Spowiedź mordercy opowiedziana w jedną noc

Okładka książki Spowiedź mordercy opowiedziana w jedną noc
Joseph Roth Wydawnictwo: Austeria Seria: Dzieła zebrane [Joseph Roth] literatura piękna
217 str. 3 godz. 37 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Seria:
Dzieła zebrane [Joseph Roth]
Data wydania:
2015-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2015-01-01
Liczba stron:
217
Czas czytania
3 godz. 37 min.
Język:
polski
ISBN:
9788378661177
Tłumacz:
Józef Wittlin
Średnia ocen

                7,1 7,1 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Spowiedź mordercy opowiedziana w jedną noc w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Spowiedź mordercy opowiedziana w jedną noc

Średnia ocen
7,1 / 10
14 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
844
577

Na półkach: , ,

Opowiedziana w jedną noc „Spowiedź mordercy” to historia żarzącego się w żyłach ognia, który prowadzi do upadku człowieka. Jedną z jej bohaterek jest kobieta – próżna i piękna, źródło nieszczęść, nemesies i oczyszczenie, kara i nagroda w jednym. To Lutecję właśnie Roth nazywa „matką i zarazem dzieckiem namiętności”, które w sobie podżega, jednocześnie dając się przez ową namiętność podżegać. Ale nie jest to opowieść o miłości ze szczęśliwym zakończeniem – to rozwinięcie myśli zawartych w „Marszu Radetzky’ego”, wszelkich odmian samotności rozumianej jako doświadczenie straty i odczuwanie braku, które ostatecznie doprowadzają do melancholii i wymazania człowieka, a nawet imperiów.

Narratorem tytułowej spowiedzi mordercy jest niejaki Gołubczyk, kanalia z pozoru, urokliwy i życzliwy w rzeczywistości człowiek, Rosjanin, który budzi naszą sympatię, bezwzględny szpieg wreszcie, a przede wszystkim zbrodniarz. Nie jest tajemnicą, że zabił – o tym jeden z odbiorców jego słów, dzięki któremu czytamy tę historię (Roth?), dowiaduje się tuż na początku powieści. To jemu Gołubczyk oświadcza: „trzeba panu wiedzieć, przed laty zabiłem mężczyznę, i jak mi się wówczas wydawało, kobietę również”.

Przypadkowe spotkanie w gospodzie staje się pretekstem do wysłuchania opowieści Gołubczyka, któremu już od dzieciństwa towarzyszyła śmierć i samotność. Historia jest typową rothowską opowieścią o człowieku, który chce odnaleźć swoje miejsce w świecie, być kochanym i kochać i mimo że nie są to wygórowane marzenia, ani wybujałe zachcianki, to samo złośliwe życie prowadzi Gołubczyka pokrętnymi drogami, które pozornie tylko zbliżają go do wymarzonego celu.

Gołubczyk to bękart, a jego ojcem jest książę Krapotkin. Młodzieniec, chcąc go poznać, wyrusza do Odessy, pełen nadziei na poprawę swego losu i otrzymanie szansy na lepsze życie. Jednak wyobrażenie o łaskawości i dobroci ojca rozbija się jak fala o skaliste brzegi. Okazuje się, że nie jest jedynym owocem miłostek kochliwego arystokraty. Książę upodobał sobie innego, którego traktuje jak prawowitego następcę. Kiedy Gołubczyk go poznaje, po raz pierwszy czuje w sobie nienawiść, która od tej pory będzie kierować jego losem. Jej ogień rozpalać w nim będzie tajemniczy Wegier, Jeni Lakatos, który będąc Gołubczykowym antagonistą, jest jednocześnie diabłem, kusicielem i połykaczem nędznych dusz. Związany z życiem bohatera z niezrozumiałych dlań powodów, zawsze gdzieś czuwa w pobliżu, wychyla się zza węgła, szpieguje, podkopuje i potrąca, by po chwili ratować chłopaka i dawać mu kolejną i jeszcze jedną szansę. To „komiwojażer w branży chmielarskiej”, wspaniale zbudowana przez Rotha postać, dwuznaczna, jednocześnie pocieszna i antypatyczna, człowiek o gołębim sercu i mężczyzna, który niesie ze sobą zło. W starciu na charaktery z Gołubczykiem Lakatos zdecydowanie wygrywa, a przecież bohater powieści nie może pochwalić się krystalicznym sercem i czystą duszą.
Nie mamy tu do czynienia z klasyczną walką dnia z nocą i właśnie w tym rozmyciu czai się bogactwo prozy Rotha. Targany namiętnościami i niezgodą na parszywy los, który towarzyszy mu od narodzin, Gołubczyk stara się uspokoić rozedrgane myśli i pod wpływem spotkania z ojcem (jak i Lakatosem), decyduje się zostać „mścicielem i męczennikiem” – wreszcie staje się policyjnym szpiclem. Kierowany nienawiścią do ojca, pragnie stać się bogiem zemsty, bo zemsta to „bliźniacza siostra nienawiści”, bo tylko ona, jak stwierdza w trakcie opowiadania o własnym życiu, miała przybliżyć go do prawdy.

