwalającym dowiedzieć się jak potoczyłyby sie nasze losy, gdybysmy w przeszłości postąpili inaczej. Wydaje mi się, że autor uruchomił to urządzenie nie raz podczas tworzenia fabuły. Niemniej jednak związałam się z tą książką na tyle mocno, że dostrzegam też jej wady. Czasami, mam wrazenie, autor traci wiarę w czytelnika i tłumaczy niektore kwestie bardzo dosłownie. Niektóre szczegóły są też trochę niespójne. Oczywiscie wiem, że to powieść surrealistyczna. Ale niestety pojawiają się błędy fabularne, których nijk nie da się podciągnąć pod, nazwijmy to, realia magiczne. Reasumując - powieść jest fascynująca. Zaraz po zakończeniu lektury zaczęłam czytać tę książkę od początku i przeczytałam drugi raz niemal w całości. Odkryłam na nowo sporo nowych znaczeń i połączyłam wiele kropek. Czułam się, jakbym czytała kolejny tom.
KlaudiaWieczorek83 - awatar KlaudiaWieczorek83
ocenił na82 lata temu
Pod słońcem szatana Georges Bernanos
Pod słońcem szatana
Georges Bernanos
Żywot świętego. Cóż przeciętny gorliwy katolik sobie wyobraża pod takim hasłem...? Niewątpliwie w głowie pojawia mu się obraz chodzącej doskonałości, natchnionej mocą Bożą i przepełnioną Duchem Świętym, nieomylnie kroczącą ścieżką wskazaną przez Boga. Zatopionej w ufności w swojej wierze nie ma w takiej głowie miejsca na wątpliwości bądź wahania. Jedną nogą nieomal stojąc już w niebie, z Bożą pomocą zdolni do czynienia cudów w imię Ojca, starczy że pomodlą się żarliwie - a żaru to akurat w ich duszach nie brakuje, buzuje wręcz w nich. O żadnych grzechach rzecz jasna nie może być mowy, a wszelkiego rodzaju pomioty czeluści piekielnych tylko bezradnie wyją, pozbawieni diabelskiej mocy wobec ich obecności. Georges Bernanos, pisarz katolicki, poddaje ów dziecięco naiwny obraz próbie i w swojej powieści usiłuje odmalować własne wyobrażenie o wewnętrznych rozterkach człowieka naznaczonego osobiście przez Chrześcijańskiego Boga do czynienia dobra i szerzenia Jego misji na Ziemi. W jego obrazie człowiek, ciemny i słaby, musi walczyć w tytanicznych zmaganiach przeciwko panującemu w umyśle zamętowi wątpliwości i rozterek, gorących pytań kierowanych do milczącego Boga. Prawdziwa gorąca wiara to walka, to nieustanne stawianie czoła chaosowi myśl, pytań i przekonań, to wręcz popadanie w powolne szaleństwo, szaleństwo religijnego uniesienia. A jakby nie dość było własnych rozterek, to jest jeszcze sam spersonalizowany Szatan, który nie jest jedynie niemym podszeptem, głosikiem w głowie, zwodzącym na manowce, lecz osobiście idzie wypróbować bohatera. Jemu szkoda czasu by pracowicie harować nad przeciętnym człowiekiem, który i bez jego wysiłku ulega rozmaitym grzechom, ale świętych, o tych to on nienawidzi, na nich skupia swą uwagę i im wypowiada otwartą wojnę. Ów piekielny towarzysz zetrze się wprost z bohaterem w godzinei próby, a wówczas odepchnięty i tak nie da za wygraną i niezmordowanie będzie dalej podążał w cieniu strudzonego człowieka. Ciekawym aspektem jest tu skupieniu się na słabości takiegoż świętego, na jego porażkach, a nie sukcesach. Wielka wiara księdza Donissana okupiona jest rozlicznym cierpieniem. Nawet zaś gdy nagrodzony zostanie szczególną łaską i zdolnością zaglądania w głąb dusz ludzkich (czym rzekomo dysponował jego odpowiednik jakim jest francuski święty Jan Maria Vianney, patron proboszczów),to nie wystarcza to, by uratować ludzi, nawet tu możliwe są do popełnienia błędy i niedopatrzenia, może człowiekowi zabrać sił i zdolności by wydobyć człowieka utopionego już po sam czub głowy w bagnie jego grzechów. Nad wszystkim zaś unosi się duch udręki i osamotnienia. W końcówce można wręcz doznać wrażenia, że ów słynny święty został u kresu swego żywota pokonany, ciało osłabło, duch się zachwiał, a Zły jak się czaił w pełni sił, tak dalej się czai - i szczerzy szyderczo zęby. Technicznie rzecz biorąc mamy tu do czynienia z bogato zobrazowanym