Prawdziwą bohaterką „Spowiedzi” okazuje się zatem nienawiść, najdoskonalsza furia emocji, ocierająca się o szaleństwo ciemna strona człowieczeństwa. Dlatego właśnie pozwoliłem sobie stwierdzić, że miłość w powieści jest uczuciem nieważnym, bo krótkotrwałym. Nienawiść natomiast, nieustannie podgrzewana wewnętrznym żarem, płonie. Jest pochodną miłości, jej naturalną konsekwencją. Nie da się jej łatwo pozbyć, jest wirusem, który zżera serce Gołubczyka, którego ten ani nie chce, ani nie może usunąć.
Przed zagłębieniem się w lekturę „Spowiedzi” polecam sięgnąć po wprowadzenie pióra Michała Pawła Markowskiego, dzięki któremu Josef Roth staje się bardziej ludzki i bardziej zrozumiały literacko. To zadłużony alkoholik, który sam siebie określał jako mężczyznę upokorzonego i zhańbionego, a także uśmiechającego się przez zaciśnięte zęby. Jednocześnie z cytowanych listów między autorem a m.in. Stefanem Zweigiem można wysupłać kilka cennych perełek, co daje nam możliwość lepszego zrozumienia niektórych powieściowych wątków lub bardziej trafnego (czyli zbliżonego do zamierzeń ich stwórcy) „odczytania” postaci (vide postać „złego Węgra”). Okazuje się również, iż Roth przemycił do „Spowiedzi” kilka autobiograficznych faktów, co stanowi wyborną ciekawostkę, zwłaszcza jeśli weźmie się pod uwagę, że do tej właśnie pozycji w swej twórczości, jak dowiadujemy się ze wstępu, nie przywiązywał większej wagi (choć Zweig cenił „Spowiedź” wysoko).

Przekład Józefa Wittlina, okładka Zuzanny Zgierskiej

Za książkę dziękuję portalowi Sztukater

Opowiedziana w jedną noc „Spowiedź mordercy” to historia żarzącego się w żyłach ognia, który prowadzi do upadku człowieka. Jedną z jej bohaterek jest kobieta – próżna i piękna, źródło nieszczęść, nemesies i oczyszczenie, kara i nagroda w jednym. To Lutecję właśnie Roth nazywa „matką i zarazem dzieckiem namiętności”, które w sobie podżega, jednocześnie dając się przez ową...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

46 użytkowników ma tytuł Spowiedź mordercy opowiedziana w jedną noc na półkach głównych
  • 28
  • 17
  • 1
12 użytkowników ma tytuł Spowiedź mordercy opowiedziana w jedną noc na półkach dodatkowych
  • 7
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Okładka książki Budzi się Łódź… Obrazy miasta w literaturze do 1939 roku. Antologia Abramele, Antek z Bałut, Szalom Asz, Zygmunt Bartkiewicz, Fred Belin, Mojsze Berszling, Zofia Błaszczykówna, Helena Boguszewska, Zygmunt Ból, Mieczysław Braun, Władysław Broniewski, Tomasz Cieślak, Józef Czapski, Jan Czata, Czułek, Daktyl, Józef Długołęcki, Wiktor Dłużniewski, Alfred Döblin, Konstanty Dobrzyński, Tadeusz Fangrat, Oskar Flatt, Marian Gawalewicz, Mordechai Mendel Gelbart, Artur Glisczyński, Eugenia Hołyszewska, Gustawa Jarecka, Mieczysław Jastrun, Józef Jeremski, Icchok Kacenelson, Adolf Kargel, Antoni Kasprowicz, K. Kosaro, Lucjan Kościelecki, Wincenty Kosiakiewicz, Aleksander Kraśniański, Philipp Kreutz, Kuzmicz, Stanisław Łapiński, Kazimierz Laskowski, Richard Lawin, Fritz Löhner-Beda, Malkiel Lusternik, Waleria Marrene-Morzkowska, Stanisław Martynowski, Meteor, Hirsz Milawski, Wujek Mitia, Hanna Mortkowicz-Olczakowa, Jerzy Nałęcz, Perec Opoczyński, Hanna Ożogowska, Borys Pasternak, Władysław Pawlak, Tadeusz Peiper, Marian Piechal, Pierrot, Krystyna Pietrych, Józef Piłsudski, Maria Przedborska, Izrael Rabon, Stanisław Rachalewski, Bruno Raymond, Władysław Stanisław Reymont, Joseph Roth, Władysław Rowiński, Hanna Rudawcowa, Lucjan Rudnicki, Aleksy Rżewski, Izrael Jehoszua Singer, Skaz, Kazimierz Sowiński, Wilfried Spectator, Julian Starski, Halina Stawarska, Ludwik Stolarzewicz, Andrzej Strug, Anna Świrszczyńska, Lucjan Szenwald, Berta Teplitzka, Iwan Timkowskij-Kostin, Grzegorz Timofiejew, Adolf Toruńczyk, Władimir Trofimow, Irena Tuwim, Julian Tuwim, Witold Wandurski, Julian Will, Zofia Wojnarowska, Jan Wolny, Gabriela Zapolska, Stefan Żeromski, M.W. udnicki, E. von Ludwig
Ocena 6,0
Budzi się Łódź… Obrazy miasta w literaturze do 1939 roku. Antologia Abramele, Antek z Bałut, Szalom Asz, Zygmunt Bartkiewicz, Fred Belin, Mojsze Berszling, Zofia Błaszczykówna, Helena Boguszewska, Zygmunt Ból, Mieczysław Braun, Władysław Broniewski, Tomasz Cieślak, Józef Czapski, Jan Czata, Czułek, Daktyl, Józef Długołęcki, Wiktor Dłużniewski, Alfred Döblin, Konstanty Dobrzyński, Tadeusz Fangrat, Oskar Flatt, Marian Gawalewicz, Mordechai Mendel Gelbart, Artur Glisczyński, Eugenia Hołyszewska, Gustawa Jarecka, Mieczysław Jastrun, Józef Jeremski, Icchok Kacenelson, Adolf Kargel, Antoni Kasprowicz, K. Kosaro, Lucjan Kościelecki, Wincenty Kosiakiewicz, Aleksander Kraśniański, Philipp Kreutz, Kuzmicz, Stanisław Łapiński, Kazimierz Laskowski, Richard Lawin, Fritz Löhner-Beda, Malkiel Lusternik, Waleria Marrene-Morzkowska, Stanisław Martynowski, Meteor, Hirsz Milawski, Wujek Mitia, Hanna Mortkowicz-Olczakowa, Jerzy Nałęcz, Perec Opoczyński, Hanna Ożogowska, Borys Pasternak, Władysław Pawlak, Tadeusz Peiper, Marian Piechal, Pierrot, Krystyna Pietrych, Józef Piłsudski, Maria Przedborska, Izrael Rabon, Stanisław Rachalewski, Bruno Raymond, Władysław Stanisław Reymont, Joseph Roth, Władysław Rowiński, Hanna Rudawcowa, Lucjan Rudnicki, Aleksy Rżewski, Izrael Jehoszua Singer, Skaz, Kazimierz Sowiński, Wilfried Spectator, Julian Starski, Halina Stawarska, Ludwik Stolarzewicz, Andrzej Strug, Anna Świrszczyńska, Lucjan Szenwald, Berta Teplitzka, Iwan Timkowskij-Kostin, Grzegorz Timofiejew, Adolf Toruńczyk, Władimir Trofimow, Irena Tuwim, Julian Tuwim, Witold Wandurski, Julian Will, Zofia Wojnarowska, Jan Wolny, Gabriela Zapolska, Stefan Żeromski, M.W. udnicki, E. von Ludwig
Joseph Roth
Joseph Roth
Urodzony jako Moses Joseph Roth austriacki pisarz i dziennikarz żydowskiego pochodzenia. Wychowywał się w środowisku żydowsko-ukraińsko-polskim. Autor trzynastu powieści min. Hotel Savoy (1924), Hiob (1930), Marsz Radetzky'ego (1932) i Krypta Kapucynów (1938), Legenda o świętym pijaku, ośmiu tomów opowiadań, esejów i artykułów prasowych. Roth pracował głównie dla wiedeńskich i berlińskich gazet. W latach dwudziestych najlepiej opłacany dziennikarz w Berlinie. Z początku zafascynowany komunizmem szybko zmienił poglądy polityczne jeżdżąc do Rosji jako dziennikarz. W swoich powieściach pisanych w konwencji realizmu psychologicznego - kontynuacji francuskich i rosyjskich prozaików dziewiętnastowiecznych ironicznie, ale i z melancholią, przedstawiał znane sobie z czasów swego dzieciństwa środowisko żydowskie wschodniej Galicji na historycznym tle schyłku i upadku monarchii austro-węgierskiej. Po dojściu Hitlera do władzy w Niemczech od roku 1933 na emigracji. Żonaty z Friederike Reichler, która