wewnętrznym tumultem psychicznym bohaterów, trawionych wątpliwościami. Należy pochwalić autora za jego umiejętności portretowania złożonej psychiki bohaterów, choć momentami narracja może się zdawać nieco trudna w czytaniu, a opisy nadto patetyczne. Jest tu też nieco mistyki, bo o ile samo spotkanie z Szatanem (swoją drogą, scena literacko przednia i mocno udana) można by jeszcze zrzucić na karb szaleństwa bohatera (sam bowiem bohater w pewnej chwili nie jest pewny, czy dowierza ciągle swoim zmysłom) to objawiania zaglądania w głąb duszy trudno racjonalnie wyjaśnić. A szkoda, bo jakby trzymać się uparcie realizmu i pozostawić miejsce na wątpliwości na ile te uniesienia religijne faktycznie wynika z obecności sił nadprzyrodzonych, a na ile mogą być po prostu oznaką obłędu, mogłaby z tego wyjść ciekawa próba pytania o istnienie Boga w ogóle; a tak mamy stanowisko zdecydowanie katolickie, w której moce nadprzyrodzone przyjmowane są jako dogmat. Całość niestety słabnie w finale. O ile początek (historię Muszeczki) jak i samą młodość księdza Donissana czytało się z zainteresowaniem (z mocno trzymającą kulminacyjną sceną kuszenia na wiejskiej drodze),to ostatni rozdział o starości księdza już miałem ochotę kartkować. Tym niemniej - 7/10 na zachętę.
Tartaruga - awatar Tartaruga
oceniła na74 lata temu
Mistrz bladych świętych Marco Santagata
Mistrz bladych świętych
Marco Santagata
„Mistrz bladych świętych” to poprawna opowieść o tym, że matematyka i sztuka są wieczne, a miłość i człowiek nie bardzo. Santagata, profesor literatury włoskiej na uniwersytecie w Pizie i znawca Petrarki, przyjmuje wyjątkową perspektywę jak na powieść inicjacyjną, a zbieżność niektórych elementów każe się doszukiwać pokrewieństwa jego dzieła z „Solfatarą” Macieja Hena. W obu znaczną rolę odgrywa sztuka, a także sama Italia i jej niepowtarzalny, ściśle związany z architekturą klimat. Oczywiście, Hen lokuje akcję w wieku siedemnastym, Santagata ponad trzysta lat wcześniej, ale mimo wiarygodności i dbałości o szczegół obu autorów, współczesny czytelnik nie dostrzeże między tymi epokami przepaści. Choć mogłoby się wydawać, że historia bękarta i świniopasa, który został mistrzem pędzla, jest dla autora tylko pretekstem do snucia rozważań o tym, iż każdy jest kowalem swojego losu, a epoki i związane z nimi paradygmaty zmieniają się w wielkich bólach i przy ogromnym oporze twardogłowego czynnika ludzkiego, trzeba pamiętać, że sama fabuła oraz jej płynność stanowią bardzo istotne elementy podobnej historycznej fikcji. Za przykład mogą tu służyć choćby wspomniana „Solfatara” czy, by spojrzeć ku literackiemu Olimpowi, „Baudolino” Umberto Eco. Santagata nie umywa się jednak ani do swojego rodaka, ani do naszego – wielowątkowym opowieściom swych rywali przeciwstawia dzieło powierzchowne i nieszczególnie angażujące. Jest tu polityka, jest miłość (choć w wydaniu lekko skrzywionym),ale perypetie Cinina pozostawiły mnie obojętnym. Być może to wina zastosowanych środków wyrazu, co kazałoby przyjrzeć się bliżej pracy tłumaczki. Tym, co uderza przede wszystkim, jest bowiem brak jakiejkolwiek stylizacji. Rodzi on nieuchronne porównania z wysmakowanym językiem „Solfatary” i budzi spory zawód. Schyłek czternastego wieku opisany językiem współczesnym może i wpisuje się w nową literacką modę, ale traci zdecydowaną większość ze swej magii. Nie można wykluczyć, że Santagata traktuje pisanie literatury pięknej jako odpoczynek od pracy naukowej i celowo rezygnuje z większych ambicji. „Mistrz bladych świętych” nie jest zresztą powieścią złą i z pewnością bije na głowę większość współczesnych produktów zwanych eufemistycznie „fenomenami literackimi”. Mnie sprawił jednak zawód, przez co miłośnikom dawnych dziejów rekomenduję raczej bądź oryginalne teksty z epoki, bądź dzieła autorów bieglejszych w sztuce mimikry, a przede wszystkim tkania opowieści.
utracjusz - awatar utracjusz
ocenił na68 lat temu
Wyznania Maksa Tivolego Andrew Sean Greer
Wyznania Maksa Tivolego
Andrew Sean Greer
Kilka dni temu obejrzałam po raz kolejny film pt. Ciekawy przypadek Benjamina Buttona" z rewelacyjnymi kreacjami aktorskimi Brada Pitta i Cate Blanchett, który skojarzył mi się z czytaną wtedy jeszcze książką "Wyznania Maksa Tivolego". Oczywiście sprawdziłam, film jest adaptacją opowiadania F. Scotta Fitzgeralda pod tym samym tytułem, aczkolwiek dla mnie jest tu wiele cech wspólnych. Nieszczęśliwa i niespełniona miłość, brak akceptacji i zrozumienia dla odmienności, strach przed prawdą, walka o siebie. Rodzimy się i każdego dnia umieramy, niestety taka jest kolej rzeczy. Staramy się o tym nie myśleć, czy nie brać pod uwagę tej oczywistej prawdy życiowej, bo po co się dodatkowo obciążać smutnymi myślami o przemijaniu. To dobrze, że rządzi nami optymizm, chęć życia, spełnienia swoich marzeń, korzystania z tego co przyniesie nam los. Jeżeli chcemy, to staramy się wpłynąć na to co nas spotyka, choć czasami nie jest to takie proste. Jestem 45-letnią kobietą i widzę jak przemija czas i co robi ze mną, czy z osobami starszymi. Ja osobiście nie mam z tym żadnego problemu, że pojawiają się siwe włosy, jakieś zmarszczki, skóra tam czy siam już nie jest taka gładka. Mam świadomość przemijania i starzeję się z godnością (choć za starą jeszcze się nie uważam:)),bo jestem przekonana, że akceptacja siebie (w moim przypadku wyniesiona z rodzinnego domu) i tego co dzieje się z moim ciałem jest naturalnym procesem, z którym nie ma potrzeby walczyć, bo i tak jest to nieuniknione. Żal mi osób, które nie potrafią sobie z tym faktem poradzić i na siłę się w taki czy inny sposób odmładzają, ale to już nie mój problem. Czy chciałabym cofnąć czas? Czy życzyłabym sobie mieć rozum 40-latki w wieku 20-paru lat? Nie wiem, czasami nachodzą mnie takie myśli, że zrobiłabym coś inaczej mając dzisiejszą wiedzę, ale tego tak naprawdę nie wiem, jakbym postąpiła, mogę tylko gdybać. Nabieranie doświadczenia, życiowej mądrości i popełnianie mniejszych bądź większych uchybień jest całkowicie normalne, jak powiedział Seneka Starszy Errare humanum est (Błądzić jest rzeczą ludzką) i tego się trzymajmy!!! Uczmy się na własnych potknięciach i nie powtarzajmy ich w nieskończoność, bo i tak czasem bywa:))) Ale od tego mamy dobrych ludzi wokół siebie, żeby nam wybaczali i wspierali nas w trudnych momentach!!! Trudno przychodzi nam akceptowanie inności, czegoś czego nie znamy. Ktokolwiek nie próbowałby nas przekonywać, jakiekolwiek argumenty nie byłyby przytaczane, czasem po prostu, tak zwyczajnie po ludzku jest nam trudno przyjąć, zrozumieć. To przynajmniej próbujmy, nie zamykajmy się i nie krytykujmy czegoś, o czym nie mamy zielonego pojęcia, bo możemy wyrządzić swoim osądem wielką krzywdę, czasem zupełnie nieświadomie, ale jednak. I jeszcze taki cytacik dla panów: "Wiemy, ze czasem trudno podtrzymać miłość kobiety. Trzeba stworzyć jej życie, którego nie będzie mogła opuścić. Zbyt dobre, by je porzucić." Te luźne dygresje pokrywają się z treścią książki Andrew Seana Greera lub nie, jak kto woli, ale każdy ma prawo do swojej interpretacji, a ja akurat tak widzę przekaz autora. Bądź sobą, kochaj siebie i innych, nie bądź mściwy i zawistny, a szczęście i dobro na pewno cię nie ominie. Polecam lekturę, bo warto przekonać się, jak to jest być odmieńcem.