zapadła na chorobę psychiczną (schizofrenia). Od czasu choroby żony Roth wpadł w głęboki kryzys psychiczny i finansowy, co doprowadziło go do alkoholizmu. Roth był monarchistą i wielkim zwolennikiem Cesarstwa Habsburgów. Znał również język polski, a przyjaźń łączyła go z polskim pisarzem Józefem Wittlinem, z którym studiował na uniwersytecie wiedeńskim. W latach 1936-1938 Roth miał romans z Irmgard Keun. Pracowali razem, podróżując do róznych miast jak Paryż, Wilno, Lemberg, Warszawa, Wiedeń, Salzburg, Bruksela i Amsterdam. Nie zaprzeczając swoim żydowskim korzeniom uważał katolicyzm za ważny punkt odniesienia. Na kilka lat przed śmiercią przeszedł na katolicyzm. Popełnił samobójstwo prawdopodobnie na skutek chronicznego alkoholizmu.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Hiob Joseph Roth
Hiob
Joseph Roth
Którzy z przyjaciół biblijnego Hioba mają rację? W książce śledzimy losy sześcioosobowej rodziny z Galicji. Jednego syna, którego serce rwie się do przygód, drugiego — do interesów, córki, która nie może oprzeć się namiętności, i niepełnosprawnego syna Menuchima. Rodzina kręci się wokół własnej osi — nie ma przyjaciół, oszczędności ani nadrzędnego celu. Na swój sposób rutyna dnia daje im pewną formę szczęścia. „O chorego syna nikt go nigdy nie pytał, za to wszyscy dowiadywali się o losy zdrowych”. Za rogiem czeka długa droga w dół. Momentem cezury jest porzucenie niepełnosprawnego syna. Oczywiście pierwszy odruch zdrowego człowieka to: jak tak można? Ojciec Mendel przez wiele dekad cierpi, wspomina, śni na jawie, wyrywa włosy, zaniedbuje się i złorzeczy Bogu. „Menuchim, syn Mendla, wyzdrowieje. Takich jak on nie będzie wielu w Izraelu. Bóg go uczyni mądrym, brzydotę dobrotliwą, gorycz łagodną, a chorobę mocną.” Jedna z tych nielicznych książek, w których losy bohatera splatają się z moimi losami. Chociaż nie wierzę, że celem życia jest szczęście, to chciałbym zdrowia i pomyślności dla moich dzieci, dla mojego syna. „Za co zostałem tak ukarany?” — myślał Mendel i przetrząsał mózg w poszukiwaniu jakiegoś grzechu, lecz nic ciężkiego nie znalazł. Podczas tej lektury udało mi się pojąć, że w życiu cierpieć — w tym cierpieć długotrwale — oznacza, że człowiek napełnia się życiem po same brzegi i jest gotów. Na ten moment, mimo ogromnego pragnienia serca, nie wierzę, że na końcu przychodzi taki cud, jak na łamach tej książki.
TytkaNaKsiazki - awatar TytkaNaKsiazki
ocenił na 6 1 miesiąc temu
Żywoty urojone i inne prozy Marcel Schwob
Żywoty urojone i inne prozy
Marcel Schwob
Jest w „Żywotach urojonych” magia sięgająca czasów zamierzchłych. Jakaś tajemnica i jednocześnie prawda. Fikcja i mistyfikacja najwyższych lotów, czego wyrazem jest pierwsza część zbioru, w której Schwob, zakładając kilkanaście osobliwych masek, prezentuje zmyślone, a jednocześnie mocno osadzone w rzeczywistym gruncie życiorysy nietuzinkowych postaci (a przy tym - za oszczędność słów!), m.in. wyrzutków, łotrzyków i nieudaczników. Jest opowieść o Empedoklesie, który wskrzeszał zmarłych i recytował homeryckie wiersze, aż stał się bogiem (po którym ocalał jeno „sandał spiżowy”), Herostracie, słynnym podpalaczu, którego imię miało zniknąć w otchłani zapomnienia (w noc jego największego dzieła przyszedł na świat Aleksander Macedoński), cyniku Kratesie, który jadł pestki słonecznika i puszczał parę wiatrów, Klodii, matronie wszeteczna, która skończyła w wodach Tybru. Jest też Petroniusz-romanista (ginie z wbitym nożem w szyi), kacerz Frate Dolcino (płonie na stosie), jest tu również opowieść o zawistnym rymopisie i… i wszystkich ich łączy to, że nie mają grobów. Borgesowskie krótkie formy, cięte, zgryźliwe i mądre (a mówią, że to Borges czerpał z prozy Schwoba!). Wspaniała zabawa dla erudytów i początkujących humanistów. Zamknięty w kilku kartkach świat człowieczych przywar i charakterów (a to przecież również opowieść o nas, współczesnych). Historia poprzez ludzi; hołd oddany jednostkom, tym błyskotliwym perłom. W następnej części - „Krucjacie dziecięcej”, Schwob głos oddaje wysłanym w 1212 roku na pewną śmierć dzieciom, nędznym klechom, trędowatym i papieżom. To opowieść o zniewoleniu i ślepej sile religii, manii wiary i jednocześnie jej potędze. Średniowieczny kościół i moc oddziaływania wspólnoty. Epifania i obłąkanie w jednym. Cudownie niepokojące; żarliwa gorliwość i uniesienie, które pozwala objawić boga. Jest również „Księga Monelli”, po której nie mogę się pozbierać. Tutaj Schwob dotknął absolutu: „Kochaj chwile. Wszelka miłość, która trwa, jest nienawiścią”. „Czyń w chwili. Wszelki trwający czyn jest królestwem umarłych”. „Nie ufaj rzeczom przeszłym, nie buduj pięknych trumien dla chwil, co minęły: myśl o zabiciu tych, które nadejdą”. „Nie traw minionych dni, karm się rzeczami, które mają przyjść”. I na koniec: „Dziw się wszystkiemu. Bowiem różne jest wszystko w życiu jednakim w śmierci”. „Nie znaj sam siebie”. Wrócę do Schwoba. Po wielokroć, wrócę. Rewelacyjna, niepokojąca okładka by Fajne Chłopaki (słów brak, czołembiję!) + przekłady: Leon Schiller, Wincenty Korab-Brzozowski, Zenon Przesmycki-Miriam, Bronisława Ostrowska. Posłowie Jana Gondowicza.
Marcin Masłowski - awatar Marcin Masłowski
ocenił na 9 8 miesięcy temu
Centuria. Sto krótkich powieści rzek Giorgio Manganelli
Centuria. Sto krótkich powieści rzek
Giorgio Manganelli
Każdego dnia po przebudzeniu - przebudzeniu opornym i rzec by można leniwym - ten pan zaczyna szybką inwentaryzację świata. Już dawno zdał sobie sprawę, że za każdym razem budzi się w innym punkcie wszechświata, chociaż ziemia, która jest jego miejscem zamieszkania, nie wydaje się na pozór zmieniona. Jako dziecko nabrał przekonania, że w swoim ruchu poprzez przestrzeń ziemia przechodzi niekiedy w pobliżu czy wręcz przez środek piekła, ale nie wolno jej nigdy przejść przez środek raju, bo takie doświadczenie uczyniłoby niemożliwą, zbyteczną, śmieszną wszelką kontynuację świata. A zatem raju musi ziemia unikać za wszelką cenę, by nie zakończyć precyzyjnych i niepojętych planów stworzenia. Nawet teraz w nim - dorosłym mężczyźnie, który prowadzi własny samochód - coś z tej dręczącej hipotezy pozostało. Trochę ją zlaicyzował i pytanie, które sobie zadaje, jest bardziej metafizyczne i na pozór obojętne: on wie, że w czasie gdy spał, cały świat zmienił miejsce - jak tego dowodzą sny - i że każdego ranka kawałki świata, mniej czy bardziej wciągnięte w grę, ułożone są inaczej. On nie rości sobie prawa do tego, by wiedzieć, co oznacza ta zmiana miejsca, lecz wie, że czasami czuje obecność otchłani, kuszenie przepaści czy rzadko pojawiających się długich nizinnych przestrzeni, po których chciałby się toczyć - zdarza mu się myśleć o sobie jak o kulistym ciele niebieskim - bez końca: czasami zdaje mu się niejasno, że czuje zioła, kiedy indziej ma podniecające, ale często przykre wrażenie, że oświetla go kilka słońc, nie zawsze sobie przyjaznych. Innym razem słyszy wyraźnie huk fal, który może oznaczać burze lub ciszę morską: jeszcze innym razem objawia mu się brutalnie jego własna pozycja w świecie: kiedy na przykład okrutne i uważne szczęki zaciskają mu się na karku , jak to się musiało przytrafiać nieskończoną ilość razy jego przodkom, którzy tracili życie w paszczy dzikich zwierząt i których twarzy nigdy nie widział. Od dawna nauczył się, że nikt nie budzi się nigdy we własnym pokoju; więcej, doszedł do wniosku, że nie istnieje pokój, że ściany i prześcieradła są złudzeniem, udawaniem; wie, że jest zawieszony w próżni, że podobnie jak inni, jest punktem centralnym świata, z którego rozchodzą się nieskończone nieskończoności. Wie, że nie zniósłby tego całego horroru i że pokój, a nawet otchłań i piekło są wymysłem, który ma go bronić.
Yulquen - awatar Yulquen
ocenił na 9 3 lata temu
Niewinni Hermann Broch
Niewinni
Hermann Broch
Przed plemię kołtunów stawiać lustro czyli powieść ku zadowoleniu autora Nie dajcie się zwieść pozorom. Forma „Niewinnych” zapowiada się jako opowiadania – to tylko trick autora, który zupełnie przez przypadek wprowadza nas w wątki, które będą nam towarzyszyć aż po koniec powieści. Powieści niezwykłej, poskładanej z postaci przedziwnych, zupełnych kuriozów psychologicznych, z pogranicza szaleństwa i stojących na progu zbrodniczych namiętności, książki tak gęstej od dzikiej atmosfery arystokratycznego domu, w którym żyją kobiety upadłe (ale jakże literacko smakowity jest ten upadek, to ich zepsucie!), że czytałem Brocha z wielkim zaciekawieniem, przygryzając z rodzącego się ukradkiem niepokoju paznokcie, czując się jak tonący w grzęzawisku dwuznaczności, których to byłem w pełni świadomy, a mimo to dawałem się im zatopić. Nie da się wystarczająco streścić „Niewinnych”. Niech zatem będzie, że to historia młodzieńca o imieniu A., który wynajmuje pokój u baronowej, której córka „jest w ogóle przeciwna odnajęciu pokoju”. Tej samej baronowej, która jest jej więźniem. Domem opiekuje się stara pokojówka Zerlina, która działa „ręka w rękę z Hildegardą”, wszystkiemu zaś przygląda się portret zmarłego dawno pana tego domu. Im dalej zagłębiamy się w skrywaną za kotarą mroczną rodzinną historię baronowej i poznajemy zaburzony charakter Hildegardy, im bardziej Zerlina zaczyna wpływać na postanowienia A., mamy ochotę krzyknąć: zwiewaj stamtąd, głupcze! Wszystko rozstrzyga się w fenomenalnym i całkowicie zaskakującym finale. Broch niczego nam nie ułatwia – każda z części „Niewinnych” zaczyna