kasiaman55 - awatar kasiaman55
ocenił na74 lata temu
Chrystus ukrzyżowany po raz wtóry Nikos Kazantzakis
Chrystus ukrzyżowany po raz wtóry
Nikos Kazantzakis
Grecka wioska zagubiona gdzieś w górach Anatolii pod tureckim panowaniem jakoś na początku XX wieku. To tu umieszcza akcję jednej ze swych nasłynniejszych powieści Nikoz Kazantzakis. A moje pierwsze to książkowe spotkanie z jednym z największych (najsłynniejszym na pewno) greckich pisarzy. Wioskowi notable wyznaczają oto role do odegrania w przyszłorocznym widowisku paschalnym i rozdzielają je między maluczkich. Oto pokazowa celebra, stanowiąca oś ich życia, a nie życie samo w sobie i codzienne czynienie uczynków sprawiedliwych. Jednocześnie gawiedź i możni raz na kilka lat otrzymują swe igrzyska, raz na kilka lat składają (nie jesteśmy bowiem świadkami pierwszego “niewydarzonego” happeningu) ofiarę krwi jak w starożytnym pogańskim misterium. A okazja do sprawdzenia chrześcijańskiej postawy pojawia się niemal natychmiast, bo oto do wioski przybywa grupa wygnanych i prześladowanych przez Turków greckich chrześcijan z dość odległego sąsiedztwa. Kto ich wita? Nie pijani i obżarci notable przecież, a właśnie owi wioskowi maluczcy. I nikogo chyba nie zaskoczy fakt, że największym podlcem i najmniej ewangelicznie usposobionym okaże się nie kto inny jak lokalny pop - ojciec Grigoris. “Nazywasz się Kiler i jesteś killer!” wywrzaskuje w pewnym znanym nam filmie do bogu ducha winnego Jurka Kilera komisarz Ryba. Jakby znał zasadę spełniającej się poprzez etykietowanie przepowiedni, dotyczących ludzkich losów. Tak też i w powieści losy bohaterów zaczynają być determinowane przez role, jakie społeczność im powierzyła: Judasz judzi i jątrzy, Chrystus spełnia uczynki miłosierdzia, Piłat chce jedynie sytości i spokoju, Maria Magdalena… no, wiadomo. Dostajemy opis świata niby odwiecznego, a który już za chwilę przestanie istnieć: wiekowe imperia upadną, tradycyjna religijność uschnie, przez rejon przetoczy się kilka wojen. Ale też i uniwersalną przypowieść o istocie zła, o zbyt ścisłym nieraz powiązaniu nacji i wyznania, o grzechu i odkupieniu. O zdolności do samopoświęcenia. Otarcie się o śmierć (a tej w surowym greckim klimacie dostajemy jej tu mnóstwo) jednych uwzniośla i kieruje ku świętości, innych zaś przygina do ziemi i utwierdza w ich zwierzęcości. Jednych doświadczenie to otwiera na życie, innych na użycie. Wspaniale Kazantzakis opowiada swą opowieść: nie dość, że jest doskonałym scenarzystą, świetnym obserwatorem ludzkich zachowań i postaw, to układa z tych elementów przejmującą opowieść o narastającym napięciu i wstrząsającym finałem. A jeszcze dość sprawnie omija potencjalne pułapki tej wielowątkowej opowieści (jak choćby wiarygodne przedstawienie wewnętrznych przemian głównych bohaterów dramatu). Nic tu nie razi, nic nie kole, nic nie uwiera. Patosu sporo - tyle, ile w przypowieści czy rozprawie moralnej potrzeba, by wydobyć jej uniwersalny charakter. To literatura bardzo sensualna i na wszystkie zmysły oddziałująca. Niemal czujemy te nieznane i obce zapachy i smaki Orientu. Niemal czujemy niedogodności kolejnych pór roku w dość surowym klimacie. Bardzo mi współgra i współbrzmi i z “Mostem na Drinie”, i z “Konsulami ich cesarskich mości”, i - może zwłaszcza nawet - z “Madonną - Syreną”. Mocna to rzecz - prawdziwy moraliet z dobrze rozrysowanym tłem społecznym i historycznym, a postaciami szkicowanymi w lekko pastiszowej manierze. Moje pierwsze spotkanie z pisarstwem Kazantzakisa i od razu coś takiego: prawdziwa perła! Same dobre mam doświadczenia z nielicznymi dotychczas spotkaniami z literaturą grecką. Jakże mnie cieszy, że pewne moje ulubione wydawnictwo literackie ma w swych planach wydawniczych nowiutki przekład jakiegoś tajemniczego zapomnianego greckiego arcydzieła. Ale o tym na razie cicho-sza! Ostrożnie z dawkowaniem tej pozycji dla osób religijnych; nic tak nie może pozbawić wiary, jak postępowanie ziemskich funkcjonariuszy Pana B. Mnie zaś zasmuca o tyle, że w obrządku prawosławnym widziałem jakąś ostatnią - mistyczną? - szansę ocalenia chrześcijaństwa, tymczasem już sto lat temu wiadomo było, że jednak nic z tego. W sumie dość naiwne przesłanie książki. Nie sądziłem jednak, że tak mnie to poruszy. Trochę przypadkowo, a niespodziewanie jedna z książek roku!
MarWinc - awatar MarWinc
ocenił na108 miesięcy temu
Instynkt pięknej Inez Carlos Fuentes
Instynkt pięknej Inez
Carlos Fuentes
Przeczytałem gdzieś kiedyś recenzję powieści Carlosa Fuentesa „Instynkt pięknej Inez”, której autor rozpływał się w zachwycie nad „muzycznym językiem” powieści, nad „sugestywnymi odpowiednikami muzycznych fraz” (cokolwiek miałoby to znaczyć). Czytałem tę powieść uważnie, trochę, przyznaję „na siłę” (dalej wyjaśnię, dlaczego) i jeśli zachwycać się frazą, to jednocześnie nad umiejętnościami i talentem tłumaczki, pani Zofii Wasitowej, bo przecież nie po hiszpańsku czytamy tę książkę… Pozwoliłem sobie na ten kąśliwy nieco wstąp, ponieważ często bywa, że onieśmieleni nazwiskiem (a Carlos Fuentes to wielkie nazwisko iberoamerykańskiej prozy) przypisujemy utworom autora atrybuty, które trudno dostrzec w samych dziełach, chwalimy za coś, czego nie rozumiemy i słabości powieści jesteśmy skłonni maskować udawanym intelektualiozowaniem. A ja uważam, że Fuentes poległ na tej powieści, nie udźwignął problemu konstrukcji, nie rozwiązał problemu narracji w dwóch czasach, że generalnie – rozważania nad czasem i przemijaniem (tym jest w rzeczywistości „Instynkt pięknej Inez”) go przygniotły. To, że Bułhakowowi udało się w „Mistrzu i Małgorzacie” mistrzowsko tę kwestię poprowadzić, nie znaczy, że potrafi to każdy pisarz, nawet wielki. Dwie równoległe historie miłosne, jedna dzieje się współcześnie, na przełomie XXX i XXI wieku, droga – w prehistorii, na zaraniu ludzkości, traktowane w powieści łącznie mają symbolizować, oznaczać wieczną spiralę tworzenia piękna z chaosu, niekończący się ciąg dziejów życia człowieka, miłości i śmierci. Wszystko okej. Tyle tylko, że pisarz nie zapanował, jak mi się wydaje, nad materiałem i myślami, i dał ponieść się żywiołowi tworzenia, ulegając chaosowi. Naturalnie, piękno i bogactwo języka Fuantesa w tłumaczeniu Z.Wasitowej uwiedzie nas. Ale w tej plątaninie pięknych zdań i scen, nieporządku myśli i pod niepewnie chwiejącą się konstrukcją powieści – łatwo się zgubić, a trudno przez tę prozę podróżować komfortowo.
Jacek Jarosz - awatar Jacek Jarosz
ocenił na64 lata temu

Cytaty z książki Ewangelia według syna

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Ewangelia według syna