się wierszowanym głosem sięgającym lat minionych – 1913, 1923 i 1933, gdyż wielowarstwowa powieść powstała w sposób nieco dziwaczny (to słowa Brocha). Dlaczego zostały wprowadzone i jaką mają rolę, tego zdradzić nie mogę – może dlatego, że sam tego nie wiem (ha,ha), a może zupełnie z innych powodów? O moralności, zgniliźnie i fasadowości uczuć wyższych. O upadku pewnych klas społecznych w przededniu wielkiej wojny i poniekąd o tym, czy świat ten musiał upaść i tak. Także o naturze zła, namiętnościach bliskich każdemu człowiekowi, poświęceniu i godzeniu się na ustępstwa. O terrorze wreszcie, o samotnikach zamkniętych w czterech ścianach, którzy mrokiem zatruwają innych i są siedliskiem najpodlejszych z uczuć. Jedyni w swoim rodzaju „Niewinni”. Polecam absolutnie!
Marcin Masłowski - awatar Marcin Masłowski
ocenił na 7 1 rok temu
Dom kłamczuchów. Opowiadania wybrane Dezső Kosztolányi
Dom kłamczuchów. Opowiadania wybrane
Dezső Kosztolányi
Dom kłamczuchów Dezso Kosztolanyi To było tak, że jeden ktoś polecił pewną książkę, a drugi ktoś zaczął zachwalać jej autora i inną jego powieść. Oczy mi zablyszczały i rzuciłam się w wir poszukiwań obu uznając skadinąd słusznie, że rzecz jest warta zachodu. Żeby nie robić reklamy napiszę tylko, że śledztwo z poszukiwaniem przeprowadziłam na stronie e- biblioteki, bo odwykłam od papieru, a i lenistwo okazuje się z wiekiem coraz silniejsze na tle innych innych wad. No i znalazłam, ale tylko jedną z polecanych i teraz, po lekturze muszę to napisać: Dziękuję!! Żeby ująć sprawę po swojemu czyli inaczej, napiszę w ten sposób. Wyobraźcie się elegancki kredens. Na wygiętych nóżkach, połyskujący lakierem, z kunsztownymi rzeźbieniami, bogaty w intarsje, inkrustacje. Małe cudeńko, do którego podchodzi się nieśmiale, żeby broń Boże nie uszkodzić, nie zepsuć, nie zniszczyć. Można i chce się w niego wpatrywać i wgapiać, bo choć to mebel, to wyjątkowy i niepowtarzalny. Żaden z niego ikeowski regał, żadna masówka, co zeszła z taśmy. Mnóstwo teraz tych kiepskich ..mebli, czyli powtarzalnych w treści książek, które zapiszą się w pamięci na czas do zamknięciami okładki. Ten moj wyobrażony kredens ma mnóstwo szuflad, szufladek i szufladeczek, a każda przyozdobiona piękna rączką, zmyślnym uchwytem. Aż korci, żeby do każdej szuflady zajrzeć, zagrzebać siew jej wnętrzu, zanurzyć w niej rękę, wskoczyć do środka I chwilę pobawić się w chowanego. Chodzi tylko o to, by mieć czas, gdy nikt nie będzie przeszkadzać, wołać, przypominać o czymś mało istotnym, bo chce się czytać i nie przerywać. Wskakuje się fo pierwszej szufladki, rozgości, zje tę duchową strawę, a potem chwila zadumy- rodzaj deseru i hops do innej skrytki! Tam czeka znowu pochłonięcie albo wchłanianie jak wody w suchą gabkę, jak w wysuszoną upalem ziemię. I znowu refleksja, zastanowienie się i tak po wielokroć, bo szuflad jest tyle, że można skakać wiele razy i nic nie stoi na przeszkodzie, by powtórzyć przygodę i wrócić do tej samej opowieści. Zaręczam, że powroty nie będą nudne, bo to niemożliwe. W szufladach są pudełeczka, pudełka, błyskotki, a każdego chce się dotknąć, pooglądać i potrzymać w ręku. Są tam też małe i duże lusterka, by się poprzeglądać, bo zawartość każdej szufladki to my i coś o nas. Myślę sobie, że autor musiał lubić patrzeć, słuchać i obserwować, by potem przetworzyć w kolejnym etapie tego procesu i ubrać w zdania. Tak mogło być, bo powstały małe skarby, mini klejnoty i wcale nie przesadzam i nie wpadam nadmierny zachwyt. Celowo nie piszę o treści, bo to opowiadania. Są obserwacją, refleksją i wnioskiem z podsumowaniem. Jest o człowieku i tym, jaki jest albo jaki się zdaje być. Bo może być dobry i zły, z zaletami i z mnóstwem przywar. Jeśli ktoś czepliwy zarzuci mi reklamę staroci, co pogryziona jest przez korniki, nadgryziona zębem czasu, nieprzystająca do naszych czasów, to od razu napiszę, że to błędne myślenie. Zmienia się pokój, jego wystrój, ale lokator czyli człowiek jest nadal ten sam. Taka jest ta książka, ta moja uhm..komoda pełna szuflad i skarbów.
xymenka - awatar xymenka
oceniła na 10 7 miesięcy temu
Party pod wojennym niebem Elias Canetti
Party pod wojennym niebem
Elias Canetti
Nie daje może takiej satysfakcji, jak olśniewająco-przerażające „Auto da fe” czy trzytomowe wspomnienia, niemniej jednak jest to interesujące spojrzenie bystrym okiem z zewnątrz na Anglię, szczególnie podczas II wojny, zwłaszcza na jej kulturę i elity, a tylko to Autora naprawdę interesowało. Canetti – spędził na Wyspach parędziesiąt lat - wiele miejsca poświęca kontaktom z brytyjskimi intelektualistami tamtych czasów. Spośród nich tylko niewielu jest powszechnie znanych i co raz musiałem guglować, kto zacz. Najwięcej oberwało się (raczej słusznie) Eliotowi. Zaskoczył mnie romans z Iris Murdoch i jej niezbyt elegancki portret – pisze wręcz o odrazie do niej. Zdaje się ze najbardziej zarzuca jej to: „Niczego nie przyswaja w całości, niczego całkiem nie odrzuca, wszystko pozostaje niedokończone, nieszkodliwe”. Najbardziej zaś do mnie przemówił niezwykle ciepły portret pewnego…. zamiatacza ulic. Autora (jak i mnie) ujęło już to, że ”nigdy nie rozmawiał o pogodzie, chociaż było mnóstwo okazji ku temu”. „Mówił powoli, doskonale artykułując słowa, językiem, który w innych okolicznościach nazwałbym biblijnym”. Powiedział m.in. Canettiemu: ”Boleję nad tym, co dzieje się teraz z pana ludźmi”. A w tej kwestii Autor wystawia Brytyjczykom bardzo dobre świadectwo: „U nikogo, wśród tych, których spotkałem w Anglii, nie zetknąłem się z żadnym antysemickim odruchem. Jeśli kiedykolwiek takie były, w co trudno mi uwierzyć, to Einstein i Freud spełnili swoje zadanie”. Pyszna anegdota o przebywającym w czasie wojny w Anglii Oskarze Kokoschce. Wielki austriacki malarz czuł się winny wojnie, bo i on, i Hitler ubiegali się kiedyś o to samo stypendium Akademii Wiedeńskiej. Przyznano je Kokoschce, a Hitlera odrzucono. „Gdyby dano stypendium Hitlerowi, nigdy nie zająłby się polityka, nie powstałaby partia narodowosocjalistyczna, nie wybuchłaby wojna. A wiec Kokoschka ponosił winę za wojnę”. Z książki przebija dwoisty stosunek do brytyjskiej kultury i obyczajów. Takie np. opinie czytamy: „Nikt, kto siedział przy tym stole, nie miał prawa nigdy odczuć, że spośród wszystkich narodów cywilizowanych właśnie Anglicy najbardziej nie akceptują cudzoziemców”. „Zachowywanie dystansu jest podstawowym ćwiczeniem Anglików. Nie zbliżają się do innych. Nie chcą, nie wolno im się zbliżać. Chroniąc się przed innymi, zakuwają się w lodowy pancerz. Z zewnątrz wszystko odbija się od ściany. W środku się marznie”. „W Anglii nie zatrzymuje się nikogo, kto się podnosi do wyjścia, gdyż byłoby to naruszeniem osobistej wolności gościa”. „Nie istnieje nic, w co by ludzie nie wierzyli, nie istnieje nadzieja, której by nie żywili”. Chyba był egotykiem: „Nic nie wiązało mnie silniej z ludźmi niż ich pragnienie wysłuchania mnie”. Albo: ”Proszę sobie wyobrazić, co znaczył dla mnie fakt, iż w tym wielkim kraju, który dla mnie był ojczyzną Szekspira i Dickensa, miałem j e d n e g o j e d y n e g o czytelnika”. Autor prezentuje jednoznaczny stosunek do rządów Margaret Thatcher : „Dzisiaj Anglia stanowi spuściznę po rządzie, którego jedyną i świętą receptą na wszystko był egoizm”. Dzięki temu zniknęła według niego obłuda - ”właściwe spoiwo angielskiego życia”. „Naczelnym kaznodzieją w kraju stała się kobieta, która niezmordowanie potępiała wszystko, co robiono dla innych, dla innych wszystko było za drogie; dla siebie – nic”. „Szkoły się popsuły, żeby dzieci w porę rozglądały się za własnym przedsiębiorstwem i nabierały odpowiedniej twardości serca”. A zarazem te nie do pojęcia w dzisiejszej Polszcze brytyjskie obyczaje polityczne: „W parlamencie wszyscy byli nietykalni. Każdemu wolno było odpowiadać na wszystko. Pojedynczy człowiek mógł w opozycji do sześciuset wypowiedzieć to, co leżało mu na sercu i nie przeszkadzano mu”. PS I jeszcze irytujący błąd tłumaczenia: Autor nie odmawia pewnemu zmarłemu „respektu” – polskim odpowiednikiem w tym kontekście byłby raczej szacunek, estyma, podziw ….
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na 7 2 lata temu
Chodzenie; Amras Thomas Bernhard
Chodzenie; Amras
Thomas Bernhard
Aż do ostatecznego rozpadu myśli i uczuć, przesiąknięta ideą rozpaczy ale wręcz monumentalna bogactwem wrażliwości w zetknięciu z brutalnością ludzkiego umysłu. W taki sposób odbieram ten wycinek prozy Thomasa Bernharda, który w nieprzerwanym ciągu procesów myślowych rozszerzył mój literacki świat o nieskończoną liczbę pytań. Może już nawet otarłem się na horyzoncie "Amras" o granicę obłędu, może w "Chodzeniu" dostrzegłem najbardziej przerażające więzienie, jakim jest ludzka natura. W każdym razie byłem bliski wiary w definicję istnienia, którego podstawą jest błąd. To jedyny realny fundament a towarzyszące mu przekraczanie kolejnych stanów umysłu stało się sztuką. W krytycznym stosunku Bernharda wobec struktur "wszystkiego" odnalazłem fascynującą mnie możliwość zawładnięcia w zasadzie każdą chwilą, którą ten austriacki pisarz niespiesznie wykłada w pełnych powtórzeń opowiadaniach. Proces ten polega na rozbiorze każdej wypowiedzianej frazy w taki sposób, że jej przeciąganie pomiędzy możliwościami psychiki staje się myśleniem ze wszech miar najjaśniejszym. Nie można tu zapominać o skutku tego rozjaśniania, którym będzie zaciemnienie każdej sprawy, jednak jest ono jak najbardziej pożądane i świadczy o wysokiej jakości tekstów Bernharda. Chcę tym samym ukazać kontrasty, pośród których przyszło mi przez ostatnie kilka dni przeżywać tę literaturę. Umysły bohaterów Bernharda są zamknięte w dobrze strzeżonej wieży, z której mogą obserwować zastawiane na nie zasadzki. W atmosferze rozsadzającej co delikatniejsze systemy nerwowe i pod kloszem dziwacznych doświadczeń doznają długich okresów beznajdziejności. Zaprzątnięte opuszczeniem lub czynieniem niezliczonych spostrzeżeń są jak mieszkańcy okaleczonego wewnętrznego świata. Często wykraczają poza siebie samych, nie są dalekie od chaotycznych procesów myślowych, czasami wyglądają na podziurawione przez wyczerpujące egzaltacje. Ale do twarzy im z tym wszystkim. Bez tego nie moglibyśmy poczuć, co tak naprawdę kryje się pod fasadą istnienia, kiedy człowiek musi żyć w największym stopniu trudności. Dlatego z czytelniczego punktu widzenia tak fascynujące jest rozkładanie uczuć na czynniki pierwsze. Wiem, że czytanie Thomasa Bernharda można porównać do podroży w głębię przez głębię. Im dalej, tym trudniej poruszać się w studium wyższej niejasności. Można wtedy poczuć, co czują ludzie wycofani w swoje rozszalałe umysły, kiedy z jednej strony są zachęcani do życia a z drugiej od samego początku usposobieni do śmierci. Z zewnątrz wygląda to na milczące skrywanie piekła a nawet świadczy o poważnych stanach chorobowych. Jednak te okropne psychiczne konwulsje są podstawą prozy Bernharda. Fascynującą w straszliwych sprzężeniach i wciągającą z jednej beznadziei w drugą. Chyba nie będę miał nigdy dość tej wymagającej ciągłego napięcia literatury.
czytający - awatar czytający
ocenił na 10 12 dni temu
Trudne miłości Italo Calvino
Trudne miłości
Italo Calvino
„Prawdziwa miłość nie jest dialogiem, lecz splotem dwóch monologów, które błądzą w poszukiwaniu wspólnego rytmu pośród zgiełku codzienności”. Bohaterowie zbioru opowiadań „Trudne miłości” autorstwa Italo Calvino to postacie zanurzone w głębokiej, egzystencjalnej samotności, mimo że ich historie formalnie dotyczą relacji z drugim człowiekiem. Calvino nie kreśli tu klasycznych romansów; jego bohaterami są m.in. podróżny w pociągu, kobieta kąpiąca się w morzu, urzędnik czy fotograf. Każdy z nich znajduje się w sytuacji pozornej bliskości, która jednak zostaje uniemożliwiona przez barierę nieporozumienia, wstydu lub po prostu niefortunnego zbiegu okoliczności. Ich „trudność” nie wynika z wielkich życiowych dramatów, lecz z drobnych, wewnętrznych blokad: braku odpowiedniego słowa, lęku przed dotykiem czy obsesji na punkcie własnego postrzegania rzeczywistości. Są to ludzie, którzy kochają bardziej swoje wyobrażenie o miłości niż osobę stojącą obok, co czyni ich sytuację tyleż komiczną, co przejmująco smutną. Największą zaletą prozy Calvino jest jej niesłychana precyzja i intelektualna elegancja. Autor posiada rzadki dar opisywania najbardziej ulotnych stanów emocjonalnych w sposób niemal geometryczny, klarowny, a zarazem poetycki. Każde opowiadanie to zamknięta, dopracowana do perfekcji miniatura, w której autor analizuje mechanizmy pożądania i alienacji z dystansem badacza i wrażliwością artysty. Styl Calvino jest lekki, a jednocześnie gęsty od znaczeń – potrafi on uczynić z prostego aktu zgubienia części kostiumu kąpielowego wielką metaforę utraty tożsamości. Kolejnym atutem jest humor; subtelna ironia, która pozwala czytelnikowi uśmiechnąć się nad małostkowością i zagubieniem bohaterów, rozpoznając w nich własne lęki. ⚠️ Wady i niedociągnięcia Przyznając ocenę 7/10, należy wskazać na pewną chłodną dystansowość, która dla części odbiorców może być barierą. Calvino bardziej operuje intelektem niż czystym afektem, co sprawia, że historie te czyta się z podziwem dla konstrukcji, ale rzadko z autentycznym wzruszeniem. Momentami narracja staje się zbyt analityczna, co może nużyć czytelnika szukającego w literaturze o miłości większego ognia i emocjonalnego zaangażowania. Niektóre opowiadania wydają się też nieco zbyt abstrakcyjne, tracąc grunt pod nogami w dążeniu do formalnej doskonałości. „Trudne miłości” to lektura obowiązkowa dla wielbicieli prozy wyrafinowanej i poszukującej. Italo Calvino udowadnia, że o uczuciach można pisać bez patosu, skupiając się na milczeniu, które dzieli kochanków skuteczniej niż odległość. To rzetelny, błyskotliwy portret ludzkiej niekomunikatywności, który mimo upływu lat nie stracił nic ze swojej aktualności.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 7 1 miesiąc temu

Cytaty z książki Spowiedź mordercy opowiedziana w jedną noc

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Spowiedź mordercy opowiedziana w jedną noc